Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 ]

1 Ostatnio edytowany przez James666 (2023-09-22 16:21:07)

Temat: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Cześć, chciałem podzielić się z Wami moją historią.

W związku z S byłem od prawie 8 lat, poznaliśmy się w pracy, ona zainteresowała się mną, zaprosiłem ją na piwo i tak to się potoczyło. W tamtym czasie mieszkałem i opiekowałem się osobą starszą. S mieszkała wraz ze swoimi rodzicami – mieli oni duży dom, rodzice mieszkali na dole, ona na górze miała praktycznie całe piętro dla siebie, wspólny punkt to był wiatrołap. Miała złe relacje ze swoją matką, przez co kontakty z jej rodzicami ograniczały się praktycznie do minimum. Spotykaliśmy się głównie u niej, ja mieszkałem w starym domu w którym nie było nawet sensownej toalety – wstydziłem się zapraszać tam kogokolwiek, poza tym realia opieki nad starszą osobą zapewne nikogo nie przyciągają na początku związku. Spotykaliśmy się coraz dłużej, wszystko wyglądało OK, wyznaliśmy sobie miłość. Po około pół roku spotykania się, osoba, którą opiekowałem się odeszła z przyczyn naturalnych – była to osoba, która wychowywała mnie od 6 roku życia (moi rodzice to mówiąc krótko patologia, ona wyciągnęła mnie z tego domu), gdy zmarła miałem 27 lat. Dom i działki wokół niego były zapisane na mnie, miałem ½ udziału w domu, który otrzymałem w testamencie. Po tym wydarzeniu gdy minęło trochę czasu zaczęliśmy z S rozmawiać o zamieszkaniu razem – ona od bardzo dawna chciała się wyprowadzić od rodziców, co prawda była właścicielką domu, ale źle się tam czuła z samego faktu, że matka jest na dole (oni praktycznie nie przychodzili na górę, ale nawet odgłos sugerujący, że ktoś może przyjść wprawiał ją w nerwowy stan). Opcje były dwie – wynajmujemy mieszkanie lub ja sprzedaję swój majątek (działka w mieście) i szukamy czegoś na obrzeżach miasta, tak, żeby sprzedaż finansowała zarówno kupno działki jak i budowę domu. S zaproponowała, że mogę zamieszkać u niej, tym sposobem oszczędzimy na kosztach wynajmu. Przez rok szukaliśmy działki, dużo działek nie do końca zawsze pasowało, ale musieliśmy w końcu na coś się zdecydować – znalazłem działkę, która miała pełne uzbrojenie, kilkaset metrów od granicy miasta, dobra komunikacja – wybór z rozsądku. S nie była do końca z niej zadowolona, ale spełniała ona większość jej wymagań (blisko do miasta, lekarza, weterynarza – S miała kilka zwierząt egzotycznych), więc podjąłem decyzję, że kupię tę działkę. Przyszedł czas na zrobienie projektu domu, w pierwotnym założeniu miał on być nie większy niż circa 140 mkw, ale w wyniku pewnych kompromisów (oboje pracujemy z domu, chcieliśmy mieć oddzielne gabinety, S chciała mieć gabinet na dole, żeby mieć bliżej do kuchni oraz oddzielny pokój na zwierzęta egzotyczne też na dole) do tego metrażu przybyło dodatkowo ponad 40 mkw – znaczące nadwyrężenie budżetu, ale oboje dobrze zarabialiśmy, więc sądziłem, że damy radę. Budowa się rozpoczęła, dość szybko udało się postawić stan surowy zamknięty. W międzyczasie najpierw straciłem pracę bo projekt się skończył, potem przyszedł COVID i znowu straciłem pracę, ale budowę trzeba było pchać dalej, stanąłem przed wyborem: staram się szukać innej pracy, co w tamtym momencie było praktycznie niemożliwe, lub robię przerwę i sam zaczynam robić wykończeniówkę. Wiedzy i umiejętności mi w tym obszarze nie brakowało, więc zacząłem robić instalację elektryczną. Po ok. pół roku znalazłem pracę w zawodzie, ale dalej po godzinach kontynuowałem pracę na budowie. Moje życie przez ok. 2 lata wyglądało tak, że w domu od 7 do 15 pracowałem, od 16 do 22 byłem na budowie wykonując prace (w skrócie, zrobiłem instalację elektryczną, hydrauliczną, ogrzewanie podłogowe z ociepleniem posadzki, hydroizolacje, wentylację mechaniczną z rekuperacją, położyłem gładzie, pomalowałem ściany, ułożyłem panele, zamontowałem drzwi, zrobiłem zabudowę meblową w łazience, teraz jestem w trakcie składania kuchni – sam rozpisałem formatki). W sumie budowa trwała 4 lata i 10 miesięcy. W oczywisty sposób czas, który powinienem spędzać z S spędzałem na budowie – w weekendy zostawałem w domu dłużej, żeby pomagać jej w sprzątaniu (dzieliliśmy obowiązki mniej więcej 50/50) oraz żeby spędzić z nią choć trochę czasu (S też pracowała z domu, więc tak jakbyśmy pracowali w jednym „biurze”). Staraliśmy się też w tygodniu spędzać czas, np. w trakcie pracy w przerwie obiadowej chodziliśmy na spacery, w weekendy zdarzały nam się wyjścia do restauracji, do rodziny, do kina, na rower. W budowę S niespecjalnie chciała się angażować – gdy prosiłem ją, żeby podzwoniła po fachowcach, mówiła, że ona nie lubi rozmawiać z ludźmi (przez telefon), pomoc fizyczna też odpadała ponieważ miała problemy z kręgosłupem i ogólnie zdrowotnie było średnio dobrze. Chciała partycypować finansowo, natomiast ja wstrzymywałem się z tym, chciałem, żeby miała pieniądze, kiedy przyjdzie czas na wyposażenie domu (w czym faktycznie brała udział). Zdecydowaną większość wyposażenia i urządzenia wybieraliśmy razem w porozumieniu, na niektóre rzeczy postawiłem ja, na niektóre naciskała ona, ale miałem wrażenie, że nikt nie czuje się z tymi wyborami pokrzywdzony. W marcu w końcu wprowadziliśmy się, niejako jeszcze na plac budowy (żeby jak najszybciej się wprowadzić skończyłem parter, piętro miałem kończyć będąc już na miejscu). Nie brakowało nam jednak przestrzeni (parter ma prawie 100 mkw), z kuchnią nie było problemu, bo korzystaliśmy z diety pudełkowej (S to wręcz pasowało, bo nie lubi gotować).

