Witam wszystkich.
Opowiem wam historię; na początku jak z bajki o kopciuszku, jednak bez szczęsliwego zakończenia.Po 9 latach małżeństwa rozeszłam się z mężem, nasze małżeństwo przez ostatnie 4-5 lat było kontraktem, usilnie utrzymywane z uwagi na chorobę nowotworową teściowej. w 9 roku poznałam mężczyznę; mądry, delikatny, uczynny, wykształcony.Dużo rozmawialiśmy,mówiłam jak czuję się w swoim małżeństwie, co przeszłam z mężem który zamienił mnie i dzieci na samochody, pieniądze, nieruchomości. On bezdzietny,żonaty ale równie bardzo bardzo nieszczęśliwy.Staliśmy się dla siebie jak bracia bliźniacy, podobni jak dwie krople wody on tylko młodszy 4 miesiące mówił że jest moim bliźniakiem tylko wcześniej urodzonym. Zbliżyliśmy się do siebie bardzo. Utwierdzał mnie w przekonaniu że jednak powinnam się rozejśc z mężem tyranem że zaopiekuje się nami jak nikt dotąd. Po rozwodzie moim i jego byliśmy parą jak się wydawało wzorową. Zawsze za rękę zawsze razem, kochał i traktował moje dzieci jak swoje, nie mogąc miec swoich twierdził że Bóg mu nas zesłał, że wreszcie znalazł swe miejsce na ziemi, żałował że nie poznaliśmy się wcześniej, wspólnie przeszliśmy biedę jak to po rozwodach, adwokaci, spłaty, długi itd. Były chwilę że po kieszeniach szukaliśmy groszy na mineralną latem.Raz z górki raz pod górkę i wyszliśmy na prostą.Bywały też konflikty ale zawsze udawało się osiągnąc konsensus. On pracował zawodowo, po długich rozmyślaniach otworzyliśmy firmę, nie zarabialiśmy kokosów ale pozwoliło nam to życ swobodnie bez trosk co przyniesie jutro. Pracowaliśmy długo i ciężko każdego dnia po 20 godzin i tak przez 3 lata. Zmęczenie przychodziło coraz częściej, zdrowie odmawiało posłuszeństwa, było to widac po każdym z nas. Ale pracowaliśmy uważając ze lepszy grosz zarobiony niż dwa darowane. Kupiliśmy jeden samochód,potem drugi, trzeci, przyczepę kempingową, wyjezdzaliśmy na wakacje. Planowaliśmy i sprzedaż mojego mieszkania i kupno domu.Wspólne plany. Nie braliśmy ślubu wychodząc z założenia że jeden papierek już mieliśmy i nie przyniósł nam szcześcia. Nie chciałam ślubu bojąc się że jeśli by się nie udało znów przyjdzie ciąga się po s.ądach. On nigdy nie brał pod uwagę że może coś między nami by nie tak, wychodził z założenia że jeśli ludzie kochający się będą ze sobą rozmawia nic nie może się stac. Wszyscy zazdrościli nam jak sobie żyjemy, jak się kochamy. Z lat młodości miałam 4 przyjaciół kiedy było mi smutno i źle sama z dziemi gdy mój pierwszy mąż mało przebywał w domu i kiedy dzieci pytały czy tata z nami mieszka, zawsze ale to zawsze mogłam na nich liczy, Było mi lżej przychodzili gdy mój mąż był w domu wspólnie się spotykaliśmy.Wiedzieli że mam małże.