Oglądając mapy wyborcze, można by uznać, że Polska wschodnia - gdzie wygrywa PiS - to ostoja konserwatyzmu, podczas gdy zachód kraju to społeczeństwo w większości liberalne, czy wręcz postępowo-równościowe. Jeśli za konserwatyzm uznamy model, gdzie mężczyzna jest silny i dominujący, zaś kobieta słaba i uległa, to moim zdaniem, wyniki wyborów zadają kłam temu stwierdzeniu.
Byłem w Gdańsku - chyba najbardziej antypisowskim mieście w Polsce. Od tamtejszych kobiet wyczułem niesamowitą delikatność subtelność, cechy typowo, jakbyśmy to określili, kobieco konserwatywne. Aż byłem zdumiony, ponieważ w moim Szczecinie - który jest miastem, gdzie nastroje krytyczne wobec władzy są wprawdzie częstsze niż te przychylne, jednakże znacznie miększe niż w reszcie miast wojewódzkich na zachodzie - takie zjawisko jest relatywnie rzadsze. Za to bastiony PiS wydają mi się regionami, gdzie kobiety wręcz rządzą mężczyznami. Nawet mapa luki płacowej zdaje się podpierać tę tezę.
Czy macie podobne postrzeżenia? Czy w naszym kraju, zapatrywanie na role społeczne płci stoją w sprzeczności do preferencji politycznych?