kryzys macierzyński - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

Temat: kryzys macierzyński

Hej Dziewczyny
Tym razem to ja potrzebuję jakiejś rozmowy i pocieszenia.. Mój syn niedawno skończył pół roku, a ja od dwóch dni czuję się totalnie wypalona opieką nad nim. Do 3 miesiąca był aniołkiem, ale teraz jest bardzo energicznym niemowlęciem. Od 5 rano do 18-19 z przerwą na drzemki nieustannie biegam i "wiszę nad nim", synek uwielbia jak mu śpiewam, mówię do niego, turlam, łaskoczę - gdy tylko zostawiam go na chwilę żeby zrobić mu mleko, skorzystać z ubikacji czy zjeść (jem przy nim) zaczyna się jęczenie, stękanie, marudzenie. Teraz co prawda jest chory więc marudny bardziej, są dni kiedy zęby mu bardziej dokuczają więc oczywiste jest że dziecko się źle czuje i marudzi bardziej, ale nawet bez tego są te jęki. Kocham go nad życie, macierzyństwo było od zawsze moim marzeniem - a tu zaczynam odkrywać, że czasem mam dość własnego dziecka i uciekłabym na księżyc. Potem mam cholerne wyrzuty sumienia. Czasem napomknę przyjaciółce o tym, ale ona zawsze mi powtarza, że jest załamana że czas tak szybko leci (jej dziecko ma dopiero miesiąc) i płacze nawet z tego powodu, bo jej córcia tak szybko rośnie. Po tej rozmowie moje wyrzuty rosną, bo ja z kolei czekam aż mój dzidziuś będzie bardziej rozumny i marzę o tym, żeby móc z nim wyjść spokojnie na plac zabaw, porysować czy pojechać na jakąś wycieczkę. Żeby powiedział mi sam co mu jest. Dodam, że mój syn na spacerze wytrzymuje maks 40-50 min - nie cierpi jeździć w wózku, pomimo tego że już jeździ w spacerówce.. w bujaku posiedzi 5 min i płacze bo też nie lubi - nie jestem w stanie nawet umyć na spokojnie z nim naczyń. Chciałabym żeby chociaż 10 min sam poleżał i popatrzył spokojnie na zabawki. Kto do nas nie przychodzi mówi że jest niesamowicie energiczny, całe dnie staje na czworaka, buja się  i probuje isć. Może to go irytuje , że nie potrafi i stąd te jęki? Jest bardzo rezolutny, raczej śmieszek z niego pod warunkiem że właśnie poświęcę mu się w 100 proc i ma moją uwagę, płacze bez powodu nie mają u niego miejsca tak jak to czasem słyszę  u innych. Na rękach bardzo mało jest noszony i się tego nie domaga.
Sama nie wiem już czy ja mam jakiś kryzys, czy robię coś nie tak. Myslę o sobie, że kiepska czasem ze mnie matka przez takie myślenie.. brakuje mi tego, żeby ktoś mnie pochwalił , powiedział mi że świetna mam ze mnie, brakuje mi też potwierdzenia tego ze strony synka, marzę już o czasie jak sam będzie przybiegał do mnie na przytulasa smile mąż oczywiście jak z nim o tym rozmawiam, mówi że jestem świetną mamą, że synek za mną szaleje, wszystko potrafię zrobić z nim i przy nim jeśli chodzi o pielęgnację, Całuję go non stop, przytulam, czytam bajeczki, bawimy się, spacerujemy mimo jego protestów.. a jednak dlaczego jestem psychicznie zmęczona? jestem rozcarowana sobą, musiałam to z siebie wyrzucić.
A dodam jeszcze, że wieczorami mam czas tylko dla siebie, w dzień czasem na kilka chwil mogę podrzucić go mojemu tacie jeśli jest w domu.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: kryzys macierzyński

chomiku9911, wszystko z Tobą w porządku. Własne dziecko tez potrafi wkurzać, zmęczyć do nieprzytomności, a jedynym marzeniem jest wówczas uciec od niego jak najdalej, by nie przegryźć mu aorty. Wyrzuty sumienia spal (byś nie wyciągała ich z kosza po wyrzuceniu), niczego dobrego nie czynią, złego zaś - mnóstwo.
Każdy człowiek odpowiedzialny za BHP jasno stwierdzi, że po ośmiogodzinnej pracy należy się odpoczynek (zajrzyj do kodeksu pracy), a Ty pracujesz przecież więcej. Niestety, rzadko można spotkać informacje o tym, że wychowywanie dziecka to nie tylko sama radość i szczęśliwość, ale także niepokój, zmęczenie, nieprzespane noce, ból kręgosłupa, it.p.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

3 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-05-25 12:47:46)

Odp: kryzys macierzyński
chomik9911 napisał/a:

(...) a jednak dlaczego jestem psychicznie zmęczona? jestem rozcarowana sobą, musiałam to z siebie wyrzucić.(...)

Bo próbujesz być doskonała?...

Jedną z pierwszych rzeczy, których trzeba się nauczyć przy dziecku, to rozróżniania płaczu z powodu rzeczywistego problemu (choroba, przemęczenie, strach) od placzu z powodu znudzenia, złego humoru etc. Tego pierwszego ignorowac nie wolno, ten drugi wręcz należy.

To jest cholernie trudno I czasami to wręcz walk a charakterow - komu sie znudzi najpierw dziecku ryczeć, czy matce słuchać ryku big_smile

Wydaje mi sie, ze kazda matka przechodzi takie kryzysy, tylko niektore z nas latwiej potrafia sobie wybaczac chwile slabosci i nie czuja sie z tego powodu winne. Czasem najlepsze co mozna zrobic to odpuscic sobie inne rzeczy, mniej wazne, a ten czas poswiecic na dodatkowy odpoczynek smile

Takich kryzysow czeka cie jeszcze wiele, warto miec tego swiadomość, że nalezy to przetrwac jak najmniejszym kosztem psychicznym.