Wszystko wskazywało na to, że wychodzimy z budową na prosto, byliśmy zaręczeni od 1,5 roku, S nawet zaczęła planować ślub – planowaliśmy prosty ślub cywilny, garstka przyjaciół, bez rodziców (jej konflikt z matką). S kupiła w maju sukienkę i buty, trzeba by było już tylko ustalić świadków, datę i można działać. W czerwcu S poszła na spotkanie integracyjne z grupą ludzi, z którą uprawia sporty (chodziła na zajęcia 2x w tygodniu, żeby poprawić sprawność, pomagało to jej na kręgosłup). Tej nocy wróciła wyjątkowo późno, bo przed 5 nad ranem – nigdy jej to się nie zdarzało, w sylwestra dobrze było, jak była w stanie wysiedzieć do 1 w nocy. Ja w tym samym czasie byłem u przyjaciela na piwie, wróciłem ok. 2 w nocy i zauważyłem, że jeszcze jej nie ma – OK, dziewczyna dobrze się bawi (mieli pójść do pubu na piwo), ale że byłem po kilku piwach, spać mi się nie chciało, to postanowiłem, że poczekam jeszcze trochę. Po 3 w nocy próbowałem skontaktować się z nią – dzwoniłem chyba 30x tej nocy do mnie, żadnego telefonu nie odebrała. Obawiałem się, że mogło coś jej się stać, obdzwoniłem pogotowie, żeby upewnić się, że nie mają kogoś przypominającego S, ale nic z tego. Koniec końców S o 4:30 napisała, że już wraca, że poszli do klubu potańczyć i nie słyszała telefonu. Po powrocie chwilę porozmawialiśmy, powiedziała, że jeden z facetów, który z nią ćwiczy i był na tej integracji chciał ją zaprosić na kawę. Odmówiła, powiedziała, że jest zaręczona i żebym się niczym nie martwił, że nie jest nim zainteresowan. Uznałem, że jest to OK z jej strony, że jest ze mną szczera i że do niczego nie doszło. W przeciągu miesiąca nasze relacje się ochłodziły, powiedziała mi, że chce sama myć zęby, moje żarty zaczęły ją mocno irytować, zaczęła się ode mnie oddalać. Czas ten zbiegł się z jej odstawianiem leków na lęk (antydepresanty, zaczęła je brać z początkiem roku, bo zaczęła się źle czuć, miała stany lękowe, stresowała się pracą, narastało rozgoryczenie przeciągającą się budową - założenie było takie, że w 2 lata dom będzie gotowy). Sądziłem, że to z tego wynika jej zachowanie, więc nie robiłem jej żadnych wyrzutów, awantur, starałem się dać jej przestrzeń i wspierać na tyle na ile mi pozwoliła (ogólnie praktycznie się ze sobą nie kłóciliśmy, przez 8 lat żadne nie podniosło głosu na drugie, oboje jesteśmy dość spokojnymi osobami). Po miesiącu takiej sytuacji, jednego z wieczorów gdy siedzieliśmy przed TV, odwróciłem się do niej i po prostu uśmiechnąłem, ona odwzajemniła uśmiech i powiedziała mi, że nie jest szczęśliwa, nie czuje się tutaj jak we własnym domu i że chce się wyprowadzić na jakiś czas, żeby poukładać sobie w głowie trochę rzeczy, bo czuje, że coś jest z nią nie tak i zapytała czy jestem w stanie to zaakceptować. Byłem tym kompletnie zaskoczony, sparaliżowany. Koniec końców powiedziałem, że jeżeli uważa, że to pomoże nam, to się na to godzę. Zaczęła szukać mieszkania, ale miała problem, ponieważ posiada kota. Kolejnego tygodnia pojechała do innego miasta na spotkanie z ludźmi ze studiów, po powrocie chciałem z nią porozmawiać, żeby wytłumaczyła mi co się konkretnie dzieje, czy jesteśmy w stanie może jednak popracować nad relacją. Wtedy powiedziała mi, że uświadomiła sobie, że między nami od dawna się nie układało (nigdy w trakcie tych 8 lat niczego mi takiego nie komunikowała), że większość decyzji i tak podejmowałem ja (skupiła się tylko na tych, które nie były po jej myśli, podczas gdy prawie wszystko robiliśmy i wybieraliśmy w porozumieniu), w końcu że w trakcie tańca „nigdy nie myślała, że dotyk może być taki przyjemny” – tańczyła z facetem, który chciał ją zaprosić na kawę, ale zapewniała mnie, że do niczego nie doszło i mnie nie zdradziła. Powiedziała, że przestaliśmy się przytulać (ja próbowałem, choć głównie inicjatywa szła z mojej strony, podobnie ze zbliżeniami – były one, ale od lat tylko gdy ja wyszedłem z inicjatywą), że nie jestem pozytywną osobą i negatywnie wpływam na nią. Ten drugi wyjazd jej uświadomił, że ona może się oszukiwać, że już chyba nic do mnie nie czuje, że ma do mnie żal, że tak późno się przeprowadziliśmy (przez lata budowy ciągle były pytania „a długo jeszcze?”, „kiedy się przeprowadzimy?” co było dla mnie zarówno presją jak i motywacją bo wiedziałem, jak bardzo jej na tym zależy). Powiedziałem jej, że skoro chciała mieć trochę czasu dla siebie, to przynajmniej zobaczmy jak to będzie wyglądać jak będzie miała szansę ochłonąć. Ciężko było mi to znieść, pojechałem na dwa dni do przyjaciela, wziąłem od niego materac i spałem w drugim pokoju aż do jej wyprowadzki. Mieszkanie znalazła ok 2 tygodnie później. Część rzeczy zostawiła, łącznie ze zwierzętami egzotycznymi – w trakcie rozłąki co tydzień przyjeżdżała, żeby je nakarmić i posprzątać u nich. Podczas tych spotkań trochę rozmawialiśmy, ale to był bardziej small talk niż poważna rozmowa. Gdy minął miesiąc, przed jej cotygodniowym przyjazdem dałem jej znać, że chciałbym, abyśmy porozmawiali. Gdy przyjechała, była bardzo spięta, unikała kontaktu wzrokowego. Gdy zaczęliśmy rozmawiać odpowiadała zdawkowo – pytałem ją, czy poczuła tęsknotę (nie), czy widzi jakiś sposób aby pracować nad naszą relacją (nie), czy widzi jakieś pozytywy naszej relacji (trochę mniejsza samotność, nic poza tym), czy jest w stanie powiedzieć, że już mnie nie kocha (tak jej się wydaje). Powiedziała, że dopiero teraz sobie uświadomiła ile poświęciła dla tego związku, bo teraz może spotykać się ze znajomymi, wychodzić na koncerty, wydarzenia (ja jej nigdy nie zabraniałem, żeby poszła na coś co ją interesuje sama, ja często nie mogłem, po była budowa, sam ją zachęcałem, żeby umawiała się z koleżankami), że teraz w mieszkaniu czuje się o wiele lepiej pomimo tego, że ma jakieś mankamenty i niedogodności, że jej to nie przeszkadza (budując dom był on przemyślany w najmniejszym detalu, przez co czasem trzeba było dorzucić dodatkową pracę). Powiedziałem jej, że skoro tak to widzi, to chciałbym, aby zabrała resztę swoich rzeczy, bo za każdym razem gdy ją widzę, żyję nadzieją, że jeszcze się zejdziemy. W tym tygodniu zabrała resztę rzeczy…

Jest mi strasznie przykro, ciągle szukam w sobie winy, choć nawet na terapii psycholog powiedziała, że ona tutaj takiej winy nie widzi, żeby ot tak wszystko wrzucić do kosza, że była narzeczona zachowała się jak dziecko… Ja mimo tego wciąż o niej myślę i zastanawiam się czy gdyby jednak jej się coś odwidziało to czy dałbym jej drugą szansę...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Przykro mi James, że to Cię spotkało... ale lepiej teraz, niż później, po ślubie. Sądzę, że Twoja ex po prostu zainteresowała się owym kolegą z tańców, być może w ukryciu rozwija z nim relację, może juz z sobą sypiają. Wydajesz się w porządku człowiekiem, jeśli faktycznie było tak jak opisujesz, choć nie znamy punktu widzenia dziewczyny. Jednak fakt, że do bliskości dochodziło od dawna z Twojej wyłącznie inicjatywy wiele mówi, wręcz krzyczy... Pewnie jej czegoś brakowało, niestety. Poza tym 8 lat to związek już mocno przechodzony. Podejrzewam, że musisz pogodzić się z tą stratą, przeżyć żałobę po relacji i ruszyć naprzód. To zajmie trochę czasu. Dom bym sprzedała, na pewno ciężko byłoby Ci po tym wszystkim w nim mieszkać. Trzymaj się.

3

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Zachowanie panny jest schematyczne ona odeszła do innego.

4

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
maku2 napisał/a:

Zachowanie panny jest schematyczne ona odeszła do innego.

Przykre, ale mysle tak jak poprzednicy, ze kogos ma.

Moze zechciec ciebie z powrotem, jesli z tamtym sie jej nie uda, ale to juz wtedy nie bedzie to samo. Powinienes sie z tym pogodzic. Zycie plata rozne figle..

5

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

ogólnie praktycznie się ze sobą nie kłóciliśmy, przez 8 lat żadne nie podniosło głosu na drugie


W przeciągu miesiąca nasze relacje się ochłodziły, powiedziała mi, że chce sama myć zęby


Powiem tak - od samego czytania ciebie można dostać deprechy. Nie dziwię się kompletnie, że ostatecznie twoja partnerka wylądowała na psychotropach i że się wyprowadziła.

6 Ostatnio edytowany przez James666 (2023-09-22 13:54:43)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
Jack Sparrow napisał/a:

ogólnie praktycznie się ze sobą nie kłóciliśmy, przez 8 lat żadne nie podniosło głosu na drugie


W przeciągu miesiąca nasze relacje się ochłodziły, powiedziała mi, że chce sama myć zęby

Kłócić się na siłę dla samego klucenia - chyba bez sensu. Chociaż jest to znak, że coś jest nie tak.
Z tym myciem zębów to kwestia zmiany zachowania, przez cały czas mieszkanka gdy mieliśmy jedną łazienkę to zdarzało się, że np po obiedzie po prostu szliśmy w tym samym czasie to ogarnąć. Nie wydawało mi się to dziwne, natomiast w tym ostatnim czasie powiedziała mi, że chce się sama zamknąć w łazience - to nie problem, bardziej obserwacja, że coś się zmieniło.

