A Ty kiedy? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 123 ]

Temat: A Ty kiedy?

Mam pytanie, ale szczerze (chociaż forum jest dość anonimowe, więc szczere odpowiedzi są prawdopodobne). Czy uważacie, że kobieta (dzis), która nie ma dzieci, nie ma męża, partnera , jest czymś gorszym od tej, co założyła swoją rodzinę, a jak nie gorsza, to czy nic nie wie o życiu, nie ma obowiązków, jest egoistką i zostanie na starość sama?
Czy to, że do 40 nie ma jeszcze własnych dzieci, to znaczy, ze jest kimś gorszym od matek? Pomijam tu dwa przypadki: pierwszy, gdy któraś nigdy nie chciała mieć dzieci i nadal nie chce i drugi przypadek, gdy kobieta nigdy nie mogła mieć dzieci, chociaż je chciała, bo miała problemy natury biologicznej i tych dzieci nawet nie mogła mieć mając 20lat bo to było biologicznie niemożliwe.
Jak się chciało założyć rodzinę, mieć dzieci, ale tych dzieci nie ma, to znaczy, że to jest ktoś gorszy? I mniej warta, bo mężczyżni, gdy szukają partnerki to tylko takiej, która urodzi mu dzieci, więc w pewnym wieku kobieta jest skreślona. To  jak to jest?
Coś jest na rzeczy. Mam wujka, miałam ledwo co ponad 20 lat słyszałam, a kiedy ty sobie kogoś znajdziesz i będziesz mieć dzieci. Ostatnio z nim rozmawiam, co usłyszałam? A kiedy ja w końcu się będę nbawić na twoim weselu? - myślałam, że padnę  po tym, chciałam mu powiedzieć, ze czekam już na emeryture i dom starców, bo głupoty gada i mnie tylkko wkurza, ale jak zwykle ugryzłam się w język, byłam miła i udałam, że nic się nie stało.
Myslałam, że te czasy były 100lat temu, ale widać nadal tak jest nie masz dzieci jesteś gorsza, a o życiu nic nie wiesz. Jak mi powiedziała koleżanka, że mi to dobrze, bo nawet obiadu nie muszę gotować. Już miałam na końcu języka powiedzieć jej, ze ty też nie musisz gotować, najwyżej twoje dzieci nie zjedzą dziś obiadu. Ale ugryzłam się w język. Ponownie.
To jak to jest z tymi dziećmi?  Możesz mieć prace, być niezależna finansowo od rodziców i rodzeństwa i dziadków, a zawsze będziesz gorsza od kuzynki, która ma dzieci, ale sama nie wyrabia i łożą na nią rodzice, albo i mieszka z tymi dziećmi przy rodzicach. No ale ona ma rodzinę i nie jest egoistką.
Jak to jest? Bez dzieci jesteś gorsza? (nie mówię o przypadkach jak ktoś ich nie chce, albo, jak jest i był od zawsze fizycznie niezdolny do zajścia w ciąze).

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: A Ty kiedy?

Uważam, że przyczyna, dla której ktoś nie ma dzieci, w tym kontekście jest zupełnie bez znaczenia i każdy taki przypadek powinien być traktowany tak samo. Bo niezależnie, czy kobieta nie ma dzieci, bo:

- chciała, ale nie wyszło (np. brak odpowiedniego partnera, niewystarczające finanse, brak lokum itd.)
- nie chce zostać matką
- nie może zostać matką z przyczyn medycznych

nikt nie powinien jej o to pytać. Teksty typu "a ty kiedy" są nietaktowne, niegrzeczne, są przejawem wścibstwa oraz chamstwa i nie powinny być nigdy przez nikogo tolerowane.

3 Ostatnio edytowany przez czekoladazfigami (2020-07-01 12:31:21)

Odp: A Ty kiedy?

Ja bym kazała wujkowi spier.. i zająć się swoja prostatą albo hemoroidami. To czy i kiedy będę miała dziecko i ile  to sprawa moja i mojego męża. Nie ciotki, teściowej, sąsiadki, czy baby z Lidla.

Zdejmij z siebie płaszcz
Ładnie, proszę Cię
Chce zobaczyć całą gamę złości w kości
I chcę poczuć z Tobą tlen

4

Odp: A Ty kiedy?
czekoladazfigami napisał/a:

Ja bym kazała wujkowi spier.. i zająć się swoja prostatą albo hemoroidami. To czy i kiedy będę miała dziecko i ile  to sprawa moja i mojego męża. Nie ciotki, teściowej, sąsiadki, czy baby z Lidla.

Męża też nie mam, więc słyszę na dokładkę: a kiedy twoje wesele bo bym sie pobawił.
Jak będę niegrzeczna, to się wszyscy poodsuwają. Już się odsuwają.

Anemone: nikt się nie powinien pytać ale się pytają. Co prawda już bardzo rzadko, najgorzej było po 20stce i we wczesnej 30stce, po 40stce jestem już dla nich straconą egoistkodziwaczką .
Mam w dalekiej rodzinie kuzyna, kuzyn ten nigdy nie stronił od alkoholu, podejrzanego towarzystwa, uczyć się nie chciał, generalnie żył na zasadziejkoledzy, piwko i jakoś to będzie, no ale i on jest w koncu wyżej ode mnie bo ma dziecko , jest ojcem i ma teraz swoją rodzinę. Mam nadzieję, ze nie pije (tyle), ponoś się ogarnął po ślubie.

5 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-07-01 12:43:47)

Odp: A Ty kiedy?

Nikomu nie przypinam etykietki "gorszy" lub "lepszy", singlom (bez względu na płeć) też nie, osobom płci obojga nie mającym (nieważne z jakich względów) dzieci - także nie.


Dla niektórych osób, co zauważam z przykrością, kobieta bez męża (bo bycie w związku bez ślubu, i to kościelnego, też nie jest dobrze przez nie widziane) traktowana jest jako niepełnowartościowa. Dla niektórych "posiadanie" męża jest nobilitacją, a gdy na świecie pojawiają się (w przepisowym terminie) dzieci - to tworzy tzw. normalną rodzinę. Gdy spoglądam na kobiety uważające się za wybrane, bo mają na portki w chałupie, współczuję im, bo zostały wyposażone w bardzo kiepskie myślenie o sobie, w olbrzymią porcję wcale niełatwych do usunięcia stereotypów, co w konsekwencji daje starą, patriarchalną relację, w której jest chłop, potem długo, długo nic, a na końcu pojawia się ona. Smutnym jest to, że owym kobietom często, gęsto wszystko jedno jest jakim człowiekiem jest mąż, jakie między nimi są relacje, najważniejsze, że jest. By tego było mało te kobiety wraz ze swymi władcami ("baba ma znać swe miejsce w szeregu" - to cytat) płodzą dzieci, którym znowu wlewają tzw. tradycyjny model rodziny. I sztafeta ciągnie się do momentu, gdy któraś z nich zbuntuje się, ale wówczas traktowana jest albo jako dziwadło, albo czarna owca. Tu, na forum, sporo jest wątków założone przez kobiety, które nie wierzą, że mogą być samodzielne psychicznie, że mogą mieć inne zdanie niż mąż, że mogą podejmować decyzje.

Osoby, które zadają pytanie "kiedy wyjdziesz za mąż?" albo "kiedy będziesz miała dzieci"" są... regulamin wyraźnie zabrania używania wulgaryzmów, wiec wstaw sama i to z gatunku tych najbardziej obelżywych.



Alejandro Jodorowsky napisał/a:

Ptaki urodzone w klatce myślą, że latanie to choroba.


***
Ogonki pozjadałam. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski
Odp: A Ty kiedy?
rossanka napisał/a:
czekoladazfigami napisał/a:

Ja bym kazała wujkowi spier.. i zająć się swoja prostatą albo hemoroidami. To czy i kiedy będę miała dziecko i ile  to sprawa moja i mojego męża. Nie ciotki, teściowej, sąsiadki, czy baby z Lidla.

Męża też nie mam, więc słyszę na dokładkę: a kiedy twoje wesele bo bym sie pobawił.
Jak będę niegrzeczna, to się wszyscy poodsuwają. Już się odsuwają.

Anemone: nikt się nie powinien pytać ale się pytają. Co prawda już bardzo rzadko, najgorzej było po 20stce i we wczesnej 30stce, po 40stce jestem już dla nich straconą egoistkodziwaczką .
Mam w dalekiej rodzinie kuzyna, kuzyn ten nigdy nie stronił od alkoholu, podejrzanego towarzystwa, uczyć się nie chciał, generalnie żył na zasadziejkoledzy, piwko i jakoś to będzie, no ale i on jest w koncu wyżej ode mnie bo ma dziecko , jest ojcem i ma teraz swoją rodzinę. Mam nadzieję, ze nie pije (tyle), ponoś się ogarnął po ślubie.


Po jaką cholerę utrzymujesz kontakt z takimi ludźmi?

Zdejmij z siebie płaszcz
Ładnie, proszę Cię
Chce zobaczyć całą gamę złości w kości
I chcę poczuć z Tobą tlen

7

Odp: A Ty kiedy?

