Kryzys czy początek końca? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kryzys czy początek końca?

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 60 z 186 ]

Temat: Kryzys czy początek końca?

Cześć Kochani... 

Postanowiłam napisać,  ponieważ tak miotam się w emocjach trudnych.
Od dłuższego czasu przechodzimy  kryzys w związku,  czuję że to początek końca.  Wiem,  że każda para ma kryzys lub będzie miała.  Nigdy wcześniej  tego tak nie czułam co teraz,  zawsze wiedziałam,  czułam  że będziemy razem.  Teraz czuję że już nie.  Były rozmowy,  że raczej nie widzimy sensu,  ale chcemy walczyć bo dalej kochamy.  Jest kilka  problemów z którymi się mierzymy,  są to problemy natury  zmiennej,  to znaczy że to da się zmienić i oczywiście  mamy chęci, ale...  No właśnie  ale,  boję  się.  Boję się angażować  już w ten związek,  starać się,  mimo że chciałabym by było dobrze.  Niestety starania to pewna forma inwestycji emocji,  sił i czasu,  a ja się boję to wkładać do tego worka,  boję się że worek  i tak pęknie i wszystko się wysypie.  Przez to będzie bolało  bardziej...  Jesteśmy już na skraju  wytrzymałości,  odnoszę wrażenie  że On bardziej. To wiecie,  jest ten etap że on patrzy na mnie poprzez pryzmat złych cech,  a ja na niego poprzez zalety.

Proszę,  powiedzcie  jak Wam udało się przezwyciężyć  kryzys i czy kryzys zakończył się rozstaniem. 
Może jakieś rady?

Będę wdzięczna smile


PS,  Kocham Go szczerze,  ale się już boję.

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-05-30 19:00:54)

Odp: Kryzys czy początek końca?

To znaczy, że Tobie zależy bardziej. Patrzysz na niego poprzez zalety, czyli analizujesz, że w razie czego stracisz faceta, który ma wiele zalet - dla Ciebie będzie to więc realna strata.
Inaczej jest z nim, bo on ewentualne rozstanie z Tobą będzie oceniał, jako zysk, jako wartość dodaną, bo patrzy na Twoje przywary.
Musiałaś znaleźć mu dobrze za skórę.
Nie, nie chce licytować, kto więcej namieszał między Wami, ja tylko wnioskuje na podstawie tego, co napisałaś.
Tak więc Ty tracisz, on zyskuje.
A skoro tak, to kopiesz się z koniem, bo tylko przedłużacie agonię waszego związku.
Jeśli on uważa rozstanie z Tobą za korzystne dla niego, to jak myślisz, ile jeszcze możesz utrzymać go przy sobie?
Na pewno krótko.
Dobrze więc robisz, że nie inwestujesz, bo fakt, jakbyś waliła z dziurawy wór.
Zdaj się na czas i nic nie rób. Bądź sobą i niczego nie zwalniaj ani nie przyspieszaj.
On nie musi czuć Twojego oddechu na karku.
Co ma wisieć, nie utonie.

3

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:

Cześć Kochani... 

Postanowiłam napisać,  ponieważ tak miotam się w emocjach trudnych.
Od dłuższego czasu przechodzimy  kryzys w związku,  czuję że to początek końca.  Wiem,  że każda para ma kryzys lub będzie miała.  Nigdy wcześniej  tego tak nie czułam co teraz,  zawsze wiedziałam,  czułam  że będziemy razem.  Teraz czuję że już nie.  Były rozmowy,  że raczej nie widzimy sensu,  ale chcemy walczyć bo dalej kochamy.  Jest kilka  problemów z którymi się mierzymy,  są to problemy natury  zmiennej,  to znaczy że to da się zmienić i oczywiście  mamy chęci, ale...  No właśnie  ale,  boję  się.  Boję się angażować  już w ten związek,  starać się,  mimo że chciałabym by było dobrze.  Niestety starania to pewna forma inwestycji emocji,  sił i czasu,  a ja się boję to wkładać do tego worka,  boję się że worek  i tak pęknie i wszystko się wysypie.  Przez to będzie bolało  bardziej...  Jesteśmy już na skraju  wytrzymałości,  odnoszę wrażenie  że On bardziej. To wiecie,  jest ten etap że on patrzy na mnie poprzez pryzmat złych cech,  a ja na niego poprzez zalety.

Proszę,  powiedzcie  jak Wam udało się przezwyciężyć  kryzys i czy kryzys zakończył się rozstaniem. 
Może jakieś rady?

Będę wdzięczna smile


PS,  Kocham Go szczerze,  ale się już boję.

O masz Ci los sad
Jedna z moich ulubionych par "z forum" - no nie ,ale tak bywa

Co Ci Misiek zarzuca Istotko czy tylko zarzuca nic ponadto?

"Cichociemny na paralotni" big_smile

4 Ostatnio edytowany przez KoloroweSny (2022-05-30 21:34:44)

Odp: Kryzys czy początek końca?

Hmm ale z drugiej strony, jak nie zainwestujesz tych emocji, to później nie będziesz miała do siebie żalu ? Ja czasem - może głupio - ale wole zainwestować, mimo, że się boję - żeby później nie pluć sobie w brodę, że nawet nie spróbowałam. Nie będę oszukiwać, później wiadomo się wiecej cierpi, ale nigdy nie miałam w głowie 'mogłam to...mogłam tamto...'

5 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-05-30 21:36:48)

Odp: Kryzys czy początek końca?

Za mało danych by coś poradzić.
Czujesz że jego uwagi na temat Twoich wad są  uzasadnione, czy nagle mu coś nie pasuje?
Druga sprawa, czy Wy przypadkiem nie pracujecie zdalnie i nie siedzicie sobie na głowie po prostu?

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

6

Odp: Kryzys czy początek końca?

Nieco mnie zamurowało.
Nie widzicie sensu, ale chcecie walczyć. To brzmi jak oksymoron.
Kochacie się, ale on patrzy na Ciebie przez pryzmat Twoich wad, a Ty przez pryzmat jego zalet :-/

Tak na początek, bo rzeczywiście niewiele wiadomo, to bym powiedziała, że on nie chce być tym, który kończy związek, ale jątrzyć o Twoich wadach nie przestaje, więc liczy może, że Ciebie skłoni do zakończenia.
A Ty? Dlaczego patrzysz na niego przez pryzmat zalet? Nie ma ideałów. Wady są czasami jak przyprawa dodająca smaku, żeby mdło nie było. Co by się stało, jakbyś zaczęła patrzeć na niego jak na człowieka z wadami i zaletami?

7 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-05-30 22:11:27)

Odp: Kryzys czy początek końca?

O jasna cholera...

Istotka6 I Tobie się to przydarzyło...Kurde..

Przykro mi bardzo..Wybacz taką reakcję, ale szczerze mnie to zszokowało..

Boisz się i nie masz siły, więc z Twojej strony musi być silny motyw a z jego chyba jeszcze silniejszy..Byle jaki powód nie spowodowałby tego..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

8

Odp: Kryzys czy początek końca?

"Co Ci Misiek zarzuca Istotko czy tylko zarzuca nic ponadto?"

Właśnie nie napisałaś co to są za problemy, których nie da się przeskoczyć, bo kryzys kryzysowi nierówny, więc nawet ciężko się odnieść.
Jeśli chce się być razem, to kryzys da się przezwyciężyć, jeśli jedna strona nie widzi się dalej w związku, to pozamiatane.

9

Odp: Kryzys czy początek końca?
MagdaLena1111 napisał/a:

Nieco mnie zamurowało.
Nie widzicie sensu, ale chcecie walczyć. To brzmi jak oksymoron.
Kochacie się, ale on patrzy na Ciebie przez pryzmat Twoich wad, a Ty przez pryzmat jego zalet :-/

Tak na początek, bo rzeczywiście niewiele wiadomo, to bym powiedziała, że on nie chce być tym, który kończy związek, ale jątrzyć o Twoich wadach nie przestaje, więc liczy może, że Ciebie skłoni do zakończenia.
A Ty? Dlaczego patrzysz na niego przez pryzmat zalet? Nie ma ideałów. Wady są czasami jak przyprawa dodająca smaku, żeby mdło nie było. Co by się stało, jakbyś zaczęła patrzeć na niego jak na człowieka z wadami i zaletami?

Słusznie, bo się jeszcze chłop utwierdzi w przekonaniu, że taki z niego cud, skoro sama tak go wybielasz.

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

10

Odp: Kryzys czy początek końca?

Skoro on niby bardziej ma dość, to pytanie brzmi co się między Wami wydarzyło, że on tak bardzo "wymięka"?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

11

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:

(...) Proszę,  powiedzcie  jak Wam udało się przezwyciężyć  kryzys i czy kryzys zakończył się rozstaniem.  (...)

Gdy nadszedł kryzys, pomyślałam o... sobie, swoich potrzebach, swoim systemie wartości, swoich uczuciach. Uświadomiłam sobie, że chcę być i żyć z tym człowiekiem, z którym jestem i mimo lęku o przyszłość, nie zamiatałam pod dywan swych uczyć. Przestałam "gdybać", przestałam się licytować, przestałam udawać i "starać się" (bo u podstaw "starania się" jest, mym zdaniem, nieszczerość i gra), zdecydowałam się "widzieć" i wady, i zalety mego partnera, przestałam go idealizować.
Powiedziałam mu, że jeśli nie che być ze mną, niech odejdzie, bo nie chcę być z nim "na siłę".
Jesteśmy razem wiele lat; jest nam ze sobą dobrze.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

12

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:

Cześć Kochani... 

Postanowiłam napisać,  ponieważ tak miotam się w emocjach trudnych.
Od dłuższego czasu przechodzimy  kryzys w związku,  czuję że to początek końca.  Wiem,  że każda para ma kryzys lub będzie miała.  Nigdy wcześniej  tego tak nie czułam co teraz,  zawsze wiedziałam,  czułam  że będziemy razem.  Teraz czuję że już nie.  Były rozmowy,  że raczej nie widzimy sensu,  ale chcemy walczyć bo dalej kochamy.  Jest kilka  problemów z którymi się mierzymy,  są to problemy natury  zmiennej,  to znaczy że to da się zmienić i oczywiście  mamy chęci, ale...  No właśnie  ale,  boję  się.  Boję się angażować  już w ten związek,  starać się,  mimo że chciałabym by było dobrze.  Niestety starania to pewna forma inwestycji emocji,  sił i czasu,  a ja się boję to wkładać do tego worka,  boję się że worek  i tak pęknie i wszystko się wysypie.  Przez to będzie bolało  bardziej...  Jesteśmy już na skraju  wytrzymałości,  odnoszę wrażenie  że On bardziej. To wiecie,  jest ten etap że on patrzy na mnie poprzez pryzmat złych cech,  a ja na niego poprzez zalety.

Proszę,  powiedzcie  jak Wam udało się przezwyciężyć  kryzys i czy kryzys zakończył się rozstaniem. 
Może jakieś rady?

Będę wdzięczna smile


PS,  Kocham Go szczerze,  ale się już boję.

