Witam, proszę Was o poradę co do poprawności mojego myślenia. Mieszkamy z partnerką od 3 lat razem i generalnie wszystko się układa. Nie potrafię natomiast do końca zrozumieć i zaakceptować jej oczekiwań w niektórych kwestiach. Tego lata wyjeżdża na parę dni z koleżankami za granicę. Niestety samolot powrotny dolatuje do miasta oddalonego od nas o ponad 300km o godzinie 22.30. Rozmawialiśmy o tym co ma zrobić - czy wracać w nocy pociągiem czy wynająć hotel i wracać rano. Po tej rozmowie następnego dnia partnerka zarzuciła mi, że nie pomyślałem w ogóle żeby po nią wyjechać i ją przywieźć do domu. Powiedziałem, że jeśli uważa, że to najlepsze rozwiązanie to ok ale jednak uważam, że jechanie w sumie ponad 600km w nocy chyba nie jest najlepsze. Ona tego nie rozumie i ma żal że sam tego nie zaproponowałem. Czy słusznie? Po tej sytuacji zastanowiłem się, że faktycznie wszędzie po nią wyjeżdżam i ona tego oczekuje, nawet jak musiałaby autobusem przejechać 3 km to dzwoni aby po nią jechać. Nie mam z tym problemu... ale taka odległość... z drugiej strony skoro bez ustalania ze mną zarezerwowała akurat taki samolot to chyba wiedziała jaki będzie problem. Co o tym sądzicie??
1 2020-07-31 12:50:08 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-07-31 15:14:36)
Osobiście nienawidzę publicznego transportu i tak, poprosiłabym od razu aby chłopak po mnie przyjechał w takiej sytuacji.
Druga sprawa że moją nienawiść do transportu publicznego od lat ogarniam na co dzień sama, jeżdżąc wszędzie swoim autem i nie raz to ja robię komuś za szofera.
Witam, proszę Was o poradę co do poprawności mojego myślenia. Mieszkamy z partnerką od 3 lat razem i generalnie wszystko się układa. Nie potrafię natomiast do końca zrozumieć i zaakceptować jej oczekiwań w niektórych kwestiach. Tego lata wyjeżdża na parę dni z koleżankami za granicę. Niestety samolot powrotny dolatuje do miasta oddalonego od nas o ponad 300km o godzinie 22.30. Rozmawialiśmy o tym co ma zrobić - czy wracać w nocy pociągiem czy wynająć hotel i wracać rano. Po tej rozmowie następnego dnia partnerka zarzuciła mi, że nie pomyślałem w ogóle żeby po nią wyjechać i ją przywieźć do domu. Powiedziałem, że jeśli uważa, że to najlepsze rozwiązanie to ok ale jednak uważam, że jechanie w sumie ponad 600km w nocy chyba nie jest najlepsze. Ona tego nie rozumie i ma żal że sam tego nie zaproponowałem. Czy słusznie? Po tej sytuacji zastanowiłem się, że faktycznie wszędzie po nią wyjeżdżam i ona tego oczekuje, nawet jak musiałaby autobusem przejechać 3 km to dzwoni aby po nią jechać. Nie mam z tym problemu... ale taka odległość... z drugiej strony skoro bez ustalania ze mną zarezerwowała akurat taki samolot to chyba wiedziała jaki będzie problem. Co o tym sądzicie??
A koleżanki też są z waszego miasta? Jak one zaplanowały powrót?
Według mnie to księżniczka, robi tak bo na to pozwoliłes.
Też uważam że 600 km w nocy to słaby pomysł jako kierowca i sama nie chciałabym tak ciągnac pi nocy swojego partnera.
Nic by nawet nie stało się gdyby sama sobie poradziła, co ona ma 5 lat.... W wieku 18 lat na większe odległości sama sobie radzilam. 600 km to nie 6 km i miałabym duże opory by o to prosić partnera a co jeszcze wymagać.
Według mnie najlepiej byś podjechał po Nią, nocleg w hotelu i następnego dnia powrót. To jako taki kompromis, aczkolwiek pamiętaj że nic nie musisz, a co najwyżej możesz. Tak czy inaczej mocno bym wyraziła zdanie co na temat takiego zachowania myślę i na Twoim miejscu kazałabym księżniczce dojrzeć a nie zachowuje się jak rozkapryszona dziewczynka co tupie nóżka
A koleżanki też są z waszego miasta? Jak one zaplanowały powrót?
