Nie mam juz chyba sily na tlumaczenia ,maz i tak nie potrafi zrozumiec
. Sama nie wiem jak sie dalam w to zapedzic, przeciez to nie w moim stylu. Zaczne moze od tego,ze jetem a moze raczej (z tego jak to teraz wyglada) bylam bardzo silna i samodzielna kobieta.Bylam nauczona od wczesnego dziecinstwa samodzielnosci-matka nauczyla wszystkiego: skoro wlasma matka cie nie kocha -to kto bedzie?,skoro matce nie mozesz zaufac -to komu?, nie pros matki o pomoc, nie pros nawet o bilet do szkoly bo ci powie :" zapie....j na piechote" (tak-25 km na pieszo do szkoly) .Skutecznie nauczyla mnie nieufnosci,nie proszenia o pomoc.Wszystko robilam sama, lacznie z naprawa elektryki w domu, a jak mialam wniesc jakis mebel na gore to nie potrafilam poprosic sasiada -wtachalam sama. Tata zmarl jak mialam 14 lat od tego czasu musialam kierowac sie jego slowami-: "umiesz liczyc?-licz na siebie". Jezdzilam do szkoly na "stopa" , ubarania jakies tam starsza siostra rzucila jak jej juz sie nie podobaly, ale z jedzeniem bylo gorzej ,matka uwazala ,ze jesc tez nie potrzebuje.Skonczylam jakos szkole,w koncu mailam jakies swoje piniadze ale juz nie mialam potrzeby kupowania jedzenia- lekarz stwierdzil poczatki anoreksji, juz nie mialam poczucia glodu, jabulko na dzien to max.Potem powaznie zachorowalam, szpital poinformowal rodzine, ze musza sie przygotowac na najgorsze- a matka z radoscia powiedziala-" nareszcie!-niech zdechnie!". A i ja tak naprawde zyc juz nie chcialam,nie raz prosilam tate zeby zabral mnie do siebie -to juz jakas sila wyzsza musiala uczynic ,ze przezylam. Potem zalozylam rodzine, urodzilam bliznieta i wiedzialam ,ze w koncu mam po co zyc. Maz uczyl mnie jesc, wszystko bylo jak w najszczesliwszej rodzinie. Kilka lat temu wyjechalismy z kraju, jakos urzadzalismy sie na nowo. Ja musialam zrezygnowac z pracy ,bo maz dostal nowa i godziny nam sie nakladaly-nie bylo by z kim dzieci zostawic, potem dostalismy mieszkanie z urzedu i sie zaczelo. Niestety nowy dom na obrzezach miasta- troche daleko, samochod owszem mamy ale maz ciagle zabieral do pracy, autobus to meka-mam bardzo silna chorobe lokomocyjna i po przejazdzce autobusem wysiadam zielona i jedyne o czym mysle to zeby jak najszybciej wrocic do domu, problem z kregoslupem tez nie oszczedza i po dluzszej pieszej wycieczce nie jestem w stanie nawet jednego kroka wiecej zrobic.Stopniowo zaczelam byc uzalezniona od tego kiedy maz zostawi mi samochod ,lub gdzies pojedziemy razem. Niestety maz przestal brac mnie pod uwage, nawet na zakupy juz nie jezdzilam -maz wracal i informowal co kupil. Nie zostawial mi jakichkolwiek pieniedzy (w portwelu karta- ktora biletu w autobusie nie kupie, czyli najpierw do bankomatu ,potem mozesz se kupic bilet na przejazdzke po ktorej juz tylko wymiotowac sie chce).Wszedzie jezdzil sam ,wszystko robil sam. Po kilku miesiacach siedzenia w domu i niebrania mnie pod uwage ,zaczelam sie czuc jak w rodzinnym domku z matka-"ty nie masz prawa miec jakichkolwiek potrzeb".Powiedzialam mezowi jak sie czuje, powiedzial,ze to sie zmieni-chmmm zmienilo sie na 3 dni i wszystko wrocilo do stanu poprzedniego.Po 2 miesiacach znowu poruszylam temat, powiedzialam ze moje slowa widocznie dla niego nic nie znacza, och jak sie obuzyl! No mialo sie zmienic i znowu slowa spelzly na niczym. Wkoncu po nastepnych 2 miesiacach kazalam mu wyciagnac kartke podzielic ja na pol i na jednej polowie spisac o co prosilam a na drugiej , co on zrobil z moimi prosbami -po podsumowaniu wyszlo-NIC. Spytalam- "w takim razie co moje slowo dla ciebie znaczy" ,odpowiedzial- "wzystko" . 3 razy zakreslilam w kolko slowo ktore sam napisal "NIC" aby zrozumial ,ze z jego czynow moje slowo jest tak naprawde dla niego niczym.No zaczelo sie troche zmieniac, ale na jego zasadach- "ubieraj sie ,jedziemy do skepu", a jak ja chce to " dzis musze jechac to czy tamto zrobic- moze jutro".Rozmawialam z nim kilkakrotnie na temat samochodu- mial nie ciagac rodzinnego samochodu do pracy, szef (i kolego przy okazji) mial mu kupic samochod typowy do pracy, 100 razy mowilam ,ze jak bedzie bral nasz to szef nigdy nie kupi- bo po co..., 100 razy mowilam,ze w koncu sie tem samochod rozsypie (w poprzednim samochodzie wozil gruz w bagazniku i grzejniki i rury na siedzeniach-nawet nie bylo gdzie dzieci posadzic. No i samochod szwankowac zacza, ja juz boje sie nim jezdzic bo gasnie w bardzo nieodpowiednich mometach. Dzis znowu powiedzialam co o tym mysle to powiedzial :" mozesz se wybrac pieniadze z bankomatu i se jechac do miasta (wiedzac,ze jazda autobusem ma kiepski wplyw na mnie), to se jedz samochodem- tak juz zepsutym to se jezdzij ale jak byl sprawny to siec w domu. Dalam sie nauczyc prosic o pomoc a dzis zaluje -oj ty glupia! , trzeba bylo zyc zasadami taty "umiesz liczyc?-licz na siebie". Doradzcie kobietki czy zaczac zyc zasada taty, czy dalej liczyc na meza?
