Cześć wam. Nie wiem czy jest to dobra kategoria tematów, ale chciałabym się czymś podzielić i zapytać. Z góry informuję, że nie oczekuję zrozumienia, przebaczenia czy rozżalenia. A więc, chodzi o to, że gdy byłam nastolatką jeździłam w wakacje z rodzicami do dziadków. Mieli dwa konie samca i samicę. Samiec nie był wałachem, ale miał popęd wyciszany farmakologicznie, żeby był łatwiejszy do utrzymania w hodowli z samicą, która była absolutnie wysterylizowana w małym budynku gospodarczym. Pomagałam ogarniać przy nich wszystko i jednego razu gdy był upał i były wyprowadzone razem, samcowi wyszedł penis, na całą możliwą długość, jak chodził to mu się cały trząsł i jak to zobaczyłam to krew mi się w żyłach zagotowała i zalało mnie najpierwotniejsze podniecenie. Ale takie mocne jakiego wcześniej nie miałam, byłam rozstrojona emocjonalnie. Później reagowałam na tą sytuację mniej intensywnie, ale zawsze przyspieszało mi tętno, żeby nie napisać byłam podniecona i na siłę odpędzałam się od tego uczucia. Bardzo się obwiniałam za to, że coś nie halo ze mną. I niestety z biegiem czasu niewiele się zmieniło i wciąż budzi to we mnie podobną reakcję, aczkolwiek jako dorosła kobieta podchodzę do tego raczej na luzie, z dystansem, pewną groteską i nie obwiniam się za to. Wiele czytałam na ten temat i zwykle opisy są podobne do czegoś w tym stylu, przytoczę z jednego artykułu - ''...fantazji o bestialstwie, które najwyraźniej ma wiele kobiet. Ludzkie samice przyciągają ogiery z oczywistego powodu: wielkości ich organu rozrodczego. Dlatego konie są ulubieńcem kobiecych fantazji. Wydaje się, że przywraca ona pierwotne instynkty rozrodcze kobiet na szczyt. Jest to dość normalna i powszechna fantazja dla kobiet i wygląda na to, że nie zawsze pozostaje w bańce "fantasy"
Nigdy w życiu osobiście nie spotkałam się z kobietą, którą by podniecały konie i nie przyszłam tu po to by wypytywać się, którą z was to podnieca, ale jako osoba wystarczająco anonimowa byłam w stanie o tym tutaj napisać i chciałam zapytać czy ja jestem jakąś urodzoną animalką? Czy powinnam bardziej zasięgnąć rady terapeuty? Aczkolwiek jakoś sobie nie wyobrażam, żebym kiedykolwiek w życiu miała komukolwiek o tym powiedzieć w 4 oczy. Czy po prostu powinnam zająć się innymi ważniejszymi rzeczami? Napiszcie cokolwiek