Witajcie.
Na samym wstępie proszę nie udzielać mi rad że mam przeprowadzić szczerą rozmowę bo już tego próbowałam i bez rezultatu.
Jestem w związku od prawie pół roku. Nie odpowiada mi częstotliwość naszego kontaktu. Rzadko piszemy ze sobą od początku. Od jakiś dwóch miesięcy też zaczęliśmy się rzadziej spotykać z powodu kłótni. Nigdy nie kłócimy się na żywo tylko zawsze przez FB, mimo że raz umówiliśmy się żeby tego nie robić tylko np zadzwonić bo wtedy szybciej dochodzimy do porozumienia. Wiem też, że ten słaby kontakt nie wynika z tego, że mój chłopak nie ma to czasu, bo wiem że w tym czasie przegląda internet, gra w gry i wymienia wiadomości z innymi. Mówiłam mu już kilkukrotnie że nie odpowiada mi taka sytuacja ale też wiem że nie mogę przecież go zmusić do tego żeby się częściej odzywał, sama też mu się nie narzucam i nie wypisuje i nie wydzwaniam. Jeżeli ja napiszę pierwsza to odpisze mi ale rozmowa szybko się urywa, czasem potrafi też nie odpisywac mi pół dnia. Nie wiem co robić i co myśleć w tej sytuacji, nigdy nie miałam czegoś takiego w żadnym związku, zawsze facetom zależało na tym, żeby być w kontakcie. Natomiast on uważa że nic się nie dzieje i problemu nie ma a ja się frustruje. Nie wiem czy dam radę tak na dłuższą metę, ale nie chce też z takiego powodu kończyć związku.
Ktoś miał podobną sytuację i jakoś z niej wybrnął?
Oboje jesteśmy w wieku 30 lat, pracujemy.
Witajcie.
Na samym wstępie proszę nie udzielać mi rad że mam przeprowadzić szczerą rozmowę bo już tego próbowałam i bez rezultatu.
Jestem w związku od prawie pół roku. Nie odpowiada mi częstotliwość naszego kontaktu. Rzadko piszemy ze sobą od początku. Od jakiś dwóch miesięcy też zaczęliśmy się rzadziej spotykać z powodu kłótni. Nigdy nie kłócimy się na żywo tylko zawsze przez FB, mimo że raz umówiliśmy się żeby tego nie robić tylko np zadzwonić bo wtedy szybciej dochodzimy do porozumienia. Wiem też, że ten słaby kontakt nie wynika z tego, że mój chłopak nie ma to czasu, bo wiem że w tym czasie przegląda internet, gra w gry i wymienia wiadomości z innymi. Mówiłam mu już kilkukrotnie że nie odpowiada mi taka sytuacja ale też wiem że nie mogę przecież go zmusić do tego żeby się częściej odzywał, sama też mu się nie narzucam i nie wypisuje i nie wydzwaniam. Jeżeli ja napiszę pierwsza to odpisze mi ale rozmowa szybko się urywa, czasem potrafi też nie odpisywac mi pół dnia. Nie wiem co robić i co myśleć w tej sytuacji, nigdy nie miałam czegoś takiego w żadnym związku, zawsze facetom zależało na tym, żeby być w kontakcie. Natomiast on uważa że nic się nie dzieje i problemu nie ma a ja się frustruje. Nie wiem czy dam radę tak na dłuższą metę, ale nie chce też z takiego powodu kończyć związku.
Ktoś miał podobną sytuację i jakoś z niej wybrnął?
Oboje jesteśmy w wieku 30 lat, pracujemy.
Ale jakiej można udzielić Ci innej rady?
Oczekujesz, że ktoś zaproponuje, że jeśli próba rozmowy nic nie daje, to żebyś zaczęła bić swojego chłopaka, nachodzić go, lub przykuć łańcuchem do kaloryfera i w ten sposób wymusisz więcej wspólnego czasu?
Inna sprawa, że odpisywanie po połowie dnia, to wcale nic złego, ani skandalicznego, bo przecież to raptem kilka godzin ... i jak sama napisałaś - oboje pracujecie.
Zastanów się, czy partner, który lekceważy i marginalizuje Twoje potrzeby, i który nie chce o tym z Tobą rozmawiać - to fajna perspektywa na dalsze życie.
Skoro nie odpowiada Ci to, jak jest, a Twoj partner nie chce nic zmieniac, to zostaje Ci albo sie dostosowac albo odejśc.
Patrzac na to, że w zwiazku jestescie dosyć krotko i normalnie powinien to być czas, w ktorym byscie nie mogli sie od siebie oderwac, a tymczasem Wam się nie zbiera na spotkania, to poparłabym opcję z rozstaniem, bo ewidentnie cos Wam tu nie zagrało i nie ma co się bardziej męczyć.
4 2021-03-01 17:17:19 Ostatnio edytowany przez cky (2021-03-01 17:19:54)
Napisałam że oboje pracujemy i napisałam też że jego kontakt NIE wynika z braku czasu przez pracę tylko z braku chęci. Jak nie pracuje jest to samo.
Zastanawiam się właśnie nad sensem tej relacji, stąd mój post tutaj, a czego oczekuje napisałam wyraznie: może ktoś miał podobną sytuację i się w niej jednak odnalazl. Albo nie odnalazł.
Na samym początku dałam informacje o tej szczerej rozmowie bo większość rad tutaj udzielanych dotyczy właśnie tego, a tego jak też już pisałam, próbowałam.
Edit:
LadyLoka właśnie o to mi chodzi, też uważam że początki związku to czas kiedy raczej powinno chcieć się być bliżej partnera niż dalej, te całe motyle w brzuchu i te sprawy. Bo skoro tak jest teraz to co będzie dalej jak emocje opadną? Nie wiem na ile to jest kwestia naszej relacji a na ile tego że mój chłopak "już tak ma".
Kurde, ale to słabo.
Bo to takie bez szczególnej nadziei na jakikolwiek kompromis ![]()
Jemu pasuje tak jak jest teraz, ale to nie odpowiada Tobie. Z kolei on nie chce robić też żadnego kroku w stronę Twoich potrzeb. Takie kategoryczne stawianie sprawy z jego strony, może świadczyć o tym, że albo będzie tak jak on chce, albo nie będzie wcale.