Nie wiem jaki macie staż, ale mogę przypuszczać po wpisie, że znaczny tu. ponad trzy lata.
To powoduje, że w relacji jest wam wygodnie. Tobie i jemu, co potwierdzają słowa o "bezsensie ale pozostaniu, bo się kochacie".
Jedno i drugie boi się zakończyć relację, bo jest niepewna tego co będzie potem. Strach przed nowym stanem jest większy, niż strach przed kontynuacją czy dalszym angażem.
Napędza was strach oraz przywiązanie do znanego, co jest w pewnej korelacji. Wszelkie formy fobii biorą się z lęku przed nieznanym, co wywołuje formy agresji oraz redukcji napięcia psychologicznego.

Zdaję sobie sprawę, że brzmi to jak chłodna kalkulacja, ale ja jestem człowiekiem odseparowanym od własnych emocji i aromantyczny, więc mam takie i nie inne spojrzenie na to.
Zamiast zastanawiać się co i jak z tą relacją, która powoli umiera, pomyśl o sobie. Brzmi to jak szykowanie się do upadku lub lądowania, ale musisz wyrobić sobie psychiczny spadochron dzięki czemu nie walniesz o glebę z takim hukiem. Miej z tyłu głowy myśl, że w każdej chwili ta relacja może się zakończyć.
Powodzenia.

Imperare sibi maximum imperium est

13

Odp: Kryzys czy początek końca?

Wracam z wyjaśnieniami i trochę źle  przedstawiłam sytuację,  było to spowodowane  moimi odczuciami z tamtego dnia.  O tym zaraz,  niestety  wczoraj  pisałam długi post,  ale ze względu na fakt że piszę przez telefon to  mnie wylogowalo i długi post  przepadł,  więc dziś będzie w kilku postach i zapewne krócej

Zacznę od tego jak na co dzień  wygląda nasz związek.
Lubimy swoje towarzystwo i daleko nam do skakania sobie do gardeł.  Super się dogadujemy,  śmiejemy,  razem spędzamy  czas w podobny  sposób.  Jest między nami czułość,  dużo rozmów.  Martwił  mnie rzadszy seks,  ale rozumiem  że to kwestia  kryzysu.  Do tego też pracowalam zdalnie więc za dużo razem byliśmy.  I jak to praca zdalna,  dresy,  brak makijażu,  nie taką mnie poznał.  Zaczęłam wychodzić do biura pracować,  robić  kroki  zamiast auta by zadbać trochę o siebie i lepiej się też czuć.  Jest różnica gdy wychodzę do ludzi zrobiona,  on inaczej też na mnie patrzy a ja się lepiej czuje,  przede wszystkim  też odpoczywamy od siebie.  Czasem,  ostatnio częściej pojawiają  się między nami zgrzyty  i przy okazji oczywiście  wracają  tematy naszych problemów,  o nich później.  Nie mamy cichych  dni,  jest nam się wtedy i trwało to maksymalnie  pełen dzień. Oboje  mamy za to mocne temperamenty,  ciężkie charaktery.  Bywamy wybuchowi,  na co dzień stale się droczymy,  ale w sposób pokojowy,  lubimy  to i mamy wobec siebie duży dystans.  Jest śmiesznie i ciekawie -  to zdanie znajomych,  nikogo innego przy nas nie widzą.

Co do Miśka i kwestii  że nie widzę Jego wad.  To też wymaga sprostowania. 
Widzę,  kiedyś przez to że zwracałam uwagę na wady,  to byłam wobec niego  krytyczna.  To nie było dobre.  Odkąd zaczęłam skupiać się na jego zaletach,  to te wady stały się jakby mniejsze,  mniej zauważalne.  Do tego oczywiście  doszła również ich akceptacja.  Pomaga i polecam takie podejście bo "klotliwa ja" stałam  się dzięki temu wyrozumiała. 
On,  odniosłam takie wrażenie,  że widzi mnie poprzez pryzmat moich wad,  ponieważ w rozmowie  na nich się skupial.  Wiecie,  ja tego unikam  "bo ty tamto,  a ja tamto",  ale on to niestety  praktykuje  i nie idzie wyjaśnić by tak nie robił.  Mi też się to oczywiście  zdarza,  w sumie w obronie, co jest złe. 



Pisze kontynuację....

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

14

Odp: Kryzys czy początek końca?

Co do kryzysu...
Dotyczy on kwestii finansowych,  mamy inne podejście do pieniędzy.  Dotyczy też  kwestii emocjonalnej  i rzadszym seksem,  ale to wynika ze wcześniejszych. 

Co do pieniędzy,  on jest ogarnięty finansowo,  odkłada,  świetnie nimi rozporządza, potrafi inwestować na giełdzie czy lokatach.  Tego ode mnie oczekujesz,  że będę oszczędna...  Rozumiem,  bo chodzi o wspólną  przyszłość,  jak będą dzieci  to liczy że dołożę  do edukacji  czy kupna  dla nich mieszkania
Ja nie przykładam totalnie uwagii do pieniądza.  Lubię  wydawać   lubię wychodzić,  częste  też przelewy  fundacjom,  to co uda mi się zaoszczędzić to pójdzie na niespotykane  wydatki.  Z tym mamy główny problem.
Do tego dochodzi fakt,  że Misiek w uczuciach  jest mniej wylewny,  ale to jestem w stanie  zaakceptować.  Natomiast nie mogę zaakceptować  tego,  że neguje  moje odczucia,  emocje.  Np  czymś się przejmuje,  w jego ocenie nic istotnego, ale nic nie poradzę że się tym przejmuje. Zamiast  mówić mi,  że niepotrzebnie,  oczekuję  że chociażby  przytuli.  Też rozumiem,  że nie jest po to by pomóc  sprostać się moim emocjom,  to jest moja kwestia,  ale nie lubię  negowania,  to tak jakbym nie miała  prawa  tak się czuć...  No cholera... 

Pracujemy  nad tyn od dłuższego  czasu,  ale nie idzie to tak szybko zmienić a kończy nam się cierpliwość i stąd ten kryzys.

Ciąg dalszy nastąpi wink

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

15 Ostatnio edytowany przez Istotka6 (2022-05-31 21:44:04)

Odp: Kryzys czy początek końca?

Do sedna,  wczoraj  porozmawialismy.

Misiek wrócił z wyjazdu.  Na biurku miał paczkę  fajek i po moich oczach już widział co się szykuje.  Zaraz po tym  jak się ogarnął usłyszał "zapal  najpierw,  musimy porozmawiać". 

Wyjaśnił,  że  nigdy nie miał nastawienia,  że jest ze  mną na siłę,  to tylko moje odczucia były.  Zapewniał  że chce być ze  mną,  ale jest po prostu  już tym wszystkim  zmęczony i ma szczerze dość bo nic się nie zmienia  w tych kwestiach. Powiedziałam coś w stylu co Wielokropek  wspomniała  w swoim poście,  mówiłam,  że nie chce być z kimś,  kto jest ze  mną z jakiegokolwiek  innego powodu  niż miłości.  Nie chcę związku  z sentymentu  czy z wygody,  jeśli jest tak po Jego stronie to powinniśmy się rozstać.  Nie chcę też związku gdzie patrzy i widzi tylko moje wady. 
Wyjaśnił,  że źle  to wyglądało  i nie o to chodzilo,  że widzi  moje zalety i to dla nich i dla miłości jest ze  mną.  Nigdy,  serio nigdy,  nie powiedział mi,  że nie chce ze mną być,  to były tylko moje  odczucia.  Zawsze zapewniał że chce być ze  mną.  Nie trzymalabym go na siłę,  nigdy,  ba podkreślalam zawsze że jeśli jest nieszczęśliwy  to nawet nałoze  dla niego buty i pomogę się spakować. 
No więc ja też troszkę  namieszalam  swoimi hm  emocjami chyba. 

Wiemy,  że chcemy być razem   ale czujemy  się już bezsilni i często to wychodzi prxy większych wymianach zdań.  Oboje nie wiemy,  czy damy radę to zmienić,  czy będziemy ze sobą i się Nam uda,  ale oboje wiemy,  że chcielibyśmy  bardzo.  Tylko martwi  mnie to,  że Miskowi  łatwo przychodzą  takie myśli by się jednak  rozstać,  może to pod wpływem  emocji.  Za każdym  razem gdy to mówi,  umiera jakaś cząstka  mnie.  Natomiast  biorąc pod uwagę nasze początki  i tak zrobiliśmy  duży postęp względem pracy  nad sobą. 

Wybaczcie  że tak dużo,  ale po pierwszym poście faktycznie padło mało informacji.  I wszystkim też dziękuję za wsparcie  i odzew. 

A teraz powiedzcie,  co myślicie smile


PS,  teraz jest między nami "dobrze".

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

16 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-05-31 21:51:22)

Odp: Kryzys czy początek końca?

Wyjdzie ze mnie pewnie osoba niezbyt doświadczona w tych sprawach, ale jednego nie jestem w stanie zrozumieć: skoro wspominasz, że tak dobze Wam się żyje i razem fajnie spędzacie czas, to czy tak silnie każde z Was odczuwa te problemy, o których piszesz? Bo to tak trochę się wyklucza, jeżeli zarówno on, jak i Ty macie pewne kwestie, które Was dręczą a jednocześnie jest Wam dobrze...
Z mojego czysto subiektywnego odczucia, powiem, żę dwie porywcze osoby o mocnych temperamentach, to mieszanka wybuchowa..

Co do emocji czy przejmowania się czymś, to ciężko mi tutaj wyrokować, ale spodziewam sie, że pewnie reagowałbym podobnie, jak on, bo raczej faceci zwyczajnie inaczej reagują na niektóre problemy i ciężko im zrozumieć, że ktoś się czymś tak bardzo przejmuje, tylko tu ciężko bez konkretów. Pewnie oczekują więcej działania a mniej skupiania się na aktualnych emocjach..

Natomaist co do pieniędzy, to zdecydowanie czuje się bardziej nim, bo jednak sprawne gospodarowanie kasa w dzisiejszych czasach jest na wagę złota. Nie chcę tutaj absolutnie urazić nikogo., ale ma wrażenie, żę zbyt często oszczędność czy raacjonalne gospodarowanie finansami jest odbierane z rezerwą. Nie jest to cecha związana z płcią, ale jednak jakoś wzbudza we mnei osobisćie większe zaufanie ktoś, kto potrafi sprawnie tą kasą zarządząć, inwestować itp To przecież myślenie przyszłościowe, objaw zaradności i odpowiedzialności wink

Wcześniej nie było widać aż tak bardzo tych zgrzytów?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

17

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:

.  Nigdy,  serio nigdy,  nie powiedział mi,  że nie chce ze mną być,  to były tylko moje  odczucia.  Zawsze zapewniał że chce być ze  mną. 
[...]

Tylko martwi  mnie to,  że Miskowi  łatwo przychodzą  takie myśli by się jednak  rozstać,  może to pod wpływem  emocji.  Za każdym  razem gdy to mówi,  umiera jakaś cząstka  mnie. .

Mogłabyś to wyjasnić Istotko, bo mnie się te dwa zdania kłócą i mam niejasny obraz sytuacji.

Jaki pożytek z prędkości, jeśli zmierza się w złym kierunku?

