mieszkamy razem z narzeczonym dwa lata w wynajmowanym mieszkaniu. Slub bierzemy w sierpniu br. Postanowiliśmy że po ślubie przeprowadzimy się do moich rodziców. Tylko obawiam się że to się skończy katastrofą. Moi rodzice lubią się wtrącać do wszystjkiego. Widzę to już teraz przy organizacji wesela. Postanowiliśmy sobie, że do ślubu jedziemy maluchem to usłyszałam że co zrobimy jak się nam zepsuje po drodze, i w ogóle jak ja tam wejdę z tą suknią przecież będzie cała umięta i jak ja będę wyglądać. Postawiliśmy też na niebieskie kwiatki to usłyszałam że oni na żadnym weselu nie widzieli niebieskich kwiatków i ludzie będą gadać. Postanowiliśmy też że narzeczony będzie miał czerwoną muszkę i czerwone sznurówki w butach to usłyszałam żę chyba zwariowaliśmy ze ludzie się będą gapić na te buty a nie na nas. Oczywiście menu też mamy ustalać pod gości. Narzeczony ma problemy z jelitami, i nie może jeść dań z kapusty, grochu i grzybów to usłyzszeliśmy że mamy poweidzieć zeby kuccharz przyszykował dwie porcje z marchewką czy czym tam chcemy bo wesele jest dla gości. Jak poweidziałam że to jest nasze wesele, i my będziemy decydować co na nim będzie a co nie i że to goście się mają do nas dostosować a niemy do gości to usłyszałam: "róbcie sobie co chcecie tylko to potem mnie będą obgadywać a nie was". Tak jakby było najważniejsze co ludzie powiedzą. Gadałam ostatnio z mamą na temat tego, że jak się przeprowadzimy to nie mamy ochoty słuchać ich wiecznych kłótni, ani wysługiwać im zrób mi to zrób tamto. Zanim się wyprowadziłam to jciec umiał wstąpić do sklepu po drodze wracając a teraz już nie jeździ tam bo po co ma jeździć skoro ja mieszkam obok (tak usłyszałam) i lalatć mu na posyłki. Jak mu ostatnio powiedziałam że nie mam czasu iść i stać w kolejkach że jak chce to żeby sobie sam jechał to już był foch. Mama powedziała ze chyha nie myślimy że my będziemy leżeć a oni robić wkoło nas. Powiedziałam ze jak uznam że jest posprzątane to sobie będe leżeć choćby od 15 do 23. Moja matka jest taka że cały czas trzeba sobie szukać czegoś do roboty w domu żeby przypadkiem nie siedzieć i nie czytać gazety, a potem narzeka że wszystko musi sama robić. Tak samo jak trzeba się tłumaczyć gdzie jadę po co i kiedy wrócę i w ogóle po co jadę jak robota jest w domu i co ja myślę ze ona sama będzie robić. Potem usłyszałam że chyba nie myślę że jak będziemy mieć dziecko to w nocy mój mąż będzie do niego wstawał a ja będe leżeć. Tak jakby wymyśla problemy z dupy byle się do czegoś dowalić. Obawiamy się tego wspólnego mieszkania, zwłaszcze ze na początku będziemy mieć dla siebie tylko jeden pokoj, ściana w ścianę z nimi. Jak miałam pokoj nad nimi to im nie pasowało, że za głośno gramy, że sie za głośno śmiejemy i w oóle w nocy tez wszystko słychać a my nie jesteśmy małżeństwem i nam nie wolno. Powiedziałąm jej że dowiedzieliśmy się na naukach że rodzice rozwalają 80% małżeństw wpieprzaniem się we wszystko i my nie chcemy aby z naszym tak było to usłuszałam że oni oczywiście wiedzą lepiej. Brat narzeczonego z żoną jak usłyszeli że się chcemy do rodziców przeprowadzić to zrobili oczy jakby ducha zobaczyli i zapytali czy jesteśmy pewni co chcemy zrobić, że oni po ślubie zamieszkali z rodzicami jego żony i wytrzymali miesiąc i się wynieśli, dostali w spadkudom po wujku, ale jakby nie on to by coś kupili albo poszli na wynajem, to mi mi mama poweidziała że my nie będziemy mieć domu po wujku i na budowę też nas nie stać. Odebraliśmy to jako: "na nic was nie stać więc musicie z nami mieszkać czy wam się podoba czy nie". Postanowiliśmyze damy sobie rok, jeśli będzie się źle mieszkać to wtedy chcielibyśmy się wyprowadzić i wziąć kredyt na mieszkanie na 30 lat, tylko pytanie czy ktorys bank da nam kredyt na prawie 300 tysięcy, a jeżeli kredytu nie dostaniemy to wtedy pójdziemy na wynajem
Chyba żartujesz, po tym roku nie będzie już śladu po Waszym małżeństwie.
W obliczu tego wszystkiego co napisałaś o rodzicach, o tym jak się zachowują, jak cię traktują - ty chcesz dobrowolnie z nimi mieszkać? Rany, przecież i bez tego masz totalną katastrofę, skąd ten absurdalny pomysł?
Daję maksymalnie 3 miesiące i uciekniecie ![]()
Chyba żartujesz, po tym roku nie będzie już śladu po Waszym małżeństwie.