IsaBella jako kompromis osiągnęliśmy to, że w ramach " rekompensaty" za słaby kontakt w ciągu dnia raz dziennie mogłam dzwonić do niego na dosłownie dwie minuty. Zawsze coś, ale to obowiązywało tylko jak był w pracy, bo w weekend nie. No i od czasu tych kłótni też te telefony przestały obowiązywać i już tego nie robimy. Np w sobotę spędziliśmy fajnie dzień, sam z siebie powiedział że dziś zadzwoni ok 14 i ani nie zadzwonił ani nie napisał od wczoraj mimo że był aktywny nie raz.
Pół roku to bardzo krótko. Szczerze powiem, że takie pisanie całymi dniami to mi się kojarzy z nastolatkami, ewentualnie jakąś ciekawą rozmową czy przekomarzaniem. Jak nie macie wspólnych tematów, a te zaczepki to tylko "co u ciebie" czy "co porabiasz" czy na jakieś serduszka to ileż można odpisywać? Szczególnie będąc w pracy.
Możliwe też, że uważa, że zawracasz mu 4 litery.
Jak nie ma potrzeby spotkań i nie przejmuje inicjatywy, to.. cóż, nie wróży to dobrze.
Innymi słowy, jesteś to jesteś, a jak Cię nie ma to też dobrze.
Roxann niezła nadinterpretacja. Pokaż mi w którejkolwiek mojej wypowiedzi gdzie ja napisałam że mu wysyłam serduszka czy "co porabiasz?''. No raczej nie znajdziesz tego, my nie używamy praktycznie żadnych emotikonów, serduszek, nikt nikomu nie pisze żadnych kochań, tesknien czy innych słodko pierdzacych bzdet.
Napisałam też że mu się NIE narzucam i nie wypisuje do niego i nie wydzwaniam. Więc nie wiem skąd wymyśliłaś to że mu się narzucam. Napisałam że mi ta sytuacja przeszkadza, a nie że jestem jego stalkerka.
Mam wrażenie że w ogóle nie przeczytałaś moich postów bo dwukrotnie pisałam że jego kontakt nie jest spowodowany pracą.
Roxann niezła nadinterpretacja. Pokaż mi w którejkolwiek mojej wypowiedzi gdzie ja napisałam że mu wysyłam serduszka czy "co porabiasz?''. No raczej nie znajdziesz tego, my nie używamy praktycznie żadnych emotikonów, serduszek, nikt nikomu nie pisze żadnych kochań, tesknien czy innych słodko pierdzacych bzdet.
Napisałam też że mu się NIE narzucam i nie wypisuje do niego i nie wydzwaniam. Więc nie wiem skąd wymyśliłaś to że mu się narzucam. Napisałam że mi ta sytuacja przeszkadza, a nie że jestem jego stalkerka.
Mam wrażenie że w ogóle nie przeczytałaś moich postów bo dwukrotnie pisałam że jego kontakt nie jest spowodowany pracą.
Dawaj tak dalej, a szybko przestaniesz dostawać odpowiedzi. Rozumiem, że sytuacja Cię irytuje, ale my tutaj serio staramy się pomóc, a Rox na dodatek rzuciła sugestię, a nie powiedziała, że na pewno mu się narzucasz. I może faktycznie on uważa, że ten kontakt, który macie jest po prostu wystarczający.
To tylko on sam wie.
Zniknij na jakieś dwa, trzy dni. Zaciśnij zęby i nie wchodź na fb żeby widzial że nie logowałaś się. Może wtedy się zainteresuje. Poolewaj go trochę, i rób dokładnie to co on. Takich facetów trzeba traktować tak jak na to sobie zasługują.
kochanie123 tego też próbowałam, nie robi to na nim zbyt wrażenia.
Miałam taka relacje kiedyś. Narazie Ci przeszkadza, bo po prostu chciałabyś więcej uwagi, rozmów i zainteresowania. A za jakiś czas się okaże, że nie dostajesz również wsparcia i troski, że nie ma go kiedy go potrzebujesz. No i jak tak pare razy zostaniesz sama z różnymi rzeczami to zaczniesz sie zastanawiać jaka jest różnica w byciu z nim a w byciu samej. Jego nie zmienisz, wyraźnie jego nie obchodzi jak Ci minął dzien, czy wszystko ok. Jesteś to ok, jak Cie nie ma też ok. Jak rozmowy nie przynoszą rezulatatu ani żadnej poprawy to chyba sama wiesz jaki jest dalszy krok.
Ps.: Dzwonienie do siebie i pisanie powinno wynikać z tego, ze po prostu ktoś chce to robic, czuje taka potrzebe, troszczy się o kogoś, interesuje sie. A nie tego, ze sie umowicie kiedy masz prawo do niego dzwonic
. Wycofaj sie z tego póki nie zabrnęłaś tak daleko jak ja. Później jest tylko równia pochyła, zawód na każdym kroku, nerwy i łzy.
KoloroweSny
Dzięki za odpowiedź, wiesz co chodzi o to że ja już sama nie wiem czy problem rzeczywiście jest czy jest tylko w mojej głowie. Jak sama widzisz niektórzy tutaj uważają że kontakt codzienny między spotkaniami to jakaś fanaberia.
Umawialiśmy się na dzwonienie wtedy kiedy on miał przerwe w pracy. Pisał mi wtedy i ja dzwoniłam.
Nie mogę powiedzieć, że nigdy go nie interesuje co u mnie albo jak mi minął dzień. Raz na tydzień albo dwa zapyta. Przynajmniej ostatnio taka była częstotliwość.
Ja jemu mówiłam dokładnie to co Ty, że dla niego obojętne czy ja jestem czy mnie nie ma, to zawsze zaprzecza. Rozstać też się nie chce ze mną. Nie mam pojęcia dlaczego on w to brnie, może jemu rzeczywiście jest dobrze tak jak jest. Na pewno nie jest ze mną tylko dla seksu, to już sprawdziłam.
Z tym wsparciem i troska juz jest jak mówisz, ostatnio miałam trochę problemów zdrowotnych i byłam w szpitalu to raczej nie muszę mówić na jakim poziomie oscylowało jego zainteresowanie sytuacja.