7

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Uffff….dotrwałam do końca, ale przyznaję rację Jackowi, że strasznie smęcisz, autorze.

Co do Twojego postu i przedstawionej historii, to przykra sprawa. Nie wiem, co chcesz od nas usłyszeć, ale nic nie poradzisz an to, że Twojej partnerce odwidział się związek z Tobą. Piszesz, że było jej jakoś głupio nawet spojrzeć Tobie w oczy, bo pewnie dobrze wie, że jakoś się dla niej starałeś, ale starania mają sens wtedy, gdy pochodzą od kogoś, na kim nam zależy. Tak więc ona Ciebie nie kocha i nawet nie wiem, czy jest sens, tak jak Ty tutaj to wyraźnie sugerujesz, robić z niej tą złą, co znalazła sobie innego, bo to nic a nic nie zmieni tego, że ona Ciebie nie kocha i Ciebie nie chce. Jakby jej z tego powodu głupio nie było, a Ciebie nie wiem jakby to bolała, to ona miała prawo przestać Cię kochać i pewnie albo już to zrozumiała, albo zrozumie wkrótce. Ty też wolałeś budować dom niż budować relację, skoro przez 5 lat wokół budowy skupiały się Twoje myśli i zajęcia. Dobrze wiem z własnego doświadczenia, jakie to jest trudne, także emocjonalnie, stawiać dom i nie wyobrażam sobie, że mogłoby to trwać aż tyle czasu w moim przypadku. Nwm po co wolałeś tyle rzeczy robić własnymi rękoma i wydłużać ten czas w nieskończoność, skoro można było zatrudnić fachowców i skrócić ten czas nawet do 1/3. To jest cena, którą teraz płacisz. Wcale nie twierdzę, że jakbyś skupił się na związku zamiast na budowie domu, to relacja by przetrwała. Nawet znamienne jest to, że rozpadła się, jak już się tam wprowadziliście. Piszesz o niemalże braku kłótni między Wami. A kłotnia może być też bliskością, bo przynajmniej są w niej emocje. Wygląda na to, że Wy oboje po prostu nigdy nie byliście tak naprawdę blisko. Ot, jakieś uzgodnienienia, wspólne interesy, ale tak naprawdę daleko od siebie, a jak powstała przestrzeń, żeby się do siebie zbliżyć, to znowu oddalenie. Nawet to jak piszesz, to jakbyś miał żal, że partner w interesach, a nie życiowy partner, Cię zostawił. Bezemocjonalna breja.

8

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
MagdaLena1111 napisał/a:

Nie wiem, co chcesz od nas usłyszeć, ale nic nie poradzisz an to, że Twojej partnerce odwidział się związek z Tobą.

To chyba pewna forma terapii, żeby to z siebie wyrzucić, może usłyszeć coś od osób, które miały podobne doświadczenia.

MagdaLena1111 napisał/a:

Tak więc ona Ciebie nie kocha i nawet nie wiem, czy jest sens, tak jak Ty tutaj to wyraźnie sugerujesz, robić z niej tą złą, co znalazła sobie innego, bo to nic a nic nie zmieni tego, że ona Ciebie nie kocha i Ciebie nie chce.

Nie jest to moim celem robienia z niej złej, po prostu zabolało mnie, że jeszcze w maju mówimy o ślubie, na pytanie czy jest w związku szczęśliwa odpowiada, że tak, kilka tygodni później jedno wyjście na tańce i nagle "mieliśmy problemy od dawna" o których wcześniej nie mówiła. Jeżeli miała wątpliwości, to dlaczego sama wyszła z inicjatywą, żeby planować ślub? Pytałem ją o to, na co powiedziała, że dopiero to wyjście uświadomiło jej, że mieliśmy problemy, że wcześniej myślała, że rzeczy które jej się we mnie nie podobały to kompromis, który musi być. Ma oczywiście do tego prawo, co nie zmienia faktu, że taki szybki zwrot boli.

MagdaLena1111 napisał/a:

Ty też wolałeś budować dom niż budować relację, skoro przez 5 lat wokół budowy skupiały się Twoje myśli i zajęcia.

Relacja na pewno była zaniedbana, ale nie powiedziałbym, że oboje nie staraliśmy się jej budować. S miała bardzo dużą presję, żeby szybko się przeprowadzić, która przekładała się też na mnie (choćby częste pytania czy długo jeszcze - nie dziwią mnie, ale swoje robiły). Podjęliśmy decyzję o budowie, ale przerosła ona nasze oczekiwania, ja starając się spełnić jej (moje z resztą też) marzenie nadałem temu najwyższy priorytet. Było to zgubne.

MagdaLena1111 napisał/a:

można było zatrudnić fachowców i skrócić ten czas nawet do 1/3.

Realia budowy domu najpierw w czasie COVIDu i wojny, gdzie wyceny, umówione stawki i dostępność materiałów, która zmieniała się z dnia na dzień zrobiła swoje. Budowa była finansowana z gotówki, ja nie czułem się bezpiecznie w takich czas brać dodatkowo kredyt, zwłaszcza, że gdy zastanawiałem się nad tym, straciłem pracę.

9 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2023-09-22 15:41:21)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Dobra już, dobra, bo też budowałam w czasie pandemii, zahaczyłam o wojnę i spotkały nas wszystkie budowlane plagi i problemy, więc wiem, jak było.
Nie rozumiem, jak piszesz, że była presja na czas, żeby szybko zakończyć, a de facto robiłeś wszystko, żeby to trwało i trwało.
Ale jak pisałam, to i tak niewiele zmienia, bo jak dla mnie, to nie potrafiliście zbudować bliskiego związku i to i tak by się rozpadło przy wcześniejszej próbie zbliżenia się do siebie. A tak kręciło się latami, bo Ty na budowie, ona z dala od budowy i jakoś to szło aż zdechło.
Może po prostu wyciągnij wnioski z tej sytuacji.

PS. A gadanie o ślubie i planowanie mogło być po prostu jakąś odmianą, odrobiną emocji w Waszym życiu. Niektórych, jak pokazują tutejsze wątki, bardziej rajcuje uroczystość, sukienka, goście niż to, jak będzie wyglądać wspólne życie już po ślubie,

10 Ostatnio edytowany przez James666 (2023-09-22 16:31:48)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
MagdaLena1111 napisał/a:

Dobra już, dobra, bo też budowałam w czasie pandemii, zahaczyłam o wojnę i spotkały nas wszystkie budowlane plagi i problemy, więc wiem, jak było.

Co innego budować i organizować finanse na budowę w czasie kryzysu, co innego zebrać finanse, mieć to policzone z zapasem 20% i trafić na kryzys, który te 20% zjadł na śniadanie. Budżet po prostu tego nie wytrzymał, można było wydać wszystko do zera na fachowców i byłby to dom w stanie quasi-deweloperskim, w którym tak czy inaczej nie dało by się mieszkać. Opcje to wzięcie tego na siebie i odkładanie (więcej czasu, mniejsze ryzyko niepowodzenia) lub dobranie kredytu (szybciej, ale większe ryzyko i wcale nie byłaby to gwarancja ukończenia).
To, że ktoś pobudował się w kryzysie nie znaczy, że wszyscy, co zaczęli również skończyli. Nie bez powodu w trakcie pierwszego kryzysu tylko w samej okolicy był wysyp nieruchomości na rynku do kupienia, bo ludziom skończyły się pieniądze.
Czasu już nie cofnę, może gdybym podjął inne decyzje w trakcie budowy, to może skończyłaby się szybciej, może nie.

Co do ślubu jako emocji - nie wydaje mi się, wręcz miała z tym problem, bo nie chciała zaprosić rodziców, ale cześć rodziny już tak, ale to stwarzało problemy, bo niektórzy mogliby odmówić gdyby tej matki tam nie było. Miała też problem, żeby znaleźć świadka że swoje strony, bo nie czuła się na tyle blisko z żadną ze swoich znajomych. Także wątpię aby to miał być sposób na wzbudzenie emocji, przynajmniej tych pozytywnych...