Nikt ci nie da medalu za to, że bedziesz "wzorową" matką, mało tego, wiekszosc osob nawet nie zauwazy tego, ze probujesz byc wzorowa, bo kazdy ma swoja wizje bycia wzorowym rodzicem i to, co dla ciebie jest bardzo wazne, dla twojego meza moze byc zupelnie nieistotne.

Pozwol sobie byc niedoskonalą matką smile to jest bardzo przyjemne uczucie tongue

4

Odp: kryzys macierzyński

wszystko co się z Tobą dzieje jest jak najbardziej naturalne i zrozumiałe, opieka nad dzieckiem potrafi psychicznie wykańczać w końcu to praca 24 na dobę, a oprócz malucha są jeszcze ine obowiązki którym trzeba sprostac, codzienna rutyna, nadmiar obowiązków sprawia ze się wypalamy i zaczemy myśleć o sobie jako o złych matkacj bo nie radzimy sobie sze wszystkim tak jak byśmy chciały...........ważne jest aby w całym tym kołowrotku pomyśleć też o sobie, zadbać o to by ktoś bliski odciążył nas w opiece nad malcem.Poproś męża, czy dziadków by prze godzinę dziennie, lub chociaż w weekendy na pare godzin zajęli się szkrabem, tak abyś ty miała czas tylko dla siebie-potrzebujesz tego- to cię zregeneruje, i przypomni że oprócz tego ze jesteś matką jesteś też indywidualna jednostką, mająca również własnepotrzeby...idź do koleżanki, na zakupy, z mężem do kina, poczytaj książkę, rób po prostu w tym czasie wszystko to co pomoże ci się zrelaksować.A uwierz mi że czas baaaardzo szybko leci, sama pamiętam jak moje maluchy dawały mi w kość, miałam ich rok po roku, więc kolki i ząbki miałam na porządku dziennym, byłam z nimi praktycznie sama i bywały momenty że zwyczajnie zamykałam się w łazience i wyłam ze zmęczenia i bezradności ............a teraz łobuzy maja po 13,14 lat i bardzo tęsknię za okresem  kiedy byli takimi brzdącami, kiedy potrzebowali mojej opieki, całowania i przytulania-teraz są w wieku kiedy jest to siara;)....brakuje mi tego ...ale każdy wiek ma swoje prawa i nie jeden kryzys przed Tobą, nie poddawaj się bo nie ma złotej recepty na wychowanie dziecka, nie dąż do ideału , bo ich zwyczajnie nie ma, nasze dzieci kochają nas razem z tymi niedoskonałościami i kochać będą, a czas który w takiej ilości z synkiem spędzasz kiedyś zaprocentuje na plus, więź między wami będzie silna.......a ot to zawsze warto dbać

5

Odp: kryzys macierzyński

Dziękuję Dziewczyny za wsparcie i te słowa otuchy, naprawdę.

Wielokropku właśnie często się spotkałam z takimi frazesami jak: "po porodzie zapominasz o bólu jak zobaczysz dziecko" - nie zapomniałam do tej pory, "nawet jak będziesz zmęczona i padała na pysk - uśmiech dziecka wynagrodzi ci wszystko" - nie zawsze się tak dzieje. Chciałabym nawet z kimś porozmawiać szczerze o tym, że kocham syna i cieszę się z bycia matką to jednak są dni , kiedy uciekłabym w 3 minuty - trudno mi jest tu jednak uzyskać akceptację od kogokolwiek jak tak mówię, dlatego duszę to w sobie często.

Iceni - masz rację, chyba za bardzo chcę być mamą idealną - dla mnie mama idealna to znaczy taka, która wysłucha, pocieszy, przytuli, poświęci czas, pobawi się z uśmiechem na ustach, okaże wsparcie - sama takiej nie miałam. Dlatego jak przez chwilę czuję jakąś irytację na syna, złość - trudno mi zaakceptować te emocje, bo wtedy czuję się podle, jakbym mu coś złego robiła. Postaram się nie brać wszystkiego do siebie i wrzucić na luz. I wiesz trudno mi rozpoznać płacz na nudę od reszty, jeszcze teraz gdy jest przeziębiony i ząbkuje już 3 miesiące to sama się czasem gubię.

Azja dziękuję. Wiesz ja mam wieczorem czas, wtedy biegam, oglądam seriale czy z kimś się spotkam choć nie zawsze mam siłę. Zostawiam małego z jego tatą bez prolblemu, a jednak rzeczywiście brakuje mi wyjścia z mężem.. czy żeby ktoś wziął małego z domu a ja miała tą godzinkę ciszy dla siebie, niestety mąż wraca jak mały już usypia. Ale dziecko rośnie i myślę, że ten problem sam się rozwiąże.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

6

Odp: kryzys macierzyński
Iceni napisał/a:

Jedną z pierwszych rzeczy, których trzeba się nauczyć przy dziecku, to rozróżniania płaczu z powodu rzeczywistego problemu (choroba, przemęczenie, strach) od placzu z powodu znudzenia, złego humoru etc. Tego pierwszego ignorowac nie wolno, ten drugi wręcz należy. To jest cholernie trudno I czasami to wręcz walk a charakterow - komu sie znudzi najpierw dziecku ryczeć, czy matce słuchać ryku big_smile

Najgorsze co można zrobić w sytuacji, gdy dziecko płacze, to je zignorować... Zwłaszcza, gdy jest takie malutkie jak pociecha chomika i najbardziej na świecie potrzebuje obecności i zainteresowania ze strony swoich rodziców. Oczywiście im dziecko starsze, tym bardziej sposoby na wyciszenie się zmieniają. Zaczynają się długie rozmowy i cierpliwe tłumaczenia, nauka emocji - nazywania i rozpoznawania ich, nauka jak można sobie z nimi poradzić - ale nigdy nie powinno się zostawiać dziecka z nimi sam na sam...

