netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

31 odpowiedzi7 083 wyświetleniazałożony przez Emily, 09.06.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

1

Temat: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Jestesmy juz cztery lata w tym dziwnym zwiazku:  na odleglosc,  zaleznosc sluzbowa.
Spodobal mi sie od samego poczatku, byl  w moim typie. Nie odpowiadala mi jednak sytuacja - On na wysokim stanowisku, ja - jemu podlegla.  Balam sie zaczynac, ale jakas magiczna sila nas przyciagnela i tak trwalo to te cztery dlugie lata.
Teraz puszczaja mi nerwy. Zwiazek nie rozwinal sie ponad to, co bylo na samym poczatku. Brakuje mi wiecej tej "prywatnej " strony. Nie spedzilismy razem ani jednego Sylwestra, ani jednego Bozego Narodzenia, nie wyjezczamy na wspolne wakacje.
On poznal moja corke, ja jego - nie. On bywa u mnie , ja u niego bylam dwa razy.
Niemniej jednak, On twierdzil , ze mnie kocha.  Ja natomiast wiem, ze faktycznie zakochalam sie, i sama nie wiem dlaczego, nie wiem co mnie tak urzeklo. Moze to, ze nie mieszkam w kraju, tutaj czuje sie samotna i osamotniona. Moze to wlasnie zakochanie sie w " namiastne poczucia bycia z partnerem " ?

Przyjechal w ubieglym tygodniu. Spedzilismy wspanialych kilka dni, ale mi puscily nerwy, nie wytrzymalam juz tego napiecia i niepewnosci. Rozgoryczona rzucilam, ze nie moge juz tak dluzej i nie chce utrzymywac takiego zwiazku.
Byl zaskoczony i zszokowany, ale nie walczyl, nie pytal, nie dociekal. Zaakceptowal z miejsca. Rozstalismy sie na lotnisku, on spokojny, ja cala w lzach.
Zadzwonil potem i podziekowal mi, ze zlamalam mu serce.

Przeplakalam cala noc. Dzisiaj zadzwonilam , wyjasnilam ze siadly mi nerwy i dopytywalam sie co dalej z nami.
Byl zaskoczyony. Dla niego juz w zasadzie nie ma sprawy - ja  juz zakonczylam zwiazek. On nie chcial zakonczyc, ale teraz nie ma juz wyboru.
Nie chce wrocic, bo to juz nigdy nie bedzie tak samo jak bylo ( tutaj przynajmniej sie zgadzam ).  Najlepiej, abym poszukala sobie kogos innego, w miejscu gdzie mieszkam  ( zrobilo mi sie przykro, ze tak szybko znalazl dla mnie rozwiazanie ).
On chce miec czas na przemyslenia, zadzwoni, jak odjdzie do jakis wnioskow ( hmmm.... to moze trwac lata ...) , nie jest w stanie rozmawiac , tak bardzo czuje sie krzywdzony.
Wyjasnil mi, ze nie jest typem faceta, ktorego sie " olewa" jak to okreslil, i wykresla ze swojego zycia. A ja to  wlasnie zrobilam - i nie ma dla mnie juz powrotu.

Kocham i nienawidze.
Kocham - bo imponuje mi swoja sila, pewnoscia siebie, zaradnoscia, potrafi byc czarujacy i ujmujacy.
Nienawidze - bo ulecialy gdzies te cztery lata, bez zobowiazan, bez przyszlosci. 
Nienawidze - bo nie zawalczyl ani jednym slowem , ani jednym gestem .


On chce miec czas. Ok, ale ile ?
Ja zastanawiam sie, czy w ogole walczyc o niego ?
Jak zapomniec i pogodzic sie , ze jego juz nie ma  i nie bedzie ?
Przyzwyczailam sie, brakuje mi go, i juz za nim tesknie.
Jak rozmawiac, jezeli w ogole zadzwoni ?

Okropna hustawka nastrojow , nie radze sobie juz .....

2

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Wyjasnil mi, ze nie jest typem faceta, ktorego sie " olewa" jak to okreslil, i wykresla ze swojego zycia. A ja to  wlasnie zrobilam - i nie ma dla mnie juz powrotu.

I tylko dlatego,że mialas juz tego dość i w emocjach powiedzialas, ze to koniec on Cie skreśla? A te lata nic dla niego nie znaczą? Ja bym mu wszystko wygarnęła..Na serio,a potem czekala az zacznie się o mnie starać. Jesli tego nie zrobi.. no to nie pozostaje nic innego jak...dać spokój.. Wiem, ze tak sie nie da, ale chcesz byc z facetem który mowi: mnie sie nie olewa?? Zbyt zadufany w sobie ;/

3

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek
Emily napisał/a:

Nienawidze - bo nie zawalczyl ani jednym slowem , ani jednym gestem.

Nie wiem, czy mi uwierzysz, ale rozumiem w stu procentach, jak sie czujesz. Pomijajac fakt, ze nie byl to zwiazek na odleglosc i nie pracowalismy razem, bylam w dokladnie takiej samej sytuacji. I tez za granica... U mnie skonczylo sie po dwoch latach.

Paradoksalnie, wlasnie dlatego, ze bylam w tej sytuacji, nie wiem jak ci pomoc. Ja nigdy nie doszlam do tego dlaczego bylo tak, a nie inaczej. Targały mną wątpliwości - w jednej chwili bylam przekonana, ze jemu po prostu nie zalezy, za sekunde dochodzilam do wniosku, ze taki jego charakter - jest dumny i jakakolwiek presja wywoluje u niego skutek odwrotny od zamierzonego. Bardzo dlugo wierzylam, ze kocha, ignorowalam sygnaly, ze tak nie jest.. Tak strasznie chcialam wierzyc, ze jest inaczej... Ogolnie byl cudowny.. Jedyne, co nie pasowalo to to, ze ja kochalam caly sercem, a on... nie wiem... Do dzis w sumie nie wiem..
Wytrzymalam dwa lata i uznalam, ze nie moge juz dluzej pewnych rzeczy ignorowac, ze nie da sie przed sama soba udawac, ze jest tak, jak w rzeczywistosci jest inaczej. Stwierdzilam, ze ta hustawka predzej czy pozniej doprowadzi mnie do obledu wiec musze wybrac jakas wersje wydarzen i sie jej trzymac. I wybralam te, w ktorej on nie kochal mnie wystarczajaco mocno. Oczywiscie, dalam mu szanse przekonac mnie, ze jest inaczej - nie skorzystal. Wiec zacisnelam zeby, przeplakalam dwa miesiace, a dzis jestem szczesliwa, ze mam to za soba... Nie wiem, gdzie bylabym dzisiaj, gdybym postapila inaczej, ale dla wlasnego komfortu psychicznego nie pozwalam sobie na 'gdybanie'.

Nie wiem, co ci doradzic... Jedynie tyle, zebys zachowala dume. Nie pros o rzeczy, ktore powinny ci byc dane. Nie żal się, na błagaj, nie przekonuj samej siebie, ze jest inaczej niz jest. Mozesz z nim porozmawiac - badz otwarta i mow, co czujesz. Nie masz sie czego wstydzic, ani co ukrywac. Ale rob to z dumą. Daj mu szanse ustosunkowac sie do twoich uczuc, ale jesli reakcja bedzie inna niz bys chciala, zaakceptuj ja... Latwo sie mowi, w praktyce jest gorzej... Ale to jest do przejscia. Mysl o tym, gdzie ten zwiazek moze cie zaprowadzic za nastepne cztery lata...

4

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek
kendy napisał/a:
Emily napisał/a:

Nienawidze - bo nie zawalczyl ani jednym slowem , ani jednym gestem.

Nie wiem, czy mi uwierzysz, ale rozumiem w stu procentach, jak sie czujesz. Pomijajac fakt, ze nie byl to zwiazek na odleglosc i nie pracowalismy razem, bylam w dokladnie takiej samej sytuacji. I tez za granica... U mnie skonczylo sie po dwoch latach.

