Bardzo długo byłam sama. Po odejściu ojca mojego dziecka, tak poukładałam swoje życie aby być samowystarczalną i tak też się stało. Byłam szczęśliwa będąc sama, ale córka dorosła, zaczęła wybywać z domu, a ja zaczęłam czuć pustkę. zarejestrowałam się na pewnym portalu randkowym i tam poznałam Jego. Mieszkał blisko, dosyć szybko spotkaliśmy się w realu i zaczęliśmy się spotykać w miarę regularnie. Wydawało się, że powstała niesamowita więź, wspólne zainteresowania, długie rozmowy i w realu i przez telefon. Zgadzaliśmy się w każdym niemal temacie. On jest bardzo wierzący i praktykujący, po rozwodzie świeckim i w trakcie procesu uznania nieważności małżeństwa kościelnego. Bardzo zależy mu na tym aby mieć rodzinę. Wierzy, że najpierw musi sobie poukładać powyższe sprawy żeby móc wejść w stały związek, a do tego żyć w czystości, bo sytuacje intymne to grzech (jednak nam się zdarzały). Wielokrotnie powtarzał, że jest mu ze mną dobrze pod każdym względem, ale nie deklarowaliśmy sobie niczego, chociaż mówił, że bierze mnie pod uwagę w poważnym związku. Pomagałam mu w wielu sprawach, doceniał i mówił jaka to jetem niesamowita, aż nagle napisał, że chce abyśmy zostali dobrymi znajomymi. Poniekąd zrozumiałam jego dylematy związane ze związkiem i wiarą. Zaakceptowałam to że nie będziemy sobie bliscy jak dotąd, nadal mu pomagałam, a on oferował swoją pomoc, planował pewne działania w przyszłości, które dawały mi pewność, że rzeczywiście nie chce zerwać znajomości. Pomimo, że wątpiłam w jego słowa, że będziemy utrzymywać kontakt jak przyjaciele to jednak nalegał, żeby kontynuować znajomość.Nagle kontakt stał się zdystansowany, odpowiada lakonicznie, nie pisze pierwszy, nie dopytuje o mnie, a ja czuję się jak natręt pisząc zwykłe grzecznościowe smsy. Za kilka dni wybiera się na miesiąc do wojska, a ja staram się to sobie tłumaczyć, że może praca, dylematy związane z życiem religijnym zaprzątają mu głowę, ale czuję się niewystarczająca. Nie rozumiem, że po tym co razem przeżyliśmy, i co on deklarował tak łatwo przyszło mu odpuścić. Nie mogę sobie poradzić z tą sytuacją i chociaż staram się poukładać sobie to w głowie to serce pęka na tysiąc kawałków. Proszę powiedzcie co robić? czy urwać z nim kontakt, czy nadal wysyłać rutynowe smsy, jak dotąd? Jak sobie poradzić z bólem i poczuciem, że jestem niewystarczająca?
1 2026-01-09 10:56:50 Ostatnio edytowany przez marina81 (2026-01-09 12:05:18)
2 2026-01-09 11:36:25 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-01-09 11:37:27)
Nie wiem jak możesz sobie poradzić, sama musisz coś wymyślić, najlepiej chyba zająć się sobą, relaks, sport itp.
Nie bardzo wierzę w te jego religijne zapędy.
Nie staraj się go zrozumieć bo się nie da, nikt nie siedzi w jego głowie, można tylko gdybać, że wrócił do żony, ale to już nie ma znaczenia.
Wiele kobiet właśnie gubi takie bezgraniczne zaufanie, ale to już leży w danej naturze.
Czas leczy rany, co przeżyłaś to twoje, nic wiecznie nie trwa, tak sobie powtarzaj, żeby się lepiej czuć.
Ja bym radziła definitywnie zerwać kontakt.
3 2026-01-09 15:43:50 Ostatnio edytowany przez Serduszko<3 (2026-01-09 15:46:03)
Dlaczego trudno uwierzyć w religijne zapędy w kraju, gdzie jednak sporo katolików?