Chomiku, a może by tak zatrudnić nianię na godziny ?  Kogoś, kto w razie potrzeby zaglądałby do Was w ciągu dnia i przejmował opiekę nad małym na parę godzin, lub w weekendowy wieczór, tak abyś mogła razem z mężem udać się na randkę? Twojemu synkowi też by to wyszło na dobre, bo byłby z kimś nowym, z kimś przy kim panują nieco inne zasady, z kimś kto ma głowę pełną świeżych pomysłów na wspólną zabawę...

7

Odp: kryzys macierzyński

Nic nie dzieje się przypadkiem. smile
Już po napisaniu swego posta, przypadkiem big_smile, trafiłam na felieton, wpisz w wyszukiwarkę hasło 'Największy kit wciskany matkom' umieszczony jest na blogu, którego nie znałam, mataja.pl - znajdziesz tam kolejna odpowiedź na swój problem.

Jesteś wystarczająco dobrą mamą smile, i tego się trzymaj. Precz z matką doskonałą/idealną - ona i jej dziecko mają przechlapane. A sobie, tak jak napisała VonTrupka, zafunduj od czasu do czasu koleżankę/opiekunkę/sąsiadkę, która by na kilka godzin przejęła opiekę nad Twym dzieckiem, byś w tym czasie mogła robić NIC (czyli to, na co w danej chwili chcesz - nawet leżenie brzuchem do góry byle poza zasięgiem głosu i wzroku swego dziecięcia).

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

8

Odp: kryzys macierzyński

Tak jest popieram to szystko o czym napisały dziewczyny i podpisuje się pod tym . Podkreślając jeszcze tylko że pomysł z nianią na godziny jest bardzo dobry , choć od czasu do czasu powinniście wyjść z mężem gdzieś tylko we dwoje, to umacnia związek, a wiadomo że przy maluchu często pewne kwestie związane z małżeństwem sie zupełnie niechcący zaniedbuje, schodzą na dalszy plan, bo na pierwszym stawia się dziecko.
Kiedyś słyszałam powiedzenie że"SZCZĘŚLIWA MAMA , TO SZECZĘŚLIWE DZIECKO"zgadzam się z tym w 100% sama doskonale wiesz że gdy jesteś wypoczęta i zrelaksowana, dajesz dziecku więcj siebie niż w syuacji gdy padasz ze zmęczenia:)

9

Odp: kryzys macierzyński

Dzieci potrafią być strasznie męczące. Były, są i będą etapy, w których najprzyjemniejszą częścią dnia będzie położenie dziecka spać wieczorem.
Nie wstydź się swoich odczuć. Masz prawo być zmęczona.
Jako matka czterolatka powiem tak - najlepiej pomaga wyjście z domu na parę godzin. Fryzjer, kino, kawa z koleżanką, czy co tam lubisz. Dziecko podrzucasz komukolwiek i odpoczywasz. Ładujesz akumulatory.

10 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-05-25 16:34:43)

Odp: kryzys macierzyński
VonTrupka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Jedną z pierwszych rzeczy, których trzeba się nauczyć przy dziecku, to rozróżniania płaczu z powodu rzeczywistego problemu (choroba, przemęczenie, strach) od placzu z powodu znudzenia, złego humoru etc. Tego pierwszego ignorowac nie wolno, ten drugi wręcz należy. To jest cholernie trudno I czasami to wręcz walk a charakterow - komu sie znudzi najpierw dziecku ryczeć, czy matce słuchać ryku big_smile


Najgorsze co można zrobić w sytuacji, gdy dziecko płacze, to je zignorować... Zwłaszcza, gdy jest takie malutkie jak pociecha chomika i najbardziej na świecie potrzebuje obecności i zainteresowania ze strony swoich rodziców. Oczywiście im dziecko starsze, tym bardziej sposoby na wyciszenie się zmieniają. Zaczynają się długie rozmowy i cierpliwe tłumaczenia, nauka emocji - nazywania i rozpoznawania ich, nauka jak można sobie z nimi poradzić - ale nigdy nie powinno się zostawiać dziecka z nimi sam na sam...

Tak, tak... a potem rosna takie potworki wyjace przy kazdej polce w supermarkecie bo przeciez wiadomo, ze to ono w rodzinie rzadzi.

Nie pisalam by ignorowac dziecko, tylko jego placz.

Nie, dziecko @chomika wcale nie jest juz "takie malutkie", to jest juz idealny czas by uczyc pewnej konsekwencji, pozostawania samemu przez chwile bez rodzica w zasiegu wzroku itd.

Najgorsze co mozna zrobic to nauczyc dziecko ze rodzic reaguje na placz w kazdej sytuacji, bo dziecko sie tego uczy momentalnie i nie da sie zostawic na 5minut.

Akurat ja bylam zmuszona przez sytuacje zyciowa do wychowywania corki bez pomocy - bardzo szybko musialam sie nauczyc dbac o swoj komfort psychiczny w rownym stopniu co o dziecko - i owszem, da sie nauczyc (trzeba tylko sprobowac) rozrozniac rodzaje placzu i decydowac kiedy nalezy, a kiedy nie nalezy reagowac. Takie dziecko bardzo szybko uczy sie kiedy placz-marudzenie staje sie nieskuteczne i po prostu przestaje to robic.

