Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

Temat: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Witam.

Interesuje mnie tematyka powyżej, poszukuje miejsca w którym mogłabym wymienić się doświadczeniami i wsparciem, z osobami których główne problemy w związku i nie tylko, biorą się ze wspólnego palenia zioła, albo najlepiej z takimi osobami, które kiedyś paliły jak smok i udało im się rzucić. Zwłaszcza razem z Partnerem - w związku.
Wszyscy wiedza, że trzeba bedzie  kiedyś to rzucić, pytanie do tych którym się udało...
Jak to zrobiliście?
W moim związku partner pali regularnie, praktycznie codziennie, od jakiś podejrzewam 10-12 lat. Ja od momentu gdy go poznałam. Czyli od około 3.
Wcześniej się zdarzało w życiu sporadycznie dla zabawy, teraz to codzienna norma.
Totalnie wpadłam w jego krąg uzależnienia i szybko stałam się taka sama. On organizowal, on płacił, on skręcał, on podawal do ręki. Właściwie powinnam napisać to w czasie teraźniejszym. Bo nadal się nic nie zmieniło.
Nie zrzucam na niego odpowiedzialności, wybielając przy tym siebie, nie o to tu chodzi. Robiłam to z nim.nie zmuszał mnie.
Sęk w tym że od początku, miałam w sobie jakąś niezgodę na to żeby nasze życie tak wyglądało, instalowałem jakieś gadki motywacyjne, nawet go zostawiłam bo stwierdziłam że dłużej tak nie mogę. Ale jestem na to za słaba...żeby się sama wstrzymywać i jeszcze w dodatku non stop tłumaczyć mu że musimy z tym skończyć. On się nawet zgadza. Wie to. Ale jest jeszcze słabszy niż ja w walce ze swoimi demonami.

Ale kocham go. Chce z nim być. Poza tym całym paleniem to on jest totalnie moim człowiekiem, stworzonym i wyciosanym dla mnie idealnie.
Chce tylko żeby trawa przestała istnieć w naszym życiu raz na zawsze. Nie wiem co robi c i jak. Dla mnie z dnia na dzień mogłoby to zniknąć i ja bym nie miała z tym problemu, co więcej, to by było najlepsze co się może zdarzyć. Ale on nie wytrzyma dnia nawet...
Wewnętrznie chce, mówi mi, że codziennie ponosi porażkę. Codziennie mówi sobie że koniec i powtarza sie to samo...
Nie wiem co robić...i jak żeby to wszystko zmienić

Jak tak dalej pójdzie to moja frustracja będzie tylko narastać, i prędzej czy później i tak doprowadzi to do rozstania. Bo wybiorę ratowanie siebie

Czy jest tu ktoś kto był w podobnej sytuacji i mógłby mi coś... podpowiedzieć. Kto już to przeżył...?

Nie interesują mnie rady od teoretykow. Co znają kogoś kto palił itd, albo sami raz zajarali. Nie zrozumie ktoś kto nie trwa w tym systemie i tej rutynie od tak długiego czasu.

Marzy mi się zalozenie coś na kształt grupy wsparcia dla osob które właśnie przez to przechodzą jak i tych które przeszły i wiedzą co robić żeby to była przeszłość

Pomóżcie

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Hej,zgłaszam się na wezwanie. W moim związku,to ja jestem palaczem,trwa to już około 20 paru lat..są okresy, że decyduje przestać, nawet miałam ponad roczna przerwę, ale chyba nie jestem w stanie na zawsze pozbyć się maryski z mojego życia.teraz znowu mam przerwę, już ponad miesiąc, ale już w mojej głowie rodzą się pomyslu, jakby tu zacząć palić tylko wekendowo

3 Ostatnio edytowany przez lady_Kate (2020-05-21 18:12:16)

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
Matita napisał/a:

Hej,zgłaszam się na wezwanie. W moim związku,to ja jestem palaczem,trwa to już około 20 paru lat..są okresy, że decyduje przestać, nawet miałam ponad roczna przerwę, ale chyba nie jestem w stanie na zawsze pozbyć się maryski z mojego życia.teraz znowu mam przerwę, już ponad miesiąc, ale już w mojej głowie rodzą się pomyslu, jakby tu zacząć palić tylko wekendowo

Dzięki, że się odezwałas.
A Twoj partner jaki ma do tego stosunek? Jest z tym ok? Uważasz, że jaki to ma wpływ na wasz związek? Macie dzieci?
Sugerujesz ta odpowiedzią że Ty palisz i to nikomu nie niszczy życia i jest ok?
że i tak nie mam się co łudzić ze  mój przestanie i mogę jedynie przestać sama palić skoro mi to przeszkadza i zwyczajnie to zaakceptować? Albo jeśli nie akceptuje to nie wiem...odejść?

4 Ostatnio edytowany przez Olinka (2020-05-23 02:26:20)

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Wiesz,ciężko powiedzieć jak to u Ciebie może się skończyć. Ja wiem,że marihuana zmienia i uzależnia  ,i to naprawę mocno. Przesyajesz się spotykać z ludźmi,no chyba ,że palą, nic Cię nie cieszy,no chyba,że wcześniej zapalisz itd.moj partner,to akceptuje to totalnie,ale znowu on lubi się napić piwa,więc zawsze to było na zasadzie wspólnego siedzenia i oddawania się rozrywką. W ciagu dnia pracujemy,załatwiamy wszystkie zwyczajne ,nadzwyczajne rzeczy, mamy dziecko. Ale jak przychidzi wieczór, naturalnym się wydaje,że ja zapale on się napoje piwa, i tak się relaksykemy. tylko po jakimś czasie,przychodzi raka myśl-ze Co,ja mam tak spędzić resztę życia,nic nie robiąc, pałac i gapiac się na jakiś serial.wtedy właśnie następują przerwy,zaczynam uczyć się języka,ćwiczyć joge,robić tysiące rzeczy,które normalni ludz8e robią. I co jest najlepsze, im dłużej nie palę,tym mniej chce do tego wrócić.ale w końcu I tak wracam i koło się zatacza.

