Jestem ponad czterdziestoletnim facetem. Mam drugą żonę, syna już pełnoletniego (18 skończył w styczniu) z poprzedniego małżeństwa, który ze mną i żoną nie mieszka, ale ma że mną i telefoniczny kontakt i przyjeżdża czasami. Całe lata temu byłem w szpitalu ze względu na silna depresję. Po wyjściu ze szpitala nie byłem na psychoterapii, tylko kontynuowałem leczenie leki a/depresyjnymi. Depresja wróciła, biorę leki nieregularnie, czego nie chce kryć. Ale moim głównym kłopotem, który rozwala mi życie jest alkohol. Od około roku, może więcej. Nie pije codziennie, nie mam żadnych ciągów. W tygodniu pracuję normalnie. Ale w weekend, wolne dni pije tyle, że tracę kontakt z rzeczywiścią. I to tak solidnie, że nie wiem, co sie że mną dzieje. Nierzadko pije z kolegami, ale tak samo sam. W lecie wracałem na podwójnym gazie: raz, tylko raz, na szczęście nic się nie stało, wróciłem bez komplikacji do domu.
Z żoną mamy na pieńku. Nie chodzi o nic innego, jak o moje picie. Ze za dużo, że picie do urwania filmu nie jest normalne, bo normalni ludzie, nie mający problemów z alko mówią NIE, zanim ich zamroczy i sponiewiera. Ja odpychalem jej argumenty, słowne przepychanki trwały.
Ostatnio zaliczyłem totalne dno z zerem, o czym mogę się przyznać tylko na forum. Miałem przerwę od picia, długi okres nie piłem, umówiłem się z kumplami na wyjście. Popiliśmy wszyscy niemało, ale ja standardowo najwięcej. Kumple przyprowadzili mnie do domu, bo sam pewnie wylądowałbym w krzakach. Najgorzej, że jak już znalazłem się w łóżku - jak?nic nie wiem - to po kilku godzinach zrobiłem w gacie. Ze****rałem się, nie miałem żadnej świadomości, nie miałem kontroli nad własną fizjologią. Obudziłem się brudny od g. Wszystko posprzątełem i wywaliłem własnoręcznie. Awantura, jaka później miała miejsce pomiędzy mną a żona, była najgorszą ze wszystkich awantur. Żona dostała ataku szału, wrzeszczała na mnie wniebogłosy. Od tej pory niemalże nie rozmawiamy, żona nie chce spać ze mną w jednym łóżku, co jest zrozumiałe. Doszedłem do ściany, jakiegoś dołu. Obiecałem jej, że zrobię sobie wszywke. Sprawdzałem, wiem, że opinie sa różne, że w krajach "cywilizowanych" odchodzi się od tego. Ale jestem zdecydowany, nawet mimo wątpliwości jakichś wewnętrznych. Żona nie wierzy w same zaszycie, namawia na terapię/mityngi. Ja nie chce, nie teraz. Chce podeprzeć się samym espe, i jakoś zmotywować psychicznie, żeby nie skupiać myśli przy procentach. Tylko czy to wystarczy? Czy samo posiadanie wszywki pomoże czy to zamaskowanie problemu? Boję się, że żona w końcu odejdzie, a jest coraz bardziej zdesperowana.
Jestem ponad czterdziestoletnim facetem. Mam drugą żonę, syna już pełnoletniego (18 skończył w styczniu) z poprzedniego małżeństwa, który ze mną i żoną nie mieszka, ale ma że mną i telefoniczny kontakt i przyjeżdża czasami. Całe lata temu byłem w szpitalu ze względu na silna depresję. Po wyjściu ze szpitala nie byłem na psychoterapii, tylko kontynuowałem leczenie leki a/depresyjnymi. Depresja wróciła, biorę leki nieregularnie, czego nie chce kryć. Ale moim głównym kłopotem, który rozwala mi życie jest alkohol. Od około roku, może więcej. Nie pije codziennie, nie mam żadnych ciągów. W tygodniu pracuję normalnie. Ale w weekend, wolne dni pije tyle, że tracę kontakt z rzeczywiścią. I to tak solidnie, że nie wiem, co sie że mną dzieje. Nierzadko pije z kolegami, ale tak samo sam. W lecie wracałem na podwójnym gazie: raz, tylko raz, na szczęście nic się nie stało, wróciłem bez komplikacji do domu.
Z żoną mamy na pieńku. Nie chodzi o nic innego, jak o moje picie. Ze za dużo, że picie do urwania filmu nie jest normalne, bo normalni ludzie, nie mający problemów z alko mówią NIE, zanim ich zamroczy i sponiewiera. Ja odpychalem jej argumenty, słowne przepychanki trwały.
