Kochani.
Mam prawdziwy problem z okularami, może ktoś miał podobnie.
Otóż od 4-5 lat noszę szkła kontaktowe, mam wadę -6,5 (taką zamawiam moc szkieł kontaktowych), jakiś czas temu postanowiłam kupić sobie okulary, by dać od czasu do czasu odpocząć oczom od kontaktów, odczuwałam jakby przesuszenie oka, tego typu dolegliwości. Pracuje cały dzień z komputerem i w klimatyzowanym pomieszczeniu.
Oczywiście byłam u okulistki (łapie się teraz każdego szczegółu, co mogło pójść nie tak), zrobiła mi badania takie komputerowe, a potem wkładała mi szkła i czytałam literki, dosyć szybko to wszystko trwało, chyba jej się gdzieś spieszyło. Stanęło na tym, że jedno oko zostawiła mi na poziomie -6,5, a drugie na -6,75.
Z taką receptą poszłam do optyka, wybrałam czarne rogowe oprawki i szczęśliwa, lecz biedniejsza o 800PLN czekałam na okulary.
Wyszłam z założenia, że jeśli mam mieć jedną parę okularów, niech będą porządne, poza tym przy takiej wadzie szkła muszą być maksymalnie cienkie by nie wyglądały jak denka od butelek, a za to się niestety płaci, plus oprawki, robocizna, zaznaczam, że jest to dla mnie i tak dość duży koszt. Dlatego tym bardziej się denerwuje.
Optyk mówił coś o indeksach, zaufałam mu, tym bardziej, że to dość renomowany salon w moim mieście, ale żadna sieciowa marka.
Niestety w momencie gdy założyłam je po raz pierwszy widziałam źle, niewyraźnie, już wiedziałam, że na drogę powrotną będę musiała jednak włożyć szkła, bo tak nie mogłam prowadzić auta.
Do pracy znowu zaczęłam zakładać szkła, a wieczorem zakładałam okulary - w myśl, że oko musi się przyzwyczaić. Okulary odebrałam w poniedziałek. Od wczoraj choroba przykuła mnie do łóżka i od wczoraj też uparcie próbuję dać szanse okularom, ale chyba tracę już nadzieję.
Nie dość, że na dal wciąż widzę źle i niewyraźnie, czuję, że cały czas mrużę oczy (jakby za słabe szkła), to jak patrzę na coś z bliska, to owszem widzę to dobrze, ale jednak mam wrażenie, że wszystkie powierzchnie widzę jakby wypukłe w moją stronę. Zaczyna mnie to przerażać.
I jestem tym faktem załamana, niby nic, ale chciałam sobie pomóc i wyszło jeszcze gorzej, za te 800PLN miałabym zapas szkieł na kilkanaście miesięcy.
Przyjmuję opcję, że nadal się przyzwyczajam, ale ta nieostrość, złe widzenie doprowadza mnie do szału.
Rozmawiałam z optykiem (okazało się, że znajomego brat nim jest) powiedziałam to wszystko co wyżej, kazał parę dni ponosić i zobaczyć czy jest lepiej czy bez zmian, poinformował mnie ponadto, że przy "minusach" zasada jest taka, że kontakty zawsze są większej mocy niż szkła, zatem już sama nie wiem co mam myśleć, mam w jednym oku większą moc niż kontaktów, a widzę gorzej.
Wziął pod uwagę pomyłkę optyka, okulistki.
Stąd moje pytanie, czy ktoś miał podobnie? Czy to mija? I kiedy się poddać?
Teraz je noszę w domu bo jestem chora, ale nie wyobrażam sobie w nich kierowania autem czy pójście do pracy.
Zanim się nie wykuruje nie mam jej tego zweryfikować, zatem na razie noszę okulary i widzę w nich beznadziejnie i raczej przestałam się łudzić, że cokolwiek się zmieni, może na gorsze od mrużenia oczu.
Ale chwilami mam momenty, że mam ochotę "wyrzucić je za okno" i wrócić do szkieł kontaktowych, ale tak jak mówiłam, żal mi wydanej kasy i chciałabym jednak osiągnąć taki rezultat jak w momencie gdy na okulary się decydowałam.
Przepraszam za taki obszerny opis, cierpliwym dziękuję za przeczytanie tych wypocin.
Jeśli za chwilę nic się nie zmieni chyba pożałuję, że się na to zdecydowałam.
Proszę o odpowiedzi jeśli ktoś wie...