To jest proces, ktory zaczyna sie po urodzeniu, a nie kiedy dziecku mozna wytlumaczyc  big_smile to jest o dwa lata za pozno

11

Odp: kryzys macierzyński

Popieram to, co piszą dziewczyny. Sama mam chyba względnie grzeczne dzieci (jak na razie), mam też krótszy staż od Ciebie, ale i tak nie wyobrażam sobie zajmować się dziećmi non stop bez żadnej przerwy, bo oszaleć można od takiej monotonii. Każdy normalny człowiek potrzebuje odpocząć, poprzebywać trochę z dorosłymi (a nie tylko z dzieckiem), wyjść gdzieś itp. Jeśli masz możliwość, by zostawiać z kimś dziecko chociażby na 1-2 h, to polecam korzystać i nie mieć żadnych wyrzutów sumienia. Tak jak napisała Cyngli, to niesamowicie ładuje akumulatory i później bardzo przyjemnie spędza się czas z dzieckiem, można odrobinę za nim zatęsknić.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

12 Ostatnio edytowany przez VonTrupka (2017-05-25 18:27:56)

Odp: kryzys macierzyński
Iceni napisał/a:

Tak, tak... a potem rosna takie potworki wyjace przy kazdej polce w supermarkecie bo przeciez wiadomo, ze to ono w rodzinie rzadzi.

Takie - jak to nazwałaś - "potworki", nie biorą się z samych rozmów, a raczej z ich braku, np. gdy rodzic rzuca zakaz lub nakaz, zupełnie tego nie uzasadniając.
Biorą się również z nieprzepracowanych emocji, czyli tego o czym wspomniałam wcześniej - dziecko ogarnia złość lub smutek, ale nie potrafi tego nazwać i nie umie sobie z tym poradzić, a co najgorsze, nie dostaje wsparcia ze strony opiekunów, którzy skupiają się tylko na skutkach, nie na przyczynach.

Iceni napisał/a:

Nie pisalam by ignorowac dziecko, tylko jego placz.

Na jedno wychodzi wink

Iceni napisał/a:

Nie, dziecko chomika wcale nie jest juz "takie malutkie", to jest juz idealny czas by uczyc pewnej konsekwencji, pozostawania samemu przez chwile bez rodzica w zasiegu wzroku itd.

Około 6 miesiąca życia dziecko zaczyna dopiero zauważać, że ono i mama nie stanowią jedności. Naukę, że rozstania z mamą nie oznaczają jej utraty na zawsze, rozpocznie dopiero teraz, w drugim półroczu. Oczywiście wszystko zależy od podstawy chomika, żeby ten proces wyodrębniania przeprowadzić w miarę płynnie i naturalnie, ale na pewno pośpiech w tym nie pomoże.

13

Odp: kryzys macierzyński

Uważam, że ignorowanie płaczu dziecka nie jest dobrą metodą. Szczególnie tak małego jak szesciomiesięczne niemowlę.

14 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-05-25 19:03:14)

Odp: kryzys macierzyński
VonTrupka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Nie pisalam by ignorowac dziecko, tylko jego placz.

Na jedno wychodzi wink

Nie, nie wychodzi na jedno. Placz dziecka powoduje u matki stres. Czasem dosc silny trudno sie wtedy skupic, kobieta zaczyna sie denerwowac. Czesto czuje sie bezradna i zaczyna plakac wraz z dzieckiem. To w niczym nie pomaga. Zdenerwowana matka nie jest w stanie uspokoic dziecka, bo dziecko wyczuwa jej zdenerwowanie.

Jezeli nauczysz sie rozpoznawac i ignorowac placz wymuszajacy zainteresowanie albo obwieszczajacy zly humor mozesz go zignorowac. Wiesz, ze dziecku nie dzieje sie kezywda, nie biegniesz w nerwach sprawdzic co sie dzieje ani nie wracasz co 5minut. Mozesz sie skoncentrowac na wykonywanej czynnosci utrzymujac z dzieckiem jedynie kontakt glosowy. Mozesz dokonczyc to, co robisz szybciej, bez stresu, a co za tym idzie szybciej wrocic do dziecka SPOKOJNA.

O wiele lepszym rozwiazaniem jest ignorowac placz dziecka SWIADOMIE, niz byc na kazde jego zawolanie i ryzykowac zalamaniem psychicznym bo sytuacja bo w koncu nerwy nie wytrzymaja...

Z czasem dziecko sie uczy pozostawac same ze soba na jakis czas. Nie potrzebuje nieustannej obecnosci matki, czasem wystarczy jej glos, by poczulo sie bezpieczne.






Cyngli napisał/a:

Uważam, że ignorowanie płaczu dziecka nie jest dobrą metodą. Szczególnie tak małego jak szesciomiesięczne niemowlę.

To znaczy, ze jak twoj syn byl maly to zawsze do niego podchodzilas i  bylas przy nim poki nie przestal plakac?

W jaki sposob w takim razie nauczylas go zasypiac samemu?
Przeciez jednym z elementow tego treningu jest takie kontrolowane pozostawianie dziecka w samotnosci. 

Jestem przekonana, ze wiekszosc matek to robi, tylko moze zakuło was w oczy slowo "ignorowac". Nie zauwazylam, zeby matki wyjmowaly niemowleta z wozkow za kazdym razem kiedy dziecko ma ochote siedziec na reku, nie wszystkie siedza nad lozeczkiem poki dziecko nie zasnie, bo a nuz zaplacze... czasem wystarczy sie odezwac z drugiego pokoju, by zachowac kontakt ...i spokojnie pozwolic dziecku poplakac.

