hej ![]()
od kilku dni się zadręczam moją sytuacją już nawet nie wiem co o tym wszystkim mam myśleć... Postanowiłam ją opowiedzieć, bo może ktoś z was choć minimalnie mi pomoże... A to by znaczyło dla mnie bardzo dużo...
Kilka słów o mnie... Byłam już w paru związkach, najdłuższy trwał 5 lat (facet bardzo mnie zranił na końcu), pozostałe to były krótkie epizody tak po miesiąc góra dwa... Wszystkie moje związki kończyły się z woli partnera. Jestem typem dziewczyny, która za mocno się angażuje i nie myśli o przelotnych związkach... Po każdym nieudanym związku dochodziłam do siebie troche czasu, niestety żyjąc nadzieją, że on wróci itp. Niestety zawsze popełniałam te same błędy a mianowicie - zbyt szybko się angażowałam ( tu mam na mysli to że chciałam często się widywać, że szybko doszło do pocałunku czy zdarzyło mi się zrobić lazanie dla nowego faceta xP) i drugi podstawowy błąd - zanim się wyleczyłam z poprzednika znajdowałam klina... Nie żeby na siłę, ale wystarczyło że facet okazał mi zainteresowanie to się z nim umówiłam ( nie bawiłam się 'w górę lodową'). Mogę śmiało powiedzieć że momentami moje życie to telenowela, zaliczyłam już: zdradę, wykorzystanie, porzucenie dla ex itp. Jeśli chodzi o mój jedyny udany związek (ten 5 letni) to uważam że się z ex wyleczyłam, skończył się rok temu i nie porównuje 'nowych' do niego...
Po tym doświadczeniu widać że powinnam zmądrzeć i ostrożnie wchodzić w relacje z facetami. Niestety... Po 4 dupkach było dane mi poznać naprawdę dwóch wartościowych facetów. Niestety mój koszmar ciągnie się już 4 miesiące... I problem dotyczy tych dwóch właśnie facetów...
Poznałam ich w czerwcu. T i M to kompletnie dwa inne światy, T jest domatorem, M jest imprezowiczem. T poznałam pierwszego i lużno się spotykaliśmy. Był takzwanym klinem na ostatniego faceta. M poznałam między czasie i traktowałam bardziej jak kumpla. 'Oficjalnie' dla znajomych czy rodziny moim facetem był T. Nigdy nie poznali oni M. Po 3 tygodniach spotykania się z T, ( za to co zrobiłam do tej pory żałuje) pocałowałam się z M. Nie pytajcie mnie dlaczego ani co czułam wtedy... Najgorsze jest to, że wtedy nie miałam wyrzutów sumienia. Po kilku dniach okazalo sie ze mam dwoch facetow... Oboje uważali mnie za swoja dziewczyne mimo że z żadnym nawet na ten temat nie rozmawiałam. No i tu zaczęła się zaciskać pętelka na szyi... i teraz w dużym skrócie
- zerwałam z T, stwierdziłam że skoro byłam wstanie pocałować innego, to żadnych uczuć do niego nie mam,
- tydzień póżniej zerwałam z M. bo przez cały tydzien miałam wyrzuty sumienia że zostawiłam T. Każdą wolną chwilę przepłakałam.
- po 3 dniach wróciłam do T. Wybaczył mi, powiedział, że bardzo mu na mnie zależy. Sielanka trwała 3 tygodnie...
- po 3 tygodniach spotkałam M. iii? i znowu żeśmy się pocałowali... Normalnie ciągnie mnie do niego jak magnez. Mogę śmiało siebie obrazić, ale ja głupieję przy nim. No to że znowu nadszarpnęłam zaufanie postanowiłam zerwać kontakt z T. Ogólnie stwierdziłam że nie jestem jego warta.
- z M. żeśmy się nie zeszli. Jednakże po 1,5 tyg T namówił mnie byśmy byli ze sobą dalej, że mu naprawde na mnie zależy. I sielanka trwała miesiąc. Znowu pojawił się M. I powiedział mi że bardzo mu na mnie zależy, że jest gotów czekać na mnie itp. a co ja na to? Uświadomiłam sobie że jest ze mną już naprawdę zle.
Opisałam to krótko i treściwie, brzmi jak tandetna wersja telenoweli czy dziewczynki w wieku dojrzewania, ale prościej nie potrafię. Oczywiście wiem, że jestem najgorszą s.... itp. Że zasługuję na to by cierpieć i tak naprawdę oni powinni mnie kopnąć w dupę, że ja na żadnego z nich nie zasługuję. Wiem że zrobiłam żle, że rozkochałam w sobie dwóch facetów, że z własnego życia uczyniłam syf...
Ale mój problem ogólnie polega na tym, że nie potrafię z tego wyjść. Nie potrafię ani jednemu ani drugiemu powiedzieć KONIEC i zapomnieć, nie potrafię zerwać kontaktu, nie potrafie ich olać, głupio to zabrzmi ale nie potrafię z żadnego zrezygnować.
I tu moja prośba... błagam pomóżcie mi bym potrafiła z którymś skończyć, albo z obydwoma. Ja nigdy taka nie byłam, nigdy nie bawiłam się niczyimi uczuciami, sama przecież przeżyłam nie jedno. Nie wiem co się ze mną dzieje że potrafiłam doprowadzić do takiej sytuacji i dalej w tym tkwie... ![]()