W obliczu tego wszystkiego co napisałaś o rodzicach, o tym jak się zachowują, jak cię traktują - ty chcesz dobrowolnie z nimi mieszkać? Rany, przecież i bez tego masz totalną katastrofę, skąd ten absurdalny pomysł?
Odpadnie nam wtedy czynsz, rachunki tez na więcej osób, noi może rodzice by nam pomogli na początku przy dziecku
A czym była umotywowany decyzja żeby wprowadzić się do rodziców?
Dracarys napisał/a:Chyba żartujesz, po tym roku nie będzie już śladu po Waszym małżeństwie.
W obliczu tego wszystkiego co napisałaś o rodzicach, o tym jak się zachowują, jak cię traktują - ty chcesz dobrowolnie z nimi mieszkać? Rany, przecież i bez tego masz totalną katastrofę, skąd ten absurdalny pomysł?
Odpadnie nam wtedy czynsz, rachunki tez na więcej osób, noi może rodzice by nam pomogli na początku przy dziecku
A Ty masz 15 lat czy ile? Kiedy chcesz się uniezależnić od rodziców i dorosnąć? Skoro jesteście na tyle dorośli żeby brać ślub to bądźcie też na tyle dorośli żeby płacić własne rachunki a nie ładować się rodzicom na głowę "bo taniej". Inna sprawa że zrujnujecie swoje małżeństwo błyskawicznie w ten sposób.
Jeżeli to nie jest trolling, to ty dziewczyno nie masz za grosz instynktu samozachowawczego.
Najbardziej to Sie dziwie twojemu narzeczonemu, byc może biedaczysko nie ma pojęcia w co się pakuje.
Za ten rok, to waszego małżeństwa nie będzie.
Twoi rodzice cie nie szanują, mają cie gdzieś, to gardzą tobą.
chcesz żeby dziecko słuchało ciągłych kłótni?
Nawet nie rozważajcie tej opcji.
Własne mieszkanie, nawet w najgorszej dziurze, z 2 godzinnym dojazdem do rpacy, i tak będzie lepsze dla waszego małżeństwa
A, widzę że już napisałaś wyżej skąd pomysł.
Beznadziejny plan. Nawet się nie wprowadziliście a już są problemy. Dla Ciebie to jeszcze mały pikuś bo to Twoi rodzice, ale poziom dyskomfortu który będzie miał Twój przyszły mąż wychodzi poza moja wyobraźnię.
Potraktuj wątpliwości które masz teraz jako sygnał ostrzegawczy i o pracujcie plan B - wynajem lub kredyt na własne lokum.
9 2023-04-03 11:51:43 Ostatnio edytowany przez gałązka123 (2023-04-03 11:52:01)
dodam jeszcze ze od czasu tej rozmowy z mama ojciec się do mnie słowem nie odzywa, pracujemy w tej samej firmie i traktuje mnie jak powietrze
Nie ma szans na wspólne mieszkanie, po prostu się nie da, nerwowo się wykończysz, nawet nie próbuj, bo wszystko jest do przewidzenia.
Co do menu weselnego, to dobrze mieć też jakieś dania wegetariańskie, bo faktycznie wesela robi się dla siebie, ale też dla gości, tym bardziej jak rodzice dają kasę, to chcą mieć jakiś wpływ i to by można przeżyć, ale to... co ludzie powiedzą, na każdą wasza decyzję, jest niedorzeczne.
A może lepiej zrezygnować z wesela, jak nie macie kasy i mieszkać na wynajmie, niż mieć wesele i mieszkać z rodzicami, z którymi praktycznie się nie da.
Dracarys napisał/a:Chyba żartujesz, po tym roku nie będzie już śladu po Waszym małżeństwie.
W obliczu tego wszystkiego co napisałaś o rodzicach, o tym jak się zachowują, jak cię traktują - ty chcesz dobrowolnie z nimi mieszkać? Rany, przecież i bez tego masz totalną katastrofę, skąd ten absurdalny pomysł?
Odpadnie nam wtedy czynsz, rachunki tez na więcej osób, noi może rodzice by nam pomogli na początku przy dziecku
Tak, jak by pomogli? Mówiąc Ci, co masz robić?
Dziecko będzie Wasze, nie rodziców. Jak nie dacie rady się nim zająć, to sobie go nie róbcie.
Naprawdę ciężko tutaj o jakieś normalne określenia. Narzekasz na rodziców na każdym kroku, ale dobrowolnie chcesz z nimi zamieszkać. I jeszcze zaczynasz im rzucać tekstami, że mają się nie wtrącać i dostosować do Ciebie.
Na miejscu rodziców życzyłabym Ci miłego mieszkania na wynajmie.
I zresztą tego Ci życzę, bo jak zamieszkacie tam, to szybko będzie wojna o każdą pierdołę.