On ci powiedział wprost, że chce żebyście byli znajomymi i traktuje cie jak znajomą. To nie musi oznaczać że nie jesteś wystarczająca. Może doszedł do wniosku że chce kogoś tak wierzącego jak on? Albo poprostu dał szanse tej znajomości, bo byłaś spoko, aby cie poznać, ale sie nie zakochał.
Ciesz sie że postąpił wobec ciebie wporzątku. Nie wykorzystał, nie manipulował, byle zaliczyć, nawet nie zghostował, powiedział wprost. Dopiero zaczynasz kogoś szukać. Zobaczysz jak mało teraz mężczyzn z klasą i minimalną kulturą jak u niego.
Nie było wam razem po drodze. To sie zdarza. Szukaj dalej.
Najwięcej jest katolików na pokaz ale w takich przestrzegających reguł kościoła to bardzo mało.
Ciche dni? Ojej ma focha- bardzo dobrze przestan mu naskakiwac jak sie zacznie odzywac to wtedy Ty podlicz ile czasu sie nie odzywal strzel focha i niech sobie czeka tyle dni ile Ty czekalas-sie nauczy lekcji życia... wierzący, Kościół a tu seksy po za slubem bezboznik jeden no wiele takich przypadkow jest ![]()
6 2026-01-09 17:33:33 Ostatnio edytowany przez madoja (2026-01-09 17:34:10)
Bardzo długo byłam sama. Po odejściu ojca mojego dziecka, tak poukładałam swoje życie aby być samowystarczalną i tak też się stało. Byłam szczęśliwa będąc sama, ale córka dorosła, zaczęła wybywać z domu, a ja zaczęłam czuć pustkę. zarejestrowałam się na pewnym portalu randkowym i tam poznałam Jego. Mieszkał blisko, dosyć szybko spotkaliśmy się w realu i zaczęliśmy się spotykać w miarę regularnie. Wydawało się, że powstała niesamowita więź, wspólne zainteresowania, długie rozmowy i w realu i przez telefon. Zgadzaliśmy się w każdym niemal temacie. On jest bardzo wierzący i praktykujący, po rozwodzie świeckim i w trakcie procesu uznania nieważności małżeństwa kościelnego. Bardzo zależy mu na tym aby mieć rodzinę. Wierzy, że najpierw musi sobie poukładać powyższe sprawy żeby móc wejść w stały związek, a do tego żyć w czystości, bo sytuacje intymne to grzech (jednak nam się zdarzały). Wielokrotnie powtarzał, że jest mu ze mną dobrze pod każdym względem, ale nie deklarowaliśmy sobie niczego, chociaż mówił, że bierze mnie pod uwagę w poważnym związku. Pomagałam mu w wielu sprawach, doceniał i mówił jaka to jetem niesamowita, aż nagle napisał, że chce abyśmy zostali dobrymi znajomymi. Poniekąd zrozumiałam jego dylematy związane ze związkiem i wiarą. Zaakceptowałam to że nie będziemy sobie bliscy jak dotąd, nadal mu pomagałam, a on oferował swoją pomoc, planował pewne działania w przyszłości, które dawały mi pewność, że rzeczywiście nie chce zerwać znajomości. Pomimo, że wątpiłam w jego słowa, że będziemy utrzymywać kontakt jak przyjaciele to jednak nalegał, żeby kontynuować znajomość.Nagle kontakt stał się zdystansowany, odpowiada lakonicznie, nie pisze pierwszy, nie dopytuje o mnie, a ja czuję się jak natręt pisząc zwykłe grzecznościowe smsy. Za kilka dni wybiera się na miesiąc do wojska, a ja staram się to sobie tłumaczyć, że może praca, dylematy związane z życiem religijnym zaprzątają mu głowę, ale czuję się niewystarczająca. Nie rozumiem, że po tym co razem przeżyliśmy, i co on deklarował tak łatwo przyszło mu odpuścić. Nie mogę sobie poradzić z tą sytuacją i chociaż staram się poukładać sobie to w głowie to serce pęka na tysiąc kawałków. Proszę powiedzcie co robić? czy urwać z nim kontakt, czy nadal wysyłać rutynowe smsy, jak dotąd? Jak sobie poradzić z bólem i poczuciem, że jestem niewystarczająca?
