Cześć wszytskim ☺️
Mam pewien problem i potrzebuje porady ![]()
Otóż jestem z moim chłopakiem w związku od 2 lat. Od samego początku był to związek na odległość. On mieszkał w innym państwie i przylatywał srednio raz w mies czasem nawet trochę rzadziej, ja tez. Rozmowy przez kamerkę tez nie były codziennie. Ja bardzo tęskniłam, płakałam z tęsknoty. Odliczałam dni do następnego spotkania. Na naszych pierwszych wakacjach zaczęła się moja nerwica pytania w stylu kocham czy nie. Bardzo duży lęk. Jednak na jednym z forum dowiedziałam się ze to przez stres i pytania są przeciwstawne do tego co naprawdę się czuje. Z czasem było trochę lepiej ale pytania dalej się pojawiały. Po 1,5 roku związku chłopak przeprowadził się do Polski. Jednak nie widywaliśmy się tak często jak to powinno wyglądać w normalnym związku. Co 2 tyg a czasem i nie. Ja bardzo chciałam się widywać, często dzwoniłam. Przez jego prace nie mogliśmy się tak często widywać jednak gdyby chciał mógł dzwonić i przyjeżdżać częściej (ja tez jeździłam do niego oczywiście). Pojechał na wakacje ze znajomymi bezemnie co bardzo mnie zabolało. W dniu naszej rocznicy i moich urodzin wybrał prace (równie dobrze mogliśmy to wcześniej świętować ale to olał). Przez kilka mies co chwile z nim zrywałam ale jednak wracaliśmy do siebie bo wiedziałam ze nie wytrzymam bez niego. Było to trochę straszenie jego aby się poprawił (mówiłam o wszytskim co mi się nie podoba, i miało być lepiej ale nie było). Po czasie poczułam ze moje uczucia wygasły i ze definitywnie chce się rozstać. Jednak on wtedy zaczął wydzwaniać z płaczem i prosic i jeszcze jedna szanse. Widywaliśmy się, dzwonił bardzo często, ogólnie było lepiej. Jednak miałam problem z bliskością. Po czasie jednak na nowo zaczęłam lubić się przytulać, całować, pociągał mnie jak wcześniej. Wróciliśmy do siebie. Momentami czułam ze mam potrzebę powiedzieć mu ze go kocham i powiedziałam kilka razy (on nie oczekiwał żebym mu to mowila bo wiedział ze się nie starał jak należy i ze potrzebuje czasu). Jednak teraz bardzo często myśle nad tym czy to jest ta osoba i czy go kocham i nie znajduje odpowiedzi. Z drugiej strony zdaje sobie z tego sprawę ze po 2 latach związku już nie jest się zakochanym i miłość to tez wybór a nie tylko uczucie. Boje się jednak ze stracę swój i jego czas tkwiąc w tej niepewności. Jak wiec mysliscie... czy to jest miłość czy bardziej przyzwyczajenie i lepiej w to nie brnąc...?