ńskie problemy jednak nie wnikali. Była to 4 ludzi ważna ale nie najważniejsza w moim życiu. Ania, Jacek, Irek m Gośka. Gośkę spotkałam na swojej drodze w 2001 roku znałam ją krótko. Była inna od wszystkich nie całkiem zgadzałam się z tym co robi ale dała się lubic, gdy płakałam zawsze pocieszała. W koncu wyjechała, telefony zamilkły. Przez ostatnie 3 lata widziałam ją raz odebrałam 2 telefony i sms. OD czasu gdy poznałam Krzyśka marzyłam tylko o tym by by z nim i dziecmi, tęskniłam gdy szedł do pracy, umierałam z tęknoty gdy wyjechał do pracy na miesiąc za granicę. ON również tęsknił , nie dawał razy, przyjezdzał z Niemiec by 3 godz. by z nami.Stał się moją jedną nogą, jedną ręką powietrzem. On okazywał uczycia nic nie wskazywało by mogło by inaczej. Przez wiele lat rano na koło łóżka znajdowałam kartkę papieru z wiadomością od niego tzw. sms.Pisał jak bardzo jest szczęśliwy, że żyje dla nas, że znalazł swe miejsce na ziemi, że kocha, same superlatywy. Wierzyłam mu bezgranicznie, kochałam jeszcze bardziej. Zrezygnowałam ze znajomych gdzieś zabiegana na ulicy powiedziałam cześC i wracałam do domu. Raz kiedyś wieczorem gdy po kłótni czułam się podle trzasnęłam drzwiami mówiąc ze idę do normalnych ludzi jakieś 3-4 lata temu. Umówiłam się spotkaliśmy przez nieuwagę palącą zapałkę włożyłam do pudełka spowodowałam wybuch i sparzyłam rękę, nigdy nie piję alkoholu jednak wtedy wypiłam 5 łyków piwa z sokiem i po kilku godz, wróciłam do domu. Dobrze czułam się w domu, mimo że miałam towarzystwo nie czułam się dobrze myślałam że on został w domu że jest smutno i źle, że nie wie gdzie jestem.Uwierzcie że miałam chwilę słabości jeszcze dwa razy tak mam od dziecka żeby odreagowac muszę wyjśc, na chwilkę, sekundę złapac powietrza, odetchnąc, krzyknac jest mi lżej. Wyszłam z domu wsiadłam w samochód coś nie dało mi jecha skręciłam w drogę na staw tam popłakałam, pomyślałam i wróciłam natychmiast. Od 4 lat nie wychodzę z domu wcale , z nikim się nie spotywam, od rana prawie do rana pracuję, często w piżamie bez jedzenia, schudłam bardzo. Zaczęłam chorowac, źle się czułam ale nie skarżyłam się pracowałam, załatwiałam sprawy, dzieci do szkoły, kościoła, dodatkowe lekcje, księgowy, kurier, poczta obiad ciasto, wyjazd po towar, naprawi samochód, dolaC oleju brakowało mi czasu doba była za krótka, nie czułam zmęczenia fizycznego wszyscy dziwili się skąd przy MASIE CIAŁA 40 kg mam tyle siły. Wyręczałam Krzyśka z domowych obowiązków,rąbałam drewno, nosiłam węgiel, warsztat samochodowy. Uważałam że jest zmęczony ma bardzo odpowiedzialną pracę, huk, napiecie, po powrocie pomagał mi w firmie. BYŁAM MIMO WSZYSTKO ZADDOWOLONA Z ŻYCIA. Nie lubię siedzia kochałam pracowac i pomagac innym. I nadszedł dzień który zmienił historię naszego życia. 3 listopada 2010 roku, moje imieniny, po powrocie ze szkoły z dziecmi, na klamce wisiał bukiet kwiatów, pomyślałam że pewnie ktoś nie zastał mnie w domu i zostawił kwiaty, włożyłam do wazonu. Krzyś po powrocie z pracy zobaczył bukiet nawet przez myśl mi nie przyszło że taka będzie jego reakcja, gdybym wiedziała wyrzuciła bym je. Uznał że bukiet jest od mojego przyjaciela, że całe życie go oszukuję, że źle traktuję że nieodpowiednim tonem do niego mówię, że ma tego dośc, że jest pod wpływem szantażu emocjonalnego. KOSZMAR. nie mogłam uwierzy że to dzieje się naprawdę. Od tej chwili każdy dzień był gorszy, kłótnie, wypominki, wspomnienia z przed wielu lat że to ja wyszłam z domu że diabli wiedzą gdzie byłam. Emocje