Wczoraj (co wydaje mi się istotne, była to niedziela), po kilku godzinach walki z ostrym, bliżej nieokreślonym, bólem, trafiłam na izbę przyjęć pogotowia od zawsze znajdującego się przy moim szpitalu. Nie pierwszy raz miałam (wątpliwą) przyjemność tam się znaleźć, więc byłam pewna, że nie pomyliłam wejścia, ani tym bardziej budynku. Weszłam więc do środka, a pani w recepcji poprosiła o moje skierowanie, dziwiąc się mojej zaskoczonej minie. Co się okazało? Pogotowia w moim mieście (ponad 140 tys. mieszkańców) już nie ma, jest tylko pogotowie wyjazdowe do nagłych przypadków, a tu, przy szpitalu, przyjmują wyłącznie w stanach bezpośredniego zagrożenia życia. Oprócz mnie za chwilę pojawili się rodzice z dzieckiem, które spadło ze schodów, jakaś pani ze złamaniem nogi, ktoś tam jeszcze, ale nikt skierowania nie miał.
Grzecznie, ale stanowczo wyjaśniono nam, że chory powinien najpierw udać się do przychodni aktualnie pełniącej dyżur, a dopiero potem z ewentualnie otrzymanym skierowaniem do specjalisty dyżurującego w szpitalu. Na szczęście nikt nas spod drzwi szpitala nie cofnął, sytuacja jednak nie była zbyt przyjemna, tym bardziej, że w niedzielę wieczorem nikt przecież pogotowia nie odwiedza dla przyjemności.
Taki stan prawdopodobnie trwa już od 2008 roku, ale ta informacja do chwili obecnej do mnie nie dotarła, a nawet szukając w internecie czegoś na ten temat nie natknęłam się na żadną wzmiankę. Owszem, funkcjonuje Centrum Powiadamiania Ratunkowego, ale to już jakby zupełnie inna bajka.
I tu rozwijając temat chciałabym zapytać czy u Was również zamieniono pogotowie na dyżurujące przychodnie? Czy zostaliście poinformowani co zrobić w przypadku konieczności uzyskania pomocy medycznej późnym wieczorem lub w czasie weekendu, kiedy to nie ma możliwości skorzystania z usług zwykłej poradni?