Odpadnie nam wtedy czynsz, rachunki tez na więcej osób, noi może rodzice by nam pomogli na początku przy dziecku
Masz więcej niż 12 lat? Niby tak, bo i za mąż chcesz wychodzić, no i dziecko planujesz - ale jednak to wszystko ma się odbyć kosztem twoich rodziców, a zapłatą za to będzie ingerowanie w każdy, najdrobniejszy nawet szczegół twojego życia i całkowite podporządkowanie im. To jesteś na tyle dorosła i samodzielna, żeby mieszkać z narzeczonym w wynajętym mieszkaniu, wychodzić za mąż i organizować wesele, ale jednocześnie nie jesteś wcale samodzielna, bo po ślubie musisz mieszkać z nimi? Dodatkowo - jeśli będziesz miała dziecko, to ono będzie Twoje, nie ich
Jeśli potrzebujesz pomocy w podstawowych dziedzinach dorosłego życia, takich jak utrzymanie, czy zajmowanie się własnym dzieckiem, to porzuć raczej myśl o zamążpójściu.
mieszkamy razem z narzeczonym dwa lata w wynajmowanym mieszkaniu. Slub bierzemy w sierpniu br. Postanowiliśmy że po ślubie przeprowadzimy się do moich rodziców. Tylko obawiam się że to się skończy katastrofą. Moi rodzice lubią się wtrącać do wszystjkiego. Widzę to już teraz przy organizacji wesela. Postanowiliśmy sobie, że do ślubu jedziemy maluchem to usłyszałam że co zrobimy jak się nam zepsuje po drodze, i w ogóle jak ja tam wejdę z tą suknią przecież będzie cała umięta i jak ja będę wyglądać. Postawiliśmy też na niebieskie kwiatki to usłyszałam że oni na żadnym weselu nie widzieli niebieskich kwiatków i ludzie będą gadać. Postanowiliśmy też że narzeczony będzie miał czerwoną muszkę i czerwone sznurówki w butach to usłyszałam żę chyba zwariowaliśmy ze ludzie się będą gapić na te buty a nie na nas. Oczywiście menu też mamy ustalać pod gości. Narzeczony ma problemy z jelitami, i nie może jeść dań z kapusty, grochu i grzybów to usłyzszeliśmy że mamy poweidzieć zeby kuccharz przyszykował dwie porcje z marchewką czy czym tam chcemy bo wesele jest dla gości. Jak poweidziałam że to jest nasze wesele, i my będziemy decydować co na nim będzie a co nie i że to goście się mają do nas dostosować a niemy do gości to usłyszałam: "róbcie sobie co chcecie tylko to potem mnie będą obgadywać a nie was". Tak jakby było najważniejsze co ludzie powiedzą. Gadałam ostatnio z mamą na temat tego, że jak się przeprowadzimy to nie mamy ochoty słuchać ich wiecznych kłótni, ani wysługiwać im zrób mi to zrób tamto. Zanim się wyprowadziłam to jciec umiał wstąpić do sklepu po drodze wracając a teraz już nie jeździ tam bo po co ma jeździć skoro ja mieszkam obok (tak usłyszałam) i lalatć mu na posyłki. Jak mu ostatnio powiedziałam że nie mam czasu iść i stać w kolejkach że jak chce to żeby sobie sam jechał to już był foch. Mama powedziała ze chyha nie myślimy że my będziemy leżeć a oni robić wkoło nas. Powiedziałam ze jak uznam że jest posprzątane to sobie będe leżeć choćby od 15 do 23. Moja matka jest taka że cały czas trzeba sobie szukać czegoś do roboty w domu żeby przypadkiem nie siedzieć i nie czytać gazety, a potem narzeka że wszystko musi sama robić. Tak samo jak trzeba się tłumaczyć gdzie jadę po co i kiedy wrócę i w ogóle po co jadę jak robota jest w domu i co ja myślę ze ona sama będzie robić. Potem usłyszałam że chyba nie myślę że jak będziemy mieć dziecko to w nocy mój mąż będzie do niego wstawał a ja będe leżeć. Tak jakby wymyśla problemy z dupy byle się do czegoś dowalić. Obawiamy się tego wspólnego mieszkania, zwłaszcze ze na początku będziemy mieć dla siebie tylko jeden pokoj, ściana w ścianę z nimi. Jak miałam pokoj nad nimi to im nie pasowało, że za głośno gramy, że sie za głośno śmiejemy i w oóle w nocy tez wszystko słychać a my nie jesteśmy małżeństwem i nam nie wolno. Powiedziałąm jej że dowiedzieliśmy się na naukach że rodzice rozwalają 80% małżeństw wpieprzaniem się we wszystko i my nie chcemy aby z naszym tak było to usłuszałam że oni oczywiście wiedzą lepiej. Brat narzeczonego z żoną jak usłyszeli że się chcemy do rodziców przeprowadzić to zrobili oczy jakby ducha zobaczyli i zapytali czy jesteśmy pewni co chcemy zrobić, że oni po ślubie zamieszkali z rodzicami jego żony i wytrzymali miesiąc i się wynieśli, dostali w spadkudom po wujku, ale jakby nie on to by coś kupili albo poszli na wynajem, to mi mi mama poweidziała że my nie będziemy mieć domu po wujku i na budowę też nas nie stać. Odebraliśmy to jako: "na nic was nie stać więc musicie z nami mieszkać czy wam się podoba czy nie". Postanowiliśmyze damy sobie rok, jeśli będzie się źle mieszkać to wtedy chcielibyśmy się wyprowadzić i wziąć kredyt na mieszkanie na 30 lat, tylko pytanie czy ktorys bank da nam kredyt na prawie 300 tysięcy, a jeżeli kredytu nie dostaniemy to wtedy pójdziemy na wynajem
Czy Ty chciałabyś zmienić swoją mamę? Wychować ją?