brały górę nad zdrowym rązsądkiem. Każdy dzień przynosił nowe gorsze słowa i czyny. Pokłuciłam się z rodzicami, bratem, napięcie straszne. On robił wszystko by nie było spokoju. po 4 latach obrazy i braku kontaktu naggle pojednał się ze swoją matką bratem o któym nie chciał słyszła, wychodził z domu gdzie chciał i kiedy chciał, stał się agresywny, doszło do rękoczynów. Dzieci to widziały skarżyły się krytykowali mnie kogo to ja do domu wpóściłam, że takich rzeczy nie było gdy ich ojciec był w domu, wreszcie wszyscy darli się na kupę. Krzysiek wprowadzał się wyprowadzał, przepraszali wszyscy wszystkich. W tym czasie ja kąpiąc się znalazłam guza w swojej lewej piersi, panika mnie ogarnęła gdyż teściowa zmarła na raka złośliwego, moja mama guzy w piersiach i wiem przez co przeszła i jak było ciężko. Wszystko spadło na mnie jak grom z jasnego nieba, pomyślałam że nie mogę powiedzie Krzyśkowi powiedzie o chorobie bo pomyśli że biorę go na litośc, znowu szantaż I tak nic nie mówi nikomu płakałam po kątach, bałam się szłam z tym sama. Poszłąm do lekarza który potwierdził obecnośc guza piersi, zalecił natychmiastową konsult. u onkologa. Wtedy moje życie runęło nie godziłam się mając 36 lat czas umierac, pytałam dlaczego ja, co z moimi dziecmi. Zrezygnowałam z leczania co ma by to będzie najważniejsze aby Krzysiek się uspokoił i znów zapanował spokój. Ból piersi przychodził coraz silniejszy jakaś wydzielina. ALE uparcie twierdziłam że nie ma na to czasu. Podczas kolejnej jego wyprowadzki po 3 miesiącach wykrzyczałam że ma guza nawet dwa jak się ostatnio dowiedziałam że muszę iśc do onkologa jeśli okaże się że to rak chciałabym aby na ten czas został w domu, bo nie dam rady. Został pojechaliśmy na onkologię diagnoza dwa guzy, zlecono biopsję, mammografię hormony itd. Bałam się panikowałam 6 tygodni życia w zawieszeniu co powiedzą badania. Ale w domu nie było lepiej Krzysiek nie przejął się moją chorobą sama jeździłam do lekarza 60 km. sama na zabiegi, awantury bez przerwy, wyprowadzki. Krzyczał że jestem chora na zawołanie, że panikuję, wynik przyszedł dobry to nie rak torbiele w piersiach, mastopatia , torbiele do ukłucia i ściągnięcie płynu, pojechałam sama miałam się osczędzac po zabiegu pracowałam nosiłam ciężkie przedmioty zrobił się ropień w piersi, czyszczenie, leczenie dalej sama. tego dnia gdy wróciłam do domy z zabiegu Krzysiek usiadł koło mnie i rzekł. ja naprawdę jestem chorym człowiekiem na ulicy zaatakowałem bezbronnego człowieka. UDAŁ SIĘ DO PSYCHIATRY, diagnoza depresja adaptacyjna dostał antydepresanty. Kilka dni lepszych kilka gorszych.cdn.Panika pod hasłem rak minęła została tylko kontrola, czasami ból, i myśl do końca życia że je mam i muszę mieC się na baczności. Awantury trwały dalej, podczas jednej z nich Krzyś zjadł 33 tabletki antydepresyjne, intensywna terapia wyszedł bez szwanku spał 8 dni. Nigdy bym się tego nie spodziała, że jest zdolny do prób samobójczych. Poraziło mnie to miałam nocne mary, z dnia na dzień znajdowałam obrazki które malował szubienice on ajk wisi, pomnik z jego datą śmierci , wiersze o