Jesteśmy ze sobą prawie dwa lata i naprawdę, coraz częściej jego zachowanie sprawia mi przykrość. Na początku związku było cudownie, ale teraz zaczynam przecierać ze zdziwienia oczy!
Pewnie część z Was pomyśli, że jestem materialistką, ale tu naprawdę nie chodzi o wartość, tylko symbol.
Chłopak jest jedynakiem z dobrzej usytuowanej rodziny. Ale ciągle myśli tylko o sobie. Jest tak bardzo skupiony na tym,czego mu brakuje, że nie zauważa mnie. A kiedy wreszcie się obkupi, twierdzi, że ja powinnam stawiać mu obiad, kolację, kawę, itd. Czy to wg Was jest normalne, czy ja przesadzam? Ja oddałabym mu wszystko, dobrze zarabiam i nigdy nie obciążam go swoimi wydatkami. Ale chyba w normalnym związku facet inaczej się zachowuje?
Żal mu wydać na mnie na kwiatka, na jakiś napój, batonika. Nic mi nie daje, bo twierdzi, że niczego nie potrzebuję. Ale za to on wciąż musi coś mieć. Później siedzimy w domu, bo on przehulał całą wypłatę i spłukany nie ma zamiaru wychodzić. Gdy jednak zasugeruję,że to i to mu postawię, to chętnie na to przystaje. W jakieś święta nie chce się ze mną spotykać, żeby nie musieć mi czegoś dawać (walentynki, dzień kobiet, urodziny i imieniny spędziłam ze znajomymi). Czy mnie się wydaje, czy on naprawdę jest skąpiradłem?
Podobne tematy
Polecam ksiązkę- "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy", w której autorka porusza taką kwestię.
Nie jesteś żadną materialistką, doskonale rozumiem o co Ci chodzi. Taki nieodpowiedzialny facet, który nie myśli rozsądnie i od razu wydaje wszystkie pieniądze nie wydaje się być dobrym materiałem na przyszłość. Lepiej zauważyć to późno niż wcale.
Mój były również był okropnym skąpiradłem, to naprawdę może utrudniać życie kiedy facet nie potrafi szarpnąć się na nic. Powinien sam chcieć sprawiać przyjemność ukochanej w postaci kupienia prezentu, postawienia obiadu czy zaproszenia do kina. Bo nie mówimy tu o jakichś drogich rzeczach no ale sam fakt...
To jest nie tyle przykre, co okropnie dziecinne. Takie zachowanie faceta wzbudza jedynie politowanie.
Fakt- to nie chodzi o obsypywanie prezentami i jakiś głupie przeświadczenie, że "to facet zawsze płaci", ale o zwykły takt i (może trochę) kulturę (?).
Ja, będąc w takiej sytuacji, jaką opisałaś w ostatnich zdaniach swojego posta, poczułabym się jak skończona kretynka. Bo niby miałabym uwierzyć w dziwny zbieg okoliczności: 8 marca- nie mam czasu, 14 luty- nie mam czasu, 6 grudnia- nie mam czasu? Taaaa mhm.
Zgadzam się z Wami, to nie jest normalne... Co innego jak go nie stać a co innego jak wydaje całą kasę na siebie a dla Ciebie żałuje...