Cześć. Ostatnio dość mocno pogryzłem się ze swoją dziewczyną.
Po kłótni partnerka mnie wypunktowała. Stwierdziła, że jestem egoistą, widzę tylko czubek własnego nosa. Wypomina jak było jej przykro.
Staram się ją zrozumieć, choć mam poczucie, że wyolbrzymia problem i do tego bagatelizuje moje uczucia.
Zacznijmy od początku. Jako, że dziewczyna jechała w poniedziałek na kilka dni, służbowo w delegację, mieliśmy spędzić spokojny weekend. W niedzielę dziewczyna zaproponowała wspólną zabawę przy znanej grze online. Zdecydowałem się z nią pograć chociaż owa gra jest dla mnie trudna.
Dziewczyna z uwagi na wyjazd i kilkudniowy pobyt poza domem chciała położyć się wcześniej i prosiła żebym nie zwlekał z pójściem spać i ją przytulił.
Niestety, pół dnia spędziłem w grze, w której kompletnie mi nie wychodziło. Ciągle przegrywałem, nic się nie udawało. Wieczorem odszedłem od laptopa zirytowany, sfrustrowany i po ludzku wkurzony. W końcu straciłem 7 godzin w grze, w której ciągle mi nic nie wychodziło.
Gdy zrezygnowany oświadczyłem swojej dziewczynie że ta gra mnie wkurza i mam dość zachęcała mnie do zrobienia misji, dzięki której zyskam sporo kredytów.
Początkowo odmawiałem, ale przekonała mnie mówiąc, że dzięki temu zyskam sporo kredytów i lepiej nauczę się grać.
Problem w tym, że nie potrafiłem tego ukończyć. Dostałem wielkie baty. Chciałem wyłączyć laptopa, ale dziewczyna powstrzymała mnie twierdząc, że ukończy zadanie za mnie. Sfrustrowany udostępniłem laptopa i poszedłem do drugiego pokoju. Po kilkunastu minutach dziewczyna przyszła z informacją że misję ukończyła i zaczęła udzielać mi wskazówek typu jak grać żeby wygrać.
Ostatnie na co wtedy miałem ochotę to słuchać o tej grze. Krótko skwitowałem, że gra jest głupia. Dziewczyna słysząc moje słowa oburzyła się.
Podniesionym głosem zaczęła na mnie krzyczeć, że mi nie wychodzi, bo nie stosuję się do jej instrukcji, że nie postępuję zgodnie z jej radami.
Odparłem, że staram się stosować do jej wskazówek, ale nie wszystko potrafię wcielić w życie.
Dziewczyna dalej na mnie krzyczała, uciąłem dyskusję informując, iż nie życzę sobie podniesionego tonu.
Było to przed godziną 22.
Następnie wzięliśmy prysznic, dziewczyna zameldowała się w łóżko. A ja? Mimo obiecanych przytulanek, kipiałem ze złości. Chciałem więc w spokoju nieco ochłonąć. Włączyłem laptopa i przeglądałem stronki z wydarzeniami sportowymi.
Potem poszedłem do łóżka. Dziewczyna już spała. Nie chcąc jej budzić szperałem w internecie w telefonie. Potem gdy dziewczyna przebudziła się, przytuliłem ją.
Czego jak potem przyznała, nie pamięta.
Jednak przez wkurzenie i frustrację wynikającą z nieudanej przez pół dnia gry oraz późniejszego podniesionego tonu dziewczyny nie mogłem zasnąć do 2 w nocy.
Rano dziewczyna spytała jak spałem. Odburknąłem, że kiepsko bo w związku z skumulowanymi negatywnymi emocjami związanymi z grą oraz jej podniesionym tonem czym mnie wkurzyła, źle spałem.
Sądziłem, że spotkam się ze zrozumieniem. Tymczasem w odpowiedzi usłyszałem, że nie jestem normalny bowiem gra nie powinna wpływać na życie uczuciowe.
