Witam,
jest to mój pierwszy post tak naprawdę na tym forum, na które wchodzę już od dawna i śledzę różne wątki.Dzisiaj po raz pierwszy zadecydowałam o opisaniu mojego problemu i prośbe o radę ponieważ jest mi coraz ciężej.
Moja historia uczuciowa jest niezwykle zawiła dlatego postaram się ją jak najbardziej skrócić i pokazać sedno sprawy, licząc na waszą pomoc:)
Od 8 miesięcy jestem z mężczyzną o 6 lat starszym, którego poznałam przez moich znajomych.Jest to facet niezwykle dobry, uczuciowy, kocha mnie i dba o to by zawsze było mi jak najlepiej, znosi dzielnie moje kobiece humory.Z boku wydaje się mężczyzną wprost idealnym dla każdej kobiety jednak...
Od 3 miesięcy mieszkamy razem.Decyzja padła z obydwu stron, co z perspektywy czasu wydaje mi się dość szybkim i ryzykowym posunięciem.
Na początku było wszystko dobrze i spokojnie, ale od niedawna zaczęły się problemy i to głównie ze mną samą.Przestałam mieć ochotę się starać, przytulać, nie wspominając o jakiejkolwiek innej bliskości.Po raz pierwszy poczułam, że to nie 'to'...Że nie spotkało mnie to BUM, które powoduje, że najzwyczaniej w świecie jesteśmy szalenie zakochani.Na pytanie czy wyobrażam sobie życie bez niego momentalnie pada moja odpowiedz "oczywiście, że tak".
Kiedy dotarło do mnie, że tkwię w czymś co nie ma przyszłosci ogarnęło mnie przerażanie( już tłumaczę czemu)-> miłość moich rodziców, rodziny, znajomych do Niego jest o wiele większa niż moja.Rodzice zagrozili, że jeśli go skrzywdzę to źle to się dla mnie skończy.Ciągle czuje taką presję z ich strony.I wiem, że jeśli się wyprowadzę to zgotują mi takie piekło o jakim nawet nie mam pojęcia.Moja mama jest pewna, ze trafiłam na idealną osobę i najchętniej to zobaczyłaby u mnie na palcu pierścionek, ja na samą myśl o tym dostaje gęsiej skórki...Moją mame moge spróbować wytłumaczyć tak, że rok wczesniej byłam w zwiazku prawie 2 lata, który nie wyszedł a ja wpadłam w głęboką depresję, z którą zmagam się do dzisiaj.I ona uważa, że znalazłam mężczyzne idealnego, który nigdy mnie nie wyzwie, nie uderzy, nie przyjdzie schlany do domu.
Może i ma rację-jestem tego świadoma.Ale czy naprawdę muszę rezygnować z mojej młodości i coś takiego jak 'motylki brzuchu' na rzecz spokoju i oglądanie na tapczanie telewizji w papuciach do konca zycia?Dodam, że mam 20 lat i jestem na pierwszym roku studiów, więc wszystko dopiero przede mną.
Chciałabym wytłumaczyć mojej mamie, że to nie 'to', ale wiem, że tego nie zrozumie.Brakuje mi już argumentów...Mam teraz wybór:zostać i tak tkwić do końca życia marząc o tym, czego nie przeżyłam i zazdrościć innym albo zebrać się na odwagę, skończyć to wszystko i przeczekać moment kiedy wszyscy bedą uważali mnie za głupiutką i niedorosłą dziewczyne, która odrzuciła TAKIEGO mężczyzne.
Bardzo proszę o rady i z góry dziękuje!:)