nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

Temat: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

witam.nie moge sobie poradzic z wlasnymi myslami,prawie trace rozum bo nie wiem co poczac,jestem mezatka od 1,5roku,przed slubem bylo nawet dobrze wszyscy byli zachwyceni jaka tworzymy pare,ja w sumie tez ale cos po slubie wygaslo.do momentu slubu to ja dominowalam w naszym zwiazku,ja podejmowalam wszelkie decyzje a potem zaczelo mi to przeszkadzac ze to ja jestem facetem w naszym zwiazku, moj maz nigdy nie mowil mi jak wygladam,czy mu sie podobam,zadnych superlatyw w moim kierunku,ale zlego slowa na niego nie moge  powiedziec bo nie pije,nie bije mnie.jedynym problemem jest to ze jest zwyczajnym pantoflarzem i to co ja powiem to jest dla niego swiete,a ja potrzebuje mezczyzny ktory mna wstrzasnie i pokieruje co mam robic abym poczula sie kobieta a nie ciagle nosze spodnie i decyduje za nas dwoje,doprowadzilo to do tego ze odeszlam od niego na dwa miesiace bylismy oddzielnie ale razem bo tesknilam za nim choc bylam z innym.teraz jest tak ze dusze sie z tym bo tesknie za tamtym mezczyzna poniewaz przy nim czulam sie spelniona a do meza wrocilam bo wszyscy tego chcieli,stracilam przyjaciol bo kazdy twierdzil ze glupia jestem bo odeszlam od tak fajnego faceta,rodzice nie chcieli tego zaakceptowac a ja jeszcze wtedy bylam UK wiec potrzebowalam wsparcia lecz go nie mialam wiec aby zalagodzic sprawe wrocilamm do meza i do polski by zyc na nowo i przez jakis czas maz mnie docenial i bylo inaczej ale teraz ponownie wrocilo wszystko tak jak bylo ale boje sie odejsc bo nie chce przezywac tego co wczesniej ze kazdy mnie odrzuci i bede sama...i nie wiem czy jestem bo sie lituje nad nim bo szkoda mi go znowu skrzywdzic czy go jeszcze kocham..jesli ktos potrafi to zrozumiec to napiszcie co sadzicie...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Niestety tak jest, że jeżeli facet jest "taki kochany", troszczy się, a kobiecie coś nie pasuje, to ona jest tą złą. Ja nienawidzę gdy facet na pytania odpowiada "nie wiem". Nie mam na myśli pytań w stylu: "Jak myślisz, czy oczyszczanie ścieków osadem czynnym jest dobrym rozwiązaniem?" tongue Ale np. Podczas spaceru po parku pytanie: "Skręcimy w tą alejkę?", albo "Przy którym stoliku usiądziemy?" Odpowiada "nie wiem", to wtedy mnie skręca. Ja mam dosyć mocny charakter, ale takie ciągłe bycie "facetem" w związku jest dla mnie nie do wytrzymania. To wpędza w okropną frustrację. W swoim życiu byłam właśnie z takim facetem, a teraz jestem w krótkim związku i zauważam, że obecny także wykazuje te niepożądane przeze mnie cechy.
Czy w Twoim małżeństwie jest podobnie, bo nie wiem czy dobrze zinterpretowałam.

3

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

tak bardzo dobrze to zrozumialas,u mnie jest podobnie ale brakuje mi np.zeby to on cos zaproponowal od siebie np.czy pojdziemy na spacer...lub czy np.gdy idziemy na zakupy zeby mi powiedzial cos od siebie czy dobrze wygladam lub nie,denerwuje mnie to strasznie ze za kazdym razem musze pytac o jego zdanie na jakikolwiek temat...czasami to jest nie do zniesienia,i watpie czy nasz zwiazek ma dalsza przyszlosc...:(

4 Ostatnio edytowany przez Anchelos (2011-01-03 21:01:47)

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Każdy z nas czegoś się boi smile Samotność... Śmierć...Odrzucenie...Pająki...Kalorie... Zmierz się ze swoim lękiem. To moja pierwsza rada. Po za tym, przed Tobą całe życie. Jeśli nie robisz tego, co jest zgodne z Tobą, to tak jakbyś strzelała sobie w kolano. Po co się dręczyć...? Moja druga rada - odnajdź siebie, dowiedz się czego chcesz. Jak już to będziesz wiedzieć, po prostu zrób to. Do tego potrzebna będzie pierwsza rada wink

Aha - zmieniaj siebie, nie drugiego człowieka. Nie oczekuj, że ktoś będzie taki, jaki Ty chcesz, by był. Nie o to chodzi. Wydaje mi się, że ta druga osoba powinna mieć frajdę z bycia z Tobą i odwrotnie.

5

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
christina222 napisał/a:

brakuje mi np.zeby to on cos zaproponowal od siebie np.czy pojdziemy na spacer...

Mi też tego brakuje. Gdy proponuje jakiś spacer to słyszę, że jest zimno, pada śnieg itp. Proponowałam pójście na małą wyprawę w góry (mieszkamy niedaleko), to usłyszałam że w zimnie jest nudny krajobraz hmm W lecie nie było tego problemu, robiliśmy wyprawy całodniowe. Nie namawiam na wyjście do kina, czy zjeść coś na mieście, bo to kosztuje. Zimowe spacery uwielbiam. Chyba trzeba czekać do wiosny.

christina222 napisał/a:

gdy idziemy na zakupy zeby mi powiedzial cos od siebie czy dobrze wygladam lub nie

Z tym nie mam akurat problemu, bo często mi powtarza, że dobrze wyglądam. Jednak strasznie nie pasuje mi jego wyznawana zasada: Nie ważne gdzie, ważne że z tobą." Dla mnie akurat to jest bardzo istotne, bo mam dość wylegiwania się w łóżku, nawet filmu nie chce włączyć, bo twierdzi że moja obecność obok jest już dla niego wystarczająca. Zaczyna mi to coraz mniej się podobać.

6

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Myślę że jeśli on naprawdę Cię kocha, mógłby się dla Ciebie zmienić, mówisz mu o tym co Ci przeszkadza i jak chciałabyś aby było? Rozmawiacie szczerze? Czasami to najlepsze wyjście. Myślę że jeśli się kocha, warto zwalczyć problemy i powalczyć trochę. Czasem potrzeba czasu by się upewnić w uczuciach, lub widzieć wszystko jaśniej...