18 Ostatnio edytowany przez Istotka6 (2022-05-31 22:01:27)

Odp: Kryzys czy początek końca?
bagienni_k napisał/a:

Wyjdzie ze mnie pewnie osoba niezbyt doświadczona w tych sprawach, ale jednego nie jestem w stanie zrozumieć: skoro wspominasz, że tak dobze Wam się żyje i razem fajnie spędzacie czas, to czy tak silnie każde z Was odczuwa te problemy, o których piszesz? Bo to tak trochę się wyklucza, jeżeli zarówno on, jak i Ty macie pewne kwestie, które Was dręczą a jednocześnie jest Wam dobrze...
Z mojego czysto subiektywnego odczucia, powiem, żę dwie porywcze osoby o mocnych temperamentach, to mieszanka wybuchowa..

Co do emocji czy przejmowania się czymś, to ciężko mi tutaj wyrokować, ale spodziewam sie, że pewnie reagowałbym podobnie, jak on, bo raczej faceci zwyczajnie inaczej reagują na niektóre problemy i ciężko im zrozumieć, że ktoś się czymś tak bardzo przejmuje, tylko tu ciężko bez konkretów. Pewnie oczekują więcej działania a mniej skupiania się na aktualnych emocjach..

Natomaist co do pieniędzy, to zdecydowanie czuje się bardziej nim, bo jednak sprawne gospodarowanie kasa w dzisiejszych czasach jest na wagę złota. Nie chcę tutaj absolutnie urazić nikogo., ale ma wrażenie, żę zbyt często oszczędność czy raacjonalne gospodarowanie finansami jest odbierane z rezerwą. Nie jest to cecha związana z płcią, ale jednak jakoś wzbudza we mnei osobisćie większe zaufanie ktoś, kto potrafi sprawnie tą kasą zarządząć, inwestować itp To przecież myślenie przyszłościowe, objaw zaradności i odpowiedzialności wink

Wcześniej nie było widać aż tak bardzo tych zgrzytów?

No właśnie,  na co dzień  jest dobrze, o problemach "przypominamy"  sonie podczas  często drobnych  sprzeczek nawet,  wychodzi wtedy zmęczenie tymi kwestiami.  Wtedy te problemy naprawdę rosną na sile.

Też nie jestem kimś kto często czymś się przejmuje,  ale jak jest mi z jakiegoś powodu  np  źle,  to bym nie chciała negowania mojego prawa do przeżywania  tych emocji.

W kwestii  pieniędzy wiem,  że ma rację.  Naprawdę.  Imponują mi ludzie,  którzy potrafią  nimi zarządzać,  ale ja niestety  nie potrafię  to moja ogromna wada.  Aczkolwiek  też poczynilam pewien progres w tej kwestii,  ale to wciąż nie to.  On oczekuje,  że stanę się oszczędna,  ale na ile jestem w stanie to zmienić...  Wciąż za mało.  Umiejętność zarządzania finansami  to tak naprawdę równa się stabilizacja  przyszłości,  co rozumiem i bym chciała to zmienić.  Ale to długa droga i nie wiem czy będę w stanie  to zmienić,  chyba tylko ograniczyć...

Zgrzyty były między nami zawsze,  ale z innymi sobie poradzilismy,  z tymi nie potrafimy i się stale powtarzają

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

19 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-05-31 22:05:21)

Odp: Kryzys czy początek końca?

Dla mnie to są dwa światy.
on: roztropny,oszczędny,gospodarczy, rozumiejący swoje emocje
ona: nie roztropna,rozrzutna, nie gospodarcza, nie rozumiejąca swoich emocji.
Takie schematy to tylko w filmach się sprawdzają.
Najzabawniejsze jest to w jaki sposób pisze o tym ze defacto nie am większych oszczędności na życie bo wszystko wydaje.
Oraz związany z tym zwrot "liczy że dołożę  do edukacji  czy kupna  dla nich mieszkania "
to coś pokroju "facet pomaga w domu"
Facet nie ma pomagać w domu bo to tez jego dom i jego syf, żadnej łaski nie robi
tak i tutaj niema być "dokładania" tylko percypowanie w kosztach.
To się nie uda

20

Odp: Kryzys czy początek końca?
Agnes76 napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

.  Nigdy,  serio nigdy,  nie powiedział mi,  że nie chce ze mną być,  to były tylko moje  odczucia.  Zawsze zapewniał że chce być ze  mną. 
[...]

Tylko martwi  mnie to,  że Miskowi  łatwo przychodzą  takie myśli by się jednak  rozstać,  może to pod wpływem  emocji.  Za każdym  razem gdy to mówi,  umiera jakaś cząstka  mnie. .

Mogłabyś to wyjasnić Istotko, bo mnie się te dwa zdania kłócą i mam niejasny obraz sytuacji.

Kiedy się poklocimy i wracają te problemy,  to Misiek czasem lekko lub bardziej wspomina  o tym,  że ma dość już tych problemów w związku  i że logicznie byłoby się rozstać skoro niewiele się tu zmienia,  ale.no właśnie,  ale,  ale nie chce.  Zawsze mówi,  że nie chce się rozstawać,  ale myśli by się rozstać  wracają.  To też sprzeczność, bo na co dzień jest dobrze,  ale przy kłótnia h jest źle i wychodzi zmęczenie tymi problemami i myśli że mamy dość.  Częściej on to mówi,  chociaż no raz czy dwa też się zdarzyło

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

21

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:

(...) Co do pieniędzy,  on jest ogarnięty finansowo,  odkłada,  świetnie nimi rozporządza, potrafi inwestować na giełdzie czy lokatach.  Tego ode mnie oczekujesz,  że będę oszczędna...  Rozumiem,  bo chodzi o wspólną  przyszłość,  jak będą dzieci  to liczy że dołożę  do edukacji  czy kupna  dla nich mieszkania
Ja nie przykładam totalnie uwagii do pieniądza.  Lubię  wydawać   lubię wychodzić,  częste  też przelewy  fundacjom,  to co uda mi się zaoszczędzić to pójdzie na niespotykane  wydatki.  Z tym mamy główny problem. (...)

Hm... . Trudno jest żyć, zakładać rodzinę, wychowywać dzieci mając nonszalancki stosunek do pieniędzy. Skoro rozumiesz, że mówiąc o Twym oszczędzaniu Miśkowi chodzi o waszą przyszłość, skoro rozumiesz jego argumenty, to... dlaczego nie zmieniłaś swego zachowania? Dlaczego zatem dalej nie przywiązujesz wagi go pieniędzy? <odpowiedź jest ważna dla Ciebie>



(...) Do tego dochodzi fakt,  że Misiek w uczuciach  jest mniej wylewny,  ale to jestem w stanie  zaakceptować.  Natomiast nie mogę zaakceptować  tego,  że neguje  moje odczucia,  emocje.  Np  czymś się przejmuje,  w jego ocenie nic istotnego, ale nic nie poradzę że się tym przejmuje. Zamiast  mówić mi,  że niepotrzebnie,  oczekuję  że chociażby  przytuli.  Też rozumiem,  że nie jest po to by pomóc  sprostać się moim emocjom,  to jest moja kwestia,  ale nie lubię  negowania,  to tak jakbym nie miała  prawa  tak się czuć...  No cholera... (...)

Innymi słowy, Misiek chciałby, byś zachowywała się wedle jego schematu, Ty zaś, by on zachowywał się wedle Twego schematu. Hm... .

Jeśli wielokrotnie byłabym zmuszana do tego, by udowadniać, że nie jestem wielbłądem, to miałabym dość relacji i marzyła o rozstaniu.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

22

Odp: Kryzys czy początek końca?

"Tylko martwi  mnie to,  że Miskowi  łatwo przychodzą  takie myśli by się jednak  rozstać..."

Tym co Ci mówi, to oznacza, że do końca mu nie odpowiadasz /sama o tym wiesz/ i powinnaś się zmienić, pod niego, tylko to tak nie działa. Tak samo w drugą stronę.
Nie potrafi Cię zaakceptować taką jaką jesteś, więc albo z czasem zaakceptuje, albo się rozstaniecie, mam tu na myśli finanse.
Ty z kolei nie akceptujesz jego braku wrażliwości, nawet jakbyś to zaakceptowała, to  Twojej "rozrzutności", on nie chce zaakceptować, więc wymusza to chłodem w stosunku do Ciebie.
Teraz czas pokaże czy się dostosujesz, jeśli nie, to w końcu zaakceptuje albo odejdzie.

Tylko on nie wie, że zmiany powinno się zaczynać od siebie...

23

Odp: Kryzys czy początek końca?
Szeptuch napisał/a:

Dla mnie to są dwa światy.
on: roztropny,oszczędny,gospodarczy, rozumiejący swoje emocje
ona: nie roztropna,rozrzutna, nie gospodarcza, nie rozumiejąca swoich emocji.
Takie schematy to tylko w filmach się sprawdzają.
Najzabawniejsze jest to w jaki sposób pisze o tym ze defacto nie am większych oszczędności na życie bo wszystko wydaje.
Oraz związany z tym zwrot "liczy że dołożę  do edukacji  czy kupna  dla nich mieszkania "
to coś pokroju "facet pomaga w domu"
Facet nie ma pomagać w domu bo to tez jego dom i jego syf, żadnej łaski nie robi
tak i tutaj niema być "dokładania" tylko percypowanie w kosztach.
To się nie uda

Gospodarcza jestem i roztropna,  nie wydaje swoich pieniędzy zanim wszystkiego nie pooplacam,  nie wydaje wiecej niż zarabiam.  Tyle  że mam problem by oszczędzać.  I nie,  nie widzę się też w roli  hm utrzymanki czy też kogoś kto leży i pachnie.
Hm żeby była jasność,  nie liczę że facet wszystko  zapewni.  Biorę to na siebie.  Tylko w moim przypadku  będzie trudniej  by dołożyć do mieszkania  np dzieciom,  liczę że to się zmieni  i zaoszczę na to.  Jeśli nie,  to cóż,  będę spłacać  połowę raty za mieszkanie dzieci.  Łatwiej mi na bieżąco  ogarniać  wydatki niż na coś zaoszczędzić   jeśli w moich wydatkach  miesięcznych dojdzie np 1000 zł raty miesięcznie,  ogarnę  to.  Mniej wydam na siebie.  Ale problem tkwi by odłożyć na przyszłość. 
Kosztami za "życie" dzielimy się po równo i innej opcji nie widzę. 

Co do reszty,  chyba masz rację

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

24

Odp: Kryzys czy początek końca?

Zastanawiające jest to różne podejście do pieniędzy i przeżywania emocji. Przecież takie rzeczy z reguły widać na początku..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

25

Odp: Kryzys czy początek końca?
Szeptuch napisał/a:

Dla mnie to są dwa światy.
on: roztropny,oszczędny,gospodarczy, rozumiejący swoje emocje
ona: nie roztropna,rozrzutna, nie gospodarcza, nie rozumiejąca swoich emocji.

Ja to zrozumiałam, że z tymi emocjami, to Istotka6 wie co czuje, ale dostaje komunikat w stylu ‘nie przesadzaj’, ‘powinnaś czuć inaczej’, chyba że źle zrozumiałam?

Pytanie do autorki jakieś konsultacje z terapeutą par czy sama terapia par wchodzi w grę?

