Chciałabym poznać opinię innych osób o moim związku, bo ja już nie wiem co myśleć, więc… W gimnazjum, czyli mając 14 lat poznałam chłopaka X. Ten chłopak kręcił ze mną, ale też z innymi dziewczynami, ostatecznie związał się z inną dziewczyną i był z nią prawie 2 lata w między czasie kręcąc ze mną. Rozstali się, ona poszła do innego. Po jakimś czasie związał się ze mną. Od 16 roku życia byliśmy razem, po jakimś roku czy 1,5 roku on mnie zostawił, nie mieliśmy wtedy nawet 18 lat jeszcze, chciał wolności, w sensie ja go nie ograniczałam, ale stwierdził, że woli spędzać czas z kolegami, po jakimś miesiącu jednak znowu za mną latał i wróciliśmy do siebie. Byliśmy ze sobą ok 2 lata, po czym ja zostawiłam go dla kogoś innego, ok 19 lat mieliśmy wtedy, on prosił, żebyśmy wrócili. Mieliśmy wtedy przerwę z pół roku, ja spotykałam się w tym czasie z 2 chłopakami, nic z tego nie wyszło, bo ostatecznie ten X cały czas chciał, żeby nam wyszło, więc wróciliśmy. Było wtedy bardzo ciężko między nami, ale przetrwaliśmy. Byliśmy razem, po czym po roku ja znowu odeszłam i zaczęłam spotykać się z kimś innym ok 2 msc to trwało. Po jakimś czasie ponownie wróciłam do X. Dziwie mu się, że on nadal chciał. Od tamtej pory było dobrze. Do teraz. Po tym czasie minęły ponad 3 lata. Łącznie w związku byliśmy 8 lat. Mamy teraz 24. Czekałam na zaręczyny. On jakoś zwlekał, chociaż jestem pewna, że mnie kocha, jest wierny, mamy wspaniałą więź, doskonale się rozumiemy, jest moim najlepszym przyjacielem. Jednak ja od jakiegoś roku mam wątpliwości co do niego. Mamy teraz kryzys, nie jesteśmy ze sobą, jednak nadal rozmawiamy i próbujemy dojść do porozumienia, myślimy czy jest jeszcze sens pracować nad tym związkiem. Nie rozumiem do końca siebie dlaczego mam wątpliwości. Chociaż może… jestem atrakcyjna, wielu chłopaków się mną interesuje, próbują nawiązać relacje, a ja czasem sobie myśle, że może chciałabym kogoś lepszego niż ten X, głównie pod względem wyglądu, on nie jest brzydki, jednak łysieje dość mocno, pracuje fizycznie więc ma spracowane ręce, już w tak młodym wieku… Nie rozumiem siebie. Chciałabym o to walczyć, ale chyba za dużo już się wydarzyło, jednak wiem, że on byłby dobrym mężem i dobrze by nam się żyło
Nie byłby dobrym mężem, a ty nie będziesz dobrą żoną, a na pewno nie dla niego.
Nie byłby dobrym mężem, bo facet musi wiedzieć czego chce, ale przede wszystkim musi mieć szacunek do siebie samego. Jakby mi jakaś kobieta odwalała takie historie, to pogoniłbym ją na drzewo niezależnie od wszystkiego (co w sumie przerabiałem i ostatecznie pogoniłem na drzewo moją eks-narzeczoną). Jak on tego nie potrafi to albo ma sumarycznie niskie poczucie własnej wartości albo jest ślepo przywiązany i pozwoli ci na wszystko. Niezależnie od przyczyny, tak się nie da zbudować zdrowego, stabilnego związku.
Ty nie byłabyś dobrą żoną, bo co chwila się nim nudzisz. Szukasz atencji u innych, chcesz przygody i adoratorów, a skupiasz się na szczegółach bez znaczenia jak wczesne łysienie. Statham ma 55 lat, a większość 20stek bez mrugnięcia okiem by z nim poszła do łóżka. Spracowane ręce? Kup mu na prezent męski manicure z uśmiechem, ze chcesz żeby dotykał twoich cycuszków miękkimi dłońmi, bo nagnioty, choć podkreślają jego męskość są mało podniecające w kontakcie z twoją delikatną kobiecością. Gwarantuje ci, że jak mu to tak przedstawisz będzie chodził regularnie albo sam o to zadba jak należy.