śmierci,popadłam w paranoję, obsesję na tym punkcie, bałam się chodzi po domu, że gdzieś go znajdę, że gdzieś wisi, nie gasiłam świateł, nie spałam. Przyrzekłam sobie że ja jestem nie ważna tylko on i on i jego zdrowie. Wbrew ludziom którzy mówili wywal go wariat, wykończy cię, patrzy żebyś to oczy zamknęła. JAK KOŃ Z KLAPAMI NA OCZACH MASZEROWAŁAM DALEJ. Stałam się jego cieniem, pilnowałam, w nocy paskiem od szlafroka wiązałam jego prawą nogę do jego lewej, gdybym po nieprzespanych 4 nocach zasnęła i gdybym nie słyszała że coś kombinuje.Jak tylko ruszył nogą ja już jak opętana siedziałam nad nim. Gdy się wyprowadził dzwoniłam, sprawdzał czy żyje,popadłam w coś -co nie
wiem jak nazwac strach mnie paraliżował, zawroty głowy, wymiotowałam krwią, mdlałam, ból piersi wrócił. Gdy go widziałam myślałam o najgorszym , przed dziecmi kryję prawdę o tym co naprawdę się dzieje.Mimo że po próbie samobójczej mówił że źle zrobił że to nigdy się powtórzy nie przekonało mnie, wiedziałam że jeśli zrobił to raz może i następny. Po jednej z awantur do córki powiedział ; należało lac sztachetą może bym się opamiętał.Po tym incydencie miesiąc był znośny. Ale ja czułam się źle, dopadały mnie różne dolegliwości naraz. Omdlenia, wymioty, ból w klatce piersiowej na przestrzał, ból pleców obwisłe ciężkie ramiona, sztywnośc dłoni, ból głowy, trudności w oddychaniu, wysokie ciśnienie nawet 195/100 tętno 130. Płakałam po kątach noce z koszmarami, przez sen mówiłam samobójstwo, boję się Ratunku itd.
Skrywałam się na strychu aby chwilę na to wszystko nie patrzec.Mimo iż chwilę było lepiej on nie zachowywał się normalnie. Leżał,leżał, nie pomagał mi w pracy, wychodził rano wracał wieczorem, kupił sobie nowy komputer, telefon, czego wcześniej nie robił,nie znosił telefonu nie potrafił jak mówił komunikowąc się, przez telefon,sms-ował gdy wchodziłam chował komórkę, odbierał i pisał ukratkiem. założył sobie nową pocztę e-mail nikomu nie dał zbliży się do jego komputera, umawiał się z koleżankami z pracy w sprawach ;służbowych' nie rozmawiał z dziecmi wszystko inne było ;be;.DŁUGI MÓJ LIST MYŚLICIE ŻE TO KONIEC ALE NIE TU DOPIERO ZACZNIE SIĘ DRAMAT,OPISZE WAM GO JUTRO TERAZ IDE DO SZPITALA
1 2011-07-29 17:18:01 Ostatnio edytowany przez sylwia1975 (2011-07-29 19:55:38)
Podobne tematy
2 2011-07-29 18:19:36 Ostatnio edytowany przez Nania (2011-07-29 18:20:08)
Sylwia z wielkim przejęciem przeczyatałam Twojego posta to straszne co przeszłaś w swoim krótkim życiu...nie mieści się w głowie...napisz jak skończyła sie ta historia??? On sie wyprowadziłod Ciebie? jesteś teraz sama? jak sobie radzisz? czy dbasz o siebie?
ściskam Cię mocno pisz tu w każdej chwili gdy bedzie Ci źle, to forum pomaga gdy nie wiesz co ze sobą począć gdy stajesz na rozsatjau dróg i nie wiesz w którą stronę podażać...
jedno jest pewne jesteś bardzo silną kobietą Twoje dzieci po tym wszystkim co przeszłaś mogą być z Ciebie dumne!!
Naprawdę, współczuje . Trzymaj się cieplo
4 2011-07-29 19:09:37 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-07-29 19:10:36)
dobrze zrobilas , ze tu napisalas, Sylwia.
