Witam.
Jestem z Justyną 2,5 roku. Po 1,5 roku związku zaręczyliśmy się. Bardzo się Kochamy data ślubu jeszcze nie ustalona. Ja mam 28 lat ona 24. Ja w jej rodzinie zostałem rewelacyjnie przyjęty ona w mojej również, ale do czasu. Przez 5 miesięcy opiekowała sie synem mojego brata ciotecznego i jego żony. Po jakimś czasie na rodzinę spadła wieść o rozwodzie.
Narzeczona poinformowała mnie, ze będzie zeznawać, ale na korzyść zony brata ciotecznego [ przez nią została wezwana na świadka]. Poinformowała mnie też, ze ten mój brat cioteczny to nie tak ideał jak go reszta przedstawia.(dowiedziałem się strasznych rzeczy)Moja rodzina nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Wszyscy narzekają na Justynę, ze i ja strace i ona , ze nie będziemy mile widziani na rodzinnych uroczystościach itp. Przedstawiłem tą sytuacje mojej narzeczonej. Ona na to , ze jest nie może zostawić zony mojego brata w potrzebie bo by sprzeczne z jej systemem wartości i wiarą.
Nie wiem teraz po czyjej stronie stanąć.? Ciężko mi uwierzyć, ze któraś ze stron jest tak zła jak ja druga przedstawia. Nie chcę rezygnować ani z narzeczonej ani z rodziny. Na tym mi zależy i na tym.
Hmmm a jakie Ty masz zdanie o tej sytuacji na czyją korzyść przechyla się Twoim zdaniem ta szala? Kto Twoim zdaniem był nie fair ona czy on?
Bardzo fajnie, że dziewczyna ma swoje zdanie, potrafi to manifestować. Nie boi się. Pewnie wiele widziala będąc w tym domu, zakładam że na tym opiera swoje zdanie. Ale to jej zdanie. Musisz poznac wersje obu stron, żeby mieć swoje.
Poza tym to jest brat cioteczny coś tam coś tam. Jeżeli dziewczyna jest na prawdę wartościowa to trochę szkoda realcji. Rodzina też nie może wymagać, że bedziesz sie opowiadał po ich stronie bo tak trzeba i masz ją rzucać bo jak ośmieliła się stanąć po jej stronie.
Hmmm a jakie Ty masz zdanie o tej sytuacji na czyją korzyść przechyla się Twoim zdaniem ta szala? Kto Twoim zdaniem był nie fair ona czy on?
Bardzo fajnie, że dziewczyna ma swoje zdanie, potrafi to manifestować. Nie boi się. Pewnie wiele widziala będąc w tym domu, zakładam że na tym opiera swoje zdanie. Ale to jej zdanie. Musisz poznac wersje obu stron, żeby mieć swoje.Poza tym to jest brat cioteczny coś tam coś tam. Jeżeli dziewczyna jest na prawdę wartościowa to trochę szkoda realcji. Rodzina też nie może wymagać, że bedziesz sie opowiadał po ich stronie bo tak trzeba i masz ją rzucać bo jak ośmieliła się stanąć po jej stronie.
Narzeczona jest na wagę zlota. Drugiej takiej nie znajdę. Moim zdaniem przy rozwodzie wina jest po obu stronach. Z tego co mówi Justyna to szala jest po stronie zonny brata ciotecznego. Ale brat cioteczny i jego rodzina w tym czesc mojej przedstawia takie same argumenty w stosunku do Natalii{przykladowe imie}. JEdni drugich obrzucaja tymi samymi oskarżeniami
Mi właśnie chodzi o to, żebyś nie patrzył co mówi Justyna czy ktoś tam. Chodzi o to, żebyś sam wyrobił sobie swoje zdanie poznając samemu fakty. Żebyś nie ulegał temu co ktoś sądzi i spróbował totalnie samemu pomyśleć, za kim stoisz.
Jednakże nie zmienie zdania - nawet jak Justyna nie ma racji, jej zdanie jest złe itp itd to ma do tego prawo. A Twoja rodzina nie może Ci mówić za kim masz stanąć w tym sporze, albo z kim masz żyć.
Plusem dla mnie jest to, że Justyna nie bała się powiedzieć tego myśli, nie podporządkowała się. Bez względu na wszystko - czy ma racje czy nie - bardzo dobrze to o niej świadczy. Mocno stąpa po ziemi.
Ale to moja opinia, poczekajmy na resztę ![]()
Mi właśnie chodzi o to, żebyś nie patrzył co mówi Justyna czy ktoś tam. Chodzi o to, żebyś sam wyrobił sobie swoje zdanie poznając samemu fakty. Żebyś nie ulegał temu co ktoś sądzi i spróbował totalnie samemu pomyśleć, za kim stoisz.
Jednakże nie zmienie zdania - nawet jak Justyna nie ma racji, jej zdanie jest złe itp itd to ma do tego prawo. A Twoja rodzina nie może Ci mówić za kim masz stanąć w tym sporze, albo z kim masz żyć.
Plusem dla mnie jest to, że Justyna nie bała się powiedzieć tego myśli, nie podporządkowała się. Bez względu na wszystko - czy ma racje czy nie - bardzo dobrze to o niej świadczy. Mocno stąpa po ziemi.
Ale to moja opinia, poczekajmy na resztę
Ja stoję za tym ich dzieckiem. Zeby rodzice nie palili za sobą mostów tylko mogli kiedyś razem pójść na jakieś ważne uroczystości czy wydarzenie dla swojego dziecka i nie patrzeć na siebie wilkiem. A wyrobić sobie własne zdanie to mi naprawdę trudno z jednej strony Justyna, z drugiej brat cioteczny i rodzina. Kazdy swoje. Tyle, ze Justyna nie magluje tego przy kazdej okazji. Wiem , ze NAtalia nie jest zlą osoba, tym bardziej Justyna, ale Karola znam prawie cale życie i ciężko mi powiedzieç ze jest złym człowiekiem.
Nie chce stanąć przed wyborem Justyna albo rodzina bo byłoby ciężko.
Rozprawa sądowa nie zmieni tego, czy będą na siebie miło patrzeć czy wilkiem, a tym bardziej udział innych ludzi tego nie sprawi - to jest między nimi, to jest ich odpowiedzialność, żeby dziecko miało rodzinę.
Ciekawe z kolei jest to, że twoja rodzina uważa, że żona twojego brata ciotecznego to już nie rodzina i trzeba stanąć po stronie "krwi" niezależnie od faktów. Liczy się powierzchowna lojalność a nie to, że twoja narzeczona ma dobre intencje i odwagę.
Ciekawa jestem jakie to rzeczy tam się zadziały, że prawie postronna osoba decyduje się wziąć udział w rozprawie. To, co mi przychodzi do głowy, to kwestia przemocy - będąc świadkami przemocy wobec nieletnich jesteśmy zobowiązani przez prawo do działania. Narzeczona może też stawać po stronie "Natalii" z powodu jakichś wspólnych doświadczeń. Czasem trudno sobie wyobrazić, że ktoś nam bliski może być skłonny do przemocy.
To, czy on jest "złym człowiekiem" to mocne określenie i w ogóle nie o to tutaj chodzi.
Ale z innej strony patrząc, jakie intencje mogłaby mieć Justyna, zeznając w tej sprawie, które nie byłyby dobre, pomocne, prawdziwe? Co mogłaby chcieć osiągnąć kłamiąc, albo przerysowując sytuację? Raczej z wyniku tej sprawy nie będzie mieć korzyści, a tylko sobie kłopotu narobi w Twojej rodzinie, a mimo to angażuje się.
7 2021-01-05 01:39:26 Ostatnio edytowany przez KoloroweSny (2021-01-05 01:41:45)
Myślisz, ze znasz go całe życie, ale tak na prawdę nie wiesz, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Ile bylo takich przypadków z pozoru super człowiek a w głębi duszy np toksyk. O moim ex toksyku kazdy też ma dobre zdanie, a nikt nie wie jak to bylo w naszej relacji. Pewnie gdyby usłyszeli, to by im niezle szczęki spadły do ziemi. Jak już wyrobisz sobie zdanie na temat tej sytuacji, jakies wlasne konkretne - mozesz też w sumie wybrać, że sie nie mieszasz, nie stajesz po żadnej ze stron - to powinienes im to powiedziec przy probach hmm nie wiem jak nazwać... Zastraszenia (?) - ze jak Justyna zrobi inaczej to coś tam - że się nie wtrącasz i nie bedziesz wybierał.