Podobne tematy
Przede wszystkim chce powiedzciec Ci, ze bardzo Cie podziwiam,ze dalas rade przejsc przez to wszystko sama ja mialam podobna sytuacje ale nie taka sama babcia mnie zawsze upokarzala i tak jest do dnia dzisiejszego poniewaz rodzicow stracilam jak jesczcze bylam bardzo mloda nastolatka, gdy mialam jeszcze 18 lat wyjechalam za granice by odpozac od tego wszystkiego i tak juz poltora roku tu jestem.
Z tego co piszesz, maz ewidentnie Cie ignoruje a zebys dala mu spokoj to po prostu zmienia sie na raptem kilka dni. Porozmawiaj z nim jeszcze raz on powinien zrozumiec, ze masz chorobe lokomocyjna i nie mozesz sie poruszac autobusem,tramwajem czy jakim kolwiek innym srodkiem transportu jak wlasnym autem! Musisz mu rowniez powiedziec, ze skoro jestes w domu rowniez masz jakies swoje potrzeby by zrobic zakupy lub cokolwiek zawsze powinien ten pieniadz zostawic dla Ciebie w domu, powinnas miec u niego wsparcie a nie dodatkowe problemy! On nie powinien sie tak zachowywac!
3 2011-07-17 17:17:40 Ostatnio edytowany przez panx (2011-07-17 17:34:19)
trochę się zamuliłem czytając to wszystko , ale jak bym czytał książkę , postaw jano warunki spakuj go i niech jedzie tym gratem jak najdalej może to mu otworzy oczy co traci
niedoceniona Dziekuje za tak szybka odpowiedz. Badzo doceniam twoja porade a to dla tego ,ze sama przezylas pieklo i wiesz jak ktos moze sie czuc. Nie wiem jak juz mu to wytlumaczyc ,rozmowy karteczki i inne tlumaczenia jak dla malego dziecka nie docieraja do niego. On to widzi inaczej , on widzi swoje piekne slowa a nie czyny. On twierdzi,ze ja to wszystko zle widze. Tlumaczylam tez roznice punktu widzenia ale maz ubiera wszystko w swoje piekne slowa , mowiac i twierdzac ,ze mnie kocha i robi wszystko dla mnie- wyglada na to ze krzywdzi z wielkiej milosci i troski.Dobrze wie jak wygladam po przejazdzce autobusem, z kregoslupem tez uswiadomiony- nie raz musial mi pomagac wstac ,czy isc.Juz nie wiem jak moge mu bardziej wytlumaczyc? Juz pisanie na karteczkach bylo i tabliczki czekolady byly i najprostrze tlumaczenia porownywania byly- maz uwaza ,ze to ja widze zle i jestem niesprawiedliwa a on pokrzywdzony jest najbardziej.
trochę się zamuliłem czytając to wszystko , ale jak bym czytał książkę , postaw jano warunki spakuj siebie go i niech jedzie tym gratem jak najdalej może to mu otworzy oczy co traci
Piszesz, ze jak bys ksiazke czytal- masz race, moi znajomi ktozy mieli mozliwosc ogladac moje dziecinstwo i mlodosc mowia,ze mozna by dramat z horrorem napisac :-/.Juz i pakowalam mu torby,ale szkoda mi dzieci- one kochaja tate. Jak maz dlugo nie wraca z pracy to najmlodsza corka co 5 minut pyta gdzie tata.Ja mialam zrujnowane dziecinstwo i nie chce tego robic swoim dzieciom , dzieci Bogu ducha winne. Sama dostawalam za to ,ze sie urodzilam i chciala bym aby moje dzieci mialy jak najlepiej.