Zgadzam się z powyższymi wypowiedziami. Takie pytania są wścibskie i nie ma miejscu. To jest czyjaś prywatna sprawa, czy ma czy nie ma dzieci. Dodatkowo, jeśli kobieta nie ma, bo nigdy nie chciała mieć, to jest jej łatwiej odpowiedzieć, odpyskować nawet. Kobieta, która chciała ale nie mogła mieć dzieci z jakichś powodów poczuje się okropnie po takim pytaniu, jakby rzeczywiście była gorsza. To jest wtrącanie się w czyjeś bardzo intymne sprawy i może być bolesne dla kogoś.

I nie, bezdzietne kobiety nie są gorsze. Różnie się w życiu może ułożyć. Czasem n nie spotka się odpowiedniego partnera, czasem nie uda się zajść w ciążę. Dlaczego ktoś miałby być z tego powodu gorszy? Albo jak mówisz, patologiczna kuzynka ciągnąca 500 plus ma być jakąś bohaterką, bo w ciążę zaszła?

8

Odp: A Ty kiedy?
rossanka napisał/a:

nikt się nie powinien pytać ale się pytają.

No cóż, nikt też nie powinien bić innych ludzi, a jednak są tacy, którzy to robią. Nie oznacza to, że jest to ok i należy w ciszy się na to godzić.

rossanka napisał/a:

Jak będę niegrzeczna, to się wszyscy poodsuwają. Już się odsuwają.

Widzisz, że stosujesz podwójne standardy? Dlaczego ktoś może być wobec Ciebie niegrzeczny, a Ty wobec tej osoby już nie? Dlaczego Ty nie odsunęłaś się od osoby, która jest wobec Ciebie niegrzeczna?

9

Odp: A Ty kiedy?

NIby tak się mówi, że wartośc nie zależy, ale naprawdę jest inaczej.
Był taki spot, nie zdążyłam zostać mama, gdzie kobieta była W Japonii ma wielkie luksusowe mieszkanie, własną firmę, ale mamą nie została. Zastanawiało mnie, do kogo on jest właściwie kierowany.
Ja nawet w Japonii nie byłam, własnej firmy też nie rozkręciłam. 100 metrowego apartamentu też nie mam w centrum Warszawy. Do tych, które nie chciały mieć dzieci, tylko chciały podróżować o robić biznesy , albo ogólnie nigdy nie chciały zachodzić w ciąze - on do nich nie dotrze, bo niby dlaczego.
Czasem myślę, ze jeśli chodzi o dzieci mogłam być taka w młodości jak moja koleżanka. Balowała, imprezowała, szalała, wybierała, wybrzydzała, w wieku ledwo co 20 lat pierwsza ciąża, za kilka lat druga. Pieniędzy nie miała, pracy nie miała, pomogli rodzice no i mąż. Dziś po około 20 latach ma 2kę dorosłych już dzieci, pracuje, ma mieszkanie. Czasem myslę, ze zmarnowałam młodość, byłam cicha, spokojna, starałam się aby mieć pracę po studiach, a małzeństwo i seks miał być tylko z miłości, nawet za specjalnie na dyskoteki nie latałam, owszem, zdarzały się imprezy, ale nie jakoś tak co drugi dzień, ot raz na jakis czas na studiach i tyle. W liceum na dyskoteki nie chodzilam, nawet chłopaka nie miałam. I teraz ta koleżanka, jest matką, moze i babką kiedyś będzie, kto wie, a mi co zostanie?

10

Odp: A Ty kiedy?
Anemonne napisał/a:
rossanka napisał/a:

nikt się nie powinien pytać ale się pytają.

No cóż, nikt też nie powinien bić innych ludzi, a jednak są tacy, którzy to robią. Nie oznacza to, że jest to ok i należy w ciszy się na to godzić.

rossanka napisał/a:

Jak będę niegrzeczna, to się wszyscy poodsuwają. Już się odsuwają.

Widzisz, że stosujesz podwójne standardy? Dlaczego ktoś może być wobec Ciebie niegrzeczny, a Ty wobec tej osoby już nie? Dlaczego Ty nie odsunęłaś się od osoby, która jest wobec Ciebie niegrzeczna?

Bo jak jest ktoś w stosunku do mnie niegrzeczny a ja nie zareaguje, znajomość trwa nadal. Jak ja będę niegrzeczna, osoba się obraża a znajomość umiera. Praktycznie niewiele mi znajomych zostało. A do niektórych przestałam dzwonić pierwsza, bo myślę sobie - zopbacze co będzie, jak nie będę podtrzymywać kontaktu - telefon do dziś milczy latami.

11

Odp: A Ty kiedy?

Smutne jest to, że dla bycia "w towarzystwie" rezygnujesz z własnych granic, pozwalając na kiepskie siebie traktowanie.
Twe zyski naprawdę są większe od kosztów?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

12

Odp: A Ty kiedy?
Wielokropek napisał/a:

Smutne jest to, że dla bycia "w towarzystwie" rezygnujesz z własnych granic, pozwalając na kiepskie siebie traktowanie.
Twe zyski naprawdę są większe od kosztów?

Tak było bardziej kiedyś. Teraz od lat mam swoje zdanie to i znajomości się posypały . Ale wśród rodziny jeszcze się pilnuje bo i oni się pdwroca( mam na myśli rodzinę typu kuzynki, ciotki, wujkpwie)

13

Odp: A Ty kiedy?

Ależ ja napisałam o tym, co jest TERAZ. O tym, że za cenę kontaktów pozwalasz na deprecjonowanie siebie.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski
Odp: A Ty kiedy?

Jak ktoś sam się nie szanuje, to i inni go szanować nie będą.

Zdejmij z siebie płaszcz
Ładnie, proszę Cię
Chce zobaczyć całą gamę złości w kości
I chcę poczuć z Tobą tlen

15

Odp: A Ty kiedy?
rossanka napisał/a:

Bo jak jest ktoś w stosunku do mnie niegrzeczny a ja nie zareaguje, znajomość trwa nadal. Jak ja będę niegrzeczna, osoba się obraża a znajomość umiera.

No cóż - jeśli wolisz udawać, że pada deszcz, kiedy na Ciebie plują, po to tylko, by utrzymać znajomość, to jest to Twoja decyzja.

Odp: A Ty kiedy?

Jesli znakomita czesc owiec jest biala to czarna zawsze bedzie budzic uprzedzenie, ciekawosc.  I to chyba tyle.

17

Odp: A Ty kiedy?

A niech sobie gada.,tylu ludzi pie..y takie głupoty, ze jakby się chcialo ich sluchać to by czlowiek zwariowal. Ten sam wujek innych pewnie wkurza innymi mądrościami.
A co do samych dzieci, to one nie są naszą wlasnością, dorastają i odfruwają. Więc czy panna czy mężatka w końcu zostaje bez tych dzieci. Pomijam przypadki patologicznych matek, co się od dzieci odkleić nie mogą.
I nie Rossanka, nie każdy mężczyzna chce mieć dzieci, a już po 40 to na pewno.
Wielu ma swoje dzieci z innych związkow i juz nie chce.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

18

Odp: A Ty kiedy?
Anemonne napisał/a:
rossanka napisał/a:

Bo jak jest ktoś w stosunku do mnie niegrzeczny a ja nie zareaguje, znajomość trwa nadal. Jak ja będę niegrzeczna, osoba się obraża a znajomość umiera.

No cóż - jeśli wolisz udawać, że pada deszcz, kiedy na Ciebie plują, po to tylko, by utrzymać znajomość, to jest to Twoja decyzja.

Przecież piszę, że już nie mam tamtych kontaktów. Zniknęły.
A wujek, czy ktoś z rodziny to już innna sprawa. Co prawda ostatnio się zdziwiłam bo ostatnie lata miałam spokój - każdy już machnął ręką, że stara baba to i dzieci nie będzie miała, a tu ostatnio taka niespodzianka.
Z resztą zawsze mnnie to dziwiło, nie ważne, czy miałam 20 lat, 30 czy 40, gdy pytano mnie o dzieci, kiedy, czy i dlaczego ich nie ma jeszcze bo rodzice pewnie chcieliby zostać dziadkami.
Pamiętam jedną znajomą, kiedyś dawno to było temu, byłam przed 30 , ona jakieś 5 lat starsza, 2dzieci i nagle wypaliła mi, ej a ty czemu nie masz jeszcze dzieci , 29 lat, to już najwyższy czas, pospiesz się, bo potem będzie już za późno. Pamiętam, ze cała czerwona jak mak, zaczełam jej coś przepraszająco tłumaczyć, że tak  tak pomyślę, o tym, ale obecnie jestem sama, coś tam chciałam przekształcić w żart.
A to chamsie było z jej strony, tak to teraz widzę.

19

Odp: A Ty kiedy?
Ela210 napisał/a:

.
Wielu ma swoje dzieci z innych związkow i juz nie chce.

I to mnie dziwiło jak jeszcze byłam na portalach randkowych, dlaczego nie szukali sobie też rozwódek z dziećmi ale panien bez dzieci (nawet starych 40 letnich)? Mówili wprost, że cudzych dzieci nie chcą, bo już mają swoje. A to dzieci innego faceta. Za to chętnie zabierali się za bezdzietne babki.
Jeden taki pisał do mnie gdzieś z Gorzowa chyba, miał 2 dorosłe córki, bardzo się napalił, gdy się dowiedział, ze jestem wolna i bez dzieci. Co prawda drobnym szczegółem było to, że był jeszcze żonaty, ale jak twierdził, rozwód to tylko kwestoa czasu. CHciał się zaraz spotykać, przyjechać do mnie (niby miał tu jakąś delegację). Napisałam mu, że żonaty mnie nie interesuje, a tym bardziej dzieciaty. Chyba się obraził, no i ddobrze.