Tu sa wspaniale kobiety ( z tego , co sie zdarzylam zorientowac w tam krotkim czasie. )
Na pewno Cie wesprza i dadza troche sily.
Naprawde wstrzasajace - i ta Twoja SILA!
Sylwia to wstrząsające jak zły sen .jesteś dzielna trzymaj się. co dalej czekamy,? jak się czujesz,?
poradzisz sobie i nie zapominaj jesteśmy tu jest tu wiele mądrych ludzi.
6 2011-08-01 21:28:45 Ostatnio edytowany przez takasobiemamuśka (2011-08-01 21:31:37)
To nie list...to spowiedź, streszczenie żegnającej się kobiety, która nie ma już siły żyć... Sylwia? Czy dobrze zrozumiałam Twój wpis ?
Pisałaś 29, dzisiaj mamy 1 sierpnia...jesteś ?
7 2011-08-19 02:16:38 Ostatnio edytowany przez sylwia1975 (2011-08-19 10:56:45)
C.D.JAK ZŁY SEN
Pytacie CZY JESTEM, CO DALEJ.
Przez ostatnie 3 tygodnie działo się tak wiele że nawet nie miałam czasu napisć.Ale też wiele dni spędziłam na szpitalnym łóżku. Krzysiek wyprowadził się na dobre nie widziałam go już 5 tygodni.Zabrał ze sobą cały nasz majątek na który tak ciężko pracowałam, TWIERDZĄC ŻE TYLKO JEMU SIĘ TO NALEŻY. Zostawił mnie gołą i wesołą z 6 zł w portfelu, bez samochodu który był podstawą mojej pracy. Na jeden z samochodów miałam współwłasność, adwokat poinformował mnie że bez 2 zdań należy mi się połowa.Jednak leżąc na intensywnej terapii kardiologicznej dochodziły do mnie różne bardzo przykre słowa wypowiedziane przez niego a pocztą pantoflową dotarły ze zdwojoną siłą. Słyszałam wokół on nie jest chory to kalibabka, złodziej i oszust. Wyrwał kase z pierwszego małżeństwa, ciebie i dzieci okradł podwójnie Zgłoś to na policję. W szpitalu poprosiłam o przepustkę na jeden dzień, ze szpitala umówiłam się z adwokatem który natychmiast na moje polecenie przygotował akt darowizny, powiadomił Krzyśka o fakcie iż daruję mu swoją część - udziału w samochodzie. Na spotkanie przyszedł darowiznę przyjął bez mrugnięcia okiem. W tym momencie dostał od nas wszystko. W życiu nikomu nic nie ukradłam, twierdził że samochód jest jego i tylko jego, niech tak będzie nie jestem złodziejem. Powiediałam tylko to o co prosiły mnie dzieci.