Ostatnio zaliczyłem totalne dno z zerem, o czym mogę się przyznać tylko na forum. Miałem przerwę od picia, długi okres nie piłem, umówiłem się z kumplami na wyjście. Popiliśmy wszyscy niemało, ale ja standardowo najwięcej. Kumple przyprowadzili mnie do domu, bo sam pewnie wylądowałbym w krzakach. Najgorzej, że jak już znalazłem się w łóżku - jak?nic nie wiem - to po kilku godzinach zrobiłem w gacie. Ze****rałem się, nie miałem żadnej świadomości, nie miałem kontroli nad własną fizjologią. Obudziłem się brudny od g. Wszystko posprzątełem i wywaliłem własnoręcznie. Awantura, jaka później miała miejsce pomiędzy mną a żona, była najgorszą ze wszystkich awantur. Żona dostała ataku szału, wrzeszczała na mnie wniebogłosy. Od tej pory niemalże nie rozmawiamy, żona nie chce spać ze mną w jednym łóżku, co jest zrozumiałe. Doszedłem do ściany, jakiegoś dołu. Obiecałem jej, że zrobię sobie wszywke. Sprawdzałem, wiem, że opinie sa różne, że w krajach "cywilizowanych" odchodzi się od tego. Ale jestem zdecydowany, nawet mimo wątpliwości jakichś wewnętrznych. Żona nie wierzy w same zaszycie, namawia na terapię/mityngi. Ja nie chce, nie teraz. Chce podeprzeć się samym espe, i jakoś zmotywować psychicznie, żeby nie skupiać myśli przy procentach. Tylko czy to wystarczy? Czy samo posiadanie wszywki pomoże czy to zamaskowanie problemu? Boję się, że żona w końcu odejdzie, a jest coraz bardziej zdesperowana.
Wszywka nie rozwiąże Twego problemu. Bo depresja i alkohol to nie problem tylko skutek tego, co od lat ukrywasz.
3 2023-01-28 19:59:35 Ostatnio edytowany przez szeptem (2023-01-28 20:03:10)
Nie, nie wystarczy.
Żona powinna Cię zostawić, tylko wtedy być może pojmiesz o co chodzi i zrobisz coś z sobą, piciem i depresją. Nie ściągaj i jej na dno, bo i tak już marnujesz jej życie. Nie widzisz?
Ja po akcji z zabrudzeniem łóżka już następnego dnia byłabym daleko od Ciebie. Straszne to...
4 2023-01-28 20:08:28 Ostatnio edytowany przez Ffranek (2023-01-28 20:12:04)
Ja zaniedbałem w przeszłosci sporo spraw. Powinienem isc na terapię, bo miałem epizod samobójczy dodatkowo przy tej depresji, ale ja po wyjsciu ze szpitala zamknąłem się w jakims kokonie, nie chciałem rozmawiać o tym, co się stało, bo najprosciej było mi udawać, że problem nie istniał. A istniał, tylko został chyba zakopany w czelusciach mózgu. Na dodatek teraz też zawalam leczenie, mam tego pełną swiadomosc, a i tak w to brnę.
Przed własnym synem odgrywam, ze nic się nie dzieje, tatus jest porządnym człowiekiem.
Jednak nigdy wczesniej po żadnym upiciu nie doprowadziłem się do tego, żeby mi zwieracze pusciły we wlasnej poscieli. Nigdy się tak upokorzony nie poczułem i takiego wstydu nie czułem. Stąd pomysł (mój, nie żony) z zaszyciem się. Tylko boję się, co będzie dalej. Czy dam rade wytrwać czy tylko będę żył w kolejnym zawieszeniu i znowu później szambo wybije.
Ja zaniedbałem w przeszłosci sporo spraw. Powinienem isc na terapię, bo miałem epizod samobójczy dodatkowo przy tej depresji, ale ja po wyjsciu ze szpitala zamknąłem się w jakims kokonie, nie chciałem rozmawiać o tym, co się stało, bo najprosciej było mi udawać, że problem nie istniał. A istniał, tylko został chyba zakopany w czelusciach mózgu. Na dodatek teraz też zawalam leczenie, mam tego pełną swiadomosc, a i tak w to brnę. (...)
Smutne to. A wszywka to kolejna ucieczka, byle tylko uniknąć konfrontacji z samym sobą. Smutne to.
Powinienem isc na terapię? Żona uważa, że musiałbym odwiedzić albo mityngi, których adresy nawet już sprawdzała albo poradnie uzależnień. Nie wierzy mi, nie ufa samej wszywce, chyba boi się, że nie wytrzymam i zapije ją.. Widzę po niej, że to już za dużo dla niej i ona też wysiada.