--------------

Co do Twojego  związku, to ciężko powiedzieć. Chyba musisz sobie odpowiedzieć na pytanie,co twój partner Ci daje, czy czujesz się przy nim bezpieczna, kochana,seksowna,czy tak sobie wyobrażasz dalsze życie z nim?
Znam parę gdzie facet jara,a babce to totalnie nie przeszkadza,ale ona przejęła wszystkie obowiązki,wszystko na jej głowie.jej to nie przeszkadza i tak żyją,założyli rodzinę. Z kolei inna koleżanka dała ultimatum,że koniec z paleniem,związek się rozpadł A ona jest szczęśliwa z innym,nie nalogowcem.
Także, trzymam kciuki,za to ,żebyś dowiedziała się co będzie DLA Ciebie ważne

5

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Moj byly i wszyscy znajomi palili. Nawet ja i moj przyjaciel zaczelismy palic.
Bylo to strasznie irytujace jak ludzie sie zachowywali leniwie i nic nie dalo sie z nimi robic. Jak to dwie godziny krecili tego skreta.
Tej calej kultury nigdy nie zrozumialam.
Moj byly twierdzil, ze nie chce palic. Jednak to bylo tylko mowione zeby wygladac lepiej i bylo to klamstwo.
Zwyczajnie chcial palic dalej wiec palil i nadal pali. Dlugo po rozstaniu.

Ja nie rozumiem co w tym jest magicznego, szczerze mowiac. Tysiac razy bardziej wole LSD big_smile Ja i moj maz to bralismy, bo marihuana nas nie kreci.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

6

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
Winter.Kween napisał/a:

Moj byly i wszyscy znajomi palili. Nawet ja i moj przyjaciel zaczelismy palic.
Bylo to strasznie irytujace jak ludzie sie zachowywali leniwie i nic nie dalo sie z nimi robic. Jak to dwie godziny krecili tego skreta.
Tej calej kultury nigdy nie zrozumialam.
Moj byly twierdzil, ze nie chce palic. Jednak to bylo tylko mowione zeby wygladac lepiej i bylo to klamstwo.
Zwyczajnie chcial palic dalej wiec palil i nadal pali. Dlugo po rozstaniu.

Ja nie rozumiem co w tym jest magicznego, szczerze mowiac. Tysiac razy bardziej wole LSD big_smile Ja i moj maz to bralismy, bo marihuana nas nie kreci.

Pod jakim względem jest lepsze LSD ?
Ja nigdy nie paliłem marihuany, ale przyznam szczerze, że gdybym miał możliwość spróbować to pewnie bym spróbował. Ale z Waszych opisów wynika, że po marihuanie to ja bym miał jeszcze większą apatię, niż zwykle mam, więc to chyba nie dla mnie big_smile

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

7 Ostatnio edytowany przez Lucyfer666 (2020-05-22 10:40:39)

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Ten temat brzmi, jak policyjny haczyk big_smile

Choć na swój sposób przekonuję się, że tzw. victimless crime nie powinny być problemem.
Wszystko jest dla ludzi - sprawa w tym, żeby brać pod uwagę konsekwencje kiedy straci się kontrolę - dotyczy to każdej używki, w tym jednej z najgorszych, a legalnej, czyli alkoholu.

We all make choices. But in the end, our choices make us.

8 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-05-22 12:07:16)

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
Lucyfer666 napisał/a:

Ten temat brzmi, jak policyjny haczyk big_smile

Choć na swój sposób przekonuję się, że tzw. victimless crime nie powinny być problemem.
Wszystko jest dla ludzi - sprawa w tym, żeby brać pod uwagę konsekwencje kiedy straci się kontrolę - dotyczy to każdej używki, w tym jednej z najgorszych, a legalnej, czyli alkoholu.

To Lucyferze słuszne i piękne tylko żaden ze znanych mi ponurych ćpunów łącznie ze mną nie miał  żadnego zamiaru z premedytacją i z pełną świadomością kompletnie nie chciał tej kontroli za wszelką możliwą cenę stracić,jak się ją straci to długo się o tym nie wie i nie chce wiedzieć , mało tego za wszelką możliwą ceną chciałem ją odzyskać bo coś nie stykało działy się różne dziwne niezrozumiałe rzeczy, utrzymać panowanie kontrolę siłą woli ,podtrzymać, nawet za cenę miłości, przyjaźni, moich niektórych pasji,rezygnując ze swoich zasad coraz łatwiej, z ogromną narastającą i zawłaszczającą wiele obszarów myślenia psychiczną niewolą obsesją do obłędu.Kontroli z resztą nie traci się z dnia na dzień w ciągu godziny ani od pierwszego razu najpierw dosc długo się ją jednak posiada ,ale tu długo znaczy bardzo indywidualnie bo są różne typy jej utraty każda ma swoje fazy i etapy podobnie jak nie ma jednego rodzaju predyspozycji ona też ma swoistą dynamikę i bardzo osobniczą progresję .Konsekwencje się łagodzi na tysiące sposobów zakłamuje i wypiera, obsesje wszystko załatwia daje energię żeby trwać.
Sama wiedza że dragi szkodzą to słabo skąd można wiedzieć i przewidzieć że ja się uzależnię to ruska ruletka tak naprawdę i złożony problem nie wszyscy automatycznie palacze uzależniają się od THC nie ma takiego przełożenia, dokładnie jak z alko nie wszyscy pijący są alkoholikami na kogo trafi na tego bęc, wiele zmiennych  predyspozycje, odporność,skutki,deficyty,lęki,poczucie braków,samoocena,oczekiwania i przekonania, "chore emocje" ich regulacja stosunek do siebie i innych- oraz różne takie.
Ale Ty wiesz o co chodzi nie udawaj że nie. smile

