Na forum mamy dużo poważnych i ważnych tematów dotyczących zdrowia, jednak opisane problemy przeważnie trapią nas dzisiaj, dlatego ja nieco przekornie chciałabym zapytać co złego Wam się przydarzyło, a co już dawno przeszło do historii?
Złamaliście kiedyś rękę lub nogę, mieliście jakiś (mniej lub bardziej poważny) wypadek, przydarzyło się coś przykrego, związanego ze zdrowiem? Tu możecie się wygadaćpożalić
.
Podobne tematy
Niestety chyba każda z nas miała jakiś problem ze zdrowiem w swoim życiu..większy czy mniejszy ale każdemu coś pewnie dolegało ;/
Ja miałam dwa wypadki których efekty utrzymują sie do dziś ;/
1. Jako mała dziewczynka miałam rozciętą górną wargę tak że całkiem rozeszła się na boki. Tzn. wiecie...rozcięłam ją dokładnie po środku aż po sam nosek ;/ blizna po zszyciu jest widoczna do dziś ;/ nie pomogły maści na blizny niestety ;/
2. Po lekkim zderzeniu z samochodem miałam porozcinaną głowę i złamany obojczyk. Głowa to pikuś ale obojczyk dał mi sie porządnie we znaki. Najpierw beznadziejnie założony gips który tak obcierał mnie pod pachami że przy szybszym ruchu lała mi się krew po rękach. Lekarz stwierdził że on nic z tym nie zrobi i żebym nie narzekała bo zawsze mogą ten rozciąć i założyć mi taki na cały tułów i że "w nim zgniję" bo był upał wtedy. Jakby tego było mało to obojczyk krzywo mi sie zrósł i normalnie czuć pod palcem w którym miejscu był złamany i jest taki hmm...no krzywy jest
przyzwyczaiłam sie juz do niego w sumie i dzięki temu zawsze jestem wyprostowana bo wtedy go nie widać
hehhe
No i to chyba tyle z poważniejszych wypadków ![]()
Cóż, ja miałam jako dzieciak liczne urazy głowy do czasu gdy zaczęłam trenować judo i nauczyłam się padów
Od tego czasu się w łeb nie walnęłam. Ale jak miałam 7 lat i miałam iść do pierwszej klasy, spadłam z takich wielkich kamieni na chodnik, na głowę właśnie. Zapytacie pewnie jak to zrobiłam? Otóż skakałam po nich z siostrą i zwyczajnie zderzyłyśmy się w locie, a ona była większa i starsza, więc ja poleciałam w dół. Wstrząśnienie mózgu, pęknięcie czaszki, miesiąc przymusowego leżenia. Ale poza tym nigdy sobie niczego nie złamałam, nawet palca.
Temat w sam raz dla mnie ja to jestem wręcz pechowym człowiekiem. Co róż mi się coś dzieje żeby opisać te wszystkie historię to bym musiała spędzić tu ładnych parę dni
Postanowiłam wybrać z moich licznych przygód jedną i podzielić się nią z Wami.
Jakieś 2 lata temu miałam niegroźny wypadek złamałam sobie palec w prawej ręce na lekcji wf. Nauczycielka kazała mi jechać do szpitala więc pojechałam na miejscu zrobili mi zdjęcie i lekarz stwierdził, że nic nie ma, że to tylko stłuczenie ( palec był dosyć mocno spuchnięty no i bolało mnie) lekarz jednak stwierdził, iż boleć musi i wysłał do domu. Noc byłam koszmarna rano palec jeszcze bardziej spuchł i przybrał pięknych kolorków pojechałam więc
do szpitala ( innego niż dzień wcześniej) Zrobili mi zdjęcie i o matko cud się stał palec okazał się złamany i do tego wszystkiego skręcony w stawie
Wpakowali mnie w gips i pożegnali gdy poszłam na zdjęcie gipsu ortopeda coś tam pomruczał gips ściągnął i stwierdził, że wszystko powinno być ok, jednak nie był ręka mi drętwiała nie mogłam ruszać palcami ( złamany palec w ogóle się nie zginał ) Poczekałam 2 tygodnie próbując w miarę delikatnie rozruszać go samodzielnie jednak nic to nie dało zostałam skierowana na rehabilitacje miałam miesiąc rehabilitacji który nic nie pomógł zmiana zabiegów kolejny miesiąc rehabilitacji który tez nic nie zmienił i tak rehabilitacja trwała ponad rok i nic się nie zmieniało kierowali mnie do różnych lekarzy ( nawet do psychologa!) w końcu trafiłam do neurologa który po wykonanych badaniach stwierdził uszkodzenie nerwów ( łokciowego i pośrodkowego) jednak od urazu minęło już za dużo czasu żeby cokolwiek z tym zrobić ( przy złamaniach najlepsza rekonwalescencja jest w pół roku po) Proponowali mi operacje jednak ja byłam w klasie maturalnej i nie mogłam sobie pozwolić na zawalenie roku ( 3 klasę ledwo zaliczyłam przez to) tym bardziej, że nie dawali mi gwarancji, że to coś da Nie wspomnę też ile kosztowało mnie to nerwów ręka niesprawna ja chodziłam do szkoły technicznej, praktyki, laboratoria proponowali mi nawet roczny urlop zdrowotny. Przez tą całą historię nauczyłam się pisać lewą ręką. ![]()
Teraz jest trochę lepiej jednak ręka jest dużo słabsza i niestety odczuwam pewne dolegliwości.
