Tyle lat i co dalej... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Tyle lat i co dalej...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

Temat: Tyle lat i co dalej...

Jeśli coś jest toksyczne u podstaw, to takie już chyba na zawsze pozostanie. Jestem historią z serii bestsellerów w swoim gatunku. Ponad 10 lat znajomości, kilkukrotne rozstania i powroty, nieustanne emocje i tak w kółko. Wprost nie mogę uwierzyć, że teraz, tym ostatnim razem byliśmy "na fali" aż kilka lat, wszystko w zgodzie, bez kłótni i dram. Było dobrze do takiego stopnia, że uwierzyłam w to, że można pokonać największe przeszkody i wszystko odmienić.

Po ostatnich takich perturbacjach pozostał ze mnie jedyne wrak człowieka, bez wiary, w to że jestem coś warta i że można mnie kochać, z totalnym poczuciem winy i przekonaniem, że to ja jestem wadliwym elementem tej i w ogóle każdej relacji. Przekonana o swojej beznadziejności ze łzami trafiłam na terapię. Upadłam wówczas tak nisko, że byłam w stanie wziąć na siebie dosłownie każdy zarzut. Czułam się odpowiedzialna za całe zło, przepraszałam za wszystkie zarzuty zarówno te powiedziane, jak i niewypowiedziane, a na koniec zostałam z tym wszystkim sama.
Terapia była moją najlepszą decyzją w życiu, teraz patrząc z boku na tamten czas, aż samej trudno mi uwierzyć, że coś takiego może mieć miejsce, a to jednak klasyka gatunku. I to wcale nie taka rzadka.
Terapeutka zapytała mnie wtedy, czy jestem świadoma tego, że gdy się zmienię i zacznę stawiać granice to możemy już do siebie nie wrócić, bo jemu moja zmiana się raczej nie spodoba. A jednak wróciliśmy do siebie.. W jednej z książek przeczytałam kiedyś, że w miarę zachodzenia zmian wewnętrznych podczas terapii, masz wrażenie, że ludzie i cały świat się zmieniają. Też tak czułam. I nawet myślałam, że pod moim wpływem i on trochę się zmienił, choć wiedziałam, że pewnie przyjdzie mi zmierzyć się z jego humorkami i manipulacjami - bo dziś jestem w stanie to zidentyfikować i nazwać po imieniu.
Wiele osób mówi, że gdy coś się sypie to najlepszą wymówką jest powiedzieć, że to parter był zaburzony. Dlatego też nie chcę stawiać tutaj oficjalnie diagnozy, która nigdy nie została zbadana przez specjalistę. Ale jednak ja przeszłam terapię..

I tak w sumie odnalezienie nowej wersji siebie, ale i odpowiednie podejście do mojego partnera przeniosło mnie te kilka lat dalej. Brutalna prawda została po raz kolejny odkryta. Znów karze mnie swoją obojętnością i milczeniem, za nie wiadomo co. Normalni ludzie nie mogą tego pojąć, że dosłownie z dnia na dzień tak można postąpić. Bez wyraźnej przyczyny. A jedynie o to, że ktoś ośmielił się go skrytykować. I to chyba nie byłam nawet ja, moja reakcja pojawiła się już w trakcie tej szopki. Obraził się na mnie za swoje emocje. Jak zwinnie przyszło przerzucenie winy na mnie, no a skoro jest "zbrodnia", to jest i kara. Dacie wiarę, że to trwa już kilkanaście dni? Oczywiście tym razem nie dałam się w to wrobić, to i chwilowo była konsternacja po drugiej stronie, po odparciu ataku i mało emocjonalnej odpowiedzi bez obrażania się. No ale ostatecznie i tak padło na "karę ignorowania" i robienia wszystkiego bym poczuła się jak g..

Dziś patrzę na życie z innej perspektywy. Do tego co się dzieje podchodzę raczej na chłodno i te gierki nie robią już na mnie większego wrażenia. Wiem, że w razie czego bez niego sobie poradzę. Bez histerii, pozostaję w obojętności co do najbliższej naszej przyszłości. W przeciwieństwie do tego co było kiedyś, normalnie jem i śpię, pracuję, bez rewelacji, ale i mam nawet nie najgorszy humor. Jednak jest mi po prostu najzwyczajniej w świecie przykro i chyba potrzebuję pogadać... Nigdy nie zakładałam wariantu, że ktoś taki jest zły w swojej naturze, ale z drugiej strony patrząc na tego typu akcje ciężko stwierdzić, że ma to cokolwiek wspólnego z uczuciami.
Dodajcie trochę otuchy, boję się, że to w którymś momencie jednak mnie złamie psychicznie i emocjonalnie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Tyle lat i co dalej...