Jak nadal każą Ci wybierać to bardzo slabo o nich swiadczy. Niczym jak szantaż. Tak nie powinno byc.
Są tacy ludzie, którzy swoją prawdziwą twarz pokazują wyłącznie w związku i we własnych czterech ścianach, a na zewnątrz wydają się być czarujący, uprzejmi i pomocni. Być może narzeczona widziała więcej niż inni, a być może nawet więcej niż sama chciałaby zobaczyć, stąd jej decyzja o złożeniu zeznań.
Z drugiej strony, jeśli jest osobą prawdomówną i jest uczciwa, to nie będzie zeznawać ani przeciwko komuś, ani na czyjąś korzyść, powie co widziała i/lub co wie, to do sądu będzie należeć wydanie opinii.
Moim zdaniem to jest jakieś niedorzeczne, żeby mieć o to do niej pretensje. Mało tego, zachowujecie się dokładnie tak, jakbyście się czegoś obawiali, na przykład, że na światło dzienne wyjdą brudy, które cieniem położą się na opinii na temat rodziny. Osobiście tego nie rozumiem, bo przecież nie wiecie komu potrzebne jest wsparcie ani co tak naprawdę miało miejsce w tym domu i czy ta kobieta przypadkiem nie była krzywdzona.
Ja stoję za tym ich dzieckiem. Zeby rodzice nie palili za sobą mostów tylko mogli kiedyś razem pójść na jakieś ważne uroczystości czy wydarzenie dla swojego dziecka i nie patrzeć na siebie wilkiem.
Jak znam życie, rozwód już jest wystarczającym powodem, aby Twoje życzeniowe podejście do tematu miało niewielką moc spełnienia. Ponadto to jest ich życie, sami zdecydują czy chcą za sobą palić mosty, czy mieć względnie dobry kontakt. Z kolei ich dojrzałość pokaże czy staną na wysokości zadania, jeśli chodzi o dziecko i jego dobro.
Mimo wszystko jeśli masz z tym problem, to sam porozmawiaj z bratem ciotecznym i jego żoną, namawiając ich do rezygnacji z pomysłu, by orzekać o winie, bo rozumiem, że to właśnie o tę kwestię najbardziej się tutaj rozchodzi.
Swoją drogą kto wniósł pozew o rozwód? Czy wiesz jakie jest jego uzasadnienie?
Chcesz wziąc z nią ślub? Jeżeli tak, to dla mnie to pokazuje kierunek tego, kogo powinienes wspierać. Nie to, za kim powinieneś stanąc i po której stronie się opowiedzieć, bo opinię możesz mieć inną, ale powinieneś wspierac narzeczoną w jej wyborze zamiast rozważać rozstanie, bo rodzina tak sobie zyczy.
Jak będziecie po ślubie i jej mkdel wychowania dzieci będzie się różnił od tego, co chce Twoja matka, to tez zaczniesz rozważać rozwód? Bo matka tak chce?
10 2021-01-05 10:28:34 Ostatnio edytowany przez assassin (2021-01-05 10:29:28)
Witam.
Jestem z Justyną 2,5 roku. Po 1,5 roku związku zaręczyliśmy się. Bardzo się Kochamy data ślubu jeszcze nie ustalona. Ja mam 28 lat ona 24. Ja w jej rodzinie zostałem rewelacyjnie przyjęty ona w mojej również, ale do czasu. Przez 5 miesięcy opiekowała sie synem mojego brata ciotecznego i jego żony. Po jakimś czasie na rodzinę spadła wieść o rozwodzie.
Narzeczona poinformowała mnie, ze będzie zeznawać, ale na korzyść zony brata ciotecznego [ przez nią została wezwana na świadka]. Poinformowała mnie też, ze ten mój brat cioteczny to nie tak ideał jak go reszta przedstawia.(dowiedziałem się strasznych rzeczy)Moja rodzina nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Wszyscy narzekają na Justynę, ze i ja strace i ona , ze nie będziemy mile widziani na rodzinnych uroczystościach itp. Przedstawiłem tą sytuacje mojej narzeczonej. Ona na to , ze jest nie może zostawić zony mojego brata w potrzebie bo by sprzeczne z jej systemem wartości i wiarą.
Nie wiem teraz po czyjej stronie stanąć.? Ciężko mi uwierzyć, ze któraś ze stron jest tak zła jak ja druga przedstawia. Nie chcę rezygnować ani z narzeczonej ani z rodziny. Na tym mi zależy i na tym.
Waść, o detale się rozchodzi. Co takiego kuzynek nawyprawiał wg Twojej narzeczonej....?!? Bez tej wiedzy trudno jest ocenić.
11 2021-01-05 11:12:54 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-01-05 11:19:49)
Narzeczona nie będzie powołana na sędziego tylko na świadka.
Nie odpowiada za czyny kuzyna i jego żony. Jej zadaniem jest odpowiadanie na pytania sędziego.
Chyba sobie żarty stroisz że Ty czy narzeczona macie jakiś wpływ na to jak kuzyn będzie traktował swoje dzieci po rozwodzie czy w ogóle na ten rozwód czy rodzinę.
Poczytaj sobie co grozi za niestawienie się w sądzie albo za składanie fałszywych zeznań.
Faktycznie dylemat: grzywna czy areszt dla narzeczonej kontra chronienie kuzyna.
Cudowny kandydat na męża z Ciebie.
Jak szwagierka taka zła to niech brat cioteczny wezwie was wszystkich na świadków swojej moralności a jej przewin. Rozstrzygnięcie to sprawa sędziego.
Hm..., na mojej rozprawie rodzina byłego męża zeznawała prawdę i stanęli po mojej stronie - jakoś żyją i się dogadują - z Nim też (jako tako) po czasie
.
Fakty powinny być faktami i tyle, natomiast co jest dobre dla dziecka... hm... no cóż - trzeba prawdę powiedzieć żeby było wiadomo.
Odp do uzt Monoceros
W skrócie tam była podobnież przemoc psychiczna. A co dokładnie to nie wiem. Ja odrazu odcialem sie od tego rozwodu.
Odp do użt KoloroweSny
Jak napisałem wyżej nie staje po żadnej stron. Na rozwodzie nikt nie zyskuje traci tylko dziecko. Też znalem taka jedna osobę co prawda nie z rodziny, ale jednak, wiec wiem o czym mówisz.
Odp do użt Olinka
Niestety wiem, ze moje życzenia w tej kwestii maja niewiele go "gadania". Pozew wyszedł z damskiej strony. a o co poszło to dokładnie nie wiem. Wiem jednak, ze oboje chcieli żeby niebyło rozwodu, tylko udały się mediacje. A jak przyszło do medicji to wojna z jednej stron. A zktorej strony? To zalezy kogo sie pytalo...
Odp do LAdy Loka
Wspolnie wiele razy rozwalismy nasza przyslosci min podjescie do wychowywania dzieci. Wszystko sie zgadza. Chce rozważyć sprawę rozsadnie bo zalezy mi na kontaktach z rodziną. Wiem, że to nie fair z ich strony, ze mnie stawiaja w takiej sytuacji.
Odp. do assasin
Doskonale to rozumiem
odp do Ela210
Po co tyle jadu? Reszta użytkowników odpisala w sposób kulturalny. Pozdrawiam
Wystarczy powiedzieć rodzinie że ani Ty ani narzeczona nie odpowiadacie za zachowanie brata ciotecznego, wezwana ma obowiązek się stawić i zeznawać i więcej o tym słyszeć nie chcecie jako para i nie życzycie sobie wciągania was w to poza salą rozpraw.
Wystarczy powiedzieć rodzinie że ani Ty ani narzeczona nie odpowiadacie za zachowanie brata ciotecznego, wezwana ma obowiązek się stawić i zeznawać i więcej o tym słyszeć nie chcecie jako para i nie życzycie sobie wciągania was w to poza salą rozpraw.