Mi sie jeszcze nic takiego nie przytrafilo (odpukac)
No moze poza jazda na rowerze, kiedy odleciala mi kierownica i walnelam w znak
zostal wtedy tylko guz ![]()
Za to moj maz to juz co innego ![]()
Kiedys wypil z kolegami i szedl madry drzewo ciac na takiej maszynie
no i kciuk po pionie sobie rozwalil, w Pl lekarze tak zbabrali mu go ze jest caly znieksztalcony, w ogole jak nie palec.
I w 2009 roku, poszedl ostatni dzien do pracy.. chyba byl ten dzien mu nie rzyczony.. i spadl z rusztowania, 3 operacje, w dwoch nadgarstkach platyny, i w obojczyku tez jeden duuuzy, na tyle ze widac jak wychodzi z pod skory ..
Ohh nigdy wiecej wypadkow ..
Jako aktywne dziecko wychowywane na wsi miałam sporo atrakcji ![]()
Pierwsza jaką pamiętam (5 lat): łaziłam po budowie. Zamiast schodów była pochylnia z desek, nie wiem dlaczego naszpikowana gwoździami. Oczywiście się wywróciłam i zjechałam po tych gwoździach na dół. Drobne blizny na nogach mi zostały na pamiątkę.
Innym razem (już miałam koło 10-12 lat) postanowiłam sobie naostrzyć kredki na szlifierce. Jakoś tak pechowo kredkę trzymałam, że sobie uciapałam końcówkę małego palca. Kość była nietknięta, więc palec odrósł, zostało dziwne czucie w tym palcu
W podobnym wieku (lub nieco starszym) byłam kiedy skakałam sobie z jabłonki. Po drzewach przeważnie łaziłam boso. Tylko wtedy zapomniałam, że pod jabłonką leży taka metalowa skrzynka poszarpana, którą zresztą sama tam w jakimś celu kilka dni wcześniej przyniosłam. Zeskoczyłam na tę skrzynkę i krawędź wbiła mi się głęboko w stopę... Dość długo potem miałam problemy z normalnym chodzeniem, nie mówiąc o włażeniu na drzewa...
Również w wieku młodszej nastolatki postanowiłam zeskoczyć sobie z dużego stogu siana. Zeskoczyłam, ale jakoś niefortunnie oparłam się rękoma o ziemię. Skutek - oba nadgarstki uszkodzone. Kilka dni nie mogłam nimi ruszać.