1 2020-10-09 16:06:47 Ostatnio edytowany przez Olinka (2020-10-10 00:50:17)
Cześć wszytskim ☺️
Mam pewien problem i potrzebuje porady
Otóż jestem z moim chłopakiem w związku od 2 lat. Od samego początku był to związek na odległość. On mieszkał w innym państwie i przylatywał srednio raz w mies czasem nawet trochę rzadziej, ja tez. Rozmowy przez kamerkę tez nie były codziennie. Ja bardzo tęskniłam, płakałam z tęsknoty. Odliczałam dni do następnego spotkania. Na naszych pierwszych wakacjach zaczęła się moja nerwica pytania w stylu kocham czy nie. Bardzo duży lęk. Jednak na jednym z forum dowiedziałam się ze to przez stres i pytania są przeciwstawne do tego co naprawdę się czuje. Z czasem było trochę lepiej ale pytania dalej się pojawiały. Po 1,5 roku związku chłopak przeprowadził się do Polski. Jednak nie widywaliśmy się tak często jak to powinno wyglądać w normalnym związku. Co 2 tyg a czasem i nie. Ja bardzo chciałam się widywać, często dzwoniłam. Przez jego prace nie mogliśmy się tak często widywać jednak gdyby chciał mógł dzwonić i przyjeżdżać częściej (ja tez jeździłam do niego oczywiście). Pojechał na wakacje ze znajomymi bezemnie co bardzo mnie zabolało. W dniu naszej rocznicy i moich urodzin wybrał prace (równie dobrze mogliśmy to wcześniej świętować ale to olał). Przez kilka mies co chwile z nim zrywałam ale jednak wracaliśmy do siebie bo wiedziałam ze nie wytrzymam bez niego. Było to trochę straszenie jego aby się poprawił (mówiłam o wszytskim co mi się nie podoba, i miało być lepiej ale nie było). Po czasie poczułam ze moje uczucia wygasły i ze definitywnie chce się rozstać. Jednak on wtedy zaczął wydzwaniać z płaczem i prosic i jeszcze jedna szanse. Widywaliśmy się, dzwonił bardzo często, ogólnie było lepiej. Jednak miałam problem z bliskością. Po czasie jednak na nowo zaczęłam lubić się przytulać, całować, pociągał mnie jak wcześniej. Wróciliśmy do siebie. Momentami czułam ze mam potrzebę powiedzieć mu ze go kocham i powiedziałam kilka razy (on nie oczekiwał żebym mu to mowila bo wiedział ze się nie starał jak należy i ze potrzebuje czasu). Jednak teraz bardzo często myśle nad tym czy to jest ta osoba i czy go kocham i nie znajduje odpowiedzi. Z drugiej strony zdaje sobie z tego sprawę ze po 2 latach związku już nie jest się zakochanym i miłość to tez wybór a nie tylko uczucie. Boje się jednak ze stracę swój i jego czas tkwiąc w tej niepewności. Jak wiec mysliscie... czy to jest miłość czy bardziej przyzwyczajenie i lepiej w to nie brnąc...?
Na podstawie własnych doświadczeń zawsze, ilekroć słyszę, że ktoś jest w związku, w którym non stop się zrywa i do siebie wraca, od razu wiem, że musi być w tej relacji coś chorego.
Autorko, a możesz napisać mi, ileż to razy bez uszczerbku na własnym zdrowiu i fizycznym, i psychicznym można przeżywać rozstanie z kimś?
Już jedno rozstanie jest czymś okropnym do przeżycia, więc co z taką osobą, która tych rozstań przeżyła kilka, kilkanaście czy setki tak, jak np Reca, autorka aktywnego dzisiaj wątku?
No pomyśl dziewczyno, ileż razy można przeżywać te samą traumę?
I jakby tego było mało, to cały czas żyć w konflikcie sama ze sobą i w wiecznym oczekiwaniu w napięciu?
Ja miał właśnie tego typu pseudo związek. Jak dla mnie koszmar i umieralnia za życia.
Czy to jest miłość? Myślę, że nie. To zwykle współuzależnienie, tak z Twojej strony, jak i z jego strony. Czyli jakbyś na to nie patrzyła układ wyniszczający i Ciebie, i jego.
On jest w t waszym układzie na pół gwizdka, ale Ty także. Boisz się po prostu, że któregoś dnia on znowu zrobi coś takiego, że Ty chcąc nie chcąc będziesz musiała z nim zerwać, a potem? No przecież wiesz, co będzie potem, bo wiele razy na własnej skórze przekonalas się, jak bardzo boli przymusowa rozłąka.
To układ bez przyszłości.
Ja taki toksyk zakończyłam, ale długo dojrzewałam do takiej decyzji.
Ty chyba też jesteś na takim etapie, że do zerwania masz tylko jeden krok.
To co teraz między wami jest, to po prostu agonia związku.
Według mnie oboje karmicie się tymi emocjami i po to się rozstajecie, to nie miłość, to tylko silne emocje. Jesteście jak narkomani, karmicie się tymi toksyczny mi emocjami, inaczej byście do nich nie dopuszczali. Według mnie oboje mylicie miłość z silnymi emocjami.
To nie ma sensu...