Koleżanki nie wracają w tym samym czasie, one zostają dłużej. Moja narzeczona musi wracać wcześniej ze względu na pracę
Mój mąż jak byłam w podobnej sytuacji, będąc jeszcze jego dziewczyną, sam zaproponował że po mnie przyjedzie, pora była poźniejsza i od razu wracaliśmy do domu. Ja tego nie oczekiwałam, ale miło było że sam na tkai pomysł wpadł.
7 2020-07-31 14:08:44 Ostatnio edytowany przez Gary (2020-07-31 14:09:06)
samolot powrotny dolatuje do miasta oddalonego od nas o ponad 300km o godzinie 22.30. Rozmawialiśmy o tym co ma zrobić - czy wracać w nocy pociągiem czy wynająć hotel i wracać rano.
Wynająć hotel i wracać rano.
.... zarzuciła mi, że nie pomyślałem w ogóle żeby po nią wyjechać i ją przywieźć do domu.
Jest na świetnej drodze do zepsucia związku.
..., nawet jak musiałaby autobusem przejechać 3 km to dzwoni aby po nią jechać. ...
Jak była na imprezie, jest noc, i trzeba w środku nocy po nią jechać 3km, to bym po nią jechał.
wg mnie jej wymagania są na wyrost.600 km.
Co innego jak ktoś sam chce, bo woli samochód od domu, są tacy.
Sam ją wozisz zawsze, więc tym razem postaw na swoim.
Jak ona o to się fochnie, to zastanowiłabym sie nad relacją i układami w niej.
Mój mąż jak byłam w podobnej sytuacji, będąc jeszcze jego dziewczyną, sam zaproponował że po mnie przyjedzie, pora była poźniejsza i od razu wracaliśmy do domu. Ja tego nie oczekiwałam, ale miło było że sam na tkai pomysł wpadł.
A jaka była odległość? Kolejnego dnia miał pracę? Tak jak piszesz deklaratywnie to jest bardzo miłe, z tym się zgadzam.
Mój mąż jak byłam w podobnej sytuacji, będąc jeszcze jego dziewczyną, sam zaproponował że po mnie przyjedzie, pora była poźniejsza i od razu wracaliśmy do domu. Ja tego nie oczekiwałam, ale miło było że sam na tkai pomysł wpadł.
A jaka była odległość? Kolejnego dnia miał pracę? Tak jak piszesz deklaratywnie to jest bardzo miłe, z tym się zgadzam.
Nie wiem, dla mnie 600 km w nocy nie jest tragedią...
Ja bym się zastanowiła nad tym czy tylko ten wyjazd jest dla ciebie problemem czy ten wyjazd już przelał czarę goryczy bo za dużo musisz za nią latać? Może pora powiedzieć dziewczynie że powinna zrobić prawko i kupić auto?
Mój mąż jak byłam w podobnej sytuacji, będąc jeszcze jego dziewczyną, sam zaproponował że po mnie przyjedzie, pora była poźniejsza i od razu wracaliśmy do domu. Ja tego nie oczekiwałam, ale miło było że sam na tkai pomysł wpadł.
A jaka była odległość? Kolejnego dnia miał pracę? Tak jak piszesz deklaratywnie to jest bardzo miłe, z tym się zgadzam.
To było ok 250 km w jedną stronę, ale to był weekend. Tylko, że ja w podobnych sytuacjach też często po niego jeżdżę i sama to proponuje.
A jak to ma wyglądać finansowo?
Kto zapłaci za paliwo?
Tak naprawde to nie powinno byc problemu.
Ja bym pojechala w nocy po nia i sama zaproponowala bo uwielbiam jezdzenie samochodem/autobusem i wszystkim tego typu jest to relaksujace.
Z drugiej strony w tej samej sytuacji moj maz na 100% by przyjechal po mnie i skoro nie ma prawojazdy to by przyjechal po mnie pociagiem lub autobusem to nie jest nawet cos co by mnie zastanawialo. Taki jest i tyle.
Tylko, ze Tobie sie jechac nie usmiecha, a ona od Ciebie wymaga i ma zale. Wiec stad jest problem. Nie powinienes robic czegos na co nie masz ochoty i nie ma znaczenia kto tego wymaga.