7

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Oj dziewczyny - nie kocha zle - kocha tez zle.....sposrod wszystkich watkow ten jest jak dla mnie najbardziej optymistyczny - poczytajcie inne , co przezywaja kobiety.
  Wasze problemy w zwiazku to pikus wobec dramatu innych kobiet.
Nie znudzilo by sie gdybyscie 10 razy dziennie slyszaly  , ale pieknie wygladasz , ale jestes wspaniala itp. - toz to brzmialo by jak plyta puszczana w kolko.
  Nie czujecie sie atrakcyjne same dla siebie ? Musicie byc zapewniane o tym???
  Wydaje mi sie , ze szukacie ,, dziury w calym ,,
Zadna z was nie napisala jakie sa wasze relacje na codzien , jak sie odnosza do was partnerzy , czy pomagaja w domu , czy sa ambitni , czy maja zainteresowania , czy sa odpowiedzialni ??????
  Druga rzecz - same pisalyscie , ze jestescie dominujace - wiec moze tak byc , ze wasz partner nawet nie zdazy zdecydowac bo wy juz podjelyscie decyzje lub nie ma sily przebicia aby zaoponowac i dla swietego spokoju sie nie wychyla. Moze dajcie im szanse w jakies sprawie aby podjeli decyzje.
  Dziewczyny , a tak z drugiej strony to sobie nie wyobrazam aby ktos mial mi mowic co mam robic , wiec cieszcie sie , ze macie sile przebicia w waszych zwiazkach - nie chcialabym byc zdominowana i siedziec jak ,,mysz pod miotla,, .Czy wasi partnerzy mieli okazje podjac wazna decyzje w czasie trwania zwiazku ?? Nie mysle tu o o decyzji - isc na spacer czy nie -
  Kobietki - zastanowcie sie zanim rozwalicie zwiazek przez glupoty.
Pisalam w liczbie mnogiej bo adresuje to do Christiny i Malgorzaty .
     Trzymajcie sie i zycze podjecia madrych decyzji.

8

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
invi napisał/a:

Myślę że jeśli on naprawdę Cię kocha, mógłby się dla Ciebie zmienić, mówisz mu o tym co Ci przeszkadza i jak chciałabyś aby było? Rozmawiacie szczerze?

Mówię, próbuję zrozumieć. Powiedział mi też, że nie wie czasami jak do mnie zagadać przez sms. Stara się zmienić, widzę to ale wraca do tego co było.
Kilka dni temu powiedział mi coś takiego: "Za pół roku moje zachowanie stanie się tak toksyczne, że nie wytrzymasz ze mną." Powiedział, że zawsze w taki sposób traktuje ludzi i większość po tym czasie podobne ma odczucia co ja teraz. Odpowiedziałam mu tylko tyle, że każdy jest inny, z każdym łączą go różne relacje i nie ma co generalizować. Zobaczymy za pół roku.

ladyred napisał/a:

Oj dziewczyny - nie kocha zle - kocha tez zle.....sposrod wszystkich watkow ten jest jak dla mnie najbardziej optymistyczny - poczytajcie inne , co przezywaja kobiety.
  Wasze problemy w zwiazku to pikus wobec dramatu innych kobiet.

Każdy ma swój problem, my przeżywamy swój mały dramat. To, że nie bije, nie pije, nie wyzywa wcale nie oznacza, że jest dobrze. Chcemy poprawić relacje w naszym związku.

ladyred napisał/a:

Nie znudzilo by sie gdybyscie 10 razy dziennie slyszaly  , ale pieknie wygladasz , ale jestes wspaniala itp. - toz to brzmialo by jak plyta puszczana w kolko.
  Nie czujecie sie atrakcyjne same dla siebie ? Musicie byc zapewniane o tym???

To nie o to chodzi, że brakuje nam komplementów. Powtarza mi to dosyć często. Tylko brakuje nam ich męskich decyzji, decydowania. Czasami chciałabym poczuć, że jestem z kimś "silniejszym" ode mnie, z kimś na kogo mogę się zdać, polegać.

ladyred napisał/a:

Wydaje mi sie , ze szukacie ,, dziury w calym ,,
Zadna z was nie napisala jakie sa wasze relacje na codzien , jak sie odnosza do was partnerzy , czy pomagaja w domu , czy sa ambitni , czy maja zainteresowania , czy sa odpowiedzialni ??????

Nie mieszkamy razem. Spotykamy się tylko raz na tydzień, czasami dwa - studia. Z tego co wiem to jest bardzo odpowiedzialny, pomaga w domu. Jeżeli ma coś zrobić, to wykonuje to. Nie zrzuca pracy na innych. Ma jakieś plany na przyszłość - po studiach chce wyjechać za granicę (co mi nie odpowiada), mówił też o pracy na miejscu.

ladyred napisał/a:

Druga rzecz - same pisalyscie , ze jestescie dominujace - wiec moze tak byc , ze wasz partner nawet nie zdazy zdecydowac bo wy juz podjelyscie decyzje lub nie ma sily przebicia aby zaoponowac i dla swietego spokoju sie nie wychyla. Moze dajcie im szanse w jakies sprawie aby podjeli decyzje.

Kiedy gdy się o coś pytam to odpowiada mi: "nie wiem", albo "Jak chcesz kochanie." Chciałabym poznać jego zdanie na różne tematy. Nie narzucam mu swojej woli, wręcz przeciwnie zanim powiem co o tym myślę pytam jego. Podam taki przykład. Poszliśmy zrobić zakupy przed sylwestrem. Zaproponowałam abyśmy kupili piwo, on na to, że wino byłoby lepsze. Nie wiem, może jestem nienormalna wink ale ucieszyłam się, że przedstawił mi swoje zdanie i z chęcią zgodziłam się na to wino. Było pyszne, szkoda, że kupiliśmy tylko jedną butelkę wink Zazwyczaj w tego typu sytuacjach odpowiadał: "Jak chcesz kochanie."

ladyred napisał/a:

Dziewczyny , a tak z drugiej strony to sobie nie wyobrazam aby ktos mial mi mowic co mam robic , wiec cieszcie sie , ze macie sile przebicia w waszych zwiazkach - nie chcialabym byc zdominowana i siedziec jak ,,mysz pod miotla,, .Czy wasi partnerzy mieli okazje podjac wazna decyzje w czasie trwania zwiazku ?? Nie mysle tu o o decyzji - isc na spacer czy nie -