Szukasz wymówek. I to słabych. Sama wiesz, że to jest skończone, tylko nie wiesz jak to ogarnąć, bo choć na tyle ci zależy na nim, aby go nie ranić.
Młodość ma się tylko jedną. Chcesz przygód? Idź. Tylko nie męcz kolesia i nie marnuj jego czasu. Wyszalej się. Zalicz nawet i setkę kolesi. To nie ma znaczenia, o ile to ty będziesz zdobywasz, a nie pozwolisz być zdobywaną. Kształtuj siebie i szukaj tego, co ostatecznie pozwoli ci zbudować stały związek. Czuj się dobrze ze swoimi wyborami i bądź pewna, że zostawiłaś sobie wyjście awaryjne.
3 2023-05-15 20:10:55 Ostatnio edytowany przez kk_kk (2023-05-15 20:12:56)
wiem, że można było z tego wywnioskować, że szukam przygód i raczej nie jestem kandydatką na żonę. Ja jednak żałuję tego, co zrobiłam te kilka lat temu. Uważam, że wydoroślałam. Liczyłam na zaręczyny z jego strony, bo uważam, że mogłabym już być jego żoną. Przynajmniej uważałam tak. Od dłuższego czasu, głównie przez ten brak oświadczyn z jego strony coś się we mnie zmieniło i zaczęło mi przeszkadzać wiele rzeczy, męczę się trochę z tymi argumentami o wyglądzie, uważam, że to płytkie, ale to chyba mi głównie przeszkadza.
W jego przypadku myślę, że jest to właśnie takie ślepe przywiązanie
Ślepe przywiązanie z jego strony i żal z twojej. To nie są uczucia, na których buduje się udany związek. Nawet jak się oświadczy choćby i dzisiaj, to i tak coś będzie nie tak. Bo nie zrobił tego wcześniej, bo nie tak to sobie wyobrażałaś, bo coś tam innego...zawsze się coś znajdzie. Tak samo jak jak jego łysienie czy dłonie pracownika fizycznego....
Nie wydoroślałaś. Gdyby tak było, to zwyczajnie byś z nim zerwała i tyle. Po prostu masz wyrzuty sumienia, choć i tak nie wiem na ile szczere, a na ile wynikające z wyuczonych norm społecznych, bo on czekał, bo wybaczył, bo jest, a ty nie chcesz wyjść na płytką niewdzięcznicę.
Z drugiej strony jeżeli on jest tak ślepo przywiązany to dlaczego do tej pory nie wykonał tego kroku i się nie oświadczył? Nie potrafię tego zrozumieć
Patrząc na historię waszej relacji to nie widzę powodu, dla którego miałby się oświadczyć. Tym bardziej, że z twojego zachowania tak czy siak wynika, że przy byle okazji możesz dać nogę.
Gdyby tak do tego podchodził jak teraz napisałeś to po co by w tym trwał?
Dziękuję ci ogólnie za męski punkt widzenia, niby to wiem, ale dobrze usłyszeć to też od kogoś
Gdyby tak do tego podchodził jak teraz napisałeś to po co by w tym trwał?
Bo z jednej strony to wygodne, a z drugiej ma nadzieję.
nadzieje? na co? że jednak bedzie dobrze? Skoro było dobrze już prawie 4 lata, naprawde dobrze
Dla ciebie to jest "było dobrze przez 4 lata".
Z jego perspektywy to było 8 burzliwych związku, rozwleczonych na 10 lat, gdzie pewnie od kilku miesięcy (albo i roku) znowu musi odbierać vibe uciekającej panny młodej.
nie wiem, teraz jak rozmawiamy to on twierdzi, że chciał się oświadczyć w najbliższym czasie
A co miał innego powiedzieć?
Z resztą sama zobacz....tego oczekiwałaś, info takie dostałaś i co? Dalej szukasz dziury w całym. Daj chłopakowi święty spokój....
gdyby uważał, że rzeczywiście pasujecie do siebie, to dawno by się oświadczył
a trwa w tej relacji, bo ma niskie poczucie własnej wartości
też tak uważam, on jednak mówi, że chciał zrobić to teraz, bo wcześniej nie mógł. Tłumaczy, że jak on mógł np rok czy dwa lata temu się oświadczyć skoro ja go kilka lat temu tak potraktowałam
Ta rozmowa nie ma sensu. Albo chcesz porady, albo chcesz forsować swoje wizje, że to jego wina, że się oddaliliście od siebie i że jesteś usprawiedliwiona w rozstaniu.