14 2020-08-01 02:28:59 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-08-01 03:28:59)
Trochę dziwna sytuacja - co innego jest jechać po kogoś, gdy zaistniała taka sytuacja czy potrzeba, a co innego świadomie sobie wybierać takie miejsce i czas przylotu z góry zakładając i oczekując, że ktoś na pewno po nią przyjedzie, w ogóle się tą osobą nie przejmując. Jak wspomniałeś, masz pracę na drugi dzień...
Ona Ci zarzuca, że się o nią nie troszczysz. A czy ona troszczy się o Ciebie?
15 2020-08-01 10:42:19 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-08-01 14:49:16)
Ja bym nie ciągała kogoś po 600 km. jak już wyżej napisano, sprawę można łatwo rozwiązać. nocleg w hotelu i tyle. Dziewczynie chyba bardziej chodziło o deklarację, że jesteś chętny jej pomóc.
16 2020-08-01 11:07:32 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2020-08-01 11:14:26)
Witam, proszę Was o poradę co do poprawności mojego myślenia. Mieszkamy z partnerką od 3 lat razem i generalnie wszystko się układa. Nie potrafię natomiast do końca zrozumieć i zaakceptować jej oczekiwań w niektórych kwestiach. Tego lata wyjeżdża na parę dni z koleżankami za granicę. Niestety samolot powrotny dolatuje do miasta oddalonego od nas o ponad 300km o godzinie 22.30. Rozmawialiśmy o tym co ma zrobić - czy wracać w nocy pociągiem czy wynająć hotel i wracać rano. Po tej rozmowie następnego dnia partnerka zarzuciła mi, że nie pomyślałem w ogóle żeby po nią wyjechać i ją przywieźć do domu. Powiedziałem, że jeśli uważa, że to najlepsze rozwiązanie to ok ale jednak uważam, że jechanie w sumie ponad 600km w nocy chyba nie jest najlepsze. Ona tego nie rozumie i ma żal że sam tego nie zaproponowałem. Czy słusznie? Po tej sytuacji zastanowiłem się, że faktycznie wszędzie po nią wyjeżdżam i ona tego oczekuje, nawet jak musiałaby autobusem przejechać 3 km to dzwoni aby po nią jechać. Nie mam z tym problemu... ale taka odległość... z drugiej strony skoro bez ustalania ze mną zarezerwowała akurat taki samolot to chyba wiedziała jaki będzie problem. Co o tym sądzicie??
Dla mnie to kolejny przykład kobiety, która myśli, że jak prawdziwie kochasz, to powinieneś się domyśleć, co jest preferowanym przez nią rozwiązaniem.
Wyraźnie powiedziałabym, że się nie domyślasz i że do Ciebie trzeba mówić wprost a jej żale uważam za niesprawiedliwe, a na dodatek budowane są w ten sposób w Waszym związku między Wami mury, a fundamentem tych murów jest nieumiejętność komunikowania swoich potrzeb i swojego stanowiska. Więcej w tym co piszesz jest tego, czego powinieneś się domyśleć, niż tego co w sposób jasny Tobie przedstawiła.
To nie Twój brak umiejętności telepatycznych jest źródłem nieporozumień, ale to, że ona nie potrafi mówić wprost i oczekuje od Ciebie żalu i skruchy, że nie czytasz jej w myślach.
PS
Swoją drogą, co z Tobą jest nie tak, że szukasz na forum potwierdzenia, iż nie jesteś jeleniem? Naprawdę uważasz, że powinieneś czytać komuś w myślach i wciąż wykazywać się przed-inicjatywą, żeby Twoja dziewczyna poczuła się lepiej? Poza tym miałeś prawo nie zatrybić natychmiast, co jest najlepszym rozwiązaniem, bo przecież też masz swoje sprawy, na których mogłeś być akurat zafiksowany, mogłeś być zmęczony, przepracowany, mogłeś mieć swoje problemy,...
17 2020-08-01 11:31:16 Ostatnio edytowany przez Witek7 (2020-08-01 14:29:42)
Jak już wcześniej napisano, że to nikły problem, aby zaraz brać się za forum. Wielka mi rzecz 300 km w jedną stronę. Mały odpoczynek, radość ze spotkania ... i z powrotem. Jeśli byłbyś zmęczony, to partnerka mogłaby prowadzić. Mógłbyś nawet se przysnąć. Nie takie rzeczy się robiło dla białogłowej.