Dlaczego chcesz decydować o wszystkim?
Kto płaci za wesele?
Jeśli płaci mama to ma prawo do wyrażana swojego zdania. Ty powinnaś jej przynajmniej wysłuchać z uwagą. Rościsz sobie prawo do wielu rzeczy za które nie płacisz i na które nie pracujesz.
Jeśli matka wykłada duże pieniądze to chciałaby aby były właściwie wydane. Dla niej może być ważne co ludzie i rodzina powiedzą. Może nawet ważniejsze od tego, co powie jeden człowiek który wchodzi do rodziny. Jej prawo wybierać skoro płaci.
Wprowadzasz się do jej domu i chcesz decydować jak ona ma się zachowywać. Paradne.
Nie będziesz mieć domku po wujku( a może będziesz mieć?) i nie masz na budowę ( chyba że masz?) więc jeśli nie chcesz mieszkać z mamą pozostaje Ci wynajem. Ludzie tak robią.
Wszystkiego dobrego w dorosłym życiu ![]()
"Postanowiliśmyze damy sobie rok, jeśli będzie się źle mieszkać to wtedy chcielibyśmy się wyprowadzić i wziąć kredyt na mieszkanie na 30 lat, tylko pytanie czy ktorys bank da nam kredyt na prawie 300 tysięcy, a jeżeli kredytu nie dostaniemy to wtedy pójdziemy na wynajem"
Autorko, jesli tak postanowiliście, a rodzice zgadzają się na to, żebyście u nich zamieszkali, to proponowałabym dołożyc wszelkich starań, żeby Wasza obecność wniosła coś dobrego w ich życie.
slub wezcie, ale zamiast weseleto kase przeznaczcie na swoje lokum. najlepiej gdybyscie to tak ogarneli, ze po slubie zamieszkacie razem bez rodzicow.
gałązka123 napisał/a:mieszkamy razem z narzeczonym dwa lata w wynajmowanym mieszkaniu. Slub bierzemy w sierpniu br. Postanowiliśmy że po ślubie przeprowadzimy się do moich rodziców. Tylko obawiam się że to się skończy katastrofą. Moi rodzice lubią się wtrącać do wszystjkiego. Widzę to już teraz przy organizacji wesela. Postanowiliśmy sobie, że do ślubu jedziemy maluchem to usłyszałam że co zrobimy jak się nam zepsuje po drodze, i w ogóle jak ja tam wejdę z tą suknią przecież będzie cała umięta i jak ja będę wyglądać. Postawiliśmy też na niebieskie kwiatki to usłyszałam że oni na żadnym weselu nie widzieli niebieskich kwiatków i ludzie będą gadać. Postanowiliśmy też że narzeczony będzie miał czerwoną muszkę i czerwone sznurówki w butach to usłyszałam żę chyba zwariowaliśmy ze ludzie się będą gapić na te buty a nie na nas. Oczywiście menu też mamy ustalać pod gości. Narzeczony ma problemy z jelitami, i nie może jeść dań z kapusty, grochu i grzybów to usłyzszeliśmy że mamy poweidzieć zeby kuccharz przyszykował dwie porcje z marchewką czy czym tam chcemy bo wesele jest dla gości. Jak poweidziałam że to jest nasze wesele, i my będziemy decydować co na nim będzie a co nie i że to goście się mają do nas dostosować a niemy do gości to usłyszałam: "róbcie sobie co chcecie tylko to potem mnie będą obgadywać a nie was". Tak jakby było najważniejsze co ludzie powiedzą. Gadałam ostatnio z mamą na temat tego, że jak się przeprowadzimy to nie mamy ochoty słuchać ich wiecznych kłótni, ani wysługiwać im zrób mi to zrób tamto. Zanim się wyprowadziłam to jciec umiał wstąpić do sklepu po drodze wracając a teraz już nie jeździ tam bo po co ma jeździć skoro ja mieszkam obok (tak usłyszałam) i lalatć mu na posyłki. Jak mu ostatnio powiedziałam że nie mam czasu iść i stać w kolejkach że jak chce to żeby sobie sam jechał to już był foch. Mama powedziała ze chyha nie myślimy że my będziemy leżeć a oni robić wkoło nas. Powiedziałam ze jak uznam że jest posprzątane to sobie będe leżeć choćby od 15 do 23. Moja matka jest taka że cały czas trzeba sobie szukać czegoś do roboty w domu żeby przypadkiem nie siedzieć i nie czytać gazety, a potem narzeka że wszystko musi sama robić. Tak samo jak trzeba się tłumaczyć gdzie jadę po co i kiedy wrócę i w ogóle po co jadę jak robota jest w domu i co ja myślę ze ona sama będzie robić. Potem usłyszałam że chyba nie myślę że jak będziemy mieć dziecko to w nocy mój mąż będzie do niego wstawał a ja będe leżeć. Tak jakby wymyśla problemy z dupy byle się do czegoś dowalić. Obawiamy się tego wspólnego mieszkania, zwłaszcze ze na początku będziemy mieć dla siebie tylko jeden pokoj, ściana w ścianę z nimi. Jak miałam pokoj nad nimi to im nie pasowało, że za głośno gramy, że sie za głośno śmiejemy i w oóle w nocy tez wszystko słychać a my nie jesteśmy małżeństwem i nam nie wolno. Powiedziałąm jej że dowiedzieliśmy się na naukach że rodzice rozwalają 80% małżeństw wpieprzaniem się we wszystko i my nie chcemy aby z naszym tak było to usłuszałam że oni oczywiście wiedzą lepiej. Brat narzeczonego z żoną jak usłyszeli że się chcemy do rodziców przeprowadzić to zrobili oczy jakby ducha zobaczyli i zapytali czy jesteśmy pewni co chcemy zrobić, że oni po ślubie zamieszkali z rodzicami jego żony i wytrzymali miesiąc i się wynieśli, dostali w spadkudom po wujku, ale jakby nie on to by coś kupili albo poszli na wynajem, to mi mi mama poweidziała że my nie będziemy mieć domu po wujku i na budowę też nas nie stać. Odebraliśmy to jako: "na nic was nie stać więc musicie z nami mieszkać czy wam się podoba czy nie". Postanowiliśmyze damy sobie rok, jeśli będzie się źle mieszkać to wtedy chcielibyśmy się wyprowadzić i wziąć kredyt na mieszkanie na 30 lat, tylko pytanie czy ktorys bank da nam kredyt na prawie 300 tysięcy, a jeżeli kredytu nie dostaniemy to wtedy pójdziemy na wynajem
Czy Ty chciałabyś zmienić swoją mamę? Wychować ją?