Skoro jest toksycznie od podstaw, skoro dasz sobie radę bez niego, skoro jest źle...

To po co Ty z nim jesteś? Czemu go nie zostawisz?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3

Odp: Tyle lat i co dalej...
moon_light napisał/a:

Jeśli coś jest toksyczne u podstaw, to takie już chyba na zawsze pozostanie. Jestem historią z serii bestsellerów w swoim gatunku. Ponad 10 lat znajomości, kilkukrotne rozstania i powroty, nieustanne emocje i tak w kółko. Wprost nie mogę uwierzyć, że teraz, tym ostatnim razem byliśmy "na fali" aż kilka lat, wszystko w zgodzie, bez kłótni i dram. Było dobrze do takiego stopnia, że uwierzyłam w to, że można pokonać największe przeszkody i wszystko odmienić.

Po ostatnich takich perturbacjach pozostał ze mnie jedyne wrak człowieka, bez wiary, w to że jestem coś warta i że można mnie kochać, z totalnym poczuciem winy i przekonaniem, że to ja jestem wadliwym elementem tej i w ogóle każdej relacji. Przekonana o swojej beznadziejności ze łzami trafiłam na terapię. Upadłam wówczas tak nisko, że byłam w stanie wziąć na siebie dosłownie każdy zarzut. Czułam się odpowiedzialna za całe zło, przepraszałam za wszystkie zarzuty zarówno te powiedziane, jak i niewypowiedziane, a na koniec zostałam z tym wszystkim sama.
Terapia była moją najlepszą decyzją w życiu, teraz patrząc z boku na tamten czas, aż samej trudno mi uwierzyć, że coś takiego może mieć miejsce, a to jednak klasyka gatunku. I to wcale nie taka rzadka.
Terapeutka zapytała mnie wtedy, czy jestem świadoma tego, że gdy się zmienię i zacznę stawiać granice to możemy już do siebie nie wrócić, bo jemu moja zmiana się raczej nie spodoba. A jednak wróciliśmy do siebie.. W jednej z książek przeczytałam kiedyś, że w miarę zachodzenia zmian wewnętrznych podczas terapii, masz wrażenie, że ludzie i cały świat się zmieniają. Też tak czułam. I nawet myślałam, że pod moim wpływem i on trochę się zmienił, choć wiedziałam, że pewnie przyjdzie mi zmierzyć się z jego humorkami i manipulacjami - bo dziś jestem w stanie to zidentyfikować i nazwać po imieniu.
Wiele osób mówi, że gdy coś się sypie to najlepszą wymówką jest powiedzieć, że to parter był zaburzony. Dlatego też nie chcę stawiać tutaj oficjalnie diagnozy, która nigdy nie została zbadana przez specjalistę. Ale jednak ja przeszłam terapię..

I tak w sumie odnalezienie nowej wersji siebie, ale i odpowiednie podejście do mojego partnera przeniosło mnie te kilka lat dalej. Brutalna prawda została po raz kolejny odkryta. Znów karze mnie swoją obojętnością i milczeniem, za nie wiadomo co. Normalni ludzie nie mogą tego pojąć, że dosłownie z dnia na dzień tak można postąpić. Bez wyraźnej przyczyny. A jedynie o to, że ktoś ośmielił się go skrytykować. I to chyba nie byłam nawet ja, moja reakcja pojawiła się już w trakcie tej szopki. Obraził się na mnie za swoje emocje. Jak zwinnie przyszło przerzucenie winy na mnie, no a skoro jest "zbrodnia", to jest i kara. Dacie wiarę, że to trwa już kilkanaście dni? Oczywiście tym razem nie dałam się w to wrobić, to i chwilowo była konsternacja po drugiej stronie, po odparciu ataku i mało emocjonalnej odpowiedzi bez obrażania się. No ale ostatecznie i tak padło na "karę ignorowania" i robienia wszystkiego bym poczuła się jak g..