Z drugiej strony nie oczekuje od niego pomocy i wsparcia, bo mam taką sytuację życiową że muszę być zaradna i samodzielna. Jeżeli jednak tak się zdarzy że potrzebuje pomocy to wtedy mogę liczyć na znajomych i rodziców. Staram się nie mieć wobec niego zbyt dużych oczekiwan, dlatego już sama nie wiem, naklikanie kilku słów w ciągu dnia to jest kwestia kilku sekund, nie każe mu wisieć całymi dniami na telefonie, niestety ale w tym przypadku huczy mi w głowie motto Wielokropka "kto chce, znajdzie sposób. Kto nie chce, znajdzie powód".
Ale to nie o to chodzi, że codzienny kontakt jest fanaberią.
Chodzi o to, że są ludzie, którzy mają taką potrzebę, a są ludzie, którzy nie mają.
Tak samo jak są ludzie, którzy wolą się widzieć częściej, a są tacy, co rzadziej.
Wy się po prostu tutaj rozjeżdżacie. I jeżeli już w tam początkowej i podstawowej fazie Waszego związku, Twój facet nie ma ochoty, żeby iść na kompromis i nie ma ochoty sprawiać, żebyś Ty czuła się w Waszym związku dobrze, to to po prostu nie rokuje dobrze na przyszłość.
Oj oj oj, mysle, że dziewczynom raczej chodziło o to, że rzeczywiście kontakt nie musi być codzienny i ja sie z tym zgodze. Ale kiedy mija już któryś dzień, albo Pan sobie o Tobie przypomina po całym tygodniu to myślę, że każdy się zgodzi - coś tu nie gra. Sama widzisz, czujesz, że coś nie tak - gdyby ten kontakt byl spontaniczny, raz bylo go wiecej raz mniej, przecież byś nie pisała postów na forum. A teraz po kolei:
Nie mogę powiedzieć, że nigdy go nie interesuje co u mnie albo jak mi minął dzień. Raz na tydzień albo dwa zapyta. Przynajmniej ostatnio taka była częstotliwość.
No ja też średnio raz na tydzień/dwa/trzy interesuje sie co u moich znajomych. A kiedy jest to mój partner to raczej zależy mi na nim i 'trochę częściej' chciałabym wiedzieć czy jest wszystko dobrze, jak się czuje czy jest po prostu okej.
Ja jemu mówiłam dokładnie to co Ty, że dla niego obojętne czy ja jestem czy mnie nie ma, to zawsze zaprzecza. Rozstać też się nie chce ze mną. Nie mam pojęcia dlaczego on w to brnie, może jemu rzeczywiście jest dobrze tak jak jest.
No oczywiście, że zaprzecza, bo jasne że lepiej mieć związek bez zobowiązań niż brak związku, co Ci ma powiedzieć? Poza tym nie chce sie rozstać, no bo mu wygodnie. Ale podpowiem Ci - Ty też masz tutaj prawo do decydowania, szok nie ?
Z tym wsparciem i troska juz jest jak mówisz, ostatnio miałam trochę problemów zdrowotnych i byłam w szpitalu to raczej nie muszę mówić na jakim poziomie oscylowało jego zainteresowanie sytuacja.
I tak będzie wyglądać Twoje życie dalej. Podoba Ci się ? Ja się kiedyś śmiałam, że jakbym miala wypadek to dowiedziałby się ostatni po fakcie. Jak będziesz czegoś potrzebować, to też nie łudź się, że otrzymasz pomoc i wsparcie.
Z drugiej strony nie oczekuje od niego pomocy i wsparcia, bo mam taką sytuację życiową że muszę być zaradna i samodzielna. Jeżeli jednak tak się zdarzy że potrzebuje pomocy to wtedy mogę liczyć na znajomych i rodziców.
Okej rozumiem, godna i właściwa postawa. Ale to po co Ci w takim razie być z kimś ? Po to żeby się bzykać tak o i czasem pogdać? Czy raczej chciałabyś być z kimś na kim możesz polegać, że jak Ci się bedzie działa krzywda to po prostu będzie ? Bo wydaje mi się, że związek dwóch osób polega właśnie na tym żeby się wspierać, pomagać sobie. A Twój ? Wiesz co Ty robisz? Wmawiasz sobie jak bardzo dasz sobie sama rade, przecież to nie są wielkie rzeczy. Bo boisz się, jak bardzo się na nim zawiedziesz, kiedy poprosisz o pomoc.
KoloroweSny, niektóre Twoje wypowiedzi są w 100% w punkt. Ja mu mówiłam że ten kontakt co my mamy to ja nawet ze znajomymi niektórymi częściej gadam i wiem więcej co u nich niż u niego.
Co do związku bez zobowiazan- nie ukrywa mnie przed światem, na święta zaprosil mnie i bardzo mu zależało na tym, żebym poznała jego rodzinę. Pytałam go czy wolałby układ na seks po prostu, mówił że nie. I faktycznie nie widzę żeby był skoncentrowany tylko na seksie. Tzn nie jest tak, że jak się widzimy to zawsze idziemy do łóżka. Nigdy nie naciska żeby ten seks byl. Teraz to już w ogóle na jakiś czas jestem wyłączona z seksu przez ten zabieg w szpitalu a on i tak przyjeżdża. Nawet dziś mi napisał że postara się częściej być u mnie.
Co do tego że mu tak wygodnie, nie wiem czy tak do końca wygodnie, jak już pisałam w którymś poście od ok dwóch miesięcy mamy jeszcze mniejszy kontakt i przez tel i na żywo, seksu prawie nie było więc średnio on mial jakieś profity z tego wszystkiego. Z resztą oboje ich nie mieliśmy dlatego tym bardziej mnie dziwi że on dalej to ciągnie.
Tak, ja też tu mam prawo do decydowania i póki co nie chcę z takiego powodu się rozstawać.
Pomoc i wsparcie otrzymam od niego tylko pod warunkiem że nie będziemy akurat wtedy pokłóceni i nie będzie to kolidować z jego praca.
A ostatnie zdanie Twojego postu miażdży, jest dokładnie tak jak piszesz. Dlatego nie chce oczekiwać wsparcia i pomocy żeby się nie zawodzić po prostu.
Tak, ja też tu mam prawo do decydowania i póki co nie chcę z takiego powodu się rozstawać.
Pomoc i wsparcie otrzymam od niego tylko pod warunkiem że nie będziemy akurat wtedy pokłóceni i nie będzie to kolidować z jego praca.
A ostatnie zdanie Twojego postu miażdży, jest dokładnie tak jak piszesz. Dlatego nie chce oczekiwać wsparcia i pomocy żeby się nie zawodzić po prostu.
