Miesiąc temu rozstałam się z chłopakiem. Stwierdził, że nic do mnie nie czuje. Było to dla mnie zaskoczenie ponieważ wszysko układało się dobrze, nie dawał mi znaków że coś może być nie tak.
Teraz próbuję znależć logiczne wytłumaczenie tego wszytkiego i zastanawiam się nad naszym seksem. Otóż kiedy zaczynaliśmy grę wstępną on był bardzo podniecony( albo przynajmniej mi sie tak wydawało), patrzył mi głęboko w oczy itd. kiedy zakładaliśmy prezerwatywę i kiedy miał we mnie wejść, jego członek opadał bardzo często, no ale nie zawsze.Kiedy już zaczęliśmy się kochać, on nie mógł długo wytrzymać więc kończył bardzo szybko. Tlumaczył to tym że nie ma dużego doświadczenia w seksie, że nie lubi prezerwatyw i że musi się wolniej podniecać, mówił rónież że będziemy nad tym pracować. Widziałam że mu zależy na tym by mnie również zaspokoić. Nie było to dla niego takie obojętne. Wydawało mi się nawet że ma z tego powodu wyrzuty sumienia, że nie może wytrzymać dłużej. Ja go uspakajałam i mówiłam że to jest tylko kwestia czasu, że możem nad tym pracować razem i że ten seks mimo wszystko sprawia mi dużo radości.
A może ja go poprostu nie podniecałam? Ja nie wiem ponieważ nie miałam za wielu parterów w moim życiu i również nie za bardzo znam się na tych sprawach.
Tego dnia w którym rozstaliśmy się, powiedział m.in. że nic do mnie nie czuje i że ten seks był "taki se". Bardzo mnie to zabolało, bo ja naprawde odczuwałam zawsze wielką radość i podniecenie że moge z nim być tak blisko i wydawało mi się że również go podniecam, nawet bardziej niż on mnie.
Co o tym myślicie?