Paradoksalnie, wlasnie dlatego, ze bylam w tej sytuacji, nie wiem jak ci pomoc. Ja nigdy nie doszlam do tego dlaczego bylo tak, a nie inaczej. Targały mną wątpliwości - w jednej chwili bylam przekonana, ze jemu po prostu nie zalezy, za sekunde dochodzilam do wniosku, ze taki jego charakter - jest dumny i jakakolwiek presja wywoluje u niego skutek odwrotny od zamierzonego. Bardzo dlugo wierzylam, ze kocha, ignorowalam sygnaly, ze tak nie jest.. Tak strasznie chcialam wierzyc, ze jest inaczej... Ogolnie byl cudowny.. Jedyne, co nie pasowalo to to, ze ja kochalam caly sercem, a on... nie wiem... Do dzis w sumie nie wiem..
Wytrzymalam dwa lata i uznalam, ze nie moge juz dluzej pewnych rzeczy ignorowac, ze nie da sie przed sama soba udawac, ze jest tak, jak w rzeczywistosci jest inaczej. Stwierdzilam, ze ta hustawka predzej czy pozniej doprowadzi mnie do obledu wiec musze wybrac jakas wersje wydarzen i sie jej trzymac. I wybralam te, w ktorej on nie kochal mnie wystarczajaco mocno. Oczywiscie, dalam mu szanse przekonac mnie, ze jest inaczej - nie skorzystal. Wiec zacisnelam zeby, przeplakalam dwa miesiace, a dzis jestem szczesliwa, ze mam to za soba... Nie wiem, gdzie bylabym dzisiaj, gdybym postapila inaczej, ale dla wlasnego komfortu psychicznego nie pozwalam sobie na 'gdybanie'.

Nie wiem, co ci doradzic... Jedynie tyle, zebys zachowala dume. Nie pros o rzeczy, ktore powinny ci byc dane. Nie żal się, na błagaj, nie przekonuj samej siebie, ze jest inaczej niz jest. Mozesz z nim porozmawiac - badz otwarta i mow, co czujesz. Nie masz sie czego wstydzic, ani co ukrywac. Ale rob to z dumą. Daj mu szanse ustosunkowac sie do twoich uczuc, ale jesli reakcja bedzie inna niz bys chciala, zaakceptuj ja... Latwo sie mowi, w praktyce jest gorzej... Ale to jest do przejscia. Mysl o tym, gdzie ten zwiazek moze cie zaprowadzic za nastepne cztery lata...

Kendy jest prawdziwie dobrym duszkiem tego forum,posłuchaj jej ,jej rady są niesamowicie trafne.Postaraj się tak zrobić.Jest to mega trudne i będzie bolało ,ale tylko na poczatku .Wygląda na to,że on czekał na tą sytuację i pasuje mu to,bo to ty rzuciłaś wszystko na jedną szalę.Twoja decyzja ,Twoja odpowiedzialność.Przeczytałam tu dzisiaj na forum pewną sentencję,spodobała mi się.Puść szczęście wolne ,jeśli wróci,jest Twoje,jeśli nie ,nigdy go nie było/może coś przekręciłam/Wiadomo ,on cały czas jest ,ale przesuń go w tło.Bądz konsekwentna.Trzymam kciuki za Ciebie ,jeśli nie będziesz dawać rady,wróć tutaj....coś wymyślimy

5

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Baaardzo mi ciezko.
Weszlam w jakis taki etap obwiniania siebie za cala ta sytuacje. To takie kobiece.
Mezczyzna rzadko kiedy obwinia siebie za cokolwiek, on jest zawsze w porzadku.  A ja, reaguje bardzo emocjonalnie. Nie moge sie skupic w pracy, czuje kompletna pustke , swiat jest jakis taki obcy, daleki  ...

Boli mnie strasznie, ze ON nie dazy do rozmowy, nie chce nic naprawiac, wyjasniac, przedyskutowac. Ot, tak jakbym juz zupelnie nie istniala.
Jego sie nie "olewa" jak to okreslil. A gdzie miejsce na MOJE uczucia i odczucia. Czy mnie mozna "olewac" ? Czy ja powinnam sie na to godzic ?

Staram sie nie okazywac w pracy , ze cos mi jest, ale kiepsko mi to wszystko wychodzi. Wyszlam wczoraj z pracy placzac. Widzialam zdziwione oczy innych pracownikow, kompletnie nie rozumiejacych co sie stalo. Zupelnie nie panuje nad emocjami i nerwami. Cztery lata skreslone w jednej sekundzie, bez walki , ot tak sobie ...

A jednak  , mimo wszystko, tak strasznie mi JEGO brakuje. Czekam kazdej chwili na jego telefon, na jakis znak. Tak bardzo chce wierzyc, ze jednak o mnie mysli, ze zadzwoni, ze znowu bedziemy razem.
Czasami zazdroszcze ludziom tzw "zimnym", "bez uczuc". Oni nie cierpia, nie musza przechodzic przez te wszyskie katusze.

6 Ostatnio edytowany przez kendy (2010-06-10 20:20:13)

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Nie obwiniaj się o nic! Nie zrobiłaś nic złego mówiąc mu o tym, jak się czujesz. Jego zadaniem było przekonać cię, że jest inaczej. Nie zrobił tego...

Czytam Twoje posty i tak jakbym miała deja vu... Wiem doskonale jak się czujesz. Bardzo długo po rozstaniu żyłam nadzieją, że się odezwie, że nie wytrzyma, że okaże się, że się myliłam, że będzie walczył... Nic... Raz popełniłam błąd. Tak bardzo chciałam wierzyć, że to jednak tylko i wyłącznie jego durna urażona duma i upór, że w końcu to sobie wmówiłam. Zadzwoniłam. Rozczarowanie było gorzkie, ale nawet ono do końca nie przekonało mnie, że rzeczywiście.. 'olał sprawę'. Żadną miarą nie mogło mi się w głowie pomieścić, że to już, ot tak, koniec...

Nie wiem, czy to dobrze, że udzielam się w tym wątku. Patrzę na Twoje doświadczenie przez pryzmat własnego, a przecież nie musi być wcale tak samo... Może rzeczywiście wystarczy, że dasz mu trochę czasu na przemyślenia i dojdzie do wniosku, że nie chce, nie może cię stracić. Mam taką szczerą nadzieję, a jednocześnie boję się tę nadzieję podsycać w Tobie... Z mojego własnego doświadczenia wynika, że ona tylko przedłuża cierpienia. Nie życzę ci też, żebyś wpadła w pułapkę tej nadziei, uległa jej i zaczęła wierzyć w coś, co nie jest prawdą. Wtedy zaczniesz dzwonić, prosić, przepraszać, tłumaczyć...

Nie wiem, co ci napisać. Że masz wychodzić ze znajomymi, rozerwać się i przestać myśleć? To raczej nie zadziała, chociaż pewnie trochę by pomogło. Przez to trzeba po prostu przejść. Zacisnąć zęby i przejść. I święcie wierzyć w to, że czas załatwi sprawę. Bo tak będzie. Nawet jeśli dzisiaj wydaje ci się, że ziemia usunęła ci się spod stóp i już nic nigdy nie będzie takie samo...

Trzymaj się!

7

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Kendy, jestes wspaniala kobieta, Twoje posty czytam z ogromnym szacunkiem.

Wiem o czym piszesz, i wiem, ze masz racje.
Tylko, ze czlowiek zakochany nie chce jej widziec, nie chce stawic czola temu okrutnemu wizerunkowi. Emocje biora gore.

Wiem, ze minie bardzo duzo czasu zanim sie pozbieram. I tego dlugiego okresu wlasnie sie boje. Nie potrafie , ot tak sobie, otrzasnac sie  i isc dalej.
Tak strasznie za NIM tesknie, tak bardzo brakuje mi JEGO telefonow, glosu .... tak bardzo chce mi sie plakac.
Wiem, ze to co pisze, jest takie zalosne, ale naprawde nie mam komu sie wyzalic.
Zwiazek, ze wzgledu na nasza sytuacje zawodowa, byl utrzymywany w tajemnicy. Nie zwierzalam sie nikomu, balam sie, aby ktos sie nie dowiedzial, aby ktos nas nie zauwazyl. ON tak samo nie mogl sobie na cos takiego pozwolic .
Dlatego jest mi teraz podwojnie ciezko, czuje sie tak okropnie samotna i osamotniona . Tutaj na formum wylewam swoj bol, anonimowo, ale jest to namiastka dzielenia sie z KIMS, namiastka wyrzucenia z siebie tego wszystkiego , tego okropnego zalu i rozpaczy.