Dziś patrzę na życie z innej perspektywy. Do tego co się dzieje podchodzę raczej na chłodno i te gierki nie robią już na mnie większego wrażenia. Wiem, że w razie czego bez niego sobie poradzę. Bez histerii, pozostaję w obojętności co do najbliższej naszej przyszłości. W przeciwieństwie do tego co było kiedyś, normalnie jem i śpię, pracuję, bez rewelacji, ale i mam nawet nie najgorszy humor. Jednak jest mi po prostu najzwyczajniej w świecie przykro i chyba potrzebuję pogadać... Nigdy nie zakładałam wariantu, że ktoś taki jest zły w swojej naturze, ale z drugiej strony patrząc na tego typu akcje ciężko stwierdzić, że ma to cokolwiek wspólnego z uczuciami.
Dodajcie trochę otuchy, boję się, że to w którymś momencie jednak mnie złamie psychicznie i emocjonalnie.

Popraw mnie, jeśli coś źle zrozumiałam.
Tkwisz w toksycznym związku już dekadę, były liczne rozstania i powroty, jak to bywa w toksykach. Zanim poszłaś na terapię o wszystko byłaś obwiniana i byłaś tak stłamszona, że sama siebie uważałaś za nic niewarta i brałaś na siebie winę za wszystko złe, co się między wami działo.na szczęście terapia zadziałała i d, isiaj jesteś inna kobieta, znasz poczucie własnej wartości i nauczyłaś się stawiać granice oraz bronić ich.
Nadal jednak spotykasz się z tym facetem i po raz kolejny doświadczasz w tym związku przemocy i manipulacji, ciche dni są przemocą. Jest Ci przykro, ale po tej terapii stało się z tobą tak, że nie przejmujesz się jego demonstracjami złych humorów oraz jego siły. Nauczylas się żyć w takich warunkach psychicznych i emocjonalnych.
Pytasz co masz zrobić i prosisz o pomoc, bo czujesz, że za chwilę znowu polegniesz.

Jeśli naprawdę chcesz zmienić siebie, odzyskać radość i żyć w poczuciu bezpieczeństwa, to musisz odejść z tego toksycznego związku. Napisałaś, że dzięki terapii dziś patrzysz zupełnie inaczej i na wasz związek i na zachowania tego faceta, że nie przejmujesz się tak, jak kiedyś jego gierkami i manipulacjami itd. A skoro tak, to dlaczego nie zerwiesz z tym człowiekiem?
Jako na nowo narodzona osoba do życia powinnaś odbić się od tego faceta bez żadnego problemu, ponieważ teraz nic cię już z nim nie łączy.
Co trzyma cię przy tym facecie i na co liczysz, jeśli chodzi o niego?

4

Odp: Tyle lat i co dalej...

Loka i Ulle dobrze gadają - zostaw tego popaprańca i żyj dalej, szczęśliwa sama z sobą, a może z czasem i z kimś innym. Nie daj się!

5 Ostatnio edytowany przez Karina 36 (2020-07-31 23:22:17)

Odp: Tyle lat i co dalej...

witam. Też zgadzam się z osobami powyżej. Wszystko dobrze, poszłaś na terapię, stałaś się silniejsza, nauczyłaś się wyznaczać granice, ale nie rozumiem dlaczego dalej tkwisz w tym toksycznym
związku? Zostaw tego faceta, bo lata lecą, a możesz poznać kogoś lepszego. Pozdrawiam.

6

Odp: Tyle lat i co dalej...
moon_light napisał/a:

Dodajcie trochę otuchy, boję się, że to w którymś momencie jednak mnie złamie psychicznie i emocjonalnie.

Z toksycznych relacji się odcina, a nie wojuje, żeby pokazać sobie i światu, że jest się silną i nie do złamania. Wydaje mi się, że nawet najsilniejsza psychicznie osoba na dłuższą metę nie da rady w takim czymś i w jakimś stopniu to na nią negatywnie wpłynie, jeśli będzie w tym tkwiła. W związku chodzi o to, żeby być szczęśliwym, cieszyć się sobą nawzajem, a nie starać się z całych sił, żeby być jak emocjonalna skała. A może po tylu latach już nie umiesz inaczej? Może jesteś tak przyzwyczajona do takich emocji, że wydaje Ci się, że szczęśliwe związki nie istnieją i nawet nie umiałabyś w nim być? Wiadomo, nigdy i nigdzie nie jest idealnie bajkowo, każdy ma jakieś wady, każdy zmaga się z jakimiś trudnościami. Ale z tego, co opisujesz, to jesteś w tym związku walczącym wrakiem człowieka, który stara się, żeby tej wrakowatości w sobie nie widzieć, a nie kochaną przez mężczyznę kobietą, która kwitnie i jest szczęśliwa. A właśnie tego Ci życzę, żebyś rozkwitała i doświadczała szczęścia.