7 2023-01-28 20:35:22 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2023-01-28 20:36:49)
Powinieneś? To słowo doskonale osłabia motywację, pochodzi z języka rozkazów, nakazów; odbiera sprawczość.
Zamień je na 'postanawiam', 'chcę', decyduję się', 'wybieram' lub ich zaprzeczenia.
Podczas terapii masz szansę na stawienie czoła (w bezpiecznych warunkach) swym problemom. Mityngi z kolei to okazja do (choćby) posłuchania ludzi, którzy mierzą się z podobnymi problemami.
Czy ja jestem alkoholikiem, czy u mnie to już można ten problem ocenić jako alkoholizm?
Żona mnie tak nazywa, ja jeszcze tak o sobie nie powiedziałem.. Mam wyrzuty sumienia wobec niej, wobec syna. Syn to mysli, że pewnie wszystko jest ok, a ja odgrywam przed nim, że jest lepiej niż jest.
A Tobie naprawdę potrzebna jest etykieta? Nie wystarczy, że picie negatywnie wpływa na Twoje (i nie tylko Twoje) życie? Że za moment żona od Ciebie odejdzie?
Jeśli chcesz przyjrzeć się sobie, idź do poradni ds. uzależnień, adresy już masz.
Tak, jesteś alkoholikiem.
Czy ja jestem alkoholikiem, czy u mnie to już można ten problem ocenić jako alkoholizm?
Alkoholikiem się jest, nawet gdy się nie pije. To choroba woli. Jeżeli tracisz panowanie nad sobą przy alkoholu, to jesteś alkoholikiem. Dlatego świadomi alkoholicy nie piją, bo wiedzą, że w każdej chwili panowanie nad sobą pójdzie w las.
Zawsze jak się upijam to do odciny. Nie umiem przestać i pić z rozsądkiem. Zawsze to jest kompletne sponiewieranie. Ale ta ostatnia sytuacja.. Nie jest człowiekowi łatwo przyznać się, że ma problem, szukać pomocy z zewnątrz. Ja mam bagno w głowie, wstydzę się depresji, wstydze się, że się kiedys chciałem zabić. To wszystko kumuluje się we mnie. Ja chce wszywki, bo chciałem mieć hamulec przed piciem.
Podeszłabym też poważnie do leczenia depresji. Nie bierzesz regularnie leków, nie korzystasz z psychoterapii - poszedłeś na skróty i próbujesz "leczyć" się alkoholem. Fatalne decyzje.
A czytałeś/słyszałeś o zapiciu wszywki? A o jej wydłubaniu?
To o uzależnieniu. Przeczytaj
https://stopuzaleznieniom.pl/artykuly/c … kYE7nNIi5c
Zawsze jak się upijam to do odciny. Nie umiem przestać i pić z rozsądkiem. Zawsze to jest kompletne sponiewieranie. Ale ta ostatnia sytuacja.. Nie jest człowiekowi łatwo przyznać się, że ma problem, szukać pomocy z zewnątrz. Ja mam bagno w głowie, wstydzę się depresji, wstydze się, że się kiedys chciałem zabić. To wszystko kumuluje się we mnie. Ja chce wszywki, bo chciałem mieć hamulec przed piciem.
Depresja jest chorobą - nie wybiera, to nie wstyd, że na coś chorujemy. Powinieneś całkowicie odstawić alkohol, kontynuować leczenie wg zaleceń lekarza (najlepiej jeszcze zapisać się na psychoterapię).
Przestań się bać terapii, bo jest Ci niezbędną.
Dasz radę.
Alkohol może Ci wszystko zabrać, syna i żonę i pracę.
Więc nie broń tak tego picia.
Oczywiście że wszystko jest powiązane: picie, depresja.
Ale człowieku, Ty już jesteś na dnie.
W poniedziałek weź urlop i się lecz
Autorze, prawdę mówiąc Ty już osiągnąłeś dno, wiesz to słynne dno, którego tak oczekują ludzie uzależnieni od czegoś albo nawet od kogoś, bo teraz możesz wreszcie możesz odbić się od tego dna albo już na nim zostać i pogrążać się jeszcze bardziej.
Tak więc miałeś troszkę szczęścia w tym nieszczęściu, że zwieracze Ci opuściły i załatwiłeś się w majty. Masz już to swoje dno, no chyba że dla ciebie to jeszcze za mało.
Boisz się, że żona odejdzie, a odejdzie na pewno, bo ileż miałaby się tak męczyć i poświęcać swoje życie dla kogoś, kto jest kompletnie nieodpowiedzialny i doprowadza do autodestrukcji swojego życia, zdrowia i organizmu.