11

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:

W czerwcu S poszła na spotkanie integracyjne z grupą ludzi, z którą uprawia sporty (chodziła na zajęcia 2x w tygodniu, żeby poprawić sprawność, pomagało to jej na kręgosłup). Tej nocy wróciła wyjątkowo późno, bo przed 5 nad ranem – nigdy jej to się nie zdarzało

Uważam że na tych zajęciach poznała faceta.
2x w tygodniu sobie gadali, tydzień po tygodniu...w końcu spotkanie integracyjne...alkohol...bliskość ciał...seks był tak 50/50...i po tej imprezie zaczęła od Ciebie odpływać...gdybyś po tej imprezie poszedł zobaczyć jak wyglądają te zajęcia to zobaczyłbyś z kim je kończy...czy to są ćwiczenia...
Później żeby sobie wytłumaczyć co robi to zaczęła Ciebie obwiniać o samo zło w związku.
Schemat.

12

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
maku2 napisał/a:
James666 napisał/a:

W czerwcu S poszła na spotkanie integracyjne z grupą ludzi, z którą uprawia sporty (chodziła na zajęcia 2x w tygodniu, żeby poprawić sprawność, pomagało to jej na kręgosłup). Tej nocy wróciła wyjątkowo późno, bo przed 5 nad ranem – nigdy jej to się nie zdarzało

Uważam że na tych zajęciach poznała faceta.
2x w tygodniu sobie gadali, tydzień po tygodniu...w końcu spotkanie integracyjne...alkohol...bliskość ciał...seks był tak 50/50...i po tej imprezie zaczęła od Ciebie odpływać...gdybyś po tej imprezie poszedł zobaczyć jak wyglądają te zajęcia to zobaczyłbyś z kim je kończy...czy to są ćwiczenia...
Później żeby sobie wytłumaczyć co robi to zaczęła Ciebie obwiniać o samo zło w związku.
Schemat.

Pewnie jestem naiwny, ale na tyle na ile ją znałem, to nie zrobiła tego będąc wciąż ze mną. Natomiast odwrotna kolejność nie jest wykluczona, najpierw zakończyć sprawę, żeby wejść z czystym sumieniem w relację z kimś innym. Szczerze nawet nie chcę tego dociekać, w niczym to mi nie pomoże a ona formalnie może robić co chce.

13

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:
maku2 napisał/a:
James666 napisał/a:

W czerwcu S poszła na spotkanie integracyjne z grupą ludzi, z którą uprawia sporty (chodziła na zajęcia 2x w tygodniu, żeby poprawić sprawność, pomagało to jej na kręgosłup). Tej nocy wróciła wyjątkowo późno, bo przed 5 nad ranem – nigdy jej to się nie zdarzało

Uważam że na tych zajęciach poznała faceta.
2x w tygodniu sobie gadali, tydzień po tygodniu...w końcu spotkanie integracyjne...alkohol...bliskość ciał...seks był tak 50/50...i po tej imprezie zaczęła od Ciebie odpływać...gdybyś po tej imprezie poszedł zobaczyć jak wyglądają te zajęcia to zobaczyłbyś z kim je kończy...czy to są ćwiczenia...
Później żeby sobie wytłumaczyć co robi to zaczęła Ciebie obwiniać o samo zło w związku.
Schemat.

Pewnie jestem naiwny, ale na tyle na ile ją znałem, to nie zrobiła tego będąc wciąż ze mną. Natomiast odwrotna kolejność nie jest wykluczona, najpierw zakończyć sprawę, żeby wejść z czystym sumieniem w relację z kimś innym. Szczerze nawet nie chcę tego dociekać, w niczym to mi nie pomoże a ona formalnie może robić co chce.

Myślisz że faceci/mężowie którzy zostali zdradzeni nie znali swoich kobiet/żon?
To co Ci napisałem tłumaczy jej zachowanie, zresztą sam o tym wspomniałeś tylko do siebie nie dopuszczasz.

James666 napisał/a:

jedno wyjście na tańce i nagle "mieliśmy problemy od dawna"

14

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Z tego i jak napisałeś to bardzo przeżyłeś rozstanie. Nie ma sensu szukać dlaczego (kochanek, znudzenie, utrata uczucia do ciebie, jej kłopoty emocjonalne ....) bo twoim problemem jest wyjście z sytuacji którą doświadczasz. Musisz się pogodzić że odeszła i raczej powinieneś uzmysłowić sobie że jakby chciała wrócić to raczej grzecznie odmówić. Dlaczego ? bo nie będziesz pewny kiedy znowu to zrobi, bo tak naprawdę nie znasz głównego powodu jej postępowania (wygląda to na romans), bo nigdy tego jej nie zapomnisz. Tak naprawdę to masz szczęście w nieszczęściu = brak dzieci !!! i jasna sprawa majątkowa bez szarpania się po sądach. Wyjedz gdzieś na tydzień , dwa daleko. Odpocznij , zresetuj się aktywnie (sport) i przestań interesować się co z nią. Pozbądz się pamiątek i rzeczy po niej by nie przypominały tobie jej. Życie jest nieprzewidywalne a z twoim podejściem do rzeczywistości, priorytetów życiowych i zasobności (dom, praca) to na pewno zainteresuje się tobą nie jedna kobieta a z czasem może pojawi się zakochanie i miłość czego Tobie życzę.

15 Ostatnio edytowany przez madoja (2023-09-22 19:14:33)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:

[Pewnie jestem naiwny, ale na tyle na ile ją znałem, to nie zrobiła tego będąc wciąż ze mną.

BARDZO naiwny.

To forum pełne jest identycznych historii i też każdy pisze "dałbym sobie za nią rękę uciąć! nie chodzi o innego faceta!" a potem po paru miesiącach pisali "mieliście rację, chodziło o innego...".
Nawet w swoim otoczeniu z przeciągu tylko ostatniego roku mam dwa takie przypadki. Dwóch mężów zostawionych przez żony. Obaj az wzburzeni krzyczeli, że nie chodzi o kogoś innego (gdy im to mówiłam), że ich żony nawet nie miałyby kiedy, że może inne, ale nie one! Bo przecież oni je znają! No i w jednym przypadku po rozwodzie okazało się że miała faceta od 2 lat. W drugim przypadku już na sprawę rozwodową przyszła z brzuchem którego sprawcą był inny.

Zawsze jest wspólny mianownik: nagłe a potem stopniowe, niezrozumiałe ochłodzenie, nieumiejętność wyjaśnienia chęci rozstania, podawanie wielu błahych powodów, zrzucanie winy na zszokowanego faceta, który analizuje związek i zastanawia się co złego zrobił.

W Twoim przypadku to aż czarne na białym że chodzi o innego.

I na 100% wtedy gdy wróciła rano - do czegoś doszło. Prawdopodobnie do seksu.
Tego faceta znała dużo wcześniej, ale tej nocy coś się zmieniło. Może był seks, może głębokie rozmowy o miłości i wspólnym życiu.
Ale możesz być pewien, że u niej to był długotrwały proces i znała go od dawna.

Ale nie pytaj jej o to, bo nie ma sensu, ona będzie nawet płakać i przysięgać że nie chodzi o innego faceta.

16

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:

Szczerze nawet nie chcę tego dociekać, w niczym to mi nie pomoże

Tu się mylisz.
Zrozumienie, że chodzi o innego, bardzo Ci pomoże.
Uwolni Cię od poczucia winy.
Mogłeś być najlepszym partnerem, a ona i tak by odeszła. Bo jej się nudziło, bo jej już nie ekscytowałeś, bo chciała motyli w brzuchu. Tak jakby... nie miałeś z tym nic wspólnego.
To generalnie dość znany schemat - i mam wrażenie że w przypadku kobiet o wiele bardziej powszechny. Tzn. one chętniej odchodzą do nowego faceta, niż faceci do kochanek.

17

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
R_ita2 napisał/a:
madoja napisał/a:

To generalnie dość znany schemat - i mam wrażenie że w przypadku kobiet o wiele bardziej powszechny. Tzn. one chętniej odchodzą do nowego faceta, niż faceci do kochanek.

Zdecydowanie tak. Przynajmniej takie mam obserwacje.