Jestem tego samego zdania. Jesli byla świadkiem jakieś sytaucji czy to klotnia czy jedno niepotrzebnie wypowiedziane slowo przez ktorąś ze stron to ma obowiązwk sie zjawić. Mnie bardziej martwi problem co bedzie potem. Z swiętami, uroczystościami itp.
16 2021-01-05 12:15:50 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-01-05 12:16:44)
Możesz ominąć moje posty jeśli jedyne co z nich wyciągasz to jad który psuje Ci humor. Pozdrawiam.
Może ostro się wyraziłam o Tobie jako kandydacie na męża. Pewnie masz wiele zalet jako mężczyzna skoro przyjęła oświadczyny
Ale to nie zmienia faktu że tyle o nas wiemy ile nas sprawdzono i pokazujesz niestety że nie stoisz przy niej ani nawet przy Was tylko martwisz się co wujek z ciocią na to.
Możesz nazywać to jadem
Ale nie chodziło mi o przywaleniie Tobie ale wyrwanie z letargu.
Ela210 napisał/a:Wystarczy powiedzieć rodzinie że ani Ty ani narzeczona nie odpowiadacie za zachowanie brata ciotecznego, wezwana ma obowiązek się stawić i zeznawać i więcej o tym słyszeć nie chcecie jako para i nie życzycie sobie wciągania was w to poza salą rozpraw.
Jestem tego samego zdania. Jesli byla świadkiem jakieś sytaucji czy to klotnia czy jedno niepotrzebnie wypowiedziane slowo przez ktorąś ze stron to ma obowiązwk sie zjawić. Mnie bardziej martwi problem co bedzie potem. Z swiętami, uroczystościami itp.
Będzie prościej, bo opadną maski Autorze.
Są tacy ludzie, którzy swoją prawdziwą twarz pokazują wyłącznie w związku i we własnych czterech ścianach, a na zewnątrz wydają się być czarujący, uprzejmi i pomocni. Być może narzeczona widziała więcej niż inni, a być może nawet więcej niż sama chciałaby zobaczyć, stąd jej decyzja o złożeniu zeznań.
dokładnie tak,
co więcej - zastanów się nie nad tym, co robi narzeczona, tylko na swoją rodziną! bo trochę to wygląda tak, jakby szukali kozła ofiarnego, na którym wyleją całą złość, rozczarowanie za nieudany związek w rodzinie, ale kto jest winny? ci co się rozwodzą, czy ci co wiedzieli, jak małżeństwo nie radzi sobie z życiowymi problemami?
19 2021-01-05 12:59:00 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-01-05 13:00:33)
Odp do LAdy Loka
Wspolnie wiele razy rozwalismy nasza przyslosci min podjescie do wychowywania dzieci. Wszystko sie zgadza. Chce rozważyć sprawę rozsadnie bo zalezy mi na kontaktach z rodziną. Wiem, że to nie fair z ich strony, ze mnie stawiaja w takiej sytuacji.
Zająłeś się detalem zamiast sednem mojej wypowiedzi.
Masz narzeczoną. Chcesz, żeby była Twoją żoną. Chcesz z nią stworzyć rodzinę. W takiej sytuacji miej chłopie własny mózg i wspieraj ją zamiast się jeszcze zastanawiać czy z nią nie zerwać.
Może to jakieś moje złudne myślenie, ale w małżeństwie najbliższą osobą zostaje żona lub mąż. Za nim/nią staje się murem. Ty za nią nie stoisz, bardziej interesuje Cię reszta rodziny. W ten sposób Twoja przyszła żona nigdy nie będzie się czuła z Tobą w 100% komfortowo, bo będzie widzieć, że nie jest dla Ciebie najbliższą osobą. Dobrze, że taki sprawdzian Wam się pojawił teraz, możecie oboje przemyśleć czy faktycznie chcecie wziąć ze sobą ślub i założyć rodzinę.
A Twoja rodzina, jeżeli nie będzie w stanie tolerować Twojej narzeczonej na rodzinnych uroczystościach, to cóż, nie mam ładnych słów na określenie Twojej rodziny.
Nie wszystkich z rodziny trzeba lubić, ale trzeba tolerować i mieć w sobie na tyle kultury, żeby grzecznie rozmawiać przy okazji takich uroczystości i nie robić kwasu.
A jak rodzina się ciska i rzuca? Znam małżeństwa, które chciały być razem i się odcięły od części rodziny, która nie akceptowała partnera/partnerki. Nawet jeżeli tą częścią rodziny byli rodzice.
Przemyśl jakie Ty masz wartości i postępuj zgodnie z nimi.
Co do wypowiedzi, że dla dziecka najlepiej jakby rodzice się nie rozchodzili to niekoniecznie. Jeśli to dom, gdzie jest przemoc psychiczna, rodzice ciągle ze sobą walczą, to bardzo prawdopodobne, że dla dziecka lepiej będzie jeśli się rozwiodą.
Jestem tego samego zdania. Jesli byla świadkiem jakieś sytaucji czy to klotnia czy jedno niepotrzebnie wypowiedziane slowo przez ktorąś ze stron to ma obowiązwk sie zjawić. Mnie bardziej martwi problem co bedzie potem. Z swiętami, uroczystościami itp.
I te święta i uroczystości mają większe znaczenie niż świadomość, że w tym domu panowała przemoc? Serio? Przemyśl to, bo zdaje się, że wolicie robić przedstawienia od prawdy.
Na miejscu narzeczonej, gdybym tej kobiecie mogła pomóc, też wsparłabym żonę kuzyna, tym bardziej, że przemoc psychiczna jest trudna do udowodnienia, a zeznania świadka mogą mieć kluczowe znaczenie.
W ten sposób Twoja przyszła żona nigdy nie będzie się czuła z Tobą w 100% komfortowo,.
Oczywiście ta zasada działa tylko w jedną stroną, bo to czy on będzie się z nią czuł ''komfortowo'' nie ma żadnego znaczenia.
Drogi Autorze.
W tak delikatnej i zarazem konfliktogennej kwestii jak tu przedstawiona, Twoja narzeczona - przy odrobinie przyzwoitości, a nade wszystko LOJALNOSCI - winna w pierwszej kolejności skonsultować z Tobą kwestię swojego ew. zeznawania. Następnie zaś działać podług efektu tej konsultacji, mając na względzie przede wszystkim dobro WASZE, a dopiero hen hen hen, daleko, dobro jakiejś obcej sobie baby.
Sorry, tak to wygląda.
Opowieści o jakichś tam wartościach to są głodne kawałki. W istocie jej postępowanie to wyraz POGARDY dla Ciebie i totalnego olania.
Więc wyzwól się z paradygmatu wspaniałej narzeczonej i że lepszej na pewno nie znajdziesz. znajdziesz i kto wie, czy nie warto poszukać.
Przyjmij do wiadomości, że w hierarchii tych jej wydumanych ''wartości'' jesteś gdzieś pomiędzy przypadkową kasjerką z Biedronki, a psem sąsiadów.
Opowieści o jakichś tam wartościach to są głodne kawałki. W istocie jej postępowanie to wyraz POGARDY dla Ciebie i totalnego olania.
Więc wyzwól się z paradygmatu wspaniałej narzeczonej i że lepszej na pewno nie znajdziesz. znajdziesz i kto wie, czy nie warto poszukać. Przyjmij do wiadomości, że w hierarchii tych jej wydumanych ''wartości'' jesteś gdzieś pomiędzy przypadkową kasjerką z Biedronki, a psem sąsiadów.
To już nie można mieć swoich przekonań i wartości? Jest coś złego w fakcie, że dziewczyna ma swoje zdanie? O jakiej pogardzie mówisz?
24 2021-01-05 15:06:45 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-01-05 15:10:07)
Lady Loka napisał/a:W ten sposób Twoja przyszła żona nigdy nie będzie się czuła z Tobą w 100% komfortowo,.
Oczywiście ta zasada działa tylko w jedną stroną, bo to czy on będzie się z nią czuł ''komfortowo'' nie ma żadnego znaczenia.
Drogi Autorze.
