Samotnosc - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotnosc

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 88 ]

Temat: Samotnosc

Czy też Was dopada uczucie samotności?? Taka pustka, tęsknota za kimś kto przytuli, pocieszy... Tak po prostu bedzie blisko...Próbuje cieszyć się życiem ale w ogóle mi to nie wychodzi... jak sobie z tym radzicie?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Samotnosc

NAPISZ DO MNIE.

3

Odp: Samotnosc

Nie radzimy sobie. Ja jestem świeżo po wyprowadzce żony. Ale samotny w tym małżeństwie czułem się już od bardzo dawna. I kompletnie nie wiem co z tym zrobić. Czuję się wyjałowiony. Zastanawiam się nad terapią.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim
Odp: Samotnosc

Norbi1977 nie szukam flirtu

5

Odp: Samotnosc

Norbi1997, pisząc posty na naszym forum wyłącz, proszę, Caps Lock, bowiem słowa pisane dużymi literami zgodnie z zasadami netykiety oznaczają krzyk, są też sprzeczne z przyjętymi na Netkobietach zasadami. Proszę także, abyś zwracał uwagę w jaki sposób umieszczasz posty, bo cytując czyjąś wypowiedź bez żadnego komentarza tworzysz bałagan. Tym razem te posty usunęłam, ale uprzedzam, że niedostosowanie się do prośby może skutkować ostrzeżeniem.
Z pozdrowieniami, Olinka

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

6

Odp: Samotnosc
Misinx napisał/a:

Nie radzimy sobie. Ja jestem świeżo po wyprowadzce żony. Ale samotny w tym małżeństwie czułem się już od bardzo dawna. I kompletnie nie wiem co z tym zrobić. Czuję się wyjałowiony. Zastanawiam się nad terapią.

Mówi się, że jednak to poczucie samotności, kiedy przebywamy wśród ludzi, zwłaszcza bliskich ludzi (np. małżonka, dzieci, rodziców, rodzeństwa), jest znacznie bardziej dotkliwe od sytuacji, gdy jesteśmy naprawdę sami.
Jesteś w stanie porównać, kiedy Tobie było trudniej?

MalaRomantyczko, pomimo że mam rodzinę, przyjaciół, spore grono znajomych, to jednak zdarzały się w moim życiu sytuacje, kiedy czułam się kompletnie nierozumiana, czasem dodatkowo obciążona pewnego rodzaju odpowiedzialnością (inni na mnie liczyli), wtedy właśnie odczuwałam coś na kształt samotności. To jest bardzo dotkliwe uczucie. Niemniej zawsze miałam z kim porozmawiać i do kogoś się przytulić, dlatego współczuję tym wszystkim, którzy są takiej możliwości pozbawieni.

Czy możesz opisać co wpływa na Twoje poczucie osamotnienia? Jesteś w życiu kompletnie sama? Najbardziej brak Ci bliskich, przyjaciół, może drugiej połówki?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

7

Odp: Samotnosc
Olinka napisał/a:
Misinx napisał/a:

Nie radzimy sobie. Ja jestem świeżo po wyprowadzce żony. Ale samotny w tym małżeństwie czułem się już od bardzo dawna. I kompletnie nie wiem co z tym zrobić. Czuję się wyjałowiony. Zastanawiam się nad terapią.

Mówi się, że jednak to poczucie samotności, kiedy przebywamy wśród ludzi, zwłaszcza bliskich ludzi (np. małżonka, dzieci, rodziców, rodzeństwa), jest znacznie bardziej dotkliwe od sytuacji, gdy jesteśmy naprawdę sami.
Jesteś w stanie porównać, kiedy Tobie było trudniej?

Trudno mi to ocenić, co jest trudniejsze. Chociaż pewnie coś w tym jest co napisałaś, że jednak samotność wśród bliskich boli bardziej. Tyle, że ona jest jakby niewidoczna na zewnątrz. Wielokrotnie pisałem, że bliskości, intymności w moim małżeństwie nie było już od bardzo dawna. Przy rozstaniu jednak przekracza się pewien Rubikon, który jest w moim przypadku w głowie. Chociaż tak naprawdę, to jeszcze go chyba całkiem nie przekroczyłem. Czuję, że dopiero rozwód będzie taką kropką nad "i". Przez to wszystko czuję kompletnie pogubiony. Motam się i nie wiem co ze sobą zrobić. Zarejestrowałem się znów na portalu randkowym, ale zadaję sobie pytanie "po co ?". Nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, co ja mogę jeszcze komuś zaoferować. To jest chyba takie poczucie bycia "przegrywem".

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

8 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-24 14:54:12)

Odp: Samotnosc

Z perspektywy lat (wyprowadzka od męża w r. 2013, rozwód w 2016, a śmierć byłego w 2018) śmiało mogę powiedzieć, że normalne jest całe spektrum emocji. Dziś gdy przeżywam trudne emocje, mam jednocześnie dużą świadomość, że to przejściowe, pozwalam sobie na nie, choć nie poddaję się im bez końca.
Jako bardzo młoda dziewczyna odczuwałam nieraz samotność, bo moi rodzice przeprowadzali się z miejsowości do miejscowości, traciłam koleżanki, nie od razu pojawiały się nowe. Jako niepełnosprawna czułam się gorsza i byłam mocno szykanowana przez rówieśników. Unikalam chłopaków, randek, dyskotek, byłam wyobcowana. Mozolnie z czasem odbudowałam siebie i swoje relacje z otoczeniem. Miałam szczęście trafić na dobrych ludzi ; Paslawek fajnie dziś napisal,że gdy bierze się człowiek za siebie, życie też się nim opiekuje.
Potem spotkałam męża - z którym związek okazał się totalną porażką.
A potem przyszło singielstwo z odzysku. Wiele łez, kilka prób poznania kogoś i kubeł zimnej wody na głowę, gdy kolejny pan okazał się tylko poszukiwaczem odskoczni od małżeństwa. Potem wzięłam się za siebie, zaczęłam dużo czytać z psychologii (internet to prawdziwa kopalnia, tylko trzeba odróżnić wartościowe artykuły od kiepskich), los się do mnie uśmiechnął, bo poznałam fajną sąsiadkę w nowym miejscu zamieszkania, zadbałam o odświeżenie dawnych znajomości, pomyślałam o sobie, o tym wszystkim, co lubiłam zawsze robić...
Sama nie wiem, kiedy i jak przestałam czuć się samotna.
Ja zresztą myśliciel jestem, dużo filozofuję i to mi też bardzo w życiu pomaga.
Dziś jednym z moich ulubionych "autorskich tekstów" jest: dopóki mam Boga i siebie, nie jestem sama.
A ludzi lubię i zawsze z kimś złapię kontakt - prędzej czy później.

Dziś rano wpadła do mnie koleżanka na kawę i podwiozła mnie do pracy - kuzynka tego pana, z którym rozstałam się stosunkowo niedawno. Ta sama, która niedawno porwała mnie w Bieszczady.



Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułam się samotna.

Mam bardzo dużą satysfakcję, że sobie poradziłam i zbudowałam sobie dobre życie.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Odp: Samotnosc

Misinx to ja czuje dokładnie to co Ty. Jestem w związku z którego nie wiem jak "uciec", czuje się nieszczęśliwa i chyba zawsze byłam w tym związku samotna. Zastanawiam się czasami jak to możliwe że my byliśmy razem skoro jesteśmy tak bardzo różni. Staram się na zewnątrz byś uśmiechnięta i pewnie nikt ze znajomych nawet nie wie ze jest mi tak źle. Marzę o tym żeby zacząć swoje życie na nowo ... A z drugiej strony nie mam siły żeby postawić to życie na głowie..

10

Odp: Samotnosc
MalaRomantyczka napisał/a:

Misinx to ja czuje dokładnie to co Ty. Jestem w związku z którego nie wiem jak "uciec", czuje się nieszczęśliwa i chyba zawsze byłam w tym związku samotna. Zastanawiam się czasami jak to możliwe że my byliśmy razem skoro jesteśmy tak bardzo różni. Staram się na zewnątrz byś uśmiechnięta i pewnie nikt ze znajomych nawet nie wie ze jest mi tak źle. Marzę o tym żeby zacząć swoje życie na nowo ... A z drugiej strony nie mam siły żeby postawić to życie na głowie..

Czyli jesteś kilka kroków wcześniej. Ale gdyby żona nie zdecydowała się na wyprowadzkę, to sam nie wiem jak długo jeszcze byłbym w tym związku. Trudno powiedzieć. Bolało coraz bardziej. Być może powinienem być jej wdzięczny za ten krok. Który dla niej też na pewno był trudny.
Co Ciebie powstrzymuje przed realizacją swojego marzenia ?

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

11

Odp: Samotnosc

MalaRomantyczko, co Twoim zdaniem zupełnie nie działa, czego Ci najbardziej brakuje? Usiłowałaś o tym z mężem rozmawiać, jest świadomy, że jest Ci źle, a Twoje potrzeby są niezaspokojone?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

12 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-24 20:03:07)

Odp: Samotnosc

Mnie były mąż wyrzucił z domu, kazał wypier...ć. Dziś sobie myślę że oddał mi przysługę bo sama też się bardzo wahałam, bałam.

Ja wiem, że koleżanka to nie to samo co mąż czy partner, ale gdy się kiedyś przy mojej sąsiadce rozpłakałam, to mnie po prostu przytuliła.
Więc pomimo że bez faceta, to mam się do kogo przytulić.

Czasem lepiej być singielką i mieć dobre koleżanki niż partnera, na którego nie można liczyć.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

13

Odp: Samotnosc
MalaRomantyczka napisał/a:

Czy też Was dopada uczucie samotności?? Taka pustka, tęsknota za kimś kto przytuli, pocieszy... Tak po prostu bedzie blisko...Próbuje cieszyć się życiem ale w ogóle mi to nie wychodzi... jak sobie z tym radzicie?

Ja staram się nie pielęgnować tych emocji. Szukam towarzystwa, jadę do rodziców, dzwonię do brata, umawiam się z koleżanką. Wychodzę z domu gdziekolwiek. Mam też swój ukochany serial na Netflixie, oglądanie go zawsze poprawia mi humor. Lubię też posłuchać ulubionej muzyki. Niestety nie zawsze się udaje zapanować nad samotnością, ale wiem że wszystko co złe też się kiedyś kończy smile

Szukam świata w którym jedna jaskółka czyni wiosnę, gdzie szewc chodzi w butach, gdzie jak cię widzą to dzień dobry, szukam świata w którym człowiek człowiekowi człowiekiem.

14

Odp: Samotnosc
szyszka76 napisał/a:
MalaRomantyczka napisał/a:

Czy też Was dopada uczucie samotności?? Taka pustka, tęsknota za kimś kto przytuli, pocieszy... Tak po prostu bedzie blisko...Próbuje cieszyć się życiem ale w ogóle mi to nie wychodzi... jak sobie z tym radzicie?

Ja staram się nie pielęgnować tych emocji. Szukam towarzystwa, jadę do rodziców, dzwonię do brata, umawiam się z koleżanką. Wychodzę z domu gdziekolwiek. Mam też swój ukochany serial na Netflixie, oglądanie go zawsze poprawia mi humor. Lubię też posłuchać ulubionej muzyki. Niestety nie zawsze się udaje zapanować nad samotnością, ale wiem że wszystko co złe też się kiedyś kończy smile

Ja mieszkam z synem, więc całkiem sam nie jestem. Ale on przeważnie i tak siedzi w swoim pokoju przed kompem. Też słucham muzyki, czytam ksiażki (zacząłem "Diunę), piszę na forum wink Ale brak mi fizycznej obecności drugiej osoby. Brak mi bliskości, dotyku. I niestety to się chyba długo nie zmieni.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

15

Odp: Samotnosc
Misinx napisał/a:

Ja mieszkam z synem, więc całkiem sam nie jestem. Ale on przeważnie i tak siedzi w swoim pokoju przed kompem. Też słucham muzyki, czytam ksiażki (zacząłem "Diunę), piszę na forum wink Ale brak mi fizycznej obecności drugiej osoby. Brak mi bliskości, dotyku. I niestety to się chyba długo nie zmieni.

Mój syn wyjechał 3 lata temu na studia. Bardzo mi go cały czas brakuje, wiele bym dała, aby jeszcze trochę ze mną pomieszkał. Może wyciągnij Młodego zza biurka, zróbcie coś razem, jemu też pewnie nie jest łatwo. Życie pędzi jak pociąg expressowy, za chwilę Twój syn odjedzie w innym kierunku. Warto wykorzystać ten wspólny czas na przykład na jakiś fajny wypad w góry smile

Jesteś świeżo po rozstaniu, nie wiem czy to dobry pomysł od razu kogoś szukać. Może warto dać sobie trochę czasu na uporządkowanie myśli smile

Szukam świata w którym jedna jaskółka czyni wiosnę, gdzie szewc chodzi w butach, gdzie jak cię widzą to dzień dobry, szukam świata w którym człowiek człowiekowi człowiekiem.

16

Odp: Samotnosc

Ale sa osoby bardzo wrazliwe, ktore trudno nawiazuja kontakty i nie maja nawet takiej kolezanki, ich osobowosc jest skomplikowana i z tej wrazliwosci nie otwieraja sie by znalezc taka bratnia dusze, nie kazdy ma tyle sily by.. znalezc w sobie sile..  Jak przekonac taka osobe ze wymaga psychoterapii?? Jak znalezc dobrego psychoterapeute??