Kwiatuszek145 napisał/a:Cześć wszytskim ☺️
Mam pewien problem i potrzebuje porady
Otóż jestem z moim chłopakiem w związku od 2 lat. Od samego początku był to związek na odległość. On mieszkał w innym państwie i przylatywał srednio raz w mies czasem nawet trochę rzadziej, ja tez. Rozmowy przez kamerkę tez nie były codziennie. Ja bardzo tęskniłam, płakałam z tęsknoty. Odliczałam dni do następnego spotkania. Na naszych pierwszych wakacjach zaczęła się moja nerwica pytania w stylu kocham czy nie. Bardzo duży lęk. Jednak na jednym z forum dowiedziałam się ze to przez stres i pytania są przeciwstawne do tego co naprawdę się czuje. Z czasem było trochę lepiej ale pytania dalej się pojawiały. Po 1,5 roku związku chłopak przeprowadził się do Polski. Jednak nie widywaliśmy się tak często jak to powinno wyglądać w normalnym związku. Co 2 tyg a czasem i nie. Ja bardzo chciałam się widywać, często dzwoniłam. Przez jego prace nie mogliśmy się tak często widywać jednak gdyby chciał mógł dzwonić i przyjeżdżać częściej (ja tez jeździłam do niego oczywiście). Pojechał na wakacje ze znajomymi bezemnie co bardzo mnie zabolało. W dniu naszej rocznicy i moich urodzin wybrał prace (równie dobrze mogliśmy to wcześniej świętować ale to olał). Przez kilka mies co chwile z nim zrywałam ale jednak wracaliśmy do siebie bo wiedziałam ze nie wytrzymam bez niego. Było to trochę straszenie jego aby się poprawił (mówiłam o wszytskim co mi się nie podoba, i miało być lepiej ale nie było). Po czasie poczułam ze moje uczucia wygasły i ze definitywnie chce się rozstać. Jednak on wtedy zaczął wydzwaniać z płaczem i prosic i jeszcze jedna szanse. Widywaliśmy się, dzwonił bardzo często, ogólnie było lepiej. Jednak miałam problem z bliskością. Po czasie jednak na nowo zaczęłam lubić się przytulać, całować, pociągał mnie jak wcześniej. Wróciliśmy do siebie. Momentami czułam ze mam potrzebę powiedzieć mu ze go kocham i powiedziałam kilka razy (on nie oczekiwał żebym mu to mowila bo wiedział ze się nie starał jak należy i ze potrzebuje czasu). Jednak teraz bardzo często myśle nad tym czy to jest ta osoba i czy go kocham i nie znajduje odpowiedzi. Z drugiej strony zdaje sobie z tego sprawę ze po 2 latach związku już nie jest się zakochanym i miłość to tez wybór a nie tylko uczucie. Boje się jednak ze stracę swój i jego czas tkwiąc w tej niepewności. Jak wiec mysliscie... czy to jest miłość czy bardziej przyzwyczajenie i lepiej w to nie brnąc...?Na podstawie własnych doświadczeń zawsze, ilekroć słyszę, że ktoś jest w związku, w którym non stop się zrywa i do siebie wraca, od razu wiem, że musi być w tej relacji coś chorego.
Autorko, a możesz napisać mi, ileż to razy bez uszczerbku na własnym zdrowiu i fizycznym, i psychicznym można przeżywać rozstanie z kimś?
Już jedno rozstanie jest czymś okropnym do przeżycia, więc co z taką osobą, która tych rozstań przeżyła kilka, kilkanaście czy setki tak, jak np Reca, autorka aktywnego dzisiaj wątku?
No pomyśl dziewczyno, ileż razy można przeżywać te samą traumę?
I jakby tego było mało, to cały czas żyć w konflikcie sama ze sobą i w wiecznym oczekiwaniu w napięciu?
Ja miał właśnie tego typu pseudo związek. Jak dla mnie koszmar i umieralnia za życia.Czy to jest miłość? Myślę, że nie. To zwykle współuzależnienie, tak z Twojej strony, jak i z jego strony. Czyli jakbyś na to nie patrzyła układ wyniszczający i Ciebie, i jego.
