Cześć, jak w tytule, jestem 7 rok w związku z facetem, oboje mamy +/- 30 lat. Czujemy do siebie mocne przywiązanie, dlatego trwamy razem tyle lat mimo że nie jest to układ jaki sobie wyobrażałam jako idealny.. Mamy problem z walką o dominację w związku, oboje jesteśmy uparci i władczy na różne sposoby, on jest porywczy, chaotyczny i hałaśliwy, ja krytyczna, pamiętliwa, dyrektywna... On robi co jakiś czas dziwne wyskoki (nie zdrady, ale podejmuje impulsywnie decyzje), ja próbuję zachować w moim życiu spokój, wręcz szukam nudy, bo za dużo się dzieje... Nie mam zupełnie chęci na seks już od paru lat, choć dawniej poziom libido miałam raczej w normie. On wciąż mnie pragnie, ale od początku chciał tego bardzo często, dla mnie zbyt często. Ot taki ma temperament. Prawie w każdym aspekcie jest jakby wygłodniały... Prócz tego emocjonalnego. Tak jak ja rzadko go zaspokajam seksualnie, tak rzadko on mnie emocjonalnie. Nie słuchamy siebie nawzajem, bo każdy ma tak inną wizję rzeczywistości, że dla drugiego to niekiedy jakiś kosmos... Łączą nas niektóre zainteresowania, chęć posiadania rodziny, podejście do pracy/biznesu no i różne miłe chwile. Często mu komunikuję, że dużo prościej byłoby nam się rozejść w 2 strony, jednak po rozmowach zmieniam zdanie i chcę z nim trwać. Zastanawiam się, czy ktoś z was był w takiej sytuacji i udało się osiągnąć kompromis.. Czy jedna ze stron musi być tą uległą, która częściej odpuści, inaczej obie pożerają się nawzajem? Smutno mi jest
Związek to wysublimowana sztuka kompromisu, przez całe życie. Ale ten kompromis, wg mnie, nie może być „na sile”, przeciw wewnętrznym własnym przekonaniom.
Zmęczyłam się bardzo czytając Twój post. Czy Wy nie męczycie się ze sobą wzajemnie? Jakby tak miało wyglądać moje życie to byłabym permanentnie nieszczęśliwa.
3 2022-01-24 16:11:57 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2022-01-24 16:13:24)
Cześć, jak w tytule, jestem 7 rok w związku z facetem, oboje mamy +/- 30 lat. Czujemy do siebie mocne przywiązanie, dlatego trwamy razem tyle lat mimo że nie jest to układ jaki sobie wyobrażałam jako idealny.. Mamy problem z walką o dominację w związku, oboje jesteśmy uparci i władczy na różne sposoby, on jest porywczy, chaotyczny i hałaśliwy, ja krytyczna, pamiętliwa, dyrektywna... On robi co jakiś czas dziwne wyskoki (nie zdrady, ale podejmuje impulsywnie decyzje), ja próbuję zachować w moim życiu spokój, wręcz szukam nudy, bo za dużo się dzieje... Nie mam zupełnie chęci na seks już od paru lat, choć dawniej poziom libido miałam raczej w normie. On wciąż mnie pragnie, ale od początku chciał tego bardzo często, dla mnie zbyt często. Ot taki ma temperament. Prawie w każdym aspekcie jest jakby wygłodniały... Prócz tego emocjonalnego. Tak jak ja rzadko go zaspokajam seksualnie, tak rzadko on mnie emocjonalnie. Nie słuchamy siebie nawzajem, bo każdy ma tak inną wizję rzeczywistości, że dla drugiego to niekiedy jakiś kosmos... Łączą nas niektóre zainteresowania, chęć posiadania rodziny, podejście do pracy/biznesu no i różne miłe chwile. Często mu komunikuję, że dużo prościej byłoby nam się rozejść w 2 strony, jednak po rozmowach zmieniam zdanie i chcę z nim trwać. Zastanawiam się, czy ktoś z was był w takiej sytuacji i udało się osiągnąć kompromis.. Czy jedna ze stron musi być tą uległą, która częściej odpuści, inaczej obie pożerają się nawzajem? Smutno mi jest
Coś jest w tym, co napisała moja przedmówczyni, że męczące jest samo czytanie opisu Waszych wzajemnych relacji :-/
Wychodzę z założenia, że najlepiej dobrze się dopasować, a u Was nijak dopasowania nie widać. Tylko ciągły wysiłek, przeciąganie liny.