17 Ostatnio edytowany przez Misinx (2020-09-24 18:33:21)

Odp: Samotnosc
szyszka76 napisał/a:
Misinx napisał/a:

Ja mieszkam z synem, więc całkiem sam nie jestem. Ale on przeważnie i tak siedzi w swoim pokoju przed kompem. Też słucham muzyki, czytam ksiażki (zacząłem "Diunę), piszę na forum wink Ale brak mi fizycznej obecności drugiej osoby. Brak mi bliskości, dotyku. I niestety to się chyba długo nie zmieni.

Mój syn wyjechał 3 lata temu na studia. Bardzo mi go cały czas brakuje, wiele bym dała, aby jeszcze trochę ze mną pomieszkał. Może wyciągnij Młodego zza biurka, zróbcie coś razem, jemu też pewnie nie jest łatwo. Życie pędzi jak pociąg expressowy, za chwilę Twój syn odjedzie w innym kierunku. Warto wykorzystać ten wspólny czas na przykład na jakiś fajny wypad w góry smile

Jesteś świeżo po rozstaniu, nie wiem czy to dobry pomysł od razu kogoś szukać. Może warto dać sobie trochę czasu na uporządkowanie myśli smile

Syn do naszego rozstania podszedł bardzo na zimno. Powiedział, że to są nasze sprawy. Wolał mieszkać ze mną, bo ma większy spokój, no i nie musi się gnieść z matką w małym mieszkaniu. Teraz idzie na studia, ale w naszym mieście.

Też mam wątpliwości, czy dobrym pomysłem jest kogoś szukać. Ale może jak wyjdę do ludzi to coś się wydarzy.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

18

Odp: Samotnosc
Misinx napisał/a:

Syn do naszego rozstania podszedł bardzo na zimno. Powiedział, że to są nasze sprawy. Wolał mieszkać ze mną, bo ma większy spokój, no i nie musi się gnieść z matką w małym mieszkaniu. Teraz idzie na studia, ale w naszym mieście.

No to masz szczęście, że z Tobą mieszka i jeszcze pozostanie, ale jakoś nie do końca wierzę, że jest mu to obojętne, że się rozstaliście. Może przybrał maskę.

Szukam świata w którym jedna jaskółka czyni wiosnę, gdzie szewc chodzi w butach, gdzie jak cię widzą to dzień dobry, szukam świata w którym człowiek człowiekowi człowiekiem.

19

Odp: Samotnosc
szyszka76 napisał/a:
Misinx napisał/a:

Syn do naszego rozstania podszedł bardzo na zimno. Powiedział, że to są nasze sprawy. Wolał mieszkać ze mną, bo ma większy spokój, no i nie musi się gnieść z matką w małym mieszkaniu. Teraz idzie na studia, ale w naszym mieście.

No to masz szczęście, że z Tobą mieszka i jeszcze pozostanie, ale jakoś nie do końca wierzę, że jest mu to obojętne, że się rozstaliście. Może przybrał maskę.

Może w tym wieku tak jest.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

20

Odp: Samotnosc
Olinka napisał/a:

MalaRomantyczko, co Twoim zdaniem zupełnie nie działa, czego Ci najbardziej brakuje? Usiłowałaś o tym z mężem rozmawiać, jest świadomy, że jest Ci źle, a Twoje potrzeby są niezaspokojone?

Olinka to już jest za późno nawet żeby rozmawiać. Już to trwa od dawna. Jakiejś czułości to on nigdy nie miał w sobie... to ja zawsze byłam tą co okazywala uczucie... Ale pewnie tak bym żyła i było by ok. Miał on też problem z alkoholem i te częste rozczarowania nim bo znów się napił spowodowały że już nic nie czuje do niego. Rozczarowanie zamyka serce i otwiera oczy.... i u mnie tak się zadziało. A że boję się że się stoczy jak odejdę to tak tkwie i liczę że może w końcu sobie kogoś znajdzie A ja będę wolna. Wiem że to głupie...

21

Odp: Samotnosc
MalaRomantyczka napisał/a:
Olinka napisał/a:

MalaRomantyczko, co Twoim zdaniem zupełnie nie działa, czego Ci najbardziej brakuje? Usiłowałaś o tym z mężem rozmawiać, jest świadomy, że jest Ci źle, a Twoje potrzeby są niezaspokojone?

Olinka to już jest za późno nawet żeby rozmawiać. Już to trwa od dawna. Jakiejś czułości to on nigdy nie miał w sobie... to ja zawsze byłam tą co okazywala uczucie... Ale pewnie tak bym żyła i było by ok. Miał on też problem z alkoholem i te częste rozczarowania nim bo znów się napił spowodowały że już nic nie czuje do niego. Rozczarowanie zamyka serce i otwiera oczy.... i u mnie tak się zadziało. A że boję się że się stoczy jak odejdę to tak tkwie i liczę że może w końcu sobie kogoś znajdzie A ja będę wolna. Wiem że to głupie...

Ale po co on ma kogoś szukać jak ma Ciebie ?

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

22 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-24 20:00:05)

Odp: Samotnosc

Wydaje mi się że nastolatki, zwłaszcza chłopcy mogą tylko udawać obojętnych. Czasami nawet sami przed sobą. Nie żałowałabym ciepła takiemu dziecku nawet gdyby wydawało się zupełnie niczym nie przejmować. Mój syn sprawiał wrażenie, jakby zupełnie obojętna była mu śmierć ojca, a ja nie wierzę, że tak było naprawdę. To chyba mechanizm obronny.
Misinx, to jest zupełnie naturalne, że jak ktoś, tak bardzo przecież ważny, znika z naszego życia to czuje się pustkę, stratę i żal. Przejście przez to wymaga czasu.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

23 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-09-24 20:07:55)

Odp: Samotnosc
MalaRomantyczka napisał/a:
Olinka napisał/a:

MalaRomantyczko, co Twoim zdaniem zupełnie nie działa, czego Ci najbardziej brakuje? Usiłowałaś o tym z mężem rozmawiać, jest świadomy, że jest Ci źle, a Twoje potrzeby są niezaspokojone?

Olinka to już jest za późno nawet żeby rozmawiać. Już to trwa od dawna. Jakiejś czułości to on nigdy nie miał w sobie... to ja zawsze byłam tą co okazywala uczucie... Ale pewnie tak bym żyła i było by ok. Miał on też problem z alkoholem i te częste rozczarowania nim bo znów się napił spowodowały że już nic nie czuje do niego. Rozczarowanie zamyka serce i otwiera oczy.... i u mnie tak się zadziało. A że boję się że się stoczy jak odejdę to tak tkwie i liczę że może w końcu sobie kogoś znajdzie A ja będę wolna. Wiem że to głupie...