Co do dziewczyn
lady_Kate Ty na moje oko i z tego co napisałaś to bardziej podpadasz pod zjawisko dziewczyny "co kocha za bardzo" palisz jakby z solidarności i żebym mieć jakąś kontrolę nad chłopakiem, podobnie moja dziewczyna paliła ze mną, masz chyba więcej z osoby współuzależnionej, uzależnionej bardziej od chłopaka niż od marihuany takie mam wrażenie.Nie masz jeszcze raczej motywacji jeżeli on jej nie ma, żadne z was nie ma jej, bo też wasze konsekwencje nie są wyraźniej i dotkliwie.Chcesz leczyć chłopaka nie siebie a on wcale nie ma żadnej chęci zaprzestania to straszna pułapka dla Ciebie bo nie zdołasz go wyleczyć jesteś dla niego niewiarygodna po prostu a jak nawet przestaniesz a on nie , to będziesz strasznie tęsknić przy nim do palenia i zazdrościć mu co będzie powodować mnóstwo konfliktów.
Moja dziewczyna nie uzależniła się od żadnego dragu ja tka bo odkryłem amfetaminę i to już był nasz koniec. Zwróciłem się  też do regularnego zamiennego i łącznego  z amfą picia to znaczy straciłem zupełnie już  kontrole ,popalałem jeszcze przez jakiś czas ale dla mnie to już nie było takie atrakcyjne jak amfa.
Matita Twoje życie to było moje marzenie za małolata palić do końca życia i mieć nieograniczony dostęp
jako nastolatek bardzo młody miałem słabą głowę do picia rzygałem i szybko się upijałem tracąc przytomność,miąłem też kilka drobnych obcierek do krwi co nie podobało się za bardzo moim rodzicom .
Odkrycie marihuany to dla mnie było zbawienne i eureka problemem dostęp marihuany tyle że byłem tak zachwycony paleniem marihuany. że moja zaradność i przedsiębiorczość rozwiązały ten problem dostępu dość szybko.Potem to urosłem i tolerancja na picie też więc konsekwencja palenia był powrót do picia tak w kółko bo ja mam krzyżowe uzależnienie to jest taka różnica między nami.
No nie wiem Ty przez 20 parę lat przystosowałaś się do życia z paleniem jakby organicznie to część jego spora umiesz jakby manewrować i sterować paleniem też nie masz jeszcze jakichś wyraźnych dla Ciebie konsekwencji  stąd też marne motywacje.
Z marihuaną tak bywa a Ty masz widocznie wyższą odporność odwrotnie jak chłopak lady_Kate on jest innym typem palacza przeszedł na inny level ,on już chyba pali jointy jak papierosy trochę odruchowo Ty palisz jeszcze jakby "rytualnie".
Ze względu na to że palisz bardzo długo i organicznie" to spore zmiany w życiu byłyby konieczne żeby utrzymała się w trzeźwości tak tylko dla siebie samej to trudne jak wiele dziedzin masz podporządkowane paleniu dziecko jeszcze małe ale Twoja nieobecność może być dysfunkcyjna dla niego w dalszej perspektywie tyle że zaprzestanie palenia dla dziecka to ściema też się nie da bo dziecko urośnie jeszcze bardziej i będą może z nim problemy a Ty nauczyłaś się rozwiązywać je z marihuaną jak z protezą i tu kłopot.
Twój mąż popija nie wiadomo czy ma problem jeżeli ma, to bardzo tragicznie ,jesteście w czymś jak symbioza to też problem przyzwyczajenia  do siebie i wzajemnych korzyści z picia palenie marna podstawa, może być pułapką dla was bo to jest wasza,norma takie życie i to bez konsekwencji ,prawie żadnego konfliktu konsekwencje jeżeli już jakieś drobne występują umiecie niwelować, skutecznie przez tyle lat powolny u was jest ten proces uzależnienia, prawie go nie widać.

Są takie grupy wsparcia NA anonimowi narkomani tyle że wam pewnie się nie spodoba tam na takim etapie jak jesteście dwie z Kate ,bo wasze palenie jest takie wydawało by się takie niewinne i niegroźne.
Obie też macie problem z uzależnieniem od facetów w bardzo podobny sposób - oczywiście to moje domniemania bo mało napisałyście o sobie.
Trochę wam czasu jeszcze brakuje żeby sięgnąć jakiegoś dna co w przypadku THC i jego właściwości naprawdę nie jest łatwe bo to nie heroina czy amfa.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

9

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Dzięki za odzew. Właśnie tego mi było trzeba i potrzeba nadal, bo jestem na etapie że chce to sobie poukładać jakoś i zdecydować w miarę świadomie, jak dalej to ma wyglądać...