20 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-07-01 20:50:11)

Odp: A Ty kiedy?
rossanka napisał/a:
czekoladazfigami napisał/a:

Ja bym kazała wujkowi spier.. i zająć się swoja prostatą albo hemoroidami. To czy i kiedy będę miała dziecko i ile  to sprawa moja i mojego męża. Nie ciotki, teściowej, sąsiadki, czy baby z Lidla.

Jak będę niegrzeczna, to się wszyscy poodsuwają. Już się odsuwają.

Rossanko, po pierwsze nie musisz być zaraz niegrzeczna, wystarczy stanowczo  oznajmić, że to Twoja sprawa i nie życzysz sobie takich pytań. Możesz dodać uprzejme "przepraszam" albo "Wujku, wiesz, że Cię lubię, ale naprawdę drażnią mnie te pytania i nie mam ochoty o tym rozmawiać". Ja tak kiedyś powiedziałam mojej kierowniczce z pracy, starszej koleżance, która wciąż nagabywała mnie, kiedy postaram się o drugie dziecko. Koleżanka jest w gruncie rzeczy kobietą o dobrym sercu i zastosowała się do mojej prośby. Nie zdawała sobie sprawy, że rani mnie swoimi uwagami, bo naprawdę bardzo chciałam mieć przynajmmiej dwoje dzieci, a nie zdecydowałam się na to, gdyż bardzo szybko zaczęło psuć się moje małżeństwo, oboje też mieliśmy poważne zdrowotne deficyty.

Na ogół sprawy z ludźmi daje się załatwić dość łatwo i grzecznie, tylko nasze intepretacje bywają wyolbrzymione. Jeżeli jednak grzeczna reakcja nie pomoże, nie zabiegałabym tak bardzo o utrrzymanie relacji z takimi osobami. Świat się na nich nie kończy.

Swoją drogą dziwi mnie, że w dzisiejszych czasach jeszcze istnieją takie "stare ciocie". Moich krewnych to guzik obchodzi, czy jestem mężatką i czy mam dzieci. Mam to mam, nie to nie.

A jeśli chodzi o to, jak oceniamy osoby niesparowane i bezdzietne mimo pewnego już wieku - Ross, to Ty nie wiesz? Mądra dziewczyna, a pyta jak blondynka wink

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

21

Odp: A Ty kiedy?
Piegowata'76 napisał/a:
rossanka napisał/a:
czekoladazfigami napisał/a:

Ja bym kazała wujkowi spier.. i zająć się swoja prostatą albo hemoroidami. To czy i kiedy będę miała dziecko i ile  to sprawa moja i mojego męża. Nie ciotki, teściowej, sąsiadki, czy baby z Lidla.

Jak będę niegrzeczna, to się wszyscy poodsuwają. Już się odsuwają.

Rossanko, po pierwsze nie musisz być zaraz niegrzeczna, wystarczy stanowczo  oznajmić, że to Twoja sprawa i nie życzysz sobie takich pytań. Możesz dodać uprzejme "przepraszam" albo "Wujku, wiesz, że Cię lubię, ale naprawdę drażnią mnie te pytania i nie mam ochoty o tym rozmawiać". Ja tak kiedyś powiedziałam mojej kierowniczce z pracy, starszej koleżance, która wciąż nagabywała mnie, kiedy postaram się o drugie dziecko. Koleżanka jest w gruncie rzeczy kobietą o dobrym sercu i zastosowała się do mojej prośby. Nie zdawała sobie sprawy, że rani mnie swoimi uwagami, bo naprawdę bardzo chciałam mieć przynajmmiej dwoje dzieci, a nie zdecydowałam się na to, gdyż bardzo szybko zaczęło psuć się moje małżeństwo, oboje też mieliśmy poważne zdrowotne deficyty.

Na ogół sprawy z ludźmi daje się załatwić dość łatwo i grzecznie, tylko nasze intepretacje bywają wyolbrzymione. Jeżeli jednak grzeczna reakcja nie pomoże, nie zabiegałabym tak bardzo o utrrzymanie relacji z takimi osobami. Świat się na nich nie kończy.

Ale to dla mnie logiczne, że takich rzeczy ( o dzieciach ) się nie mówi. To tak jakbym mówiła, wujku, trzeba na powitanie powiedziec "dzień dobry". Coś elementarnego, mam 70latkowi zwracać uwagę, ze zachowuje się nietaktownie? Miał 70 lat aby się nauczyć.

22

Odp: A Ty kiedy?
Piegowata'76 napisał/a:

(...) wystarczy stanowczo  oznajmić, że to Twoja sprawa i nie życzysz sobie takich pytań. (...)

I w tym rzecz, że często wystarczy informacja o tym, jakie uczucia wywołuje w nas czyjeś zachowanie. Wielokrotnie to wystarczy, by ktoś przestał nas ranić. Ale... zanim zdecydujemy się otworzyć usta, tyle sobie nachomikujemy złości, że wybuch Etny przy nas jest niewielkim ogniskiem. Wszystko to okraszone przylepionym uśmiechem i "sympatyczną" rozmową.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

23

Odp: A Ty kiedy?

Rossanko! Z twoich postów wyziera straszny smutek. Mam kuzynkę, wspaniała dziewczynę, ale ma już pod sześćdziesiątkę i ani chłopa, ani dzieciaka, ani psiaka. Ja ją uwielbiam, z całej rodziny jest jedyną którą cenie, ale fakt jest faktem, że ma ciężko.
Ja wychodzę z założenia, że nie ważne kto z kim śpi. Lubię, lub nie, człowieka za to kim jest a nie za to czym jest. Wolę po stokroć być sam niż być z ludźmi którzy mnie nie szanują. Moich przyjaciół policzyłabyś na palcach jednej ręki. Miałem szczęście bo, mimo trudnego charakteru, znalazłem sobie swoją drugą połowę. Ty takiego szczęścia nie miałaś ale to nie czyni cię ani lepszą ani gorszą ode mnie. Po prostu peszek.
Ja osobiście rodzinę i znajomych, którzy by mnie zawstydzali, pogoniłbym na cztery wiatry. Lepiej być sam niż w stadzie hien.

"Dajmy Polakom zwalczać się wzajemnie. Nie ma lepszej metody. Wskutek przyczyn politycznych sami eliminują spośród siebie tyle ważnych dla konspiracji figur, ile my nigdy nie moglibyśmy wytłuc, bo brak nam środków i sił na to!?.
SS-Oberführer W. Bierkamp

24

Odp: A Ty kiedy?

Nie wyszłam za mąż i żyję na tzw kocią łapę już kilkanaście lat. Wielokrotnie ten temat był poruszany w mojej rodzinie. Nie mam także dzieci, a ślub wydaje mi się przeżytkiem. Całkowicie nie interesuje mnie co myślą o tym inni. Żyję w sposób, który uważam za słuszny i nikomu nic do tego. Ponadto wprost zawsze mówię, że nie mam predyspozycji do bycia rodzicem i wolę pracę w przychodni i szpitalu.

25 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-07-01 21:01:34)

Odp: A Ty kiedy?
rossanka napisał/a:

Ale to dla mnie logiczne, że takich rzeczy ( o dzieciach ) się nie mówi. To tak jakbym mówiła, wujku, trzeba na powitanie powiedziec "dzień dobry". Coś elementarnego, mam 70latkowi zwracać uwagę, ze zachowuje się nietaktownie? Miał 70 lat aby się nauczyć.

Ale się nie nauczył. Jeśli Tobie jego zachowanie przeszkadza, zadbaj o siebie.

Ja kiedyś miałam żal - pisałam o tym nieraz - do facetów, że nie rozumieją oczywistych i elementarnych dla mnie spraw, tzn.  że pierwsze w życiu spotkanie czy randka nie uprawnia "z urzędu" do spoufalania się, całowania, obejmowania i pytania mnie o moje życie seksualne. Nadal uważam, że kindersztuba takich panów leży i kwiczy, że powinni być na tym elementarnym poziomie, ale... nie są i co im zrobię? Jeśli im nie powiem, jakie mam oczekiwania, będą ze mną robić, co chcą.
Nauczyłam się pewnej otwartości, przećwiczyłam na PP. Jego nie zraziłam, poczekał, ile trzeba, wcale zresztą nie lata i dekady, a jeśli kogoś zrażę, to nie żałuję już takich panów. Kiedyś bywało mi przykro, bo myślałam, że to ja jakaś nietypowa i nieudolna jestem. PP pozwolił mi uwierzyć, że wszystko ze mną o.k.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

26

Odp: A Ty kiedy?
Lagrange napisał/a:

Rossanko! Z twoich postów wyziera straszny smutek. Mam kuzynkę, wspaniała dziewczynę, ale ma już pod sześćdziesiątkę i ani chłopa, ani dzieciaka, ani psiaka. Ja ją uwielbiam, z całej rodziny jest jedyną którą cenie, ale fakt jest faktem, że ma ciężko.
Ja wychodzę z założenia, że nie ważne kto z kim śpi. Lubię, lub nie, człowieka za to kim jest a nie za to czym jest. Wolę po stokroć być sam niż być z ludźmi którzy mnie nie szanują. Moich przyjaciół policzyłabyś na palcach jednej ręki. Miałem szczęście bo, mimo trudnego charakteru, znalazłem sobie swoją drugą połowę. Ty takiego szczęścia nie miałaś ale to nie czyni cię ani lepszą ani gorszą ode mnie. Po prostu peszek.
Ja osobiście rodzinę i znajomych, którzy by mnie zawstydzali, pogoniłbym na cztery wiatry. Lepiej być sam niż w stadzie hien.