Niestety to JA powiedzialam, ze nie chce juz tego zwiazku, ze jest mi tak ciezko trwac w ciaglym ukryciu, w obawie, ze ktos sie o nas dowie.  Pragnelam, aby zaprzeczyl, aby powiedzial, ze wreszcie po czterech latach mozemy sie wspolnie, publicznie pokazywac, ze musimy stawic temu czola, ze nadszedl wreszcie czas na zmiane "statusu" naszego zwiazku. Pragnelam, aby powiedzial, ze przedstawi mnie swoim dzieciom, ze musimy w koncu rozwiazac problem odlegloci jaka nas dzieli ( wiedzialam, ze to ja zdecydowalabym sie przeprowadzic do jego miasta ).
Chcialam wreszcie "zaistniec" w JEGO zyciu jako ktos istotny, wazny.

W zamian dowiedzialam sie, ze ON nic wiecej nie moze zaoferowac, ze powinnam szukac sobie kogos w swoim miejscu zamieszkania.
Nie tego sie spodziewalam. Dla mnie nie ma przeszkod nie do rozwiazania. Zawsze mozna znalezc lepsze , czy gorsze rozwiazanie.
ON nie podjal takiej proby.  A ja , mimo wszystko , jeszcze czekam na jakis gest, telefon.... sama juz nie wiem.... czekam na zludzenia... to jest zalosne okropnie.

8

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Nie ulegaj emocjom. Wiem, jakie to jest trudne. Były chwile, kiedy musiałam co sekundę powtarzać sobie "Dobrze zrobiłam", żeby nie chwycić za telefon, nie zadzwonić i nie prosić go, żeby przyjechał i okłamywał mnie, że kocha mnie tak, jak ja jego... Były chwile, kiedy było mi wszystko jedno - niech kłamie, niech mnie oszukuje, niech udaje, że kocha, byleby tylko już tak nie bolało...

U mnie było nieco inaczej. Mieszkałam wtedy z rodzicami w Grecji (nadal mieszkam, ale już sama). Kiedy sprawy zaczęły się gorzej układać - interes ojca, zdrowie mamy - i rodzina postanowiła wrócić do kraju, myślałam, że zostanę z nim. Od jakiegoś czasu już mieszkaliśmy jedną nogą razem... Nie chciałam, żeby mi się oświadczał, nie chciałam więcej niż sam chciałby mi dać... Nie wyobrażałam sobie, że nasz związek rozpadnie się przez coś takiego. Polska ostatecznie nie zniknie z mapy świata i zawsze mogę tam wrócić. Kiedy mu o tym powiedziałam, oświadczył otwarcie, że nie chce, żebym tu zostawała. Zrobię, jak uważam, ale on nie jest gotowy być ze mną na innych warunkach niż dotychczasowe, nie chce brać za mnie odpowiedzialności... Powtórzył zbyt wiele razy, że powinnam wracać z rodziną, a jeśli zostanę, zrobię to na własną odpowiedzialność.  Nie rozumiałam. Dla mnie, tak jak i dla Ciebie, nie było przeszkód nie do przebycia. Przecież się kochamy - to ciągle miałam w głowie. Cóż mogłoby nas powstrzymać?
Przeszłam długi okres walki z własnymi myślami - tłumaczyłam sobie jego decyzję na wszelkie możliwe sposoby, skrzętnie pomijając najprostsze rozwiązanie - nie zależy mu wystarczająco mocno, żeby zostać tu ze mną. Nie byłam w stanie przyjąć tego do świadomości. Miał wtedy poważne problemy finansowe, które wykorzystałam jako wytłumaczenie... Dałam mu szansę przekonać mnie, że tak właśnie jest - że to, co sobie wmawiam, jest prawdą. Pragnęłam, tak jak Ty, żeby potwierdził moje złudzenia. Nie zrobił tego. Nie chciałam prosić, nie chciałam błagać, mimo tego, że w środku czułam tylko, że chcę usłyszeć "Zostań" nawet gdyby było to największym kłamstwem świata...

To, co piszesz, nie jest żałosne. Nie jest żałosnym kochać kogoś... Nie jest żałosnym cierpieć bo przeżyło się rozczarowanie, bo ulokowało się wszystkie swoje uczucia w kimś, kto nie jest w stanie odwzajemnić się tym samym... Bardzo chciałabym móc powiedzieć coś, co w najmniejszym choćby stopniu sprawiłoby, żebyś poczuła się lepiej. Wiem, jak sama tego potrzebowałam, ale wiem też, że nie ma takich słów, które mogłyby coś zmienić. Jedyna osoba, która mogłaby to zrobić, nie chce... Pozostaje mi jedynie trzymać za Ciebie kciuki i mieć nadzieję, że, tak szybko jak to tylko możliwe, to co teraz czujesz zacznie mijać. Ja wiem, że tak będzie ale czuję, że banały w stylu "Nie martw się - czas leczy rany" brzmią w Twoich uszach śmiesznie, jeśli nie ironicznie... Tak samo jak brzmiały w moich. Nic nie pomaga, poza czasem... Gdyby istniał Ketonal na ból w sercu, świat byłby o niebo pięknieszy. Ale nie istnieje. Ten ból trzeba po prostu przeżyć. Minie na pewno. A pozostawi cię silniejszą niż jesteś teraz...

Jeśli choć trochę pomaga ci pisanie o tym tutaj, pisz... Możesz też pisać na maila, jeśli to jakakolwiek różnica.

9

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Rozumiem Cię doskonale i Kendy dobrze radzi...

Ja sama coś wyniose z tego. Widzisz ja sama nie tak dawno rozstałam się z facetem i też czekam, aż zadzwoni i powie, że chce wrócić, że chce odbudować, dać Nam szanse...

Ja się starałam, próbowałam wszystkiego i jak widać na nic... Nic go nie ruszyło, żadne moje starania - NIC...

Nie wiem czy warto walczyć o kogoś, kto widzi tylko siebie a nie innych... Nie tych osób, które się starają... ??

10

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

On po moim zerwaniu zadzwonil i powiedzial mi, ze dziekuje ze zlamalam mu serce i zycie. Ze czuje sie strasznie zraniony i nie moze tego zaakceptowac.
Z drugiej strony, nie walczy , nie stara sie ...
Juz nic nie rozumiem ...

11

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Ale co ty mu takiego powiedziałaś? Że nie chcesz trwać w związku, w którym po czterech latach kryje cię jak kochankę? Bo dałaś mu do zrozumienia, że potrzebujesz więcej - że chcesz być jego partnerką w pełnym tego słowa znaczeniu? Tym poczuł się zraniony? A gdzie jest miejsce na Twoje uczucia i potrzeby?

Czy kiedykolwiek przedtem rozmawialiście w ogóle na ten temat?

12

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

A jestes pewna, ze dobrze sie zrozumieliscie? On w ogole wie, o co chodiz tobie? Lepiej obgadac wszystkie swoje uczucia z gory na dol, niz gdyby mialo byc jakies nieporozumienie. Zapytaj go wprost - jak wyobrazal sobie wasz zwiazek za np. 5, 10 lat?

13

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

W zasadzie wydawalo mi sie, ze juz wszystko wyjasnilam na samym poczatku.
Na wstepie zapytalam, czy mysli o powaznym zwiazku, czy tylko o przelotnym spotykaniu sie, bo ja takimi nie jestem zupelnie zainteresowana.