26 Ostatnio edytowany przez Istotka6 (2022-05-31 22:20:28)

Odp: Kryzys czy początek końca?
Wielokropek napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

(...) Co do pieniędzy,  on jest ogarnięty finansowo,  odkłada,  świetnie nimi rozporządza, potrafi inwestować na giełdzie czy lokatach.  Tego ode mnie oczekujesz,  że będę oszczędna...  Rozumiem,  bo chodzi o wspólną  przyszłość,  jak będą dzieci  to liczy że dołożę  do edukacji  czy kupna  dla nich mieszkania
Ja nie przykładam totalnie uwagii do pieniądza.  Lubię  wydawać   lubię wychodzić,  częste  też przelewy  fundacjom,  to co uda mi się zaoszczędzić to pójdzie na niespotykane  wydatki.  Z tym mamy główny problem. (...)

Hm... . Trudno jest żyć, zakładać rodzinę, wychowywać dzieci mając nonszalancki stosunek do pieniędzy. Skoro rozumiesz, że mówiąc o Twym oszczędzaniu Miśkowi chodzi o waszą przyszłość, skoro rozumiesz jego argumenty, to... dlaczego nie zmieniłaś swego zachowania? Dlaczego zatem dalej nie przywiązujesz wagi go pieniędzy? <odpowiedź jest ważna dla Ciebie>



(...) Do tego dochodzi fakt,  że Misiek w uczuciach  jest mniej wylewny,  ale to jestem w stanie  zaakceptować.  Natomiast nie mogę zaakceptować  tego,  że neguje  moje odczucia,  emocje.  Np  czymś się przejmuje,  w jego ocenie nic istotnego, ale nic nie poradzę że się tym przejmuje. Zamiast  mówić mi,  że niepotrzebnie,  oczekuję  że chociażby  przytuli.  Też rozumiem,  że nie jest po to by pomóc  sprostać się moim emocjom,  to jest moja kwestia,  ale nie lubię  negowania,  to tak jakbym nie miała  prawa  tak się czuć...  No cholera... (...)

Innymi słowy, Misiek chciałby, byś zachowywała się wedle jego schematu, Ty zaś, by on zachowywał się wedle Twego schematu. Hm... .

Jeśli wielokrotnie byłabym zmuszana do tego, by udowadniać, że nie jestem wielbłądem, to miałabym dość relacji i marzyła o rozstaniu.

Masz rację,  mam z tym problem  i wiem to,  też rozumiem Miśka w tej kwestii bo myśli o przyszłości.  Problem mam z tym,  że zawsze mnie coś kusi by kupić itp.  I zdaje sobie sprawę,  że pod względem finansowym  jestem po prostu  niedojrzala.  Wynika to też pewnie z tego,  że pochodzę z ubogiej  rodziny,  gdzie zawsze wszystkiego mi brakowało....  Jestem zapisana na terapię,  też dodam.  Chcę  pracować nad tym,  chce pracować nad związkiem i wzajemna akceptacja. Tylko to wymaga czasu, hm czy go mamy,  nie wiem już....

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

27

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Dla mnie to są dwa światy.
on: roztropny,oszczędny,gospodarczy, rozumiejący swoje emocje
ona: nie roztropna,rozrzutna, nie gospodarcza, nie rozumiejąca swoich emocji.
Takie schematy to tylko w filmach się sprawdzają.
Najzabawniejsze jest to w jaki sposób pisze o tym ze defacto nie am większych oszczędności na życie bo wszystko wydaje.
Oraz związany z tym zwrot "liczy że dołożę  do edukacji  czy kupna  dla nich mieszkania "
to coś pokroju "facet pomaga w domu"
Facet nie ma pomagać w domu bo to tez jego dom i jego syf, żadnej łaski nie robi
tak i tutaj niema być "dokładania" tylko percypowanie w kosztach.
To się nie uda

Gospodarcza jestem i roztropna,  nie wydaje swoich pieniędzy zanim wszystkiego nie pooplacam,  nie wydaje wiecej niż zarabiam.  Tyle  że mam problem by oszczędzać.  I nie,  nie widzę się też w roli  hm utrzymanki czy też kogoś kto leży i pachnie.
Hm żeby była jasność,  nie liczę że facet wszystko  zapewni.  Biorę to na siebie.  Tylko w moim przypadku  będzie trudniej  by dołożyć do mieszkania  np dzieciom,  liczę że to się zmieni  i zaoszczę na to.  Jeśli nie,  to cóż,  będę spłacać  połowę raty za mieszkanie dzieci.  Łatwiej mi na bieżąco  ogarniać  wydatki niż na coś zaoszczędzić   jeśli w moich wydatkach  miesięcznych dojdzie np 1000 zł raty miesięcznie,  ogarnę  to.  Mniej wydam na siebie.  Ale problem tkwi by odłożyć na przyszłość. 
Kosztami za "życie" dzielimy się po równo i innej opcji nie widzę. 

Co do reszty,  chyba masz rację

To może najlepiej dla ciebie by było aby w raz z wpłynięciem wypłaty na konto, powiedzmy te 1000zł wpłacała na długoletnia lokatę ( ja teraz przy ten inflacji to trochę strzał w kolano).
Nie wiem jakim budżetem dysponujesz ale jeżeli Ci chodzi o długoterminowe oszczędzanie to świetnym pomysłem sa obligacje innych państw 10 letnie.
ale te w placówkach NBP możesz kupić małe sztabki złota(najlepsza ochrona przed inflacja).
Nie ważne co wybierzesz, chodzi o to ze tak jak byś nie miała problemu z płaceniem raty to poukładaj sobie to tak w głowie ze ta ratę juz płacisz.
Ze odejmujesz te 1000zl od razu gdy wpłynie, tak aby było poza twoim zasięgiem.

28

Odp: Kryzys czy początek końca?
wieka napisał/a:

"Tylko martwi  mnie to,  że Miskowi  łatwo przychodzą  takie myśli by się jednak  rozstać..."

Tym co Ci mówi, to oznacza, że do końca mu nie odpowiadasz /sama o tym wiesz/ i powinnaś się zmienić, pod niego, tylko to tak nie działa. Tak samo w drugą stronę.
Nie potrafi Cię zaakceptować taką jaką jesteś, więc albo z czasem zaakceptuje, albo się rozstaniecie, mam tu na myśli finanse.
Ty z kolei nie akceptujesz jego braku wrażliwości, nawet jakbyś to zaakceptowała, to  Twojej "rozrzutności", on nie chce zaakceptować, więc wymusza to chłodem w stosunku do Ciebie.
Teraz czas pokaże czy się dostosujesz, jeśli nie, to w końcu zaakceptuje albo odejdzie.

Tylko on nie wie, że zmiany powinno się zaczynać od siebie...

Ostatnie zdanie,  w punkt i nie idzie mu to wyjaśnić. Czyli ogólnie  jak rozumiem,  dążysz do tego że on też musi się zmienić czy nie pasujemy do siebie?

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

29

Odp: Kryzys czy początek końca?
bagienni_k napisał/a:

Zastanawiające jest to różne podejście do pieniędzy i przeżywania emocji. Przecież takie rzeczy z reguły widać na początku..

Było widać,  mniej to wtedy przeszkadzało

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

30 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-05-31 22:26:34)

Odp: Kryzys czy początek końca?

Idź na terapię bez względu na to, jak rozwinie się (czy zwinie) wasz związek. Idź ze względu na siebie, każda inna motywacja przyniesie kiepski efekt. To Ty masz problem, z którym masz się uporać niezależnie od tego z kim będziesz żyła.


***
Jeśli jedna osoba w związku zmienia swe zachowania, to druga dopasowuje się do niej (chyba, że podejmie decyzję o rozstaniu). smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

31

Odp: Kryzys czy początek końca?
polis napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Dla mnie to są dwa światy.
on: roztropny,oszczędny,gospodarczy, rozumiejący swoje emocje
ona: nie roztropna,rozrzutna, nie gospodarcza, nie rozumiejąca swoich emocji.

Ja to zrozumiałam, że z tymi emocjami, to Istotka6 wie co czuje, ale dostaje komunikat w stylu ‘nie przesadzaj’, ‘powinnaś czuć inaczej’, chyba że źle zrozumiałam?

Pytanie do autorki jakieś konsultacje z terapeutą par czy sama terapia par wchodzi w grę?

Dobrze rozumiesz.  Dokładnie  tak

On nie chce na terapię par,  sama idę na terapię bo robię to dla siebie

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

32

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Dla mnie to są dwa światy.
on: roztropny,oszczędny,gospodarczy, rozumiejący swoje emocje
ona: nie roztropna,rozrzutna, nie gospodarcza, nie rozumiejąca swoich emocji.
Takie schematy to tylko w filmach się sprawdzają.
Najzabawniejsze jest to w jaki sposób pisze o tym ze defacto nie am większych oszczędności na życie bo wszystko wydaje.
Oraz związany z tym zwrot "liczy że dołożę  do edukacji  czy kupna  dla nich mieszkania "
to coś pokroju "facet pomaga w domu"
Facet nie ma pomagać w domu bo to tez jego dom i jego syf, żadnej łaski nie robi
tak i tutaj niema być "dokładania" tylko percypowanie w kosztach.
To się nie uda

Gospodarcza jestem i roztropna,  nie wydaje swoich pieniędzy zanim wszystkiego nie pooplacam,  nie wydaje wiecej niż zarabiam.  Tyle  że mam problem by oszczędzać.  I nie,  nie widzę się też w roli  hm utrzymanki czy też kogoś kto leży i pachnie.
Hm żeby była jasność,  nie liczę że facet wszystko  zapewni.  Biorę to na siebie.  Tylko w moim przypadku  będzie trudniej  by dołożyć do mieszkania  np dzieciom,  liczę że to się zmieni  i zaoszczę na to.  Jeśli nie,  to cóż,  będę spłacać  połowę raty za mieszkanie dzieci.  Łatwiej mi na bieżąco  ogarniać  wydatki niż na coś zaoszczędzić   jeśli w moich wydatkach  miesięcznych dojdzie np 1000 zł raty miesięcznie,  ogarnę  to.  Mniej wydam na siebie.  Ale problem tkwi by odłożyć na przyszłość. 
Kosztami za "życie" dzielimy się po równo i innej opcji nie widzę.

Nie jesteś sama z takim problemem, są tacy ktorych pieniądze parzą w kieszeni, wtedy mąż rządzi kasą i funkcjonują... z akceptacją obydwu stron, chociaż zadowolenia raczej nie ma.
Z boku się wydaje, że można to zmienić, ale znając takie przypadki, widzę, że nie.

33

Odp: Kryzys czy początek końca?
Szeptuch napisał/a:
Istotka6 napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Dla mnie to są dwa światy.
on: roztropny,oszczędny,gospodarczy, rozumiejący swoje emocje
ona: nie roztropna,rozrzutna, nie gospodarcza, nie rozumiejąca swoich emocji.
Takie schematy to tylko w filmach się sprawdzają.
Najzabawniejsze jest to w jaki sposób pisze o tym ze defacto nie am większych oszczędności na życie bo wszystko wydaje.
Oraz związany z tym zwrot "liczy że dołożę  do edukacji  czy kupna  dla nich mieszkania "
to coś pokroju "facet pomaga w domu"
Facet nie ma pomagać w domu bo to tez jego dom i jego syf, żadnej łaski nie robi
tak i tutaj niema być "dokładania" tylko percypowanie w kosztach.
To się nie uda

Gospodarcza jestem i roztropna,  nie wydaje swoich pieniędzy zanim wszystkiego nie pooplacam,  nie wydaje wiecej niż zarabiam.  Tyle  że mam problem by oszczędzać.  I nie,  nie widzę się też w roli  hm utrzymanki czy też kogoś kto leży i pachnie.
Hm żeby była jasność,  nie liczę że facet wszystko  zapewni.  Biorę to na siebie.  Tylko w moim przypadku  będzie trudniej  by dołożyć do mieszkania  np dzieciom,  liczę że to się zmieni  i zaoszczę na to.  Jeśli nie,  to cóż,  będę spłacać  połowę raty za mieszkanie dzieci.  Łatwiej mi na bieżąco  ogarniać  wydatki niż na coś zaoszczędzić   jeśli w moich wydatkach  miesięcznych dojdzie np 1000 zł raty miesięcznie,  ogarnę  to.  Mniej wydam na siebie.  Ale problem tkwi by odłożyć na przyszłość. 
Kosztami za "życie" dzielimy się po równo i innej opcji nie widzę. 