Chodzi też o pewien mindset, ktory mam sobie ustawić? nie chce sie wkurwiac na niego całe życie, że dalej to robi i nic nie zmienia, to tylko będzie wzbudzało we mnie ciągła frustrację i rozczarowanie z nim związane, nie łudzę się już że on rzuci, a ja sama nie widzę sensu rzucać, bo nie będę się patrzeć na niego jak i tak to robi i denerwować, sprawdzać go, w strachu żyć, a tak mam z tego przyjemność przecież, więc jakby nie widzę powodów czemu miałabym przestać.
Post może wyglądać dziwnie, bo zawsze jak pisze wszystko od razu, to jest to tak długie, że zaczyna brakować znaków i na sam widok się odechciewa czytania ludziom. Dlatego się trochę ograniczałam i starałam być zwięzła

Nigdy nie wyobrażałam sobie, że będę palaczem. I to nasze palenie jest totalnie rytualne dla mnie dokładnie tak, jestem pod wrażeniem Twojej oceny sytuacji tak łatwo, bez zbyt wielu danych. Jest dokładnie jak mówisz. Jestem uzależnieniona bardziej od niego i tego uczucia luzu, bezkonfliktowosci i zwykłej przyjemności. Nie palimy tego - w jakiś niewyobrażalnych ilościach do zgonu, radzimy sobie ze skutkami ubocznymi, bo wcale staramy się nie poddawać temu lenistwu, trenujemy, jesteśmy hiperaktywnymi ludzmi, bardziej niż większość naszych znajomych. I właśnie tu jest haczyk, bo skoro... stać nas, nie odpierdalamy po zapaleniu, tylko grzecznie film włączamy, albo idziemy na spacer...różnie, i zachowujemy się normalnie, to co w tym złego?
dla mojego faceta to też tak jak napisałeś, praktycznie jak fajki. W dodatku żyje w kraju gdzie jest to łatwo dostępne i w miarę tanie i praktycznie wszyscy to robią i tak spędzają czas. Nie mówię że to jakieś usprawiedliwienie. Że wszyscy to i ja, ale...nic nadzwyczajnego.

Dla mnie wewnątrznie jest to najtrudniejsze i dziwne bo mam przeświadczenie że to źle i grzech, bo pochodzę z bardzo wierzącej rodziny i gdzieś we mnie te wpojone wartości głęboko ukryte są, i jak palę to mam zwyczajne wyrzuty sumienia, że nie powinnam.

I ciągle pytam siebie...czy ja chcę żeby tak wyglądało moje życie? Czy nie czuje że je marnuje? No ...wcale nie. Robię wszystko to co normalnie bym robiła, wiadomo czasem się mniej chce i zamulona jestem przez to, ale przecież w chuj ludzi nie paląc zachowuje się dokładnie tak samo. Też siedzą w domu przed TV i seriale oglądają i programy i YouTube non stop.
I w ten sposób pytam siebie ciągle...więc komu to co przeszkadza? A potem nagle głos z wewnatrz, że się staczam. I że gdzieś musim być umiar. Jakieś zasady w tym wszystkim. Brak przesady. Przerwy.

Zastanawiałam sie czy to faktycznie jest możliwe tak jak w przypadku Mamitka, jak pisała że normalnie z tym żyje, i wieczorem przed pójściem spać sobie zapali i zaadaptowała to swojego życia.

Też sęk w tym że jestem osobą typu albo wóz albo przewóz, albo rzucam i jak raz to na całe życie, albo nie rzucam i nic się nie zmienia, a teraz to się oszukuje, że chce rzucić, albo to ie akcj co jakiś czas i nawołuje że rzucamy odstawiamy na jakiś czas...nie chce mi się walczyć. Po co? W imię czego?

Nie wiem co powinnam zrobić, bo z jednej strony mam ten wewnętrzny bunt "że nie chce tak żyć i nie tak miało nasze wspólne bycie wyglądać", a zdrugiej rozmawiam z innymi, porównuje i myślę...właściwie co ja chcę od tego mojego życia? Mam super faceta, dobrze się razem zgrywamy, dajemy radę, trenujemy, jesteśmy sexy, do dzieci nam się nie spieszy...i jeszcze się przy tym dobrze bawimy, nie ma na co narzekać.
Może jestem więźniem systemu w swojej głowie, że oczekiwania są, że rodzina, dziecko, praca i zapierdalaj w pocie czoła następne 20 lat, kredyt na chate weź i oraj ,a potem pożyjesz...nie powinno Ci byc za miło w miedzyczasie. A w ogóle to że zakazane i w Polsce to więzienie itd. I do razu kryminalna historia. A tu zyje w kraju w którym można i to nie jest złe. W tym sensie.
I ja nie chce się z tym źle czuć. A przez te oczekiwania społeczne i bliskich, mentalność w której dorastałam, czuje się z tym źle. to mnie wkurwia i nie daje mi spokoju.

Dlatego zaczęłam szukać odpowiedzi na różne pytania, które głównie zadać muszę samej sobie

10

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
Misinx napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Moj byly i wszyscy znajomi palili. Nawet ja i moj przyjaciel zaczelismy palic.
Bylo to strasznie irytujace jak ludzie sie zachowywali leniwie i nic nie dalo sie z nimi robic. Jak to dwie godziny krecili tego skreta.
Tej calej kultury nigdy nie zrozumialam.
Moj byly twierdzil, ze nie chce palic. Jednak to bylo tylko mowione zeby wygladac lepiej i bylo to klamstwo.
Zwyczajnie chcial palic dalej wiec palil i nadal pali. Dlugo po rozstaniu.

Ja nie rozumiem co w tym jest magicznego, szczerze mowiac. Tysiac razy bardziej wole LSD big_smile Ja i moj maz to bralismy, bo marihuana nas nie kreci.

Pod jakim względem jest lepsze LSD ?
Ja nigdy nie paliłem marihuany, ale przyznam szczerze, że gdybym miał możliwość spróbować to pewnie bym spróbował. Ale z Waszych opisów wynika, że po marihuanie to ja bym miał jeszcze większą apatię, niż zwykle mam, więc to chyba nie dla mnie big_smile


Takie palenie jak ja teraz uskuteczniam z moim jest zupełnie inne niż zajaranie jednorazowo, ja zawsze miałam śmieszne jazdy po paleniu, gdy byłam nowicjuszem. Później się to zmienia, gdy palisz regularnie, ja nigdy nie miałam fazy na próbowanie narkotyków i jakieś jazdy, więc więc co innego zupełnie mi to daje an codzien właśnie

11

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
paslawek napisał/a:
Lucyfer666 napisał/a:

Ten temat brzmi, jak policyjny haczyk big_smile

Choć na swój sposób przekonuję się, że tzw. victimless crime nie powinny być problemem.
Wszystko jest dla ludzi - sprawa w tym, żeby brać pod uwagę konsekwencje kiedy straci się kontrolę - dotyczy to każdej używki, w tym jednej z najgorszych, a legalnej, czyli alkoholu.