Wyjasnilam, ze chce probowac , ale tylko , jezeli druga stona ma takie samo zalozenie. Czas jednak pokaze, czy jestesmy zgodni i potrafimy  byc ze soba razem.
Zapewnial mnie, ze rowniez tak samo mysli, dlatego zdecydowalam sie taki uklad kontynuowac. Moim zalozeniem bylo jednak dac sobie szanse przez mniej wiecej rok czasu. Przedluzylo sie to  niestety na cztery lata , i nie udalo sie nam wyjsc poza ustalone przez NIEGO granice utrzymywania znajomosci.
Faktycznie , nie wytrzymalam, zabraklo mi juz tej cierpiwosci i checi bycia ciagle gdzies na jakims tam dalszym miejscu.
Faktycznie, wyrzucilam JEMU to prosto w twarz. Uznalam, ze cztery wspolne lata daja mi wystarczajo duzo racji by zarzadac ustosunkowania sie co do naszej przyszlosci.  Oczyma wyobrazni widzialam siebie ciagle w tym samym miejscu ,czy to bedzie za trzy, piec czy dziesiec lat. Nie chcialam i nie chce trwac w takim zawieszeniu, oczekiwaniu na cos, co byc moze nigdy nie nastapi.  Zabraklo mi checi , nadziei i cierpliwosci.

ON nie chce teraz rozmawiac, ON juz podjal decyzje. Skoro nie zgodzilam sie na uklad na JEGO warunkach - nie ma dla nas dalszej przyszlosci ( tylko o jakiej my przyszlosci mowimy ? Nie moge tego mimo wszystko pojac.... )
Wiem, ze wyglada to tak, jakby ON nie nadawal sie do powaznego zwiazku. Dlaczego jednak twierdzi, ze zlamalam mu serce i zycie ?  Czy tutaj bylo w ogole cos co moglo runac w gruzach w JEGO oczach ?  Czy mimo takiej swoistej taktyki i takiego zimnego zachowania, mial gdzies w glebi duszy ukryte plany i nadzieje ?
Pewnie juz nigdy sie tego nie dowiem....

14

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Sama rozwiałaś w większości własne wątpliwości. Gdyby chciał tego samego, co ty, nie zareagowałby tak. Gdyby miał "gdzies w głebi duszy ukryte plany i nadzieje" dlaczego to, ze ty rowniez je masz, tyle ze nie ukryte i nie w glebi duszy, mialoby zlamac mu serce?

Nie wiem, jak dokladnie przebiegla miedzy wami ta rozmowa ale zgadzam sie z pauliną20, że lepiej jest wyraźnie i otwarcie powiedzieć, co się myśli i czuje, niż bić z własnymi myślami. Zresztą już o tym wczesniej pisalam - to, ze po czterech latach chcesz wiedzieć na czym stoisz i dokąd prowadzi ten zwiazek, czy tez to, ze jestes w pelni gotowa sie w niego zaangazowac, nie jest powodem do wstydu. Jesli powiedzialas mu to otwarcie, a on zareagowal tak, jak zareagowal - najwyrazniej jego ukryte plany i nadzieje nie pokrywaja sie z Twoimi. Jesli natomiast, zdenerwowana i sfrustrowana, rzucilas mu po prostu, ze nie chcesz tak juz dluzej (zakladajac, ze on pamieta o waszej rozmowie sprzed czterech lat i skojarzy fakty) to jest szansa, ze po prostu nie wie, o co ci chodzilo... 

Nie wiem... Opisalam swoja sytuacje. Ale ja w niej drążyłam, mówiłam, pytałam... Nie błagałam, prosiłam - po prostu mówiłam o tym, czego chce, dlaczego i jak to widzę. Określiłam się jasno. Nie mogę powiedzieć, że dostałam jasną odpowiedź, ale nie była to ta, której oczekiwałam.

15

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Postanowilam znowu tutaj napisac i wszystkim Wam podziekowac za te posty .
Czytalam je po kilka razy tak, aby w koncu do mnie dotarly Wasze slowa , pytania i opinie.

I musze Wam napisac, ze pomoglo. Dzisiaj po raz pierwszy obudzilam sie z jakims nowym nastawieniem.
Bol jakby zmalal, w umysle kolataja mi sie juz bardziej racjonalne mysli.

Mam juz obraz mojej zakonczonej znajomosci, jako cos co nie mialo jednak przyszlosci. Nie bylam uwzgleniania w JEGO planach i nie przewidywal dalszego rozwouju naszej sytuacji. Bylam fajna zabawka , brana z polki kiedy chcial i odkladana z powrotem, kiedy juz nie bylam potrzebna.
Mial tysiace okazji , aby "ustawic" nasza znajomosci w innym kierunku, ale tego nie zrobil.
Nie skorzystal rowniez z okazji, kiedy wszystko wyrzucilam juz jawnie i prosto.

Nie ma wiec o co walczyc, nie ma co rozpamietywac.
Szkoda tylko, ze tak dalam sie wciagnac. Milosc jest faktycznie slepa , dla milosci wiele sie poswieca,
milosc jednak musi byc dwustronna.

Nie bylam dla niego wystarczajaco wazna , aby dokonal przewartosciowania naszego ukladu.
Mam nadzieje, ze ON kiedys spotka kogos, na kim naprawde bedzie mu zalezalo . I mam nadzieje, ze to ONA potraktuje go tak , jak on mnie.

16

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Emily dobrze zrobilaś! Wszystko będzie oddane nie martw się, na pewno jakaś panna go potraktuje tak jak on Ciebie. Zobaczysz.

17

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

smile

18

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Wrocilam na forum ponownie.  Czas od ostatnich wypowiedzi jest dosyc odlegly.

Chce napisac, ze mimo wszystko odbylismy kilka rozmow.
Jego postawa jest zdumiewiajaca.
On, jak nagrana plyta oskarza mnie , ze zlamalam jemu zycie zrywajac, ze nie jest w stanie mi wybaczyc tego, ze do konca zycia mi nie wybaczy.  Ze sie zaangazowal, ze nadal bardzo mnie kocha, ze nie jest w stanie normalnie funkcjonowac, ze minie strasznie duzo czasu zanim sie pozbiera ...

Potem padaja dalsze wypwiedzi : dobrze zrobilam zrywajac , bo to faktycznie nie ma sensu, za daleko mieszkamy od siebie.
Nie, nie ma zamiaru ani przeprowadzic sie do mojego miasta, ani nie przewiduje moich przeprowadzin do jego miasta.
Nie, nie ma zamiaru przedstawic mnie swojej rodzinie, bo to zamkniety krag dla mezow i zon i nawet narzeczonych sie tam nie wprowadza.
Nie, nie spedzimy zadnego Sylwestra ani zadnych Swiat Bozego Narodzenia  razem, bo on spedza je ze swoja rodzina.
Nie, nie bedziemy mieli wpolnych znajomych, bo nie podoba mu sie , ze ja chce sie z nim pokazywac, jakby On byl na pokaz , i nie bedzie czul sie jak pies u mojej nogi ( ! )

Generalnie, czuje sie ogromnie skrzywdzony, upokorzony, urazony i odepchniety...

Ciagle gdzies gubia sie rozwazania co JA czulam i co nadal czuje ....


Czy ja jestem nienormalna czy ON ?

19

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Zajrzalam ponownie na ten watek ,  chociaz mienelo juz troche czasu od ostatniej wypowiedzi....

Nadal pracuje w tej samej firmie i ON nadal tez tam jest...

Kilka miesiecy temu oswiadczyl, ze poniewaz JA jestem zaangazowana uczuciowo ( w domysle : a ON nie ! ), wiec postanowil nasz uklad "schlodzic"  i "pozbyc sie mnie" w pracy.   "Pozbyc sie mnie" oznacza "odsunac na plan dalszy".

I tak tez sie stalo !
Tyle tylko, ze odsunelam sie od wielu spraw sama, w ogromnym bolu zreszta . Stwierdzilam, ze w zasadzie nikt nie musi zmuszac sie i fatygowac , aby mnie od czegos odsunac. Moge to zrobic sama ...

ON tez odczul tego skutki :
- W jednym momencie zabraklo mu informacji, ktore sa dla niego istotne. Ostatecznie sam tez moze sobie to poszukac, jest na wyszym stanowisku i ma latwiejszy dostep niz ja....
- Nie padlo juz od tego czasu ani jedno moje zapytanie o jego prywatne sprawy, o klopoty zdrowotne, o dzieci,  o prace , o radsoci... ot NIC, poprostu zero pytan ....
- Nie wykazalam ani jednego zainteresowania czy sie jeszcze kiedykolwiek zobaczymy, czy nie... no bo i po co ???
- Nie dzwonie, ani prywatnie ani zawodowo ....