Nie wydaje mi się także, że związek polega na tym, że jedna ze stron musi być uległa i odpuszczać, byle był spokój. Chociaż też lubię jak jest spokój, a nawet rutyna w związku, bo życie nie znosi próżni i rzuca wciąż nowe wyzwania. Chodzi o uzupełnianie się. Czasem to oznacza, że jedno bardziej prowadzi.
Piszesz, że łączy Was oboje chęć posiadania rodziny, ale jak ta rodzina ma wyglądać i funkcjonować, bo pojęcie samo w sobie jest szerokie i głębokie, więc łatwo o nieporozumienia. Czy rodzina to przestrzeń do rozmnażania się i wychowywania dzieci, czy raczej team dwojga ludzi, którzy tak lub nie powołują na świat dzieci, które dowożą do ich dorosłości, ale to ich relacja jest bazą, na której budują? Jest ciężko, gdy jedno musi ustępować, chodzić z samym sobą na kompromisy, byle zbyt wiele zgrzytów nie było. Ciężko mi to sobie wyobrazić, trzeba byłoby jakby zatracić cześć siebie. To już wyglada na poświęcenie ;-)
Autorko, a ja widzę Wasz związek jako z lekka już przechodzony, jakby wypalony. Napisałaś, że od lat nie masz ochoty na seks i że pod tym względem swojego faceta nie satysfakcjonujesz. Ciekawe więc czy Twoje niskie libido odnosi się tylko do niego, czy generalnie straciłaś zainteresowanie seksem.
Napisałaś, że on nie zaspokaja Cię emocjonalnie. Czyli co? Nie kochasz go jak faceta? Bardziej to dla Ciebie kumpel, przyjaciel czy brat?
Patrząc realnie, to podejrzewam, że z Twojej strony miłości do niego raczej nie ma.
Jest hałaśliwy i jesteś nim zmęczona, więc chyba naprawdę można tu mówić o Twoim wypaleniu tym związkiem.
Wiele razy chciałaś odejść, ale nie na tyle, żeby faktycznie to zrobić.
Lata mijają, a wy, jak napisałaś, macie kompletnie inne cele w życiu i kompletnie różniąca się wizję zwiazku.
Czyli co? Ty chciałabyś mieć męża, dziecko/ dzieci, rodzinę itd, a on w ogóle sobie tego nie wyobraża? Czy może jest odwrotnie?
Jak dla mnie coś takiego byłoby absolutnie nie do przyjęcia. Można bowiem ścierać się że sobą na różnych płaszczyznach, ale nie wyobrażam sobie, bym mogła być z kimś, kto ma zupełnie inną wizję zwiazku niż ja. Przecież to niedorzeczne.
Tak więc jeśli chodzi o mnie, to ja właśnie do tego punktu przyczepiłabym się najbardziej.
On jest w stanie wyperswadować Ci z głowy zamiar zakończenia tego związku, a skoro tak, to znaczy, że Ty żadna dominantka nie jesteś i że tak naprawdę jest tak, jak on tego chce. Może i masz dyrektywny sposób zwracania się do ludzi, ale w tym związku poszłaś na daleko idący kompromis, wręcz podległość, bo jesteś z kimś, chociaż nie jesteś szczęśliwa. Nie masz bowiem vtego, czego tak naprawdę chcesz.
Dzisiaj jesteś trzydziestka plus, a zanim się obejrzysz będziesz czterdziestka minus.
Uważam, że źle oceniasz wasz związek.
dużo prościej byłoby nam się rozejść w 2 strony
Boze tez tak uwazam!!i tez mnie zameczył twoj opis waszej relacji - ja sobie nie wyobrazam czegos takiego, moze kiedys ale teraz to cenie sobie nudny spokoj w domu.
Odnosnie waszych relacji seksulanych to wyglada jak wypalony zwiazek. Jesli faktycznie on ma bardzo duze potrzeby a ty prawie zadnych to jestes pewna ze nie szuka sobie czegos tam na boku w tych swoich impulsywnych działaniach?
I jakby mial cie zadowolić emocjonalnie?
Tak jak teraz trwasz tak dalej bedzie wygladalo twoje zycie wiec zastanow sie czego tak naprawde pragniesz.