To Lucyferze słuszne i piękne tylko żaden ze znanych mi ponurych ćpunów łącznie ze mną nie miał  żadnego zamiaru z premedytacją i z pełną świadomością kompletnie nie chciał tej kontroli za wszelką możliwą cenę stracić,jak się ją straci to długo się o tym nie wie i nie chce wiedzieć , mało tego za wszelką możliwą ceną chciałem ją odzyskać bo coś nie stykało działy się różne dziwne niezrozumiałe rzeczy, utrzymać panowanie kontrolę siłą woli ,podtrzymać, nawet za cenę miłości, przyjaźni, moich niektórych pasji,rezygnując ze swoich zasad coraz łatwiej, z ogromną narastającą i zawłaszczającą wiele obszarów myślenia psychiczną niewolą obsesją do obłędu.Kontroli z resztą nie traci się z dnia na dzień w ciągu godziny ani od pierwszego razu najpierw dosc długo się ją jednak posiada ,ale tu długo znaczy bardzo indywidualnie bo są różne typy jej utraty każda ma swoje fazy i etapy podobnie jak nie ma jednego rodzaju predyspozycji ona też ma swoistą dynamikę i bardzo osobniczą progresję .Konsekwencje się łagodzi na tysiące sposobów zakłamuje i wypiera, obsesje wszystko załatwia daje energię żeby trwać.
Sama wiedza że dragi szkodzą to słabo skąd można wiedzieć i przewidzieć że ja się uzależnię to ruska ruletka tak naprawdę i złożony problem nie wszyscy automatycznie palacze uzależniają się od THC nie ma takiego przełożenia, dokładnie jak z alko nie wszyscy pijący są alkoholikami na kogo trafi na tego bęc, wiele zmiennych  predyspozycje, odporność,skutki,deficyty,lęki,poczucie braków,samoocena,oczekiwania i przekonania, "chore emocje" ich regulacja stosunek do siebie i innych- oraz różne takie.
Ale Ty wiesz o co chodzi nie udawaj że nie. smile

Co do dziewczyn
lady_Kate Ty na moje oko i z tego co napisałaś to bardziej podpadasz pod zjawisko dziewczyny "co kocha za bardzo" palisz jakby z solidarności i żebym mieć jakąś kontrolę nad chłopakiem, podobnie moja dziewczyna paliła ze mną, masz chyba więcej z osoby współuzależnionej, uzależnionej bardziej od chłopaka niż od marihuany takie mam wrażenie.Nie masz jeszcze raczej motywacji jeżeli on jej nie ma, żadne z was nie ma jej, bo też wasze konsekwencje nie są wyraźniej i dotkliwie.Chcesz leczyć chłopaka nie siebie a on wcale nie ma żadnej chęci zaprzestania to straszna pułapka dla Ciebie bo nie zdołasz go wyleczyć jesteś dla niego niewiarygodna po prostu a jak nawet przestaniesz a on nie , to będziesz strasznie tęsknić przy nim do palenia i zazdrościć mu co będzie powodować mnóstwo konfliktów.
Moja dziewczyna nie uzależniła się od żadnego dragu ja tka bo odkryłem amfetaminę i to już był nasz koniec. Zwróciłem się  też do regularnego zamiennego i łącznego  z amfą picia to znaczy straciłem zupełnie już  kontrole ,popalałem jeszcze przez jakiś czas ale dla mnie to już nie było takie atrakcyjne jak amfa.
Matita Twoje życie to było moje marzenie za małolata palić do końca życia i mieć nieograniczony dostęp
jako nastolatek bardzo młody miałem słabą głowę do picia rzygałem i szybko się upijałem tracąc przytomność,miąłem też kilka drobnych obcierek do krwi co nie podobało się za bardzo moim rodzicom .
Odkrycie marihuany to dla mnie było zbawienne i eureka problemem dostęp marihuany tyle że byłem tak zachwycony paleniem marihuany. że moja zaradność i przedsiębiorczość rozwiązały ten problem dostępu dość szybko.Potem to urosłem i tolerancja na picie też więc konsekwencja palenia był powrót do picia tak w kółko bo ja mam krzyżowe uzależnienie to jest taka różnica między nami.
No nie wiem Ty przez 20 parę lat przystosowałaś się do życia z paleniem jakby organicznie to część jego spora umiesz jakby manewrować i sterować paleniem też nie masz jeszcze jakichś wyraźnych dla Ciebie konsekwencji  stąd też marne motywacje.
Z marihuaną tak bywa a Ty masz widocznie wyższą odporność odwrotnie jak chłopak lady_Kate on jest innym typem palacza przeszedł na inny level ,on już chyba pali jointy jak papierosy trochę odruchowo Ty palisz jeszcze jakby "rytualnie".
Ze względu na to że palisz bardzo długo i organicznie" to spore zmiany w życiu byłyby konieczne żeby utrzymała się w trzeźwości tak tylko dla siebie samej to trudne jak wiele dziedzin masz podporządkowane paleniu dziecko jeszcze małe ale Twoja nieobecność może być dysfunkcyjna dla niego w dalszej perspektywie tyle że zaprzestanie palenia dla dziecka to ściema też się nie da bo dziecko urośnie jeszcze bardziej i będą może z nim problemy a Ty nauczyłaś się rozwiązywać je z marihuaną jak z protezą i tu kłopot.
Twój mąż popija nie wiadomo czy ma problem jeżeli ma, to bardzo tragicznie ,jesteście w czymś jak symbioza to też problem przyzwyczajenia  do siebie i wzajemnych korzyści z picia palenie marna podstawa, może być pułapką dla was bo to jest wasza,norma takie życie i to bez konsekwencji ,prawie żadnego konfliktu konsekwencje jeżeli już jakieś drobne występują umiecie niwelować, skutecznie przez tyle lat powolny u was jest ten proces uzależnienia, prawie go nie widać.