Strasznie ciezko mi to wszystko przychodzi :-(
Ciagle kocham i tesknie, a przeciez nie warto . Kazdeg dnia przelamuje w sobie poczucie upokorzenia, kleski, zawiedzenia, rozczarowania, bolu jaki ciagle we mnie kotluje sie .... Poprostu wypalam sie.... Codziennie stwierdzam, ze ogarnia mnie coraz wieksza pustka, kazdego dnia jest gorzej , i gorzej ...


ON z kolei :
- powierzyl mi obowizaki nie do wykonania. Nominowal do nadzoru Kierownika, ktoremu i tak na niczym nie zalezy i ma gleboko gdzies
co sie dzieje i jak sie dzieje, byleby tylko nie obarczac go jakimis klopotami. Facet chce miec cisze i spokoj i brak odpowiedzialnosi.
Brak wsparcia, nadzoru, wytycznych .... tyle tylko, ze to wlasnie JA bede odpowiedzialna za rezultaty w kocowym rozliczeniu ....
- na wstepie oswiadczyl, ze nie bedzie zainteresowany moimi problemami ani prywatnymi ani zawodowymi, bo w koncowym efekcie one i tak sa tylko i wylacznie moimi problemami .....
- szybko znalazl sobie " replacement  " , ostatecznie nikt nie jest nie do zastapienia... a kobiety lgna do niego ostatecznie, wiec o nowy nabytek nie bylo trudno ....
- oswiadzyl, ze odkad mnie "wywalil" , jak to okreslil, ze swojego zycia, poczul sie duzo lepiej, zdrowiej i szczesliwiej ....
- "doradzil" abym znalazla sobie kogos "miejscowego" ...


Czyli z calego tego galimatiasu jasno wynika , ze to nareszcie koniec, a przynajmniej ja tak uwazam.
Tyle tylko, ze on znowu nagle dzwoni !
Zyczy mi udanych weekendow, pyta sie co bede robic, przebakuje cos , ze to i owo omowimy jak sie znowu nastepnym razem spotkamy, wygarnia  mi , ze juz nie jestem tak szczera i otwarta jak kiedys, wyrzuca, ze ja nie dzwonie do niego...
Twierdzi, ze im dluzej poczeka ze spotkaniem, tym bardziej ja bede za nim tesknic ! ( ... )
Paranoja !!!!
Czego On ode mnie chce ?  Czego oczekuje po tym wszystkim co mi powiedzial , co zrobil ? Czy spodziewa sie, ze znowu bedzie tak jak kiedys ?
Nie moze byc, juz nigdy nie bedzie tak jak kiedys ! Juz nigdy nie zaufam JEMU, juz nigdy nie bede tak oddana jak kiedys...
A moze jednak warto sprobowac jeszcze raz ?

Wiem, ze to co piesze to takie typowo banalne... ale ze wzgledu na ciagle jeszcze zaangazowanie emocjonalne, chcialabym uslyszec Wasze opinie. Co Wy zrobilybyscie na moim miejscu ?
Zaczac powoli "ocieplac" uklad ? Udac ze nic sie nie stalo? 
Katagorycznie zabronic kontaktowania sie ? ( troche trudne - jest ciagle moim szefem )
Sprzecznosci spedzaja mi sen z powiek....

20 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2011-05-22 10:19:15)

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Nie podoba mi sie jego postepowanie wobec Ciebie, to tak jakby pokazywał ci Twoje miejsce w szeregu a co jeżeli nie ustapisz? Pozbedzie sie ciebie z zycia , z pracy bo bez niego nie poradzisz sobie? Chce ci dać nauczke?
O ile rozumialam jego zachowanie wobec takiego stylu zerwania znajomosci ( o  ile przedtem spokojnie nie rozmawialas o tym co tobie przeszkadza, to rzeczywiscie nagły wybuch emocji i od razu zerwanie było ogromnym zaskoczeniem, bo myslał że jest O.K), to teraz postepuje wobec ciebie nie fer.
On nie może pogodzić sie z tym ,że Ty zerwałaś z NIM , takim CUDEM, może i cos do Ciebie czuł i czuje ale najwięcej to jego urażone EGO.
Tak naprawdę jemu odpowiadał taki uklad jaki byl i nie zamierzał tego zmieniac,co Ci mial do zaoferowania to to dał, jezeli nie rozmawialaś z nim wczesniej ,że to ci nie odpowiada i od razu zerwałas, rzeczywiście mógł tu sie poczuć potraktowany jak z buta.
Emili,nie podoba mi sie to jego mściwe potraktowanie Ciebie ale też facet daje Ci tym jakby jakas nauczkę.
Pomysl teraz co bedzie jak znowu zaczniecie się spotykać? Czy Twoje oczekiwania wobec tego związku beda zaspokojone? Wystarczy Ci to? Może najpierw o tym z nim porozmawiaj, bo jak masz po tym wszystkim co przeszłaś wróciś do początku tylko dlatego że " dostałaś" po uszach i marnować kolejne lata, to nie będziesz szczęśliwa.
Bardzo mi sie nie podoba,że on wykorzystał zależnosć słuzbową wobec Ciebie, rozumiem ,że chcial zapomniec i odsunąć odsunąć Cie ze swojego zycia i mógł to zrobic ale dawać Ci zadania niewykonalne to już zwykła zemsta, pokazanie jak to jest " bez niego"i co może zrobic.
Możesz  z nim utrzymywac wyłącznie kontakty służbowe, raczej jeżeli tam pracujesz musisz, ale bardziej prywatne tylko w wypadku zrezygnowania z własnych oczekiwań i przyjecia tego co jest, potrafisz?
On wie ,doskonale wie, że coś do niego czujesz ale wszystkie Twoje oczekiwania nie są mu na rękę, uważaj na manipulację bo mi to tak wygląda.
Raczej po postawieniu Ciebie do pionu chce wrócić do tego co było, tak myslę, ale jego mściwość źle wróży.Porozmawiaj z nim jak widzi Wasz związek bo jeżeli "masz sobie znaleźć kogos miejscowego"  albo wyciszyć swoje oczekiwania, emocje,to jaki to ma sens dla Ciebie, jaki sens jest związku w którym liczą się tylko potrzeby jednej strony (Twoje oczekiwania już zna) posłuchaj najpierw co Ci ma do powiedzenia.
Z drugiej strony on najwyraźniej  zaczyna się miotać,człowiek przyzwyczaja się do dobrego, przetrzymaj go jeszcze.
Facet , który kocha stara się o kobietę, teraz wie,że może cię stracić, zna Twoje oczekiwania, bardzo duzo jest w jego rękach, zobacz co teraz ma do zaoferowania i uważaj na jego manipulację.
Troche długo ale takie mnie nachodza przemyslenia: jemu bylo dobrze ale Ty zrobilas się kłopotliwa z tymi oczekiwaniami, w sumie to ON WIELKI powinien zerwać a Ty zrobilas mu psikusa! Wściekł się! Może kochał ale nie na tyle..
Teraz ochlonal , uspokoil sie i chce sie przyjaźnić? Ochlonęłaś na tyle by się przyjaźnic? Da sie przyjaźnic?

21

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

I znowu wracam na forum ....

Minely wieki od ostatniego postu, a ja nadal pracuje w tej samej firmie. 
Szukalam innej pracy, wysylalam setki resumes', ale nadal nie moge opuscic tej pracy.

W maju ubieglego roku chcial schladzac nasz zwiazek, potem wykrzykiwal ,ze musi sie mnie pozbyc,  ze juz nie jest mna zainteresowany, potem jeszcze , ze nie chce miec ze mna nic wspolnego, potem mi oswiadczyl, ze nigdy wiecej nie zdecydowalby sie na drugi powazny zwiazek.  Od naszego rozstania, nie bylo zadnej rozmowy miedzy nami, zadnego wyjasniania, zadnej proby powrotu czy naprawy ukladow .

Faktycznie,  odsunal sie od naszej firmy na dalszy plan, ale umoscil na stanowisku dyrektora zarzadajacego, wiec doslownie WSZYSTKO musi przejsc przez jego rece.