Trzeba było tak od razu - samotność w związku z potencjalnie uzależnioną osobą to jeden z objawów,a tkwienie w takim związku to taka chora tak zwana toksyczna  symbioza, niezdrowa ani dla niego, ani dla Ciebie, samotność to obronna wymówka, tak jak lęki irracjonalne przed zmianą,zapić to on się może w każdej chwili jeżeli ma problem a Ty nic a nic nie jesteś w stanie z tym zrobić i zapobiec temu choć może to wydawać się w zasięgu to złudne myślenie żeby trwać i nic nie zmienić.Nie upilnujesz go a użalanie się nad sobą w samotności jest nałogowe po prostu to część ,fragment, nie ruszysz z miejsca będąc w tym związku.Oboje prawdopodobnie się napędzacie w podobny sposób.
To nie jest głupie to chore emocje pod spodem .

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

24

Odp: Samotnosc

Romantyczko, czytaj uważnie Paslawka, bo on dobrze wie co mówi, a mówi mądrze.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

25

Odp: Samotnosc

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja teoretycznie to wszystko doskonale wiem... Ale nie potrafię zrobić kroku do przodu. Chyba brakuje mi sił...
Jakbym miała komuś doradzać to dokładnie pisałabym to samo co wy.... A jak sama w tym jestem to jakoś liczę na cud że samo to się rozwiąże...

26

Odp: Samotnosc
MalaRomantyczka napisał/a:

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja teoretycznie to wszystko doskonale wiem... Ale nie potrafię zrobić kroku do przodu. Chyba brakuje mi sił...
Jakbym miała komuś doradzać to dokładnie pisałabym to samo co wy.... A jak sama w tym jestem to jakoś liczę na cud że samo to się rozwiąże...

Wiesz MałaRomantyczko jak najczęściej to samo się rozwiązuje ?
Jedno zdradza drugie .Dzieje się nieszczęście ,wypadek,choroba.Cud się zdarzy jak poznasz kogoś innego wtedy może odejdziesz ale nie na pewno.Siła uzależnienia w takich układach jest ogromna "inercyjna" .Jedynie jakiś rodzaj przesilenia, kryzysu, coś drastycznego może Ciebie ruszyć z tego czegoś ,co wydaje się wygodne nie będąc takim, bo nowe jest nieznane wydaje się mrokiem .Jeszcze nie sięgnęłaś widocznie swojego piekła na tyle żeby cokolwiek zrobić i nie licz, że jak Twój facet będzie dalej pić to coś się cudownie zmieni na lepsze nie ma szansy .
Jeżeli Twój facet nagle zrobi się milutki czuły dla Ciebie to znaczy że prawdopodobnie albo coś nabroił z prawem ,kasą lub ma kogoś na boku.
nie masz siły bo jesteś w tym związku który już nic nie daje dobrego obojgu wam i jesteś w tym związku bo - nie masz siły.
Może masz jakieś zapasowe tajne życie w rezerwie to czekaj, jeżeli do czegoś takie życie jest Ci potrzebne.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

27

Odp: Samotnosc

Siły masz tylko o tym nie wiesz, nie wierzysz. Brakuje Ci odwagi.
Ja też się bałam. W wyprowadzce pomogła mi siostra.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

28

Odp: Samotnosc

Jeśli tkwisz w związku, który nie daje Ci satysfakcji, a wręcz wyraźnie Cię unieszczęśliwia, to musisz mieć z tego jakiś zysk. Sama przed sobą musisz odpowiedzieć na pytanie: jaki?

Tak jak wspomniał Paslawek, widocznie nie dotknęłaś jeszcze dna, żeby się od niego odbić. Coś zatem wciąż trzyma Cię przy tym człowieku. Mogłabym napisać, że jest to chora miłość (chora, bo toksyczna), ale sama wspomniałaś, że na tym etapie nic do tego człowieka już nie czujesz, nie masz też nadziei na lepsze jutro, najchętniej zaczęłabyś zupełnie nowe życie, a jednak NIC w tym kierunku nie robisz.
Mąż, żeby się zmienił, też musi dotknąć swojego dna - jesteś pewna, że chcesz na to patrzeć, a przedtem czekać na coś, co być może nigdy się nie zdarzy?

Moim zdaniem lęk, że mąż stoczy się, gdy odejdziesz, jest zwykłym pretekstem i pod pozorem troski o drugiego człowieka tkwisz w znanym sobie bagienku, które mimo wszystko wydaje Ci się bezpieczniejsze i bardziej komfortowe niż niewiadoma gdzieś indziej.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

29

Odp: Samotnosc
Misinx napisał/a:

Trudno mi to ocenić, co jest trudniejsze. Chociaż pewnie coś w tym jest co napisałaś, że jednak samotność wśród bliskich boli bardziej. Tyle, że ona jest jakby niewidoczna na zewnątrz. Wielokrotnie pisałem, że bliskości, intymności w moim małżeństwie nie było już od bardzo dawna. Przy rozstaniu jednak przekracza się pewien Rubikon, który jest w moim przypadku w głowie. Chociaż tak naprawdę, to jeszcze go chyba całkiem nie przekroczyłem. Czuję, że dopiero rozwód będzie taką kropką nad "i". Przez to wszystko czuję kompletnie pogubiony. Motam się i nie wiem co ze sobą zrobić. Zarejestrowałem się znów na portalu randkowym, ale zadaję sobie pytanie "po co ?". Nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, co ja mogę jeszcze komuś zaoferować. To jest chyba takie poczucie bycia "przegrywem".

Misinx, bardzo bym Ci odradzała szukanie teraz kogoś na siłę do towarzystwa. To u Ciebie jest bardzo świeże i tak jak pisze Piegowata wymaga dużo czasu, żeby się poukładało. Ja rozstałam się z mężem (razem prawie 20 lat) prawie rok temu i w moim otoczeniu pojawił się ktoś po mniej więcej 5 miesiącach, wydawało mi się, że ta "relacja" ma szansę. A jednak nie, to było za szybko i uczciwie to powiedziałam. Zajęłam się pracą nad sobą, budowaniem tylko swojej przestrzeni i dopiero teraz, po wielu naprawdę odważnych zmianach i zbudowaniu dystansu mogłabym zacząć o czymś myśleć. I choć w krótkim czasie zwróciłam na siebie uwagę dwóch mężczyzn, nadal nie jestem przekonana, dobrze mi ze sobą smile Także daj sobie czas, odchoruj, a wierzę, że poczujesz, kiedy będziesz gotowy.

30

Odp: Samotnosc
new_life napisał/a:
Misinx napisał/a:

Trudno mi to ocenić, co jest trudniejsze. Chociaż pewnie coś w tym jest co napisałaś, że jednak samotność wśród bliskich boli bardziej. Tyle, że ona jest jakby niewidoczna na zewnątrz. Wielokrotnie pisałem, że bliskości, intymności w moim małżeństwie nie było już od bardzo dawna. Przy rozstaniu jednak przekracza się pewien Rubikon, który jest w moim przypadku w głowie. Chociaż tak naprawdę, to jeszcze go chyba całkiem nie przekroczyłem. Czuję, że dopiero rozwód będzie taką kropką nad "i". Przez to wszystko czuję kompletnie pogubiony. Motam się i nie wiem co ze sobą zrobić. Zarejestrowałem się znów na portalu randkowym, ale zadaję sobie pytanie "po co ?". Nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, co ja mogę jeszcze komuś zaoferować. To jest chyba takie poczucie bycia "przegrywem".