Niektorzy moga pomyslec ,ze uzalam sie nad swoimi dolegliwosciami. Chcialabym wiec dodac ,ze ja sie z nich nawet nasmiewam. Dostalam w spadku po chorobie (ktora jakos przezylam) epilepsje (troche inny rodzaj bo nie mam drgawek tylko padam bezwladnie i wygladam jak trup) , mam tez zabuzenia rownowagi w ciemnosi -i juz uczylam sie latac ze strychu (bo tam ciemno bylo) ,niestety latac sie nie nauczylam ale za to luk brwiowy do szycia byl :-).W ciazy z bliznietami przylazla choroba lokomocyjana, myslalam ze przy kolejnej ciazy se pojdzie -zaraza nie polazla.A kregoslup to sama se dobilam i treningami i tym swoim zawzietym ciaganiem mebli na gore. Nie uzalam sie nad tymi dolegliwosciami tylko czasami sa denerwujace bo ograniczaja samodzielnosc i czuje sie bardzo niezrecznie jak gdzies w sklepie kucne zeby wziasc cos z dolnej pulki a potem wstac nie moge, frustrujace jest ,ze ta zawsze samodzielna osoba musi poprosic kogos o pomoc zeby wstac :-/
7 2011-07-17 18:03:41 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2011-07-17 18:05:47)
Fuzy też kiedyś byłam na ostatnim miejscu listy (już xks męża) i wiem jak potrafi boleć ignorowanie potrzeb drugiej osoby .
Były dylematy że trzeba się poświęcić dla dzieci ale to właśnie one uzmysłowiły mi że robię błąd.
Nie wszystkie musimy być Matkami Teresami czasami trzeba jak to ujął mój syn - podjąć męską decyzję co jest dla mnie lepsze .
Czasami trzeba pokierować się zdrowym egoizmem .
Niestety nikt nie podejmie za nas decyzji ,czasami trzeba zawalczyć o swoje.
Musisz go uswiadomic, ze piekne slowa to nie wszytsko musi zaczac robic to co mowi. On nie docenia po prostu tego co ma. Mozliwe, ze najlepszym wyjsciem by bylo odplacic mu tym samym, skoro on nie robi dla Ciebie tego o co ty go poprosisz ty rowniez nie rob dla niego nic. Bedzie to pewnie bardo egoistyczne ale on musi sobie uswiadomic, ze ty naprawde potrzebujesz jego pomocy, sama sobie ze wszystkim nie mozesz poradzic tym bardziej, ze masz problemy ze zdrowiem. On nie umie postawic sie w Twojej systuacji i dlatego dla niego wszytsko wydaje sie takie proste i twierdzi, ze nie widzi w tym tadnego problemu.
Fuzy też kiedyś byłam na ostatnim miejscu listy (już xks męża) i wiem jak potrafi boleć ignorowanie potrzeb drugiej osoby .
Były dylematy że trzeba się poświęcić dla dzieci ale to właśnie one uzmysłowiły mi że robię błąd.
Nie wszystkie musimy być Matkami Teresami czasami trzeba jak to ujął mój syn - podjąć męską decyzję co jest dla mnie lepsze .Czasami trzeba pokierować się zdrowym egoizmem .
Niestety nikt nie podejmie za nas decyzji ,czasami trzeba zawalczyć o swoje.
TAK TAK ANULA ma rację czasami decyzja z jajami (czego nie mogę powiedzieć ćoś o sobie łatwiej jest pisać niż robić ), ale już rozumię że czasami tak trzeba , wiem że boisz się samotności i że dostaniesz po dupie , ale musisz wybrać między twardą dupą a miękkim sercem
Fuzy też kiedyś byłam na ostatnim miejscu listy (już xks męża) i wiem jak potrafi boleć ignorowanie potrzeb drugiej osoby .
Były dylematy że trzeba się poświęcić dla dzieci ale to właśnie one uzmysłowiły mi że robię błąd.
Nie wszystkie musimy być Matkami Teresami czasami trzeba jak to ujął mój syn - podjąć męską decyzję co jest dla mnie lepsze .Czasami trzeba pokierować się zdrowym egoizmem .
Niestety nikt nie podejmie za nas decyzji ,czasami trzeba zawalczyć o swoje.
Anula70 - masz racje tyle,ze ja tak dostalam w sukre w dziecinstwie,ze chyba jestem juz pod tym wzgledem skrzywiona ,nie potrafie skrzywdzic dzieci, wiem ze by tesknily (wizyty taty, to nie to samo) i jak bym miala patrzec na ich smutne buzie to chyba bym sie calkiem rozpadla.
Anula70 napisał/a:Fuzy też kiedyś byłam na ostatnim miejscu listy (już xks męża) i wiem jak potrafi boleć ignorowanie potrzeb drugiej osoby .
Były dylematy że trzeba się poświęcić dla dzieci ale to właśnie one uzmysłowiły mi że robię błąd.
Nie wszystkie musimy być Matkami Teresami czasami trzeba jak to ujął mój syn - podjąć męską decyzję co jest dla mnie lepsze .Czasami trzeba pokierować się zdrowym egoizmem .
Niestety nikt nie podejmie za nas decyzji ,czasami trzeba zawalczyć o swoje.TAK TAK ANULA ma rację czasami decyzja z jajami (czego nie mogę powiedzieć ćoś o sobie łatwiej jest pisać niż robić ), ale już rozumię że czasami tak trzeba , wiem że boisz się samotności i że dostaniesz po dupie , ale musisz wybrać między twardą dupą a miękkim sercem
Ja sie naprawde nie boje samotnosci, nie dostala bym nawet po tylku- jak poradzilam se przetrwac majac taka matke to i teraz se poradze . Ale dzieci, ja naprawde mam obsesje na ich punkcie, zdaje se rowniez sprawe z tego,ze pod tym wzgledem przesadzam. U mnie wyglada to tak: Ja bylam nienawidzona -moje dzieci sa kochane, ja bylam tluczona do krwi-na moje dzieci nikt reki nie podniesie (utne), ja nie mialam nic -moje dzieci maja co chca, ja nie moglam -moje dzieci moga. Wiem ,ze to co przeszlam skrzywilo mnie pod tym wzgledem ale wiem tez ,ze nie jestem w stanie wyleczyc sie z chorobliwej milosci do dzieci.