W tak delikatnej i zarazem konfliktogennej kwestii jak tu przedstawiona, Twoja narzeczona - przy odrobinie przyzwoitości, a nade wszystko LOJALNOSCI - winna w pierwszej kolejności skonsultować z Tobą kwestię swojego ew. zeznawania. Następnie zaś działać podług efektu tej konsultacji, mając na względzie przede wszystkim dobro WASZE, a dopiero hen hen hen, daleko, dobro jakiejś obcej sobie baby.
Sorry, tak to wygląda.Opowieści o jakichś tam wartościach to są głodne kawałki. W istocie jej postępowanie to wyraz POGARDY dla Ciebie i totalnego olania.
Więc wyzwól się z paradygmatu wspaniałej narzeczonej i że lepszej na pewno nie znajdziesz. znajdziesz i kto wie, czy nie warto poszukać.Przyjmij do wiadomości, że w hierarchii tych jej wydumanych ''wartości'' jesteś gdzieś pomiędzy przypadkową kasjerką z Biedronki, a psem sąsiadów.
Jeżeli widziała w tamtym małżeństwie coś, co skłoniło ją do decyzji o zeznaniach, to nie miała czego z nim konsultować. Ona nie potrzebuje jego zgody po to, żeby to zrobić.
Na ten moment to Autor stawia dobro ICH gdzieś hen hen daleko, a na początku ma dobro małżeństwa brata.
edit. Ja nie mówię, że on ma olać swoją rodzinę dla narzeczonej. Ale on się nawet nie zastanawia na jakich podstawach ta kobieta podjęła decyzję o rozwodzie i co tam się stało.
On się zastanawia, czy narzeczona nie zepsuje atmosfery na rodzinnych spotkaniach. Jeżeli rodzina nie potrafi kulturalnie i grzecznie traktować każdego, nawet kogoś, kto zeznawał na korzyść ex żony, to tutaj brakuje jakichś elementarnych wartości życiowych.
Ja mam w rodzinie faceta, który swoją żonę zdradzał, w końcu się rozwiódł i nikt go palcami nie wytyka. Wszyscy o tym wiedzą i wszyscy go traktują uprzejmie i kulturalnie na rodzinnych spotkaniach. Bo tego wymaga kultura.
Nikt z nas nie był w ich małżeństwie i nikt nie wie, co tam się działo poza nimi samymi.
To już nie można mieć swoich przekonań i wartości? Jest coś złego w fakcie, że dziewczyna ma swoje zdanie? O jakiej pogardzie mówisz?
Pogardzie dla narzeczonego, z którym w ogóle się nie liczy. Jej zamierzone działanie nie będzie zawieszone w próżni.
Decyduje sobie ot tak zrobić coś bardzo, ale to bardzo mocno ingerującego w jego życie i relacje rodzinne, stawiając go de facto w sytuacji: oni, albo ja. Super debiut w rodzinie.
Mieć własne zdanie to jedno, a nie liczyć się z ze zdaniem potencjalnie najbliższej sobie osoby, to drugie.
Swoją drogą równie ciekawą figurą jest ta żona kuzyna- przy odrobinie przyzwoitości nie ciągnęła by na świadka narzeczonej Autora, wiedząc w jakiej sytuacji ją postawi.
Pogardzie dla narzeczonego, z którym w ogóle się nie liczy. Jej zamierzone działanie nie będzie zawieszone w próżni.
Decyduje sobie ot tak zrobić coś bardzo, ale to bardzo mocno ingerującego w jego życie i relacje rodzinne, stawiając go de facto w sytuacji: oni, albo ja. Super debiut w rodzinie.
Mieć własne zdanie to jedno, a nie liczyć się z ze zdaniem potencjalnie najbliższej sobie osoby, to drugie.
Swoją drogą równie ciekawą figurą jest ta żona kuzyna- przy odrobinie przyzwoitości nie ciągnęła by na świadka narzeczonej Autora, wiedząc w jakiej sytuacji ją postawi.
Ciekawe rozumowanie - wszyscy winni poza sprawcą zamieszania, czyli stosującym przemoc kuzynem.
Napisałam już i raz jeszcze powtórzę, że moim zdaniem narzeczona postępuje słusznie nie poddając się naciskom i manipulacjom, których głównym celem jest zamaskowanie najważniejszej tutaj kwestii plus udawanie na zewnątrz, że wszystko jest w porządku.
Pogardzie dla narzeczonego, z którym w ogóle się nie liczy. Jej zamierzone działanie nie będzie zawieszone w próżni.
Decyduje sobie ot tak zrobić coś bardzo, ale to bardzo mocno ingerującego w jego życie i relacje rodzinne, stawiając go de facto w sytuacji: oni, albo ja. Super debiut w rodzinie.
Mieć własne zdanie to jedno, a nie liczyć się z ze zdaniem potencjalnie najbliższej sobie osoby, to drugie.
Swoją drogą równie ciekawą figurą jest ta żona kuzyna- przy odrobinie przyzwoitości nie ciągnęła by na świadka narzeczonej Autora, wiedząc w jakiej sytuacji ją postawi.
Częściowo masz rację, ale dlaczego nie dostrzegasz zachowania rodziny Autora? Nie wydaje Ci się, że dla nich nie liczy się prawda, tylko pzoory? Nie wiadomo co się działo w małżeństwie kuzyna. Zbyt wiele znam przykładów małżeństw, w których pozornie było super, a od środka przemoc, co z resztą z czasem wyszło na jaw. Myślę, że na świadka prosi się osobę, która widziałam coś co było niepokojące, może niebezpieczne i nie widzę nic niestosownego w zachowaniu żony kuzyna.
najważniejszej tutaj kwestii
Najważniejszą kwestią jesteśmy MY i relacja między NAMI.
Głodujące dzieci z Afryki, globalne ocieplenie i sypiące się małżeństwa obcych ludzi to sprawy drugorzędne.
Oczywiście ona ma pełne prawo się zajmować każdą z powyższych kwestii. Tylko temat do przemyśleń dla Autora wątku, czy jest zainteresowany związkiem, a docelowo małżeństwem z kobietą, która planuje ''ratować świat'' a nim będzie się interesować w przerwach pomiędzy.
Jeśli w ogóle.
Najważniejszą kwestią jesteśmy MY i relacja między NAMI.
Jak najbardziej, lojalność w związku jest bardzo ważna, ale to powinno działać w dwie strony, tymczasem wyłania nam się obraz, z którego wyraźnie wynika, że narzeczona ma brać pod uwagę położenie w jakim stawia Autora, ale on z jej emocjami niekoniecznie musi się liczyć. Może warto wziąć pod uwagę, że kobieta nie potrafi obojętnie przejść obok sytuacji, kiedy dzieje się coś niedobrego i ma świadomość, że być może jako jedyna może z tym coś zrobić. To dokładnie tak, jak udawanie, że sprawą sąsiadów są dobiegające zza ściany krzyki bitych dzieci. Znieczulica level hard i nic więcej. Na przemoc NIE może być przyzwolenia i to obojętnie kto jest jej sprawcą.
Znieczulica level hard.
Ok.
Taka sytuacja: masz iść wieczorem z mężem na imieniny do rodziców. Twoich.
Mąż nagle daje znać, że sorry, ale postanowił, że jednak wieczorem wiezie koleżankę z pracy na zdjęcie gipsu do lekarza.
Jak się czujesz?
Czy naprawdę sprowadzisz sprawę do kwestii ''Trzeba pomagać chorym''???
A jeśli ktoś uzna, że mąż postąpił nie fair wobec Ciebie, to Ty uznasz, że jest przeciwnikiem pomagania chorym???
Przemoc (faktyczna czy urojona) NIE JEST SEDNEM tego wątku. Nie z perspektywy Autora tego wątku.
Chodzi o wzajemną lojalność w związku i liczenie się z opinią / uczuciami drugiej strony. I priorytety. O czym myślimy najpierw, a o czym (i o kim!) w drugiej kolejności.
Olinka napisał/a:Znieczulica level hard.
Ok.
Taka sytuacja: masz iść wieczorem z mężem na imieniny do rodziców. Twoich.