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

7

Odp: Tyle lat i co dalej...

Gdybym ja odpisywała komuś na takiego posta to samo bym powiedziała co wy. Pytacie dlaczego ciągle z nim jestem, już wyjaśniam jak było. Pierwszy cześć naszego związku, która była pełna scen o dramatów odeszła do przeszłości wraz z moją terapią. Pogodziłam się z przeszłością i nie chciałam już wracać do tych emocji. Potem gdy po jakimś czasie wróciliśmy do siebie było zupełnie inaczej i naprawdę przez ostatnie kilka lat dogadywaliśmy się bardzo dobrze i nie było już tak, że nie miałam nic do powiedzenia. Żaden gorszy dzień nie doprowadzał do katastrofy. Dlatego uwierzyłam, że może być dobrze, że on też dojrzał emocjonalnie przez te lata. I dlatego, że tak jak mówiłam, nie zakładam, że ktoś z natury ma złe zamiary - może naiwne z mojej strony. Natomiast wniosek, który wysunęłam na samym początku, że toksyk zawsze taki pozostanie, to myśl która naszła mnie teraz, że być może jednak pomyliłam się w tej kwestii... Z jednej strony wiem, że takie rzeczy należy odcinać od siebie.

8

Odp: Tyle lat i co dalej...
moon_light napisał/a:

Dziś patrzę na życie z innej perspektywy. Do tego co się dzieje podchodzę raczej na chłodno i te gierki nie robią już na mnie większego wrażenia. Wiem, że w razie czego bez niego sobie poradzę. Bez histerii, pozostaję w obojętności co do najbliższej naszej przyszłości. W przeciwieństwie do tego co było kiedyś, normalnie jem i śpię, pracuję, bez rewelacji, ale i mam nawet nie najgorszy humor. Jednak jest mi po prostu najzwyczajniej w świecie przykro i chyba potrzebuję pogadać... Nigdy nie zakładałam wariantu, że ktoś taki jest zły w swojej naturze, ale z drugiej strony patrząc na tego typu akcje ciężko stwierdzić, że ma to cokolwiek wspólnego z uczuciami.
Dodajcie trochę otuchy, boję się, że to w którymś momencie jednak mnie złamie psychicznie i emocjonalnie.

Skoro już Cię nie ruszają sceny i dramy, to po co poszukujesz pokrzepienia?

Jasne, że jak Twój partner nie przeszedł żadnej terapii i podobnej do Ciebie zmiany, to jego zachowania nie znikną. Jednak jeśli przez kilka lat był spokój w Waszej relacji, to nie są one JUŻ częścią Twojej codzienności, dlaczego miałyby Cię wobec tego załamać psychicznie i emocjonalnie?

Chyba sama się obawiasz, że Twoja zmiana ma kruche podstawy i szybko może leć w gruzach, a jego zachowanie nie jest Ci tak obojętne, jak to przedstawiasz :-/

Myślę, że jeśli jego fochy i demonstracje nie będą na Tobie robić wrażenia, to znikną albo te zachowania, albo zniknie partner z Twojego życia, bo tego typu osoby karmią się uwagą i emocjami, które wywołują, więc jeśli Twoja obojętność wobec dram i gierek Twojego partnera jest prawdą, to sieć, którą on zarzuca nie oplecie Ciebie. Obserwuj siebie :-)

9 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-08-01 11:29:04)

Odp: Tyle lat i co dalej...

Z jednej strony wiesz, że takie rzeczy (toksyki) należy odcinać od siebie, a z drugiej strony..... co? Nie dokończyłaś myśli.
Wygląda na to, że Ty po prostu ciągle wierzysz w tego faceta, a jego aktualne zachowanie wobec Ciebie bierzesz jako nic nieznaczące potknięcie, które każdemu może się zdarzyć. Podstawą Twojego myślenia jest fakt, że po Twojej terapii jeszcze kilka lat biscie razem i wszystko układało się bardzo dobrze. Dopiero teraz coś się wydarzyło.
W takim razie może napiszesz, co takiego teraz się wydarzyło, że on tak właśnie się teraz zachowuje.

Właśnie do takich wniosków, jakie przed chwilą przedstawiła Magdalena chciałam Cię doprowadzić.

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Tyle lat i co dalej...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018