12 2011-07-17 18:33:16 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2011-07-17 18:40:57)
Jest trudno nie przeczę wymaga niestety dużo wysiłku i pracy nad samym sobą i czasami wysiłek się opłaca .
Fuzzy nie użalasz się nad sobą to po pierwsze
nikt nie jest doskonały każdego kiedyś dopada jakaś choroba -ty po prostu pokazałaś że mimo swoich ograniczeń jakoś sobie radzisz - efekt pan czuje się zwolniony .
Wiem jak upierdliwa jest choroba lokomocyjna dlatego mam samochód (zrobiłam sobie prezent)
Jak poważne są ograniczenia od strony kręgosłupa .
Ale się nie poddaję mam cel w życiu i powolutku do niego darzę.
To nie chorobliwa miłość to normalna miłość do dzieci
Moje mają wszystko to czego Ja nie miałam w ich wieku (rzeczy materialne) bo miłość od rodziców mam nadal .
Tego nie dostałam od męża - od niego dostałam twardą szkołę życia ale co nie zabije to wzmocni ![]()
Jestem sama z wyboru nie z konieczności - nie jestem samotna i nie linczuję się za to co było .
Jestem raczej ciekawa co będzie ![]()
A co sadzicie o innym rozwiazaniu : moze poprostu uskrobie na jakiegos " maluszka" (no maluchow tu nie maja ale jakis maly tani w utrzymaniu samochodzik) i kazde z nas bedzie zylo swoim zyciem. Maz niech zyje jak uwaza za sluszne ,ja bede zyc jak ja uwazam za sluszne.Za tydzien dzieci maja wakacje, nad morze z tad daleko ,autobusem masakra. Tlumaczenie spelza na niczym to moze tak jak pisze niedoceniona zaczac zyc nie biorac meza pod uwage -tak zeby poczul na wlasnej skurze... a jesli zauwazy blad za pozno-to jego strata...Ale dzieci beda mialy mame i tate w domu (wiem ,ze mam schizy na punkcie dzieci ale nawet pranie muzgu w 90 stopniach i z wybielaczem juz mi pod tym wzgledem nie pomoze.)
A co sadzicie o innym rozwiazaniu : moze poprostu uskrobie na jakiegos " maluszka" (no maluchow tu nie maja ale jakis maly tani w utrzymaniu samochodzik) i kazde z nas bedzie zylo swoim zyciem. Maz niech zyje jak uwaza za sluszne ,ja bede zyc jak ja uwazam za sluszne.Za tydzien dzieci maja wakacje, nad morze z tad daleko ,autobusem masakra. Tlumaczenie spelza na niczym to moze tak jak pisze niedoceniona zaczac zyc nie biorac meza pod uwage -tak zeby poczul na wlasnej skurze... a jesli zauwazy blad za pozno-to jego strata...Ale dzieci beda mialy mame i tate w domu (wiem ,ze mam schizy na punkcie dzieci ale nawet pranie muzgu w 90 stopniach i z wybielaczem juz mi pod tym wzgledem nie pomoze.)
Kochana to tez jest dobre rozwiazanie, jesli masz mozliwosc "uskrobac" co nie co na autko male, i oszczedne to jak najbardziej to jest swietny pomysl! Zacisnij zeby i pokaz mu, ze potrafisz sobie poradzic pomimo przeciwnosci losu. Nie masz schozy na punkcie dzieci po prostu kochasz je i chcesz dla nich jak najlepiej! Chcesz zeby im nic nie brakowalo tak jak kiedys Tobie, gdy ja bede miala w przyszlosci dzieci pewnie bede zachowywac sie podobnie nie chce aby im cokolwiek w zyciu zabraklo.
No to rozumiem
malutkimi kroczkami do przodu ![]()
Na początek nie ma to jak odrobina inwencji własnej.
Jesteś silną kobietą dasz radę bo nie jak Ty to kto a własny choćby maluszek da Ci odrobinę swobody ![]()
16 2011-07-17 19:00:21 Ostatnio edytowany przez fuzzy (2011-07-17 19:08:08)
Anula07-dziekuje za slowa:
To nie chorobliwa miłość to normalna miłość do dzieci smile smile
,bo mi to mowia,ze czas najwyzszy pepowine przeciac -a mnie sie tam wcale nie spieszy:), choc fakt faktem niekotrzy twierdza ,ze jestem naprawde kuku. Jesli dzieci by cos chcialy i mialabym nie jesc kilka dni zeby zaoszczedzic na to co chca to bym niejadla- ich radosc na buziach smakuje lepiej od nie wiem jakich rarytasow
- dzieci beda mialy co chca a mi glodowka na oczyszczenie organizmu nie zaszkodzi ![]()
dziekuje wam za posty. Nawet nie wiecie jak bardzo wielka jest pomoc , kiedy wiesz,ze nie zostalas sama ze swoja bieda ![]()
dziekuje wam za posty. Nawet nie wiecie jak bardzo wielka jest pomoc , kiedy wiesz,ze nie zostalas sama ze swoja bieda
Tutaj mozesz liczyc na prawdziwe slowa otuchy i na prawdziwa pomoc wiem to ze swojego doswiadczenia:) I nie zostalas sama! ![]()
To jest nas więcej bo ja mam też fioła na punkcie moich
![]()
A nie są już takie malutkie ![]()
I nie masz za co dziękować dobre słowa należały Ci się jak chłopu ziemia ![]()
To jest nas więcej bo ja mam też fioła na punkcie moich
![]()
![]()
A nie są już takie malutkieI nie masz za co dziękować dobre słowa należały Ci się jak chłopu ziemia
:):) moje bliznieta maja po 14 lat nastolatki
, chca na koncert do Londynu-jada, no sraczke to wtedy mam jak talala
ale jak ja moge im odmowic?