Mąż nagle daje znać, że sorry, ale postanowił, że jednak wieczorem wiezie koleżankę z pracy na zdjęcie gipsu do lekarza.
Jak się czujesz?Czy naprawdę sprowadzisz sprawę do kwestii ''Trzeba pomagać chorym''???
A jeśli ktoś uzna, że mąż postąpił nie fair wobec Ciebie, to Ty uznasz, że jest przeciwnikiem pomagania chorym???Przemoc (faktyczna czy urojona) NIE JEST SEDNEM tego wątku. Nie z perspektywy Autora tego wątku.
Chodzi o wzajemną lojalność w związku i liczenie się z opinią / uczuciami drugiej strony. I priorytety. O czym myślimy najpierw, a o czym (i o kim!) w drugiej kolejności.
Przecież to jest zupełnie inne sytuacja...
Ale spoko. Jak ktoś nie szuka wielkich kłótni to w mojej rodzinie wyglądałoby to tak, że zawiózł by koleżankę na zdjęcie gipsu, po czym dojechał na imieniny do moich rodziców i nikt by nie robił z tym żadnego problemu.
Ewentualnie najpierw wpadł na imieniny, a potem pojechał pomóc koleżance. Albo znalazł kogoś, kto by mógł jej pomóc.
Autora problemem nie jest lojalność w związku. Jego problemem jest to, że boi się, jak zareaguje na to jego rodzina. Tyle, że on zamierza z tą dziewczyną założyć własną rodzinę. W takiej sytuacji wspiera się narzeczoną, skoro ona już postawiła go przed faktem dokonanym. Prywatnie mogą sobie zrobić kłótnię stulecia na temat lojalności, a publicznie ją wspiera i pokazuje reszcie rodziny, że nie da zgnoić swojej partnerki.
Druga opcja to taka, że staje murem za swoją rodziną mając gdzieś to, czy w tej rodzinie faktycznie była przemoc czy nie. W tej sytuacji rozstaje się z narzeczoną, bo po pierwsze ona przejawiła brak lojalności, a po drugie oskarżyła jego rodzinę.
Ja tu nie widzę półśrodków. Trzeba wybrać po prostu, co jest dla nas ważniejsze. Wbrew pozorom to jest naprawdę dobry sprawdzian dla związku.
32 2021-01-05 17:20:53 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-01-05 17:29:42)
nina01p napisał/a:To już nie można mieć swoich przekonań i wartości? Jest coś złego w fakcie, że dziewczyna ma swoje zdanie? O jakiej pogardzie mówisz?
Pogardzie dla narzeczonego, z którym w ogóle się nie liczy. Jej zamierzone działanie nie będzie zawieszone w próżni.
Decyduje sobie ot tak zrobić coś bardzo, ale to bardzo mocno ingerującego w jego życie i relacje rodzinne, stawiając go de facto w sytuacji: oni, albo ja. Super debiut w rodzinie.
Mieć własne zdanie to jedno, a nie liczyć się z ze zdaniem potencjalnie najbliższej sobie osoby, to drugie.
Swoją drogą równie ciekawą figurą jest ta żona kuzyna- przy odrobinie przyzwoitości nie ciągnęła by na świadka narzeczonej Autora, wiedząc w jakiej sytuacji ją postawi.
Raczej wygląda to tak, że rodzina kazała Autorowi wybierać. Przerzucanie odpowiedzialności za to na tę kobietę jest niepoważne. Ona chce żyć zgodnie ze swoimi wartościami i ma prawo. Dobrze, że wartości ma określone. Dzięki tej sytuacji oboje mają szansę sprawdzić, czy ich wartości pasują do siebie.
Co mogłaby zrobić rodzina? Zeznawać zgodnie z prawdą i swoją wiedzą i nie traktować cudzych zeznań jako ataku. Wina kuzyna czy żony, to niech ustala sąd.
Gdybym miała zeznawać w sprawie bliskiej osoby, też bym zeznawała i powiedziała prawdę. Dlaczego? Dlatego, że uważam, że ludzie powinni ponosić odpowiedzialność za swoje czyny, konsekwencje są wyłącznie ich zasługą. Jeszcze dlatego, że sama doświadczyłam przemocy, bezradności i oczekiwania, że będę lojalna nie będę z nikim rozmawiać o tym co się działo w domu.
Wina kuzyna czy żony, to niech ustala sąd. Gdybym miała zeznawać w sprawie bliskiej osoby, też bym zeznawała i powiedziała prawdę. Dlaczego? Dlatego, że uważam, że ludzie powinni ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. Konsekwencje są wyłącznie ich zasługą.
Otóż to ![]()
skoro ona już postawiła go przed faktem dokonanym..
Właśnie o to cały czas chodzi.
Spraw ważnych i mających konsekwencje dla obu stron nie załatwia się w związku na zasadzie faktów dokonanych.
Nie ma znaczenia czy chodzi o rozwód, czy zakup psa. Znaczenie ma ogólna zasada postępowania, która nie wróży niczego dobrego na przyszłość.
Lady Loka napisał/a:skoro ona już postawiła go przed faktem dokonanym..
Właśnie o to cały czas chodzi.
Spraw ważnych i mających konsekwencje dla obu stron nie załatwia się w związku na zasadzie faktów dokonanych.Nie ma znaczenia czy chodzi o rozwód, czy zakup psa. Znaczenie ma ogólna zasada postępowania, która nie wróży niczego dobrego na przyszłość.
Ale postawienie kogoś przed faktem dokonanym to by było wtedy, kiedy ona by już zeznała, a on się dowiedział po fakcie.
Tymczasem tutaj:
Narzeczona poinformowała mnie, ze będzie zeznawać, ale na korzyść zony brata ciotecznego [ przez nią została wezwana na świadka]. Poinformowała mnie też, ze ten mój brat cioteczny to nie tak ideał jak go reszta przedstawia.(dowiedziałem się strasznych rzeczy)Moja rodzina nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Wszyscy narzekają na Justynę, ze i ja strace i ona , ze nie będziemy mile widziani na rodzinnych uroczystościach itp. Przedstawiłem tą sytuacje mojej narzeczonej. Ona na to , ze jest nie może zostawić zony mojego brata w potrzebie bo by sprzeczne z jej systemem wartości i wiarą.
Wygląda to tak, że przegadali sprawę, a ona po prostu nie wyobraża sobie inaczej. Autorowi zostaje podjąć decyzję, za kim stanie.
Btw. to, co robi ta rodzina jest dopiero niepoważne. Grożenie tym, że nie będzie mile widziana bo śmie powiedzieć, jak wyglądały relacje kuzyna z żoną.
Wygląda to tak, że przegadali sprawę,.
Nie, wcale nie wygląda:
Narzeczona poinformowała mnie, ze .
Lady Loka napisał/a:Wygląda to tak, że przegadali sprawę,.
Nie, wcale nie wygląda:
W_Potrzebie26 napisał/a:Narzeczona poinformowała mnie, ze .
Czytaj ze zrozumieniem.
Poinformowała, ale potem o tym rozmawiali i ona powiedziała, dlaczego to dla niej takie ważne. Sytuacja jest omówiona, narzeczona nie zrobiła niczego za jego plecami. Jego sprawa, jaką decyzję w związku z tym podejmie.
Ok.
Taka sytuacja: masz iść wieczorem z mężem na imieniny do rodziców. Twoich.
Mąż nagle daje znać, że sorry, ale postanowił, że jednak wieczorem wiezie koleżankę z pracy na zdjęcie gipsu do lekarza.
Jak się czujesz?Czy naprawdę sprowadzisz sprawę do kwestii ''Trzeba pomagać chorym''???
A jeśli ktoś uzna, że mąż postąpił nie fair wobec Ciebie, to Ty uznasz, że jest przeciwnikiem pomagania chorym???Przemoc (faktyczna czy urojona) NIE JEST SEDNEM tego wątku. Nie z perspektywy Autora tego wątku.
Chodzi o wzajemną lojalność w związku i liczenie się z opinią / uczuciami drugiej strony. I priorytety. O czym myślimy najpierw, a o czym (i o kim!) w drugiej kolejności.