Misinx, bardzo bym Ci odradzała szukanie teraz kogoś na siłę do towarzystwa. To u Ciebie jest bardzo świeże i tak jak pisze Piegowata wymaga dużo czasu, żeby się poukładało. Ja rozstałam się z mężem (razem prawie 20 lat) prawie rok temu i w moim otoczeniu pojawił się ktoś po mniej więcej 5 miesiącach, wydawało mi się, że ta "relacja" ma szansę. A jednak nie, to było za szybko i uczciwie to powiedziałam. Zajęłam się pracą nad sobą, budowaniem tylko swojej przestrzeni i dopiero teraz, po wielu naprawdę odważnych zmianach i zbudowaniu dystansu mogłabym zacząć o czymś myśleć. I choć w krótkim czasie zwróciłam na siebie uwagę dwóch mężczyzn, nadal nie jestem przekonana, dobrze mi ze sobą smile Także daj sobie czas, odchoruj, a wierzę, że poczujesz, kiedy będziesz gotowy.

Tylko, że widzisz u mnie to wszystko ciągło się przez długi czas. To nie było tak, że nagle dowiaduję się, że to koniec mojego małżeństwa. Ja się czułem sam w tym małżeństwie już praktycznie od jakiś 3 lat. Oddzielne spanie, zero bliskości, dotyku, czułości itd. Mówiąc szczerze to cholernie mi tego brakuje. Dwie znajome wprost sugerowały mi skorzystanie z usług profesjonalistki wink Ale to nie dla mnie. Ja potrzebuję jednak jakiś kontekst emocjonalny. Znając moje tempo i to, że generalnie nigdy nie cieszyłem się powodzeniem, to i tak minie sporo czasu zanim na kogoś trafię. O ile w ogóle.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

31

Odp: Samotnosc

Moje małżeństwo też było w kryzysie przez kilka lat, ale my nie o tym smile Nie nastawiaj się negatywnie, moim zdaniem wszystko jest jeszcze bardzo świeże i możesz skrzywdzić drugą osobę i siebie. A teraz nie jest Ci to potrzebne. Popracuj nad poczuciem własnej wartości, a zobaczysz, że wszystko się ułoży

32

Odp: Samotnosc
new_life napisał/a:

Moje małżeństwo też było w kryzysie przez kilka lat, ale my nie o tym smile Nie nastawiaj się negatywnie, moim zdaniem wszystko jest jeszcze bardzo świeże i możesz skrzywdzić drugą osobę i siebie. A teraz nie jest Ci to potrzebne. Popracuj nad poczuciem własnej wartości, a zobaczysz, że wszystko się ułoży

Wielokrotnie próbowałem już pracować nad poczuciem własnej wartości. Owszem biorę pod uwagę powrót na terapię. Ale bardzo trudno mi podnieść poczucie własnej wartości w takiej pustce. Mój wewnętrzny "troll" jest bardzo silny i taka sytuacja chyba go karmi. Poczucie, że nie jestem nikomu potrzebny, dla nikogo atrakcyjny, że nie mam nic do zaoferowania itd. W warunkach "domowych" ciężko nad czymś takim pracować. W domu się dziczeje. Znam to. Przyszło mi teraz takie porównanie do sytuacji w której masz wypadek samochodowy. Wiele osób ma potem lęk i nie wsiada już do samochodu. A ponoć najlepiej jest właśnie wsiąść i jeździć znów od razu. Miałem taką sytuację jak rozwaliłem swój pierwszy samochód. Na drugi dzień byłem już za kierownicą. Może to nie jest zupełnie dobre porównanie. Ja mam już prawie 50 lat. Czuję się raczej na równi pochyłej.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

33

Odp: Samotnosc
Misinx napisał/a:

Wielokrotnie próbowałem już pracować nad poczuciem własnej wartości. Owszem biorę pod uwagę powrót na terapię. Ale bardzo trudno mi podnieść poczucie własnej wartości w takiej pustce. Mój wewnętrzny "troll" jest bardzo silny i taka sytuacja chyba go karmi. Poczucie, że nie jestem nikomu potrzebny, dla nikogo atrakcyjny, że nie mam nic do zaoferowania itd.

Jak mantra przewija się na tym forum określenie "co masz od zaoferowania komuś" odmieniane na wszystkie sposoby. Już raz w innym temacie wspomniałam o tym prosząc, aby ktoś wyjaśnił, co to tak naprawdę znaczy no i jakoś nikt się tego nie podjął. W takim razie ponawiam moje pytanie jak najbardziej serio: o co chodzi z tym oferowaniem komuś czegoś w związku? Rozumiem takie podejście w sprawach biznesowych: ja daję lokal, mój wspólnik od siebie wkłada pewną kwotę pieniędzy - na przykład. Oto, co my możemy sobie wzajemnie we wspólnym interesie zaoferować.

Ale w związku? Gdzie wchodzą w grę uczucia, miłość?
Nie wiem, nie łapię...

34 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-27 14:30:01)

Odp: Samotnosc

To jest to wszystko, Manzanito, co możemy z siebie dać dobrego, pozytywnego, pożytecznego.
Ja na przykład wiem że mogę dać ciepło, serdeczność, wierność i uczciwość. Mam poczucie humoru i podobno dobrze się ze mną rozmawia. Całkiem przyzwoicie gotuję, nie trzeba mnie namawiać na spontaniczny spacer czy wyjazd. Jakieś tam walory fizyczne też Bozia dała smile
Nie brzmi to wszystko skromnie, ale o to mniej więcej chodzi w tym oferowaniu.
Żeby nie było że się przechwalam, to oczywiście mam też kilka mniej chwalebnych cech, ale nie o tym tutaj mowa.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

35

Odp: Samotnosc
Manzanita napisał/a:

Ale w związku? Gdzie wchodzą w grę uczucia, miłość?
Nie wiem, nie łapię...