O, żyjesz smile

18 Ostatnio edytowany przez James666 (2023-09-22 20:25:35)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Racjonalnie macie dużo racji, brzytwa Ockhama zazwyczaj się sprawdza. Jednak ciężko jest w to uwierzyć, gdy żadnego twardego dowodu nie mam i gdy mówi się o osobie, z którą jeszcze kilka tygodni temu planowało się resztę życia. Może to kwestia mojego podejścia albo po prostu rozumu faceta, ale w głowie mi się nie mieści, że gdyby to była zdrada, to po co w ogóle wspominała by mi o tym gościu? Po co mówiła by mi o dotyku jednocześnie zapewniając, że nie zdradziła? Prościej i dla mnie i dla niej byłoby po prostu pominąć te fakty. Tak samo przy wyprowadzce, po co część rzeczy zostawiła, w tym zwierzęta, do których musiała przyjeżdżać co tydzień i widzieć się przy okazji ze mną? Mogła je już od razu zabrać. Za pierwszym razem pomagał jej kuzyn, bo dużo rzeczy nie było, ale za drugim potrzebna już była ekipa do przeprowadzek - mogła to wziąć od razu za pierwszym razem.
Po pierwszej rozmowie zaczęła terapię u psychologa, mówiła, że zauważyła już schemat w swoim działaniu (dusiła w sobie wszystkie rzeczy, które jej przeszkadzały aż w końcu wybuchła) - ten sam scenariusz był z jej byłym. Byli ze sobą 9 lat, intymnie miała przerwę 5 lat z tego co mówiła, aż w końcu pękła i go pogoniła (też mieszkał u niej). Po 2-3 miesiącach zaczęła spotykać się ze mną... W sumie jakby przyjąć taki scenariusz, to jestem teraz trochę w miejscu tego byłego...

19

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:

gdy żadnego twardego dowodu nie mam

A coś zrobiłeś żeby go zdobyć?

James666 napisał/a:

gdyby to była zdrada, to po co w ogóle wspominała by mi o tym gościu?

50/50 że to była zdrada.
A że wspomniała o gościu...pamiętaj że ona Ciebie zna...może to było info uprzedzające Twoje pytania? Coś powiedzieć musiała. Coś co będzie wiarygodne.

James666 napisał/a:

Po co mówiła by mi o dotyku jednocześnie zapewniając, że nie zdradziła?

Zdrady są różne...
Ona zaczęła od Ciebie odpływać wczesnej, możliwe że sama nie będąc tego świadoma.
Poznanie faceta, pójście na kawę, rozmowy - przecież jej nie kontrolowałeś - spotkanie integracyjne, alkohol, taniec, dotyk innego faceta.
To spotkanie było początkiem końca waszego związku. Wtedy poległeś.

James666 napisał/a:

Prościej i dla mnie i dla niej byłoby po prostu pominąć te fakty.

Nie, nie prościej. Ona musiała coś powiedzieć, jakoś wytłumaczyć. Zobacz że to Ciebie obwiniła za rozpad związku.

James666 napisał/a:

Po powrocie chwilę porozmawialiśmy, powiedziała, że jeden z facetów, który z nią ćwiczy i był na tej integracji chciał ją zaprosić na kawę. Odmówiła, powiedziała, że jest zaręczona i żebym się niczym nie martwił, że nie jest nim zainteresowan.

Poczytaj trochę historii, sam zobaczysz ile razy padają tam takie stwierdzenia
- tylko kolega
- tylko przyjaciel
- nie martw się, on dla mnie nic nie znaczy
Powrót o 5 do domu, nie odbierane telefony...jesteś pewien że ta impreza integracyjna się odbyła?

James666 napisał/a:

Tak samo przy wyprowadzce, po co część rzeczy zostawiła, w tym zwierzęta, do których musiała przyjeżdżać co tydzień i widzieć się przy okazji ze mną?

Nie tak łatwo opuszcza się bezpieczny port żeby wyjść na niezbadane wody.
Zostawiając rzeczy dawała Ci nadzieję że jednak może wróci. I to działało, prawda?

20

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
maku2 napisał/a:
James666 napisał/a:

gdy żadnego twardego dowodu nie mam

A coś zrobiłeś żeby go zdobyć?

Nie, miałem do niej po prostu zaufanie. Gdy już powiedziała mi o tej sytuacji, przeszło mi nawet przez myśl, żeby może sprawdzić z kim pisała (miałem hasło do jej telefonu, komputera), ale zrezygnowałem - nawet gdybym wtedy znalazł potwierdzenie, że jest ktoś inny, gorzej czułbym się sam ze sobą, że szperałem, a gdybym nie znalazł tego, czego szukałem - że podważyłem moje zaufanie do niej.

maku2 napisał/a:
James666 napisał/a:

Po powrocie chwilę porozmawialiśmy, powiedziała, że jeden z facetów, który z nią ćwiczy i był na tej integracji chciał ją zaprosić na kawę. Odmówiła, powiedziała, że jest zaręczona i żebym się niczym nie martwił, że nie jest nim zainteresowan.

Poczytaj trochę historii, sam zobaczysz ile razy padają tam takie stwierdzenia
- tylko kolega
- tylko przyjaciel
- nie martw się, on dla mnie nic nie znaczy
Powrót o 5 do domu, nie odbierane telefony...jesteś pewien że ta impreza integracyjna się odbyła?

Tak, na pewno, wiedziałem do jakiego pubu poszli, gdy nie mogłem się do niej dodzwonić i gdy obdzwoniłem pogotowie, pojechałem tam, porozmawiałem z barmanką, potwierdziła, że ta grupa tam była, ale wyszli po północy.

Gdy myślę natomiast o tym co wtedy mówiła, co raz więcej czerwonych lampek mi się zapala, np:
- mówiła, że nie słyszała, że telefon do niej dzwoni; możliwe, ale miała ze sobą tego wieczoru zegarek, nomen omen prezent ode mnie, smartwatch połączony z telefonem - wibruje, gdy telefon dzwoni i pokazuje kto dzwoni; sama po powrocie tłumaczyła, że co prawda miała zegarek, ale z jakiegoś powodu nie dzwonił (jakiś procent szansy jest, że rozłączył się z telefonem, ale to musiałby być nieprawdopodobny przypadek, że akurat w tym momencie, tego wieczoru); gdyby spędziła cały czas na parkiecie (w co wątpię), to zapewne miałaby torebkę przy sobie - trochę ciężko mi uwierzyć, że nawet jakby nie usłyszała, to nie poczułaby wibracji; gdyby natomiast spędziła gdzieś na boku, przy barze / budce - też ciężko mi uwierzyć, że nie usłyszałaby telefonu, miała ustawiony dość specyficzny dzwonek dla mojego kontaktu
- jest to osoba, która ma problemy fizyczne - bóle kręgosłupa, nie jest np w stanie stać bardzo długo lub też siedzieć przy twardych oparciach, itd; wytrzymałościowo też tak średnio, jednak tego wieczoru najpierw miała wysiedzieć na ławce kilka dobrych godzin w pubie, a potem przetańczyć prawie całą noc w klubie, wracając do domu z wciąż dość wysoką energią; ja jestem nocnym markiem ale tamtego wręcz ranka, po 5, ledwo siedziałem
- gdy mówiła, że czuje silny żal i zagubienie, gdyby oderwać to od kontekstu, który narzuciła (żal że budowa tak długo trwała - nie umniejszając jej uczuć, budowa de facto skończyła się miesiące wcześniej, jeżeli ten żal był to wydaje mi się, że raczej powinien on maleć, nie wzrastać), to równie dobrze mogła czuć żal, że coś zrobiła z tym facetem lub planowała zrobić, a poczucie zagubienia i niemożliwość wytrzymania spojrzenia mogło wynikać z niezdecydowania czy chce iść do innego czy pozostać
- gdy po naszej rozmowie umówiła się z kuzynem na kawie, po powrocie, bez żadnego powodu ani kontekstu powiedziała, że jej wujek zdradzał jej ciotkę, więc na tym spotkaniu z kuzynem temat zdrady się pojawił

maku2 napisał/a:
James666 napisał/a:

Tak samo przy wyprowadzce, po co część rzeczy zostawiła, w tym zwierzęta, do których musiała przyjeżdżać co tydzień i widzieć się przy okazji ze mną?

Nie tak łatwo opuszcza się bezpieczny port żeby wyjść na niezbadane wody.
Zostawiając rzeczy dawała Ci nadzieję że jednak może wróci. I to działało, prawda?