Pamiętam za komuny, samochodów nie było, za to był ścisk w pociągach. Nieraz jechało się do dziewczyny 12 godzin w pociągu stojąc. Teraz młodzież jakaś taka delikatna. Widzę to moich dzieciach.
18 2020-08-01 11:58:02 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-08-01 12:09:03)
Ale tu nie chodzi o delikatność, tylko roszczeniowa postawę dziewczyny i nieliczenie się z drugim człowiekiem. Jej by też korona z głowy nie spadła, gdyby się przespała w hotelu.
Przychylam się do opinii Magdaleny, że dziewczyna po prostu liczyła na to że facet odgadnie jej życzenia. Być może gdyby zaproponował przyjazd, ona wykrzyknęłaby, że nie trzeba, ale w głębi duszy byłaby zachwycona, że on chciał dla niej...
Wiele kobiet tak postępuje. Słaba strategia, ale często nie zdają sobie z tego sprawy.
Ale tu nie chodzi o delikatność, tylko roszczeniowa postawę dziewczyny i nieliczenie się z drugim człowiekiem. Jej by też korona z głowy nie spadła, gdyby się przespała w hotelu.
Panu też korona nie spadnie jak pojedzie po ukochaną. Poza tym dziewczyna nie ma roszczeniowej postawy. To żadne wielkie wymaganie, aby po długim zagranicznym pobycie i po podróży szybko być w domu. Może normalnie, i nie jest to dziwne, nie lubi spać w hotelach?
Często kogoś odbieram w Modlinie koło 22.00 i widzę pełno aut z dalekich województw.
Piegowata'76 napisał/a:Ale tu nie chodzi o delikatność, tylko roszczeniowa postawę dziewczyny i nieliczenie się z drugim człowiekiem. Jej by też korona z głowy nie spadła, gdyby się przespała w hotelu.
Panu też korona nie spadnie jak pojedzie po ukochaną. Poza tym dziewczyna nie ma roszczeniowej postawy. To żadne wielkie wymaganie, aby po długim zagranicznym pobycie i po podróży szybko być w domu. Może normalnie, i nie jest to dziwne, nie lubi spać w hotelach?
Często kogoś odbieram w Modlinie koło 22.00 i widzę pełno aut z dalekich województw.
Oczywiście, że to jest wymaganie
tu nie było prośby, pytania tylko oczekiwanie i foch.
Ja bym w życiu nie kazała mojemu facetowi tłuc się taki kawał drogi, wróćiłabym sama na spokojnie pociągiem.
Nie wiemy jak potoczyła się ich rozmowa. Ale wiem, że w głębi chciała, że partner sam wystąpił z propozycją. Jeśli chodzi o pociąg, to nie wiemy czy był jakiś nocny pociąg, lecz nie chciałbym, aby dziewczyna jeździła jakimiś nocnymi pociągami. Różnie bywa. Jeśli mam autko, to jadę - wręcz bym nalegał. O hotelu pisałem wyżej.
Czy był foch? A skąd to wiesz, Lady? Bo Pan tak napisał? Rozmawiamy o zaistniałym problemie. A co kto powiedział... to NULLIUS IN VERBA. Zazwyczaj każdy przedstawia ze swojego punktu widzenia. Najlepiej byłoby wysłuchać 2 stron - wtedy jest jakiś osąd.
Zaciekawił mnie problem i tylko do niego się ustosunkowałem i co bym zrobił.
Skoro chciała, mogła mu o tym powiedzieć, a nie oczekiwać, że się domyśli.
Może chce być traktowana jak księżniczka, nie wiem.
Ja lubię być traktowana na równi z moim facetem i wiem, że nie kazałabym mu czegoś takiego zrobić.
Byłoby mi niezmiernie miło, gdyby mój mężczyzna zaproponował przyjazd po mnie, pomimo że to kłopot, ale uznałabym to za prezent, miły gest, a nie coś, co mi się należy "z urzędu".
