Jeszcze doslownie pare godzin wczesniej rozmawialismy przez telefon o tym, ze za 1,5 miesiaca zbliza sie nasza rocznica i moze bysmy pojechali do Paryza na weekend (Nasz Dzien wypada akurat w niedziele). Oczywiscie byl pijany, wczesniej pare blantow spalil (tak, jara marihuane, na chwile obecna udalo mi sie go ograniczyc aby robil to tylko w weekend) i siedzial z kuzynem. Bo w poniedzialek wraca juz tu do mnie, a od ponad 1,5 roku nie byl w Polsce wiec przymknelam oko na to aby sie troszke "rozerwa".
Godzina 5:00 rano telefon. Dzwoni on. I ryczy (w doslownym tego slowa znaczeniu) mi przez telefon. Jeszcze bardziej pijany niz jak z nim rozmawialam 6 godzin wczesniej. W koncu po paru minutach wydukal mi co zrobil. Ze przelizal sie z jakas panna. Ze trwalo to mniej niz dwie sekundy, bo od razu ja odepchnal. Ze mnie przeprasza. Ze mnie kocha. Zebym mu to wybaczyla. Ze przeciez od razu do mnie zadzwonil. Ze nie wie dlaczego to zrobil. Ze caly czas myslal i mysli o mnie. Ze jest tak bardzo pijany i ze nie dokonca wiedzial co robi. Ze wraca do domu, ryczy cala droge i juz jest caly zasmarkany. I tak dalej.
Oniemialam. Przeciez jeszcze w poprzedni weekend sie widzielismy (ja wyjechalam rowniez na dwa tygodnie do Polandii, on tydzien po mnie wyjechal dlatego tez tydzien pozniej wraca) poniewaz mieszkamy w dwoch roznych czesciach Polski - jakies niecale 4 godziny drogi samochodem. Wiec w ostatni moj weekend przyjechal po mnie i spedzilam ten weekend u niego aby poznac jego familje. Gdy juz wrocilam na Wyspy, dzwonil po kilka razy dziennie, jego mama (jak i jego siostra) caly czas mi mowila jak to on za mna nie teskni, i mowi wszystkim ze on to mnie tak bardzo kocha, ze swoja przyszlosc planuje ze mna. Przeciez zanim jeszcze TO zrobil tez mi mowil jak to nie moze sie doczekac az w koncu mnie zobaczy.
A tu co?! Nie mogl wytrzymac tych trzech dni?
I to na dodatek, jak sie w koncu dowiedzialam, z jedna ze swoich bylych?!
Dodam, ze ma on juz 26 lat, jego najdluzszy zwiazek trwal niecale cztery miesiace, nigdy nie mieszkal ze swoja kobieta, za to mial mnostwo "kolezanek"(...).
I on uwaza iz mnie nie zdradzil, poniewaz nie przespal sie z nia... I ze zrobi wszystko aby mi to zrekompensowac.
A ja? Szczerze? Sama nie wiem. Zawsze bylam na 99,9% przekonana, ze jezeli w naszym zwiazku mialoby dojsc do zdrady to predzej ja tego dokonam niz on, ze bedzie wolal sobie reke urwac niz dotknac innej kobiety. A tu cos takiego...
Nie wiem czy bede potrafila jeszcze kiedykolwiek na niego spojrzec tak jak wczesniej, pozwolic sie dotknac, przytulic, pocalowac i nie wyobrazac sobie caly czas jak to bylo gdy on calowal tamta panne...
Netkobietki, co radzicie? Nigdy nie zostalam zdradzona wiec nie mam zielonego pojecia jak sie zachowac w tej sytuacji...