Jesteśmy krótko ze sobą, spotykamy się dopiero pół roku. PO tym czasie praktycznie jeszcze nic nie można powiedzieć, więc martwi mnie już to jego zachowanie".Nie chodzi o całkowitą jego dominację w związku. W życiu bym na to nie pozwoliła. Jest jedna skrajność gdzie kobieta jest zastraszana i nie ma prawa się odezwać, ale też druga kiedy sama musi o wszystkim decydować. Sęk w tym, aby znaleźć ten złoty środek. Marzy mi się sytuacja, w której on po konsultacji ze mną podejmuje jakąś decyzję. Najpierw wymieniamy między sobą poglądy, a na koniec to on decyduje, a nie powtarza "jak chcesz kochanie.", bez wyrażenia swojej opinii na ten temat.

9

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Drogie Kobietki - faktem jest "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma" i to fakt że gdy facet jest zbyt "męski" to psioczymy że nie liczy się z nami gdy"pantoflarz" to brak nam męskiego ramienia itd....
Uważam że czasem brak zdecydowania u faceta("nie wiem" lub "jak chcesz") nie wynika z braku własnego zdania ale z metody na życie uważa że nasze decyzje są trafne i zbieżne z jego, woli gdy my decydujemy bo jak coś nie wyjdzie to nie będziemy psioczyć na niego, nie lubią sprzeczek bo my byśmy chciały inaczej niż on proponuje. To tylko parę moich osobistych spostrzerzeń u mnie tak jest od 13 lat ja w 85% podejmuję decyzję w sprawach rodzinnych, czasem muszę spytać wprost jak wyglądam, wyciągać do znajomych bo on woli zacisze domowe ale tak było od początku -choć  czasem się buntuję i stwierdzam - sam podejmij decyzję ja się nie odzywam i uważam że jest to czasem wkurzające ale w porównaniu z problemami innych kobiet z facetami ten uważam za dopuszczalny bez powodu do awantur czy rozstań.
Dlatego warto stwierdzić czy ten problem jest aż tak wielki że nie można przy pomocy drobnych zabiegów po prostu żyć z takim "pantoflarzem"

10

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
atinasarz napisał/a:

Uważam że czasem brak zdecydowania u faceta("nie wiem" lub "jak chcesz") nie wynika z braku własnego zdania ale z metody na życie uważa że nasze decyzje są trafne i zbieżne z jego, woli gdy my decydujemy bo jak coś nie wyjdzie to nie będziemy psioczyć na niego, nie lubią sprzeczek bo my byśmy chciały inaczej niż on proponuje.

Być może ma taki wycofany styl bycia. Ale nawet jeżeli nasze poglądy na daną sytuację są podobne, to mógłby coś dorzucić do siebie. To nie są jakieś wielkie decyzje, tak jak pisałam wcześniej mam na myśli drobne wybory takie codzienne. Czasami marzę, aby wziął mnie za rękę i powiedział: "Kochanie pójdziemy tą drogą, albo zrobimy to i to." A nie: "Jak chcesz kochanie" albo "Nie wiem". żadne sprzeczki nie wchodzą tutaj w grę, bo nie są to jakieś poważne decyzje, spotykamy się dopiero pół roku.

atinasarz napisał/a:

uważam że jest to czasem wkurzające ale w porównaniu z problemami innych kobiet z facetami ten uważam za dopuszczalny bez powodu do awantur czy rozstań.
Dlatego warto stwierdzić czy ten problem jest aż tak wielki że nie można przy pomocy drobnych zabiegów po prostu żyć z takim "pantoflarzem"

Ja nie robię żadnych awantur z tego powodu, w sumie to jeszcze się nie kłóciliśmy. To koleżanka, która także ma z tego tytułu problem rozważa odejście od męża. Ja kontynuuję rozmowę w tym wątku właśnie po to, aby się dowiedzieć jak żyć w związku właśnie z takim mężczyzną. Atinasarz mogłabyś dokładniej opisać jak wygląda Twój związek? Czy zawsze jest tak, że to Ty podejmujesz wszystkie decyzje, a on jest raczej wycofany? Czy próby zmiany tej sytuacji dały jakieś rezultaty? Jak wyglądał Wasz początek?

11

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

wiecie kobietki,ja jestem zdeterminowana i wyczerpana juz proszeniem o to by sie zmienil,ale jego slowa zawsze brzmia....JUZ TAKI JESTEM I SIE NIE ZMIENIE...najgorsze jest tez to ze bardzo czesto rozmawiamy szczerze,ale oczywiscie to ja musze zaczac rozmowe mimo ze go to cos trapi to ja wychodze z inicjatywa rozmowy,boje sie podjac jakakolwiek decyzje...ale swita mi ciagle w glowie ze chce odejsc i zostawic ten caly rozdzial za soba..tak jest w dzien...gdy przychodzi noc...moje mysli sie zmieniaja...bo czuje ze nie poradze sobie bez niego..i tak na okraglo nie wiem czego chce...z jednej strony bym odeszla i znalazla prawdziwe szczescie a z drugiej strony szkoda mi jest go bardzo kiedy patrze na niego..nawet czasami otwarcie mu mowie ze ponownie go zostawie i bede sama..to na jakis czas sytaucja sie zmienia,stara sie byc lepszy,,,ale po jakims czasie wszystko wraca do normalnosci...i zaczynam od nowa myslec jak postapic...moze to ja potrzebuje jakiejs porady specjalisty bo czasami jestem juz zmeczona zyciem,bo nie wiem jak postapic... sad

12

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
christina222 napisał/a:

ale jego slowa zawsze brzmia....JUZ TAKI JESTEM I SIE NIE ZMIENIE...

Odebrałam to tak jakby mówił to zdecydowanie i z takim przekonaniem, że już zawsze tak będzie, a ty kobieto rób co chcesz. Mi chłopak odpowiada: "Jestem taki" Jednak widzę, że stara się zmienić. Dzisiaj podczas spotkania było bardzo miło, był taki jakiego sobie wymarzyłam smile
Czasami się zastanawiam, czy on przypadkiem nie wie, że udzielam się tutaj naf orum.

christina222 napisał/a:

z jednej strony bym odeszla i znalazla prawdziwe szczescie a z drugiej strony szkoda mi jest go bardzo kiedy patrze na niego..nawet czasami otwarcie mu mowie ze ponownie go zostawie i bede sama..