A wasze dobre slowa to jak plaster na rane- i mniej boli i sily w sobie wiecej ![]()
To jest nas więcej bo ja mam też fioła na punkcie moich
![]()
![]()
A nie są już takie malutkieI nie masz za co dziękować dobre słowa należały Ci się jak chłopu ziemia
oddaj zimię chłopu hahaha
Moje kochane paskudy to wiek syn 20 i córki 15 oraz 7.
Naraziłam się w zeszłym roku rodzince bo kupiłam synowi samochód a 15 pozwoliłam przefarbować czuprynę i zrobić sobie kolczyk tam gdzie chce no i przezornie przebiła na razie tylko jedno ucho .
7-demka na razie ma potrzeby małe ale urosną wraz z nią ![]()
Jasne swoje pole ustąpiłam a jak sobie posieje taki będzie miał plon.:) (eks)
I tak tez wlasnie zrobie- uskrobie na maluszka i pojade z dziecmi gdzie chcemy i kedy chcemy.Nad morze wygrzewac gnatki:). Jeszcze musze pochodzic do szkoly i zloze tez podanie o prace, nawet se juz upatrzylam - to taka "policja" zajmujaca sie zaniedbanymi zwierzaczkami. Jak dla mnie perfekcyjna bo zadne z moich dolegliwosci by nie przeszkadzaly. Sluzbowy samochod i jezdzenie na wezwania , albo dac upimnienie albo zwierzatko zabrac i odwiezc do weterynarza.
Fuzzy dla mnie bomba tak w nawiasie to też złożyłam papiery do szkoły
A praca marzenie szkoda że u olewa się prawa zwierzątek (urzędowo) ale są ludzie którzy jednak walczą o dobrobyt zwierząt.
Pracę mam nawet dobrą w każdym bądź razie satysfakcjonującą ,syn skończył dobrą szkołę myśli o studiach w przyszłym roku więc nie mam co narzekać no chyba czasami na zdrowie ale z żelaza nie jestem wię rdza tak szybko mnie nie ze żre ![]()
Moje kochane paskudy to wiek syn 20 i córki 15 oraz 7.
Naraziłam się w zeszłym roku rodzince bo kupiłam synowi samochód a 15 pozwoliłam przefarbować czuprynę i zrobić sobie kolczyk tam gdzie chce no i przezornie przebiła na razie tylko jedno ucho .
7-demka na razie ma potrzeby małe ale urosną wraz z nią
Hehehe-to witaj w klubie ,mojej rodzince tez sie nie dokonca podoba ze dzieciom na wszystko pozwalam. A z rodziny cie nie wypisali jeszcze?
Tez masz miekkie serducho:). Moje 14stki rok temu laptopy se zamazyly -ciekawe co bedzie dalej....tez juz wlosy farbowaly , jedna na czerwono a druga na granatowo, o zgrozo-ale ubaw mialysmy
,no i chca kolczyk na ustach chmmmm... jakos to moze przegryze ,bo powiedzialam ,ze dopiero jak aparaty z zabkow im zdejma- to mam czas na pogodzenie sie z faktem
, a najmlodsza (tez 7latka) to na razie nie wpada na dziwaczne pomysly ![]()
I tak tez wlasnie zrobie- uskrobie na maluszka i pojade z dziecmi gdzie chcemy i kedy chcemy.Nad morze wygrzewac gnatki:). Jeszcze musze pochodzic do szkoly i zloze tez podanie o prace, nawet se juz upatrzylam - to taka "policja" zajmujaca sie zaniedbanymi zwierzaczkami. Jak dla mnie perfekcyjna bo zadne z moich dolegliwosci by nie przeszkadzaly. Sluzbowy samochod i jezdzenie na wezwania , albo dac upimnienie albo zwierzatko zabrac i odwiezc do weterynarza.
i tak trzymaj to co lubisz będzie ok. , a dla niego szach i mat niech się ogarnie , albo gmeranko
28 2011-07-17 19:43:54 Ostatnio edytowany przez fuzzy (2011-07-17 19:46:44)
fuzzy napisał/a:I tak tez wlasnie zrobie- uskrobie na maluszka i pojade z dziecmi gdzie chcemy i kedy chcemy.Nad morze wygrzewac gnatki:). Jeszcze musze pochodzic do szkoly i zloze tez podanie o prace, nawet se juz upatrzylam - to taka "policja" zajmujaca sie zaniedbanymi zwierzaczkami. Jak dla mnie perfekcyjna bo zadne z moich dolegliwosci by nie przeszkadzaly. Sluzbowy samochod i jezdzenie na wezwania , albo dac upimnienie albo zwierzatko zabrac i odwiezc do weterynarza.