Nadzieję miałem do ostatniej chwili, chociaż wtedy racjonalne myśląc wiedziałem, że nie mam na co liczyć, po jej zachowaniu przy wcześniejszych spotkaniach widać było, że jest tu z konieczności, była spięta.

Bez względu na wszystko czuję się z tym źle, bo albo zaczynam wszędzie węszyć spisek i oszustwo, kwestionując praktycznie wszystko to co było, z drugiej obawiam się, że przez to będę miał problem, żeby komukolwiek w przyszłości zaufać.
Mam wrażenie, że dla mnie najlepsze będzie zapamiętanie tego, co było dobre, pogodzenie się, że nie ma do tego drogi powrotnej, wybaczenie sobie swoich win i pójście dalej.

21

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Taki model kobiety trafiłeś, wypisz wymaluj moja była żona...

Jak tylko coś się działo, było dobrze, problemy finansowe, jakieś inne problemy zdrowotne a jak nastąpiła w związku pewna stagnacja i spokój (skończył się remont, w moim przypadku odbył się ślub i planowane wesele), a dopiero w perspektywie 2 lat planowaliśmy dziecko, to zaczęło ja nosić na boki.... Aż w końcu poszła w tango i się "zakochała" w innym po kilku miesiącach zdradzania na boku. To są jakieś deficyty w ich psychice, może tym kobietom przejdzie kiedyś, a może zawsze będą żyły w cyklach kilkuletnich związków zmieniając partnerów na innych. Jedna rzecz jest standardem u nich, nie puszczą gałęzi jeśli nie upewnia się, że nowy wybranek jest gotowy na ich przyjęcie z całym inwentarzem...

22 Ostatnio edytowany przez madoja (2023-09-23 12:17:07)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:

Racjonalnie macie dużo racji, brzytwa Ockhama zazwyczaj się sprawdza. Jednak ciężko jest w to uwierzyć, gdy żadnego twardego dowodu nie mam i gdy mówi się o osobie, z którą jeszcze kilka tygodni temu planowało się resztę życia. Może to kwestia mojego podejścia albo po prostu rozumu faceta, ale w głowie mi się nie mieści, że gdyby to była zdrada, to po co w ogóle wspominała by mi o tym gościu? Po co mówiła by mi o dotyku jednocześnie zapewniając, że nie zdradziła? Prościej i dla mnie i dla niej byłoby po prostu pominąć te fakty. Tak samo przy wyprowadzce, po co część rzeczy zostawiła, w tym zwierzęta, do których musiała przyjeżdżać co tydzień i widzieć się przy okazji ze mną? Mogła je już od razu zabrać. Za pierwszym razem pomagał jej kuzyn, bo dużo rzeczy nie było, ale za drugim potrzebna już była ekipa do przeprowadzek - mogła to wziąć od razu za pierwszym razem.
Po pierwszej rozmowie zaczęła terapię u psychologa, mówiła, że zauważyła już schemat w swoim działaniu (dusiła w sobie wszystkie rzeczy, które jej przeszkadzały aż w końcu wybuchła) - ten sam scenariusz był z jej byłym. Byli ze sobą 9 lat, intymnie miała przerwę 5 lat z tego co mówiła, aż w końcu pękła i go pogoniła (też mieszkał u niej). Po 2-3 miesiącach zaczęła spotykać się ze mną... W sumie jakby przyjąć taki scenariusz, to jestem teraz trochę w miejscu tego byłego...

Pisałam gdzieś tu kilka dni temu o znajomej, która wdała się w romans z facetem z netu. I na początku też mężowi opowiadała o nim.
Dlaczego sądzisz że kobieta nie powie o "tym drugim" swojemu facetowi?
Tylko że to przeważnie zawija w "to tylko kolega", "on by coś chciał, ale dałam mu kosza". A dlaczego w ogóle mówi? Bo może jeszcze nie wie czy na 100% coś z tego wyjdzie. A może chce się zabezpieczyć w razie jakby w przyszłości o nim przypadkowo wspominała / jego imię. Wtedy powie machając ręką: "przecież mówiłam ci o nim już dawno temu" - uspokajając czujność męża.
No a w międzyczasie coś tam się wciąż dzieje i rozwija...

Chwytasz się jakichś nieznaczących niuansów jak tonący brzytwy, że może jednak ona wciąż Cię kocha, że nie chciała odchodzić.
Ale rezultat jest jeden: ona od Ciebie odeszła i już nie chce powrotu.
Nieważne czy w międzyczasie spojrzała na Ciebie smutnym wzrokiem, nie zabrała wszystkich rzeczy czy poleciała jej łezka.
Zostawiła cię. Nie chce Cię.
Nic tego nie zmieni.

Domyślam się jakie to ciężkie i trudne. Złamane serce boli strasznie. Zawsze mówiłam, że wolę mieć złamaną nogę niż złamane serce.
Jedyną pociechą jest to, że czas leczy rany.
I - choć teraz nie myślisz o innych kobietach - raczej nie będziesz miał trudności by znaleźć w przyszłości inną. Masz własny dom i jesteś inteligentny.

23

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:

Nie, miałem do niej po prostu zaufanie. Gdy już powiedziała mi o tej sytuacji, przeszło mi nawet przez myśl, żeby może sprawdzić z kim pisała (miałem hasło do jej telefonu, komputera), ale zrezygnowałem - nawet gdybym wtedy znalazł potwierdzenie, że jest ktoś inny, gorzej czułbym się sam ze sobą, że szperałem, a gdybym nie znalazł tego, czego szukałem - że podważyłem moje zaufanie do niej.

Wybacz ale to farmazony. Narzeczona wraca nad ranem, blado się tłumaczy, mózg mówi Ci sprawdź a Ty unosisz się honorem. I teraz masz dylemat zdradziła czy nie, był inny facet czy nie.

James666 napisał/a:

Tak, na pewno, wiedziałem do jakiego pubu poszli, gdy nie mogłem się do niej dodzwonić i gdy obdzwoniłem pogotowie, pojechałem tam, porozmawiałem z barmanką, potwierdziła, że ta grupa tam była, ale wyszli po północy.

I narzeczona nie raczyła zadzwonić i poinformować ze zmieniają lokal?
A może towarzystwo się rozeszło a została tylko jedna para czyli Twoja narzeczona i kolega od kawy?
Ja obskoczyłbym inne lokale aż bym znalazł...no chyba że to Warszawa.

James666 napisał/a:

Gdy myślę natomiast o tym co wtedy mówiła, co raz więcej czerwonych lampek mi się zapala, np:
- mówiła, że nie słyszała, że telefon do niej dzwoni; możliwe, ale miała ze sobą tego wieczoru zegarek, nomen omen prezent ode mnie, smartwatch połączony z telefonem

Bo to była ściema, bawić się do 5 rano i nawet raz nie sprawdziła która godzina? Że nie pomyślała żeby zadzwonić do narzeczonego z info gdzie jestem, kiedy wracam?
To była ściema a Ty zasłaniałeś się swoim charakterem i samopoczuciem.

James666 napisał/a:

- jest to osoba, która ma problemy fizyczne

I dlatego tańce do 5 od razu powinieneś włożyć między bajki.
Widziałeś kropki i zamiast je połączyć uniosłeś się honorem a już wtedy prawdopodobnie miałbyś jasny obraz sytuacji.

James666 napisał/a:

- gdy mówiła, że czuje silny żal i zagubienie

Ale te gatki miały jeden cel - miałeś wziąć winę na siebie. Żebyś w to uwierzył. Jak pisałem zdradziła 50/50 nie sprawdziłeś nie wiemy gdzie była w nocy. Pamiętaj że dla kobiety zawsze lepiej odejść na zasadzie uczucie wygasło niż że zdradziła.

James666 napisał/a:

...było, że jest tu z konieczności, była spięta.

Bo zawsze mogło się zdarzyć że czegoś innego niż ona Ci mówiła mogłeś się dowiedzieć i musiałaby się z tym zderzyć.

James666 napisał/a:

Bez względu na wszystko czuję się z tym źle, bo albo zaczynam wszędzie węszyć spisek i oszustwo, kwestionując praktycznie wszystko to co było, z drugiej obawiam się, że przez to będę miał problem, żeby komukolwiek w przyszłości zaufać.