Czekaj... Czyli on nie tylko SŁOWEM, ale też CZYNEM pokazuje Ci, że nie chce być już z Tobą, a Ty trzymasz się jak ostatniej deski ratunku jakichś nic nieznaczących gestów, że może on nie chce kończyć znajomości?
"ja staram się to sobie tłumaczyć, że może praca, dylematy związane z życiem religijnym zaprzątają mu głowę," - nie tłumacz tak sobie. W środku siebie wiesz że to nieprawda.
On Cię już nie chce i trudno powiedzieć dlaczego. Może spotkał inną, może uznał że nie chce kobiety z dzieckiem, może mu nagadała coś rodzina. Nie dowiesz się, tak jak miliony innych ludzi którzy nagle zostali porzuceni.
Jest mi bardzo przykro że to Cię spotkało. Ale nie pisz już do niego nawet kropeczki. Narzucasz mu się. On nie wróci.
Najwięcej jest katolików na pokaz ale w takich przestrzegających reguł kościoła to bardzo mało.
Ale istnieją. Sama takich znam. On możliwe, że też, skoro nie chciał seksu przed ślubem, mimo że miał okazje. A ilu jest takich co zbałamucą, żeby tylko przelecieć i porzucić? A on miał okazje, mógł ją wykorzystać i sie powstrzymał.
wieka napisał/a:Najwięcej jest katolików na pokaz ale w takich przestrzegających reguł kościoła to bardzo mało.
Ale istnieją. Sama takich znam. On możliwe, że też, skoro nie chciał seksu przed ślubem, mimo że miał okazje. A ilu jest takich co zbałamucą, żeby tylko przelecieć i porzucić? A on miał okazje, mógł ją wykorzystać i sie powstrzymał.
Równie dobrze, skoro spróbował raz, to autorka za bardzo mu nie odpowiadała w te klocki i dalej podpierał się religią.
Nie można wierzyć w każde słowo które wypowiedział.
Z Twojego opisu wynika jednoznacznie, że jesteś dla niego jedynie czasoumilaczem. Najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie tej znajomości. Taka decyzja wyjdzie Tobie tylko na zdrowie. Wasze oczekiwania względem siebie są całkowicie rozbieżne. Szkoda Twojego czasu i energii na dalsze tkwienie w tej relacji.
Jak sobie poradzić z bólem i poczuciem, że jestem niewystarczająca?
Sama już odczuwasz negatywne skutki tej całej znajomości, w szczególności jej szkodliwy wpływ na Twoją samoocenę czy poczucie wartości. Im dłużej będzie to trwać tym gorzej dla Ciebie. Nie powinnaś ignorować tych sygnałów.
10 2026-01-10 00:00:36 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2026-01-10 00:00:53)
........... Wielokrotnie powtarzał, że jest mu ze mną dobrze pod każdym względem, ale nie deklarowaliśmy sobie niczego, chociaż mówił, że bierze mnie pod uwagę w poważnym związku. Pomagałam mu w wielu sprawach, doceniał i mówił jaka to jetem niesamowita, aż nagle napisał, że chce abyśmy zostali dobrymi znajomymi. Poniekąd zrozumiałam jego dylematy związane ze związkiem i wiarą. Zaakceptowałam to że nie będziemy sobie bliscy jak dotąd, nadal mu pomagałam, a on oferował swoją pomoc, planował pewne działania w przyszłości, które dawały mi pewność, że rzeczywiście nie chce zerwać znajomości. Pomimo, że wątpiłam w jego słowa, że będziemy utrzymywać kontakt jak przyjaciele to jednak nalegał, żeby kontynuować znajomość.Nagle kontakt stał się zdystansowany, odpowiada lakonicznie, nie pisze pierwszy, nie dopytuje o mnie, a ja czuję się jak natręt pisząc zwykłe grzecznościowe smsy. Za kilka dni wybiera się na miesiąc do wojska, a ja staram się to sobie tłumaczyć, że może praca, dylematy związane z życiem religijnym zaprzątają mu głowę, ale czuję się niewystarczająca. Nie rozumiem, że po tym co razem przeżyliśmy, i co on deklarował tak łatwo przyszło mu odpuścić. Nie mogę sobie poradzić z tą sytuacją i chociaż staram się poukładać sobie to w głowie to serce pęka na tysiąc kawałków. Proszę powiedzcie co robić? czy urwać z nim kontakt, czy nadal wysyłać rutynowe smsy, jak dotąd? Jak sobie poradzić z bólem i poczuciem, że jestem niewystarczająca?