Są takie grupy wsparcia NA anonimowi narkomani tyle że wam pewnie się nie spodoba tam na takim etapie jak jesteście dwie z Kate ,bo wasze palenie jest takie wydawało by się takie niewinne i niegroźne.
Obie też macie problem z uzależnieniem od facetów w bardzo podobny sposób - oczywiście to moje domniemania bo mało napisałyście o sobie.
Trochę wam czasu jeszcze brakuje żeby sięgnąć jakiegoś dna co w przypadku THC i jego właściwości naprawdę nie jest łatwe bo to nie heroina czy amfa.



Masz dużo racji w tym co piszesz, faktycznie,nigdy nie sięgnęłam dna przez palenie,nigdy nie miałam kłopotów przez to,moralniakow ,nawet złego samopoczucia.dlatego pewnie,tak ciężko mi podjąć decyzję o całkowitym rzuceniu,bo wiem,że w końcu będzie mi brakować tego stanu po paleniu.Co do minusów, to wydaje mi się,że straciłam dużo wspomnień, no i motywacja opada.Z czym się nie zgodzę,to z Twoja opinią o moim związku.Nie jestem uzależniona od partnera, pomimo naszych słabości stworzyliśmy fajna rodzinę.Zawsze możemy na siebie liczyć,wspieramy się, ciężko pracujemy na to co mamy i ci chcemy mieć.przezylismy że sobą mega szczęśliwe chwilę jak i straszne. To on pomógł mi stanąć na nogi i zawalczyć o siebie w innej kwestii, nie związanej z paleniem.
Czego się obawiam, to tego czy faktycznie to uzależnienie może tak wyglądać całe życie? Czy jednak przyjdzie taki moment ,że spadne i się roztrzaskam ?

12

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Lady_ Kate, jeżeli sasiadujesz z Belgią, i chciałabyś obgadać problem na żywo, to śmiało pisz

13

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
Matita napisał/a:

Masz dużo racji w tym co piszesz, faktycznie,nigdy nie sięgnęłam dna przez palenie,nigdy nie miałam kłopotów przez to,moralniakow ,nawet złego samopoczucia.dlatego pewnie,tak ciężko mi podjąć decyzję o całkowitym rzuceniu,bo wiem,że w końcu będzie mi brakować tego stanu po paleniu.Co do minusów, to wydaje mi się,że straciłam dużo wspomnień, no i motywacja opada.Z czym się nie zgodzę,to z Twoja opinią o moim związku.Nie jestem uzależniona od partnera, pomimo naszych słabości stworzyliśmy fajna rodzinę.Zawsze możemy na siebie liczyć,wspieramy się, ciężko pracujemy na to co mamy i ci chcemy mieć.przezylismy że sobą mega szczęśliwe chwilę jak i straszne. To on pomógł mi stanąć na nogi i zawalczyć o siebie w innej kwestii, nie związanej z paleniem.
Czego się obawiam, to tego czy faktycznie to uzależnienie może tak wyglądać całe życie? Czy jednak przyjdzie taki moment ,że spadne i się roztrzaskam ?

Moje racje są mało istotne tak naprawdę.Po paru zdaniach z resztą co można napisać mądrego. Zawsze też trochę odruchowo porównuje to do tego co znam i doświadczyłem albo znam z otoczenia u podobnych ancymonów to bywa mylne wyjątki oczywiście istnieją a nie wszystkie sytucje z narko i alko w tle to zaraz totalna ro......lka i patologia to stereotypy wiem o tym .
Weź poprawkę na moje "terapeutyczne" skrzywienie bo aktywistą trzeźwościowym takim upierdliwym moralizatorem to ja nie jestem i nie chce być.Każdy tam ma swoją jakąś drogę i historię różnie jest.
Mam nie jednych znajomych po prostu w podobnej jak Twoja sytuacji związkowej, w przeszłości tak żyli jedno popijało drugie paliło,albo oboje popijali lub oboje palili przez lata.No i różnie sami to widzieli,oceniali na różnych etapach życia,różnie się kończyły takie związki.
Wiesz ja jestem też alkoholikiem i mam "subiektywne" reakcje jak czytam mąż popija prawie codziennie to pierwsze skojarzenie domyślasz się jakie może być za chwilę na ogół sobie uzmysławiam że ludzie mają różnie tylko że strasznie to wszystko podobnie przebiega.
Jeżeli Twój mąż ma faktycznie problem z piciem  i Ty masz problem z uzależnieniem, to niestety nie ma bata żeby stworzyć zdrową relację to iluzje są, oparte na wspieraniu emocji czymś z zewnątrz alkoholem i dragami niezbędnymi do funkcjonowania to dopiero widać jak oboje byście zaprzestali i żyli w trzeźwości to zawsze weryfikuje zdrową więź między ludźmi.
Jeżeli mąż nie ma problemu to jeszcze możliwe  nie jest tak źle  z wami smile.
Jak wam tak pasuje jesteście zdrowi i nie macie psychicznych jazd i konsekwencji to pewnie można tak żyć jeszcze długo ale to też czas weryfikuje jak zwykle i jak zawsze.Marihuana sama wydaje się najmniej groźna na pewno mniej szkodzi niż alkohol to fakt zwłaszcza jak ktoś nie jest uzależniony, ale witaminą też nie jest ,jak wiesz zmula strasznie momentami, nie jest też zbyt mądrym mieszać jej z innymi dragami ,jak ma się problem to robi się naprawdę czasem rzeźnia,ale ja to głównie znam podobnych ozdrowieńców i połamańców znam też takich co ich dno wcale nie było jakieś drastyczne wystarczyło za motywację zniechęcenie do życia i to ogromne stałe zmulenie.
Uzależnienia jednak są podstępne bo nawet jeżeli bardzo powoli to jednak się rozwijają nie bardzo wiadomo zwykle jak o i co się stanie.To jest najbardziej niebezpieczne w tej zabawie po czasie widać fazy i etapy a tych jest sporo różnych odmian.
Fajny pomysł z waszym kontaktem zróbcie to zobaczycie co z tego wyniknie może coś pozytywnego kto wie .
Na forum to niewiele jest osób z takimi historiami głównie dziewczyny co rozstały się z kimś kto pije albo ćpa i to raczej nie jest z reguły sama maryśka.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