Interesujące jest to, że w żadnym z powyższych przypadków moje oczy nie zobaczyły lekarza. Widocznie takie drobne uszkodzenia są oczywistością w życiu wiejskiego dziecka i rodzicom nie przychodzi nawet do głowy, że można pokazać obrażenia lekarzowi
Natomiast w wieku dorosłym i odpowiedzialnym (?) wybrałyśmy się z przyjaciółką na wycieczkę rowerową. Jakieś 10 km od domu przegonił nas traktor. Włączył nam się duch rywalizacji i zaczęłyśmy się z traktorem ścigać (dorosłe i odpowiedzialne
). Było z górki, przegoniłyśmy go, ale jakoś niefortunnie wracałam na swoje miejsce na jezdni, bo najechałam na tylne koło koleżanki. Nie wiem dlaczego jest tak, że ten kto najeżdża się wywraca, ale fakt był taki, że gruchnęłam tym rozpędzonym rowerem o asfalt, wywijając kilka koziołków. Aż pan traktorzysta uznał za stosowne się zatrzymać i sprawdzić, czy żyję
Żyłam, miałam tylko obtartą brodę i porządnie zdartą skórę na całej długości przedramienia. Uznałyśmy z koleżanką, że są to obrażenia niegodne zakończenia naszej wycieczki, więc poczekałyśmy, aż krew przestanie mi kapać z ręki i pojechałyśmy dalej w zamierzoną trasę. Miałyśmy wielką radochę, kiedy mijani ludzie patrzyli się na mnie dziwnie ![]()
7 2011-12-16 12:15:19 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-12-16 12:17:55)
Jak miałam jakieś 11-12 lat, spadłam z konia tak niefortunnie, że złamałam sobie rękę. Ale oczywiście nie miałam pojęcia że jest złamana, myślałam że po prostu ją sobie mocno stłukłam, w czym jeszcze utwierdzała mnie koleżanka-instruktorka, z którą się wybrałam na przejażdżkę. Jako, że stało się to ledwie 15 minut po tym, jak wyruszyłyśmy, jeździłam jeszcze konno ze złamaną ręką przez godzinę
Uznałam, że jak przycisnę ją odpowiednio mocno do ciała, żeby się "nie majtała", to nawet aż tak nie boli... Na drugi dzień oczywiście mama zabrała mnie na prześwietlenie, okazało się, że kość była pęknięta i wsadzili mnie w gips ![]()
Drugi wypadek miał miejsce wtedy, kiedy już powinnam była być odpowiedzialna i myśląca, ale nie byłam
Miałam jakieś 17 lat i poszliśmy ze znajomymi i moim chłopakiem na piwo. Coś nam wpadło do głowy, że wespniemy się na dach pobliskiego budynku (było na niego łatwe wejście). Weszliśmy, wypiliśmy piwo (ja wypiłam tylko jedno i nie byłam pijana, żeby nie było
) i chcieliśmy zejść. Ja oczywiście musiałam tak niefortunnie stanąć, że zamiast na drewnianą kładkę nad połączeniem dwóch części budynku, nadepnęłam na cienką blachę, która leżała obok niej. Blacha się pode mną zarwała i zleciałam jakieś 2 metry w dół, z całej siły uderzając po drodze tyłem głowy w betonową ścianę. Najśmieszniejsze było uczucie "spowolnienia" i "poklatkowego" przewijania rzeczywistości
Miałam też przy tym bardzo dziwny dźwięk w głowie, takie dudnienie, jakby przytłumiony huk połączony z dzwonieniem. Mój facet potem mówił, że tuż po uderzeniu zaczęłam bredzić - ja tego nie pamiętam
Musiałam na moment stracić przytomność. Na szczęście obyło się bez powikłań, została mi po tym tylko mała blizna ukryta pod włosami i uraz do przechodzenia przez kładki
Aha - no i jeszcze ukruszony ząb-jedynka ![]()
Oczywiście, ze mialam wypadki. Bez nich ani rusz:)
Pierwszy wypadek mialam w wieku 6 lat. Chodzilam jeszcze wtedy do przedszkola, ale ślad po tym zdarzeniu mam do dzis, choc na szczescie mało widoczny. Razem z grupą wybralismy sie na plac zabaw. Jak to ja, polecialam od razu na hustawkę. Kolega jednak poprosil mnie, abym to ja jego teraz pohustała. Bez zastanowienia zeszlam z hustawki i tak go hustalam i hustalam i hustalam do momentu, kiedy nie zawolala mnie kolezanka. Ja sie obrocilam i w tym własnie momencie dostalam zelaznym kantem hustawki w oko, tzn jakis cm od oka
oczywiscie sie wywrócilam, poryczalam, krew leciala jak z kranu. Panie od razu zadzownily po pogotowie, ktore zawiozlo mnie do szpitala i od razu na szycie
do tej pory mam blizne. Chwała Bogu nie dostalam prosto w oko, bo gdyby tak sie stalo, to wole nie wiedziec co by bylo.