Co do reszty,  chyba masz rację

To może najlepiej dla ciebie by było aby w raz z wpłynięciem wypłaty na konto, powiedzmy te 1000zł wpłacała na długoletnia lokatę ( ja teraz przy ten inflacji to trochę strzał w kolano).
Nie wiem jakim budżetem dysponujesz ale jeżeli Ci chodzi o długoterminowe oszczędzanie to świetnym pomysłem sa obligacje innych państw 10 letnie.
ale te w placówkach NBP możesz kupić małe sztabki złota(najlepsza ochrona przed inflacja).
Nie ważne co wybierzesz, chodzi o to ze tak jak byś nie miała problemu z płaceniem raty to poukładaj sobie to tak w głowie ze ta ratę juz płacisz.
Ze odejmujesz te 1000zl od razu gdy wpłynie, tak aby było poza twoim zasięgiem.

Hm dobry pomysł z tym złotem,  tylko muszę sobie poradzić z tą pokusa  by wydawać.  Pomyślę  nad tym,  ale naprawdę dobry pomysł,  dzięki smile

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

34

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

(...) Co do pieniędzy,  on jest ogarnięty finansowo,  odkłada,  świetnie nimi rozporządza, potrafi inwestować na giełdzie czy lokatach.  Tego ode mnie oczekujesz,  że będę oszczędna...  Rozumiem,  bo chodzi o wspólną  przyszłość,  jak będą dzieci  to liczy że dołożę  do edukacji  czy kupna  dla nich mieszkania
Ja nie przykładam totalnie uwagii do pieniądza.  Lubię  wydawać   lubię wychodzić,  częste  też przelewy  fundacjom,  to co uda mi się zaoszczędzić to pójdzie na niespotykane  wydatki.  Z tym mamy główny problem. (...)

Hm... . Trudno jest żyć, zakładać rodzinę, wychowywać dzieci mając nonszalancki stosunek do pieniędzy. Skoro rozumiesz, że mówiąc o Twym oszczędzaniu Miśkowi chodzi o waszą przyszłość, skoro rozumiesz jego argumenty, to... dlaczego nie zmieniłaś swego zachowania? Dlaczego zatem dalej nie przywiązujesz wagi go pieniędzy? <odpowiedź jest ważna dla Ciebie>



(...) Do tego dochodzi fakt,  że Misiek w uczuciach  jest mniej wylewny,  ale to jestem w stanie  zaakceptować.  Natomiast nie mogę zaakceptować  tego,  że neguje  moje odczucia,  emocje.  Np  czymś się przejmuje,  w jego ocenie nic istotnego, ale nic nie poradzę że się tym przejmuje. Zamiast  mówić mi,  że niepotrzebnie,  oczekuję  że chociażby  przytuli.  Też rozumiem,  że nie jest po to by pomóc  sprostać się moim emocjom,  to jest moja kwestia,  ale nie lubię  negowania,  to tak jakbym nie miała  prawa  tak się czuć...  No cholera... (...)

Innymi słowy, Misiek chciałby, byś zachowywała się wedle jego schematu, Ty zaś, by on zachowywał się wedle Twego schematu. Hm... .

Jeśli wielokrotnie byłabym zmuszana do tego, by udowadniać, że nie jestem wielbłądem, to miałabym dość relacji i marzyła o rozstaniu.

Masz rację,  mam z tym problem  i wiem to,  też rozumiem Miśka w tej kwestii bo myśli o przyszłości.  Problem mam z tym,  że zawsze mnie coś kusi by kupić itp.  I zdaje sobie sprawę,  że pod względem finansowym  jestem po prostu  niedojrzala.  Wynika to też pewnie z tego,  że pochodzę z ubogiej  rodziny,  gdzie zawsze wszystkiego mi brakowało....  Jestem zapisana na terapię,  też dodam.  Chcę  pracować nad tym,  chce pracować nad związkiem i wzajemna akceptacja. Tylko to wymaga czasu, hm czy go mamy,  nie wiem już....

Ja tez pochodzę z rodziny gdzie nie dostawałem ani grosza, tylko u mnie zaowocowała to tym że jestem oszczędny, wiec nie wiem od czego to zależy.
Bo faktycznie jest tak ze albo idzie w jedna albo w druga stronę.
Ale to nie oznacza ze stronie od zbytków tego doczesnego świata.
Po prostu mam ustalona wysokość poduszki finansowej+ 30% swojej wypłaty która inwestuje.
Reszta jest do swobodnego wydania.
Masz prawo do sprawiania sobie przyjemności kupując to i owo, bo po cos te pieniądze sa.
Tylko pomyśl: W razie jakiegoś załamania zdrowia, chciała byś trafić do szpitala na NFZ czy do prywatnej kliniki.
Nawet dla takiej sprawy warto mieć oszczędności.

35

Odp: Kryzys czy początek końca?
Wielokropek napisał/a:

Idź na terapię bez względu na to, jak rozwinie się (czy zwinie) wasz związek. Idź ze względu na siebie, każda inna motywacja przyniesie kiepski efekt. To Ty masz problem, z którym masz się uporać niezależnie od tego z kim będziesz żyła.


***
Jeśli jedna osoba w związku zmienia swe zachowania, to druga dopasowuje się do niej (chyba, że podejmie decyzję o rozstaniu). smile

Oczywiście,  idę tylko ze względu na siebie. On nie chce,  to trudno,  ja idę  by uprac  się ze swoimi problemami.

To prawda, ja się zmieniłam,  zaczęłam od siebie i zauważyłam,  że i Misiek  się zmienił.  Każde z Nas w pewnym większym lub mniejszym stopniu przeszło przemianę,  mimo,  że Go nie zmieniałam smile

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

36

Odp: Kryzys czy początek końca?
wieka napisał/a:
Istotka6 napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Dla mnie to są dwa światy.
on: roztropny,oszczędny,gospodarczy, rozumiejący swoje emocje
ona: nie roztropna,rozrzutna, nie gospodarcza, nie rozumiejąca swoich emocji.
Takie schematy to tylko w filmach się sprawdzają.
Najzabawniejsze jest to w jaki sposób pisze o tym ze defacto nie am większych oszczędności na życie bo wszystko wydaje.
Oraz związany z tym zwrot "liczy że dołożę  do edukacji  czy kupna  dla nich mieszkania "
to coś pokroju "facet pomaga w domu"
Facet nie ma pomagać w domu bo to tez jego dom i jego syf, żadnej łaski nie robi
tak i tutaj niema być "dokładania" tylko percypowanie w kosztach.
To się nie uda

Gospodarcza jestem i roztropna,  nie wydaje swoich pieniędzy zanim wszystkiego nie pooplacam,  nie wydaje wiecej niż zarabiam.  Tyle  że mam problem by oszczędzać.  I nie,  nie widzę się też w roli  hm utrzymanki czy też kogoś kto leży i pachnie.
Hm żeby była jasność,  nie liczę że facet wszystko  zapewni.  Biorę to na siebie.  Tylko w moim przypadku  będzie trudniej  by dołożyć do mieszkania  np dzieciom,  liczę że to się zmieni  i zaoszczę na to.  Jeśli nie,  to cóż,  będę spłacać  połowę raty za mieszkanie dzieci.  Łatwiej mi na bieżąco  ogarniać  wydatki niż na coś zaoszczędzić   jeśli w moich wydatkach  miesięcznych dojdzie np 1000 zł raty miesięcznie,  ogarnę  to.  Mniej wydam na siebie.  Ale problem tkwi by odłożyć na przyszłość. 
Kosztami za "życie" dzielimy się po równo i innej opcji nie widzę.

Nie jesteś sama z takim problemem, są tacy ktorych pieniądze parzą w kieszeni, wtedy mąż rządzi kasą i funkcjonują... z akceptacją obydwu stron, chociaż zadowolenia raczej nie ma.
Z boku się wydaje, że można to zmienić, ale znając takie przypadki, widzę, że nie.

Dokładnie,  każdy związek jest inny.  Każdy też ma inne podejście do pieniędzy,  np żona nie pracuje a mąż zarabia na wszystko i jeśli obie strony tak chcą,  to fajnie.  U nas tylko kwestia  oszczędzania  się nie zgadza.  Podejście do wydatków mamy takie same,  ale mimo moich intencji,  inaczej z oszczędzaniem.  On oczekuje  czegoś  ode mnie,  z czym ja mam problem.  Tak teraz pomyślałam,  że może to też kwestia  braku motywacji  w tym kierunku....  Bo logicznie myśląc  wiem jak ważne jest oszczędzanie ale jakoś mało to dla mnie fajne i przyjemne .  Ale to mój problem  i muszę sobie z tyn poradzić. To se brak motywacji,  to też kwestia  dla terapii smile

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

37

Odp: Kryzys czy początek końca?
Szeptuch napisał/a:
Istotka6 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Hm... . Trudno jest żyć, zakładać rodzinę, wychowywać dzieci mając nonszalancki stosunek do pieniędzy. Skoro rozumiesz, że mówiąc o Twym oszczędzaniu Miśkowi chodzi o waszą przyszłość, skoro rozumiesz jego argumenty, to... dlaczego nie zmieniłaś swego zachowania? Dlaczego zatem dalej nie przywiązujesz wagi go pieniędzy? <odpowiedź jest ważna dla Ciebie>



Innymi słowy, Misiek chciałby, byś zachowywała się wedle jego schematu, Ty zaś, by on zachowywał się wedle Twego schematu. Hm... .

Jeśli wielokrotnie byłabym zmuszana do tego, by udowadniać, że nie jestem wielbłądem, to miałabym dość relacji i marzyła o rozstaniu.

Masz rację,  mam z tym problem  i wiem to,  też rozumiem Miśka w tej kwestii bo myśli o przyszłości.  Problem mam z tym,  że zawsze mnie coś kusi by kupić itp.  I zdaje sobie sprawę,  że pod względem finansowym  jestem po prostu  niedojrzala.  Wynika to też pewnie z tego,  że pochodzę z ubogiej  rodziny,  gdzie zawsze wszystkiego mi brakowało....  Jestem zapisana na terapię,  też dodam.  Chcę  pracować nad tym,  chce pracować nad związkiem i wzajemna akceptacja. Tylko to wymaga czasu, hm czy go mamy,  nie wiem już....