Male dziecko czasem na WSZYSTKO reaguje placzem, bo ma jeszcze nie wyksztalcony uklad nerwowy. My mamy i to do nas moze nalezec decyzja czy byc niewolnikiem dziecka, czy opiekunem.


Pozwole sobie na tym zakonczyc z mojej strony ten watek, bo rzecz tutaj nie o tym.

15

Odp: kryzys macierzyński
Iceni napisał/a:

Nie, nie wychodzi na jedno. Placz dziecka powoduje u matki stres. Czasem dosc silny trudno sie wtedy skupic, kobieta zaczyna sie denerwowac. Czesto czuje sie bezradna i zaczyna plakac wraz z dzieckiem. To w niczym nie pomaga. Zdenerwowana matka nie jest w stanie uspokoic dziecka, bo dziecko wyczuwa jej zdenerwowanie.

6-miesięczne niemowlę nie potrafi wyrażać swoich potrzeb w inny sposób niż płacz, i nie może pokutować za stres matki, choć dla nas, dorosłych osób, jest on zrozumiały...

Iceni napisał/a:

Jezeli nauczysz sie rozpoznawac i ignorowac placz wymuszajacy zainteresowanie albo obwieszczajacy zly humor mozesz go zignorowac. Wiesz, ze dziecku nie dzieje sie kezywda, nie biegniesz w nerwach sprawdzic co sie dzieje ani nie wracasz co 5minut. Mozesz sie skoncentrowac na wykonywanej czynnosci utrzymujac z dzieckiem jedynie kontakt glosowy. Mozesz dokonczyc to, co robisz szybciej, bez stresu, a co za tym idzie szybciej wrocic do dziecka SPOKOJNA.

To o czym piszesz ma sens i może się sprawdzać, ale u starszych dzieci. U 6 miesięcznego niemowlaka niekoniecznie.
Żeby skoncentrować się na wykonywanej czynności i w spokoju ją dokończyć, można do tego samego pomieszczenia zabrać np. bujak, usadowić w nim malucha, i pozostać z nim w pełnym kontakcie. Wiem, że chomik napisała, iż jej synek nie koniecznie przepada za bujakiem, ale może gdyby zaoferować mu coś do zabawy na ten czas, niekoniecznie zabawkę, której na co dzień używa, ale jakiś domowy przedmiot np. łyżkę, to wraz ze świadomością, że ma mamę na wyciągnięcie ręki, grzecznie by posiedział. Choć pewnie nie koniecznie w ciszy. wink

16

Odp: kryzys macierzyński
Cyngli napisał/a:

Dzieci potrafią być strasznie męczące. Były, są i będą etapy, w których najprzyjemniejszą częścią dnia będzie położenie dziecka spać wieczorem.

Dzisiaj mam właśnie taki dzień. Matko kochana, wreszcie siedzę na dupci.

Aleksander, 24.02.2016 :3

17

Odp: kryzys macierzyński

Nawet nie wiecie jaką ulgę przynosi mi to co piszecie.. że są matki - realne, normalne, które czasami mają ochotę wyzrucić własne dzieci z domu albo same uciec. Od razu Wam powiem, że idąc za ciosem Waszych rad, mimo że byłam zmęczona, skorzystałam dziś z zaproszenia znajomej na piwo i wyszłam, w ogóle nie rozmawiając o dzieciach spędziłam czas big_smile

Wiecie czasami jest tak, że idę zrobić mleko, czy np. muszę dokończyć obiad i zostawiam syna na te 3 - 5 minut samego i oczywiście jest płacz, ale nie dajmy się zwariować - przecież siku czy kupę też muszę i co mam bujak do ubikacji wstawiać? nie robię tego. Aczkolwiek jest mi źle słuchać tego płaczu.
Właśnie tak sobie myślałam , że niby nie mogę narzekać bo mam czasem możliwość podrzucić w ciągu dnia na chwilę syna tacie, póki mój tata nie wyjedzie do pracy (wyjeżdża co jakiś czas za granicę), ale uzmysłowiłyście mi że ja go zostawiam na 15-30 min i to wyłącznie w czasie kiedy ja gotuję, sprzątam czy jem , czyli tak naprawdę i tak nie odpoczywam. A ja marzę o tym, żeby wszyscy zniknęli na 2 h i ja w ciszy i spokoju poleżę SAMA. Dlatego dziś powiedziałam mężowi  o moim lekkim stanie depresyjnym i zapowiedziałam, że w przyszłym tyg poproszę teściową o opiekę nad Antkiem a my z mężem pójdziemy na obiad sami na spokojnie. Mam nadzieję, że syn w ciągu kilku miesięcy zacznie chodzić, mówić a wtedy będzie mi łatwiej, pomimo tego że się za nim nabiegam, to jednak będzie więcej możliwości do spędzania wspólnego czasu.
A powiedzcie mi, czy często Wam się zdarzało takie zniechęcenie jak Wasze dzieci były niemowlętami?
Cyngli nie wiem czy dobrze pamiętam, ale Twój synek choruje na autyzm prawda? Jak sobie radzisz w cięższe dni - bo domyślam się, że to dla Ciebie podwójne obciążenie i stres..

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

18 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2017-05-26 05:47:49)

Odp: kryzys macierzyński
Iceni napisał/a:
VonTrupka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Nie pisalam by ignorowac dziecko, tylko jego placz.