Masz oddaję CI OSTATNIĄ KROMKĘ CHLEBA, BEZ AUTA NIE MAM PRACY ALE WEŹ DAJĄ CI TO MOJE DZIECI. To było ostatnie moje spotkanie z nim. Byłam bardzo słaba, moje seduszko jak się okazało też jest słabiutkie ale bije. Bije dla moich dzieci.W dniu kiedy dołączyłam do tego forum napisałam też prośbę pod modlitwą do Jana Pawła II- odszukajcie mnie tam ten sam nick sylwia1975. Napisałam tam Ojcze ŚW. Jeśli ta miłość potrzebuje ofiar weź mnie i kilka godzin później wracająć z tatą z zagranicy mieliśmy wypadek.Samochód stoczył się 4,5m w dół ,przewrócił się na bok. 4 stojące tam drzewa uratowały nam życie zatrzymały samochód który już wywracał się na dach. Kiedy przyjechała Straż mówili jakim cudem udało wam się z tego wyjść, gdyby nie te drzewa to mieliście przed sobą 20 metrów w dół. Wiedziałam że to ta moja ofiara ,Weż mnie'. Ostatnie tatki auto poszło do kasacji nie mieliśmy już nic. Został tylko pęknięty nos, stłuczona obolała twarz, ręka i noga. i łzy mojego taty który do dziś powtarza zabił bym ją. Przyszedł następny kryzys, powracały do mnie widoki z wypadku wraz z całą resztą spraw pt.'Krzyś'. W jednej chwili spakowałam walizkę, zabrałam młodszego syna i wsiadłam w PKS do Krakowa, potem dalej busem, Dotarłam do mojej rodziny oddalonej o 400 km. Z uwagi na upał podróż zniosłam żle potem pogotowie zastrzyk i po 3 dniach powrót do domu oczywiście z przygodami. W okolicach Katowic w autobusie straciłam przytomność karetka szpital Katowice-Ochojec. Mój synek leżał razem ze mną bo co było robić gdy do domu 300km. Rano nie chcieli wypisać mnie domu za daleko, proszę załatwić prywatny ambulans tak będzie bezpiecznie. Wysłałam sms do Krzyśka że potrzebuję karetkę, ile może kosztować nie odpisał. Wypisałam się na własną prośbę wróciłam autobusem do domu. Przyszli mi z pomocą znów Ci sami ludzie nie znają faktów nie mówię o tym.Wrócił ból piersi znowu trzeba ukłuć napisałam do Krzyśka czy może mnie zawieźć do szpitala -nie miał czasu. W tym samym dniu 16.08. przyjechał do naszej parafii Ojciec dr John Baptist (Jan Chrzciciel) Bashobora jest aktualnie diecezjalnym koordynatorem Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej pOCZYTAJCIE W INTERN.Uzdrawia fizycznie i duchowo. Jestem wierząca mniej praktykująca do takich rzeczy podchodzę z dystansem. Na to spotkanie nie poszłam, poszła moja córka. Tłumy ludzi z kraju jak i zagranicy. Po 3 godz słyszę w słuchawce tel. zapłakane roztrzęsione moje dziecko .Mama ubieraj się on tam na Ciebie czeka masz 15 minut. Nie chciałam, odmawiałam ale uległam. W tłumie ludzi ojciec wypatzył moją córkę podszedł zapytał w czyjej intencji się modlisz dziecko. Powiedziała że w intencji swojej mamy. Odpowiedział nie ma jej tutaj ale idź przyprowadź ją twoja mama ma chore serce. Bocznym wejściem z oporami weszłam do kościoła z boku siedzieli księża, ojciec Bashobora modlił się nad kimś przed ołtarzem odwrócił się podszedł i powiedział MAMA ty jesteś mama masz dobrą córkę. Wiesz że masz chore serce odpowiedziałam wiem . dlaczego nie przyszłaś na mszę odpowiedz. że już nie wierzę w cuda. Kazał położyć mi ręce na klatce piers. i powiedział bo piersi też masz chore zwątpiłam. ZACZĄŁ TAK; CZEGO ŚWIADKAMI SĄ DZIESIĄTKI LUDZI, NASI KSIĘŻA. Musisz mu wybaczyć, on nie wie co czyni. Wybacz mężowi choć nie