To, że udasz, że nie widzisz problemu, nie oznacza, że go nie ma. Co w ogóle daje Ci ten związek? Pomoc i wsparcie w zdrowym związku to nie powinny być sprawy warunkowe. Boisz się samotności?
18 2021-03-01 22:45:10 Ostatnio edytowany przez KoloroweSny (2021-03-01 22:52:08)
KoloroweSny, niektóre Twoje wypowiedzi są w 100% w punkt. Ja mu mówiłam że ten kontakt co my mamy to ja nawet ze znajomymi niektórymi częściej gadam i wiem więcej co u nich niż u niego.
Co do związku bez zobowiazan- nie ukrywa mnie przed światem, na święta zaprosil mnie i bardzo mu zależało na tym, żebym poznała jego rodzinę. Pytałam go czy wolałby układ na seks po prostu, mówił że nie. I faktycznie nie widzę żeby był skoncentrowany tylko na seksie. Tzn nie jest tak, że jak się widzimy to zawsze idziemy do łóżka. Nigdy nie naciska żeby ten seks byl. Teraz to już w ogóle na jakiś czas jestem wyłączona z seksu przez ten zabieg w szpitalu a on i tak przyjeżdża. Nawet dziś mi napisał że postara się częściej być u mnie.
Co do tego że mu tak wygodnie, nie wiem czy tak do końca wygodnie, jak już pisałam w którymś poście od ok dwóch miesięcy mamy jeszcze mniejszy kontakt i przez tel i na żywo, seksu prawie nie było więc średnio on mial jakieś profity z tego wszystkiego. Z resztą oboje ich nie mieliśmy dlatego tym bardziej mnie dziwi że on dalej to ciągnie.
Tak, ja też tu mam prawo do decydowania i póki co nie chcę z takiego powodu się rozstawać.
Pomoc i wsparcie otrzymam od niego tylko pod warunkiem że nie będziemy akurat wtedy pokłóceni i nie będzie to kolidować z jego praca.
A ostatnie zdanie Twojego postu miażdży, jest dokładnie tak jak piszesz. Dlatego nie chce oczekiwać wsparcia i pomocy żeby się nie zawodzić po prostu.
Zdajesz sobie sprawę, że w tym wszystkim wyżej go bronisz i sama siebie zapewniasz, że wcale tak źle nie jest ? I przeczysz wszystkiemu temu co wiesz. Ale spoko też tak robiłam. Najgorzej to oszukiwać samą siebie. Nie tak powinien wyglądać zdrowy związek. Jak nie masz pewności, to poczekajmy jeszcze trochę. Ale wiedz o tym, że to będzie długa droga, gdzie za każdym razem będziesz się przekonywać jak bardzo ma Cie gdzieś. W końcu dobrniesz do ściany i podejmiesz tą właściwą decyzje, ale co się nacierpisz, przeżyjesz to Twoje. I może wtedy przejrzysz ![]()
Aha i nie udawaj jak to bardzo dasz sobie rade sama, jak nie potrzebujesz jego ciepłych słów częściej, jak nie chciałabyś większej bliskości. Nie staraj się być na siłe taka 'cool' i pokazywać mu, jak bardzo jesteś wyluzowana i bezproblemowa. Spychasz swoje potrzeby na drugi plan i w końcu Cie to przerośnie. Już Cie przerasta, jestes na forum.
Co daje mi ten związek? Ciągle mam nadzieję, że to się z czasem zmieni.
Czy się boje samotności? Raczej nie o to chodzi, po prostu nie chce zrywać od razu i zaczynać z kimś innym wszystkiego od nowa.
Z tym że go bronie- to jest tak, że staram się przedstawić sytuacje jak najbardziej sprawiedliwie. Nie należę do osób, które zwalają cała winę na drugą stronę a siebie wybielają. Wiem że też jest w tym wszystkim też moja wina bo nie umiem na dłuższą metę udawać, że taka sytuacja mi pasuje, stąd pojawiają się w ostatnim czasie te sprzeczki. On zdaje sobie sprawę z tego, że źle się dzieje i że nie może tak być że przez kłótnie prawie się nie spotykamy. Dlatego mieliśmy porozmawiać na spokojnie jak już wyjdę ze szpitala. Wczoraj mnie znowu wystawił i zasnął, dziś mamy się widzieć na ta rozmowę ale okaże się, czy do tego w ogóle dojdzie.
Wiem że pomoc i wsparcie nie powinny być warunkowe. Ale co mam mu powiedzieć? Nie może tak być że jesteś przy mnie tylko jak jest dobrze? Przecież jak on ma tak zakodowane to ja ani żadna rozmowa nie zmieni tego. Albo go biorę całego takim jaki jest, ze wszystkimi jego plusami i minusami albo w ogóle. Też nie chce żeby na siłę się zmieniał bo to nie o to chodzi. Ale dłużej tak nie może być, on przecież też widzi że ja się mecze w tym.
Nie pokazuje mu na siłę że jestem wyluzowana i bezproblemowa, jakby tak było to nie klocilibysny się. Po prostu trwam w tym układzie raz lepiej raz gorzej.
Co do spychania swoich potrzeb- same widzicie że niektórzy uważają że mój problem jest z d*** wzięty i to nic takiego że on rzadko się odzywa. Dlatego tu napisałam bo już sama nie wiem czy serio coś jest nie tak czy jednak to jest trochę dziwne że mamy taki okrojony kontakt. Ja rozumiem jak najbardziej to jak ktoś naprawdę nie ma czasu bo pracuje ale tu nie ma takiej sytuacji, jak już pisałam on ma czas w pracy na gry więc to nie jest kwestia tego że nie ma czasu tylko nie ma ochoty.
Co daje mi ten związek? Ciągle mam nadzieję, że to się z czasem zmieni.
Czy się boje samotności? Raczej nie o to chodzi, po prostu nie chce zrywać od razu i zaczynać z kimś innym wszystkiego od nowa.
Z tym że go bronie- to jest tak, że staram się przedstawić sytuacje jak najbardziej sprawiedliwie. Nie należę do osób, które zwalają cała winę na drugą stronę a siebie wybielają. Wiem że też jest w tym wszystkim też moja wina bo nie umiem na dłuższą metę udawać, że taka sytuacja mi pasuje, stąd pojawiają się w ostatnim czasie te sprzeczki. On zdaje sobie sprawę z tego, że źle się dzieje i że nie może tak być że przez kłótnie prawie się nie spotykamy. Dlatego mieliśmy porozmawiać na spokojnie jak już wyjdę ze szpitala. Wczoraj mnie znowu wystawił i zasnął, dziś mamy się widzieć na ta rozmowę ale okaże się, czy do tego w ogóle dojdzie.