Na jedno wychodzi wink

Nie, nie wychodzi na jedno. Placz dziecka powoduje u matki stres. Czasem dosc silny trudno sie wtedy skupic, kobieta zaczyna sie denerwowac. Czesto czuje sie bezradna i zaczyna plakac wraz z dzieckiem. To w niczym nie pomaga. Zdenerwowana matka nie jest w stanie uspokoic dziecka, bo dziecko wyczuwa jej zdenerwowanie.

Jezeli nauczysz sie rozpoznawac i ignorowac placz wymuszajacy zainteresowanie albo obwieszczajacy zly humor mozesz go zignorowac. Wiesz, ze dziecku nie dzieje sie kezywda, nie biegniesz w nerwach sprawdzic co sie dzieje ani nie wracasz co 5minut. Mozesz sie skoncentrowac na wykonywanej czynnosci utrzymujac z dzieckiem jedynie kontakt glosowy. Mozesz dokonczyc to, co robisz szybciej, bez stresu, a co za tym idzie szybciej wrocic do dziecka SPOKOJNA.

O wiele lepszym rozwiazaniem jest ignorowac placz dziecka SWIADOMIE, niz byc na kazde jego zawolanie i ryzykowac zalamaniem psychicznym bo sytuacja bo w koncu nerwy nie wytrzymaja...

Z czasem dziecko sie uczy pozostawac same ze soba na jakis czas. Nie potrzebuje nieustannej obecnosci matki, czasem wystarczy jej glos, by poczulo sie bezpieczne.






Cyngli napisał/a:

Uważam, że ignorowanie płaczu dziecka nie jest dobrą metodą. Szczególnie tak małego jak szesciomiesięczne niemowlę.

To znaczy, ze jak twoj syn byl maly to zawsze do niego podchodzilas i  bylas przy nim poki nie przestal plakac?

W jaki sposob w takim razie nauczylas go zasypiac samemu?
Przeciez jednym z elementow tego treningu jest takie kontrolowane pozostawianie dziecka w samotnosci. 

Jestem przekonana, ze wiekszosc matek to robi, tylko moze zakuło was w oczy slowo "ignorowac". Nie zauwazylam, zeby matki wyjmowaly niemowleta z wozkow za kazdym razem kiedy dziecko ma ochote siedziec na reku, nie wszystkie siedza nad lozeczkiem poki dziecko nie zasnie, bo a nuz zaplacze... czasem wystarczy sie odezwac z drugiego pokoju, by zachowac kontakt ...i spokojnie pozwolic dziecku poplakac.

Male dziecko czasem na WSZYSTKO reaguje placzem, bo ma jeszcze nie wyksztalcony uklad nerwowy. My mamy i to do nas moze nalezec decyzja czy byc niewolnikiem dziecka, czy opiekunem.


Pozwole sobie na tym zakonczyc z mojej strony ten watek, bo rzecz tutaj nie o tym.

Jak mój syn był malutki, to sam zasypiał, nie musiałam go tego uczyć. Potem się to zmieniło i kładłam się przy nim aż usnął.
Dziś ma 4 lata i usypia w 10-15 minut. Lubię poświęcić ten czas, przytulić go mocno, no i reaguję na jego płacz, gdy był malutki, reagowałam na każdy. Od tego jest matka moim zdaniem.

Chomiczku, mam wsparcie w postaci psychoterapeuty,  mam też stały określony plan dnia, w przypadku mojego syna regularnosc u stabilizacja to podstawa. Myślę też, że z racji choroby syna mam też zwiększoną tolerancję "stresu i zmęczenia".
Jak już nie mogę wytrzymać, to ratuję się muzyką i spacerem. Ew. wchodzę do łazienki i zostaję tam aż dojdę do siebie. Przytulania też pomaga.

19

Odp: kryzys macierzyński
chomik9911 napisał/a:

nie dajmy się zwariować - przecież siku czy kupę też muszę i co mam bujak do ubikacji wstawiać?

Jest naprawdę wiele sposobów, żeby na ten krótki czas kilku minut zainteresować czymś półrocznego niemowlaka... Czasem nieco dziwnych, ale przecież najważniejsze, że działają... big_smile Weź głęboki wdech, potraktuj jego płacz jako skutek i postaraj się zwalczyć przyczynę. Na spokojnie, bez stresu. Nie wiem jakie zasady panują u Was w opiece nad Antkiem, ale ja na ten krótki czas przykładowo puszczałam takim maluchom bajki, żeby móc się bezpiecznie oddelegować i na spokojnie zrobić swoje. Gdy moje czynności trwały dłużej niż kilka minut, np. ugotowanie obiadu, to już tak, najczęściej fotelik samochodowy zabierałam ze sobą do kuchni, stawiałam w bezpiecznym miejscu, wsadzałam do niego dziecko i trzeba było wykazać się podzielnością uwagi. wink Naprawdę wszystko da się zrobić, tylko pamiętaj, że jedynie spokój może Cię uratować. smile

chomik9911 napisał/a:

A powiedzcie mi, czy często Wam się zdarzało takie zniechęcenie jak Wasze dzieci były niemowlętami?

Sama Mamą jeszcze nie jestem, ale pracuję jako opiekunka dziecięca i palców u rąk, i u stóp wink, by mi brakowało, żeby zliczyć wszystkie mamy, które zatrudniły mnie właśnie dlatego, że miały kryzys i chciały oderwać się trochę od swojego dziecka i monotonnych obowiązków, żeby trochę wypocząć... Naprawdę, to że jesteś zmęczona i zestresowana, i że czasem masz swojego berbecia dość, wcale nie oznacza, że go nie kochasz i że jesteś złą Matką...