Nie można być z kimś z litości, myślę że taki związek się wypali po czasie.
Czyli już kiedyś się rozstaliście z tego powodu?

13

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

tak rozstalismy sie wlasnie wiele razy i wiele razy sie schodzilismy bo poprostu ja nie radzilam sobie z tym ze bylo mi tak go szkoda ze go krzywdze.nie wiem co poczac i swiruje poprostu czasami smile

14

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Hehe.... Na tym forum czesto doszukuje sie sam swojej dziewczyny, a najbardziej w tym temacie ;]
Sam jestem wlasnie sam i mysle ze z tego powodu ze nie mialem wlasnych decyzji, ale jesli przeszkadza
komus ten nasz spokoj to jednak na bank oznacza to ze trzeba zostawic ta osobe....
Bo na pewno nie idzie to w zadna strone na dobre, trzeba miec partnera ktorego sie bedzie doceniac....
A Dominator VS Romantyk nie jest dobrym rozwiazaniem smile

15

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Witam  bardzo zaciekawił mnie temat. Otóż właśnie podobnie jak autorka postu i Małgorzatka tez mam styl bycia może nie dominujący ale raczej ja to nazywam szybkim reagowaniem.

Nie musi być ciągle po mojemu, ale tak się złożyło że także jestem w związku z nieśmiałym cichym facetem .

Na początku miłość była tak zajmująca że nie zauważyłam ze w coraz więcej spraw muszę podejmować decyzję.
Cóż powiem szczerze na początku przez powiedzmy rok  byłam zadowolona ze mam tyle na głowie, mogę świetnie planować i ogółem można polegać na mnie.
Gdy był jakiś problem to zanim on zareagował tym swoim przemyśle i zrobię to ja już rozwiązywałam temat.
Szkoda było czekać.

Ale po pewnym czasie ta moja pewność siebie zaczęła być zbyt uwierająca, ja tez chciałam być raz słaba.
Chciałam by to ktoś zdecydował za mnie, by on przejął te cała odpowiedzialność.

Nie w głowie było mi rzucanie go bo ja jestem zdania ze jak jest kłopot w związku to trzeba go rozwiązać a nie chować pod dywan.

Wcale nie było łatwo , zaczęłam od drobnych rzeczy kup sam  coś do kawy, kup sam zakupy, powoli jak z jajkiem.
Potem było dużo rozmów, powiedziałam że wiem że jestem taka szybka , pierwsza lecę rozwiązywać kłopoty ale tak naprawdę chciała bym by to on walnął pięścią i zarządził.

Wykazywałam raczej swoje błędy że ja byłam za samodzielna by wzmocnić jego poczucie że on tez umie, że jest świetny  mimo że  zrobił dziwne zakupy, ale zrobił...
Chwaliłam , rozmawiałam, czasem nerwy mnie brały że inny facet nie trzeba był by się tak cackać ale  kurcze ja nie znoszę porażek.

Bo kocham swojego męża bo ciągle robi mi niespodzianki, bo jest mądry, kochany zaradny, bo ma najpiękniejsze oczy na świecie i dla tego warto było wytrzymać.
Jest już samodzielny, sam decyduje wielu sprawach, a ja uwielbiam gdy uśmiecha się i mówi udało mi się wiesz?

Batalia trwa i pewnie potrwa długo bo on taki już jest, ma nieśmiały charakter , po prostu typowa romantyczna zodiakalna ryba.
Jesteśmy razem 10 lat , kryzys był 4lata po ślubie, wytrzymaliśmy to i nie żałuję.

Wiem że odpowiednim podejściem można zmienić nie charakter a własne nawyki, odpuścić trochę dać mu być facetem i wtedy może wolniej ode mnie ale i on się otworzy.

Ktoś tu już napisał że my dominujące jestesmy tak dobre we wszystkim że ciężko im facetom tak szybko reagować.Mój mąż tez taki już był skromny i cichy  i dobro związku było po tej stronie że ja musiałam zmienić podejście do niego.

A teraz jestem szczęśliwa i wam tez sie uda  byle tylko pragnąc tego.

16

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
Numer0 napisał/a:

Sam jestem wlasnie sam i mysle ze z tego powodu ze nie mialem wlasnych decyzji,

Nie podejmowałeś własnych decyzji, ale czy mógłbyś napisać co powodowało właśnie takie zachowanie? Czy nie chciałeś się sprzeciwiać swojej partnerce? Czy myślałeś, że jeżeli we wszystkim będziecie zgodni to związek będzie udany?

Numer0 napisał/a:

ale jesli przeszkadza komus ten nasz spokoj to jednak na bank oznacza to ze trzeba zostawic ta osobe....
Bo na pewno nie idzie to w zadna strone na dobre, trzeba miec partnera ktorego sie bedzie doceniac....

Ale tak poza tym to chłopak jest świetny. Może jeszcze tylko nie szuka kontaktu gdy się rozstajemy na dłuższy czas (ale o tym dyskutuje już w innym wątku). Mogę z nim rozmawiać na wiele tematów, jego wiedza mnie bardzo zaskakuje. Nie jest to wiedza typowo książkowa. Właśnie kogoś takiego szukałam. Zostawić go nie jest sztuką, ja jednak chciałabym spróbować poprawić nasze relację. Nie jest to aż tak duży problem, nie rozważam możliwości odejścia. Bardzo go doceniam właśnie za tą możliwość rozmowy nie tylko o głupotach, tak jak to było w innych związkach. Jest czuły i w każdym jego dotyku czuje jak bardzo mnie kocha. Tylko mógłby czasami wziąć mnie za rękę i poprowadzić.