On jest w t waszym układzie na pół gwizdka, ale Ty także. Boisz się po prostu, że któregoś dnia on znowu zrobi coś takiego, że Ty chcąc nie chcąc będziesz musiała z nim zerwać, a potem? No przecież wiesz, co będzie potem, bo wiele razy na własnej skórze przekonalas się, jak bardzo boli przymusowa rozłąka.
To układ bez przyszłości.
Ja taki toksyk zakończyłam, ale długo dojrzewałam do takiej decyzji.
Ty chyba też jesteś na takim etapie, że do zerwania masz tylko jeden krok.
To co teraz między wami jest, to po prostu agonia związku.
Znaczy te zrywania to nie było na zasadzie kilku tygodni czy miesięcy. Tylko kilku dni. Najdłużej chyba mies, mając kontakt wtedy ze sobą. Jednak on tez dużo poświecił przeprowadzając się tutaj i zostawiajac wszystko... teraz bardzo się stara od jakiś ponad 2 mies jednak moja niepewność mnie wykańcza...
Kwiatuszek145 napisał/a:Cześć wszytskim ☺️
Mam pewien problem i potrzebuje porady
Otóż jestem z moim chłopakiem w związku od 2 lat. Od samego początku był to związek na odległość. On mieszkał w innym państwie i przylatywał srednio raz w mies czasem nawet trochę rzadziej, ja tez. Rozmowy przez kamerkę tez nie były codziennie. Ja bardzo tęskniłam, płakałam z tęsknoty. Odliczałam dni do następnego spotkania. Na naszych pierwszych wakacjach zaczęła się moja nerwica pytania w stylu kocham czy nie. Bardzo duży lęk. Jednak na jednym z forum dowiedziałam się ze to przez stres i pytania są przeciwstawne do tego co naprawdę się czuje. Z czasem było trochę lepiej ale pytania dalej się pojawiały. Po 1,5 roku związku chłopak przeprowadził się do Polski. Jednak nie widywaliśmy się tak często jak to powinno wyglądać w normalnym związku. Co 2 tyg a czasem i nie. Ja bardzo chciałam się widywać, często dzwoniłam. Przez jego prace nie mogliśmy się tak często widywać jednak gdyby chciał mógł dzwonić i przyjeżdżać częściej (ja tez jeździłam do niego oczywiście). Pojechał na wakacje ze znajomymi bezemnie co bardzo mnie zabolało. W dniu naszej rocznicy i moich urodzin wybrał prace (równie dobrze mogliśmy to wcześniej świętować ale to olał). Przez kilka mies co chwile z nim zrywałam ale jednak wracaliśmy do siebie bo wiedziałam ze nie wytrzymam bez niego. Było to trochę straszenie jego aby się poprawił (mówiłam o wszytskim co mi się nie podoba, i miało być lepiej ale nie było). Po czasie poczułam ze moje uczucia wygasły i ze definitywnie chce się rozstać. Jednak on wtedy zaczął wydzwaniać z płaczem i prosic i jeszcze jedna szanse. Widywaliśmy się, dzwonił bardzo często, ogólnie było lepiej. Jednak miałam problem z bliskością. Po czasie jednak na nowo zaczęłam lubić się przytulać, całować, pociągał mnie jak wcześniej. Wróciliśmy do siebie. Momentami czułam ze mam potrzebę powiedzieć mu ze go kocham i powiedziałam kilka razy (on nie oczekiwał żebym mu to mowila bo wiedział ze się nie starał jak należy i ze potrzebuje czasu). Jednak teraz bardzo często myśle nad tym czy to jest ta osoba i czy go kocham i nie znajduje odpowiedzi. Z drugiej strony zdaje sobie z tego sprawę ze po 2 latach związku już nie jest się zakochanym i miłość to tez wybór a nie tylko uczucie. Boje się jednak ze stracę swój i jego czas tkwiąc w tej niepewności. Jak wiec mysliscie... czy to jest miłość czy bardziej przyzwyczajenie i lepiej w to nie brnąc...?Na podstawie własnych doświadczeń zawsze, ilekroć słyszę, że ktoś jest w związku, w którym non stop się zrywa i do siebie wraca, od razu wiem, że musi być w tej relacji coś chorego.