Nie wiem, ostatnio czuję sie jakbym miała 90 lat i nic mnie już nie czekało. Po tej izolacji ludzie powychodzili z domów. Wszędzie pełno dzieci. Ostatnio nawet spotkałam sąsiadkę, młodą matkę, dziecko może roczne, pomyślałam sobie już nawet, że nie, ze mogłabym być matką tego dziecka, ale i nawet babką. Dzieci mają już kobiety, które mogłyby być moimi dziećmi, nie wiem kiedy, ale znalazłam sie po drugiej stronie. Jakos latami dobrze się cazułam, pamiętam  pierwszy taki kryzys "dzieciowy" miałam tuż przed  30ką. A potem w wieku 36 lat, jak przyszłam tu na forum, bałam się, że nie ułoże sobie życia osobistego i nie zdąże urodzić dzieci. Bo miała być dwójka. I to przed 30ką. Nie wyszło, myślę trudno, po 30 też można, z resztą wszyscy mówili, ze po 30 najlepszy wiek. Potem stuknęło mi 35 - myślę dalej, stara- nie stara, do 40 może jeszcze zdąże, chidziłam wówczas na terapię, psycholog mówił, że dlaczego nie, jeszcze wszystko jest możliwe.  A ja się bałam, ze nie u mnie, u mnie niemożliwe, ze już w to pomału nie wierzę.
Może mi to za jakiś czas przejdzie znowu, mam tak falami, a ta cała epidemia mnie rozstroiła.

27 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-07-01 21:18:01)

Odp: A Ty kiedy?

Fale są normalne i smutki są normalne, i świadomość niedostatków jest normalna.

PP jeszcze czasem mnie odwiedza. Zwierzyłam mu się dzisiaj, bo wyszedł temat w rozmowie, że miewam poczucie stania w miejcu, straty.
Moja szwagierka ukończyła budowę pięknego domu, dorobiła się czegoś w życiu,  ma stabilne życie rodzinne, niezłą ogólnie sytuację. Koleżanka przysłała mi zdjęcie swojego trzeciego dzieciątka. Też żyje z mężem, wybudowała dom, osiągnęła chyba tę słynną "małą stabilizację", moja siostra spełnia swoje marzenie o zamieszkaniu na wsi, kupiła z mężem działkę. Ludzie budują to swoje wspólne życie, idą przez nie i do czegoś dążą, przed nimi jakieś perspektywy. A ja? Jak w mojej sygnaturce - budowałam i zawaliło się. Był mąż, były pewne "widoki", choć odległe na własne mieszkanie, przyzwyczajałam się, że już zostanę w tamtym miejscu. Chciałam udanej rodziny i szczęśliwego dzieciństwa naszego dziecka... i zawaliło się. Nie rozpaczam, ale nie jest mi obce poczucie winy, ani żal  niespełnienia, ani zazdrość, że inni jakoś lepiej pokierowali swoim życiem.
Ale to mija i ustępuje miejsca cieszeniu się tym, co tu i teraz. Uznaję te smutniejsze refleksje za coś  naturalnego i nieuniknionego. Każdy miewa jakieś fale.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

28 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-07-01 21:22:10)

Odp: A Ty kiedy?

Rossanko, trudny czas nastał z powodu epidemii i izolowania się. Przeczytać już można o negatywnych psychologicznych skutkach, niektórzy porównują je z PTSD (zespół stresu pourazowego). Co ma to wspólnego z Tobą? Nie tylko z Tobą, z mnóstwem osób także. Nadmierna czujność, nieadekwatne reakcje lękowe, rozdrażnienie i przeczulenie, odrętwienie psychiczne i/lub fizyczne, it.d. Rozpoznajesz w tym siebie?
Twoje reakcje nie są niczym dziwnym, więc nie stawaj na palcach, pozwól sobie na przeżycie tego wszystkiego, co kłębi się w Tobie, ale też nie zgadzaj się na kiepskie siebie i Ciebie traktowanie.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

29 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2020-07-02 04:59:07)

Odp: A Ty kiedy?

Pytanie jest w sumie o to, czy ktos jest gorszy bo mu sie jakis plan nie powiodl.
Nie bardzo rozumiem co inni maja z tym wspolnego, albo co faceci szukajacy kobiet do rodzenia dzieci maja z tym wspolnego.
Takie myslenie prosi sie o problem. Zakladajac, ze nie bedziesz juz miec dzieci bo uwazasz, ze jest za pozno? To faceci szukajacy kobiet do rodzenia wcale nie sa problemem Twoim, jako, ze nie maja i nie beda mieli z Toba nic wspolnego. Po co wiec myslec o nich?

Jezeli ktos ocenia innych ludzi jako gorszych wedle takich plytkich standartow to jest niezbyt rozgarniety jako czlowiek. Nie jest najostrzejszym nozem w kuchni.
Moim zdaniem jest bardzo trudno ocenic kogos jako gorszego ogolnie od innych ludzi w sposob obiektywny.
Mowienie, ze nic nie wie o zyciu jest bez sensu. Jaka za tym idzie logika? Ty chcialas dzieci i nie masz. Nie wiesz jak to jest byc matka. Matka dzieci nie wie jak to jest byc bezdzietna. Ja nie wiem jak to jest chciec miec dzieci. Kazdy z nas czegos nie wie i wie cos wiecej niz druga osoba.
Odpowiadajac na Twoje pytanie:
Tak, dla czesci ludzi taka kobieta jest gorsza i bez wartosci. Tak samo jak dla czesci ludzi matka z 5 dzieci jest gorsza i bez wartosci.
Wszystko ostatecznie zalezy od tego co Ty myslisz. Jezeli zgadzasz sie z tymi, co uwazaja taka osobe za gorsza to bedziesz czula sie gorzej.
Jezeli zgodzisz sie z tymi, ktore tak nie uwazaja to bedziesz czula sie lepiej.
Nie wiem skad ten pomysl, zeby przejmowac sie opinia innych? To by znaczylo, ze zakladasz, ze ludzie maja jakis monopol na wiedze, ze potrafia myslec krytycznie i ze umieja ocenic co sie liczy w zyciu? Nie umieja, ludzie z trudnem umieja poskladac wlasne zycie tak zeby bylo tym czym oni chca, a nie tym co im wmowiono i czego ich nauczono. Ludzie nie maja kompetencji by oceniac innych na takiej zasadzie. Mozna ocenic czy chce sie jakas osobe w swoim zyciu lub czy osoba jest okrutna lub niebezpieczna.
Zakompleksione myslenie czesto wynika z jakiegos egocentryzmu. Jezeli Ty jestes gorsza to wszyscy jestesmy. Wszyscy, kazde z nas na czyms poleglo, czegos nie osiagnelo, cos pominelo, czegos nie umie, czegos nie wie.
Kazdy z nas ma w sobie cos brzydkiego i zalosnego.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

30 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-07-02 11:38:32)

Odp: A Ty kiedy?

Moją znajomą matka, i pewnie nie tylko ona, wciąż dopytywała, kiedy wreszcie doczeka się wnuków. Znajoma za którymś razem odpaliła zniecierpliwiona: "Jak wróble będą po dwadzieścia kilo ważyć!"
I już smile

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

31

Odp: A Ty kiedy?

Zawsze uważałem, że ciągłe oglądanie się za innymi, ich życiem i sukcesami czy porażkami a tym bardziej wysłuchiwanie tak żałosnych i płytkich "rad", jak właśnie te o wartościowaniu ludzi względem posiadania lub nie dzieci/partnera należy puszczać mimo oczu i uszu,bez względu na wszystko. Naprawdę ,jakby miął się tym przejmować, to bym dawno zwariował. Nie zamierzam i nigdy nie chciałem kierować swoim życiem, patrząc czy nie daj Boże wzorując się na innych. Pewne sprawy zależą tylko i wyłącznie od nas samych i nikt nie ma prawa czegoś ode mnie wymagać, aby to on był zadowolony..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

32

Odp: A Ty kiedy?

kwestia dzieci jest chyba bolesna szczególnie dla ludzi, którzy chcieli ale z różnych powodów nie udało im się. Instynkt rozmnażania jednak nie daje spokoju i myśli krążą, w dodatku czym dłużej tym te myśli czarniejsze. Nie umiem ci poradzić jak te myśli odgonić ale mogę Cię zapewnić że problem ten jest tylko w twojej głowie.