Wiem że pomoc i wsparcie nie powinny być warunkowe. Ale co mam mu powiedzieć? Nie może tak być że jesteś przy mnie tylko jak jest dobrze? Przecież jak on ma tak zakodowane to ja ani żadna rozmowa nie zmieni tego. Albo go biorę całego takim jaki jest, ze wszystkimi jego plusami i minusami albo w ogóle. Też nie chce żeby na siłę się zmieniał bo to nie o to chodzi. Ale dłużej tak nie może być, on przecież też widzi że ja się mecze w tym.
Nie pokazuje mu na siłę że jestem wyluzowana i bezproblemowa, jakby tak było to nie klocilibysny się. Po prostu trwam w tym układzie raz lepiej raz gorzej.
Co do spychania swoich potrzeb- same widzicie że niektórzy uważają że mój problem jest z d*** wzięty i to nic takiego że on rzadko się odzywa. Dlatego tu napisałam bo już sama nie wiem czy serio coś jest nie tak czy jednak to jest trochę dziwne że mamy taki okrojony kontakt. Ja rozumiem jak najbardziej to jak ktoś naprawdę nie ma czasu bo pracuje ale tu nie ma takiej sytuacji, jak już pisałam on ma czas w pracy na gry więc to nie jest kwestia tego że nie ma czasu tylko nie ma ochoty.
On się nie zmieni, przestań się łudzić. Skoro po pół roku nic się nie zmieniło, to już raczej nic się nie zmieni.
Inna kwestia, że tu nawet nie chodzi o to jaki on jest, ale o to jak Cię traktuje. Dla mnie to jest patologiczna sytuacja, kiedy jedna ze stron ma problemy zdrowotne/trafia do szpitala, a druga ma to gdzieś.
Chcesz, żeby tak wyglądało Twoje życie? Rodziców kiedyś braknie, przyjaciele zajmą się swoimi rodzinami. Ty będziesz niby w związku, ale tak naprawdę sama. O ile oczywiście ten związek przetrwa.
21 2021-03-02 12:47:44 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2021-03-02 12:48:28)
"Za mało", "za dużo", "silny", "słaby" to pojęcia względne, każdy może inaczej je rozumieć. Dla Ciebie jego "w sam raz" oznacza "za mało", dla niego Twe "w sam raz" - za dużo. Jak można to połączyć? Nijak.
Rozmowy i manipulacje niczego, prócz kłótni i ucinania kontaktu, nie przyniosły; spodziewanych przez Ciebie efektów brak. Ty ani nie chcesz zaakceptować rzeczywistości, ani rozstać się i masz nadzieję, że jednak on postąpi zgodnie z Twymi potrzebami, lekceważąc swoje.
Wniosek?
Na Twoim miejscu nie tylko nie myślałabym że jestem w związku, ale nawet nie myślałabym że facet ma dla mnie jakiekolwiek uczucia wyżej niż kumpelstwo
O, jest i wspomniany wczesniej Wielokropek, witaj:) jeśli chodzi o manipulacje- po prostu próbowałam się dostosować do niego, myślałam, że jak będę próbować to uda mi sie przestawic na taki tryb kontaktu. Wychodzi to raz lepiej raz gorzej. Nie liczę na to, że on postąpi zgodnie z moimi potrzebami, tylko na to, że z biegiem czasu jak bardziej się zaangażujemy sam będzie miał większą potrzebę kontaktu. To jest osoba która potrzebuje czasu na to, żeby się otworzyć i obdarzyć uczuciem kogoś. U nas wszystko potoczyło się szybko, mam wrażenie że aż za szybko i teraz są tego efekty.
Ela ja nie raz tak się czułam. Myślę że to jest kwestia właśnie osobowości tego faceta. Nie chce żeby to zabrzmiało tak że go tłumacze, po prostu widzę że on ma całkiem inny temperament niż ja. I w inny sposób niż ja okazuje uczucia. Może po prostu musimy się dotrzeć jeszcze? Dziś mamy porozmawiać, wiem że on nie chce się rozstawać bo pytałam go. Mówił też że chce częściej się widywać. Jeżeli tak się rzeczywiście stanie to odpuszczę marudzenie o słaby kontakt w ciągu dnia skoro będziemy się widzieć po pracy.
O, jest i wspomniany wczesniej Wielokropek, witaj:) jeśli chodzi o manipulacje- po prostu próbowałam się dostosować do niego, myślałam, że jak będę próbować to uda mi sie przestawic na taki tryb kontaktu. Wychodzi to raz lepiej raz gorzej. Nie liczę na to, że on postąpi zgodnie z moimi potrzebami, tylko na to, że z biegiem czasu jak bardziej się zaangażujemy sam będzie miał większą potrzebę kontaktu. To jest osoba która potrzebuje czasu na to, żeby się otworzyć i obdarzyć uczuciem kogoś. U nas wszystko potoczyło się szybko, mam wrażenie że aż za szybko i teraz są tego efekty.
Ela ja nie raz tak się czułam. Myślę że to jest kwestia właśnie osobowości tego faceta. Nie chce żeby to zabrzmiało tak że go tłumacze, po prostu widzę że on ma całkiem inny temperament niż ja. I w inny sposób niż ja okazuje uczucia. Może po prostu musimy się dotrzeć jeszcze? Dziś mamy porozmawiać, wiem że on nie chce się rozstawać bo pytałam go. Mówił też że chce częściej się widywać. Jeżeli tak się rzeczywiście stanie to odpuszczę marudzenie o słaby kontakt w ciągu dnia skoro będziemy się widzieć po pracy.
O ile to, że ktoś jest bardziej introwertyczny i nie potrzebuje pozostawania z drugą osobą w nieustannym kontakcie wymieniając wiadomości "o niczym" lub potrzebuje czasu tylko dla siebie zamiast codziennych spotkan jest normalne, o tyle nieinteresowanie się sprawami drugiej osoby i olewanie nie tylko jej potrzeb, ale i problemów zdrowotnych, pobytów w szpitalu, będąc w związku jest dla mnie bardzo niepokojące.