Autorko, a możesz napisać mi, ileż to razy bez uszczerbku na własnym zdrowiu i fizycznym, i psychicznym można przeżywać rozstanie z kimś?
Już jedno rozstanie jest czymś okropnym do przeżycia, więc co z taką osobą, która tych rozstań przeżyła kilka, kilkanaście czy setki tak, jak np Reca, autorka aktywnego dzisiaj wątku?
No pomyśl dziewczyno, ileż razy można przeżywać te samą traumę?
I jakby tego było mało, to cały czas żyć w konflikcie sama ze sobą i w wiecznym oczekiwaniu w napięciu?
Ja miał właśnie tego typu pseudo związek. Jak dla mnie koszmar i umieralnia za życia.Czy to jest miłość? Myślę, że nie. To zwykle współuzależnienie, tak z Twojej strony, jak i z jego strony. Czyli jakbyś na to nie patrzyła układ wyniszczający i Ciebie, i jego.
On jest w t waszym układzie na pół gwizdka, ale Ty także. Boisz się po prostu, że któregoś dnia on znowu zrobi coś takiego, że Ty chcąc nie chcąc będziesz musiała z nim zerwać, a potem? No przecież wiesz, co będzie potem, bo wiele razy na własnej skórze przekonalas się, jak bardzo boli przymusowa rozłąka.
To układ bez przyszłości.
Ja taki toksyk zakończyłam, ale długo dojrzewałam do takiej decyzji.
Ty chyba też jesteś na takim etapie, że do zerwania masz tylko jeden krok.
To co teraz między wami jest, to po prostu agonia związku.
Znaczy te zrywania to nie było na zasadzie kilku tygodni czy miesięcy. Tylko kilku dni. Najdłużej chyba mies, mając kontakt wtedy ze sobą. Jednak on tez dużo poświecił przeprowadzając się tutaj i zostawiajac wszystko... teraz bardzo się stara od jakiś ponad 2 mies jednak moja niepewność mnie wykańcza...
6 2020-10-09 19:00:16 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-10-09 19:01:34)
ulle napisał/a:Kwiatuszek145 napisał/a:Cześć wszytskim ☺️
Mam pewien problem i potrzebuje porady
Otóż jestem z moim chłopakiem w związku od 2 lat. Od samego początku był to związek na odległość. On mieszkał w innym państwie i przylatywał srednio raz w mies czasem nawet trochę rzadziej, ja tez. Rozmowy przez kamerkę tez nie były codziennie. Ja bardzo tęskniłam, płakałam z tęsknoty. Odliczałam dni do następnego spotkania. Na naszych pierwszych wakacjach zaczęła się moja nerwica pytania w stylu kocham czy nie. Bardzo duży lęk. Jednak na jednym z forum dowiedziałam się ze to przez stres i pytania są przeciwstawne do tego co naprawdę się czuje. Z czasem było trochę lepiej ale pytania dalej się pojawiały. Po 1,5 roku związku chłopak przeprowadził się do Polski. Jednak nie widywaliśmy się tak często jak to powinno wyglądać w normalnym związku. Co 2 tyg a czasem i nie. Ja bardzo chciałam się widywać, często dzwoniłam. Przez jego prace nie mogliśmy się tak często widywać jednak gdyby chciał mógł dzwonić i przyjeżdżać częściej (ja tez jeździłam do niego oczywiście). Pojechał na wakacje ze znajomymi bezemnie co bardzo mnie zabolało. W dniu naszej rocznicy i moich urodzin wybrał prace (równie dobrze mogliśmy to wcześniej świętować ale to olał). Przez kilka mies co chwile z nim zrywałam ale jednak wracaliśmy do siebie bo wiedziałam ze nie wytrzymam bez niego. Było to trochę straszenie jego aby się poprawił (mówiłam o wszytskim co mi się nie podoba, i miało być lepiej ale nie było). Po czasie poczułam ze moje uczucia wygasły i ze definitywnie