Mialam jeszcze wypadek w wieku ok 2-3lat. Dokładnie nie pamietam. Moje łózeczko miescilo sie zaraz przy meblach. Bałam sie z niego wyskoczyc, wiec zawsze wchodzilam na meble, a potem jakos osuwalam sie po drzwiach i bylam juz na podlodzie. Sama nie wiem, jak to robilam, no ale
pewnego razu meble sie przychylily i polecialam razem z nimi na szybe, ktora oczywiscie sie stłukla i przez która przelecialam. Wynikiem tego bylo szycie nogi w 3 miejscach i oczywiscie slady są do dzisiaj ![]()
Kolejny wypadek mialam 1 w liceum. Pamietam to jak dzis, pierwsza klasa i pierwsza lekcja wfu. Było upalnie, wiec poszlismy biegac na boisko, które wyłożone było w większosci kamieniami. Bylam ubrala w krotkie spodenki i krotka bluzke. Musielismy biec 60m. Nienawidzę biegac, wiec probowalam sie jakos wymigac z tego, ale sie nie udalo, nauczyciel kazal przebiec mi ta trase. No i stalo sie .... przed sama meta wyrznełam glebe. Nie wiedzialam, że final tego byl az tak powazny, Poszlam z kolezanka do toalety by się przemyc, ale jak zobaczylam nogi to sie poryczalam. Krew lala sie jak z kranu, powychodzilo mi troche "wnetrzosci", że tak to nazwe
i okropnie to wygladalo. Nie umialam chodzic, bo bylo to na zgieciu. Oczywiscie łokcie nie byli w lepszym stanie. Pozniej mialam polroczne zwolnienie z wfu i przez jakies 2 tyg nie chodzilam do szkoly, bo po prostu ne potrafilam. Do tej pory mam kamienie i brud w kolanie, nie rzuca sie to tak w oczy, no ale jest i widac to, jak sie czlowiek bardziej przyjrzy. Poszlam z tym tylko do lekarza, na zadne oczyszczanie sie nie zgodzilam i pewnie stad ten brud mam pod skora, bo wszystko sie juz zroslo. Teraz mam taka traume jesli chodzi o bieganie, ze nawet biegniecie na przystanek, by zdarzyc na autobus sprawia mi ogromny problem, bo ciagle mam przed oczami tamten wypadek ![]()
I kolejna sytuacja byla dosc niedawno, jakies 3 miesiace temu. Obecnie remontujemy dom z chłopakiem i jego bratem. Razem z facetem stalismy na schodach, on stal dwa schody wyżej ode mnie i trzymal w ręce CIĘŻKĄ wiertarkę!! nie wiem czy to on zapomnial, że ja stoje pod nim czy to ja cos przeoczylam (po prostu nie pamietam
), ale skonczylo sie na tym, ze chłopak coś wiercil i zrzucil wrecz ta wiertarke na moja glowe. To byla doslownie seksunda. Wywrócilam sie, zakrecilo mi sie w glowie, myslalam, ze zemdleje. Uderzenie bylo tak silne, ze nie potrafilam sie nawet podniesc przez kilka dobrych minut ze schodow. Oczywiscie sie poryczylam. Okazalo sie, ze mam rozwalony czubek glowy, krew tez sie troche lala, zabrudzila mi wlosy
no ale obylo sie bez szycia, przemywalam sobie tylko kilka dni woda utleniona i zrobil mi sie z tego meeega strup na srodku głowy ![]()
I ostatnia sytutacja, jaka pamietam bylo krojenie ogorka w te wakacje
zachcialo mi sie salatki, no wiec wzielam ogorka i zaczelam go kroic. W pewnym momencie poczulam pieczenie, ale nie skapnelam sie, ze przecielam sobie palca. Kroilam dalej, ale poczulam jeszcze wiekszy bol. Odrzucilam szybko noz, a krew psiknela na ubranie, sciane i wszystko co bylo dookola mnie. Przecielam sobie palca prawie ze w pol. Najlepsze jest to, że bylam w takim szoku, ze nic z tym nie zrobilam tylko polecialam do chłopaka i pokazuje mu tego palca, jak on to zobaczyl, to myslalam, ze padnie. Jego mina wygladala mniej wiecej tak
a nawet i gorzej
przez jakis tydz leciala mi krew, plastry, bandaze musialam co chwile zmieniac, ale do lekarza nie poszlam, bo sie balam, ze bede musiala miec szyte, Teraz mi sie tak dziwne to zroslo i wyglada to tak, jakbym miala dwa palce w jednym
pol palca wyglada tak, a druga polowka gorzej niz zle ![]()
Oj jeszcze by sie znalazly jakies sytuacje, ale to musialam pomyslec:)
Ja mając 3 lata upadłam i rozcięłam sobie język na pół. Chcieli mi go szyć w szpitalu, ale na szczęście było juz za późno. A potem dowiedziałam się od rodziców, że takiej części ciała jak język nie wolno szyć... Ciekawa sprawa, a raczej nieudolni lekarze.
