Witajcie. Jestem 5 lat po ślubie. Mój mąż jest dobrym człowiekiem jednak impulsywnym i upartym. W sierpniu tego roku, przed jego urodzinami pokłóciliśmy się. Zabrałam swoje rzeczy i wyprowadziłam się do Ojca. Wymieniłam z moim mężem kilka maili pisząc że go bardzo kocham i że chce wrócić - mój mąż na to przystał ale napisał że jest mu ogromienie przykro że wyprowadziłam się przed jego urodzinami zabierając ze soba corkę (8 lat), mój mąż nie ma żadnej rodziny a jego brat jest na stałe za granicą - rzadko bywa w kraju. Wszystko wróciło do normy.. do czasu... Na początku grudnia znowu się pokłóciliśmy - padły ostre i bolące słowa. Powiedziałam że mam go dosyć, że jest gorszy od mojego byłego męża. On nie był mi winny. Zabrałam wszystkie swoje rzeczy, w tym meble i wyprowadziłam sie do Ojca razem z córką. W naszym mieszkaniu (mieszkanie jest własnością męża) byłam jeszcze kilka razy, mąz raz był a innym razem go nie było. Rozmawialiśmy - ja w rozmowie ciagle płakałam, powiedziałam że go kocham ale nie chce już z nim być że będe mieszkala z Ojcem a nasz związek będzie na odległość (niestety powiedziałam że nie mam zamiaru uiszczac żadnych rachunkow bo tam nie mieszkam). Powiedziałam też że gdy się pobieraliśmy on powinien sobie zdawać sprawę z tego że kiedys mój Ojciec będzie potrzebował opieki i własnie ten czas nadszedł - on na to że przeciez jest nas troje i każdy może pomóc a te gadanie to preteskt. Padły też słowa o rozwodzie - tutaj mój mąż nie zgadza się na rozwód bez orzekania o winie - powiedział że to moja wina - wyprowadziłam się, wymeldowałam siebie i dzieci - że zaczęłam sobie układac życie sama - byłam u adwokata o poradę - powiedział to samo, że to moja wina.
Męza odwiedziłam jeszcze kilka razy z córką - córka chce wrócić do domu. Pod jej naciskiem powiedziałam mężowi że wróce ale potrzebuje czasu.. Zgodził się powiedział że poczeka na nas, ale że zrobiłam to drugi raz - zostawiam go zupełnie samego - w tamtej chwili wogóle się tym nie przejęłam - "ja będe świetować w gronie najbliższej dużej rodziny on będzie siedział w świeta sam"....
Kilkanascie dni temu znowu przyszłam do mieszkania. Powiedziałam że jednak nie wróce, że to koniec, przeprosiłam. On na to że się nim bawie, że czekał i cały czas miał nadzieje a teraz znowu czuje się jak zbity pies. Powiedział że ludzie gorsze rzeczy sobie wybaczają a ja nasze małżeństwo przekreślam przez kłótnie.. Była chwila ciszy i zastanowienia.. powiedział że uszanuje moją decyzję..
W ubiegłym tygodniu przyszłam do mieszkania - mąz nie zabrał mi kluczy, moge korzystać z mieszkania, w końcu to też "Twoje mieszkanie" powiedział mój mąż - ale teraz go nie było.
Zniknęły jego rzeczy, sprzet ktory był jego i trochę ubrań. Nie było jego ukochanych retro komputerów - po zalogowaniu się na portal aukcyjny zobaczyłam że wszystkie te rzeczy sprzedał - w tej chwili sie przeraziłam bo mąz nigdy by się ich nie pozbył za żadną cene. Wszytko powyłączane - prąd, gaz...mieszkanie zamknięte na cztery spusty. Od kilku dni nie mam z nim kontaktu, karta SIM leżała na stole - oddał bo abonament był na mnie.
Dzwoniłam do jego znajomych - nikt nic nie wiedział. W końcu zadzwoniłam do jego pracy, rozmawiałam z jego kierownikiem (kopalnia) okazała się ze mój mąz ZWOLNIŁ się z pracy
Kierownik w sumie nic nie widzał tylko tyle że mój mąż ma zamiar gdzieś wyjechać. Rozmawiałam przez komunikator z jego bratem, ten nic mi nie chciał powiedzieć tylko tyle że mąż udzielił bratu pełnomocnictwa i w razie rozwodu on będzie go reprezentował.
Jestem w siódmym miesiącu ciązy. Wstyd się przyznać ale powiedziałam mężowi że jak chce zobaczyc córkę to będzie musiał przyjedzac do mojego Ojca. Mąż powiedział że nie wyobraża sobie takiego życia, że nie będzie brał udziału w wychowaniu córki i jak ma przyjezdzać jak pracuje na zmiany.. w nocy ? Powiedziałam że jakoś da radę ![]()
Wychodzi na to że naprawdę opuścił kraj, inaczej by się z pracy nie zwalniał - już niedużo mu zostało, zresztą lubił tę pracę. Nie wiem gdzie, czy do rodziny czy do pracy. Jego brat powiedział że mam mu dać spokój a do niego mam nie pisać i nie drążyć tematu bo to nie jego sprawa, pojawi się tylko na sali rozpraw jeśli dojdzie do rozwodu. Jestem roztrzęsiona, nie wiem co mam zrobić. Kocham go i bardzo tęsknie, córka to samo - ciągle pyta a ja nie wiem co odpowiedzieć. Czuję że nie wróci, zresztą jest bardzo uparty. Co powiem jeszcze nienarodzonej córce ? Co robić ?