No i zaczelo sie ...
Najpierw doswiadczylam, ze nie jestem uwzgledniana w firmie na istotnych spotkaniach, pismach, zebraniach. Ot , powietrze ! Niewidzialna !
Kompletne zero!

Potem dosiadczylam, ze nie mam nawet najmniejszych upowaznien do podejmowania decyzji na moim stanowisku .
Zdegradowal mnie  do pozycji  moooooocno ponizej moich kwalifikacji i doswiadczenia zawodowego.

Potem dowiedzialam sie, ze rozpetal awanture na zebraniu dyrektorow jaka to ja jestem niekompetentna, ze nie wierzy, ze moge samodzielnie
pracowac ( 5 lat piastowalam samodzielne, odpowiedzialne stanowisko,  przechodzac zadawalajaco kazdy audit w naszej firmie ), ze ja chce wladzy ( pomylil to z moja sumiennoscia , dokladnoscia i kompetencja ), ze nie ma dla mnie odpowiedniego stanowiska teraz.
Zrobil ze mnie osobe, na ktorej opis az sama sie przerazilam jaki to potwor jestem.
Oczywiscie  dotarlo to do mnie, ku jego ogromnemu niezadowoleniu.  Nie chcial abym dowiedziala sie , glupio sie poczul kiedy zapytalam go dlaczego to mi zrobil, czy nie stac go na pokazanie klasy i zakoczeniu tego wszystkiego na odpowiednim poziomie. Zapytalam , czy naprawde musi koniecznie prac swoje brudy publicznie ?

Zniszczy maja reputacje, moje poczucie godosci, moja wiare w siebie, moja kariere  i ambicje.

Ciezko teraz walcze i pracuje nad odbudowaniem przynajmniej tego, ile uda sie uratowac.  Jest to praca prawie gladiatora.
Zaciskam zeby, placze wieczorami w poduszke, nie spie po nocach, gdyz targaja mna emocje.

Nie przeszlo mi niestety, a nawet chyba jeszcze bardziej moje uczucia umocnily sie - nadal zycze MU wszystkiego co najgorsze.
Zniszczyl mnie wiedzac, jak strasznie ciezko pracowalam na swoja pozcje. Wiedzial ile przeszlam , probujac nowego zycia ( jestem emigrantem ).
Niewiele osob wie, ile trzeba sily, wytrwalosci, desperacji, kiedy zaczyna sie zycie nie majac nikogo, nie majac wsparcia, w nowym,obcym kraju.
To wszystko zdobywalam ogromnym wysilkiem , ciezka praca i wieloma wyrzeczeniami.
A ON to wszystko zniszczyl bez skrupulow, na zimno, z wyrachowaniem. Zepchnal mnie z powrotem na dno, oswiadczajac mi, ze tam jest wlasnie
moje miejsce.

NIENAWIDZE GO !

22

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Najlepszym wyjściem dla ciebie była by zmiana pracy. Koniecznie musisz się od niego odciąć. Wygląda na to, że to podły człowiek bez skrupułów, a ty  zraniłaś jego męską dumę i teraz się mści. Może wróć do kraju i tu poszukaj pracy, masz doświadczenie, jesteś ambitna a przynajmniej nie czułabyś się tak osamotniona. Nie wiem ile lat ma twoja córka, jeśli jest mała to łatwiej zniesie zmianę, jeśli starsza, to gorzej. W każdym razie priorytetem dla ciebie powinno być odcięcie się od niego, ze zmianą numeru telefonu włącznie. Z tego co opisujesz, to facet się miota sam ze sobą, ale fakt, że to ty go rzuciłaś najwyraźniej nie daje mu spać i on nigdy nie da ci spokoju. Dobrze, że się zreflektowałaś i miałaś odwagę powiedzieć mu - "dość", ale teraz powinnaś iść za ciosem, nie dać się sprowokować. On gra na twoich uczuciach, udaje ofiarę, bo chce, żebyś się przed nim płaszczyła. Bądź silna i dumna.
Podziwiam, że tak długo znosiłaś upokorzenie jakie ci fundował. Z tego co napisałaś wynika, że on cię wykorzystywał, uważał, że nie jesteś godna, żeby z nim zamieszkać, żeby przedstawił cię znajomym i rodzinie, wstydził się ciebie. To jakieś chore.
Trzymam za ciebie kciuki.

23

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek
Kizia75 napisał/a:

Najlepszym wyjściem dla ciebie była by zmiana pracy. Koniecznie musisz się od niego odciąć. Wygląda na to, że to podły człowiek bez skrupułów, a ty  zraniłaś jego męską dumę i teraz się mści. Może wróć do kraju i tu poszukaj pracy, masz doświadczenie, jesteś ambitna a przynajmniej nie czułabyś się tak osamotniona. Nie wiem ile lat ma twoja córka, jeśli jest mała to łatwiej zniesie zmianę, jeśli starsza, to gorzej. W każdym razie priorytetem dla ciebie powinno być odcięcie się od niego, ze zmianą numeru telefonu włącznie. Z tego co opisujesz, to facet się miota sam ze sobą, ale fakt, że to ty go rzuciłaś najwyraźniej nie daje mu spać i on nigdy nie da ci spokoju. Dobrze, że się zreflektowałaś i miałaś odwagę powiedzieć mu - "dość", ale teraz powinnaś iść za ciosem, nie dać się sprowokować. On gra na twoich uczuciach, udaje ofiarę, bo chce, żebyś się przed nim płaszczyła. Bądź silna i dumna.
Podziwiam, że tak długo znosiłaś upokorzenie jakie ci fundował. Z tego co napisałaś wynika, że on cię wykorzystywał, uważał, że nie jesteś godna, żeby z nim zamieszkać, żeby przedstawił cię znajomym i rodzinie, wstydził się ciebie. To jakieś chore.
Trzymam za ciebie kciuki.

W calosci zgadzam sie z Toba.

Niestety to wszystko dotarlo do mnie bardzo pozno.  Zajelo mi to prawie rok, aby zobaczyc JEGO prawdziwa twarz , oblicze i charakter.
Bardzo go kochalam, i nie moglam zrozumiec dlaczego mimo tylu lat znajomosci nie chce zapoznac mnie ze swoja rodzina. Tlumaczyl, ze to z powodu jego wysokiego stanowiska, i ze rodzina nie jest jeszcze przygotowana na wiadomosc, ze on kogos ma.
Kiedy mnie zapraszal do siebie, mowil swojej rodzinie ze wyjezdza,  i zeby do niego nie dzwonili i nie odwiedzali go w tym czasie. Doznalam szoku, on poprostu wstydzil sie mnie.
Zreszta pozniej wyzwal mnie , uzywajac bardzo obrazliwego w tutejszym jezyku okreslenia dla  dla emigranta.
Dla niego jestem tylko jakims prymitywnym typem emigracyjnym, ktoremu wydaje sie , ze moze sie do NIEGO porownywac. A przeciez moje
miejsce jest w rynsztoku, jak to okreslil, i ze powinnm sprzatac, albo pracowac w fabryce. A jezeli juz ON " pozwolil mi" pracowac umyslowo, to moim obowiazkiem jest calowac go za to po rekach i byc wdzieczna do konca zycia . Och.....

Do tej porzy nie moge pogodzic sie z tym, ze w gruncie rzeczy potrzebowal mnie, aby miec wszystkie informacje i plotki z firmy, aby to wykorzystywac do swoich potem celow i manipulacji. To niebywaly  mistrz gier, wiec to wszystko bylo mu niezwykle potrzebne, dzieki tym informacjom byl zawsze na topie, zawsze wygrywal tam na gorze w trafnych decyzjach. Wygrywal, bo mial mnie. Nikt inny z dyrektorow nie wiedzial tego wszystkiego co on, bo i niby skad mieli to wszystko wiedziec.
Ten MOJ  z wyrachowaniem wyciagal ze mnie wszystko co bylo mu pomocne, potrzebne i konieczne , aby umacniac swoja pozycje i piac sie dalej w gore , eliminujac po drodze swoich konkurentow.