Zabrzmiało to tak, jakby te uczucia i miłość miały przesłaniać cały rozsądek. Drugi człowiek ma prawo chcieć być z kimś, kto będzie zaspokajał jego związkowe potrzeby, ma prawo oczekiwać poczucia bycia ważnym i kochanym, poczucia bezpieczeństwa, także emocjonalnego, szacunku, stabilizacji, zadowolenia z jakości wspólnie spędzanego czasu, satysfakcjonującego seksu, jednym słowem tego, co sprawia, że z kimś żyje nam się lepiej niż bez niego. Z tego wynika nasza własna odpowiedź na pytanie co z tego jesteśmy w stanie mu zaoferować, bo jeśli tę drugą osobę będziemy strącać w dół zamiast ciągnąć w górę, to jesteśmy kiepskimi kandydatami na partnera. Wtedy najpierw należy zrobić porządek z samym sobą, dopiero potem budować relacje.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

36

Odp: Samotnosc
Misinx napisał/a:
new_life napisał/a:

Moje małżeństwo też było w kryzysie przez kilka lat, ale my nie o tym smile Nie nastawiaj się negatywnie, moim zdaniem wszystko jest jeszcze bardzo świeże i możesz skrzywdzić drugą osobę i siebie. A teraz nie jest Ci to potrzebne. Popracuj nad poczuciem własnej wartości, a zobaczysz, że wszystko się ułoży

Wielokrotnie próbowałem już pracować nad poczuciem własnej wartości. Owszem biorę pod uwagę powrót na terapię. Ale bardzo trudno mi podnieść poczucie własnej wartości w takiej pustce. Mój wewnętrzny "troll" jest bardzo silny i taka sytuacja chyba go karmi. Poczucie, że nie jestem nikomu potrzebny, dla nikogo atrakcyjny, że nie mam nic do zaoferowania itd. W warunkach "domowych" ciężko nad czymś takim pracować. W domu się dziczeje. Znam to. Przyszło mi teraz takie porównanie do sytuacji w której masz wypadek samochodowy. Wiele osób ma potem lęk i nie wsiada już do samochodu. A ponoć najlepiej jest właśnie wsiąść i jeździć znów od razu. Miałem taką sytuację jak rozwaliłem swój pierwszy samochód. Na drugi dzień byłem już za kierownicą. Może to nie jest zupełnie dobre porównanie. Ja mam już prawie 50 lat. Czuję się raczej na równi pochyłej.

Misinx, jestem niewiele od Ciebie młodsza, a czuję, że dopiero zaczynam nowe życie. I nie zgodzę się, że w warunkach domowych ciężko nad sobą pracować. Ja wszystko zrobiłam w warunkach domowych, czytałam książki psychologiczne, słuchałam wykładów, medytowalam. A uwierz mi naprawdę miałam koszmarne ostatnie lata, a ostatni rok szczególnie. Naprawdę można dużo zrobić, jeżeli chcemy.
Nie porownalabym nowej relacji do wypadku samochodowego. Po wypadku jesteś Ty, Twoje lęki i emocje. Ale nie ma drugiego człowieka, którego możesz bardzo skrzywdzić, nie będąc poukladanym z samym sobą.

37 Ostatnio edytowany przez Symbi (2020-09-27 15:23:30)

Odp: Samotnosc
Misinx napisał/a:

wielokrotnie próbowałem już pracować nad poczuciem własnej wartości. Owszem biorę pod uwagę powrót na terapię. Ale bardzo trudno mi podnieść poczucie własnej wartości w takiej pustce. Mój wewnętrzny "troll" jest bardzo silny i taka sytuacja chyba go karmi. Poczucie, że nie jestem nikomu potrzebny, dla nikogo atrakcyjny, że nie mam nic do zaoferowania itd. W warunkach "domowych" ciężko nad czymś takim pracować. W domu się dziczeje. Znam to. Przyszło mi teraz takie porównanie do sytuacji w której masz wypadek samochodowy. Wiele osób ma potem lęk i nie wsiada już do samochodu. A ponoć najlepiej jest właśnie wsiąść i jeździć znów od razu. Miałem taką sytuację jak rozwaliłem swój pierwszy samochód. Na drugi dzień byłem już za kierownicą. Może to nie jest zupełnie dobre porównanie. Ja mam już prawie 50 lat. Czuję się raczej na równi pochyłej.

Misinx, wtrącę się, może skorzystasz z wykładu, którego ja w procesie rozwodowym słuchałam wielokrotnie.

Nieprawdą jest, że w domowych warunkach nie da się pozbierać. Ja się pozbierałam, a przeżywałam rozstanie tak mocno, że dostałam ze stresu psychozy i do tej pory biorę leki przeciwpsychotyczne. Do tego stwierdzono u mnie PTSD.  Jest to proces, który wymaga pracy nad sobą. Niemal każda droga jest dobra, ale szukanie uleczenia w szybkim związku z kimś następnym nie jest tym polecanym sposobem.
Swego czasu poczucie samotności było dla mnie dojmujące, dodatkowo pogłębione problemami finansowymi. Różne rzeczy robiłam w desperacji. Ale też pracowałam nad sobą tak, jak umiałam - czytaniem książek psychologicznych, analizą własnych zachowań, emocji, pragnień, rozmową na forum, zajmowaniem się podobnymi problemami innych. Każdego dnia zaczynałam od nowa, aż wreszcie zrozumienie i akceptacja sytuacji przyszło do mnie jakby samo. Dziś nie odczuwam samotności, choć dalej jestem niesparowana.

38

Odp: Samotnosc
Symbi napisał/a:
Misinx napisał/a:

wielokrotnie próbowałem już pracować nad poczuciem własnej wartości. Owszem biorę pod uwagę powrót na terapię. Ale bardzo trudno mi podnieść poczucie własnej wartości w takiej pustce. Mój wewnętrzny "troll" jest bardzo silny i taka sytuacja chyba go karmi. Poczucie, że nie jestem nikomu potrzebny, dla nikogo atrakcyjny, że nie mam nic do zaoferowania itd. W warunkach "domowych" ciężko nad czymś takim pracować. W domu się dziczeje. Znam to. Przyszło mi teraz takie porównanie do sytuacji w której masz wypadek samochodowy. Wiele osób ma potem lęk i nie wsiada już do samochodu. A ponoć najlepiej jest właśnie wsiąść i jeździć znów od razu. Miałem taką sytuację jak rozwaliłem swój pierwszy samochód. Na drugi dzień byłem już za kierownicą. Może to nie jest zupełnie dobre porównanie. Ja mam już prawie 50 lat. Czuję się raczej na równi pochyłej.

Misinx, wtrącę się, może skorzystasz z wykładu, którego ja w procesie rozwodowym słuchałam wielokrotnie.

Nieprawdą jest, że w domowych warunkach nie da się pozbierać. Ja się pozbierałam, a przeżywałam rozstanie tak mocno, że dostałam ze stresu psychozy i do tej pory biorę leki przeciwpsychotyczne. Do tego stwierdzono u mnie PTSD.  Jest to proces, który wymaga pracy nad sobą. Niemal każda droga jest dobra, ale szukanie uleczenia w szybkim związku z kimś następnym nie jest tym polecanym sposobem.
Swego czasu poczucie samotności było dla mnie dojmujące, dodatkowo pogłębione problemami finansowymi. Różne rzeczy robiłam w desperacji. Ale też pracowałam nad sobą tak, jak umiałam - czytaniem książek psychologicznych, analizą własnych zachowań, emocji, pragnień, rozmową na forum, zajmowaniem się podobnymi problemami innych. Każdego dnia zaczynałam od nowa, aż wreszcie zrozumienie i akceptacja sytuacji przyszło do mnie jakby samo. Dziś nie odczuwam samotności, choć dalej jestem niesparowana.