20

Odp: kryzys macierzyński

Cyngli nasz syn śpi u siebie w łóżeczku, nie było problemów z przystawieniem go. Łóżeczku stoi w jednym rogu, naze łóżko jest trochę dalej. No i też uważam, że na płacz trzeba reagować. Cieszę się, że masz profesjonalną pomoc smile

VonTrupka jak gotuję obiad to oczywiście syn na kocu marudzi w kuchni ze mną smile Telewizji nie widział i długo jeszcze nie zobaczy także opcja z bajką choć wygodna, u nas odpada. Dzięki za wsparcie :* dziś jak marudził, wzięłam trzy wdechy, odcięłam się chwilę mentalnie i jakoś to przeczekałam, bo miał sucho, był po jedzeniu i się bawiliśmy więc krzywda mu się nie działa. Wiesz chciałabym opiekunkę nawet na kilka godzin, ale w tym momencie każde 100 zł jest dla nas ważne, więc muszę się ratować teściową.
Mąż obiecał, że zabierze syna na kilka godzin do swoich rodziców, a ja w tym czasie sama zostanę w domu także podładuję akumulatory. Tak też doszłam do wniosku, że muszę myśleć pozytywnie, skupiać się na zaletach, nabrać dystansu, bo przecież czas leci i Antek chwila moment się usamodzielni. A w chwilach kryzysu będę pisać tu do Was smile

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

21 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-05-26 10:12:20)

Odp: kryzys macierzyński

Puszczalas bajkę 6-miesiecznemu dziecku? Ngrania audio czy na laptopie?

Coz, opiekunką jest byc łatwiej, bo w pewnym momencie idzie sie jednak do domu. Mozg nie reaguje na placz obcego dziecka tak jak na swoje (mnie na przyklad w czasie pierwszych miesiecy zaczynalo automatycznie plynac mleko z piersi).

Mnie sie takie kryzysy zdarzaly, przeprowadzilam sie w siodmym miesiacu ciazy na drugi koniec kraju, nie mialam przy sobie ani rodziny, ani przyjaciol, ani oczywiscie sprawdzonej opiekunki. Kiedy mloda miala okolo 4 miesiecy wrocilismy z powrotem do Krakowa, bo tesciowa zachorowala na raka, wiec o pomocy przy moim dziecku tez moglam zapomniec, z wiadomych wzgledow wszyscy byli skupieni na niej.

Z drugiej strony ja jestem osoba dosc odporna psychicznie i cierpliwa. Umiem się też skutecznie relaksowac  wiec pod tym wzgledem mialam latwiej. No i rzecz dla mnie wtedy najwygodniejsza - moja corka spala z nami w lozku co dla mnie bylo olbrzymim ulatwieniem - wysypialam sie zawsze, karmienie w dzien bylo o wiele rzadsze. Jednak spanie z dzieckiem nie kazdemu odpowiada.

Druga rzecza bylo nauczenie spania mlodej na zewnatrz (nawet w zimie tak do temperatury w granicach -5 stopni ) wtedy pies jej pilnowal big_smile. Byl calkiem dobrą niańką big_smile


chomik9911 napisał/a:

Wiecie czasami jest tak, że idę zrobić mleko, czy np. muszę dokończyć obiad i zostawiam syna na te 3 - 5 minut samego i oczywiście jest płacz, ale nie dajmy się zwariować - przecież siku czy kupę też muszę i co mam bujak do ubikacji wstawiać? nie robię tego. Aczkolwiek jest mi źle słuchać tego płaczu...

Ja dokladnie to mialam na mysli, piszac o ignorowaniu placzu. Jezeli uzmyslowisz sobie, ze dziecku krzywda sie nie dzieje (nie ma mokro, nie jest glodne itp.) a jedynie chce twojej obecnosci  ewentualnie jest zmeczone i troche marudzi to bedziesz mogla sluchac tego placzu i "nie bedzie ci zle". Znasz powod, podejmujesz decyzje co jest w danym momencie priorytetem i nie zawsze musi to byc dziecko i nie dzieje mu sie wtedy szkoda.

Dzieci nie sa az tak wrazliwe, ze dzieje im sie krzywda po 5 min placzu. Wyobraz sobie matki blizniat czy dwojki-trojki malych dzieci. Jest sprawa fizycznie NIEMOZLIWA reagowac wtedy na kazdy placz dziecka. A czy takie dzieci odnosza jakas szkode psychiczna z tego powodu? Czy dla takiego dziecka bedzie roznica ze jest samo o 5minut dluzej bo mama konczy gotowac zupę albo zajmuje sie bratem?

O to mi chodzi. Spokojnie mozesz pozwolic dziecku chwile poplakac bez wyrzutów sumienia i bez wywolywania u siebie zlego samopoczucia. A dodatkowa sprawa jest, ze dziecko powoli bedzie sie uczyc, ze jego placz wywoluje rozne twoje reakcje i nie zawsze oznacza, ze przyjdziesz, wyjmiesz go z nosidelka i przytulisz. Czasem na przyklad tylko do niego zagadasz. Mimo, ze sie bedzie buntowal zapiety w szelki i prężyl by go wyjac. Przeczekasz, prawda? Nawet jezeli bedzie ryczal, to ten placz zignorujesz i w tych szelkach pozostanie bo czasem jest po prostu taka koniecznosc. Czasem zaczniesz go zabawiac i sie uda, czasem nie. Jezeli w koncu ulegniesz i go wyjmiesz to otworzysz furtke - pokazesz ze odpowiednio dlugi placz doprowadzi, ze dziecko dostanie to, co chce. Albo mozesz byc konsekwentna i swiadomie przeczekiwac taki bunt. Nie namawiam cie na torturowanie polrocznego dziecka, ale spokojnie mozna zaczac od dwoch-piwciu minut takiego przwtrzymywania bez stresu i nerwow. Szybko sie wtedy przwkonasz ze nawet ton jakim uspokajasz dziecko ma znaczenie.