Po raz drugi napiszę, że dziwne jest Twoje rozumowanie. Oprócz własnego ego są jeszcze inne wartości, jest etyka, empatia i tak dalej. Jeśli miałabym patrzeć nie dalej niż na czubek własnego nosa, musiałabym męża do siebie przywiązać, a ja jestem dużą dziewczynką i rozumiem, że są takie sytuacje, kiedy inni i ich dobro są nie mniej ważne niż moje. Wtedy to już nie jest kwestia lojalności, ale zwykłego rozsądku i poczucia przyzwoitości.
Tutaj zresztą nikt nikomu nie odmawia pomocy, to oni wszyscy, łącznie z narzeczonym, stawiają tę młodą osobą w jakimś nienormalnym dla mnie położeniu, zaś pobudki, którymi się kierują, mocno zalatują dulszczyzną, której na pewno nie przyklasnę.
W_Potrzebie26 napisał/a:Odp do LAdy Loka
Wspolnie wiele razy rozwalismy nasza przyslosci min podjescie do wychowywania dzieci. Wszystko sie zgadza. Chce rozważyć sprawę rozsadnie bo zalezy mi na kontaktach z rodziną. Wiem, że to nie fair z ich strony, ze mnie stawiaja w takiej sytuacji.Zająłeś się detalem zamiast sednem mojej wypowiedzi.
Masz narzeczoną. Chcesz, żeby była Twoją żoną. Chcesz z nią stworzyć rodzinę. W takiej sytuacji miej chłopie własny mózg i wspieraj ją zamiast się jeszcze zastanawiać czy z nią nie zerwać.Może to jakieś moje złudne myślenie, ale w małżeństwie najbliższą osobą zostaje żona lub mąż. Za nim/nią staje się murem. Ty za nią nie stoisz, bardziej interesuje Cię reszta rodziny. W ten sposób Twoja przyszła żona nigdy nie będzie się czuła z Tobą w 100% komfortowo, bo będzie widzieć, że nie jest dla Ciebie najbliższą osobą. Dobrze, że taki sprawdzian Wam się pojawił teraz, możecie oboje przemyśleć czy faktycznie chcecie wziąć ze sobą ślub i założyć rodzinę.
A Twoja rodzina, jeżeli nie będzie w stanie tolerować Twojej narzeczonej na rodzinnych uroczystościach, to cóż, nie mam ładnych słów na określenie Twojej rodziny.
Nie wszystkich z rodziny trzeba lubić, ale trzeba tolerować i mieć w sobie na tyle kultury, żeby grzecznie rozmawiać przy okazji takich uroczystości i nie robić kwasu.A jak rodzina się ciska i rzuca? Znam małżeństwa, które chciały być razem i się odcięły od części rodziny, która nie akceptowała partnera/partnerki. Nawet jeżeli tą częścią rodziny byli rodzice.
Stoje za nią murem. Tylko wiem, że i jej bedzie przykro jak bedzie pomijana itp. Nie żenię sie z rodziną tylko z Justyną. Z rodzina najlepiej wychodzi sie na zdjeciach.
40 2021-01-05 22:00:52 Ostatnio edytowany przez Olinka (2021-01-06 01:17:39)
Lady Loka napisał/a:W ten sposób Twoja przyszła żona nigdy nie będzie się czuła z Tobą w 100% komfortowo,.
Oczywiście ta zasada działa tylko w jedną stroną, bo to czy on będzie się z nią czuł ''komfortowo'' nie ma żadnego znaczenia.
Drogi Autorze.
W tak delikatnej i zarazem konfliktogennej kwestii jak tu przedstawiona, Twoja narzeczona - przy odrobinie przyzwoitości, a nade wszystko LOJALNOSCI - winna w pierwszej kolejności skonsultować z Tobą kwestię swojego ew. zeznawania. Następnie zaś działać podług efektu tej konsultacji, mając na względzie przede wszystkim dobro WASZE, a dopiero hen hen hen, daleko, dobro jakiejś obcej sobie baby.
Sorry, tak to wygląda.Opowieści o jakichś tam wartościach to są głodne kawałki. W istocie jej postępowanie to wyraz POGARDY dla Ciebie i totalnego olania.
Więc wyzwól się z paradygmatu wspaniałej narzeczonej i że lepszej na pewno nie znajdziesz. znajdziesz i kto wie, czy nie warto poszukać.Przyjmij do wiadomości, że w hierarchii tych jej wydumanych ''wartości'' jesteś gdzieś pomiędzy przypadkową kasjerką z Biedronki, a psem sąsiadów.
Masz troche racji bo mi to zostało oznajmione, ale nie bylo to w formie moze jednak nie powinnam zeznawac. Ja jednak podtrzymuje, ze zenie sie z justyna a nie z rodzina. Ale cholernie mi przykro
-------------
Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim – łamiesz w ten sposób regulamin. Jeśli chcesz coś do swojej wypowiedzi dopisać, użyj funkcji "edytuj", która znajduje się po prawej stronie każdego z Twoich postów.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka
Masz troche racji bo mi to zostało oznajmione, ale nie bylo to w formie moze jednak nie powinnam zeznawac. Ja jednak podtrzymuje, ze zenie sie z justyna a nie z rodzina. Ale cholernie mi przykro
Nie mam ''troche racji'' tylko dużo.
Jestem niemal pewna, że gdyby postawiła kwestię na zasadzie: ''Bardzo bym chciała zeznawać, ale jeśli to ma Cię poróżnić z rodziną, to nie będę'', to Ty byś powiedział, że ok.
Technicznie nic by się nie zmieniło, ale proporcje i priorytety zostały by zachowane. I jeszcze dodatkowo Ty byś się czuł DUMNY z możliwości bronienia jej przed ew. atakami rodziny.
A tak czujesz się jak gówno - zlekceważony i olany. I słusznie.
I ostatnia rzecz: nie spodziewaj się, że to tylko ta jedna sytuacja. Ona pokazała gdzie ma Ciebie i Twoje zdanie i to się będzie powtarzać w innych sprawach.
42 2021-01-05 23:03:25 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-01-05 23:15:31)
Może nie bedzie wcale pomijana tylko rodzina potrzebuje trochę czasu aby ochłonąć bo dla nich to też jest nowa sytuacja stresująca i może po prostu nie bardzo wiedzą jak się zachować. Myślą że muszą po prostu wziąć czyjąś stronę. A wcale tak nie jest.
W sumie to by najlepiej było dla wszystkich gdyby się brat cioteczny z żoną dogadali przez jakieś mediacje a do sądu poszli już tylko zaklepac postanowienia? Dobrze by było też dla ich dzieci aby nie musiały w każdej rodzinie wysluchiwac czegoś na drugiego rodzica.
43 2021-01-06 06:52:33 Ostatnio edytowany przez Airuf (2021-01-06 06:54:50)
noben napisał/a:Pogardzie dla narzeczonego, z którym w ogóle się nie liczy. Jej zamierzone działanie nie będzie zawieszone w próżni.
Decyduje sobie ot tak zrobić coś bardzo, ale to bardzo mocno ingerującego w jego życie i relacje rodzinne, stawiając go de facto w sytuacji: oni, albo ja. Super debiut w rodzinie.
Mieć własne zdanie to jedno, a nie liczyć się z ze zdaniem potencjalnie najbliższej sobie osoby, to drugie.
Swoją drogą równie ciekawą figurą jest ta żona kuzyna- przy odrobinie przyzwoitości nie ciągnęła by na świadka narzeczonej Autora, wiedząc w jakiej sytuacji ją postawi.
Ciekawe rozumowanie - wszyscy winni poza sprawcą zamieszania, czyli stosującym przemoc kuzynem.
Napisałam już i raz jeszcze powtórzę, że moim zdaniem narzeczona postępuje słusznie nie poddając się naciskom i manipulacjom, których głównym celem jest zamaskowanie najważniejszej tutaj kwestii plus udawanie na zewnątrz, że wszystko jest w porządku.
Spokojnie, wstrzymaj konie, może od razu zamknijmy tego kuzyna, co?
A może to żona kuzyna manipuluje, może świadomie w domu odstawiała jakieś sceny - żeby potem, obecna przy tym partnerka autora tematu, mogła potwierdzić jej wersje. Mało jest kobiet - manipulantek, mało kobiet kieruje się tzw. solidarnością jajników?