Wysłucham tego wykładu. Po niedzieli zapytam terapeutkę do której chodziliśmy na pierwszą terapię małżeńską, czy by mnie nie przyjęła na indywidualną. Wiem, że tego się nie praktykuje, ale minęły już 3 lata i może teraz już byłaby taka możliwość. A ta terapeutka sprawiała na mnie dobre wrażenie. Nie wiem co jeszcze mógłbym zrobić jeśli chodzi o to co piszecie. Nigdy nie byłem tak naprawdę poukładany sam ze sobą. Czy to naprawdę mnie całkowicie dyskwalifikuje ? Czy to oznacza, że jestem "śmierdzącym jajem" ? Przez te wszystkie lata małżeństwa zawsze stawiałem na pierwszym miejscu dobro żony i syna. Jedyna cecha jakiej jestem u siebie pewny to to, że jestem odpowiedzialny. Może nawet aż za bardzo.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

39

Odp: Samotnosc

Misinx, musisz się po prostu odbudować i nauczyć żyć w pojedynkę, zanim stworzysz ewentualny nowy związek. Jeśli pomogłaby w tym terapia, to bardzo dobrze. Ja też mam za sobą kilka spotkań z terapeutką i kilkanaście spotkań z psychologiem. Także starszy syn po rozwodzie chodził na terapię. Podeślę Ci mailem przez forum pewien link, może się przyda. W każdym razie ja dobrze pamiętam okres okołorozwodowy jako okres wielkiej samotności, gdzie praktycznie od nowa uczyłam się żyć: gospodarowac zmniejszonym budżetem, pracować w nowej pracy, w samotności ogarniać dzieci, gotować na zmniejszoną liczbę cżłonków rodziny, itd. Towarzyszyło mi wielkie poczucie beznadziejności, małości, braku wartości własnej i tęsknota za tym, co odeszło. Tak naprawdę dopiero wtedy zaczęłam dojrzewać, wcześniej to była jak zabawa we dwoje w dorosłe życie. Pamiętaj, że jesteś wartościowym człowiekiem, odpowiedzialność to jest to, co powinno cechować każdego małżonka, partnera.

40 Ostatnio edytowany przez Misinx (2020-09-27 19:18:59)

Odp: Samotnosc
Symbi napisał/a:

Misinx, musisz się po prostu odbudować i nauczyć żyć w pojedynkę, zanim stworzysz ewentualny nowy związek. Jeśli pomogłaby w tym terapia, to bardzo dobrze. Ja też mam za sobą kilka spotkań z terapeutką i kilkanaście spotkań z psychologiem. Także starszy syn po rozwodzie chodził na terapię. Podeślę Ci mailem przez forum pewien link, może się przyda. W każdym razie ja dobrze pamiętam okres okołorozwodowy jako okres wielkiej samotności, gdzie praktycznie od nowa uczyłam się żyć: gospodarowac zmniejszonym budżetem, pracować w nowej pracy, w samotności ogarniać dzieci, gotować na zmniejszoną liczbę cżłonków rodziny, itd. Towarzyszyło mi wielkie poczucie beznadziejności, małości, braku wartości własnej i tęsknota za tym, co odeszło. Tak naprawdę dopiero wtedy zaczęłam dojrzewać, wcześniej to była jak zabawa we dwoje w dorosłe życie. Pamiętaj, że jesteś wartościowym człowiekiem, odpowiedzialność to jest to, co powinno cechować każdego małżonka, partnera.

Ale ja przez większość życia byłem sam. Zanim poznałem żonę mieszkałem przez ładnych parę lat sam. Życie w pojedynkę nie stanowi dla mnie problemu, tzn. ja to doskonale znam. To życia z kimś musiałem się bardzo nauczyć i może nie do końca się nauczyłem. Ale myślę, że chociaż egzamin bycia ojczymem zdałem, skoro syn nie uciekł ode mnie przy pierwszej okazji. Ale od zawsze miałem niskie poczucie wartości. Teraz mam bardzo niskie. Może po prostu taki już jest mój "feler", wada konstrukcyjna. Czy to jest aż tak dyskwalifikujące do bycia z kimś ? Nie bardzo sobie wyobrażam to odbudowywanie się samemu.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

41

Odp: Samotnosc

Dyskwalifikująca jest chęć bycia w związku z lęku przed samotnością.

42

Odp: Samotnosc
Symbi napisał/a:

Dyskwalifikująca jest chęć bycia w związku z lęku przed samotnością.

Hmmm... Ale to nie jest tak, że ja się samotności boję. Ja ją znam. Bycie samemu tak naprawdę jest bardzo wygodne. Bardziej to ja się będę bał wchodzenia w nową relację z kimś. Tak właśnie ze mną jest. Przerabiałem już to. Ale to nadaje jakiś sens. Ja nie umiem się zajarać czymś... np. jakimś hobby. Nie mam pasji. Nawet nie znoszę słowa "pasja". Teraz cholera trzeba mieć pasję. No ja nie mam. Nigdy nie miałem. Więc dla mnie bycie samemu to w sumie taka jałowa wegetacja. Lekka i łatwa tylko co z tego ?

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

43 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-27 20:15:45)

Odp: Samotnosc

Misinx, ja też obserwuję dzisiaj przymus posiadanie pasji, a także grube nadużywanie tego słowa. Niewielu znam ludzi z prawdziwą pasją, większość po prostu ma swoje ulubione zajęcia i zainteresowania, siebie chyba też do tych osób zaliczę.
Mnie w życiu singla bardzo sprawdza się takie dogadzanie sobie w miarę możliwości. Robienie tego co lubię, co sprawia mi przyjemność, co powoduje, że się uśmiecham. Być może posiadam dar, ale w dużej mierze jest to też wyuczona umiejętność, że potrafię się cieszyć dosłownie byle czym.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

44 Ostatnio edytowany przez Symbi (2020-09-27 20:15:08)

Odp: Samotnosc

Misinx, ja też nie mam pasji - w sensie nie ma zajęcia, które by mnie pochłaniało bez reszty. Ale jest kilka czynności, których robienie sprawia mi przyjemność. Między innymi czytanie forów. Rozpieszczanie siebie przez celebrowanie wolnych poranków. Rytuał picia kawy. Odpowiednia dieta. Słuchanie muzyki. Bycie swoim najlepszym przyjacielem.

45

Odp: Samotnosc
Piegowata'76 napisał/a:

Misinx, ja też obserwuję dzisiaj przymus posiadanie pasji, a także grube nadużywanie tego słowa. Niewielu znam ludzi z prawdziwą pasją, większość po prostu ma swoje ulubione zajęcia i zainteresowania, siebie chyba też do tych osób zaliczę.
Mnie w życiu singla bardzo sprawdza się takie dogadzanie sobie w miarę możliwości. Robienie tego co lubię, co sprawia mi przyjemność, co powoduje, że się uśmiecham. Być może posiadam na ale w dużej mierze jest to też wyuczona umiejętność, że potrafię się cieszyć dosłownie byle czym.