Codziennie wartościujemy ludzi w okół nas i najlepiej czujemy się wśród tych podobnych do nas samych. Tak więc grubych denerwują chudzi, chudzi chcą naprawić życie grubym dobrymi radami albo jeszcze gorzej, pocieszaniem. Matki zazdroszczą bezdzietnym że mogą same iść do kibla na 5 minut, bezdzietne zazdroszczą matkom że wypełniły swą gatunkową rolę big_smile Mądry będzie głupiego do szkół wysyłał bez względu na to że głupi jest szczęśliwy bez tej całej mądrości big_smile

Czy przejmujesz się za każdym razem kiedy ktoś próbuje cię wcisnąć we własne ramy szczęścia? Kiedy ci ktoś mówi że jesteś za gruba/ za chuda? Albo że się ubierasz za kobieco albo za chłopięco? Jak się na to popatrzysz z dystansu to trochę ten sam kaliber rad. Ja na nie nie zwracam uwagi smile

33 Ostatnio edytowany przez Taktoja123 (2020-07-02 15:58:15)

Odp: A Ty kiedy?

Ja też żyję na "kocią łapę", w dodatku życie mi się wali i nie wiem, czy niedługo nie przewróci do góry nogami. Ja jestem w grupie osób, które mimo wszystko chcą mieć rodzinę i dzieci, a presja społeczeństwa nie pomaga. Kiedy odwiedzam portale społecznościowe co aktualizacja, to albo ktoś dodaje status "zamężna/żonaty", albo zdjęcia z usg, albo teraz te modne zdjęcia z ciążowym brzuchem... Dziewczyny w moim wieku już mają po 2-3 dzieci. A ja wciąż stoję w miejscu. Mój facet na razie nie myśli o zakładaniu rodziny - on na pytania o przyszłości nie odpowiada... tylko jęczy "ileż można"...
Rodzina też mi nie ułatwia... bo pomimo, żę chciałabym się ustabilizować, to pytanie "kiedy wyjdziesz za mąż?", lub stwierdzenie "młodsza już nie będziesz, zachodź w ciążę, bo niedługo możesz nie mieć dzieci i  będziesz żałować..." jest dla mnie niekomfortowe. Co mam im odpowiedzieć? Że chcę, ale mój facet nie? Wtedy rodzice (dość konserwatywni) zamęczą mnie i mojego partnera, ewentualnie będą dogryzać...
Czuję się strasznie w tej swojej samotni, bo jakby nie było jestem z tym sama. Ciężko mi się pogodzić z tym, że lata lecą, a ja dalej nie wiem, czy żyję z właściwym facetem. Choć każdego dnia dopadają mnie coraz to nowe wątpliwości, dlatego to wszystko jeszcze może się zmienić. Żyję nadzieją, że kiedyś albo olśni mojego partnera(wątpliwe), albo ja postanowię, że będę żyć sama i może kiedyś będę dojrzałą, spełnioną mamą.
Natomiast pomimo tego co napisałam powyżej, nie uważam się za osobę gorszą. Szukam pozytywów tego stanu rzeczy. Mam czas na swoje pasje. Mogę się rozwijać. Mogę wsiąść w samolot i polecieć z dnia na dzień gdziekolwiek zechcę. Nie muszę siedzieć w pieluchach jak inne koleżanki, bądź zastanawiać się, czy znów zażyć tabletkę na ból głowy, bo ile można wyć bez przerwy? Mogę wieczorem usiąść ze szklanką whisky, albo pojechać do koleżanki o 2 w nocy jak zechcę się wyżalić. Nie muszę się wkurzać, że sama muszę wszystko robić, że mój facet w ogóle nie ma przyjemności z pomocy przy dziecku (kiedyś usłyszałam od niego, że jak urodzę dziecko to sama będę się nim zajmować...). A słowa rodziny w kierunku mojej osoby, odnoszące się do braku potomstwa, czy choćby ślubu zupełnie po mnie spływają. Żyję swoim życiem, od dawna już zdecydowałam, że nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć, że na wszystko przyjdzie czas. A może kiedyś zostanę szczęśliwą i dojrzałą matką - gotową na macierzyństwo u boku odpowiedniego mężczyzny.

34

Odp: A Ty kiedy?
krolowachlodu87 napisał/a:

kwestia dzieci jest chyba bolesna szczególnie dla ludzi, którzy chcieli ale z różnych powodów nie udało im się. Instynkt rozmnażania jednak nie daje spokoju i myśli krążą, w dodatku czym dłużej tym te myśli czarniejsze. Nie umiem ci poradzić jak te myśli odgonić ale mogę Cię zapewnić że problem ten jest tylko w twojej głowie.

Codziennie wartościujemy ludzi w okół nas i najlepiej czujemy się wśród tych podobnych do nas samych. Tak więc grubych denerwują chudzi, chudzi chcą naprawić życie grubym dobrymi radami albo jeszcze gorzej, pocieszaniem. Matki zazdroszczą bezdzietnym że mogą same iść do kibla na 5 minut, bezdzietne zazdroszczą matkom że wypełniły swą gatunkową rolę big_smile Mądry będzie głupiego do szkół wysyłał bez względu na to że głupi jest szczęśliwy bez tej całej mądrości big_smile

Czy przejmujesz się za każdym razem kiedy ktoś próbuje cię wcisnąć we własne ramy szczęścia? Kiedy ci ktoś mówi że jesteś za gruba/ za chuda? Albo że się ubierasz za kobieco albo za chłopięco? Jak się na to popatrzysz z dystansu to trochę ten sam kaliber rad. Ja na nie nie zwracam uwagi smile


Przypomina mi się tekst jednej piosenki K.Nosowskiej:

Za mądra dla głupich,
a dla mądrych zbyt głupia. A huuu!
Zbyt ładna dla brzydkich,
a dla ładnych za brzydka. A huu!
Za gruba dla chudych,
a dla grubych za chuda. A huuu!

Spróbuj się domyślić, gdzie to mam.
Gdzie? No gdzie? A huuu!

Za łatwa dla trudnych,
a dla łatwych za trudna. A huuu!
Zbyt czysta dla brudnych,
a dla czystych za brudna. A huuu!
Zbyt szczecińska dla Warszawy,
a dla Szczecina zbyt warszawska. A huuu!

Spróbuj się domyślić, gdzie to mam.
Gdzie? No gdzie? A huuu!

Dokładnie tam, właśnie tam.
Pan wygrał bon, a pani fiat.

Dokładnie tam, właśnie tam.
Pan wygrał bon, a pani fiat.

35

Odp: A Ty kiedy?
Piegowata'76 napisał/a:

Fale są normalne i smutki są normalne, i świadomość niedostatków jest normalna.

PP jeszcze czasem mnie odwiedza. Zwierzyłam mu się dzisiaj, bo wyszedł temat w rozmowie, że miewam poczucie stania w miejcu, straty.
Moja szwagierka ukończyła budowę pięknego domu, dorobiła się czegoś w życiu,  ma stabilne życie rodzinne, niezłą ogólnie sytuację. Koleżanka przysłała mi zdjęcie swojego trzeciego dzieciątka. Też żyje z mężem, wybudowała dom, osiągnęła chyba tę słynną "małą stabilizację", moja siostra spełnia swoje marzenie o zamieszkaniu na wsi, kupiła z mężem działkę. Ludzie budują to swoje wspólne życie, idą przez nie i do czegoś dążą, przed nimi jakieś perspektywy. A ja? Jak w mojej sygnaturc budowałam i zawaliło się. Był mąż, były pewne "widoki", choć odległe na własne mieszkanie, przyzwyczajałam się, że już zostanę w tamtym miejscu. Chciałam udanej rodziny i szczęśliwego dzieciństwa naszego dziecka... i zawaliło się. Nie rozpaczam, ale nie jest mi obce poczucie winy, ani żal  niespełnienia, ani zazdrość, że inni jakoś lepiej pokierowali swoim życiem.
Ale to mija i ustępuje miejsca cieszeniu się tym, co tu i teraz. Uznaję te smutniejsze refleksje za coś  naturalnego i nieuniknionego. Każdy miewa jakieś fale.

Coś w tym stylu, w znaczeniu, że u mnie też miało być inaczej, w skrócie mąż, dwoje dzieci, domek z ogródkiem i biały płotek, co uważam, ze jest dosyć pospolitym powiedziałabym marzeniem, znaczna część kobiet pewnie by tego chciała, mężczyzn z resztą też. Był to plan A, a teraz musi być plan B, jeśli chodzi o te dzieci, których nie będzie. Muszę sobie to tu poukładać, albo lepiej nic nie układać, tylko żyć i przyjąć do wiadomości, bo tu zadne układanie nie pomoże.
W jakimś stopniu czuje sie gorsza, gorsza od nieletniej matki, od żony pijaka, od bezrobotnej, od grubej, chudej, brzydkiej, nawet zaniedbanej , które to mają dzieci a ja nie mam. Zastanawiałam się, ale nie wiem dlaczego tak jest. Może być i tak , ze w tej kwestii przejmuję sie osądem społeczeństwa, coś na zasadzie, studia masz? Znasz obcy język? Fajną pracę? Zainteresowania? Wygląd? Jesteś zadbana? To wszystko nic nie znaczy. bo nie masz dzieci i ich mieć nie będziesz. Czyli lepsza jest taka pijaczka z 5 dzieci, która je zaniedbuje, bo ona jest matką a ty nie.  NIem wiem na ile to wynika z mojej rodziny, a na ile z otoczenia i skąd się to wzięło. Natomiast zupełnie mnie nie rusza , jakby ktoś powiedział, ze jestem głupia, skończyłam beznadziejne studia, mam nudną robotę, stary samochód, brzydkie włosy czy coś jeszcze innego. A o dziecfiach mnie (jeszcze ) rusza. A może to fakt, ze jestem kobietą, facet nie ma tej presji. Nawet jak ma 40 lat i nie ma dzieci, to może je mieć za 5 lat.
O wiem, chyba chodzi mi bardziej o taki okres przydatności, jakby kobiety rodziły do setki, nie martwiłoby mnie to, pewnie miałabym wywalone jak mężczyźni, którzy nie teraz, to może za 10 lat zostaną ojcami i tyle. A tu czuję się jakby tak aprzerterminowana, czy jak to nazwać, jakby uszkodzona czy niepełnowartościowa z tego powodu.
Choć jeszcze z innej strony, może i dobrz e się stało, mam nerwice, może kiepska byłaby ze mnie matka, kto to wie. Los więc wie co robi. A mówię Wam trochę już przeżyłam i nic nie dzieje się bez przyczyny.