i tak trzymaj to co lubisz będzie ok. , a dla niego szach i mat niech się ogarnie , albo gmeranko
Dzieki wam wszystkim. Naprawde poczulam sie jak w gronie najleprzych przyjaciol- i wyplakac sie mozna, i otrzymasz dobre slowo ,i porade cenna i posmiac sie mozna
. Naprawde po waszych postach poczulam sie durzo lepiej i wrucila moja sila do zakasania rekawow i wziecia spraw w swoje rece:)
Nie wypisali
Nie mogą bo to jedyne ich wnuczęta
Siostra nie ma dzieci a rodzinka mojego eks to niema nic do powiedzenia nic mi nie dali wiec nic nie jestem im dłużna a zazdrośni do bólu
Ale najbardziej ich to wkurza że tatuś nie płaci alimentów a ja nie tonę w długach wiec jak mnie na to stać.
Nie wypisali
![]()
Nie mogą bo to jedyne ich wnuczęta![]()
Siostra nie ma dzieci a rodzinka mojego eks to niema nic do powiedzenia nic mi nie dali wiec nic nie jestem im dłużna a zazdrośni do bólu![]()
Ale najbardziej ich to wkurza że tatuś nie płaci alimentów a ja nie tonę w długach wiec jak mnie na to stać.
widzę , że twarda jesteś i tak trzymaj ty i fuzzy bo koniec gry jest początkiem (szkoda , że sam tego nie rozumię , ale chce a to początek )
31 2011-07-17 20:04:56 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2011-07-17 20:06:13)
Zazwyczaj to jest najtrudniejszy etap w życiu podnieść się po klęsce i wyjść z tego z podniesioną głową
Z własnej porażki zrobić zwycięstwo to sztuka na którą trzeba ciężko popracować
Za darmo nic nie ma kiedyś była zwykła uprzejmość .
32 2011-07-17 20:13:47 Ostatnio edytowany przez fuzzy (2011-07-17 20:15:58)
Nie wypisali
![]()
Nie mogą bo to jedyne ich wnuczęta![]()
Siostra nie ma dzieci a rodzinka mojego eks to niema nic do powiedzenia nic mi nie dali wiec nic nie jestem im dłużna a zazdrośni do bólu![]()
Ale najbardziej ich to wkurza że tatuś nie płaci alimentów a ja nie tonę w długach wiec jak mnie na to stać.
Hahahaha no to spedzasz sen eks tesciom z powiek
. znajac zycie to pewnie mazyli zebys sie pograzyla w dlugach i nietylko... i zebys gozko zalowala ,ze ich synka zostawilas...a tu- niespodzianka:) hehehe
Anula70 napisał/a:Nie wypisali
![]()
Nie mogą bo to jedyne ich wnuczęta![]()
Siostra nie ma dzieci a rodzinka mojego eks to niema nic do powiedzenia nic mi nie dali wiec nic nie jestem im dłużna a zazdrośni do bólu![]()
Ale najbardziej ich to wkurza że tatuś nie płaci alimentów a ja nie tonę w długach wiec jak mnie na to stać.
Hahahaha no to spedzasz sen eks tesciom z powiek
. znajac zycie to pewnie mazyli zebys sie pograzyla w dlugach i nietylko... i zebys gozko zalowala ,ze ich synka zostawilas...a tu- niespodzianka:) hehehe
widzisz się śmiejesz jednak potrafisz możesz wszystko tylko uwierz
No coś w tym stylu .
Miałam tylko teściową ale ta wystarczyła za ful zestaw złośliwości i podłości brry.
Ale powolutku idę do przodu i to jest ok ![]()
Na razie trzeba wychować i wykształcić dwoje kobietek i w końcu pomyśleć o sobie jeszcze taka stara nie jestem ![]()
35 2011-07-18 00:07:37 Ostatnio edytowany przez fuzzy (2011-07-18 11:51:14)
Wiecie co kochani? Tak po spokojnym przemysleniu sprawy doszlam do wniosku,ze sama se nawazylam tego piwka ,a teraz marudze,ze maz(male sprostowanie-slubu nie mamy, ale po takim stazu samoistnie zaczelismy sie nazywac maz i zona) mnie zaniedbal... Ale tak patrzac wstecz ,to tyle lat ciezkiej pracy mojej matki poszlo na marne -na moje wlasne zyczenie.Matka moze w bardziej drastyczny sposob ale uczyla tego samego co tata powtarzal-nie licz na nikogo. To ja zaczelam ufac,zaczelam myslec,ze maz bedzie mi pomagal i sie opiekowal, i czas ze mna spedzal i bedzie mi lzej...ale tak naprawde ,to maz nic takiego mi glosno nie obiecywal- to ja sama se umanilam. Sama wyzeklam sie madrego slowa taty i wlasnej potem zasady-wyznajac zasade :"umiesz liczyc?-licz na siebie" nigdy nie bedziesz miec zalu do kogos, ze cos jest nie tak, ewentualnie tylko do siebie.