Potem wykrzyczal mi, ze przeciez nie musialam mu tego wszystkiego mowic.
Oczywiscie ze nie musialam !   
Szkoda tylko, ze nie przeszkadzalo mu to przez te cztery lata i ze powiedzial mi o tym tak pozno, i ze jednak przez te cztery lata az sie slinil zeby tylko wiedziec wiecej, i wiecej , i wiecej....
Szkoda, ze odkryl sie po tak dlugim czasie pokazujac jakim wielkiem zerem jest w gruncie rzeczy.
Zalezalo mi na nim, pragnlam,  aby nie mial klopotow w pracy, aby budowal swoja karierie, bylam wierna i lojalna do bolu.
Odplacil mi sie jak ostani gonjek.

Marze codziennie, aby otworzyly sie dla mnie  nowe drzwi, abym mogla odejsc , znalez inna , lepsza prace, nowe perspektywy i mozliwosci.
On wie, ze to moja jedyna droga teraz, ze dlugo nie wytrzymam w takiem atmosferze jaka stworzyl,  wiec skresli mnie juz w firmie.  Jak to ON okresla - " ostatecznie  sama wreszcie kiedys odejdzie", wiec tylko czeka na moj ostatni krok.

Nie , nie mysle o powrocie do kraju. To strasznie ciezka decyzja, juz jedna emigracje przezylam, ktora kosztowala mnie bardzo duzo, finansowo i emocjonalnie.  Przeszlam przez pieklo emigracyjne, ale walczylam.
Nie wyobrazam sobie teraz zaczynac wszystkiego od poczatku, no bo ostatecznie ile razy mozna przewartosciowywac swoje zycie.
Chociaz.... moze i wroce , ale kiedy bede juz na emeryturze.

Teraz potrzebuje jakiegos duchowego wsparcia, aby znalezc w sobie nowa sile , aby uwierzyc w siebie, aby podniesc sie po takim upadku.
Nie wiem ile osob tutaj wierzy w Boga, ale ja prosze GO codziennie , aby mnie nie opuszczal , aby mnie wspieral w tak ciezkim dla mnie okresie mojego zycia, aby dal mi jeszcze raz nadzieje i mozliwosci.
Czy ON mnie wyslucha ?

24

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Wysłucha, zawsze słucha, tylko czasem Jego plany nie są zbieżne z naszymi smile. Czasem wydaje nam się, że wymaga od nas niemożliwego, ale to nie prawda - wszystko jest możliwe. Może potrzebujesz przewartościowania swego życia, nabrania dystansu. Praca, kariera, której się tak bardzo poświęcałaś czy są aż tak ważne? Może tego właśnie oczekuje Bóg?
Na pewno boli cię urażona duma, rozumiem to, też bym się tak czuła - upokorzona, zraniona, ale nie pielęgnuj tych uczuć, potraktuj to jako lekcję, zamknięty rozdział.  Życie toczy się dalej, wytycz sobie nowe cele (może coś zupełnie zaskakującego) i dąż do nich. Czasem znajdujemy szczęście tam gdzie się tego zupełnie nie spodziewamy.

25

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek
Kizia75 napisał/a:

Wysłucha, zawsze słucha, tylko czasem Jego plany nie są zbieżne z naszymi smile. Czasem wydaje nam się, że wymaga od nas niemożliwego, ale to nie prawda - wszystko jest możliwe. Może potrzebujesz przewartościowania swego życia, nabrania dystansu. Praca, kariera, której się tak bardzo poświęcałaś czy są aż tak ważne? Może tego właśnie oczekuje Bóg?
Na pewno boli cię urażona duma, rozumiem to, też bym się tak czuła - upokorzona, zraniona, ale nie pielęgnuj tych uczuć, potraktuj to jako lekcję, zamknięty rozdział.  Życie toczy się dalej, wytycz sobie nowe cele (może coś zupełnie zaskakującego) i dąż do nich. Czasem znajdujemy szczęście tam gdzie się tego zupełnie nie spodziewamy.

Witaj Kizia 75,

Tak, czuje sie strasznie zraniona i upokorzona.
Bardzo chcialabym o tym zapomniec, wynajduje sobie jakies zajecia, pracuje dwa razy wiecj aby nie mysliec o NIM.  Nic nie pomaga, a to juz przeciez ponad rok ( !!! )
Kiedys smalam sie, jak ktos mowil, ze zabije sie z milosci i rozpaczy. Teraz nie jest mi tak do smiechu; wiem ze mozna  tak czuc i myslec.
Nie chce takich lekcji;   za soba mam juz lata kiedy lekcje zyciowe byly wyzncznikiem dalszych celow zyciowych.
Teraz juz chcialam stabilizacji i kogos kogo kocham obok siebie.
Cale zycie czekalam na tego kogos, znalazlam GO na emigracji, pokochalam  bardzo. Moje marzenie spelnilo sie , chociaz tak pozno.
Tyle tylko, ze wszystko runelo w gruzach. 
Nikt juz nie jest taki jak ON, nikt nie wywiera na mnie takiego wrazenia, to wszystko jest nie to,  i nie ten.

Zycie toczy sie dalej, ale ja drepcze w miejscu , coraz bardziej sie pograzam i wylewam swoj zal na tym forum.
Nienawidze JEGO, a jednoczesnie marze aby wrocil, abysmy znowu byli razem tak jak kiedys. Mielismy przeciez piekne chwile, tesknilismy za soba, czekalismy na siebie niecierpliwie.... 

Chce aby byl znowu przy mnie tak jak kiedys, i taki jaki kiedys byl....

26

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Emily, bardzo mi przykro, że spotkał cię taki zawód, ale chcesz czy nie, ten czas już nie wróci.  Nawet jeśli on zechce się znów z tobą spotykać i sam o to poprosi, to najgłupszą rzeczą z twojej strony było by zgodzić się na jego powrót. Z tego co opisałaś ten facet cię nie szanuje, uważa że nie jesteś jego godna, zachowuje się przy tym podle i bez klasy. Masz dwa wyjścia: albo będziesz nadal rozpamiętywać ten związek, rozpaczać, tęsknić, cierpieć - czysty masochizm, albo będziesz ze wszystkich sił starała się zamknąć ten rozdział.
To trudny moment twojego życia, ale od ciebie zależy jak przez to przejdziesz i jak dalej będzie wyglądało twoje życie.
Powodzenia.

27

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek
Kizia75 napisał/a:

Emily, bardzo mi przykro, że spotkał cię taki zawód, ale chcesz czy nie, ten czas już nie wróci.  Nawet jeśli on zechce się znów z tobą spotykać i sam o to poprosi, to najgłupszą rzeczą z twojej strony było by zgodzić się na jego powrót. Z tego co opisałaś ten facet cię nie szanuje, uważa że nie jesteś jego godna, zachowuje się przy tym podle i bez klasy. Masz dwa wyjścia: albo będziesz nadal rozpamiętywać ten związek, rozpaczać, tęsknić, cierpieć - czysty masochizm, albo będziesz ze wszystkich sił starała się zamknąć ten rozdział.
To trudny moment twojego życia, ale od ciebie zależy jak przez to przejdziesz i jak dalej będzie wyglądało twoje życie.
Powodzenia.

Witam ponownie na forum, chociaz mienlo juz tyle czasu od mojego ostatniego postu ...

Cala ta moja sprawa zakonczyla sie ostatecznie tragicznie.

Przemyslalam sobie w owczesnym czasie wszystkie "za" i "przeciw". Serce targalo sie do Niego, ale rozum wzial  jednak gore.
Postanowilam sie odsunac , nie kontynuowac tej znajomosci, i ostatecznie wreszcie zapomniec z biegiem czasu.
Posatnowilam rowniez, ze nie bedzie to zawazalo na mojej pracy. Nadal bede robic to co robilam , najlepiej jak umiem, odpowiedzialnie i fachowo.