36

Odp: A Ty kiedy?

Okazuje się, że te wszystkie teksty, które tak Cię irytują, ranią, które słyszysz - teraz tylko - podczas rodzinnych spotkań są... Twoimi tekstami. To Ty uważasz kobiety bez mężów i dzieci za gorszy gatunek, to Ty uważasz, że o wartości kobiety świadczy to, czy ma męża i dzieci.
Problemem jest więc nie opinia wszystkich, nie opinia rodziny, tylko Twoja własna. Dlaczego siebie tak nisko cenisz? Dlaczego, skoro te opinie ranią Cię, nie zmieniasz ich?


Każdy z nas, wybacz truizm, wynosi z domu rodzinnego pakiet zasad, opinii, przekonań. Niektóre nam służą, niektóre są zbędnym balastem, niektóre są toksyczne. Teraz, gdy jesteśmy już dorośli, to my decydujemy o tym, co z tego rodzinnego pakietu sobie zostawiamy, co odrzucamy.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

37

Odp: A Ty kiedy?
Wielokropek napisał/a:

Okazuje się, że te wszystkie teksty, które tak Cię irytują, ranią, które słyszysz - teraz tylko - podczas rodzinnych spotkań są... Twoimi tekstami. To Ty uważasz kobiety bez mężów i dzieci za gorszy gatunek, to Ty uważasz, że o wartości kobiety świadczy to, czy ma męża i dzieci.
Problemem jest więc nie opinia wszystkich, nie opinia rodziny, tylko Twoja własna. Dlaczego siebie tak nisko cenisz? Dlaczego, skoro te opinie ranią Cię, nie zmieniasz ich?


Każdy z nas, wybacz truizm, wynosi z domu rodzinnego pakiet zasad, opinii, przekonań. Niektóre nam służą, niektóre są zbędnym balastem, niektóre są toksyczne. Teraz, gdy jesteśmy już dorośli, to my decydujemy o tym, co z tego rodzinnego pakietu sobie zostawiamy, co odrzucamy.

Tewgo nie wiem, dlaczego tak się czuję, ale faktem jest, że takie pytania od rodziny (rzadziej od pbcych)wytrącają mnie z równowagi. A powinnam je olać. To tak na zasadzie jakby mi ktoś powiedział: ale ma Pani beznadziejną i nudną pracę - wcale by mnie to nie obeszło. A o dzieciach tak. Tak jakby studia, wygląd, mieszkanie, umiejętności, doświadczenia, charakter - to przegrywało z chwilą gdy ktoś inny ma dziecko.  Możesz byc leniwa, pasożytować na mężu, rodzicach, upijać się co wieczór, albo narobić duguw, no ale to jest matka. A ty matką nie jesteś, więc co Ty tam wiesz - mówią.
A jak WY sobie z tym radzicie, jakie macie podejście? (chodzi mi o osoby, które chciały mieć dzieci ale ich nie mają i marne szanse na przyszłość?), zaakceptowałyście to? Jak się z tym czujecie?

38 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-07-02 19:20:19)

Odp: A Ty kiedy?

To, że takie opinie innych wytracają Cię z równowagi, nie dziwi. Wszak słyszysz coś, o czym nie chcesz pamiętać, a co dla Ciebie jest największą wartością i nieosiągalnym - jak dotąd - marzeniem. Konia z rzędem temu, kto lubi mieć operację na otwartym sercu bez znieczulenia.

Dlaczego uważasz, że bycie matką nobilituje? Dlaczego twierdzisz, że wszystkie inne osiągnięcia/sukcesy są nieistotne?

Myślałaś kiedyś o tym, by w bezpiecznych warunkach spotkać się ze swymi demonami?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

39

Odp: A Ty kiedy?
Wielokropek napisał/a:

To, że takie opinie innych wytracają Cię z równowagi, nie dziwi. Wszak słyszysz coś, o czym nie chcesz pamiętać, a co dla Ciebie jest największą wartością i nieosiągalnym - jak dotąd - marzeniem. Konia z rzędem temu, kto lubi mieć operację na otwartym sercu bez znieczulenia.

Dlaczego uważasz, że bycie matką nobilituje? Dlaczego twierdzisz, że wszystkie inne osiągnięcia/sukcesy są nieistotne?

Myślałaś kiedyś o tym, by w bezpiecznych warunkach spotkać się ze swymi demonami?

Tak, rozmawiałam o tym na terapii, wyszło na to, że to nic wielkiego takie marzenia, w znaczeniu, ze całkiem normalne, większość kobiet chce mieć w przyszłości męża i dzieci. To było pamiętam zaraz po moim rozstaniu, jakieś 7 lat temu, w czasie jak zakładałm tu konto. Pamiętam, że strasznie panikowałam w gabinecie, że mam 35 cvzy 36 lat i boję się, że już nie zdąże nikogo poznać, założyć rodziny, że do 40 zostało parę lat i wątpię, żeby się tu coś zmieniło (chodziło mi o posiadanie dzieci). Pamiętam też, że psycholog twierdził, ze nogdy nic nie wiadomo,, nie mogę tak myśleć, ze na pewno się nie uda, że to całe 5 lat i wszystko się może zdarzyć, a ja z góry zakładam scenariusz, że nie zdążę zajść w ciążę i mieć rodziny.  Pamiętam też, ze chodziłam wtedy do psychiatry(moja nerwica miała pole do popisu, bo ciężko przeszłam rozpad związku), a psychiatra ta była strzałem w 10, bo  wizyta polegała nie tylko na przepisywaniu leków, ale i na rozmowie. Psychoatra mówiła to, co psycholog, że moje pragnienia są normalne i wiele kobiet je ma . Mężczyzn pewnie też. I abym nie rozpaczała bo do 40 mam jeszcze trochę czasu i wszystko może się zmienić. Ja zapierałam się, że boję się, że nic się nie zmieni.

Skąd mam to, że bez dzieci mogę być gorsza? Nie wiem, jakoś tak się zaczęło robić, jak pierwsze koleżanki zaczęłymieć swoje dzieci (jakoś tak w okolicach 30ki), nawet te, które zarzekały się, że " niebędą mieć nigdy wrzeszczących bachorów" nawet te szybko powychodziły za mąż a zaraz pozachodziły w ciąże.  To było wtedy. Jako przyszywana "ciocia" odwiedzałam je wtedy i tak patrzyłam i patrzyłam i stwierdziła, ze też bym tak chciała. Potem one rodziły kolejne dzieci - a ja nic. W między czasie jakiś wujek czy sąsiadka rzucili coś: a Ty kiedy dzieci, pomyśl o dzieciach, bo będzie za póżno, to tak, studia , nauka, a na starość zostaniesz sama.

Pamietam jak o bardzo młoda kobieta20- 25 może ciut starsza, nie uważałam, aby brak dzieci to było coś złego, wstydliwego. Zmieniło mi się tak zbliżając do 30ki.  Pomyślałam, kurcze, wiem, ze nieprzespane noce, i wydatki, ale też bym tak chciała (mimo, ze wiedziałąm, ze u koleżanek też nie zawsze było różowo). Coś na zasadzie: na wszystko jest czas. Na dzieci w wieku 20 lat kompletnie nie byłam gotowa i nie chciałam ich jeszcze mieć, ale w przyszłości tak. Miałam może 27, 28 lat i poczułam, że moze ten czas się zbliża.

No a wyszło jak wyszło, czyli wcale. A teraz to i nawet bałabym się ciąży, że ze względu na wiek mogą być komplikacje, ZD, czy jeszcze inne choroby. Za duże ryzyko.

Odp: A Ty kiedy?

Nie mam dzieci i nie czuję się wybrakowana. Jakoś nigdy nie rajcowały mnie płaczące i obślinione bąble.

Zdejmij z siebie płaszcz
Ładnie, proszę Cię
Chce zobaczyć całą gamę złości w kości
I chcę poczuć z Tobą tlen

41

Odp: A Ty kiedy?

rossanko, podjęłaś terapię kilka lat temu, wtedy marzyłaś - jak wiele osób - o dziecku; marzenia nie są złe, każdy o czymś marzy. Ty jednak poszłaś dalej, zaczęłaś roli matki przypisywać wartość, coraz większą i większą. W końcu uznałaś, że nic poza byciem matką nie jest wartościowe.
Skoro teraz zauważyłaś, że Twe myślenie jest dla Ciebie niesprawiedliwe, szkodliwe, to dlaczego upierasz się, by go nie zmienić?