36 2011-07-18 00:33:56 Ostatnio edytowany przez fuzzy (2011-07-18 00:34:44)
No coś w tym stylu .
Miałam tylko teściową ale ta wystarczyła za ful zestaw złośliwości i podłości brry.Ale powolutku idę do przodu i to jest ok
Na razie trzeba wychować i wykształcić dwoje kobietek i w końcu pomyśleć o sobie jeszcze taka stara nie jestem
To juz se wyobrazam jakie piekielko przeszlas- oj niektore tesciowe upatruja se synowa za -jak by to ujac -smietnik? wszystki bajzel i smieci jakie jesli nawet syn nawrzucal i tak zbierze synowa...
Poklony za sile jaka w sobie nosisz:) .Odzyskalas zycie bez zasmiecania, a dzieci maja wspaniala mame-ktora pozwala ma wszystko:)HURA!!!Wszystkie mamy powinny byc takie:) I super ,ze dzieci maja dobrych dziadkow ( twoich rodzicow) . Moje niestety maja chora psychicznie babcie (moja matke) z ktora nie czuja sie bezpiecznie, a rodzice meza w ogole sie nie interesuja. Zreszta nie utrzymujemy z nimi kontaktu od kiedy meza ojciec powiedzial mi kilka bardzo przykrych dla mnie slow , a "tesciowa" wyslala mnie erka na sygnalach do szpitala- no nie atakowala nozem hehe, ale jak maz wyjechal do niemiec(dorobic) zrobila taka jazde, ze uuuuulala. Skonczylo sie na przewozeniu ze szpitala do szpitala,tak dluga utrata przytomnosci i niedotlenienie muzgu moglo sie brzytko dla mnie zakonczyc. Ja to jakas "puszka Pandory" tyle,ze zamiast rozsiewac biedy to je zbieram.hehehe
Wiecie co kochani? Tak po spokojnym przemysleniu sprawy doszlam do wniosku,ze sama se nawazylam tego piwka ,a teraz marudze,ze maz(male sprostowanie-slubu nie mamy, ale po takim stazu samoistnie zaczelismy sie nazywac maz i zona) mnie zaniedbal... Ale tak patrzac wstecz ,to tyle lat ciezkiej pracy mojej matki poszlo na marne -na moje wlasne zyczenie.Matka moze w bardziej drastyczny sposob ale uczyla tego samego co tata powtarzal-nie licz na nikogo. To ja zaczelam ufac,zaczelam myslec,ze maz bedzie mi pomagal i sie opiekowal, i czas ze mna spedzal i bedzie mi lzej...ale tak naprawde ,to maz nic takiego mi glosno nie obiecywal- to ja sama se umanilam. Sama wyzeklam sie madrego slowa taty i wlasnej potem zasady-wyznajac zasade :"umiesz liczyc?-licz na siebie" nigdy nie bedziesz miec zalu do kogos, ze cos jest nie tak, ewentualnie tylko do siebie.
to dobry kierunek nie zbaczaj z niego paniętaj jesteś panią swojego losu
38 2011-07-18 12:16:51 Ostatnio edytowany przez fuzzy (2011-07-18 12:27:50)
Kochani- mam nowy dylemat...Cos sie we mnie zmienilo,cos peklo.Wymyslalam se jakies pikne bajki o malzenstwie i wiezylam ,ze tak moze byc w rzeczywistosci, tak jak to wczesniej umanilam bajke o mamie ktora kocha swoje dziecko,naczytalam sie tych bzdur a potem jeszcze trudniej bylo uwierzyc ze matka moze szczeze nienawidzic a bajka przybierze postac horroru, ze malzenstwo, to poleganie na sobie, liczenie na czyjes wsparcie i inne tam bzdury, a potem ciezko bylo uwierzyc ,ze to nie bajka o kopciuszku.Nie wierze juz w bajki. Patrze dzis na meza i nie ma we mnie juz zalu, nie ma pretensji,nie ma zlosci,nie ma juz chyba we zadnych uczuc-poprostu pustka.Zastanawialam sie jak teraz bedzie wygladal nasz zwiazek a nic mi do glowy nie przychodzi-ciagle ta pustka...Moja bajka raptem prysla jak banka mydlana a ja stoje w tej rzeczywistosci z szeroko otwartymi oczami i nie moge jej ogarnac, ksiaze z bajki znikl ,pojawil sie czlowiek ,ktorego tak naprawde chyba nie znam (mialam przeciez tyle lat ksiecia),nawet nie wiem czy cos czuje do tego czlowieka. Wiem ze maz na sile bedzie mnie teraz uszczesliwial, sklejal bajke ktura sie rozpadla ale ja juz szczerze nie chce tej bajki,nie lubie bajek ,bajki klamia sa be i krzywdza.Nasz bajkowy zwiazek znikl, czuje teraz tylko pustke i chlud-dziwne to uczucie dla mnie, przeciez zawsze cos bylo: radosc,smutek,milosc,zal, zlosc...a teraz nie ma nic. Jak sie w tym obcym dla mnie swiecie odnalezc?
no to zmieniłaś tory długa droga , ale co mam ci napisać wiesz sama co robić
40 2011-07-18 12:46:37 Ostatnio edytowany przez fuzzy (2011-07-18 12:56:23)
no to zmieniłaś tory długa droga , ale co mam ci napisać wiesz sama co robić
Wiem,ze juz bede liczyc tylko na siebie wiem,ze juz nigdy bajka zyc nie bede. Tylko ta pustka i ten chlud jest taki mi obcy,nieznany...czy mozna do tego przywyknac ,nauczyc sie z tym zyc? Z matka bylo inaczej-do niej czulam zlosc i zal.A teraz nie czuje nic...
