Hej, potrzebuje Waszej porady, bo nikt nie chce mi z tym pomóc i zaraz rozerwie mnie od środka. Postaram się jak najkrócej.
W liceum (prawie 10 lat temu) poznałam K, podobaliśmy się sobie, kręciliśmy, nawet byliśmy w "związku" 2 tyg, ale to było mega dziecinne - wiadomo. Potem ja poznałam innego chłopaka, z którym byłam 3 lata, a z K byliśmy przyjaciółmi. On też miał inne dziewczyny itd, ale po liceum kontakt nam się urwał. Jak mój tamten chłopak ze mną zerwał, K chciał się spotkać, ale nigdy do niczego nie doszło, traktowałam go czysto przyjacielsko, potem znowu nam się kontakt urwał. No i teraz przed świętami stwierdziłam, że fajnie byłoby odnowić kontakt. Przeprowadziłam się 500 km od naszej miejscowości, więc spotkaliśmy się jak przyjechałam na święta do domu. Ot zwykłe spotkanie, bary, dużo alkoholu i niestety się całowaliśmy czego od razu pożałowałam, bo nie kliknęło nic, zero, żadnej chemii. Już wtedy powinnam to zaznaczyć, ale jestem mega mało asertywna (co już staram się zmienić, przez tą i dalszą część historii).
K miał wyjeżdżać za granicę do pracy i miał lot z mojej aktualnej miejscowości - ma tu tez swojego jednego z najlepszych przyjaciół, do którego właśnie miał przyjechać na kilka dni i zaproponował czy nie chce się wtedy zobaczyć. Zgodziłam się, a przez słabą pogodę zaproponowałam spotkanie u mnie w mieszkaniu. Do niczego nie doszło, wręcz przeciwnie, pokazywałam jak mogłam, że ja nic nie chce. Było, już późno i zapytał czy może przenocować, zgodziłam się (kolejny błąd). Wpakował mi się do łóżka, ale tylko gadaliśmy, ot zwykła przyjacielska relacja (w mojej głowie), bo później jak już miało dojść do snu on mnie objął, a jak myślał że śpię dał mi buziaka (na samą myśl mnie skręca, nie chciałam nic "świadomie", to zrobił to jak byłam "nieświadoma"). Po 2-3 h uciekłam stamtąd na kanapę w salonie.
No i następnego dnia zaproponował mi czy nie chce wyjść z nim i jego tym przyjacielem na miasto. Wahałam się, szczerze to miałam nawet odmówić, ale stwierdziłam, że dobra piątek wieczór nie mam planów to skoczę, najwyżej zerwę się szybciej. No i tu zaczyna się meritum tej historii - jego kolega mi się spodobał. Całkowicie inny klimat. Lataliśmy po barach, dużo alkoholu i zebrałam się na odwagę, żeby powiedzieć K, że ja nic nie chce i nic nie czuje, on uparcie twierdził, że chciał mieć ze mną luźną relację i że chyba coś nadinterpretowałam. W co wątpię, bo widziałam jasno jego zachowania, ale ok. No i jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy flirtować z tym jego przyjacielem, a to uśmiech, a to spojrzenie, a to lekki dotyk. No i pocałowaliśmy się na parkiecie, dla mnie to było magiczne, nie czułam "tego czegoś" od bardzo dawna. K podobno tego nie widział. Później padł pomysł, że jedziemy wszyscy do tego przyjaciela na after, K siedział z przodu taksówki, ja i przyjaciel z tyłu i też był jakiś dotyk, jakieś uśmieszki, no flirt na maksa. W mieszkaniu po pewnym czasie K poszedł spać, wpadli jeszcze inni znajomi, no i z tym przyjacielem ciągle nas ciągnęło do siebie, a to mnie musnął po ciele, a to złapał a to się głęboko patrzył w oczy. Później jak wszyscy poszli znowu się pocałowaliśmy i to było na tyle.
2 dni później spotkałam się z K i powiedział mi, że jego przyjaciel ma mega moralniaka w stosunku do niego (co K mu nagadał o mnie, że ma moralniaka?!) i że to ja PRÓBOWAŁAM go pocałować. Wkurzyłam się, że tak powiedział, więc sprostowałam, że to nie było jednostronne, on na to że musi z nim o tym pogadać, co mnie załamało, bo nie chciałam stawiać P (przyjaciela) w takiej sytuacji. Ale potem K mi powiedział, że niby P tego nie pamięta (ehe..), że mogło tak być i że go przeprasza, na co K, że on nie chce żadnych przeprosin, on chciał tylko o tym porozmawiać na luzie (ja nie rozumiem nadal czemu przepraszać, ja z K nic nie zrobiłam i nic nie chciałam, serio nie wiem co on nagadał P o mnie). K sam mówił, że powinniśmy się z P spotkać i pogadać (jestem tu całkiem nowa w tym mieście i nie mam za wielu znajomych, więc szkoda mi było żeby nasza znajomość z P miała się skończyć). Tylko, że K uparcie myśli i twierdzi, że to była po prostu za gruba impreza z za dużą dawką alkoholu, ale ja jednak poczułam coś więcej, to nie był tylko pijacki wybryk.
No i ja jestem w rozsypce. K wyjeżdża za 2 dni, a ja jedyne o czym myślę to jak sprowokować spotkanie z P. Napisać? I tak nie mam nic do stracenia. Ale nie chce też żeby czuł się winny co do K (tylko cholera jasna nie rozumiem dlaczego miałby). To są najlepsi kumple i obawiam się, że przez to że K coś chciał ze mną i coś nagadał P, on teraz nic nie zrobi, a ja wiem co widziałam, wiem że mu się spodobałam i że to też nie był tylko pijacki wybryk. Jest mi tak źle, że nie mogę spać, myślę tylko o nim, no na prawdę nie wiem co mi się stało, nie miałam tak od bardzo dawna. Chciałam z niego zrezygnować, po prostu zapomnieć i urwać to wszystko, ale nie jestem w stanie, to jest tak cholernie silne...
Powinnam zaryzykować i zaproponować jakieś spotkanie w weekend? Jak się nie zgodzi to chociaż będę miała czarno na białym, ale sama nie wiem. Okropnie bije się z myślami, jest mi strasznie smutno, że jak w końcu zadurzyłam się tak na prawdę w jakimś chłopaku, to musi to być tak patowa i dziwna sytuacja.