Pod koniec lutego, na Tinderze poznałem pewną dziewczynę. Jest to Ukrainka, która przyjechała tutaj uciekając przed wojną. Z początku wszystko szło bardzo fajnie, na drugim spotkaniu już się całowaliśmy, a na trzecim już wylądowaliśmy u mnie. Na początku ani ja, ani Ona nie traktowaliśmy tego na poważnie. Spotykaliśmy się średnio raz, czasami 2 razy w tygodniu. Można powiedzieć takie friends with benefits. Po 6 randce, kiedy znowu u mnie spała, poczułem coś, czego nigdy wcześniej nie czułem. Strasznie zaczęło mi zależeć. Umówiliśmy się na siódmą randkę, która też była super i poczułem, że to może być to, moja pierwsza poważna dziewczyna (mam 21 lat).
Na ósmej randce, po mniej więcej dwóch miesiącach znajomości spytałem czy to co robimy jest na poważnie i czy ona też myśli w tym kierunku. Powiedziała, że musi to przemyśleć, więc spotkaliśmy się w przyszłym tygodniu. Na spotkaniu powiedziała mi, że na razie nie chcę się na stałe wiązać i że taka relacja, jaką mieliśmy dotychczas jej się podobała. Szczerze mówiąc nie przyjąłem tego najlepiej, ale starałem się udawać, że wszystko gra, bo nie chciałem zepsuć wieczoru. Niestety jednak Ona to wyczuła i atmosfera trochę siadła. Następnie mieliśmy się spotkać tydzień później, w kolejny piątek. Jednak dnia, którego mieliśmy się spotkać napisała, że źle się psychicznie czuje i czy możemy odwołać to spotkanie. Napisałem, że jasne nie ma problemu, ale tak na prawdę po ostatnim spotkaniu było mi strasznie przykro. Następnego dnia napisałem, czy nie chciałaby się może spotkać dzisiaj czyli w sobotę. Powiedziała, że dalej ma kiepski dzień i że nie chce. Wtedy w emocjach spytałem, czy chce się ze mną jeszcze kiedyś spotkać, a ona powiedziała że nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Ta wiadomość mnie rozbiła. Starałem się to rozegrać na spokojnie i na początku odpisałem, ze jasne nie ma sprawy i czy chce żebyśmy zrobili sobie przerwę. Ona odpowiedziała, że "może i tak", na co ja odpisałem, że spoko. Jednak nie czułem się spoko, a w nocy wgl nie mogłem spać. O 8 rano następnego dnia tj w niedzielę napisałem prosto z serca, że wiem, że jej sytuacja jest ciężka, że może trochę pospieszyłem się z tym pytaniem czy to na poważnie, że bardzo mi na niej zależy i że jeśli potrzebuje czasu to ja naprawdę poczekam. Napisała, że dziękuję, że też chce się jeszcze spotkać i że możemy się umówić na przyszły piątek. Tak zrobiliśmy. Lecz w czwartek zmarła osoba, z którą mieszkała(przygarnęła ją pewna rodzina, z którą mieszkała 90 letnia babcia). Pojechałem do niej tego dnia, bo chciałem z nią być i czułem, że to może być ostatnia deska ratunku dla związku. Przyjechałem również nazajutrz, żeby z nią być. Wtedy po raz ostatni się całowaliśmy. Myślałem, że może wrócimy na właściwe tory. Po tym pisałem do niej codziennie, aż do środy, ponieważ w czwartek miała pogrzeb tej babci. W czwartek miałem do niej napisać jak poszło (bardzo się stresowała poznaniem rodziny tych osób) i tak zrobiłem, lecz niestety nie odpisała mi aż do soboty, kiedy postanowiłem wysłać kolejną wiadomość, czy wszystko okej. Wtedy odpisała, że tak i że znowu się źle czuła psychicznie, na co napisałem czy możemy się spotkać. To była ostatnia sobota. Umówiliśmy się na niedzielę, tą dwa dni temu.
Przyszedłem z różą, ale czułem, że idę na skazanie. I nie myliłem się. Na spotkaniu powiedziała mi, że widzi że bardzo mi zależy, ale ona teraz nie chce wchodzić w związek. Spytałem dlaczego, a ona powiedziała, że jest ktoś inny. Pół roku temu, poznała pewnego chłopaka, który bardzo jej pomógł, kiedy miała ciężki okres (w Polsce mieszka od lutego, tego chłopaka poznała pod koniec zeszłego roku dopiero) i w którym się zakochała. Powiedziała, że między nimi nigdy nie było żadnej relacji, nigdy nawet się nie całowali, tylko po prostu ona nie umie o nim zapomnieć i wciąż ma nadzieję, że może ten chłopak jednak będzie chciał z nią czegoś więcej. Powiedziała, że prawdopodobnie nie i że najprawdopodobniej będzie załować tego, że ze mną zrywa, ale bardzo ciężko jest się jej wyleczyć z miłości.
I stąd moje pytanie. Czy uważacie, że jest jeszcze nadzieja dla mnie na uratowanie tego? Pierwszy raz się zakochałem i bardzo bardzo bardzo chciałbym to naprawić. Podczas tego, kiedy ze mną zrywała powiedziałem jej, że jeśli jest chociaż 1 procent szans na to, żeby zmieniła zdanie to mogę poczekać i że chcę poczekać, na co ona odpowiedziała, że zawsze jest jakiś procent i że za dwa tygodnie mi napisze czy podtrzymuje decyzję czy nie.
I tutaj już taki epilog. Po pierwsze, to jak ja to przedstawiam może nie oddawać uczucia, z jakim mówiła mi o rozstaniu, ale naprawdę chciała to zrobić w bardzo miły sposob. Po drugie wszystkie rzeczy które mogą brzmieć troszkę dziwnie, jak na przyklad ze za dwa tygodnie da mi znac czy podtrzymuje decyzje, brzmią tak ponieważ jej polski jest średni. Wiem też, że chyba najlepsze co teraz mogę zrobić, to dać jej przemyśleć sprawę, nie narzucać się i liczyć na to, że może zatęskni.
Na koniec chciałem jeszcze dodać, że Dziewczyna mówiła, że na prawdę chciałaby zapomnieć o tym chłopaku, ale nie potrafi i kiedy spytałem czy ma coś przeciwko żebym ewentualnie napisał po wakacjach (dopiero po, ponieważ wyjeżdża na cały lipiec i sierpien do pracy, jest opiekunką na obozie) to odpowiedziała, że nie ma nic przeciwko.
Dziękuję i pozdrawiam.