Dlaczego chcesz decydować o wszystkim?Kto płaci za wesele?
Jeśli płaci mama to ma prawo do wyrażana swojego zdania. Ty powinnaś jej przynajmniej wysłuchać z uwagą. Rościsz sobie prawo do wielu rzeczy za które nie płacisz i na które nie pracujesz.
Jeśli matka wykłada duże pieniądze to chciałaby aby były właściwie wydane. Dla niej może być ważne co ludzie i rodzina powiedzą. Może nawet ważniejsze od tego, co powie jeden człowiek który wchodzi do rodziny. Jej prawo wybierać skoro płaci.Wprowadzasz się do jej domu i chcesz decydować jak ona ma się zachowywać. Paradne.
Nie będziesz mieć domku po wujku( a może będziesz mieć?) i nie masz na budowę ( chyba że masz?) więc jeśli nie chcesz mieszkać z mamą pozostaje Ci wynajem. Ludzie tak robią.
Wszystkiego dobrego w dorosłym życiu
W którym momencie powiedziałam że nie płacę za nic i nie pracuję? Akurat za wesele płacimy sami, rodzice powiedzieli że mogą nam coś dołożyć jeżeli nam będzie brakować, ale chcemy sami na nie zarobić
17 2023-04-04 06:42:36 Ostatnio edytowany przez madoja (2023-04-04 06:46:54)
Mieszkanie osobno uleczyło niejedną rodzinę. ![]()
Mieszkając osobno znów pokochasz rodziców i będziecie w dobrych kontaktach. Rodzice też będą mieli spokój, bo nie będzie ich denerwowało że POD ICH DACHEM robicie coś nie tak jak oni chcą. Teoretycznie mają rację, to ich dom.
Powinniście się wyprowadzić!
Nigdy nie rozumiałam tego myślenia by zostać przy rodzicach. Moi rodzice mieli wielki dom, ja jedynaczka, ale woleliśmy z mężem ostatni grosz wydać na wynajem (nie to, że moi rodzice byli źli! po prostu to zły pomysł mieszkać z innym pokoleniem). I o ile zdarzały się kłótnie z rodzicami gdy z nimi mieszkałam, to po wyprowadzce nasze stosunki się uzdrowiły.
Co do jedzenia dla gości: Twoja mama ma rację! Nie można dla wszystkich gości ustawiać jedzenia pod pana młodego.
Ja jestem wegetarianką, więc menu na wesele ułożyliśmy tak, że tylko ja dostałam swoje wege potrawy, a reszta gości mięsne.
Mimo tylu rad na tym wątku, Ty i tak z nimi zamieszkasz, prawda?
Założyłaś ten temat by się wygadać i może znaleźć porady jak wpłynąć na mamę, żeby się zmieniła. Ona się nie zmieni, ale jak już pisałam - nie musi. To jej dom. Jeśli chcesz u nich mieszkać, to Ty musisz się dostosować.
Mimo tylu rad na tym wątku, Ty i tak z nimi zamieszkasz, prawda?
Oczywiście, że tak.
Za 3-4 miesiące umieści kolejny wpis pod tytułem: jak to strasznie mieszkać z rodzicami.
Mieszkanie osobno uleczyło niejedną rodzinę.
Mieszkając osobno znów pokochasz rodziców i będziecie w dobrych kontaktach. Rodzice też będą mieli spokój, bo nie będzie ich denerwowało że POD ICH DACHEM robicie coś nie tak jak oni chcą. Teoretycznie mają rację, to ich dom.Powinniście się wyprowadzić!