17

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Ja widze to tak, ja jestem spokojna osoba. Jak mam ochote na muzyke, to slucham w domu ze az sciany sie trzesa u sasiadow, jak mam ochote na imprezke, to ide do brata na Universytet i mozemy robic prywatke w jakims wybranym przez nas room-ie. Nie chodze na imprezy, dyskoteki, bo na takich typowych dyskotekach muzyka dla mnie jest tak glosno ze pozniej gdy wyjde z tej imprezy nie slysze nic, a uszy chce miec dlugo big_smile Lubie czesto byc poprostu w domu, przejechac sie rowerem, nawet bardzo daleko, ale lubie to. A moja partnerka ? Ona wyszla by na impreze, tam gdzie mnie nie ciagnie, do kolezanki i tu brakuje mojej intencji o decyzje. Niby powinienem ja zapraszac wszedzie, robic nie wiadomo jakie zeczy, dla mnie wartoscia bylo by byc razem na spacerze, rowerze, jeziorze, wszedzie, bardziej natura. Czasami bilard jakis, jak lubiala by gdzies isc to w miejsce gdzie nie jest za glosno. Zeby mialo to wiekszy sens, i choc pozniej imprezki jej sie znudzily to i tak brakowalo jej czegos. Ja uwazam ze Zycia jej brakowalo a w takiej spokojnej osobie nie mogla znalesc oparcia. Wiec teraz zwyczajnie robi sobie co chce, a ja dalej bede robil sobie swoje. Niektorzy ludzie poprostu maja chyba inne wartosci. Jedni wlasnie czuja taka ciagnaca energie i chca zjesc swiat, co uwazam za bardzo pozytywne, bo to piekne uczucie, lecz ja mialem takie zanim ja poznalem, mialem ochote wlasnie zjesc swiat, lecz gdy bylem przy niej czulem spelnienie, to ona po dluzszym czasie zaczela czuc brak Zycia. Ciekawe czy jak pojdzie z pradem czy odnajdzie swoje szczescie. Ja swoje juz odnalazlem odzyskujac siebie.

18

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
różyczka napisał/a:

Witam  bardzo zaciekawił mnie temat. Otóż właśnie podobnie jak autorka postu i Małgorzatka tez mam styl bycia może nie dominujący ale raczej ja to nazywam szybkim reagowaniem.

Różyczka świetnie to ujęłaś, nie wiedziałam jak dokładnie określić tą moją "dominację". Nie jest tak, że musi być po "mojemu" i koniec. Im więcej się dzieje w moim życiu tym jestem bardziej szczęśliwa. Gdy mam dużo na głowie energia mnie rozpiera i układam ciągle plan co po kolei zrobić. Jestem w swoim żywiole, ale biorę też pod uwagę zdanie innych.

różyczka napisał/a:

Ale po pewnym czasie ta moja pewność siebie zaczęła być zbyt uwierająca, ja tez chciałam być raz słaba.
Chciałam by to ktoś zdecydował za mnie, by on przejął te cała odpowiedzialność.

Właśnie, pragnę poczuć czasami, że to on jest tym silniejszym ogniwem w naszym związku i do niego należy ostateczna decyzja.

różyczka napisał/a:

Nie w głowie było mi rzucanie go bo ja jestem zdania ze jak jest kłopot w związku to trzeba go rozwiązać a nie chować pod dywan.

Ja także nie chcę rezygnować z tego związku, a napewno nie z tak błahego powodu. Nie kłócimy się przez to, tylko czasami w chwilach słabości czuję taką małą frustrację. Nie podejmujemy jeszcze żadnych ważnych decyzji, bo spotykamy się dopiero pół roku, ale chciałabym już od początku abyśmy kształtowali w dobrym kierunku nasz związek.

różyczka napisał/a:

Wykazywałam raczej swoje błędy że ja byłam za samodzielna by wzmocnić jego poczucie że on tez umie, że jest świetny  mimo że  zrobił dziwne zakupy, ale zrobił...
Chwaliłam , rozmawiałam, czasem nerwy mnie brały że inny facet nie trzeba był by się tak cackać ale  kurcze ja nie znoszę porażek.

Bardzo dziękuję za te cenne rady. Ja także staram się doceniać go na każdym kroku. W sumie to nie jest wymuszone przeze mnie, zauważam każdą drobnostkę, którą zrobi dobrze. Oczywiście mówię mu np "jesteś niezastąpiony", "bez ciebie bym sobie nie poradziła", nie tak nachalnie i nie powtarzam w kółko jak katarynka. Czasami popatrzę z podziwem w jego oczy i myślę, że odczuwa tą pochwałę którą chcę mu w ten sposób przekazać.

różyczka napisał/a:

A teraz jestem szczęśliwa i wam tez sie uda  byle tylko pragnąc tego.

Gratuluję różyczko cierpliwości, mam nadzieję że mi też się uda. Życzę jeszcze wielu szczęśliwych lat.

Numer0 napisał/a:

Lubie czesto byc poprostu w domu, przejechac sie rowerem, nawet bardzo daleko, ale lubie to. A moja partnerka ? Ona wyszla by na impreze, tam gdzie mnie nie ciagnie, do kolezanki i tu brakuje mojej intencji o decyzje. Niby powinienem ja zapraszac wszedzie, robic nie wiadomo jakie zeczy, dla mnie wartoscia bylo by byc razem na spacerze, rowerze, jeziorze, wszedzie, bardziej natura. Czasami bilard jakis, jak lubiala by gdzies isc to w miejsce gdzie nie jest za glosno. Zeby mialo to wiekszy sens,

On także jest raczej spokojny, ale nie nieśmiały. Nie ma problemów w kontaktach z innymi ludźmi.  Ja także lubię posiedzieć sobie poprostu w domu, ale jak za dużo to nie wytrzymuję. Nie biegam na dyskoteki,w sumie ostatni raz to byłam jakieś pół roku temu. Oboje uwielbiamy wędrówki górskie, mieszkamy w górach. Na początku wychodziliśmy bardzo często na szlak, bo mieszkałam w pokoju z koleżanką. Ale odkąd mam pokój jednoosobowy już jest trudniej wyjść gdzieś. Proponowałam wiele razy jakiś spacer, ale albo jest za zimno, pochmurno itp. Na początku chodziliśmy nawet w deszczu, nieraz byliśmy całkiem przemoknięci, ale zaraz po powrocie szliśmy do jakiejś knajpki coś zjeść, nie przejmując się naszym stanem. Od początku tego roku akademickiego niestety już tak nie jest. Ja uwielbiam chodzić nawet w deszczu po górach, jednak jemu zaczęło to przeszkadzać. Marzy mi się taka kilkudniowa wyprawa z nim.
Może w piątek się uda nam gdzieś wyjść. Wspomniałam, że chciałabym zobaczyć taki jeden wodospad w zimie, te kaskady lodu. Widać, że zaczął coś kombinować, ciekawe czy się uda.