I tu pytanie do was, czy ma rację? Według mnie nie. W końcu niezależnie jaką czynność wykonujemy, gdy coś nam przez pół dnia nie wychodzi mamy prawo czuć frustrację. Poza tym później podnosząc na mnie głos dolała oliwy do ognia.
Dzisiaj usłyszałem, że wciąż ją moje zachowanie boli, że jest jej przykro i ma ochotę płakać. Nie jest dla niej do pomyślenia by gra, zabawa, rozrywka, mogła negatywnie wpływać na związek. Ponadto usłyszałem, że nie mam za grosz samokrytyki i nie widzę niczego złego w swoim zachowaniu, co ją przeraża.
Dziewczyna ma za złe, że w poranek usłyszała o moich problemach ze snem spowodowanych przez grę oraz jej zachowanie. Dodatkowo wytyka mi obiecany brak przytulenia. Wmawia mi, że nie jest dla mnie ważna, bo chociaż była to ostatnia noc przed jej wyjazdem, wolałem ochłonąć niż się do niej przytulić.
Do tego zarzuca mi brak dojrzałości - wpływ gry na samopoczucie.
Ja to widzę w inny sposób. Każdy ma prawo do uczuć i emocji. I to nawet jeśli te są spowodowane przez infantylne rzeczy, jak np gry.
Dziewczyna mówi, że jestem egoistą, że patrzę jedynie na siebie. Ale czy faktycznie moje zachowanie było tak złe?
Inaczej byłoby gdyby widząc, że kipię ze złości, nie podniosła na mnie głosu, a zamiast tego mnie przytuliła pocieszając, że następnym razem pójdzie mi lepiej.
A tak zwyczajnie dolała oliwy do ognia. Niepokoi mnie to, że nie widzi nic złego w zwracaniu się takim tonem do partnera. Dziewczyna uważa, że to jest coś normalnego w związkach.
Gdybym usłyszał od swojej dziewczyny, że nie mogła spać bo była na coś i na mnie zła, pierwsze o co bym spytał - w jaki sposób ją wkurzyłem.
W mojej sytuacji było inaczej. Dziewczyna słysząc moje słowa się obraziła i przestała odzywać. Nie chciała ze mną rozmawiać. Potem przyznała, że jej wywołałem przykrość.
Kolejna sprawa jaka przyszła mi do głowy podczas pisania posta/postu (jak to się odmienia?). Dziewczyna ma egoistyczne podejście. Nie zastanowiła się, że skoro byłem wkurzony to miałem pełne prawo dać głowie odpocząć. Miała zupełnie inną wizję. Miałem porzucić wszystko i się do niej przytulić.
Dziewczyna wytyka mi brak dojrzałości i panowania nad emocjami. Przypomina, że w momencie licznych porażek, zacząłem przeklinać i się denerwować.
Moim zdaniem przesadza. Ze wściekłości mebli nie dewastowałem. Nie ubliżyłem jej, ani nie wyrządziłem krzywdy. Jedynie co to ze złością po nieudanej rozgrywce krzyczałem "k% jaka z% gra". Dziewczyna nie rozumie jak irytacja mogła się utrzymać u mnie tyle czasu. Dziewczyna twierdzi, że skoro potrzebowałem czasu na wycieszenie to nie radzę sobie z emocjami. Moim zdaniem to nieprawda. Zgromadzone, silne emocje uwierają. Należy im w jakiś sposób dać upust. Nie jestem HP i nie mogę za pomocą różdżki roztopić emocji, bądź zamienić je w miód.
Od tamtej kłótni upłynęło już kilka dni, a dziewczynie jest nadal przykro. Do tego odnoszę wrażenie, że boli ją mój brak zrozumienia swojego złego zachowania.
Tylko, że ja serio nie widzę niczego co by upoważniało dziewczynę do takiej burzy emocjonalnej.