Mój brat nie jest zbyt wylewny względem swojej żony, ale w momencie gdy ta ma jakikolwiek problem, jest w stanie rzucić absolutnie wszystko i się tym zająć.
Autorko, ja się wcale nie dziwię Twojemu chłopakowi, że nie chce się rozstawac - mało która dziewczyna przymykałaby oko na to, że facet ma ją gdzieś. W jaki niby sposob Twoj mężczyzna okazuje Ci, że mu zależy?
O matko bosko jakbym słyszała siebie sprzed huhu. Nie, tu nie ma szans na to, że coś się zmieni. Ani za miesiąc, ani dwa ani rok. To i tak się rozpadnie, tylko od Ciebie zależy kiedy a dokładnie ile będziesz to wszystko znosic. Dla mnie sprawa jest jasna, rozstanie. I gdybym miała taką wiedzę jak mam teraz duuużo wcześniej, to na pewno bym ucięła taką relacje kumpelską z sexem w tle.
"O ile to, że ktoś jest bardziej introwertyczny i nie potrzebuje pozostawania z drugą osobą w nieustannym kontakcie wymieniając wiadomości "o niczym" lub potrzebuje czasu tylko dla siebie zamiast codziennych spotkan jest normalne, o tyle nieinteresowanie się sprawami drugiej osoby i olewanie nie tylko jej potrzeb, ale i problemów zdrowotnych, pobytów w szpitalu, będąc w związku jest dla mnie bardzo niepokojące.
Mój brat nie jest zbyt wylewny względem swojej żony, ale w momencie gdy ta ma jakikolwiek problem, jest w stanie rzucić absolutnie wszystko i się tym zająć.
Autorko, ja się wcale nie dziwię Twojemu chłopakowi, że nie chce się rozstawac - mało która dziewczyna przymykałaby oko na to, że facet ma ją gdzieś. W jaki niby sposob Twoj mężczyzna okazuje Ci, że mu zależy?"
po czym poznajesz, ze to introwertyk, a nie, ze ma gdzies? (tak pytam, gdyby np nie jej problemy). znam kogos osobiscie, kto tez podobno nie potrafi podtrzymywac kontaktu/przyjazni i jest introwertykiem. czasami mam jednak wrazenie, ze poprostu ma to kolezenstwo gdzies, nie jestem pewna czy w ogole jest w takim razie sens rozwijac te znajomosc do rangi przyjazni.
A z jaka częstotliwością wy się spotykacie ? Raz na tydzień, dwa razy w tygodniu czy raz na dwa tygodnie ?
Ja mam wrażenie ze jest to bardzo mocno wirtualny związek a tych spotkań w realu az tyle nie ma. Wiec jeśli jest on bardziej wirtualny to w zasadzie nie istnieje.
Pisałaś ze byłaś u niego na święta i ze rodzice byli zadowoleni - może naciskali go żeby cię zaprosił bo zwątpili w to czy on faktycznie ma jakas dziewczynę.
Czy wiesz co na temat jego poprzednich związków / relacji z dziewczynami?
Koleją sprawa - super ze polegasz na sobie i znajomych ale faktycznie oni kiedyś pozakładała swoje rodziny a ty zostaniesz sama - znaczy w związku w którym tak czy siak jesteś sama. I wtedy pomyślisz sobie - kurde czemu ja te x lat temu byłam taka głupia i go nie zostawiłam - jestem z kimś ale tak naprawdę sama bo jemu się przysnęlo zamiast przyjść na spotkanie.
Na początku związku spotykaliśmy się prawie codziennie. Jak był okres kłótni to raz na tydzień gdzies, teraz raz na kilka dni.
Jeśli chodzi o święta. Rodzice nie naciskali na niego, to była jego inicjatywa i zaprosił mnie tam jeszcze w pazdzierniku jak to były początki związku.
Tak, wiem że był dwa razy zdradzony. Jego ostatnia dziewczyna z ktora był 8 lat i rozstał się z nią pół roku przed naszym spotkaniem umarła kilka dni przed naszym pierwszym spotkaniem, przedawkowała heronie.
Wiem że po niej zapraszał jakaś nastolatkę do siebie i się spotykali na seks.
I przez tą dziewczynę prawie się rozstaliśmy bo on próbował mieć z nią kontakt za moimi plecami i nie był to kontakt koleżeński.
Słońce daruj sobie ten związek - chłopak musi dojść do siebie i z cała pewnością iść na terapie. On na pewno nie doszedł do siebie po tym co się wydarzyło - widać to doskonale na przykładzie nastolatki na sex gdzie z która później szukał kontaktu - zupełnie już odfrunął. Czy chcesz fak żyć - myśląc czy twoj chłopak będzie się spotykał z gowniarami na sex albo na nie wiem co?
Najprawdopodobniej jesteś plasterkiem na jego bardzo poranione serce. Prędzej czy później i tak ten wasz związek się rozwali.
Roxann niezła nadinterpretacja. Pokaż mi w którejkolwiek mojej wypowiedzi gdzie ja napisałam że mu wysyłam serduszka czy "co porabiasz?''. No raczej nie znajdziesz tego, my nie używamy praktycznie żadnych emotikonów, serduszek, nikt nikomu nie pisze żadnych kochań, tesknien czy innych słodko pierdzacych bzdet.
Napisałam też że mu się NIE narzucam i nie wypisuje do niego i nie wydzwaniam. Więc nie wiem skąd wymyśliłaś to że mu się narzucam. Napisałam że mi ta sytuacja przeszkadza, a nie że jestem jego stalkerka.
Mam wrażenie że w ogóle nie przeczytałaś moich postów bo dwukrotnie pisałam że jego kontakt nie jest spowodowany pracą.
Ja właśnie wychodzę z krótkiej, niesatysfakcjonującej relacji, więc moje obserwacje są dosyć swierze.
Często jest tak, że spychamy swoje potrzeby na bok, 'bo nie chcemy urazić tej drugiej osoby', 'bo może to się zmieni z czasem' etc.. podczas gdy jest coraz gorzej.
Ja rozumiem o co Ci chodzi. Tak zdawkowy kontakt nie jest dobry, szczególnie jeśli na tym Ci zależy. To jest Twoja potrzeba i związku z tym JEST ONA WAŻNA. Komunikujesz to partnerowi a on nie robi z tym nic.