Ja też robię różne rzeczy, które mi sprawiają przyjemność. Chodzę na spacery, słucham muzyki, czytam książki, oglądam filmy itd.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

46 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-27 20:20:49)

Odp: Samotnosc
Symbi napisał/a:

Misinx, ja też nie mam pasji - w sensie nie ma zajęcia, które by mnie pochłaniało bez reszty. Ale jest kilka czynności, których robienie sprawia mi przyjemność. Między innymi czytanie forów. Rozpieszczanie siebie przez celebrowanie wolnych poranków. Rytuał picia kawy. Odpowiednia dieta. Słuchanie muzyki. Bycie swoim najlepszym przyjacielem.

Ciężko mi na telefonie bawić się w edycję i przycinanie tekstu, ale ostatnie zdanie Symbi wytłuściłabym grubym drukiem i podkreśliła 5 razy.

Misinx, to wszystko nie zadziała tak od razu, ale niepostrzeżenie zauważysz efekty.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

47

Odp: Samotnosc
Piegowata'76 napisał/a:
Symbi napisał/a:

Misinx, ja też nie mam pasji - w sensie nie ma zajęcia, które by mnie pochłaniało bez reszty. Ale jest kilka czynności, których robienie sprawia mi przyjemność. Między innymi czytanie forów. Rozpieszczanie siebie przez celebrowanie wolnych poranków. Rytuał picia kawy. Odpowiednia dieta. Słuchanie muzyki. Bycie swoim najlepszym przyjacielem.

Ciężko mi na telefonie bawić się w edycję i przycinanie tekstu, ale ostatnie zdanie Symbi wytłuściłabym grubym drukiem i podkreśliła 5 razy.

Misinx, to wszystko nie zadziała tak od razu, ale niepostrzeżenie zauważysz efekty.

Tylko, że ja nie potrafię się przyjaźnić z facetami big_smile Mógłbym zmienić płeć i zostać swoją najlepszą przyjaciółką big_smile

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

48

Odp: Samotnosc
Misinx napisał/a:

Tylko, że ja nie potrafię się przyjaźnić z facetami big_smile Mógłbym zmienić płeć i zostać swoją najlepszą przyjaciółką big_smile

To już coś na początek. A jak masz poznać kogoś, to choćby przy kupowaniu marchewki, ale poznasz.

49 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-27 20:36:00)

Odp: Samotnosc

To podejdź do siebie jak do ukochanego syna albo brata, któremu dobrze życzysz.

A co do poznawania, to mojego byłego PP przyciągnęłam ogłoszeniem na Facebooku. Napisałam, że potrzebuje kogoś, kto zna się na elektryce. No i PP się odezwał, kolega mojego nieżyjącego męża.
Życie naprawdę niesie różne niespodzianki.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

50

Odp: Samotnosc
Piegowata'76 napisał/a:

To podejdź do siebie jak do ukochanego syna albo brata, któremu dobrze życzysz.

Ale ja zawsze chciałem mieć siostrę. Najlepiej starszą big_smile
No i gdybym miał wybierać to też wolałbym córkę big_smile

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

51

Odp: Samotnosc

No to traktuj siebie jak najlepszą córkę, tylko może sukienek sobie nie kupuj wink

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

52

Odp: Samotnosc
Piegowata'76 napisał/a:

No to traktuj siebie jak najlepszą córkę, tylko może sukienek sobie nie kupuj wink

Hmmm... Ale lalkę to w sumie mogę sobie kupić ? big_smile

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

53

Odp: Samotnosc
MalaRomantyczka napisał/a:

Czy też Was dopada uczucie samotności?? Taka pustka, tęsknota za kimś kto przytuli, pocieszy... Tak po prostu będzie blisko...Próbuje cieszyć się życiem ale w ogóle mi to nie wychodzi... jak sobie z tym radzicie?

Ja sobie radzę słabo. Już ponad rok od rozstania z mężem po 15 latach a mnie dalej ściska za tym co było. Właśnie wróciłam z pierwszego po rozstaniu urlopu. Niby fajnie ale nie to samo. Nie ma z kim przeżywać tego co się widziało, zdjęcia już tak nie cieszą mimo, że dziecko malutkie to wszystko jakieś takie "wybrakowane" i to życie już tak mnie nie cieszy jak kiedyś. Zwłaszcza, że rozstanie było raczej nagłe i niespodziewane. Co do przytulania, to bardzo byłam przez ten rok zamknięta nawet na myśl o kimś innym, zwłaszcza w sensie fizycznej bliskości. Ale od jakichś dwóch, może trzech tygodni zaczyna doskwierać mi brak bliskości fizycznej. Nawet jeszcze nie chodzi o seks. Bardziej o takie właśnie przytulenie się do kogoś wieczorem na kanapie czy doradzenie w jakiś banalnych kwestiach albo pocieszenie jak jest jakiś smutek.

Zawsze jak czytam takie wątki jak Twój to od razu mam ochotę doradzić po prostu uczciwość. Ja mam wielki żal do męża, że nie powiedział mi wcześniej, że mnie już nie kocha, że męczy się w związku, tylko wybrał porzucenie dla innej i to zaraz po urodzeniu wyczekiwanego długo dziecka. Udawał, że wszystko jest super a ja żyłam w jakiejś iluzji chyba.... Teraz czuję się bardzo źle. Niektórzy twierdzą, że każde rozstanie boli tak samo, ale ja jak znam siebie uważam, że gdyby mi kilka lat temu powiedział, że już mnie nie chce, cierpiałabym dużo krócej i szybko ułożyłabym sobie życie na nowo. A tak mnie po prostu zabił za życia, moją wiarę w ludzi a także samoocenę, bo pomimo, że mimo jakiś drobnych kompleksów moja samoocena była zawsze raczej w normie to teraz tak jak pisze Misinx - takie uczucie porażki się włącza i ciężko z tym żyć.

Podsumowując. Bądź uczciwa. Nie zostawiaj rozstania na moment kiedy poznasz kogoś i wbijesz partnerowi przysłowiowy nóż w plecy odchodząc do innego bo niewątpliwie tak się w końcu stanie bo jesteś tzw. podatnym gruntem...

54

Odp: Samotnosc
Misinx napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

No to traktuj siebie jak najlepszą córkę, tylko może sukienek sobie nie kupuj wink

Hmmm... Ale lalkę to w sumie mogę sobie kupić ? big_smile

Zezwalam big_smile

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

55

Odp: Samotnosc

Właśnie przeczytałem, że jestem wśród jednych z najbardziej pechowych znaków zodiaku (ryby) i osoby spod tego znaku często więc kończą ze złamanym sercem lub dotyka je inne nieszczęście.
No i nie można było tak od razu ? big_smile Wszystko jasne wink

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

Posty [ 1 do 55 z 88 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotnosc

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018