Numer0 napisał/a:

Niektorzy ludzie poprostu maja chyba inne wartosci.

My mamy raczej podobne wartości. Nie kręcą nas imprezy, chociaż na jednej z nich się poznaliśmy smile Myślę, że z czasem jakoś się dogadamy, napewno potrzeba cierpliwości.

19

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
christina222 napisał/a:

wiecie kobietki,ja jestem zdeterminowana i wyczerpana juz proszeniem o to by sie zmienil,ale jego slowa zawsze brzmia....JUZ TAKI JESTEM I SIE NIE ZMIENIE...najgorsze jest tez to ze bardzo czesto rozmawiamy szczerze,
moze to ja potrzebuje jakiejs porady specjalisty bo czasami jestem juz zmeczona zyciem,bo nie wiem jak postapic... sad

Tak, to Ty potrzebujesz pomocy specjalisty. Ewidentnie. Wyszłaś za mąż za człowieka spokojnego i "pantoflarza". Skąd Ci przyszło do głowy, że zmieni się w MACHO i tygrysa. Jak to mówią - widziały gały co brały. Ponieważ nie masz innych problemów i nudzisz się, szukasz sobie adrenaliny. Idź do psychologa - z obcym człowiekiem z zewnątrz może Ci się uda zrobić bilans wszystkich za i przeciw i sformułujesz sobie w głowie czego tak naprawdę chcesz, bo jak piszesz sama nie wiesz smile Powodzenia

20

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Hmmm... Śmiesznie smile  Może któraś z Was odniesie się do tego, co wcześniej napisałam...?  Jestem ciekawa, czemu tego nie przyjmujecie?

21

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
Anchelos napisał/a:

Aha - zmieniaj siebie, nie drugiego człowieka. Nie oczekuj, że ktoś będzie taki, jaki Ty chcesz, by był. Nie o to chodzi. Wydaje mi się, że ta druga osoba powinna mieć frajdę z bycia z Tobą i odwrotnie.

Właśnie pośrednio się odniosłam, post wyżej napisałam autorce wątku o tym przerabianiu drugiego człowieka według swego widzimisię smile

22

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Też znam ten przypadek z autopsji i rzeczywiście, bywa to irytujące.Podpisuje się pod tym co napisałyście. U mnie to wynika z tego, że jak mój chłopak podejmie jakąś decyzje to czuje się krytykowany. A nienawidzi być krytykowany i dlatego nie lubi tego robić:] Ale jako że on niepodejmując decyzji czasem krytykuje moje( hipokryta tongue) to nie zamierzam go głaskać po główce jak mi się coś nie podoba(jak się podoba, to owszem, chwalę go). Ale rozwiązujemy to w ten sposób, że jak chodzi o jakąś większą sprawę i mówię, żeby to przemyślał i zadecydował, to najczęściej on mnie podpytuje co i jak mniej więcej bym chciała ale końcową decyzję podejmuje sam. smile Takie rozwiązanie polecam najbardziej.

23

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
Anchelos napisał/a:

Każdy z nas czegoś się boi smile Samotność... Śmierć...Odrzucenie...Pająki...Kalorie... Zmierz się ze swoim lękiem. To moja pierwsza rada. Po za tym, przed Tobą całe życie. Jeśli nie robisz tego, co jest zgodne z Tobą, to tak jakbyś strzelała sobie w kolano. Po co się dręczyć...? Moja druga rada - odnajdź siebie, dowiedz się czego chcesz. Jak już to będziesz wiedzieć, po prostu zrób to. Do tego potrzebna będzie pierwsza rada wink

Aha - zmieniaj siebie, nie drugiego człowieka. Nie oczekuj, że ktoś będzie taki, jaki Ty chcesz, by był. Nie o to chodzi. Wydaje mi się, że ta druga osoba powinna mieć frajdę z bycia z Tobą i odwrotnie.

Szczerze mówiąc nie za bardzo wiedziałam co masz na myśli pisząc o tych "lękach". Zrozumiałam to mniej więcej tak. Przeszkadza nam fakt znikomego kontaktu ze strony naszych partnerów, ponieważ boimy się odrzucenia, rozstania. Dla nas właśnie to, że niezbyt często dzwoni, pisze oznacza, że zbliża się koniec naszego związku, jemu coś nie odpowiada, chce się rozstać.
W sumie nie jest tak. Tutaj chodzi przede wszystkim o tęsknotę. Gdy nie odzywa się przez tydzień, to przykre uczucie wzmaga we mnie coraz bardziej. Ja także do niego czasami zadzwonię, napiszę. Ale gdy przewaga prób kontaktu pojawiła się po mojej stronie, postanowiłam "zmusić" jego do wykazania się.

Jeżeli chodzi o zmianę siebie. To jest tylko i wyłącznie kwestia tęsknoty. Nie piszę do niego żadnych sms'owych wyznań, wierszyków. Nie piszę jak jest mi źle, gdy coś się wydarzy przykrego, że jest mi smutno bo pada deszcz itp smile Chciałabym tylko czasami usłyszeć jego głos przez telefon (w zupełności 2x na tydzień by wystarczyło). Nie oczekuję sms'ów na dobranoc i miłe rozpoczęcie dnia. Tęsknię za nim bardzo gdy się nie widzimy i w tej materii jeszcze nie chcę nic zmieniać smile
Mam sporo zajęć na co dzień, spotykam się z koleżankami. To także nie jest kwestia nudy.