Im dłużej w tym tkwisz tym bardziej odbierasz sobie możliwość na poznanie kogoś kto Cię doceni, kto będzie chciał z Tobą spędzać czas i rozmawiać przez wiele godzin. Smutno i ciężko jest odejsć jak już są jakieś początki związku, jednak ta osoba musi Ci w jakim stopniu odpowiadać, ale zastanów się czy w ogólnym rozrachunku ta znajomość daje Ci szczęście i czy widzisz siebie samą szczęśliwą za miesiac, dwa, trzy jeśli sprawy się nie zmienią.
Ja siebie nie widziałam i odeszłam, nie było warto - bo nie byłam szczęśliwa.
O, jest i wspomniany wczesniej Wielokropek, witaj:) jeśli chodzi o manipulacje- po prostu próbowałam się dostosować do niego, myślałam, że jak będę próbować to uda mi sie przestawic na taki tryb kontaktu. Wychodzi to raz lepiej raz gorzej. Nie liczę na to, że on postąpi zgodnie z moimi potrzebami, tylko na to, że z biegiem czasu jak bardziej się zaangażujemy sam będzie miał większą potrzebę kontaktu. To jest osoba która potrzebuje czasu na to, żeby się otworzyć i obdarzyć uczuciem kogoś. U nas wszystko potoczyło się szybko, mam wrażenie że aż za szybko i teraz są tego efekty.
Ela ja nie raz tak się czułam. Myślę że to jest kwestia właśnie osobowości tego faceta. Nie chce żeby to zabrzmiało tak że go tłumacze, po prostu widzę że on ma całkiem inny temperament niż ja. I w inny sposób niż ja okazuje uczucia. Może po prostu musimy się dotrzeć jeszcze? Dziś mamy porozmawiać, wiem że on nie chce się rozstawać bo pytałam go. Mówił też że chce częściej się widywać. Jeżeli tak się rzeczywiście stanie to odpuszczę marudzenie o słaby kontakt w ciągu dnia skoro będziemy się widzieć po pracy.
Tylko ON, ON i ON.
TY 'może się dopasujesz', może się 'dostosujesz' może się 'przestawisz'. A w imię czego ?
Poświęcasz siebie, swoje standardy, swoje potrzeby - po co ? Dla kogo ? Wiesz, że tam gdzieś może jest człowiek, z którym nie bedziesz miała takich rozkmin ? Z którym po prostu będziesz szczęśliwa tak jak się należy ? To nie jest zwiazek, to jest wegetacja i udawanie że wszystko jest ok 'bo mam partnera', tylko że w tym związku jesteś sama. Tu nie chodzi o docieranie się, tu chodzi o to, że Ty jesteś z kimś komu nie zależy aż tak jak Tobie i zależeć już nie będzie. Smutne, ale prawdziwe. Straciłaś 6 miesięcy. Bywa, ale ale nie trać ich więcej, bo będzie co raz to gorzej, to równia pochyła.
32 2021-03-06 02:50:58 Ostatnio edytowany przez kochanie123 (2021-03-06 02:51:22)
Zgadzam się z przedmówcami. Szkoda czasu i energii na kogoś kto ma cię gdzieś. Takie godzenie się na byle co, byle jak i z byle kim nie służy nam samym. Dziewczyno, ty zasługujesz na to aby facet poświęcał ci uwagę w taki sposób, abyś nie miała uczucia że tego faceta w twoim życiu i przestrzeni jest ciągle za mało, że Ci go ciągle brakuje. Przeciez w normalnych zdrowych związkach nie ma się takich uczuć ciągłego braku, rozczarowania z powodu nieobecności drugiej osoby, bo ta osoba zawsze przy nas jest. Ja też niedawno przeszłam przez coś takiego. Facet deklarował wielką miłość, plany, naprawdę w słowach i zapewnieniach był taki czarujący. Tylko że te spotkania były bardzo rzadkie, krótkie i niewiele wnosiły w rozwijanie relacji. W końcu zamilkł na bardzo długi czas, wcześniej robił to stopniowo. Od samego początku było wszystko źle. Dałam sobie z nim spokój, pomimo tego że później znowu się odezwał i znowu naobiecywał cuda wianki, deklaracje, obietnice. Wymyślał różne rzeczy że problemy w pracy, że depresja, ciągle coś było nie tak. Skoro nie był w stanie utrzymać poprawnego regularnego kontaktu przez internet to co dopiero w realu? Niewiem co tacy faceci mają w głowach, że myślą że dziewczyna będzie łykać wszystkie te bzdury które oni mówią. Szkoda, naprawdę szkoda czasu na tego faceta. On ci łaski nie powinien robić, to ty powinnaś zastanowić się po co w tym tkwisz. I uwierz, stać cię i zasługujesz na to aby facet bez łaski i żebrania z twojej strony o kontakt i uwagę sam leciał do ciebie. Pomyśl o sobie, bo siebie powinnaś stawiać na piedestale teraz. Powodzenia.
Pół roku, to wbrew pozorom bardzo mało, a jeśli wziąć po uwagę jak bardzo oboje jesteście już tym związkiem umęczeni, ile pojawiło się rozczarowania, zawodu, wzajemnych pretensji, nieporozumień i żalu, to trudno tu zobaczyć coś, co rokuje na przyszłość. Wasze oczekiwania i wizja na "bycie razem" bardzo się ze sobą rozmijają, z jego strony nie widać zaangażowania, a jeśli jest, to jest ono dla Ciebie niewystarczające i to jest spory problem, którego jednak nie udaje się w żaden sposób rozwiązać. Wydaje mi się przy tym mało prawdopodobne, żeby jeszcze nastąpiła pożądana przez Ciebie zmiana.
Chciałabym też zwrócić uwagę na te słowa:
(...) jako kompromis osiągnęliśmy to, że w ramach " rekompensaty" za słaby kontakt w ciągu dnia raz dziennie mogłam dzwonić do niego na dosłownie dwie minuty. Zawsze coś, ale to obowiązywało tylko jak był w pracy, bo w weekend nie. No i od czasu tych kłótni też te telefony przestały obowiązywać i już tego nie robimy. Np w sobotę spędziliśmy fajnie dzień, sam z siebie powiedział że dziś zadzwoni ok 14 i ani nie zadzwonił ani nie napisał od wczoraj mimo że był aktywny nie raz.