Sprawy nie znamy, nie nam wydawać wyroki.
Faktem jest że praworządność, posiadanie w życiu wartości i trzymanie się ich jest dziś bardzo cenną i rzadką cechą. Ale nie liczenie się ze zdaniem partnera w tak delikatnej sprawie - troszkę martwi. Nie powiedział bym że to będzie osoba z którą można "konie kraść"...
Ja w tej sytuacji bałbym się że partnerka autora da się wciągnąć w coś, w czym wcale nie orientuje się tak dobrze, jak jej się wydaje, i to ona skończy jako ta, w najlepszym wypadku, naiwna, łatwa do zmanipulowania...
Sprawy nie znamy, nie nam wydawać wyroki.
Faktem jest że praworządność, posiadanie w życiu wartości i trzymanie się ich jest dziś bardzo cenną i rzadką cechą. Ale nie liczenie się ze zdaniem partnera w tak delikatnej sprawie - troszkę martwi. Nie powiedział bym że to będzie osoba z którą można "konie kraść"...
Ja w tej sytuacji bałbym się że partnerka autora da się wciągnąć w coś, w czym wcale nie orientuje się tak dobrze, jak jej się wydaje, i to ona skończy jako ta, w najlepszym wypadku, naiwna, łatwa do zmanipulowania...
Może istotnie trochę się zapędziłam, ale sam Autor napisał, że tam dochodziło do przemocy, co miało być głównym powodem podjęcia decyzji o rozwodzie. Tym bardziej nie widzę powodu, aby uważać inaczej.
W każdym razie narzeczona Autora opowie o tym co wie i co widziała, a to sąd ustali czy istotnie działo się tam coś niepokojącego. Rzecz w tym, że ona już na starcie otrzymała z tego tytułu łatkę czarnej owcy i skazano ją na rodzinny ostracyzm, jakby co najmniej miała zamiar zrobić coś złego.
Mało jest kobiet - manipulantek, mało kobiet kieruje się tzw. solidarnością jajników?
a...
Ciekawe podejście. Jak faceci trzymają się razem, wspierają się to jest męska przyjaźń i lojalność, a gdy robi to kobieta, to od razu manipulantka i solidarność jajników.
Jeszcze powiedz że to Justyna rozwala to małżeństwo.
Jeśli faktycznie dochodziło między nimi do przemocy to dziewczyna powinna zeznawać. Rodzinie autora i jemu też zależy na ładnym obrazku i na pozorach, bo co to będzie w Święta...
Jak faceci.... a gdy robi to kobieta,...
Płeć nie ma znaczenia. Rozwód to ogólny festiwal ściemy i aktorstwa.
Połowa świadków robi za jeleni i nie ma o tym bladego pojęcia.
Narzeczona Autora - młódka o idealistycznym nastawieniu wyjętym z komedii z Karolakiem jest niestety świetnym materiałem na takiego jelenia.
Dlatego w przypadku rozwodu pozycją wyjściową powinno być ''nie mieszać się''. Ewentualne wmieszanie tylko w przypadku wystąpienia twardych powodów.
Airuf napisał/a:Mało jest kobiet - manipulantek, mało kobiet kieruje się tzw. solidarnością jajników?
a...Ciekawe podejście. Jak faceci trzymają się razem, wspierają się to jest męska przyjaźń i lojalność, a gdy robi to kobieta, to od razu manipulantka i solidarność jajników.
Jeszcze powiedz że to Justyna rozwala to małżeństwo.
Jeśli faktycznie dochodziło między nimi do przemocy to dziewczyna powinna zeznawać. Rodzinie autora i jemu też zależy na ładnym obrazku i na pozorach, bo co to będzie w Święta...
Czytaj ze zrozumieniem, ja nigdzie nie napisałem że ta kobieta faktycznie manipuluje, a jedynie że taką opcję też można wziąć pod uwagę (bo kobiety które manipulują też istnieją, wystarczy zerknąć do działu "zdrady") - w stosunku do posta w którym jednoznacznie określone zostało "stosującym przemoc kuzynem" w sprawie w której żaden wyrok jeszcze nie zapadł...
Nie róbmy z tego tematu przepychanki: a faceci to, a kobiety tamto. Po prostu wydawanie wyroków w dzisiejszych czasach przychodzi społeczeństwu bardzo łatwo (szczególnie w sprawach przemocy - przecież to zawsze wina mężczyzny), a potem wychodzą kwiatki jak nagonka na faceta z początku strajku kobiet - który rzekomo był damskim bokserem - a zakończyło się na nagrywaniu przeprosin za niezasadne oskarżenia...
48 2021-01-07 11:37:41 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-01-07 11:40:10)
Ani narzeczona ani rodzina nie są sądem.
Jak chcą złagodzić sprawę niech naklonią kuzyna do załatwienia spraw z żoną poza sądem u adwokata czy notariusza.
Dlaczego robi się z niej półmozga który da się zmanipulować? Ona z tą rodziną mieszkała więc ma chyba ogląd sytuacji? W sądzie usłyszy konkretne pytania i to takie na które odpowiada się tak lub nie.
Dla mnie jeśli Justyna dostanie powołanie na świadka to nie ma czy chce czy nie chce zeznawać, ma obowiązek sie stawić i mówić prawdę. Nie ma co mówić narzeczonemu " jeśli chcesz to nie będę zeznawać " bo to może i tak być niezależne od jej woli. Jesli mieszkała z tymi ludźmi jakis czas to ma oglad sytuacji i zona kuzyna może ja powołać na świadka nawet jeśli Justynie byłoby to nie w smak. A w zmowe pan jakoś nie wierzę skoro Autor pisze ze Justyna to dobra osoba. Chyba zna trochę narzeczoną i wie czy byłaby zdolna do krzywoprzysiestwa i to w dodatku w sytuacji gdzie slabo wychodzi w oczach rodziny lubego.
noben napisał/a:Lady Loka napisał/a:Wygląda to tak, że przegadali sprawę,.
Nie, wcale nie wygląda:
W_Potrzebie26 napisał/a:Narzeczona poinformowała mnie, ze .
Czytaj ze zrozumieniem.
Poinformowała, ale potem o tym rozmawiali i ona powiedziała, dlaczego to dla niej takie ważne. Sytuacja jest omówiona, narzeczona nie zrobiła niczego za jego plecami. Jego sprawa, jaką decyzję w związku z tym podejmie.
Przegadaliamy, ale zdania tak czy siak nie zmieni. Ale wiem, że nic tam nie naklamie.
Raczej wygląda to tak, że rodzina kazała Autorowi wybierać. Przerzucanie odpowiedzialności za to na tę kobietę jest niepoważne. Ona chce żyć zgodnie ze swoimi wartościami i ma prawo. Dobrze, że wartości ma określone. Dzięki tej sytuacji oboje mają szansę sprawdzić, czy ich wartości pasują do siebie.
Wzystko przerzucane jest na mnie bo to moja narzeczona
Lady Loka napisał/a:noben napisał/a:Nie, wcale nie wygląda:
Czytaj ze zrozumieniem.
Poinformowała, ale potem o tym rozmawiali i ona powiedziała, dlaczego to dla niej takie ważne. Sytuacja jest omówiona, narzeczona nie zrobiła niczego za jego plecami. Jego sprawa, jaką decyzję w związku z tym podejmie.Przegadaliamy, ale zdania tak czy siak nie zmieni. Ale wiem, że nic tam nie naklamie.
Raczej wygląda to tak, że rodzina kazała Autorowi wybierać. Przerzucanie odpowiedzialności za to na tę kobietę jest niepoważne. Ona chce żyć zgodnie ze swoimi wartościami i ma prawo. Dobrze, że wartości ma określone. Dzięki tej sytuacji oboje mają szansę sprawdzić, czy ich wartości pasują do siebie.
Wzystko przerzucane jest na mnie bo to moja narzeczona
Moze pora uświadomić rodzinę, że przemoc to przemoc i nie ma na nią przyzwolenia?