Kobieto, co trzeba ci zrobić, żebyś poczuła się niepotrzebna i wyautowana?
Ty z tych, co to nawet jak dostaną "z kopa" to będą udawały, że to prze z przypadek i facet na pewno kocha miłością dozgonną?
Wiesz, czasem facet potrzebuje kobiety do pewnych celów i skrzętnie takich szuka. Niestety, często nie musi dlugo szukać.
Za dużo sobie tłumaczysz, zamiast po prostu ruszyć głową i pewne sprawy przemyśleć.
Masz za sobą jakieś inne związki w których byłaś porzucona? Co z tobą nie tak?
Bardzo długo byłam sama. Po odejściu ojca mojego dziecka, tak poukładałam swoje życie aby być samowystarczalną i tak też się stało. Byłam szczęśliwa będąc sama, ale córka dorosła, zaczęła wybywać z domu, a ja zaczęłam czuć pustkę. zarejestrowałam się na pewnym portalu randkowym i tam poznałam Jego. Mieszkał blisko, dosyć szybko spotkaliśmy się w realu i zaczęliśmy się spotykać w miarę regularnie. Wydawało się, że powstała niesamowita więź, wspólne zainteresowania, długie rozmowy i w realu i przez telefon. Zgadzaliśmy się w każdym niemal temacie. On jest bardzo wierzący i praktykujący, po rozwodzie świeckim i w trakcie procesu uznania nieważności małżeństwa kościelnego. Bardzo zależy mu na tym aby mieć rodzinę. Wierzy, że najpierw musi sobie poukładać powyższe sprawy żeby móc wejść w stały związek, a do tego żyć w czystości, bo sytuacje intymne to grzech (jednak nam się zdarzały). Wielokrotnie powtarzał, że jest mu ze mną dobrze pod każdym względem, ale nie deklarowaliśmy sobie niczego, chociaż mówił, że bierze mnie pod uwagę w poważnym związku. Pomagałam mu w wielu sprawach, doceniał i mówił jaka to jetem niesamowita, aż nagle napisał, że chce abyśmy zostali dobrymi znajomymi. Poniekąd zrozumiałam jego dylematy związane ze związkiem i wiarą. Zaakceptowałam to że nie będziemy sobie bliscy jak dotąd, nadal mu pomagałam, a on oferował swoją pomoc, planował pewne działania w przyszłości, które dawały mi pewność, że rzeczywiście nie chce zerwać znajomości. Pomimo, że wątpiłam w jego słowa, że będziemy utrzymywać kontakt jak przyjaciele to jednak nalegał, żeby kontynuować znajomość.Nagle kontakt stał się zdystansowany, odpowiada lakonicznie, nie pisze pierwszy, nie dopytuje o mnie, a ja czuję się jak natręt pisząc zwykłe grzecznościowe smsy. Za kilka dni wybiera się na miesiąc do wojska, a ja staram się to sobie tłumaczyć, że może praca, dylematy związane z życiem religijnym zaprzątają mu głowę, ale czuję się niewystarczająca. Nie rozumiem, że po tym co razem przeżyliśmy, i co on deklarował tak łatwo przyszło mu odpuścić. Nie mogę sobie poradzić z tą sytuacją i chociaż staram się poukładać sobie to w głowie to serce pęka na tysiąc kawałków. Proszę powiedzcie co robić? czy urwać z nim kontakt, czy nadal wysyłać rutynowe smsy, jak dotąd? Jak sobie poradzić z bólem i poczuciem, że jestem niewystarczająca?
On brzęczy w innym ulu. Gorliwy katolik nadaje się tylko dla gorliwej katoliczki. Gorliwi katolicy to najbardziej zakłamane bigoty. Zresztą, nie zdziwiłbym się gdyby cały czas waszej znajomości odwiedzał również inny ul.