do końca mężowi ( nie mieliśmy ślubu) musisz mu wybaczyć przez 7 minut co jakiś czas powtarzałam wybaczam CI mężu, wybacz mi mężu, Jezu wybaczam mu. Kiedy zaczął mnie uzdrawiać stało się coś co nie da się nazwać. Miałam zamknięte oczy które nagle zaczęły mrugać gałki oczne podskakiwały, kolana trząsły się czułam to widziałam tylko kątem oka jak powstają Księza, ludzie patrzą się ze zdumienia trzepało mną, upadałam ojciec i tłumacz trzymali mnie. Gdy skończył wszystko wróciło do normy. Ludzie bili brawo i płakali. Proboszcz podszedł długo trzymał mnie za rękę kazał mi i dzieciom iść przed ołtarz podziękować za to co się stało.Poszliśmy całą trójką trzymając się ręce. W czasie gdy ojciec Modlił się nade mną jak zywe zadzwięczały mi słowa ; TU JEST TWOJE MIEJSCE TU JEST TWÓJ DOM. Gdzieś w środku mówi to do dziś nie wiem co to oznacza. Czy chodzi że kościół jest moim domem czy może nie powinnam uciekac bo zaplanowłam wyjechać na rok.Przypomniałam sobie słowa Ojca BashoborY- ODWRÓCIŁ SIĘ OD CIEBIE PRZYJACIEL NIE MA GO TU ALE TY MASZ GO W SERCU. Wróciłam, wyjęłam z portfela zdjęcie Krzyśka stałam w kolejce, podszedł, popatrzył, przyłożył ręce do zdjęcia i powiedził A ZA NIGO TYLKO SIĘ MÓDL I ODSZEDŁ. Choć nie wierzyłam w takie rzeczy w nadprzyrodzone siły, dziś nie wiem rozmawiałam z proboszczem on też twierdzi że stało się coś. W miasteczku jest już głośno o moim przypadku. Ale jak to możliwe skąd on wszystko wiedział. Wybaczyłam przed Bogiem i ludźmi choć naprawdę nie jestem Krzyśka wrogiem , był tylko żal i rozczarowanie . ŻAL ŻE ODSZEDŁ KIEDY NAJBARDZIEJ GO POTRZEBOWAŁAM KIEDY CHOROBA ZAPUKAŁA DO DRZWI, KIEDY LEŻAŁAM W SZPITALU NIE BYŁO GO KIEDY MIAŁAM WYPADEK NIE POMÓGŁ, KIEDY DZIECI PŁAKAŁY I TRZYMAŁY GO ZA RĘCE NIE ODCHODŹ -ODSZEDŁ. Powiem wam moi drodzy przyjaciele, że choć sponiewierało mnie życie wciąż żyje i wciąż kocham. Bo jest w życiu tylka jedna prawdziwa miłość. Są serca które się nigdy nie łamią, są usta które nie kłamią. Gdyby ktoś kiedyś opowiedział mi taka historie-historię taką jak moja pukła bym go w czoło mówiąc wariat , naiwniak. Ale dziś patrzę na to z innej strony -Wiem że kiedyś był dobrym człowiekiem, moim dziubkiem przy którym nauczyłam się śmiać prawdziwie. Nie bałam się tego co przyniesie jutro. Pamiętałam że w razie gdybym była bardzo chora on obiecał że będzie mnie czesał malował abym ładnie wyglądała. A jeśli kiedyś musielibyśmy się rozstać on umrze na moim kapciu z tęsknoty. Nie wiedział wtedy że stanie się odwrotnie.Proszę was nie oceniajcie go każdego z nas osądzi los. Zmienia się świat zmieniają się ludzie ja będąc osobą niesystematycznie praktykującą dziś każdego dnia jestem w kościele o 19 wtedy mam czas. Kiedy nikt nie może nam już pomóc kiedy odsyłają nas od lekarza do psychologa potem znów do psychiatry potem jak ja wylądowałam w centrum dla osób psychicznej przemocy domowej czujesz że to spychoterapia. Wtedy zawierzcie Bogu. Ja wierzę że może dziś, może jutro, może kiedyś, kiedy będą starą schorowaną babcią stanie w drzwiach mojego domu przystojny, męzczyzna może stary dziadek z brodą i powie wróciłem TU JEST MOJE MIEJSCE TU JEST MÓJ DOM. Mam nadzieję że wkrótce wróci z bagażem doświadczeń, ale już po obu ze stron bez pytania dlaczego.
Po tym wszystkim czekasz, aż on wróci?!
