Cześć.
Ja wiem, że co niektórzy mają tu większe problemy, ale te moje tak mnie przytłaczają i jakoś nie mogę sobie poradzić. Może jak się wygadam będzie mi łatwiej. Może spojrzę na to z perspektywy. Dlaczego na swoje wynurzenia wybrałam forum a nie pamiętnik? Dlatego, że mąż który co jakiś czas bywa w domu ma tendencję do grzebania mi w osobistych rzeczach, przeglądania komórki itp. A internet to swego rodzaju anonimowość. Ponieważ to wątek powitalny to postaram się coś o sobie powiedzieć. Oczywiście nie za dużo, żeby mieć pewność że nie dotrze to do nie powołanych osób. Jestem młodą mężatką, mamą kilkuletniego synka, czuję się cholernie samotnie. Męża mam setki kilometrów od domu, rodziców jeszcze dalej. Od kilku miesięcy nie pracuję, właśnie skończyła mi się dziekanka i w zasadzie powinnam wracać na studia ale do tej pory nie zebrałam się w sobie na tyle, żeby pozałatwiać sprawy z tym związane i tam wrócić. Zaczęłam też kurs na prawko, którego też nie skończyłam. Z bliskimi niegdyś znajomymi teraz mam relacje raczej dość płytkie no i dawne przyjaciółki są teraz raczej koleżankami, albo i znajomymi z którymi co jakiś czas się widuję. W dodatku wplątałam się w bezsensowny układ z żonatym facetem, z którego już kilkakrotnie próbowałam się wymiksować niestety z marnym skutkiem. Udało mi się jedynie od ok 4 miesięcy z nim nie widzieć. Taki mój mały sukces. Jak się kopnąć w tyłek i zmusić do zmian w życiu ? Mam jakieś priorytety z których bezapelacyjnie pierwszym jest pożegnanie się z Panem, który w moim życiu nie powinien w ogóle się pojawić. Za chwilę słabości i swój egoizm płacę do dziś. Przepraszam za chaos, ale tylko to mam aktualnie w głowie. Może ktoś przeżywał coś podobnego i ustawi mnie do pionu. Przyjmę każde słowa krytyki bo wiem, że jestem cholerną egoistką, której w pewnym momencie życia mózg przełączył się na inną część ciała chcąc zrzucić na nią obowiązek myślenia.
Nie pomogło, a podobno taki ekshibicjonizm działa terapeutycznie... ;(