24

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Zaciekawił mnie ten wątek... wink

Chrystina czytając Twoje posty odnosze wrażenie, że jesteś znudzona, brakuje Ci bodźców do życia i mam wrażenie, że to nie tyle jest wina Twojego męża, co tego że Tobie czegoś brakuje. Ten problem jest w Tobie. Jednak łatwiej Ci myśleć, że to wina męża.
To tak jakbyś chciała aby Twój mąż zafundował Ci rozrywkę, aby on nagle odnalazł utracony przez Ciebie sens życia, aby on wydostał Cię z dołka. Jednak możliwe, że to Twój dołek i wbrew temu co oczekujesz może to Ty musisz się ruszyć i coś zmienić! Wiem pisałaś, że masz dosyć, że to w małżeństwie zawsze Ty coś robiłaś i teraz chcesz aby role się odwróciły i Twój mąż coś zrobił. Pewnie Twoje oczekiwania są uzasadnione i możliwe, że w rzeczywistości Twój mąż jest zdolny Ci dać to czego chcesz.
Czytając Ciebie odnosze wrażenie, że ten cały Wasz problem bardziej dotyczy Ciebie niż tak naprawdę męża. Piszesz o tym tak jakby do waszego związku wdarła się rutyna, zwykła codzienność i tego stanu nie jesteś w stanie znieść. Jakbyś właśnie oczekiwała jakiejś adrenaliny, że musi być wszytsko na maksymum bo jeśli tak nie jest to jest już źle. Tak jakbyś się nudziała i oczekiwała, że to mąż musi wyrwać Cię z tej nudy, zorganizować Ci zabawę.
Sorry, że tak to ujmę ale Twoje uwagi jaki to Twój mąż jest niefajny czyli "niezdecydowany, mało wykazujący inicjatywy" to są zwykłe pierdoły. (Sorki, że może trochę za ostro!)
Tym bardziej, że wyszłaś za niego za mąż chyba świadomie. Nikt Cię do tego nie zmusił. Tym bardziej, że przed śłubem był taki sam. Wiedziałaś jaki był i wiedziałaś czy Ci to odpowiada, czy nie? To raczej przed ślubem było sobie zadać pytania, czy faktycznie taki typ faceta mi odpowiada, czy potrafię tak zawsze?

To trochę wygląda tak jakbyś wzieła sobie za mąż "flegmatyka", a po ślubie zaczeła oczekiwać, że on teraz nagle powinien być "cholerykiem", czy też zabawowym "sangwinikeim". Tak jak tu ktoś pisał często chcemy zmieniać innych, ale właśnie siebie powinniśmy zmieniać. Możesz zmienić siebie, a na męża możesz wpływać. Oczywiście, że masz prawo oczekiwać aby Twój mąż pozbył się złych nawyków, aby z Tobą współpracował. Jednak jeśli chcesz go zmienić o 180 stopni to znaczy, że go niekochasz, to tak jakbyś chciała być z kimś innym. I pytanie, czy faktycznie tego chcesz, czy się pogubiłaś?
Rozumiem, że można oczekiwać zmian, ale ja osobiście bym nie zniosła gdyby mój mężczyzna nagle chciał abym zmieniła swoją osobowość, moje cechy wrodzone. Nagle z osoby np. spokojnej stała się super dynamiczna. Z osoby np. małomównej zrobiła się "duszą towarzystwa" itp. Wkórzyłabym się też gdybym nagle po latach usłyszała, że np. denerwuje go, że za długo się maluje, czy że bywam bardziej aktywna wieczorem, a nie rano. Czy nawet zarzut, że jestem mało zdecydowana? Owszem mogłabym tu zrozumieć rozgoryczenie ze strony partnera, ale chwileczkę, to on  nie wiedział jaka byłam kiedy mnie brał? Czy ja coś ukrywałam, oszukiwałam? NIE. I nawet jeśli uznałabym, że partner ma rację i chciałabym np. się zmienić i stać się bardziej zdecydowana, to oczekiwałabym w tej kwestii wsparcia mojego męża, a nie negowania mnie. Tym bardziej, że chciałabym aby mój mężczyzna kochał mnie, a co za tym idzie akceptował taką jaka jestem. Twój mąż pewnie też wierzył, że kiedy brałaś go za męża to akceptowałaś go takim jaki jest.
Nie wiąże się z kimś kto nam nie odpowiada, nas denerwuje. Kto posiada cechy nas strasznie irytujące.
Myślę, że z prawdziwą miłością jest tak jak tu pisała różyczka.

Tym bardziej, że paradoksalnie zazwyczaj bieżemy sobie partnera, który właśnie się od nas różni cechami osobowości, na zasadzie przeciwieństw, uzupełniania się. I z jednej strony te różnice nas przyciągają, a z drugiej często generują problemy. Ten czas dopasowywania się wymaga dużej dojrzałości, miłości, współpracy. Lepiej zachęcić do zmian, niż tylko ich żadać. Podoba mi się historia różyczki jest taka optymistyczna wink

Chyba, że chrystina dopiero teraz dojrzałaś i dopiero teraz dostrzegasz kim jesteś, jaka jesteś. Może teraz odkrywasz czego naprawdę chcesz. Jednak to nie musi oznaczać, że tylko bez męża możesz osiągnać to co pragniesz. Może się zmieniasz, ale może twój mąż powinien Ci w tym towarzyszyć. Nie rezygnuj dopóki naprawdę nie będziesz mieć pewności. Może warto faktycznie pójść do psychologa i spokojnie przyjrzeć się samej sobie z dystansu.

Natomaist jeśli Twój mąż uniemożliwia Ci bycie sobą, jeśli nie potrafisz być autentyczna to pewnie jakiś problem z was jest. Jeśłi do tej pory kierowałaś się lękiem, czy robiłaś coś wbrew sobie. Jeżeli zachowanie Twojego męża nie tylko jest wynikiem tego, że jest nazbyt spokojny, uległy, niezdecydowany tylko jeśłi jest nieodpowiedzialny i niedojrzały to z pewnością są to ważne kwestiie do przemyślenia.

Małgorzatka na początku Twoje posty też wydawały mi się "szukaniem dziury w całym". wink Ale przy kolejnych już postach widzę, że nie patrzysz na swoją sytuację jednostronnie, ale też bierzesz pod uwagę swojego chłopaka, jego zalety i jego starania się. Pewnie to, że jesteście różni Was do siebie przyciągło wink Najważniejsze to wyznawać podobne wartości, zasady na życie. Mieć podobny światopogląd aby siebie rozumieć i móc być nawzajem dla siebie wsparciem. Zaś te różnice dotyczące wolnego czasu, robienia zakupów, podejmowania decyzji to tu da się wypracować coś wspólnie.  Teraz kiedy jeszcze nie planujecie ślubu  to jest właśnie ten czas aby siebie poznać, zorientować się, czy dane cechy partnera nam odpowiadają, są do zaakceptowania, czy tak naprawdę są czymś nie do zniesienia. Myślę, że dacie rade - powodzenia!