Nie można mieć 100% zaufania zawsze. Jeżeli partner daje powód do niepokoju to należy sprawdzić czy ten niepokój jest zasadny czy nie.
Jeżeli znowu będziesz w związku i będziesz miał 100% zaufanie zawsze i we wszystkim to znaczy że niczego się nie nauczyłeś.

James666 napisał/a:

Mam wrażenie, że dla mnie najlepsze będzie zapamiętanie tego, co było dobre, pogodzenie się, że nie ma do tego drogi powrotnej, wybaczenie sobie swoich win i pójście dalej.

Nie bądź strusiem, taka postawa sprawia ze widzisz w sobie jakieś winy i nawet nie sprawdzisz czy Twoje winy nie są po prostu jej zdradą? Co musi się zdarzyć żebyś miał odwagę do usłyszenia/zobaczenia prawdy co do swojej byłej narzeczonej?
Gdzie Ty widzisz swoje winy?

24

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Jak coś się sypie, ma małe rokowanie, nieraz lepiej coś zakończyć niż ciągnąć na siłę.

25 Ostatnio edytowany przez assassin (2023-09-23 19:10:26)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

"Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę Ci dam [...]" Itd. Niby to tylko slowa piosenki, a jednak jest to prawda ponadczasowa. wink

26 Ostatnio edytowany przez James666 (2023-09-23 21:31:05)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
maku2 napisał/a:

Nie bądź strusiem, taka postawa sprawia ze widzisz w sobie jakieś winy i nawet nie sprawdzisz czy Twoje winy nie są po prostu jej zdradą? Co musi się zdarzyć żebyś miał odwagę do usłyszenia/zobaczenia prawdy co do swojej byłej narzeczonej?
Gdzie Ty widzisz swoje winy?

Tak, 100% zaufanie było zgubne, niestety człowiek czasami pomimo wiedzy musi się nauczyć na własnych błędach. Z tym bieganiem po lokalach to jednak słaby motyw - OK, gdybym znalazł ją w dwuznacznej sytuacji, to sprawa jasna. Ale co, gdyby nic tam się nie działo? Wyszedłbym na wariata i podkopał zaufanie drugiej osoby do mnie. Nie widzę siebie w takiej roli, sam też nie chciałbym, aby ktoś tak mnie traktował. Tak czy inaczej, jest już na to za późno, pozostała lekcja na przyszłość.

To pytanie z winą jest dobre, zastanawiałem się nad tym przez bardzo długi czas, można by cytować to, co powiedziała mi eks, ale jak na tym głębiej się zastanawiam, to część rzeczy nie zależała ode mnie a inne - wydawało mi się, że po tylu latach po prostu część rzeczy w sobie zaakceptowaliśmy (np moje poczucie humoru, dość ironiczne - co na końcu miało okazać się dużym problemem, bo ona odbierała to jako nabijanie się z niej [co nie było moją intencją, jednocześnie nie potrafiła mi podać przykładu, z drugiej strony nie przypominam sobie, aby mówiła, że tak się czuje]).
Gdy natomiast pomyślę ile starań włożyłem w to, żeby jej dogodzić, żeby czuła się dobrze i żeby to się jakoś układało, to nie wiem co mógłbym z siebie dać więcej. Nigdy jej nie ignorowałem, gdy mnie o coś prosiła (choć oczywiście zdarzało się, że robiłem różne rzeczy, głównie obowiązki, z pewnym opóźnieniem lub musiała mi się z czymś przypomnieć), opiekowałem się gdy była chora, starałem się czynić drobne gesty bez okazji i na mniejsze okazje, np 11 dnia miesiąca kupowałem jej kwiatek lub jakąś drobną biżuterię, bo był to dzień naszej pierwszej randki, dawałem komplementy, doceniałem gdy zrobiła coś dla mnie. I to wszystko zostało pominięte, zapomniane, bo miałem nie skończyć budowy dostatecznie szybko (ale też nie zaproponowała / powiedziała wprost, żeby wynająć coś pomimo budowy, bo jej to już zbyt bardzo przeszkadza - może to była moja wina, ja patrzyłem na budowę wręcz tunelowo, ale dlatego, bo myślałem, że to jest nasz wspólny cel, że nie chodzi o przeprowadzkę byle gdzie, ona mogła mi to jasno zakomunikować i doszlibyśmy do porozumienia, ale ja też mogłem mieć więcej zrozumienia). Mam wrażenie, że co bym nie zrobił, i tak znalazło by się coś, co było złe, co miałoby się okazać deal breakerem. I dzięki temu wrażeniu co raz mniej szukam winy w sobie, nawet psycholog mi to sugerowała...

madoja napisał/a:

Domyślam się jakie to ciężkie i trudne. Złamane serce boli strasznie. Zawsze mówiłam, że wolę mieć złamaną nogę niż złamane serce.
Jedyną pociechą jest to, że czas leczy rany.
I - choć teraz nie myślisz o innych kobietach - raczej nie będziesz miał trudności by znaleźć w przyszłości inną. Masz własny dom i jesteś inteligentny.

Dziękuje za słowa otuchy, to bardzo miłe.

27 Ostatnio edytowany przez maku2 (2023-09-23 22:37:02)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:

Z tym bieganiem po lokalach to jednak słaby motyw - OK, gdybym znalazł ją w dwuznacznej sytuacji, to sprawa jasna. Ale co, gdyby nic tam się nie działo? Wyszedłbym na wariata i podkopał zaufanie drugiej osoby do mnie.

Nie wiem ile miałbyś tych lokali do sprawdzenia ale co gdyby w żadnym jej nie było?
A później wraca o 5 i mówi to co mówiła?
A gdybyś ją znalazł...to prosisz na stronę i zjobka że się martwiłeś, dzwoniłeś, że mogła dać znać co i jak, że co sobie myślała...wystarczy?

James666 napisał/a:

To pytanie z winą jest dobre

Szukaj, szukaj może znajdziesz, ba...na bank coś znajdziesz.
Ja wolałbym wiedzieć czy zrobiono ze mnie idiotę czy nie.

28 Ostatnio edytowany przez madoja (2023-09-24 09:54:35)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Z tą budową się nie zadręczaj. Mnóstwo kobiet byłoby przeszczęsliwych, że facet wkłada każdą swoją chwilę i każdy grosz w tworzenie ich gniazdka.
Serio. Wielu facetów to lenie, nie chce im się ruszyć palcem.
Jestem pod wielkim wrażeniem że zrobiłeś w domu tak wiele rzeczy.
Facet złota rączka, z własnym domem, kupujący jej prezenty? Ta dziewczyna to idiotka że Cię zostawiła. Kiedyś to zrozumie, może dopiero jak będzie stara.

Wg mnie sygnałem ostrzegawczym powinno być to, jak zakończyła poprzedni związek. Nagle się odkochała i zaczęła spotykać z Tobą? Dziwne, podejrzane i sugerujące że Tobie zrobi to samo.

Na przyszłość unikaj tego typu kobiet, które nagle, po wielu latach związku zmieniły zdanie.
Ale też unikaj takich, które winą za rozpad każdego związku obwiniają swoich ex. To kobiety niezdolne do autorefleksji, pokrzywdzone płatki śniegu, a źli zawsze są inni, nie one.
Najlepiej gdy kobieta szczerze oceni że czasami ona zjebała sprawę, a czasami facet.

29

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
madoja napisał/a:

Z tą budową się nie zadręczaj. Mnóstwo kobiet byłoby przeszczęsliwych, że facet wkłada każdą swoją chwilę i każdy grosz w tworzenie ich gniazdka.

Teraz to jest nawet znamienne, bo przez te wszystkie lata, gdy praktycznie wszystko wziąłem na siebie, nawet po przeprowadzce, ani razu nie usłyszałem "dziękuję", "doceniam starania". Po wprowadzeniu się były tylko kolejne pytania - "kiedy będzie kuchnia", "kiedy będzie zabudowa w wiatrołapie", "kiedy piętro będzie gotowe" - choć przed wprowadzeniem te rzeczy miały nie być ważne. Co więcej, mówiłem, że po przeprowadzce chciałbym mieć chociaż kilka miesięcy odpoczynku, przez ostatnie 2 lata praktycznie każdy dzień urlopu poświęciłem na pracę. Ale nie, było tylko więcej presji. Paradoksalnie gdy jej już nie ma, wykonuję te wszystkie prace dalej, ale czuję się z tym o wiele lepiej, bo przynajmniej nie mam poczucia, że zawodzę jej oczekiwania, czuję, że robię to dla siebie, w takim tempie jakie mi odpowiada.