Nigdy nie rozumiałam tego myślenia by zostać przy rodzicach. Moi rodzice mieli wielki dom, ja jedynaczka, ale woleliśmy z mężem ostatni grosz wydać na wynajem (nie to, że moi rodzice byli źli! po prostu to zły pomysł mieszkać z innym pokoleniem). I o ile zdarzały się kłótnie z rodzicami gdy z nimi mieszkałam, to po wyprowadzce nasze stosunki się uzdrowiły.Co do jedzenia dla gości: Twoja mama ma rację! Nie można dla wszystkich gości ustawiać jedzenia pod pana młodego.
Ja jestem wegetarianką, więc menu na wesele ułożyliśmy tak, że tylko ja dostałam swoje wege potrawy, a reszta gości mięsne.Mimo tylu rad na tym wątku, Ty i tak z nimi zamieszkasz, prawda?
Założyłaś ten temat by się wygadać i może znaleźć porady jak wpłynąć na mamę, żeby się zmieniła. Ona się nie zmieni, ale jak już pisałam - nie musi. To jej dom. Jeśli chcesz u nich mieszkać, to Ty musisz się dostosować.
po przeczytaniu waszych rad postanowiliśmy, że zostajemy na razie tutaj gdzie mieszkamy na wynajmnie, zbierając na wkład własny a własne mieszkanie. Chyba ze rodzice zostawią nam całe piętro, ale w dalszym ciągu tez mogą wejśc byle kiedy bo to ich dom ale nad tym się jeszcze bardzo zastanowimy bo oni mówią po co chcemy brać kredyt jak mielibyśny gdzie mieszkać
20 2023-04-04 09:20:07 Ostatnio edytowany przez 123qwerty123 (2023-04-04 09:26:31)
"bo oni mówią po co chcemy brać kredyt jak mielibyśmy gdzie mieszkać" - no i co z tego, że tak mówią? Będziesz całe życie podejmowała decyzje przez pryzmat tego co rodzice mówią? Jak rodzice Ci powiedzą, że pora na dziecko to też się dostosujesz? Z tego co napisałaś to twoi rodzice żyją wg zasady "co ludzie powiedzą" i "bo będzie wstyd" Twoje życie pod ich dachem też będzie tak oceniane. Masz żyć tak, żeby wstydu nie było. Przeczuwam teksty typu "rok po ślubie, a dziecka nie ma, jaki wstyd, co ludzie powiedzą."
Jako dorosła dojrzała osoba, już żona decyzje podejmujesz z mężem. Jeśli zapadnie decyzja o mieszkaniu na wynajmie to informujesz o tym rodziców i sprawa zakończona. Oni sobie mogą mówić co chcą.
ps. zastanów się czy gdybyś miała takich ciężkich w obyciu teściów jak twoi rodzice, to czy byś chciała z nimi zamieszkać. Jesteście za pewne młodzi, więc może warto się zastanowić nad zmianą pracy, żeby polepszyć sytuację finansową, aby was było stać na własne mieszkanie.
21 2023-04-04 09:24:34 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-04-04 09:26:34)
madoja napisał/a:Mieszkanie osobno uleczyło niejedną rodzinę.
Mieszkając osobno znów pokochasz rodziców i będziecie w dobrych kontaktach. Rodzice też będą mieli spokój, bo nie będzie ich denerwowało że POD ICH DACHEM robicie coś nie tak jak oni chcą. Teoretycznie mają rację, to ich dom.Powinniście się wyprowadzić!
Nigdy nie rozumiałam tego myślenia by zostać przy rodzicach. Moi rodzice mieli wielki dom, ja jedynaczka, ale woleliśmy z mężem ostatni grosz wydać na wynajem (nie to, że moi rodzice byli źli! po prostu to zły pomysł mieszkać z innym pokoleniem). I o ile zdarzały się kłótnie z rodzicami gdy z nimi mieszkałam, to po wyprowadzce nasze stosunki się uzdrowiły.Co do jedzenia dla gości: Twoja mama ma rację! Nie można dla wszystkich gości ustawiać jedzenia pod pana młodego.
Ja jestem wegetarianką, więc menu na wesele ułożyliśmy tak, że tylko ja dostałam swoje wege potrawy, a reszta gości mięsne.Mimo tylu rad na tym wątku, Ty i tak z nimi zamieszkasz, prawda?
Założyłaś ten temat by się wygadać i może znaleźć porady jak wpłynąć na mamę, żeby się zmieniła. Ona się nie zmieni, ale jak już pisałam - nie musi. To jej dom. Jeśli chcesz u nich mieszkać, to Ty musisz się dostosować.po przeczytaniu waszych rad postan8owiliśmy, że zostajemy na razie tutaj gdzie mieszkamy na wynajmnie, zbierając na wkład własny a własne mieszkanie. Chyba ze rodzice zostawią nam całe piętro, ale w dalszym ciągu tez mogą wejśc byle kiedy bo to ich dom ale nad tym się jeszcze bardzo zastanowimy bo oni mówią po co chcemy brać kredyt jak mielibyśny gdzie mieszkać
Musieliby zapisać pół/górę domu, żebyście czuli się u siebie, inaczej nawet nie myśl o wprowadzeniu się do rodziców.
Bo to obopólna korzyść, ale też trzeba umieć się porozumiewać, a widać, że jeszcze nic, a już nie potraficie, więc jeśli chcecie żyć w zgodzie, to tylko osobno. Próba zamieszkania wywoła tylko większy kwas między wami.