Ignorowanie placzu nie oznacza ignorowania dziecka i jego potrzeb. To oznacza wyzbycie sie poczucia winy i zwiazanego z tym stresu jezeli pozwalamy dziecku plakac.

To jwst jak z lotwm samolotem - to sobie zakladasz maske najpierw by zachowac swiadomosc i byc zdolna do pomocy dziecku - podobnie jest tutaj - dbasz NAJPIERW o swoj spokoj by moc bez nerwow zajmowac sie dzieckiem. 5 minut dluzszego placzu moze dac ci szanse skonczyc cos szybciej, opanowac nerwy itd dzieki czemu oddasz ten czas dziecku przy najblizszej okazji.

smile

22 Ostatnio edytowany przez chomik9911 (2017-05-26 16:21:18)

Odp: kryzys macierzyński

Iceni właśnie trafiłaś w sedno - boję się, że w ten sposób Antek zazna ode mnie jakiejś krzywdy emocjonalnej, albo że on czuje że mam go czasem dość mimo, że tego mu nie okazuje, i że coś będzie nie tak.. chyba chciałabym być zawsze uśmiechnięta, spokojna, cierpliwa - a tak się nie da. I masz rację, że dziecko musi być choć chwilę samo, przecież fizycznie nie jestem i nie będę w stanie być z nim w każdej minucie życia. Ja to w ogóle nie jestem typem osoby, takiej uwięzionej "matki polki" co wszystko robi tylko pod dzieci i rezygnuje z siebie na ich rzecz.. nie potrafię sad i chyba też stąd moje wyrzuty.
Dziś np. mąż wrócił o 15 z pracy, pojechaliśmy do lekarza, wróciliśmy i o 17 mąż pojechał do swoich rodziców za miasto oddać pożyczone auto, więc wróci pewnie 20 -21 i mimo, że o tym wiedziałam to gdy on wyszedł, ja poprosiłam tatę żeby na 30 min wziął syna do siebie do pokoju, a ja najzwyczajniej w świecie siadłam i się rozpłakałam. Wydawało mi się, że jestem odporna psychicznie, jak Boga kocham nie zdawałam sobie sprawy, że macierzyństwo i siedzenie w domu jest tak trudne, nie sądziłam że mnie to dotknie. Tylko co z tego jak oddałam Antka, skoro słyszę jego płacz i marudzenie właśnie? to nie odpoczynek.. Czekam aż dziecko będzie bardziej samodzielne, pójdzie do żłobka a ja wracam do pracy - gdy tak mówię każdy mówi, że "teraz to jest cudownie , później to dopiero dostaniesz w kość" - o nie nie nie. Jak może być gorzej jeśli dziecko będzie potrafiło chodzić, mówić, jeść, bawić się? czuję , że ten okres niemowlęcy będzie dla mnie bardzo trudny.
Mam po prostu gorsze dni.. choć po rozpłakaniu się czuję się ciut lepiej.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

23

Odp: kryzys macierzyński
Iceni napisał/a:

Puszczalas bajkę 6-miesiecznemu dziecku? Ngrania audio czy na laptopie?

Zazwyczaj na TV, do którego podłączałam dysk z nagranymi bajkami, takimi z lat 80-tych i 90-tych. wink Wiem, że wielu rodziców w dzisiejszych czasach jest przeciwna puszczaniu dziecku bajek, ale sama uważam, że wszystko w granicach rozsądku jest dla ludzi, przed techniką dzieci uchronić się nie da, a i od rodziców podopiecznych miałam zielone światło. smile

Iceni napisał/a:

Coz, opiekunką jest byc łatwiej, bo w pewnym momencie idzie sie jednak do domu. Mozg nie reaguje na placz obcego dziecka tak jak na swoje (mnie na przyklad w czasie pierwszych miesiecy zaczynalo automatycznie plynac mleko z piersi).

Oczywiście nie neguję tego, że inaczej jest być nianią, a inaczej jest być mamą, ale gdy zdarzały mi się zlecenia, że przebywałam z maluchem po 12-14h, a do domu szłam tak naprawdę tylko po to, żeby coś zjeść, wziąć prysznic i się przespać, to mimochodem angażowałam się w opiekę jak nad własnym. smile I też zdarzały mi się kryzysy! wink Także doskonale rozumiem. smile

chomik9911 napisał/a:

Ja to w ogóle nie jestem typem osoby, takiej uwięzionej "matki polki" co wszystko robi tylko pod dzieci i rezygnuje z siebie na ich rzecz.. nie potrafię sad

I bardzo dobrze, bo typ uwięzionej matki polki to małe więzienie dla dziecka, zarówno wtedy gdy jest małym Jasiem, jak i wtedy gdy staje się dużym Janem.

chomik9911 napisał/a:

Jak może być gorzej jeśli dziecko będzie potrafiło chodzić, mówić, jeść, bawić się? czuję , że ten okres niemowlęcy będzie dla mnie bardzo trudny.

Może, ale nie musi. wink

24

Odp: kryzys macierzyński

Ja jestem wyznawcą zasady, że do 2 r.ż dziecko nie powinno oglądać tv bo to mu szkodzi. Zresztą ja i tak nie mam telewizji w domu smile Dziękuję VonTrupka :*

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

25

Odp: kryzys macierzyński

Rozumiem Twoje podejście i bezwzględnie je szanuję. smile I nie masz za co dziękować ! wink

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018