Ja tez pochodzę z rodziny gdzie nie dostawałem ani grosza, tylko u mnie zaowocowała to tym że jestem oszczędny, wiec nie wiem od czego to zależy.
Bo faktycznie jest tak ze albo idzie w jedna albo w druga stronę.
Ale to nie oznacza ze stronie od zbytków tego doczesnego świata.
Po prostu mam ustalona wysokość poduszki finansowej+ 30% swojej wypłaty która inwestuje.
Reszta jest do swobodnego wydania.
Masz prawo do sprawiania sobie przyjemności kupując to i owo, bo po cos te pieniądze sa.
Tylko pomyśl: W razie jakiegoś załamania zdrowia, chciała byś trafić do szpitala na NFZ czy do prywatnej kliniki.
Nawet dla takiej sprawy warto mieć oszczędności.

Mówisz jak Misiek,  w każdym aspekcie big_smile
Oczywiście mądrze mówisz.  Tylko nie tak łatwo zapanować  nad sobą i postępować logicznie. To też jest pewnego rodzaju  motywacja,  gdyby coś się stało,  ciężka choroba,  to co wtedy.... 

Muszę to przepracowac po prostu by nad tyn panować

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

38

Odp: Kryzys czy początek końca?

Pomyśl, czy nie używasz przeszłości oraz ocen typu "to trudne" czy "to niełatwe", by udając działanie, niczego nie zmienić.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

39

Odp: Kryzys czy początek końca?

Widać, że naprawdę to różnie bywa, bo właśnie niektórzy ludzie, których znam, jeśli im sie nie przelewało, to właśnie trzymają się tego kursu i tu często aż do sporej przesady w drugą stronę..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

40

Odp: Kryzys czy początek końca?
bagienni_k napisał/a:

Widać, że naprawdę to różnie bywa, bo właśnie niektórzy ludzie, których znam, jeśli im sie nie przelewało, to właśnie trzymają się tego kursu i tu często aż do sporej przesady w drugą stronę..

Masz racje bo zbyt przesadne oszczędzanie jest tak samo złe jak rozrzutność.
Trzeba znaleźć ten złoty środek, a u każdego lezy on gdzie indziej. I nie tylko ze względu na zarobki ale choćby na pasje jakie ma się w życiu bo np klub szybowcowy to trochę inne wydatki niż klub rowerowy.

41

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:
Agnes76 napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

.  Nigdy,  serio nigdy,  nie powiedział mi,  że nie chce ze mną być,  to były tylko moje  odczucia.  Zawsze zapewniał że chce być ze  mną. 
[...]

Tylko martwi  mnie to,  że Miskowi  łatwo przychodzą  takie myśli by się jednak  rozstać,  może to pod wpływem  emocji.  Za każdym  razem gdy to mówi,  umiera jakaś cząstka  mnie. .

Mogłabyś to wyjasnić Istotko, bo mnie się te dwa zdania kłócą i mam niejasny obraz sytuacji.

Kiedy się poklocimy i wracają te problemy,  to Misiek czasem lekko lub bardziej wspomina  o tym,  że ma dość już tych problemów w związku  i że logicznie byłoby się rozstać skoro niewiele się tu zmienia,  ale.no właśnie,  ale,  ale nie chce.  Zawsze mówi,  że nie chce się rozstawać,  ale myśli by się rozstać  wracają.  To też sprzeczność, bo na co dzień jest dobrze,  ale przy kłótnia h jest źle i wychodzi zmęczenie tymi problemami i myśli że mamy dość.  Częściej on to mówi,  chociaż no raz czy dwa też się zdarzyło

To wskazuje na poważne zmęczenie problemami, i trzeba je w rozsądny sposób przepracować.
Martwienie się tym niewiele zmieni, tylko coraz bardziej Was to wyczerpuje.
Trzeba ogarnąć kasę, i Twoje oczekiwania, że Misiek będzie przeżywał z Tobą każdy problem "po kobiecemu".

Opisujesz dosyć typowy rozdźwięk między kobietami a facetami, jeśli chodzi o emocje. Tutaj ja bym Ci radziła odpuścić mu i znaleźć sobie inną osobę, najlepiej kobietę, do wylewania swoich żali. No my już tak mamy ( najczęściej, bo są wyjątki), że nie chcemy rozwiązań problemów tylko żeby ktoś się nad nami poużalał, pogłaskał i powiedział jakie jesteśmy biedne, a faceci chcą szybko rozwiązać problem i mieć go z głowy. Po prostu inne podejście i to wcale nie oznacza, że nie jesteś dla niego ważna. Jesteś bardzo ważna, tylko on może czuć się źle z tym, że nie potrafi pomóc swojej dziewczynie gdy ona cierpi, więc stara się wszystko wytłumaczyć Ci racjonalnie, żebyś już nie miała problemu. Moim zdaniem po prostu nie rozumiecie się w tej kwestii i nie ma tu złej woli żadnej ze stron. Znajdź sobie mądrą psiapsiułę, siostrę albo ciotkę i od czasu do czasu wygadaj żale.
Z kasą na pewno dostaniesz tutaj sporo rad, to coś dla siebie wybierzesz wink

Jaki pożytek z prędkości, jeśli zmierza się w złym kierunku?

42

Odp: Kryzys czy początek końca?
Agnes76 napisał/a:
Istotka6 napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Mogłabyś to wyjasnić Istotko, bo mnie się te dwa zdania kłócą i mam niejasny obraz sytuacji.

Kiedy się poklocimy i wracają te problemy,  to Misiek czasem lekko lub bardziej wspomina  o tym,  że ma dość już tych problemów w związku  i że logicznie byłoby się rozstać skoro niewiele się tu zmienia,  ale.no właśnie,  ale,  ale nie chce.  Zawsze mówi,  że nie chce się rozstawać,  ale myśli by się rozstać  wracają.  To też sprzeczność, bo na co dzień jest dobrze,  ale przy kłótnia h jest źle i wychodzi zmęczenie tymi problemami i myśli że mamy dość.  Częściej on to mówi,  chociaż no raz czy dwa też się zdarzyło

To wskazuje na poważne zmęczenie problemami, i trzeba je w rozsądny sposób przepracować.
Martwienie się tym niewiele zmieni, tylko coraz bardziej Was to wyczerpuje.
Trzeba ogarnąć kasę, i Twoje oczekiwania, że Misiek będzie przeżywał z Tobą każdy problem "po kobiecemu".

Opisujesz dosyć typowy rozdźwięk między kobietami a facetami, jeśli chodzi o emocje. Tutaj ja bym Ci radziła odpuścić mu i znaleźć sobie inną osobę, najlepiej kobietę, do wylewania swoich żali. No my już tak mamy ( najczęściej, bo są wyjątki), że nie chcemy rozwiązań problemów tylko żeby ktoś się nad nami poużalał, pogłaskał i powiedział jakie jesteśmy biedne, a faceci chcą szybko rozwiązać problem i mieć go z głowy. Po prostu inne podejście i to wcale nie oznacza, że nie jesteś dla niego ważna. Jesteś bardzo ważna, tylko on może czuć się źle z tym, że nie potrafi pomóc swojej dziewczynie gdy ona cierpi, więc stara się wszystko wytłumaczyć Ci racjonalnie, żebyś już nie miała problemu. Moim zdaniem po prostu nie rozumiecie się w tej kwestii i nie ma tu złej woli żadnej ze stron. Znajdź sobie mądrą psiapsiułę, siostrę albo ciotkę i od czasu do czasu wygadaj żale.
Z kasą na pewno dostaniesz tutaj sporo rad, to coś dla siebie wybierzesz wink

+1

43

Odp: Kryzys czy początek końca?

A czy on nie zarabia dużo więcej od Ciebie? Może on wydaje na siebie tyle samo co Ty albo i więcej ale nawet tego nie zauważa bo i tak zostaje mu kupa pieniędzy na koncie? Wtedy trudno oczekiwać że zaoszczędzisz tyle samo jeżeli jest dysproporcja w zarobkach.

44

Odp: Kryzys czy początek końca?

Jakby się znalazła taka kobieta, która (prawie) zawsze chce szybko rozwiazać problem, to biore w ciemno, bo to chyba milion plusów do przodu smile


A tak na poważnie, to pewnie on i potrafiłby pomóc, lecz właśnie nie widzi sensu w tym , czego Ty oczekujesz? Jeśli to w jakimś momencie się zaczęło pojawiać często w jego mniemaniu, to tym bardziej czuje niechęć do ciągłego pocieszania czy zapewniania o tym, ze będzie dobrze..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

45

Odp: Kryzys czy początek końca?
M!ri napisał/a:

A czy on nie zarabia dużo więcej od Ciebie? Może on wydaje na siebie tyle samo co Ty albo i więcej ale nawet tego nie zauważa bo i tak zostaje mu kupa pieniędzy na koncie? Wtedy trudno oczekiwać że zaoszczędzisz tyle samo jeżeli jest dysproporcja w zarobkach.

w oszczędzaniu nie chodzi o kwoty, tylko o nawyk.
A nawyk buduje sie poprzez systematyczność.
Nie chodzi o to ze ma oszczędzać  powiedzmy te 1000zl tylko jakiś % z swojej wypłaty.
I nim sie człowiek nie obejrzy budują się fundusze które możesz zainwestować.
A inwestowanie, docelowo ma ci pozwolić na  wygodne życie z odcinania kuponów z owych inwestycji

46

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:
wieka napisał/a:

"Tylko martwi  mnie to,  że Miskowi  łatwo przychodzą  takie myśli by się jednak  rozstać..."

Tym co Ci mówi, to oznacza, że do końca mu nie odpowiadasz /sama o tym wiesz/ i powinnaś się zmienić, pod niego, tylko to tak nie działa. Tak samo w drugą stronę.
Nie potrafi Cię zaakceptować taką jaką jesteś, więc albo z czasem zaakceptuje, albo się rozstaniecie, mam tu na myśli finanse.
Ty z kolei nie akceptujesz jego braku wrażliwości, nawet jakbyś to zaakceptowała, to  Twojej "rozrzutności", on nie chce zaakceptować, więc wymusza to chłodem w stosunku do Ciebie.
Teraz czas pokaże czy się dostosujesz, jeśli nie, to w końcu zaakceptuje albo odejdzie.

Tylko on nie wie, że zmiany powinno się zaczynać od siebie...

Ostatnie zdanie,  w punkt i nie idzie mu to wyjaśnić. Czyli ogólnie  jak rozumiem,  dążysz do tego że on też musi się zmienić czy nie pasujemy do siebie?

Za bardzo nie pasujecie, to fakt.

On nie dąży do rozwiazania problemu, tylko wymusza, że masz być oszczędna i koniec, to tak jakbyś np. wymagała od niego, że nie ma być oszczędny, na tym przykładzie widać, że to jest cecha, której nie da się zmienić na siłę, niezależnie od tego co jest dobre, co złe.

O oszczędzaniu dla dzieci, tym bardziej jak ich nie ma, to żaden impuls, pomijając fakt, że bardzo dobre sobie radzą te, które od rodziców nic nie dostały.

Mógłby być wspaniałomyślny, sam oszczędzać  i  Ciebie widzieć szczęśliwą.
A Ty np. w zamian obciążałabyś swój budżet, jakąś dodatkową opłatą.