41 2011-07-18 12:57:09 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2011-07-18 12:57:52)
Fuzzy najpierw jest pustka ,padają mury ograniczeń nagle coś co było motorem napędzającym już nim nie jest
Niestety to naturalny proces i niema w tym niczego nie normalnego
Zmieniają się tylko priorytety i nagle klapki spadają z oczu patrzy się wtedy na świat z innej perspektywy.
Ale czy z lepszej - każdy powinien zadać sobie to pytanie sam i poszukać odpowiedzi w sobie.
Fuzzy najpierw jest pustka ,padają mury ograniczeń nagle coś co było motorem napędzającym już nim nie jest
![]()
Niestety to naturalny proces i niema w tym niczego nie normalnego
Zmieniają się tylko priorytety i nagle klapki spadają z oczu patrzy się wtedy na świat z innej perspektywy.
Ale czy z lepszej - każdy powinien zadać sobie to pytanie sam i poszukać odpowiedzi w sobie.
Ania jest już doświadczona , ale zycie to nie bajka tego się trzymaj
Panx to już wiem bardziej mnie interesuje to czego jeszcze nie wiem.
Każdy jest kowalem własnego losu albo wyciąga wnioski albo dalej ślepo brnie byle do przodu.
Mam w życiu wystarczająco dość przykrych doświadczeń ale staram się wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość
nie rozczulam się nad sobą i zamknęłam w ciasnym kręgu krzywd bo to niczego nie zmienia.
Panx to już wiem bardziej mnie interesuje to czego jeszcze nie wiem.
Każdy jest kowalem własnego losu albo wyciąga wnioski albo dalej ślepo brnie byle do przodu.
Mam w życiu wystarczająco dość przykrych doświadczeń ale staram się wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość
nie rozczulam się nad sobą i zamknęłam w ciasnym kręgu krzywd bo to niczego nie zmienia.
ja też się zamknołem w takim kręgu , ale chyba już starczy czy nie mogę już żyć normalnie jestem już troche za stary na zabawy , kręgosłup mi pęknie , a zyć trza to mi uświadomiła niekochana72 i to właśnie na tym forum
Gdzie tam za stary ![]()
Co powiesz jak będziesz po 40 ![]()
Nigdy nie jest za późno na zmiany
46 2011-07-18 15:19:58 Ostatnio edytowany przez fuzzy (2011-07-18 15:28:06)
Fuzzy najpierw jest pustka ,padają mury ograniczeń nagle coś co było motorem napędzającym już nim nie jest
![]()
Niestety to naturalny proces i niema w tym niczego nie normalnego
Zmieniają się tylko priorytety i nagle klapki spadają z oczu patrzy się wtedy na świat z innej perspektywy.
Ale czy z lepszej - każdy powinien zadać sobie to pytanie sam i poszukać odpowiedzi w sobie.
Patrze wlasnie z perspektywy bajki i rzeczywistosci -i zadna lepsza nie jest...
Bajka klamie prosto w oczy i krzywdzi a rzeczywistosc jest taka okrutna-z ta roznica ,ze nie zyje sie jakas ułudą i przynajmniej czlowiek zdaje se sprawe,ze jak cos jest zle ,to takie zycie i nie ma rozczarorania ze w bajce to przeciez pisalo inaczej ![]()
Czyli jednym slowem ta pustka to taki przejsciowy okres-przeczekac, robic swoje i bedzie ok?
A co z mezem? Mowi,ze zrozumial blad ,a ja juz nie uwazam ,ze to byl jego blad (tylko moja bajeczka) i on chce to naprawiac a ja juz ta pustke tylko w sobie mam i nie wiem jak sie do tych jego staran odnosic.... Robic swoje i czekac co przyniesie zycie?
To minie jeżeli to co was łączy jest coś dla obojgu warte a z tego co napisałaś jest to jest szansa na lepsze.
Jeżeli rozumie swoje zachowanie to jest to malutki kroczek do przodu .
48 2011-07-18 16:15:56 Ostatnio edytowany przez fuzzy (2011-07-18 16:45:21)
To minie jeżeli to co was łączy jest coś dla obojgu warte a z tego co napisałaś jest to jest szansa na lepsze.
Jeżeli rozumie swoje zachowanie to jest to malutki kroczek do przodu .
Anula70 dziekuje slicznie masz racje ,musze sie wziasc ostro w garsc ,a co przyniesie zycie to bedzie:)
ps. Otrzymalam od was duzo wsparcia,dobrych porad , mam jeszcze jeden "problemik" ale to w dziale psychologii i jak mieli byscie ochote doradzic to zapraszam pod :"jak uwolnic sie od toksycznej matki?"
Pozdrawiam serdecznie wszystkich:)
DLACZEGO ON NIE JEST PO MOJEJ STRONIE???