chce się rozstać. Jednak on wtedy zaczął wydzwaniać z płaczem i prosic i jeszcze jedna szanse. Widywaliśmy się, dzwonił bardzo często, ogólnie było lepiej. Jednak miałam problem z bliskością. Po czasie jednak na nowo zaczęłam lubić się przytulać, całować, pociągał mnie jak wcześniej. Wróciliśmy do siebie. Momentami czułam ze mam potrzebę powiedzieć mu ze go kocham i powiedziałam kilka razy (on nie oczekiwał żebym mu to mowila bo wiedział ze się nie starał jak należy i ze potrzebuje czasu). Jednak teraz bardzo często myśle nad tym czy to jest ta osoba i czy go kocham i nie znajduje odpowiedzi. Z drugiej strony zdaje sobie z tego sprawę ze po 2 latach związku już nie jest się zakochanym i miłość to tez wybór a nie tylko uczucie. Boje się jednak ze stracę swój i jego czas tkwiąc w tej niepewności. Jak wiec mysliscie... czy to jest miłość czy bardziej przyzwyczajenie i lepiej w to nie brnąc...?Na podstawie własnych doświadczeń zawsze, ilekroć słyszę, że ktoś jest w związku, w którym non stop się zrywa i do siebie wraca, od razu wiem, że musi być w tej relacji coś chorego.
Autorko, a możesz napisać mi, ileż to razy bez uszczerbku na własnym zdrowiu i fizycznym, i psychicznym można przeżywać rozstanie z kimś?
Już jedno rozstanie jest czymś okropnym do przeżycia, więc co z taką osobą, która tych rozstań przeżyła kilka, kilkanaście czy setki tak, jak np Reca, autorka aktywnego dzisiaj wątku?
No pomyśl dziewczyno, ileż razy można przeżywać te samą traumę?
I jakby tego było mało, to cały czas żyć w konflikcie sama ze sobą i w wiecznym oczekiwaniu w napięciu?
Ja miał właśnie tego typu pseudo związek. Jak dla mnie koszmar i umieralnia za życia.Czy to jest miłość? Myślę, że nie. To zwykle współuzależnienie, tak z Twojej strony, jak i z jego strony. Czyli jakbyś na to nie patrzyła układ wyniszczający i Ciebie, i jego.
On jest w t waszym układzie na pół gwizdka, ale Ty także. Boisz się po prostu, że któregoś dnia on znowu zrobi coś takiego, że Ty chcąc nie chcąc będziesz musiała z nim zerwać, a potem? No przecież wiesz, co będzie potem, bo wiele razy na własnej skórze przekonalas się, jak bardzo boli przymusowa rozłąka.
To układ bez przyszłości.
Ja taki toksyk zakończyłam, ale długo dojrzewałam do takiej decyzji.
Ty chyba też jesteś na takim etapie, że do zerwania masz tylko jeden krok.
To co teraz między wami jest, to po prostu agonia związku.Znaczy te zrywania to nie było na zasadzie kilku tygodni czy miesięcy. Tylko kilku dni. Najdłużej chyba mies, mając kontakt wtedy ze sobą. Jednak on tez dużo poświecił przeprowadzając się tutaj i zostawiajac wszystko... teraz bardzo się stara od jakiś ponad 2 mies jednak moja niepewność mnie wykańcza...
No trudno, żeby nie wykańczała Cię niepewność, każdego wykańcza życie w stresie, w oczekiwaniu pełnym napięcia.
Zrobisz, co zechcesz.
Jednym słowem Ty chcesz teraz powiedzieć, że tak naprawdę te rozstania z nim nie wpływają na Ciebie zbyt destrukcyjnie, bo trwaja kilka dni, tylko jedno trwało prawie miesiąc, a w czasie gdy jesteście zerwani i tak macie kontakt.
No cóż.
W takim razie ja nie mam już nic więcej do napisania w Twoim wątku.
Siedź z nim dalej, zrywaj z nim albo nie zrywaj i dalej przekonuj sama siebie, że nie jest tak źle, jak to wygląda.