30 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2023-09-24 10:57:18)

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

A nie przyszło Ci do głowy autorze, że w rzeczywistości po prostu nie nadawaliście się na partnerów dla siebie? Skoro sam piszesz, że ona Cię nie wspierała, a ona Tobie wprost powiedziała, co jej w Tobie nie pasiło, to może dobrze się stało, że się to wreszcie rozpadło. Przecież może się okazać, że oboje znajdziecie sobie kogoś bardziej dla siebie odpowiedniego. Zamiast jęczeć nad rozlanym mlekiem, lepiej skup się na tym, że i Ty, i ona macie szansę na spotkanie kogoś odpowiedniego dla siebie.

Jakiś czas temu jeden z userów napisał coś takiego, że spora część facetów chce mieć kogoś w domu i dopiero później rozgląda się za kimś bardziej właściwym. Myślę, że to może dotyczyć obu płci, chociaż z powodów socjobiologicznych kobiet rzadziej, może tak właśnie było w Waszym przypadku.

31

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
MagdaLena1111 napisał/a:

A nie przyszło Ci do głowy autorze, że w rzeczywistości po prostu nie nadawaliście się na partnerów dla siebie? Skoro sam piszesz, że ona Cię nie wspierała, a ona Tobie wprost powiedziała, co jej w Tobie nie pasiło, to może dobrze się stało, że się to wreszcie rozpadło.

Może i tak, choć zanim to się rozpadło, przez te prawie 8 lat nie słyszałem tych rzeczy, które okazały się nie do przejścia dla niej. Zrozumiałbym takie podejście po 3, 6 miesiącach, nie po tylu latach. To też nie było tak, że non-stop nie było mnie w domu więc nie miała okazji mnie poznać, byliśmy już ze sobą ok 3 lat gdy budowa w ogóle się zaczęła - wydaje mi się, że to był wystarczający czas, aby się poznać.

MagdaLena1111 napisał/a:

Jakiś czas temu jeden z userów napisał coś takiego, że spora część facetów chce mieć kogoś w domu i dopiero później rozgląda się za kimś bardziej właściwym.

Wątpię, aby to pasowało do mnie, jestem dość zaradną, niezależną osobą i przez długi czas przed nią byłem singlem (jej poprzedni związek jeżeli dobrze liczę zaczął się gdy była jeszcze nastolatką i nie miała okazji być singlem). Nie szukałem kobiety na siłę. Czy to pasowało do niej? Jeżeli wzorzec się powtórzy i w najbliższych miesiącach zejdzie się czy to z kolesiem z tańców czy z kimś innym - to pewnie tak.

32

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:

Może i tak, choć zanim to się rozpadło, przez te prawie 8 lat nie słyszałem tych rzeczy, które okazały się nie do przejścia dla niej

Już Ci piałem że te jej pretensje to zwykła bzdura.
Jest to schematyczne przerzucenie winy za rozpad związku na drugą osobę.
I schematycznie pojawiły się w momencie gdy zjawił się kolega.

James666 napisał/a:

Jeżeli wzorzec się powtórzy i w najbliższych miesiącach zejdzie się czy to z kolesiem z tańców czy z kimś innym - to pewnie tak.

Chcesz czekać miesiące?

33

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
maku2 napisał/a:

Chcesz czekać miesiące?

A co mi innego pozostało? Nie mam już z nią kontaktu, mam zacząć ją śledzić? Stać pod jej blokiem i wypatrywać czy ktoś tam jest? Pisać do niej aż się przyzna? Nie, to już by była obsesja, chorobliwa miłość i prześladowanie.

34

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Chcesz czekać miesiące?

A co mi innego pozostało? Nie mam już z nią kontaktu, mam zacząć ją śledzić? Stać pod jej blokiem i wypatrywać czy ktoś tam jest? Pisać do niej aż się przyzna? Nie, to już by była obsesja, chorobliwa miłość i prześladowanie.

Ale chcesz czekać na nią? Czy na jakieś info?

35

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
maku2 napisał/a:
James666 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Chcesz czekać miesiące?

A co mi innego pozostało? Nie mam już z nią kontaktu, mam zacząć ją śledzić? Stać pod jej blokiem i wypatrywać czy ktoś tam jest? Pisać do niej aż się przyzna? Nie, to już by była obsesja, chorobliwa miłość i prześladowanie.

Ale chcesz czekać na nią? Czy na jakieś info?

To było odnośnie tego, że prędzej czy później informacja czy i z kim jest (np koleś z zajęć) wyjdzie, albo media społecznościowe albo wspólni znajomi. Szczerze mówiąc po kilku dniach od wyprowadzki i pisania tutaj, resztki nadziei, że coś się jeszcze może zmienić wygasają, więc nie powiedziałbym, że na nią czekam.

36

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
James666 napisał/a:
maku2 napisał/a:
James666 napisał/a:

A co mi innego pozostało? Nie mam już z nią kontaktu, mam zacząć ją śledzić? Stać pod jej blokiem i wypatrywać czy ktoś tam jest? Pisać do niej aż się przyzna? Nie, to już by była obsesja, chorobliwa miłość i prześladowanie.

Ale chcesz czekać na nią? Czy na jakieś info?

To było odnośnie tego, że prędzej czy później informacja czy i z kim jest (np koleś z zajęć) wyjdzie, albo media społecznościowe albo wspólni znajomi. Szczerze mówiąc po kilku dniach od wyprowadzki i pisania tutaj, resztki nadziei, że coś się jeszcze może zmienić wygasają, więc nie powiedziałbym, że na nią czekam.

I bardzo dobrze po jej informacji -"że w trakcie tańca „nigdy nie myślała, że dotyk może być taki przyjemny” – tańczyła z facetem" - trzeba było ją spakować i wystawić za drzwi.
Nie wierzę że nic w tamtą noc się nie stało.
Myślę że sporo dowiedziałbyś się o tamtej nocy na facebooku - ludzie w idiotyczny sposób zamieszczają tam wiele info.

37

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

https://www.youtube.com/watch?v=9ToCBWuJyzY

Tu nie ma na co czekać. Można się cieszyć. Szczęśliwy związek mogą stworzyć tylko dwie szczęśliwe osoby. Dzięki wnoszonemu przez nich osobistego szczęścia i wartości. Jeśli ktoś czuje się nieszczęsliwy, to nigdy nie stworzy szczęśliwego związku, ten związek albo będzie nieszczęśliwy, albo się rozpadnie. Miałeś co najmniej kilka wskazówek, że ta osoba ciągnęła cię razem ze sobą na dno. Teraz masz czas na poznawanie siebie, swoich potrzeb, a w przyszłości jak już znajdziesz odpowiednią osobę, to będziesz mógł ją tym obdarować.

38

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach
R_ita2 napisał/a:
madoja napisał/a:
R_ita2 napisał/a:

Zdecydowanie tak. Przynajmniej takie mam obserwacje.

O, żyjesz smile

Już pisałam w innym wątku, wątkach- ktokolwiek chciał mi zaszkodzić i wam wszystkich, w tym mnie strollował, podszył się po de mnie i wymyśłił coś takiego przegiął- ja się nie bronię, że to nie ja, bo nie mam szans na wygraną, całe forum okrzyknęło, że sama to zrobiłam .Temu trollowi udało się mnie zdyskredytować ale nie dam się, i tak będę się logować. Ale nie zaśmiecajmy tematu.


Ale jaja, rzeczywiscie jestej jakas nawiedzona - Rita.

Ilu tu jest falszywych ludzi, majacych kilka kont, masakra. Potrzebujecie potwierdzenia swoich racji i piszecie z innych kont i przyznajecie sobie racje big_smile

Zalosne

39

Odp: Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Co by było, gdybyś się ożenił, a po 2-3 latach wyszłaby jej prawdziwa natura?

Spójrz na to jako okazję to dalszego rozwoju i wielkie szczęście uniknięcia problemów w przyszłości.

To rozstanie będzie ciebie męczyć jeszcze dłuższy czas, może nawet kilka lat.

Dokończ dom, znajdź przyjaciół i zacznij żyć jak człowiek, a nie jak ofiara wampira energetycznego.

Posty [ 39 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zerwane zaręczny, 8 lat jak w piach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024