Wychodzisz za mąż, ale ciągle robisz wszystko tak, jak "mówią rodzice"?
Jakbym była Tobą to wolałabym zrobić skromniejsze wesele ale za to mieć trochę grosza na zapas żebym nie musiała się wprowadzać do rodziców. Nie będę ukrywać, dziwi mnie Twój wybór priorytetów w tej sytuacji.
24 2023-04-05 06:02:50 Ostatnio edytowany przez Ciepłe kapcie (2023-04-05 06:05:25)
Przepraszam ze tutaj, ale ja mam iść do tescoiw.
Jestem po ślubie rok i rok mieszkamy razem.
Od początku mowiłam (wtedy jeszcze chłopakowi) że nigdy w życiu nie zamierzam mieszkać z teściami i babcia, mam w planach budowę domu - naszego domu.
On nastawił się na dom rodzinny, który twierdzi że ma być jego.
Jego rodzice są w separacji, zyja pod jednym dachem ale nie rozmawiaja, nawet nie patrzą na siebie już 7 lat.
Co za tym idzie.. Teściowa nie na swojego zycia. Żyje naszym i rodzeństwa męża.
Po ślubie zamieszkaliśmy na wynajmie.
Ale on nalega żeby wrócić do niego.. Zgodziłam się pod warunkiem że w między czasie zaczynamy budowę NASZEGO domu. Na dniach mamy się wprowadzić do tesców, a mąż nawet nie chce słysze o budowie. Twierdzi że on ma dom i nic nie bedzie stawiał.
Ja jestem załamana, nie wyobrażam sobie tam mieszkać do końca zycia. Nigdy tam nie lubiłam byc, źle się czułam że względu na sytuacje jaka tam jest.
Jego mama jest strasznie za mężem. Co powie to jest święte. Potrafiła przyjeżdżać na początku cały czas, sprawdzać czy syn ma poukładane w szafie. Dzwonić do mnie 3 razy z rana i pytać się co gotuje na obiad bo on to lubi to i to. Tego nie zje. I pytać co ja robię i co zamierzam robić danego dnia.
Kupowała nam szklanki, talerze take same jak ona ma żeby syn się dobrze czuł.
Mąż z 10 razy nawet nie wrocił do mnie tylko spał u siebie w rodzinnym domu. Bo mamusia już go nie chciała budzić.
Każda niedziela musiała być spędzona tam.. Nawet do moich rodziców nie jechaliśmy.
Aż mnie trzęsie na sama myśl że mam tam jechać a co dopiero mieszkać. Powiedziałam mężowi że nie chce mieć z nim dzieci póki nie postawimy domu razem. Nie zamierzam być tam, nie zniosę tego. Już widziałam co było jak chwilowo mieszkał mój szwagier z szwagierka.
Potrafiła im grzebać w szafie, wchodzić im do pokoju jak ich nie było i sprzątać, przedstawiać po swojemu. Ciagła kontrola..
Wiem ze to się źle skończy.
Wiem ze to się źle skończy.
Wszystko na to wygląda.
Przepraszam ze tutaj, ale ja mam iść do tescoiw.
Jestem po ślubie rok i rok mieszkamy razem.
Od początku mowiłam (wtedy jeszcze chłopakowi) że nigdy w życiu nie zamierzam mieszkać z teściami i babcia, mam w planach budowę domu - naszego domu.
On nastawił się na dom rodzinny, który twierdzi że ma być jego.
Jego rodzice są w separacji, zyja pod jednym dachem ale nie rozmawiaja, nawet nie patrzą na siebie już 7 lat.
Co za tym idzie.. Teściowa nie na swojego zycia. Żyje naszym i rodzeństwa męża.
Po ślubie zamieszkaliśmy na wynajmie.
Ale on nalega żeby wrócić do niego.. Zgodziłam się pod warunkiem że w między czasie zaczynamy budowę NASZEGO domu. Na dniach mamy się wprowadzić do tesców, a mąż nawet nie chce słysze o budowie. Twierdzi że on ma dom i nic nie bedzie stawiał.
Ja jestem załamana, nie wyobrażam sobie tam mieszkać do końca zycia. Nigdy tam nie lubiłam byc, źle się czułam że względu na sytuacje jaka tam jest.
Jego mama jest strasznie za mężem. Co powie to jest święte. Potrafiła przyjeżdżać na początku cały czas, sprawdzać czy syn ma poukładane w szafie. Dzwonić do mnie 3 razy z rana i pytać się co gotuje na obiad bo on to lubi to i to. Tego nie zje. I pytać co ja robię i co zamierzam robić danego dnia.
Kupowała nam szklanki, talerze take same jak ona ma żeby syn się dobrze czuł.
Mąż z 10 razy nawet nie wrocił do mnie tylko spał u siebie w rodzinnym domu. Bo mamusia już go nie chciała budzić.
Każda niedziela musiała być spędzona tam.. Nawet do moich rodziców nie jechaliśmy.Aż mnie trzęsie na sama myśl że mam tam jechać a co dopiero mieszkać. Powiedziałam mężowi że nie chce mieć z nim dzieci póki nie postawimy domu razem. Nie zamierzam być tam, nie zniosę tego. Już widziałam co było jak chwilowo mieszkał mój szwagier z szwagierka.