Jako mała dziewczynka pojechałam do lasu z moim tatą i jego znajomym był jeszcze mój śp brat. Ojciec z tym znajomym poszli robić drewno ja z bratem bawiłam się siekierą nie wiem jak to się stało ale przeciełam sobie palec u lewej nogi oj jak płakałam i bałam się , że nie mam palca. Zaraz mnie rodzice zawiezli na pogotowie miałam dwa szwy teraz mi został tylko ślad prawie nie widoczna.
ja to kilka razy miałam nogę zlamaną i do dziś to odczuwam:) raz przez to jak w internacie wychowawczyni nam oznajmiła ze jedziemy na rower a ja go uwlelbiałam no i ona prosi abym poszukala dziewczyn chętnych ja podkoczyłam i jakoś tak zle stanełam na nodze ze rzepka z kolana przesunela sie w 2 stronę czyli wyskoczyła z kolana. ech co to był za bol nic sie ruszyć nie mogłam leżałam na korytarzu do czasu przyjazdu pogotowia ok 20 minut było lato upal a mi zimno,,,, kocem mnie przykryli. A potem wychowawczyni mowi no i byla wycieczka tylko ze nie na rower tylko do szpitala. a w szpitalu zobaczyłam kolegę z internatu z innym wychowawcą który sobie tez złamał kostkę ten kolega no to juz do internatu pogotowie spowrotem nas zawiozło... Ech 8 tygodni gips a potem 2 miechy rechabilitacji... a do dziś odczuwam bo to kolano daje mi znać ze juro np. bedzie zmiana pogody:)
nie miałam nic złamanego na szczęście
pamiętam tylko że miałam palca wybitego na wf podczas grania w siatkę ![]()
i zszywaną brodę
pamiętam to jakby było wczoraj ![]()
miałam 11 lat, moja siostra cioteczna mieszkała kilka bloków dalej to chodziłam do niej lub ona do mnie się pobawić
akurat to był piątek i byłam u niej ... na wieczorynkę miałam być w domu. wychodząc dostałam od cioci banana i szłam sb z tym bananem do domu, wchodząc do klatki nie dostawałam żeby zapalić światło a więc po ciemku szłam po schodach i oczywiście pech upadłam brodą na kąt schodów wielki huk, sąsiadka wyleciła , rodzice ... krew się lała jak z kranu a ja do mamy z tekstem : mamo patrz dostałam banana od cioci
byłam pewnie w szoku , bo nie płakałam i nic mnie nie bolało ale do czasu po 20min zaczeło boleć strasznie akurat czekałam na karetkę .. skończyło się na 5 szwach i ślad jest do dziś ale naszczeście nie widać tego chyba że od dołu ![]()
A mnie po wypadku samochodowym (kilkakrotne dachowanie) nie stalo sie zupelnie nic, tylko na posladku pozostala dlugo pamiatka w postaci brunatnego sińca odcisnietego w ksztalcie tel kom, ktory mialam w tylnej kieszeni spodni. Od tamtej pory wychwalam pod niebiosa duze, bezpieczne, japonskie samochody, bo ten samochod poszedl do kasacji - koszt naprawy przewyzszal jego wartosc (2-letnie auto).
Właśnie mi się przypomniało, że koleżanka szyjąc sylwestrową kreację połknęła szpilkę - bardzo długą i z dużym łebkiem. Szpilkę trzymała w ustach, zakrztusiła się czy kichnęła i ta niestety poleciała głębiej. Pech chciał, że koleżanka akurat była w dosyć zaawansowanej ciąży, a żeby zlokalizować ostry przedmiot trzeba było wykonać niewskazane dla dziecka prześwietlenie.