Umarły Twe marzenia, wiesz, że nigdy się nie ziszczą, że matką nie będziesz. Przeżywasz żałobę. Kilka dni temu, tu na forum, napisałam o etapach żałoby, ostatnim jest akceptacja. Część osób decyduje się na pozostanie na którymś z etapów, często jest nią depresja, ale znakomita większość po odpłakaniu straty, po wywaleniu swego gniewu, akceptuje rzeczywistość. Zdecydujesz się przejść przez wszystkie etapy? Zdecydujesz się cenić siebie taką, jaką jesteś?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

42 Ostatnio edytowany przez rossanka (2020-07-02 20:32:44)

Odp: A Ty kiedy?
Wielokropek napisał/a:

rossanko, podjęłaś terapię kilka lat temu, wtedy marzyłaś - jak wiele osób - o dziecku; marzenia nie są złe, każdy o czymś marzy. Ty jednak poszłaś dalej, zaczęłaś roli matki przypisywać wartość, coraz większą i większą. W końcu uznałaś, że nic poza byciem matką nie jest wartościowe.
Skoro teraz zauważyłaś, że Twe myślenie jest dla Ciebie niesprawiedliwe, szkodliwe, to dlaczego upierasz się, by go nie zmienić?


Umarły Twe marzenia, wiesz, że nigdy się nie ziszczą, że matką nie będziesz. Przeżywasz żałobę. Kilka dni temu, tu na forum, napisałam o etapach żałoby, ostatnim jest akceptacja. Część osób decyduje się na pozostanie na którymś z etapów, często jest nią depresja, ale znakomita większość po odpłakaniu straty, po wywaleniu swego gniewu, akceptuje rzeczywistość. Zdecydujesz się przejść przez wszystkie etapy? Zdecydujesz się cenić siebie taką, jaką jesteś?

Chyba nie mam wyjścia. Sama siebie przecież nie przeskoczę. Tylko się złoszczę, bo żebym to jeszcze na przykład miała wiele lat faceta i stosowała antykoncepcje, aby nie zajść, a dopiero koło 40 się ocknęłam i zmieniłam zdanie. Albo jakbym na przykład postawiła sobie za cel dorobienie się, zwiedzanie świata, założenie firmy i koło 40ki się ocknęła. Albo też jakbym całe życie nie chciała zakładać rodziny i nagle mnie przed 40ką oswieciło - wtedy mogłabym mieć pretensje do samej siebie. Ale ja chciałam tej rodziny a jak na ironie nie wyszło, coś na zasadzie: chciałam zwiedzać swiat, zakłądać firmę, łykałam pigułki - miałam sama na to wpływ, że nie byłam w ciąży. Więc to żadna porażka. Ale w przypadku jak się tego chciało, dążyło a się nie udało - to jest już porażka.  Z reszt ą rodzina, znajomi - prędzej czy później pada zdanie - no i co Ci po tym, po tych Twoich studiach, pracy, kursach, jak jesteś sama (o szklance wody na starość nie wspomnę). To mówią osoby, które mają dzieci, wnuki nawet , rodziny, więc chyba wiedzą co mówią?
NIe wiem, jakoś do 40 sie łudziła, nawet chwilę po, ale teraz dochodzi do mnie, że chyba jednak się nie uda. Nawet nie wiem co z tym robić, chyba pozostaje akceptacja, ale to trudno, bo czuję się przez to gorsza i koło się zamyka. Czuję się gorsza - nie mogę tego zaakceptować.

A może tak miało być? Ale z drugiej strony chyba nic nie jest z góry przesądzone, to by było już całkiem bez sensu.

Nie jest głupio nie mieć dzie:ci, bo się ich nigdy nie chciało, ale jak się chciało, to człowiek niejako czuje, ze na tym polu poniósł porażkę. Na takiej elementarnej rzeczy. Już nawet gimnazjalistki zachodzą w ciąże.  Nawet te "laski" na dyskotekach. Wiem wiem, to nie ma się co szczycić, ale one będą matkami.

43 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-07-02 20:59:53)

Odp: A Ty kiedy?

Pytasz, Rossanko jak robimy sobie z pogrzebanymi marzeniami o rodzicielstwie. Moje wprawdzi się spełniło, ale długo byłam sama i liczyłam się z tym że tak może już zostać.
Mogę pewne doświadczenia z tamtych czasów uzupełnić o dzisiejszy punkt widzenia.
Gdy zaczęły rodzić się dzieci mojego rodzeństwa, uwielbiałam być ciocią, bawić się z maluchami i opiekować się nimi. Bardzo kocham te wszystkie nasze rodzinne dzieci, a jest ich razem z moim synem ośmioro.
Do małych dzieci ciągnie mnie ogromnie, pomimo że sporo w życiu miałam z dziećmi do czynienia. Chętnie zaprzyjaźniam się z dziećmi różnych znajomych, na przykład moja sąsiadka zza ściany ma troje wnuków. najstarszy sześciolatek bywa u mnie w mieszkaniu, a dwóch maluchów często zabawiam na podwórku, noszę na rękach, oprowadzam itp.
Żartuję często, że choć mój syn jest jedynakiem, to ja mam dzieci cały powiat smile
Tak właśnie radziłabym sobie, gdybym nie mogła mieć własnych dzieci mogłabym też pomyśleć jakiś wolontariacie w tam u dziecka czy w szpitalu
W pewnym serialu pewien pastor powiedział zrozpaczonemu ojcu tracącej wzrok dziewczyny, że jeśli Bóg odbiera coś cennego to w zamian obdarza nas jakimś specjalnym zadaniem. Mądrze i pięknie powiedziane.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

44

Odp: A Ty kiedy?
Piegowata'76 napisał/a:

Pytasz, Rossanko jak robimy sobie z pogrzebanymi marzeniami o rodzicielstwie. Moje wprawdzi się spełniło, ale długo byłam sama i liczyłam się z tym że tak może już zostać.
Mogę pewne doświadczenia z tamtych czasów uzupełnić o dzisiejszy punkt widzenia.
Gdy zaczęły rodzić się dzieci mojego rodzeństwa, uwielbiałam być ciocią, bawić się z maluchami i opiekować się nimi Bardzo kocham te wszystkie nasze rodzinne dzieci, a jest ich razem z moim synem ośmioro.
DoDDDDoDDDoDDDDomałych dzieci ciągnie mnie ogromnie Chodź wychowałam też własne

Masz syna, więc niezupełnie o to mi chodziło, nie będziemy nigdy w swojej skórze.
Wiesz co mnie olśniło? Ze ciągnie mnie bardziej do rodziny, typu małzeństwo, dzieci. Nie zazdroszczę samotnym matkom (choć mają dzieci). Zazdroszczę pełnym rodzinom. A zupełnie mnie nie ciągnie do obcych dzieci, nie zaglądam i nie tiutiam do wózków, nie chce brać obcych dzieci na ręce, nigdy nie miałam takich ciągot. Ale też uważam to za normę, mam wiele koleżanek, które miały jak ja, ale tak jak ja chciały mieć własne dzieci i rodzinę. Kiedyś  rozmawiałam z jedną z nich i mówię: a pamiętam jak mówiłaś, że Cię wkurzają dzieci i nie ciągnie do nich. A ona mi na to: ale teraz mam swoje, które chciałam, a obce dzieci nadal mnie wkurzają i nie ciągnie mnie do nich.

45

Odp: A Ty kiedy?

Jeśli ktoś uważa, że dobrze jest mieć dzieci, bo one na starość podadzą szklankę herbaty, to współczuję i tej osobie, i jej dzieciom. zapewniam Cie też, że rozumu nie zawsze przybywa, gdy dziecko pojawia się na świecie, niektórzy do końca swego życia błądzą we mgle i robią wszystko, by uzależnić swe dzieci od siebie. To, że uznają taki sposób postępowania za słuszny, takim go nie czyni.


To, co przebija z Twych postów, to zazdrość, zawiść, rozgoryczenie. Uczucia, których się nie podlewa, nie hoduje ich, znikają. Są jednak osoby, które trwają w złości/nienawiści/rozgoryczeniu/rozpaczy i nie zamierzają przestać. Dla nich te podsycane uczucia, ich ból jest wartością samą w sobie. Z mego punktu widzenia taka postawa nie ma sensu, ale każdy decyduje sam na co wystawia swe antenki, czy na to, co ma, czy na to, czego nie ma.



Khalil Gibran napisał piękną książkę "Prorok", w niej jest rozdział o dzieciach. Przeczytaj, może dzięki temu zmienisz swe myślenie.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

46

Odp: A Ty kiedy?
Wielokropek napisał/a:

Jeśli ktoś uważa, że dobrze jest mieć dzieci, bo one na starość podadzą szklankę herbaty, to współczuję i tej osobie, i jej dzieciom. zapewniam Cie też, że rozumu nie zawsze przybywa, gdy dziecko pojawia się na świecie, niektórzy do końca swego życia błądzą we mgle i robią wszystko, by uzależnić swe dzieci od siebie. To, że uznają taki sposób postępowania za słuszny, takim go nie czyni.