25

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
etniczna napisał/a:

Małgorzatka na początku Twoje posty też wydawały mi się "szukaniem dziury w całym". wink Ale przy kolejnych już postach widzę, że nie patrzysz na swoją sytuację jednostronnie, ale też bierzesz pod uwagę swojego chłopaka, jego zalety i jego starania się. Pewnie to, że jesteście różni Was do siebie przyciągło wink Najważniejsze to wyznawać podobne wartości, zasady na życie. Mieć podobny światopogląd aby siebie rozumieć i móc być nawzajem dla siebie wsparciem. Zaś te różnice dotyczące wolnego czasu, robienia zakupów, podejmowania decyzji to tu da się wypracować coś wspólnie.  Teraz kiedy jeszcze nie planujecie ślubu  to jest właśnie ten czas aby siebie poznać, zorientować się, czy dane cechy partnera nam odpowiadają, są do zaakceptowania, czy tak naprawdę są czymś nie do zniesienia. Myślę, że dacie rade - powodzenia!

Nie wydaje mi się abyśmy tak bardzo się różnili. Nie znam jeszcze go zbyt dobrze i nie generalizuje. Skupiłam się na obserwacji wink Wsłuchiwanie się w to co mówi, tego jak się zachowuje. Oczywiście dyskretnie smile
Dzisiaj poszliśmy kupić wino wink wybraliśmy jedno sprawdzone przez nas, a drugie wybrał on. Potem jeszcze jakieś przekąski. On sam decydował i dobrze trafił (może przeczytał te posty)
"Teraz kiedy jeszcze nie planujecie ślubu..." Ja nawet o tym nie myślę. Chociaż dzisiaj jak po obiedzie piliśmy to wino wink między naszymi dyskusjami przemknęła mi bardzo miła myśl. Tak sobie pomyślałam, że dobrze by było wypić z nim lampkę wina też i za jakieś 40 a nawet więcej lat. Zauważył, że się uśmiechnęłam jakoś tak bardziej i patrzyłam w okno. Odrazu zapytał o czym myślę. Nie wiem jak to robi, ale zawsze zauważa gdy mam na myśli coś szczególnego. Jest mistrzem obserwacji, wyczucia. Odpowiedziałam tylko tyle, że bardzo miła myśl i powiem jak się spełni. Trochę to potrwa, ale pewnie dziwnie by zareagował gdybym mu powiedziała, że chcę wypić z nim wino za 50 lat wink

26

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Byłam w takim związku. Na początku super. Facet, który zgadza się na wszystko, chce, aby to mi było dobrze. Wszystko jest idealne (ja noszę spodnie).

Ale jestem kobietą też czasami muszę płakać, narzekać, (założyć spódniczkę i rozłożyć ręce), wtedy przydaje się FACET z krwi i kości.
Uważam, że kobietom na krótką metę podoba się rola mężczyzny w związku(tzn gdy my jesteśmy niby facetami).

Kobieta to kobieta.
Po pół roku namysłu zerwałam, niekiedy żałuję. Jestem w innym związku z przeciwieństwem "byłego", chyba jest lepiej.
Z czasem mojemu obecnemu chłopakowi też brakuje "spodni", nie za bardzo mi się to podoba, nie tego pokochałam.
MOŻE TO W NAS JEST COŚ NIE TAK I "ŚCIĄGAMY FACETOM SPODNIE"??

27 Ostatnio edytowany przez Numer0 (2011-01-08 14:11:46)

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Ciezki temat smile

28

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Facet, ogólnie partner w związku to nie zabawka, nie rzecz, on nie służy jedynie do zaspokajania naszych potrzeb. Jeśli ktoś myłśi, że uda mu się znaleźć idealnego partnera, bez żadnych wad, słabości to albo jest egiostą, albo nie dojrzał do związku. Czy partner ma być jakimś pakietem full wypas, pełny pakiet usług itp. Nasze czasy stają się coraz bardziej nastawione na konsumpcję, ale bez przesady!

Każdy ma prawo do chwili słabości, człowiek to człowiek, a nie jakaś maszyna. To też nie jest tak, że facet i kobieta to dwa odmienne gatunki. I kobieta przez całe życie musi zachowywać się tak samo, w określony z góry sposób, podobnie też facet nie musi zawsze być taki sam. I facet też może mieć chwile słabości, potrzebować wsparcia, potrzebować też pomocy, troski.

Stokrotka123
Zatem jeśli facetowi od czasu do czasu zdarza się być zbyt uległym łagodnym, poddańczym misiaczkiem to nie jest źle. Gorzej jeśłi byłby taki zawsze.
Pomyśl, że Ty czasami pewnie też denerwujesz swojego chłopaka. Może wolałby abyś to Ty była bardziej łagodna, dziewczęca i nie zakładała spodni. Wtedy on nie musiałby chodzić "w spódnicy".

Może coś w tym jest, że to coś w nas jest takiego, że przyciągamy określony typ mężczyzny, bądź pod naszym wpływem tak się zmieniają. wink

Musimy też my kobietki pamiętać o tym, że wbrew pozorą, pomimo stanowczości, siły mięśni itp., to my kobiety jesteśmy zdecydowanie silniejsze psychicznie od mężczyzn.

29

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Niestety mój były był taki zawsze, nadal jest. Choć troszkę się zmienił (utrzymujemy bardzo sporadyczny kontakt).

Są tacy mężczyźni, którzy potrzebują kobiety, która dominuje w związku. Nie wszystkim się to podoba, ja już przez to przechodziłam, napisałam o własnym doświadczeniu.

30

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

malgorzatka czyja to piosenka dlugo poluje zeby ja sciagnac

31

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...
joanna925 napisał/a:

malgorzatka czyja to piosenka dlugo poluje zeby ja sciagnac

Chodzi o moją sygnaturkę?
Happysad - zanim pójdę

32

Odp: nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Ze jesteśmy silniejsze choc słabą  płcią   nazwane to wiemy .
    Wiemy tez ze mężczyżni są gówami rodzin, związkó a my "tylko" szyjkami'  ktore głową kręcą .
Ot i cała prawda .

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » nie wiem czy zyje z nim z litosci czy z milosci...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024