14 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2020-05-23 02:33:40)

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
Misinx napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Moj byly i wszyscy znajomi palili. Nawet ja i moj przyjaciel zaczelismy palic.
Bylo to strasznie irytujace jak ludzie sie zachowywali leniwie i nic nie dalo sie z nimi robic. Jak to dwie godziny krecili tego skreta.
Tej calej kultury nigdy nie zrozumialam.
Moj byly twierdzil, ze nie chce palic. Jednak to bylo tylko mowione zeby wygladac lepiej i bylo to klamstwo.
Zwyczajnie chcial palic dalej wiec palil i nadal pali. Dlugo po rozstaniu.

Ja nie rozumiem co w tym jest magicznego, szczerze mowiac. Tysiac razy bardziej wole LSD big_smile Ja i moj maz to bralismy, bo marihuana nas nie kreci.

Pod jakim względem jest lepsze LSD ?
Ja nigdy nie paliłem marihuany, ale przyznam szczerze, że gdybym miał możliwość spróbować to pewnie bym spróbował. Ale z Waszych opisów wynika, że po marihuanie to ja bym miał jeszcze większą apatię, niż zwykle mam, więc to chyba nie dla mnie big_smile

LSD powoduje tzw ego dissolution. Traci sie poczucie siebie i przez to czlowiek moze przejsc do dalszych czesci swojego rozumu i doslownie rozwiazac swoje problemy psychiczne. W Stanach robi sie taka terapie dla osob terminalnie chorych, ktore biora grzybki i wraz z terapeuta przechodza taki 'trip'
Przy tym pozostaje sie swiadomym, a nie jakims zamulonym czy tez jak pijanym.
Poza tym halucynacje wygladaja jak z filmu po prostu, swiat wyglada jak z basni. Slyszenie i wzrok jest tak intensywny i tak niezwykly. Tak samo jak wlasne czucie ciala czy tez inne fizyczne odczucie.

Musze dodac, ze malo kto bierze LSD na takiej zasadzie jak pali ziolo czyli codziennie.
Sama jestem wielka fanka tego narkotyku i jednak sama bralam trzy razy w przeciagu kilku lat. Inaczej to sie raczej mija z moim celem, ktorym nie jest zycie pod wplywem czegos, a konfrontacja ze soba.
Z kolei ziolo to ludzie raczej pala jako ucieczke czy przytepienie, by sie nie martwic, nie myslec, spac lepiej lub nawet jezeli maja problem z jedzeniem to jesc wiecej.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

15

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

LSD to nie jest rzecz dla wszystkich i dal każdego a najmniej okazuje się że dla  narkomanów przede wszystkim smile to substancja odmienna od klasycznych dragów zmienia świadomość a zmiana samopoczucia jest zupełnie inna niż w przypadku znieczulaczy typu heroina, morfina, alkohol THC ,nie powoduje też z reguły efektów jak syntetyczne dragi, łączenie LSD z innymi narkotykami jest ciekawym doświadczeniem tyle ze niebezpiecznym, w ogóle LSD dla nawet niektórych osób nieuzależnionych od narkotyków bywa groźne, to też nie jest cudowny lek na wszystko.
Jedyne co w nim na pewno jest w miarę bezpieczne to że nie powoduje uzależnienia fizjologicznego bo nie może taka jego "uroda" chemiczna.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

16

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
paslawek napisał/a:

LSD to nie jest rzecz dla wszystkich i dal każdego a najmniej okazuje się że dla  narkomanów przede wszystkim smile to substancja odmienna od klasycznych dragów zmienia świadomość a zmiana samopoczucia jest zupełnie inna niż w przypadku znieczulaczy typu heroina, morfina, alkohol THC ,nie powoduje też z reguły efektów jak syntetyczne dragi, łączenie LSD z innymi narkotykami jest ciekawym doświadczeniem tyle ze niebezpiecznym, w ogóle LSD dla nawet niektórych osób nieuzależnionych od narkotyków bywa groźne, to też nie jest cudowny lek na wszystko.
Jedyne co w nim na pewno jest w miarę bezpieczne to że nie powoduje uzależnienia fizjologicznego bo nie może taka jego "uroda" chemiczna.

Pewnie, ze nie jest lekiem na wszystko. To swoja droga tez czesto sie przypisuje marihuanie i na tym czesto skupiaja sie palacze skretow.