Przerażenie mnie ogarnia na myśl o tym co się stało i dzieje z psychiką Twoich dzieci, które to wszystko oglądały. Przydałby im się dobry psycholog. Myślałaś o nich w ogóle?!
witaj Tisha
Jak każda matka martwiłam i martwię się o swoje dzieci.Bacznie je obserwuję. Mamy świetnego terapeutę jak i zaprzyjaźnionego psychiatrę. Na całe szczęście w wielu tych smutnych sytuacjach moje dzieci nie uczestniczyły.O wielu rzeczach nie wiedzą. CÓRKA z wyróżnieniem ukończyła gimnazjum, dostała się do dobrego liceum, ich edukacja to priorytet zadbałam o to. PSYCHICZNIE CZUJĄ SIĘ DOBRZE CO NIE OZNACZA ŻE KOMFORTOWO. Nie rozdrapują ran, często rozmawiam z nimi. PSYCHOTERAPEUTA po 3 wizytach stwierdził że nie potrzebują spotkań, są ułożeni, wyrozumiali. Córka odpoczęła Była w CHORWACJI, POTEM 2 TYG. W WARSZAWIE, JUTRO JEDZIE DO RODZINY W GÓRY. Choc tak jak ja początkowo buntowała się teraz przyszedł ostatni najgorszy etap tęsknota. Pytają każdego dnia dzwonił, kontaktował się i co mamo. Prosiłam aby mu wybaczyli, że czasami na rozdrożu dróg ludzie gubią się , nawet o tym nie wiedzą. DZIŚ JAK NIGDY DOTĄD TWORZYMY TRÓJKĘ LUDZI WIERZĄCY ŻE NADEJDZIE LEPSZE JUTRO. Boli mnie serce kiedy widzę jak wpatrzone w okno wyglądają kto wjechał, wiem na co czekają. A wiecie kto najbardziej czeka i tęskni. TAK nasz pies który miał jednego pana, który witał Krzyśka wracającego z pracy jak nikt, który spał na plecach z łapkami w górze. Od 6 tygodni już tak nie śpi, nie wrócił do domu śpi pod garażem, jest smutny, chudziutki.
Niesamowita jest Twoja opowieść.. i daje mi kolejny raz możliwość spojrzenia na życie i wszystko co mnie otacza..że nie ma dwóch identycznych historii.. nie ma takich samych spraw...nic nie dzieje sie jednakowo ... hmmhh trzymaj się ciepło... chyba najgorsze za Wami...
Tisha
///po tym wszystkim czekasz, aż on wróci?!
Przerażenie mnie ogarnia na myśl o tym co się stało i dzieje z psychiką Twoich dzieci, które to wszystko oglądały. Przydałby im się dobry psycholog. Myślałaś o nich w ogóle?!///
chyba dla Ciebie wszystko jest tylko białe i czarne....
Witam, większość z was miała rację, dziś i ja to wiem. POD PŁASZCZEM CHOROBY OKRADŁ MNIE I MOJE DZIECI, POD MOJĄ NIEOBECNOŚĆ WYNOSIŁ Z DOMU CO CHCIAŁ. ŁŻE BO NAJLEPSZĄ OBRONĄ JEST ATAK, CHCE SIĘ WYBIELIĆ ALE NIESTETY PRZEGRAŁ SWOJĄ KARIERĘ I ŻYCIE. LUDZIE NIM GARDZĄ I ZGOTUJĄ MU PRAWDZIWE PIEKŁO. CO CIĘ NIE ZABIJE TO CIĘ WZMOCNI. DOSTAŁAM DRUGĄ SZANSĘ NA LEPSZE JUTRO I WYKORZYSTAM TO. NIE WIE NIBY JEGO PRZYJACIELE TAK NAPRAWDĘ SIĘ NIM BRZYDZĄ.
przeczytalem w calosci Twoj post ,ludzie mysla ze maja problemy i zalamuja o byle blachostke ..bardzo mnie zasmucilo to wszystko przez co przeszlas ..mimo ze nie znamy zycze Ci zeby wszystko sie ulozylo i w koncu bys ty dzieci byli szczesliwi bo nalezy sie Tobie ..martwi mnie bo zycie to ciagle klopoty wiec po co my wlasciewie wszyscy zyjemy!!!
ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
koniec