Zostaniesz sam i skończysz jak ostatnia lachudra.
Co do wszywek nie mam zbyt wielkiego przekonania, bo mój były mąż miał coś ta kiego. Całe pośladki miał w dziurach, ja byłam zielona w tych tematach, więc wmówił mi, że to ślady po jakichś lekach holenderskich na odporność. Byłam wtedy głupia naiwną idiotką, więc uwierzyłam w takie jego wyjaśnienie. On potrafił wydrapać sobie wszywke i chlał. Dopiero po ślubie dowiedziałam się, że wyszłam za pijaka i akholika. Uciekłam oczywiście, ale chwała Bogu on uciekł najpierw do mlodszej od niego o 26 lat asystentki. Gdyby nie boczną to może do dzisiaj meczylabym się z tym chamem o mentalności starych komuchów, dziennikarzem z czasów PRL- u.
Autorze musisz rozwiązać problem swojej choroby alkoholowej jak najszybciej, skoro żona ma wszystkiegio dosyć.
Masz przecież dla kogo żyć i wielu osobom jesteś bardzo potrzebny.
Życzę powodzenia.
Powinienem isc na terapię? Żona uważa, że musiałbym odwiedzić albo mityngi, których adresy nawet już sprawdzała albo poradnie uzależnień. Nie wierzy mi, nie ufa samej wszywce, chyba boi się, że nie wytrzymam i zapije ją.. Widzę po niej, że to już za dużo dla niej i ona też wysiada.
Pij dalej to się przekonasz,kolejne dno zaboli bardziej .Bez znaczeni teraz co było pierwsze uzależnienie czy depresja.
Wszywka bez terapii to ucieczka sciema na przeczekanie,leki na depresję nie działają bo pijesz,od wszywki nie wleczysz emocji
Masz pewnie jak to fachowo nazywają podwójną diagnoze,takie osoby z powodzeniem się leczą i są w AA też zdrowieją.
19 2023-01-28 23:35:39 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-01-28 23:48:48)
Ffranek napisał/a:Czy ja jestem alkoholikiem, czy u mnie to już można ten problem ocenić jako alkoholizm?
Alkoholikiem się jest, nawet gdy się nie pije. To choroba woli. Jeżeli tracisz panowanie nad sobą przy alkoholu, to jesteś alkoholikiem. Dlatego świadomi alkoholicy nie piją, bo wiedzą, że w każdej chwili panowanie nad sobą pójdzie w las.
Jakiej woli?Jeżeli Franek jest alkoholikim a raczej tak, to wola nie wystarczy do tego żeby wrócił do normalnego picia to oczywiste,mniej niestety oczywiste jest to że wola sama nie wystarcza żeby być szczęślwym człowiekiem w abstynencji i nie wracać do picia.
To chroba utraty kontroli z silną obsesją i chorymi emocjami,sama "silna wola"
prowadzi na dno a nie do zdrowienia bywa czesto tak nawet w wymuszonej abstynencji.
Jednym słowem chlopie: ostatni dzwonek..
21 2023-01-29 00:00:32 Ostatnio edytowany przez Ffranek (2023-01-29 00:03:37)
Ffranek napisał/a:Powinienem isc na terapię? Żona uważa, że musiałbym odwiedzić albo mityngi, których adresy nawet już sprawdzała albo poradnie uzależnień. Nie wierzy mi, nie ufa samej wszywce, chyba boi się, że nie wytrzymam i zapije ją.. Widzę po niej, że to już za dużo dla niej i ona też wysiada.
Pij dalej to się przekonasz,kolejne dno zaboli bardziej .Bez znaczeni teraz co było pierwsze uzależnienie czy depresja.
Wszywka bez terapii to ucieczka sciema na przeczekanie,leki na depresję nie działają bo pijesz,od wszywki nie wleczysz emocji
Masz pewnie jak to fachowo nazywają podwójną diagnoze,takie osoby z powodzeniem się leczą i są w AA też zdrowieją.
Ogólnie to depresja, bo chorowalem pierwszy raz wieki temu, a wtedy tak nie miałem z alko. Teraz leki na depresję raz biorę, raz nie, w kratkę, taka jest prawda.
Obudzenie się śmierdzącym, obsra....własnym gównem to jest to, przez co czuje się jak skończone zero. I nie chce, żeby to się pogłębiało. Tym bardziej, że sytuacja w moim małżeństwie od dawna nie jest normalna, a po tym jest gorzej.
Zatem drogę znasz.
Zatem drogę znasz.
Znam. I będę robił coś z tym, póki - mam nadzieję - nie jest za późno.
Nigdy nie jest za późno, by być trzeźwym.
Trzymam kciuki. ![]()