47

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:
polis napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Dla mnie to są dwa światy.
on: roztropny,oszczędny,gospodarczy, rozumiejący swoje emocje
ona: nie roztropna,rozrzutna, nie gospodarcza, nie rozumiejąca swoich emocji.

Ja to zrozumiałam, że z tymi emocjami, to Istotka6 wie co czuje, ale dostaje komunikat w stylu ‘nie przesadzaj’, ‘powinnaś czuć inaczej’, chyba że źle zrozumiałam?

Pytanie do autorki jakieś konsultacje z terapeutą par czy sama terapia par wchodzi w grę?

Dobrze rozumiesz.  Dokładnie  tak

On nie chce na terapię par,  sama idę na terapię bo robię to dla siebie

Czyli zostają ci książki, podcasty, itp. terapeutów par, w których podpowiadają co robić i czego nie robić.

Może znajdziesz tu podpowiedź dla siebie
https://www.youtube.com/watch?v=C1FIQBAy8tI

48 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-05-31 23:17:38)

Odp: Kryzys czy początek końca?
Istotka6 napisał/a:
Szeptuch napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Masz rację,  mam z tym problem  i wiem to,  też rozumiem Miśka w tej kwestii bo myśli o przyszłości.  Problem mam z tym,  że zawsze mnie coś kusi by kupić itp.  I zdaje sobie sprawę,  że pod względem finansowym  jestem po prostu  niedojrzala.  Wynika to też pewnie z tego,  że pochodzę z ubogiej  rodziny,  gdzie zawsze wszystkiego mi brakowało....  Jestem zapisana na terapię,  też dodam.  Chcę  pracować nad tym,  chce pracować nad związkiem i wzajemna akceptacja. Tylko to wymaga czasu, hm czy go mamy,  nie wiem już....

Ja tez pochodzę z rodziny gdzie nie dostawałem ani grosza, tylko u mnie zaowocowała to tym że jestem oszczędny, wiec nie wiem od czego to zależy.
Bo faktycznie jest tak ze albo idzie w jedna albo w druga stronę.
Ale to nie oznacza ze stronie od zbytków tego doczesnego świata.
Po prostu mam ustalona wysokość poduszki finansowej+ 30% swojej wypłaty która inwestuje.
Reszta jest do swobodnego wydania.
Masz prawo do sprawiania sobie przyjemności kupując to i owo, bo po cos te pieniądze sa.
Tylko pomyśl: W razie jakiegoś załamania zdrowia, chciała byś trafić do szpitala na NFZ czy do prywatnej kliniki.
Nawet dla takiej sprawy warto mieć oszczędności.

Mówisz jak Misiek,  w każdym aspekcie big_smile
Oczywiście mądrze mówisz.  Tylko nie tak łatwo zapanować  nad sobą i postępować logicznie. To też jest pewnego rodzaju  motywacja,  gdyby coś się stało,  ciężka choroba,  to co wtedy.... 

Muszę to przepracowac po prostu by nad tyn panować

Czy Twoje zachcianki i wydawanie kasy traktujesz jak regulator emocji, poprawiacz samopoczucia Istotko
na przykład jak nagrodę,gratyfikację za coś
w tym może zawierać się też coś jak nagroda poprawiacz nastroju jak jesteś przygnębiona
to potrafi być cały zagmatwany,skomplikowany system nawyków sterowania uczuciami robieniem sobie różnych przyjemności za pomocą pieniędzy i zakupów oraz dobroczynności jako zadośćuczynienie rekompensata za rozrzutność płochą i taką która wydaje się samolubna towarzyszyć może temu czasem skryte poczucie winy wydaję jestem zła muszą wpłacić za to na szczytny cel etc.
a wydawanie pieniędzy to jeden z elementów tego widocznie ,nie zawsze to odruch natychmiastowy
czasem poprawianie zmienianie emocji jest z opóźnieniem,
sorry ja na swój sposób patrzę od strony "nałogowej".

"Cichociemny na paralotni" big_smile

49 Ostatnio edytowany przez KoloroweSny (2022-05-31 23:15:07)

Odp: Kryzys czy początek końca?

Hmm dla mnie trochę nie do przejścia są te różnice w podejściu do finansów. Ja Cie rozumiem, nie jest tak że rozwalasz wszystko na pierdoły a później nie masz na rachunki, ale on ma jednak o 180 stopni inne podejście [niestety ja mam tak jak on i bym sie na bank wkurzała, gdyby ktoś nie miał oszczędnosci i nie myslal przyszlosciowo, ale to kwestia charakteru/podejscia, każdy jest inny]. No i tak jak piszesz - kiedyś mniej przeszkadzało niż teraz, więc co będzie później? Będzie mega zły, że np w danym miesiącu nie odłożyłaś tyle czy tyle albo, że nie dołożyłaś do tego czy tamtego ? A Ty z kolei rozłożysz ręce, bo przecież wiedział, że się starasz ale masz jak masz (czyli 'widziały gały co brały'). Z jednej strony wiadomo, żyje się chwilą, po to zarabiasz żeby kupic sobie coś - ja to rozumiem. Ale rozumiem też jego - myśli totalnie przyszłościowo. Fajnie by było to na tyle wypośrodkować, żeby później nie dochodziło do jakiś mega starć (jak przykład z wyżej), że zacznie się wkurzać, że wydałaś na coś innego, a Ty na niego, że on się wkurza, bo przecież pracujesz i też na coś zasługujesz. Ale to też by musiał być taki kompromis, żeby żadne się nie podporządkowało w 100% - bo się nie da, kiedy jesteście tak skrajnie różni. Czyli może coś w stylu że co miesiąć odkładasz do koperty jakąś kwote albo cokolwiek podobnego i tam nie zagladasz, a on sie nie wtrąca że oprócz tej kwoty odłożyłaś okrągłe 0.

Co do emocji to już bardziej Cie rozumiem - może jako kobieta. Ja również potrzebuje czasem takiego wsparcia, zwykłego wysłuchania, przytaknięcia, wygadania się. I wydaje mi się, że tu już jednak on by musiał jakos to sobą przepracować, żeby jednak starać się Ci dać takie oparcie.

Poza tym, to co opisałaś, to nie wydaje mi się, że jest to mega nie do pogodzenia ze sobą. Tylko fajnie będzie wypisać sobie co jeszcze Was hmm denerwuje w sobie? Porozmawiać ze sobą o rozwiązaniach i ... więcej do tego nie wracać. Czekać na rezultat. Bo też jak ciągle będzie to wałkowane, to się odechciewa - bo ileż można ? Konkretne rozmowy, konkretne kompromisy i tyle.

Ah i wspomniałaś, że przesiedziałaś w domu trochę, że za dużo razem - rzeczywiście, to mogło zadziałać niekorzystnie. Ze swojej strony polecam wyjście częściej z koleżankami, może jakaś siłownia - jakaś odskocznia dla Ciebie. Dobrze zrobi to i Tobie i relacji. A co wyglądu, że mniej wtedy wyglądałaś smile nooo cóżżżż tu już sobie odpuść, będzie wiele momentów w życiu gdzie będziecie sie widzieć w mega złym stanie i musicie być na to gotowi - czego paradoksalnie Ci życze - dogadajcie się i niech się poukłada.

50

Odp: Kryzys czy początek końca?
Szeptuch napisał/a:
M!ri napisał/a:

A czy on nie zarabia dużo więcej od Ciebie? Może on wydaje na siebie tyle samo co Ty albo i więcej ale nawet tego nie zauważa bo i tak zostaje mu kupa pieniędzy na koncie? Wtedy trudno oczekiwać że zaoszczędzisz tyle samo jeżeli jest dysproporcja w zarobkach.

w oszczędzaniu nie chodzi o kwoty, tylko o nawyk.
A nawyk buduje sie poprzez systematyczność.
Nie chodzi o to ze ma oszczędzać  powiedzmy te 1000zl tylko jakiś % z swojej wypłaty.
I nim sie człowiek nie obejrzy budują się fundusze które możesz zainwestować.
A inwestowanie, docelowo ma ci pozwolić na  wygodne życie z odcinania kuponów z owych inwestycji

oczywiście że chodzi o kwoty bo zupełnie inaczej będzie to widział ktoś kto zarabia 8k a inaczej osoba z pensją 3k. Ta druga będzie sobie musiała od ust zabierać a i tak odłoży tylko marne grosze. I pewnie nigdy nie doczeka się aprobaty tej pierwszej.

51

Odp: Kryzys czy początek końca?
M!ri napisał/a:
Szeptuch napisał/a:
M!ri napisał/a:

A czy on nie zarabia dużo więcej od Ciebie? Może on wydaje na siebie tyle samo co Ty albo i więcej ale nawet tego nie zauważa bo i tak zostaje mu kupa pieniędzy na koncie? Wtedy trudno oczekiwać że zaoszczędzisz tyle samo jeżeli jest dysproporcja w zarobkach.

w oszczędzaniu nie chodzi o kwoty, tylko o nawyk.
A nawyk buduje sie poprzez systematyczność.
Nie chodzi o to ze ma oszczędzać  powiedzmy te 1000zl tylko jakiś % z swojej wypłaty.
I nim sie człowiek nie obejrzy budują się fundusze które możesz zainwestować.
A inwestowanie, docelowo ma ci pozwolić na  wygodne życie z odcinania kuponów z owych inwestycji

oczywiście że chodzi o kwoty bo zupełnie inaczej będzie to widział ktoś kto zarabia 8k a inaczej osoba z pensją 3k. Ta druga będzie sobie musiała od ust zabierać a i tak odłoży tylko marne grosze. I pewnie nigdy nie doczeka się aprobaty tej pierwszej.

tylko autorka sama pisze ze np przelewa pieniądze na fundacje sama nie mając poduszki finansowej.
Mylisz sytuacje, bo tutaj jest z czego odłożyć ( sama autorka o tym pisze), tylko to się nie dzieje
Logiczne jest to ze gdy wypłata pozwala na podstawowe potrzeby to nie odłoży się dużej sumy, ale nawet w tedy te 100zł warto zachować.
Myślę ze ta druga osoba to zrozumie.

52

Odp: Kryzys czy początek końca?

Czy Istotka ma rzeczywisty problem to się okaże u jej terapeuty.

Szeptuch napisał/a:

Myślę ze ta druga osoba to zrozumie.

Na razie jej partner woli zainwestować w przyszłe mieszkanie ich przyszłych dzieci zamiast we wspólną terapię, aby ratować ten związek. Nie wygląda to dobrze...

53

Odp: Kryzys czy początek końca?

Nie dam radę odnieść się do każdego wpisu big_smile

Agnes76 fajnie to opisalas,  nawet w punkt...  Ale..  Są sytuacje,  że np sprawi mi czymś przykrość co powiedział,  powiem o tym,  on powie tylko tyle że nie potrzebnie.  W moim odczuciu -  sprawiłes mi przykrość = przepros,  weź za to odpowiedzialność.  Może i brzmi  to roszczeniowo,  ale oczekuje,  że facet  z większą empatia  zareaguje.  Też nie jestem kimś zbyt wrażliwym,  zwykle rzadko to jest i jak już przejdzie mi chwilowe uzalanie się nad sobą w obecności partnera  czy przyjaciółki  to myślę od razu,  co mogę zrobić by to zmienić,  działam a nie się uzalam. 