To, co przebija z Twych postów, to zazdrość, zawiść, rozgoryczenie. Uczucia, których się nie podlewa, nie hoduje ich, znikają. Są jednak osoby, które trwają w złości/nienawiści/rozgoryczeniu/rozpaczy i nie zamierzają przestać. Dla nich te podsycane uczucia, ich ból jest wartością samą w sobie. Z mego punktu widzenia taka postawa nie ma sensu, ale każdy decyduje sam na co wystawia swe antenki, czy na to, co ma, czy na to, czego nie ma.



Khalil Gibran napisał piękną książkę "Prorok", w niej jest rozdział o dzieciach. Przeczytaj, może dzięki temu zmienisz swe myślenie.

No zazdroszcze , fakt. Też chciałam, a nie mam, to jakoś nie dziwi mnie to uczucie. Z resztą jak nie być zazdrosnym i rozgorycznonym? Nie wydaje mi się, że tamto marzenie było jakieś wyjątkowe, pospolite wręcz, miliardy kobiet i mężczyzn chcą zakładać rodzinę. Jak się nie uda, to człowiek moze być rozgoryczony. Nie będę udawała, ze się z tego cieszę. Przecież mogę być i zła i rozgoryczona.

47

Odp: A Ty kiedy?
rossanka napisał/a:

(...) Przecież mogę być i zła i rozgoryczona.

I to jest decyzja. Nikomu nic do niej.
Z mej strony "pas".

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

48

Odp: A Ty kiedy?
Wielokropek napisał/a:
rossanka napisał/a:

(...) Przecież mogę być i zła i rozgoryczona.

I to jest decyzja. Nikomu nic do niej.
Z mej strony "pas".

Wiem o co Ci chodzi.
Tylko, że tłumienie uczuć, a już gniewu jest niezdrowe. Dlaczego jak czuje złość nie mogę być zła? To bez sensu.  Psycholog mówił, że mam prawo do całej gamy uczuć i nie ma uczuć dobrych i złych. Nie wolno ich tłumić.

49 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-07-02 21:10:29)

Odp: A Ty kiedy?
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Pytasz, Rossanko jak robimy sobie z pogrzebanymi marzeniami o rodzicielstwie. Moje wprawdzi się spełniło, ale długo byłam sama i liczyłam się z tym że tak może już zostać.
Mogę pewne doświadczenia z tamtych czasów uzupełnić o dzisiejszy punkt widzenia.
Gdy zaczęły rodzić się dzieci mojego rodzeństwa, uwielbiałam być ciocią, bawić się z maluchami i opiekować się nimi Bardzo kocham te wszystkie nasze rodzinne dzieci, a jest ich razem z moim synem ośmioro.
DoDDDDoDDDoDDDDomałych dzieci ciągnie mnie ogromnie Chodź wychowałam też własne

Masz syna, więc niezupełnie o to mi chodziło, nie będziemy nigdy w swojej skórze.
Wiesz co mnie olśniło? Ze ciągnie mnie bardziej do rodziny, typu małzeństwo, dzieci. Nie zazdroszczę samotnym matkom (choć mają dzieci). Zazdroszczę pełnym rodzinom. A zupełnie mnie nie ciągnie do obcych dzieci, nie zaglądam i nie tiutiam do wózków, nie chce brać obcych dzieci na ręce, nigdy nie miałam takich ciągot. Ale też uważam to za normę, mam wiele koleżanek, które miały jak ja, ale tak jak ja chciały mieć własne dzieci i rodzinę. Kiedyś  rozmawiałam z jedną z nich i mówię: a pamiętam jak mówiłaś, że Cię wkurzają dzieci i nie ciągnie do nich. A ona mi na to: ale teraz mam swoje, które chciałam, a obce dzieci nadal mnie wkurzają i nie ciągnie mnie do nich.

Edytowałem post bo roił się od błędów - takie są efekty używania dyktafonu w telefonie.
Ja odniosłem się do pragnienia bycia matką. Gdybym nie mogła nią zostać zaspokoił abym swój instynkt macierzyński na inne dostępne sposoby. dzieci bardzo bardzo lubią nawet do obcych brzdąców na ulicy wyciągają mi się ręcei śmieje się gębusia smile

Wybaczcie pisowni już nie mam siły jej poprawiać

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

50

Odp: A Ty kiedy?

Tak, nie ma uczuć dobrych i złych, tłumienie jakichkolwiek nie przynosi dobrych rezultatów. Ale wyżej było o trwaniu w złości i innych nieprzyjemnych uczuciach, trzymaniu ich, hodowaniu i nie pozwalaniu na ich przemijanie. To znaczna różnica.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

51

Odp: A Ty kiedy?
Wielokropek napisał/a:

Tak, nie ma uczuć dobrych i złych, tłumienie jakichkolwiek nie przynosi dobrych rezultatów. Ale wyżej było o trwaniu w złości i innych nieprzyjemnych uczuciach, trzymaniu ich, hodowaniu i nie pozwalaniu na ich przemijanie. To znaczna różnica.

Nie rozumiem. To to samo co hamowanie ich.

52

Odp: A Ty kiedy?
Piegowata'76 napisał/a:
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Pytasz, Rossanko jak robimy sobie z pogrzebanymi marzeniami o rodzicielstwie. Moje wprawdzi się spełniło, ale długo byłam sama i liczyłam się z tym że tak może już zostać.
Mogę pewne doświadczenia z tamtych czasów uzupełnić o dzisiejszy punkt widzenia.
Gdy zaczęły rodzić się dzieci mojego rodzeństwa, uwielbiałam być ciocią, bawić się z maluchami i opiekować się nimi Bardzo kocham te wszystkie nasze rodzinne dzieci, a jest ich razem z moim synem ośmioro.
DoDDDDoDDDoDDDDomałych dzieci ciągnie mnie ogromnie Chodź wychowałam też własne

Masz syna, więc niezupełnie o to mi chodziło, nie będziemy nigdy w swojej skórze.
Wiesz co mnie olśniło? Ze ciągnie mnie bardziej do rodziny, typu małzeństwo, dzieci. Nie zazdroszczę samotnym matkom (choć mają dzieci). Zazdroszczę pełnym rodzinom. A zupełnie mnie nie ciągnie do obcych dzieci, nie zaglądam i nie tiutiam do wózków, nie chce brać obcych dzieci na ręce, nigdy nie miałam takich ciągot. Ale też uważam to za normę, mam wiele koleżanek, które miały jak ja, ale tak jak ja chciały mieć własne dzieci i rodzinę. Kiedyś  rozmawiałam z jedną z nich i mówię: a pamiętam jak mówiłaś, że Cię wkurzają dzieci i nie ciągnie do nich. A ona mi na to: ale teraz mam swoje, które chciałam, a obce dzieci nadal mnie wkurzają i nie ciągnie mnie do nich.

Edytowałem post bo roił się od błędów - takie są efekty używania dyktafonu w telefonie.
Ja odniosłem się do pragnienia bycia matką. Gdybym nie mogła nią zostać zaspokoił abym swój instynkt macierzyński na inne dostępne sposoby. dzieci bardzo bardzo lubią nawet do obcych brzdąców na ulicy wyciągają mi się ręcei śmieje się gębusia smile

U mnie to tak nie działą, to obce dzieci. One już mają matki. A te matki swoje dzieci.
To tak jak cudzy mąż, po co by mi był cudzy mąż, jak wolałabym mieś swojego.
Albo sudzy dom. Co mi po pięknym, cudzym domu, jak on nie jest mój? Tylko innych ludzi.

53

Odp: A Ty kiedy?

Są osoby, o których mówi się, że są zgorzkniałe, i są takie do końca dni swoich. Dlaczego? Bo nie pozwoliły trudnym uczuciom przeminąć, nie zdecydowały się odpłakać, odzłościć, od..., a do końca swych dni bardzo starannie hodowały je. Zbyt wiele, w swym mniemaniu, czerpały korzyści z bycia zazdrosną/rozgoryczoną, by te uczucia pożegnać.


Mój mąż, moje dzieci.
Piegowata'76 podała sposób na poradzenie sobie z opisanym przez Ciebie problemem, ale go odrzucasz. Grasz w niebezpieczną dla siebie grę "Tak, ale...". Gdy zrezygnujesz z grania, daj znać.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

54

Odp: A Ty kiedy?

Jeśli za ostro to z góry przepraszam.
tobie chyba bardziej niż na dzieciach, mężu I miłości zależy na tym żeby sprostać pewnym standardom, bez których czujesz się niedowartościowana.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

55

Odp: A Ty kiedy?
Wielokropek napisał/a:

Są osoby, o których mówi się, że są zgorzkniałe, i są takie do końca dni swoich. Dlaczego? Bo nie pozwoliły trudnym uczuciom przeminąć, nie zdecydowały się odpłakać, odzłościć, od..., a do końca swych dni bardzo starannie hodowały je. Zbyt wiele, w swym mniemaniu, czerpały korzyści z bycia zazdrosną/rozgoryczoną, by te uczucia pożegnać.


Mój mąż, moje dzieci.
Piegowata'76 podała sposób na poradzenie sobie z opisanym przez Ciebie problemem, ale go odrzucasz. Grasz w niebezpieczną dla siebie grę "Tak, ale...". Gdy zrezygnujesz z grania, daj znać.

Piegowata ma syna, to z czym ma sobie radzić?

Posty [ 1 do 55 z 123 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018