Cześć wszystkim, jestem w związku od ok. pięciu miesięcy, jesteśmy oboje koło 40. Dzieli nas pewna odległość (kilkadziesiąt km), ale spędzamy ze sobą do 5 dni w tygodniu (on przyjeżdża do mnie i jest ze mną cały czas, stąd jeździ do pracy i z niej wraca) i tak jest praktycznie co tydzień. W nieliczne dni, kiedy się nie widzimy, jesteśmy w stałym kontakcie smsowym i telefonicznym, rozmawiając przez wiele godzin wieczorami. Postrzegam partnera jako bliską mi osobę, kliknęło między nami na wszystkich poziomach (emocjonalnym, mentalnym, fizycznym), mi bardzo na nim zależy i często słyszę, że jemu na mnie też. Czuję to w jego codziennej trosce, w zainteresowaniu, naszych rozmowach, dążeniu do spędzania razem każdej chwili, w jego opiekuńczości, wsparciu. Generalnie brak uwag, jesteśmy zgraną parą. Martwi mnie jednak kilka rzeczy:
- partner nigdy mnie nie zaprosił do siebie, zapytany o to, mówi, że to nie problem, ale nic więcej za tym nie idzie, wiem tylko, że czeka na mieszkanie deweloperskie, budowa w toku
- nie poznałam nikogo z jego znajomych, rodziny (on z mojej też nie, mieszkam w tym mieście od niedawna, znajomi i rodzina są daleko), ostatnio uświadomiłam sobie, że gdyby coś mu się stało, to nawet nie wiem, gdzie go szukać, ani kogo pytać)
- ostatnio rozglądał się za meblami do nowego lokum, ale nie zapytał mnie o zdanie, ani nawet nie odniósł się do moich opinii (wysnułam wniosek, że może on nie myśli o mnie poważnie)
- nie padły żadne deklaracje uczuć, poza wyrazami wzajemnej troski, partner jest bardzo czuły, łatwo mówi o emocjach, ale nigdy nie słyszałam, żeby nazywał swoje uczucie miłością (miło byłoby usłyszeć, że się jest kochanym)
Będę wdzięczna za feedback - jak to widzicie ze swojej perspektywy.
Dziękuję i pozdrawiam. ![]()