Tak szczerze, dla mnie to wygląda tak, jakby ktoś Ci odbierał tlen, a Ty łapczywie chwytała każdy podarowany oddech. Mało tego, ten haust powietrza był Ci darowany z łaski. Tak NIE wygląda kompromis. To jest wciąż wyraźne lekceważenie Ciebie i Twoich potrzeb, żeby nie napisać upokarzanie. Dlaczego na to pozwalasz? <pytanie retoryczne>
Twoja próba dopasowania się, byleby tylko być razem, dla mnie jest niepokojąca. Za chwilę staniesz się cieniem samej siebie, bojąc się narazić na gniew partnera i zadzwonić nie w porę czy w ogóle nawiązując jakikolwiek kontakt. To Ty zabiegasz o spotkania, prosisz o nie, inicjujesz rozmowy, a na koniec pytasz czy aby na pewno chce być z Tobą. Co jest z Tobą nie tak, że zadowalasz się namiastką czegoś, co stanowi dla Ciebie tak wielką wartość?
Prawdę mówiąc ja tu nie widzę szansy na happy end, a im szybciej się rozstaniecie, tym szybciej się z tego otrząśniesz i dasz sobie szansę na dobry związek.
Witajcie.
Na samym wstępie proszę nie udzielać mi rad że mam przeprowadzić szczerą rozmowę bo już tego próbowałam i bez rezultatu.
Jestem w związku od prawie pół roku. Nie odpowiada mi częstotliwość naszego kontaktu. Rzadko piszemy ze sobą od początku. Od jakiś dwóch miesięcy też zaczęliśmy się rzadziej spotykać z powodu kłótni. Nigdy nie kłócimy się na żywo tylko zawsze przez FB, mimo że raz umówiliśmy się żeby tego nie robić tylko np zadzwonić bo wtedy szybciej dochodzimy do porozumienia. Wiem też, że ten słaby kontakt nie wynika z tego, że mój chłopak nie ma to czasu, bo wiem że w tym czasie przegląda internet, gra w gry i wymienia wiadomości z innymi. Mówiłam mu już kilkukrotnie że nie odpowiada mi taka sytuacja ale też wiem że nie mogę przecież go zmusić do tego żeby się częściej odzywał, sama też mu się nie narzucam i nie wypisuje i nie wydzwaniam. Jeżeli ja napiszę pierwsza to odpisze mi ale rozmowa szybko się urywa, czasem potrafi też nie odpisywac mi pół dnia. Nie wiem co robić i co myśleć w tej sytuacji, nigdy nie miałam czegoś takiego w żadnym związku, zawsze facetom zależało na tym, żeby być w kontakcie. Natomiast on uważa że nic się nie dzieje i problemu nie ma a ja się frustruje. Nie wiem czy dam radę tak na dłuższą metę, ale nie chce też z takiego powodu kończyć związku.
Ktoś miał podobną sytuację i jakoś z niej wybrnął?
Oboje jesteśmy w wieku 30 lat, pracujemy.
Zatem trwaj w tej pseudorelacji, tak dlugo, az zamienisz sie w kamien ![]()
A tak na powowaznie, nie przyszlo ci do glowy zakonczyc te relacje, w ktorej jestes nieszczesliwa?
Pół roku, to wbrew pozorom bardzo mało, a jeśli wziąć po uwagę jak bardzo oboje jesteście już tym związkiem umęczeni, ile pojawiło się rozczarowania, zawodu, wzajemnych pretensji, nieporozumień i żalu, to trudno tu zobaczyć coś, co rokuje na przyszłość. Wasze oczekiwania i wizja na "bycie razem" bardzo się ze sobą rozmijają, z jego strony nie widać zaangażowania, a jeśli jest, to jest ono dla Ciebie niewystarczające i to jest spory problem, którego jednak nie udaje się w żaden sposób rozwiązać. Wydaje mi się przy tym mało prawdopodobne, żeby jeszcze nastąpiła pożądana przez Ciebie zmiana.
Chciałabym też zwrócić uwagę na te słowa:
cky napisał/a:(...) jako kompromis osiągnęliśmy to, że w ramach " rekompensaty" za słaby kontakt w ciągu dnia raz dziennie mogłam dzwonić do niego na dosłownie dwie minuty. Zawsze coś, ale to obowiązywało tylko jak był w pracy, bo w weekend nie. No i od czasu tych kłótni też te telefony przestały obowiązywać i już tego nie robimy. Np w sobotę spędziliśmy fajnie dzień, sam z siebie powiedział że dziś zadzwoni ok 14 i ani nie zadzwonił ani nie napisał od wczoraj mimo że był aktywny nie raz.
Tak szczerze, dla mnie to wygląda tak, jakby ktoś Ci odbierał tlen, a Ty łapczywie chwytała każdy podarowany oddech. Mało tego, ten haust powietrza był Ci darowany z łaski. Tak NIE wygląda kompromis. To jest wciąż wyraźne lekceważenie Ciebie i Twoich potrzeb, żeby nie napisać upokarzanie. Dlaczego na to pozwalasz? <pytanie retoryczne>
Twoja próba dopasowania się, byleby tylko być razem, dla mnie jest niepokojąca. Za chwilę staniesz się cieniem samej siebie, bojąc się narazić na gniew partnera i zadzwonić nie w porę czy w ogóle nawiązując jakikolwiek kontakt. To Ty zabiegasz o spotkania, prosisz o nie, inicjujesz rozmowy, a na koniec pytasz czy aby na pewno chce być z Tobą. Co jest z Tobą nie tak, że zadowalasz się namiastką czegoś, co stanowi dla Ciebie tak wielką wartość?Prawdę mówiąc ja tu nie widzę szansy na happy end, a im szybciej się rozstaniecie, tym szybciej się z tego otrząśniesz i dasz sobie szansę na dobry związek.
To prawda, bardzo mądre spostrzeżenia. Ja dodam tylko, że prawdziwe szczere pokochanie siebie samej, zaakceptowanie siebie działa cuda. Dzięki temu łatwo rozpoznać toksycznych ludzi i równie łatwo zakończyć takie relacje, które nie przynoszą żadnego dobrego skutku. Dlatego autorko, zadbaj NAJPIERW O SIEBIE, POSTAW W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI NA SIEBIE! A sama dostrzeżesz różnicę w swoim myśleniu i postępowaniu wobec siebie i wobec innych.