Problemem jest to, że dziewczyna robi wielki wyrzut, że on nie pomyślał. A ona co, księżniczka, że nie mogła od razu poprosić, zapytać? Nie, oczywiście czekała i czekała, i pewnie tłumiła w sobie tę toksynę, "zaproponuje, nie zaproponuje, zaproponuje... a jak nie zaproponuje to mu taką jazdę urządzę! W ogóle o mnie nie myśli!"
Nie lubię takich ludzi, co myślą, że im się przysługi należą, bo tak zawsze było. Zwłaszcza w tak nieracjonalnej sytuacji - 600km? Przecież to cały dzień w trasie, strata czasu, jechać tyle nie każdy chce, lubi, ZWŁASZCZA po nocy. Trzeba było to inaczej rozplanować, dziewczyna mogła zaproponować ukochanemu, że może przyjedzie wieczorem do tego miasta, spędzą noc w hotelu, romantyczna kolacja...
Skoro ona ciagle wymaga tego by po nia jezdzil to serio sie nie domyslil?
Ja akurat wiem co powiedziec i zaproponowac, co dac na prezent i co ktos moze chciec bo rzeczywiscie zwracam uwage na osobe z ktora jestem.
Jak dla mnie moj facet ma wiedziec bez gadania co ja chce i potrzebuje. Wystarczy pamietac poprzednie zachowania, poprzednie slowa, preferencje, drobne rzeczy ktore ktos mowi, czytac z ruchow i zachowan. To nie jest takie trudne. Nie chcialoby mi sie byc z kim komu wszystko trzeba tlumaczyc.
Jak dla mnie to tutaj nie jest problem na tym tle. Problem jest taki, ze on zwyczajnie nie chce po nia jechac i stad tego nie proponowal, a nie bo nie wiedzial. On nie chce, a ona mysli, ze ma prawo to wymuszac i tutaj sie zaczyna cala afera. On powinien postawic granice w tym zwiazku, ze nie bedzie robil rzeczy na ktore nie ma ochoty.
Ooo, Winter, nie mogłabym być Twoim facetem, niestety należę do tych niedomyślnych i to chyba najcięższego kalibru. Jestem ślepa na takie rzeczy, nigdy nie wiem, co kupić nawet najbliższej przyjaciółce na prezent ani czego oczekują ludzie wokół mnie. Jestem bardzo wrażliwą osobą i na co dzień z moimi bliskimi mam bardzo dobry kontakt, wiem co u nich, rozumiem, wspieram, emocjonalnie potrafię odpowiedzieć na potrzeby, bo rozumiem tego rodzaju potrzeby, czytam te zachowania, ruchy, mimikę... dobrze się razem bawimy, ale nigdy nie pamiętam, jakie filmy, jedzenie, książki ktoś lubi, nie mam też takiej intuicji, żeby czytać te drobne rzeczy. Zapominam imion ich znajomych czy dokąd wyjechali na wakacje. Mi trzeba jak krowie na miedzy
ubolewam nad tym, bo to nie jest tak, że mnie to nie obchodzi.
ja też jestem zupelnie niedomyślna... czasami mam wrażenie że niejeden facet jest bardziej domyślny ode mnie.
Ooo, Winter, nie mogłabym być Twoim facetem, niestety należę do tych niedomyślnych i to chyba najcięższego kalibru. Jestem ślepa na takie rzeczy, nigdy nie wiem, co kupić nawet najbliższej przyjaciółce na prezent ani czego oczekują ludzie wokół mnie. Jestem bardzo wrażliwą osobą i na co dzień z moimi bliskimi mam bardzo dobry kontakt, wiem co u nich, rozumiem, wspieram, emocjonalnie potrafię odpowiedzieć na potrzeby, bo rozumiem tego rodzaju potrzeby, czytam te zachowania, ruchy, mimikę... dobrze się razem bawimy, ale nigdy nie pamiętam, jakie filmy, jedzenie, książki ktoś lubi, nie mam też takiej intuicji, żeby czytać te drobne rzeczy. Zapominam imion ich znajomych czy dokąd wyjechali na wakacje. Mi trzeba jak krowie na miedzy
ubolewam nad tym, bo to nie jest tak, że mnie to nie obchodzi.
Haha! No to nie jest nic zlego! Ja tez mam takie osoby w rodzinie i oczywiscie wcale mi to nie przeszkadza.
Jednak sama jestem super domyslna i zawsze wiem co mam powiedziec i zrobic i tez sama tego chce dla siebie.