To nie daj sobie tego na plecy wrzucić, Idż do rodziców brata ciotecznego i powiedz że Twoja przyszła żona nie zew swojej winy jest wciągnięta w tą sytuację, i niech wpłyną na syna by dogadał się z żoną bez publicznego prania brudów.
Witam.
Jestem z Justyną 2,5 roku. Po 1,5 roku związku zaręczyliśmy się. Bardzo się Kochamy data ślubu jeszcze nie ustalona. Ja mam 28 lat ona 24. Ja w jej rodzinie zostałem rewelacyjnie przyjęty ona w mojej również, ale do czasu. Przez 5 miesięcy opiekowała sie synem mojego brata ciotecznego i jego żony. Po jakimś czasie na rodzinę spadła wieść o rozwodzie.
Narzeczona poinformowała mnie, ze będzie zeznawać, ale na korzyść zony brata ciotecznego [ przez nią została wezwana na świadka]. Poinformowała mnie też, ze ten mój brat cioteczny to nie tak ideał jak go reszta przedstawia.(dowiedziałem się strasznych rzeczy)Moja rodzina nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Wszyscy narzekają na Justynę, ze i ja strace i ona , ze nie będziemy mile widziani na rodzinnych uroczystościach itp. Przedstawiłem tą sytuacje mojej narzeczonej. Ona na to , ze jest nie może zostawić zony mojego brata w potrzebie bo by sprzeczne z jej systemem wartości i wiarą.
Nie wiem teraz po czyjej stronie stanąć.? Ciężko mi uwierzyć, ze któraś ze stron jest tak zła jak ja druga przedstawia. Nie chcę rezygnować ani z narzeczonej ani z rodziny. Na tym mi zależy i na tym.
Przyznam szczerze, że wyboldowałam powyższy cytat, gdyż nie do końca „czuję” problem.
Z jakiego powodu miałbyś rezygnować z narzeczonej albo swojej rodziny?
Rozumiem, że sytuacja jest niezręczna, ale przecież Twoja narzeczona jest odrębnym, wolnym człowiekiem, który podejmuje własne decyzje, więc po prostu przyjmij do wiadomości jej decyzję i pamiętaj o tym, że to jej decyzja. Oczywiście sam możesz przedstawić jej swoją ocenę sytuacji, którą ona albo uwzględni, albo nie.
Co do rodziny, to też mówisz im, że Twoja narzeczona postępuje zgodnie ze swoim sumieniem a jak się od Ciebie odwrócą, bo „nie bijesz” ;-) narzeczonej, żeby wymusić na niej konkretne postępowanie, to będzie to ich decyzja.
W każdym bądź razie, jak się traktuje ludzi wokół jak wolne istoty, to życie jest prostsze.
nie do końca „czuję” problem.
.
Problem polega na tym, że narzeczona Autora chce się radośnie wbić w rodzinny konflikt obcych sobie ludzi i nie jest zainteresowana potencjalnie niefajnymi konsekwencjami, jakie to może nieść dla Autora, czyli jej narzeczonego.
Strach się bać, co będzie, jeśli w przyszłości traficie na sąsiadów alkoholików - zapewne (już) żona przygarnie trójkę ich dzieci bo takie ma wartości, a Ty o tym zostaniesz po prostu poinformowany.
Wygląda na ten typ człowieka.
55 2021-01-08 14:45:15 Ostatnio edytowany przez R_ita (2021-01-08 14:45:38)
Strach się bać, co będzie, jeśli w przyszłości traficie na sąsiadów alkoholików - zapewne (już) żona przygarnie trójkę ich dzieci bo takie ma wartości, a Ty o tym zostaniesz po prostu poinformowany.
Wygląda na ten typ człowieka.
Nie. Ale będzie sąsiadką, która nie będzie przymykać oczu na krzywdę ludzką i jak będzie przemoc po alkoholu to zaalarmuje odpowiednie służby, a nie, że będzie udawać, że nic nie słyszy, by potem w Uwadze mówić "Panie, my nie słyszelim, nie widzielim, dobry był, dzień dobry mówił, a teraz kobita nie żyje. Łojezu, jak to"
MagdaLena1111 napisał/a:nie do końca „czuję” problem.
.Problem polega na tym, że narzeczona Autora chce się radośnie wbić w rodzinny konflikt obcych sobie ludzi i nie jest zainteresowana potencjalnie niefajnymi konsekwencjami, jakie to może nieść dla Autora, czyli jej narzeczonego.
Strach się bać, co będzie, jeśli w przyszłości traficie na sąsiadów alkoholików - zapewne (już) żona przygarnie trójkę ich dzieci bo takie ma wartości, a Ty o tym zostaniesz po prostu poinformowany.
Wygląda na ten typ człowieka.
Chyba jednak mijasz się z prawdą, bo autor napisał, że jego narzeczona została wezwana na świadka. Nie jestem prawnikiem, ale za brak stawiennictwa w sądzie grożą pewnie jakieś grzywny lub inne konsekwencje, a kłamać przed sądem też nie wypada.
Zatem insynuowanie intencji wbijania się w rodzinny konflikt przez narzeczoną autora to nieprawda.
Niby jakie konsekwencje poniesie autor? Rodzina go wyklnie, bo jego narzeczona powie w sądzie prawdę? To może lepiej dla autora będzie trzymać się z daleka od takiej rodziny, w której liczy się tylko ślepa lojalność, kosztem wypierania i ukrywania prawdy, oraz szantaże i manipulacje, przykrywające krzywdę ludzi?
Jak wspomniałam, narzeczona autora jest samorządnym człowiekiem i we własnym sumieniu podejmuje decyzje, więc krótko mówiąc, niech autor daruję sobie naciski i ewentualne manipulacje w celu wpłynięcia na nią, bo to się na nim zemści. Niczym innym jak wymuszaniem jest wywieranie presji i wpędzanie drugiej osoby w poczucie winy, aby zrobiła ona tak, jak życzy sobie tego inna osoba.
Zatem insynuowanie intencji wbijania się w rodzinny konflikt przez narzeczoną autora to nieprawda.
.
Gdzie jak gdzie, ale świadkiem na rozwodzie nie zostaje się z przypadku. Strona podająca na świadka zawsze najpierw ''sprawdza'' czy może ''liczyć'' na zeznania będące po jej myśli.
Broń sobie swojej koncepcji prymatu obcych ludzi nad bliskimi, bo do tego masz pełne prawo, ale nie wymyślaj argumentów z czapy.
Gdzie jak gdzie, ale świadkiem na rozwodzie nie zostaje się z przypadku. Strona podająca na świadka zawsze najpierw ''sprawdza'' czy może ''liczyć'' na zeznania będące po jej myśli.
Znowu odeślę Cię do zapoznania się z pierwszym postem w wątku, bo kolejny raz mijasz się z prawdą.
Nie ma tu przypadku, bo narzeczona przez jakiś czas opiekowała się dziećmi kuzyna, którego dotyczy sprawa, więc mogła z bardzo bliska przyjrzeć się sytuacji w tamtym domu.
Brawo dla narzeczonej. Ma odwagę poświadczyć fakty, nawet jeśli nie podoba się to przyszłej rodzinie. Sama jestem po związku z toksycznym facetem. Gdy się poznaliśmy, był już po rozwodzie i oczywiście wciskal mi swoje łzawe historie, jaka to zła kobieta była. Jego rodzina nie zająknęła się ani słowem. Kiedy nieraz zalilam się szwagierce, mówiła, że nie chce się wtrącać, że on ma trudny charakter. Minęły lata, rozstalismy się, też była przemoc psychiczna, agresja, choć na zewnątrz nikt by nie powiedział. Miły, uśmiechnięty gość, robiący wrażenie na każdym kogo spotkał. Teraz o mnie opowiada to samo co o byłej żonie, ma nową kobietę i tez wszyscy nabrali wody w usta i życzą mu szczęścia. Mi o tym szczęściu powiedział po paru miesiącach, gdy już nowa pani jest urobiona i przestrzezona, żeby mi w nic nie wierzyć.
Więc sytuacje są różne, a skoro twoja narzeczona wie więcej niż inni postronni, to niech o tym świadczy przed sadem. Dorosła jest, wie co robi.