Potrafiła im grzebać w szafie, wchodzić im do pokoju jak ich nie było i sprzątać, przedstawiać po swojemu. Ciagła kontrola..
Wiem ze to się źle skończy.
To po co brałaś z nim ślub, skoro widziałaś, jaka jest sytuacja? Dobrze wiesz, że on się budować nie chciał i nie będzie chciał.
Ciepłe kapcie, masakra. Szczerze, ja bym powiedziała że albo wyprowadzacie się razem albo Ty sama. Mówiłaś od początku że mieszkanie z teściami nie wchodzi w gre, mąż wiedział i perfidnie i tak Cię w to wmanewrował, pod obietnica budowy własnego domu której nigdy nie zamierzał dotrzymać. Sorry, ale Twój mąż zachowuje się jak ostatni burak. Będąc Tobą miałabym chwilę zwątpienia, za kogo ja wyszłam....
28 2023-04-05 10:10:18 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-04-05 10:16:46)
Wiem ze to się źle skończy.
Na bank, zdajesz sobie sprawę co Cię czeka, więc się nie zgadzaj na wyprowadzkę z wynajmu, bo się psychicznie wykończysz.
Wzięłaś sobie za męża maminsynka, to tak masz, prędzej czy później stamtąd uciekniesz, bo on nie liczy się z Twoim zdaniem, tylko matki...
Nie jeden związek rozleciał sie ze wzgledu na miejsce zamieszkania.
Patrząc na to co napisałaś wynika, że podporządkowałaś się mężowi w 100%, więc się nie dziw, że nie masz nic do powiedzenia w tym związku.
29 2023-04-05 15:43:19 Ostatnio edytowany przez yessa (2023-04-05 15:48:47)
Żadna kasa nie jest warta wspólnego mieszkania. Młode małżeństwo od początku tylko osobno. Szkoda ze kilka lat temu tego nie wiedziałam, wydawało mi się ze będzie pięknie ładnie. Mieszkaliśmy u rodziców męża tylko na czas budowy, dzięki temu nie mamy kredytu na dom, ale szczerze mówiąc nie wiem czy nie wolałabym mieć tego kredytu a zaoszczędzić sobie straconych nerwów i kłótni z mężem. Teściowa twierdziła że jest taka niewtrącająca, niby taka OK, a szczerze mówiąc nie wierze ze takie istnieją. Później jedna, druga, trzecia, dziesiąta niby mało istotna sytuacja, niby takie nic, a rośnie i rośnie aż człowieka przygniecie i masz już dość. Nikt nie widzi w tym problemu, wychodzisz na niewdzięczną, a w Tobie się gotuje. Nie polecam
Dracarys napisał/a:Chyba żartujesz, po tym roku nie będzie już śladu po Waszym małżeństwie.
W obliczu tego wszystkiego co napisałaś o rodzicach, o tym jak się zachowują, jak cię traktują - ty chcesz dobrowolnie z nimi mieszkać? Rany, przecież i bez tego masz totalną katastrofę, skąd ten absurdalny pomysł?
Odpadnie nam wtedy czynsz, rachunki tez na więcej osób, noi może rodzice by nam pomogli na początku przy dziecku
Brzmisz jak bardzo młoda, niesamodzielna osoba.
A co mama powiedziała, a co ojciec myśli, a co ludzi e obgadaja. A Ty masz swój rozum? Po co się spowiadasz z każdej rzeczy? Za Wesele kto płaci? Wy czy rodzice? Jak rodzice to trudno, powinno być wg ich zdania, jeśli wy - to wy decydujecie. Swieta prawda jest zawsze taka, że goscie muszą dobrze zjeść, fajnie się wybawić i coś wypić i wtedy się będzie podobać.a czy Ty będziesz mieć kwiatki niebieskie czy fioletowe, a mąż czerwone czy zielone sznurówki to naprawdę głupoty są i nie wpływają na poziom zadowolenia gości z wesela.
A własne dzieci wychowują rodzice
dziadkowie nie mają obowiązku zajmować się wnukami.
Jak nie jesteście gotowi na dziecko to go jeszcze nie powolujcie na świat, skoro nie będziecie umieli się nim zająć i trzeba będzie pomocy wzywać.
dodam jeszcze ze od czasu tej rozmowy z mama ojciec się do mnie słowem nie odzywa, pracujemy w tej samej firmie i traktuje mnie jak powietrze
Nikt nigdzie nie powiedział że ojcowie czy matki to świętość ![]()
Mogą być bardzo toksyczni, a od takich to jak naj naj najdalej. Więc jak się nie odzywa to w Twojej sytuacji nawet bym się cieszyła, że nie wymyśla głupot.
Dorośnij.
Ciepłe kapcie jesteś ubezwłasnowolniona?
Nie?
To nigdzie nie musisz się wprowadzać.
Jak słusznie powiedział Ci mąż, on dom ma.
ON
Ty z tego domu możesz być w każdej chwili wykopana, i nie będzie miała znaczenia ile tam środków i pracy włożyłaś.
Z reszta co to za "dom", gdzie rodzice nie odzywają sie do siebie 7 lat, tragedia.
Chciałabyś żyć w takiej atmosferze?
Chciałabyś wychowywać dzieci w takiej "rodzinie"
Nie sie buja ten twój mąż.