I to byl moj blad. Takie byly zalozenia, ale one byly tylko moje. Po krotkim wkrotce czasie okazalo sie,
ze sa one odbiezne od Jego planow.
Kilka miesiecy pozniej zaczelam zauwazac bardzo dziwne zachowanie moich pozostalych szefow i wspolpracownikow.  Nagle okazalo sie, ze moje sprawy sa powoli przekazywane innym pracownikom.
Ci, ktorzy jeszcze o tym nie wiedzieli, bardzo szybko zostali wkrotce poinormowani, ze ja juz nie jestem za to czy owo odpowiedzialna.
Nagle okazalo sie, ze wszyscy w moim biurze zostali awansowani i dostali duze podwyzki. Ja jedna nagle stalam sie  podrzednym pracownikiem, oni wszyscy zostali managerami.
Nagle zostalam wykluczona ze wszystkich spraw firmy, nie mialam pojecia ani co sie dzieje, ani jak , ani gdzie.
Wspolpracownicy zaczeli nagle okazywac mi lekcewazenie i pogarde.
Atmosfera stala sie nie do zniesienia dla mnie, kazdy dzien byl katorga i walka o przetrwanie.

Wspolpracownicy, z ktorymi musialam wspolpracowac, przestali ze mna rozmawiac. Nie moglam uzyskac od nich ani potrzebnych mi do realizacji moich zadan informacji, ani raportow.
Swiat zaczal mi sie walic. Nie bylam w stanie wykonywac swoich obowiazkow.
Potem okazalo sie , ze zglosili do Dyrektorow, ze nie wykonuje swojej pracy.
Tylko jak mialam ja wykonac ? Pisalam maile do mojego bezposredniego przelozonego, dzwonilam,
monitorowalam, ze mam problem z uzyskiwaniem potrzebnych mi do pracy danych.
Nie bylo ani oddzwieku, ani pomocy...
Zostalam sama...


Zaczelam szukac pracy, ale bez skutku.... wpedzalo mnie to w jeszcze wieksza depresje...

Tak minal prawie rok gehenny ... a nowej pracy ciagle nie moglam znalezc.
Nie moglam tez  pracowac wydajnie , nie dawano mi juz zadnej szansy.

Miesiac temu przyjechal Manager, poprosil mnie na rozmowe.
Do dzis czuje bol zaladka.
Oswiadczyl, ze likwiduje moje stanowisko, ze jestem niewydajna, ze jestem ogromnych kosztem
dla firmy, ze chcialam byc wazna a przeciez jestem nikim w tej firmie, ze jestem klotliwa
( hmm... dziwne okreslenie na ciagle prosby o dostarczenie mi danych do raportow ), i jeszcze duzo
innych komplenych bzdur, o ktore nie posadzalabym nikogo..
Pakowac musialam sie natychmiast.

Decyzja o moim zwolnieniu i likwidacji stanowiska zostala podjeta i podpisana przez NIEGO w trybie natychmiastowym.

Jestem nadal ciagle bez pracy, nie spie po nocach , nie moge sie pogodzic z brutalnoscia, bezwzglednoscia
i okrucienstwem ze strony kogos, kogo tak kiedys bardzo kochalam, tesknilam i chcialam byc do konca zycia...

Nie moge sie z tym pogodzic...
Nie wiem co dalej...
Jak mam zyc.....

28

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Znasz Go juz kilka lat, wiec musisz sama sobie odpowiedziec... wyglada to tak, ze to co zrobilas "było mu na reke" jednak nie znam Go i  moze faktycznie ma taka dume w sobie, która po takim czynie z Twojej strony nie pozwoli mu zostac...

przemysl czy Ty naprawde chcesz zyc z takim człowiekiem do konca zycia, jest tylu cudownych i wspaniałych mezczyzn.

29

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Rety...przecież ona już dawno z nim nie jest. Czyta się uważnie posty zanim się odpowie na pytanie...

Szukaj dalej i się nie poddawaj! Może powinnaś pójść do psychologa? Depresja to ostatnia rzecz jakiej potrzebujesz

30

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Witaj Emily,
to czego doznalas w miejscu pracy bylo MOBBINGIEM.
Taki koszmarny mobbing wykonczylby psychicznie kazdego czlowieka, nikt nie jest ze stali i nikt nie jest w stanie wytrzymac przez dlugi czas znecania sie nad nim przez wspolpracownikow, bez szkody dla wlasnej psychiki. Moim zdaniem pomoc moglaby Ci  teraz terapia z jakims dobrym psychoterapeuta, sama nie dasz sobie rady z takim obciazeniem psychicznym i bolem.

Twoj ex partner okazal sie bezwzglednym, okrutnym czlowiekiem, ktoremu sprawialo satysfakcje niszczenie Ciebie. Pokazal swoja PRAWDZIWA TWARZ. Nie zaluj, ze nie jestescie juz razem. To czego doznalas od niego ( i innych ludzi ) w miejscu pracy jest PRZEMOCA PSYCHICZNA.

Polecam Ci ksiazke na ten temat:

Marie-France Hirigoyen
"Molestowanie moralne. Perwersyjna przemoc w zyciu codziennym."

(Ksiazka opisuje zjawisko przesladowania psychicznego w rodzinie, zwiazku, w miejscu pracy )
Ksiazka jest bardzo znana i wydana w wielu krajach.

Na pewno znajdziesz znowu prace i kiedys - powoli - wszystko sie ulozy.
Na razie musisz zadbac o wsparcie psychiczne dla siebie, bo bylas bardzo dlugo ofiara przemocy psychicznej.

31

Odp: Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Witajcie !

Znalazlam wreszcie nowa prace.
Jest gorsza od poprzedniej, ale przynajmniej mam znowu dochod i jakos moge przezyc.

ON nigdy juz nie odezwal sie do mnie , nie zadzwonil kiedy wywalano mnie z pracy.
Manager , ktory mnie zwalnial, kazal mi natychmiast isc do domu i myslec o tym, jak bardzo firma mnie "olala", jak to okreslil.
Biegal po firmie , z sarkazmem i szyderstwem  i glosil, ze jest tyle pracy na rynku,  tyle ofert , ze bez trudu
znajde nowe zatrudnienie, ze musial mnie wyrzucic bo bylam kosztem dla firmy. Wszyscy milczeli zszokowani wiedzac, ze to kompletna bzdura. Kazdy wiedzial w duszy, ze to odwet ze strony JEGO.

Mialam ochote wykrzyczec Managerowi w twarz jakim jest chamem, ze nie stac go nawet na profesjonalne rozwiazanie
stosunku pracy z pracownikiem . Nie zrobilam jednak tego.
Moja corka nadal pozostawala w tej firmie i  praca byla jej niezwykle potrzebna. Wyrzucenie jej rowniez z pracy byloby
dla nas katastrofa.
Nie zwolnili jej, ale od mojego zwolnienia jej zycie w pracy stalo sie pieklem.
Minelo pol roku, stala sie wrakiem psychicznym, nabawila sie strasznej nerwicy. Z bolem patrze jak trzesa sie jej rece,
a wielokrotnie dygoce prawie calym cialem, nie spi po nocach, schudla strasznie, cera stala sie taka szara i niezdrowa.

Czepiali sie kazdego detalu, wychwytywali najmniejszy blad, blokowali dostep do informacji, izolowali od innych
pracownikow, zabraniali kontaktow z innymi dzialami, chociaz praca tego wymagala.
Nie moge sobie wyobrazic ile corka musiala przechodzic. To bardzo mloda dziewczyna i praktycznie dopiero zaczyna
swoje zycie zawodowe. Jak wielkie pietno odbije sie jeszcze na jej mlodej psychice ?

Wlasnie dwa dni temu corka nie mogla doporosic sie o pewne potrzebne jej informacje do wykonania swojej pracy.
Potem okazalo sie, ze to bylo cos niezwykle waznego ( chociaz nikt jej tego wczesniej nie powiedzial ) , i cala wina obarczono corke. Nie pomogly tlumaczenia ani rozmowy. Nawet nie dopuszczano jej do glosu, zakrzykiwano i kazano wynosic sie  do domu.
Zostala wyslana skarga do Managera, ktory podobno ma z nia rozmawiac w piatek. Do tego czasu ma sie nie pokazywac w firmie.
Corka dostala rozstroju nerwowego, zwracala non-stop z nerwow, bylam przerazona.
Poszla do lekarza po leki. Lekarz skierowal ja na zwolnienie z powodu zalamania nerwowego.

Brakuje mi juz sily .
Jak daleko moze siegac zemsta i nienawisc mojej tak wielkiej kiedys milosci ????

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie wiem, czy walczyc o ten zwiazek

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026