Ostatnio coraz bardziej zagłębiam się w nauki św. Hildegardy z Bingen i powiem wam szczerze, że jestem pod ogromnym wrażeniem tej kobiety.
Im więcej czytam o jej podejściu do człowieka, zdrowia i życia, tym bardziej mam wrażenie, że ludzie kiedyś naprawdę inaczej patrzyli na zdrowie niż dzisiaj.
Nie tylko „tabletka i koniec”, ale człowiek jako całość:
– ciało
– psychika
– duchowość
– emocje
– odpoczynek
– natura
I chyba właśnie dlatego tak bardzo mnie to porusza przy moim chronicznym zmęczeniu
Św. Hildegarda dużo pisała o tym, że organizm człowieka potrzebuje równowagi i że stres, smutek, przemęczenie czy życie w ciągłym napięciu potrafią odbić się na zdrowiu fizycznym.
I szczerze?
Po tym wszystkim co przechodzę sama zaczynam widzieć ile w tym może być prawdy.
Bardzo podoba mi się też jej podejście do prostego życia.
Bez ciągłego gonienia za rzeczami materialnymi.
Bliżej natury.
Bliżej Boga.
Spokojniej.
Mam wrażenie, że dzisiejszy świat jest przebodźcowany i człowiek przez to sam siebie wykańcza psychicznie i fizycznie.
Dlatego ostatnio coraz częściej:
– piję zioła Hildegardowe
– czytam o naturalnym wspieraniu organizmu
– próbuję bardziej dbać o odpoczynek
– ograniczam stres
– i uczę się cieszyć małymi rzeczami
Nie mówię, że to mnie cudownie uzdrowiło, bo nadal mam swoje problemy zdrowotne, ale psychicznie daje mi to jakieś ukojenie i poczucie, że mogę zrobić dla siebie coś dobrego.
Najbardziej chyba porusza mnie to, że św. Hildegarda nie oddzielała zdrowia od duszy.
Że człowiek nie jest tylko „ciałem do naprawienia”.
I może właśnie dlatego jej nauki tak do mnie trafiają w tym etapie życia.
Czasami mam wrażenie, że przez chorobę zaczęłam bardziej szukać sensu życia, spokoju i czegoś głębszego niż tylko codzienna gonitwa.
Ciekawa jestem czy ktoś z was też interesuje się św. Hildegardą albo stosował kiedyś jej zalecenia?