Odniosę się do kwestii  wydawania pieniędzy.  Nie robię tego bo jest mi źle  i by sobie coś wynagrodzić  to kupię sobie coś ładnego.  Kupuje bo lubię,  nie po coś.  Nawet jak mam zły humor  to wole się z kimś spotkać niż kupować. Oczywiście  to i tak nie zmienia  tego,  że wydawanie  bez sensu jest złe.

To też fakt,  że Misiek zarabia więcej ode mnie,  znacznie więcej,  ale nawet gdy miał tyle co ja,  to oszczędzal i wydawał podobnie co teraz.  Nie jest też jakimś  sknera,  co prawda nie kupi mi kwiatów bo uważa że to bez sensu  skoro drogie  i zdechna,  ale kupi  mi np dobre  wino gdy wie,  że mam ochotę,  czy chociażby kiedy miałam mniej pieniędzy to kupował  to co akurat potrzebowałam q nie miałam pieniędzy. 


Wielokropku,  masz rację.  Jak już wspomniałam,  nie mam motywacji by oszczędzać,  nic nie jest na tyle silne.  Lubię kupować,  lubię wychodzić z koleżankami  do restauracji  itp,  nie chce tego zmieniać pod względem tego że to lubię.  Chciałabym to zmienić bo to mądre a nie dlatego  że chcę


Budujące  jest to co piszecie,  bo widzę też nadzieję,  że będzie dobrze,  a nie tak,  że nie ma dla Nas szans.  Tylko niestety,  duża różnica względem finansowym jest ciężka  do przeskoczenia ale realna.  Porusza też z Nim temat,  by znaleźć kompromis w tym oszczędzaniu,  bo prawda jest taka,  że raczej nie będę taka  pod tym względem  jaką by mnie chciał.

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

54 Ostatnio edytowany przez Istotka6 (2022-06-01 00:30:10)

Odp: Kryzys czy początek końca?
polis napisał/a:
Istotka6 napisał/a:
polis napisał/a:

Ja to zrozumiałam, że z tymi emocjami, to Istotka6 wie co czuje, ale dostaje komunikat w stylu ‘nie przesadzaj’, ‘powinnaś czuć inaczej’, chyba że źle zrozumiałam?

Pytanie do autorki jakieś konsultacje z terapeutą par czy sama terapia par wchodzi w grę?

Dobrze rozumiesz.  Dokładnie  tak

On nie chce na terapię par,  sama idę na terapię bo robię to dla siebie

Czyli zostają ci książki, podcasty, itp. terapeutów par, w których podpowiadają co robić i czego nie robić.

Może znajdziesz tu podpowiedź dla siebie
https://www.youtube.com/watch?v=C1FIQBAy8tI

O super  nie pomyślałam  o podcastach,  tym bardziej  dotrę do Niego,  dziękuję smile


Nie mogę edytować poprzedniej wiadomości.  Dodam że te przelewy dla fundacji,  dawanie  komuś pieniędzy czy prezentów,  to nie po to by rekompensowac coś. Lubię pomagać i jak mam,  to dam komuś kto nie ma. Zawsze pomagam  ludziom jak tylko mogę,  Misiek jest  zdania  bym najpierw zatroszczyla się o siebie a nie o kogoś.  Nie tylko pod względem finansowym pomagam,  lubię pomagać,  lubię dawać,  naprawdę smile

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

55

Odp: Kryzys czy początek końca?

Istotko, czytając Twoje wpisy ma się wrażenie, że ich autorką jest dziecko 12-letnie. Marudne, kapryśne, ogólnie niepoważne.
Twoje problemy nie są związane z tym konkretnym facetem, tylko z tym jaka jesteś i jak się zachowujesz.
Z każdym facetem będzie podobnie.

Jaka wizja wspólnego życia z Tobą pod jednym dachem go czeka?
Niespodzianki w stylu ''przepuściłam nasze oszczędności, bo zobaczyłam w necie smutne zdjęcie smutnego konika''.

A jak ośmieli się wyrazić dezaprobatę z tego powodu, to będzie musiał przepraszać solennie, bo sprawił Ci przykrość.
Absurd.

I te bezsensowne gadaniny, którymi ( jak mi się wydaje ) próbujesz zamydlić oczy samej sobie, że niby coś próbujesz zmienić. Tudzież pomysł terapii, równie głupi i (nota bene) stanowiący kolejny bezsensowny sposób na zmarnowanie kasy.

Tu po prostu trzeba chwili autorefleksji i szczerej chęci.

56

Odp: Kryzys czy początek końca?

Czyli trafiłam z tymi zarobkami.

Widzę w Istotce osobę, którą łatwo manipulować. I nie mówię tylko o smutnych zwierzątkach ale osobie jej partnera który chce ją zmienić na swoją modłę chociaż ona nie czuła wcześniej takiej wewnętrznej potrzeby. Jest szczęśliwa ze swoim życiem, nie popada w długi, nie wydaje jego pieniędzy tylko swoje. SWOJE.

I nie gadajcie głupot że nie może oczekiwać od partnera empatii do swoich emocji. Istnieją na tym świecie czuli i ciepli mężczyźni. Partner Istotki po prostu ma to w dupie i jeszcze posługuje się przemocowym językiem.

57 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-06-01 08:57:22)

Odp: Kryzys czy początek końca?

Można się tak licytować, kto ma się do kogo dostosowywać, ale to chyba raczej nie o to chodzi..Równie dobrze można powiedzieć, dlaczego osoba, która szasta piniędzmi(nieważne czyimi, bo oboje są w związku), powinna się trochę opanować i zacząć myśleć o przyszłości. Ok, wiadomo, że swoimi finansami powinno się dysponować zgodnie ze swoim własnym podejśćiem, ale skoro ludzie są razem i planują(planowali) wspólną przyszłość, to warto też mieć na uwadze, żę nie tylko jedna strona ma tą przyszłość zapewniać.
Nie ma co tu robić z gośćia bezdusznego potwora, bo sama Autorka zapewne wie najlepiej, jaki jest i skoro tyle czasu byli razem, to jednak większość rzeczy jej odpowiadało i jak można było wnioskować po wcześniejszych postach, dobrze im było razem.

Jestem także zdania, że tendencja do oszczędzania bądź wydawania nie zależy zawsze bezpośrednio od wysokości zarobków. Ktoś może zarabiać więcej, ale właśnie rozsądnie gospodarowąć finansami a z drugiej strony inna osoba zarabia mniej, ale sporo wydaje. To wszystko pięknie, jak się mówi o tym, że skoro to moje pieniądze, to mogę z nimi robić co zechce, ale czy w przyszłości nei będzie tak, że TEŻ z moich pieniędzy trzeba będzie pokrywać pewne koszty i płacić za wspólne potrzeby? Dlatego w kwestii kasy, jestem jak najbardziej za takim podejśćiem, jakie ma facet Autorki.

Gorzej już z tym ignorwaniem jej emocji, bo Autorka ma jak najbardziej prawo do przeżywania ich na swój własny sposób..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

58

Odp: Kryzys czy początek końca?

Co do pieniędzy,  tak,  przyznaję  rację żeby oszczędzać i w pełni go rozumiem.  Lubię swoje życie ale biorąc pod uwagę przyszłość,  pora  oszczędzać i tyle. 

Co do emocji,  przedstawię też inną sytuację.  Wybraliśmy się na weekend  na Mazury,  znajomi,  domek z jacuzzi.  Całą  imprezę przesiedzialam  bez Niego,  potrafię się sobą zająć i miałam towarzystwo.  Mówiłam,  że jest mi przykro że w ogóle  z jacuzzi  nawet na chwilę do mnie nie przyszedł a jak wychodził  to nie zwracał  na mnie uwagi i rozmawiał z innymi.  Ja do niego przychodziłam czasem.  Jego tłumaczenie? Mogłaś wziąć strój i wejść do jaccuzi.  No ale nie miałam stroju i dobrze to wiedział.  Ignorancja  totalna,  że było mi przykro.  Jak nakierowalam  to przeprosił  ale czy szczerze... Raczej bo tego oczekiwałam,  ale mówił że już tak nie będzie,  więc olałam.  Tylko to też  Według mnie pokazuje ignorancje moich uczuć.  Oczywiście  nie jest zły,  potrafi sam z siebie przeprosić jak zawini,  zwykle  ciężko to przychodzi,  ale wiedziałam  że jest uparty. 
Pracuje nad tym,  wie,  że mi to przeszkadza  i nie postępuje dobrze.  Swoje zachowanie tłumaczy tym,  że jest zmęczony tym że nie oszczędzam i boi się że w przyszłości wszystko będzie na Jego głowie.  No dobrze rozumiem obawy  i ma do tego prawo,  no ale widział  jaka  jestem i nie powinien mnie w ten sposób karać.

Wszystko inne jest ok,  dlatego nadal mi na Nim zależy.

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

59

Odp: Kryzys czy początek końca?

Te swoje zachowanie, gdzie ignoruje Twoje emocje, wiąże bezpośrednio ze swoimi obawami, co do przyszłości, związanej niby z Twoją, jego zdaniem, rozrzutnością?

Cały czas ciekawi mnie ta kwestia zwiazana z finansami. O ile wiadomo, żę nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie tak skąpy, zeby sobie samemu nic nie kupić ani krzywo patrzeć na wydatki partnera, to z reguły tak odmienne podejśćie, wychodzi zaraz na początku, jak ludzi esię poznają. Nawet w gronie bliskich znajomych, kiedy ludzie jednak ze sobą nie mieszkają, mozna dostrzec pewne tendencje. Pewnie dużo zalezy od tego, na co sie wydaje i na co się chce oszczędzić. W przypadku, kiedy chodzi np o funusze na dom, samochód czy czy jakieś inne ważne kwestie, staje się zrozumiałe, że dana osoba wykazuje oszczędność.
Z wydawaniem podobnie: osobisćie fajnie słyszeć, że ktoś się angażuje w pomoc czy wspiera potrzebujących finasowo. Z drugiej strony, pewnie sporo facetów tratkuje zwykłe zakupy jako koneiczność a nie przyjemnosć, dlatego podchodza sceptycznie do zbyt częstych wypraw do sklepu smile

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

60 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-06-01 10:53:32)

Odp: Kryzys czy początek końca?

Problem jest złożony, ale jaki by nie był nie czujesz się w tym związku szczęśliwa, czyli nie pasujecie do siebie.

Do tego można powiedzieć szantażem wymusza zmianę Twojego zachowania, a problemów będzie przybywać, wtedy też będzie Cię straszył odejściem i brakiem seksu...

A to na "potencjalne" dzieci za dużo wydajesz, a to niepotrzebnie sobie te buty kupiłałaś, bo przecież te stare całkiem dobre itp. tongue

Jak już uważa, że kwiaty, to strata pieniędzy... dużo o nim mówi...Nie wspominając o braku empatii.

Ja uważam, że wydatki powinny być względnie proporcjonalne, więc jeśli dużo więcej zarabia, a dzielicie wydatki po połowie, co z racji tego, że pieniądze Ciebie się nie trzymają jest dobre... Ale tę różnicę niech traktuje jako Twoje oszczędności.

Też myślę, że terapia za wiele Ci nie da, bo nie zmieni osobowości, ani charakteru.
Do tego szkoda kasy, tu na forum masz za darmo wink

Posty [ 1 do 60 z 186 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kryzys czy początek końca?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021