W skrocie mowiac to raczej autorka nie pozbedzie sie tego w partnerze, poniewaz on tylko mowi, ze nie chce.
Moze ma slabosc do uzywek, to druga sprawa.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

17 Ostatnio edytowany przez yessa (2020-05-24 17:06:32)

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Byłam w związku z palaczem ponad 5 lat. Palilam zanim go poznałam, wiem, że mu to imponowalo m.in. Dlatego się ze mną związał. Na początku chwilę jeszcze z nim palilam ale jakoś przestalo mnie to bawić i skończyłam z tym. Ale on palił przez cały nasz związek, praktycznie dzień w dzień i po latach wiem jakie to uzależnienie i jak niepozornie potrafi zawładnąć człowiekiem. Bo niby jest ok, niby funkcjonuje, pracuje, ma znajomych ale palić musi. Bo musi. Bo jak nie pali to jest zły, ma fochy, ciche dni, nie potrafi rozmawiać. Mój ex nie potrafił mówić o uczuciach ani snuć wspólnych planów na przyszłość. Miał okropne wachania nastrojów. Być może to kwestia wychowania, dzieciństwa, jakichś przeżyć ale trawa temu na pewno nie pomagała. Jedno wiem do niczego dobrego palenie nie prowadzi. Jeśli wydarzy się problem to palenie go pogłębi. No i z doświadczenia ( oprócz tego związku spotkałam się z palaczami ale żadna z tych relacji nie przetrwała na dłuższą mete) zauważyłam że oni mają tendencję do wkręcanie sobie bzdur które nie istnieją. Tendencję Np. do bezpodstawnej zazdrości, potem zaczynają się oskarżenia o zdrady itp. Albo inne dziwne akcje. Miałam też sytuację ze facet, który bardzo dużo palił, wkrecal sobie że jest ze mną w związku (nie dawałam mu powodów by tak myslal) mówiłam mu sto razy że nie jesteśmy para, mimo to on zachowywał się jakby był moim facetem, był zazdrosny robił akcje że nie chce się z nim spotkać, że nie chce go złapać za rękę itp. Mój ex jak się dobrze spalił plus alkohol to miał też różne jazdy. Cieszę się że ten związek się skończył. Że moje dziecko nie musi patrzeć na takie rzeczy, bo mam męża który nie pali i odecniam to. Nie palimy i dziś nie wyobrażam sobie żeby trawa była obecna w naszym spokojnym i poukladanym zyciu. Zastanawiam się czy jest sens ciągnąć taka relacje? Bo z takim facetem nigdy nie zaznasz spokoju. Chyba że namówisz go na odwyk i skończy z tym, ale skoro piszesz że jest słaby, może być ciężko

Szczęście jest jak motyl: spróbuj je złapać, a odleci. Usiądź w spokoju, a ono spocznie na twoim ramieniu.
Anthony de Mello

18

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
yessa napisał/a:

Byłam w związku z palaczem ponad 5 lat. Palilam zanim go poznałam, wiem, że mu to imponowalo m.in. Dlatego się ze mną związał. Na początku chwilę jeszcze z nim palilam ale jakoś przestalo mnie to bawić i skończyłam z tym. Ale on palił przez cały nasz związek, praktycznie dzień w dzień i po latach wiem jakie to uzależnienie i jak niepozornie potrafi zawładnąć człowiekiem. Bo niby jest ok, niby funkcjonuje, pracuje, ma znajomych ale palić musi. Bo musi. Bo jak nie pali to jest zły, ma fochy, ciche dni, nie potrafi rozmawiać. Mój ex nie potrafił mówić o uczuciach ani snuć wspólnych planów na przyszłość. Miał okropne wachania nastrojów. Być może to kwestia wychowania, dzieciństwa, jakichś przeżyć ale trawa temu na pewno nie pomagała. Jedno wiem do niczego dobrego palenie nie prowadzi. Jeśli wydarzy się problem to palenie go pogłębi. No i z doświadczenia ( oprócz tego związku spotkałam się z palaczami ale żadna z tych relacji nie przetrwała na dłuższą mete) zauważyłam że oni mają tendencję do wkręcanie sobie bzdur które nie istnieją. Tendencję Np. do bezpodstawnej zazdrości, potem zaczynają się oskarżenia o zdrady itp. Albo inne dziwne akcje. Miałam też sytuację ze facet, który bardzo dużo palił, wkrecal sobie że jest ze mną w związku (nie dawałam mu powodów by tak myslal) mówiłam mu sto razy że nie jesteśmy para, mimo to on zachowywał się jakby był moim facetem, był zazdrosny robił akcje że nie chce się z nim spotkać, że nie chce go złapać za rękę itp. Mój ex jak się dobrze spalił plus alkohol to miał też różne jazdy. Cieszę się że ten związek się skończył. Że moje dziecko nie musi patrzeć na takie rzeczy, bo mam męża który nie pali i odecniam to. Nie palimy i dziś nie wyobrażam sobie żeby trawa była obecna w naszym spokojnym i poukladanym zyciu. Zastanawiam się czy jest sens ciągnąć taka relacje? Bo z takim facetem nigdy nie zaznasz spokoju. Chyba że namówisz go na odwyk i skończy z tym, ale skoro piszesz że jest słaby, może być ciężko

Tak jest bardzo czesto. I znam to samo zachowanie z autopsji.
Trawa moze wywolac i pogroszyc nerwice i inne problemy psychiczne. Nie jest prawda, ze dziala tylko pozytywnie.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

19 Ostatnio edytowany przez madoja (2020-05-28 08:45:35)

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

W pierwszej chwili pomyślałam że temat założyła dziewczyna mojego dawnego znajomego (w sumie nadal tego nie wykluczam, bo oni poznali się jakieś 3 lata temu).
On jarał od zawsze. I choć on sam nie robił z tego problemu, widziałam że jest uzależniony, bo nie umiał wytrzymać nawet dnia bez - wpadał w panikę gdy się kończyło, w środku nocy nawet jechał do jakichś kolesi żeby tylko kupić.
Był leniwym, obleśnym facetem z nadwagą, zaniedbanym.

Ale nagle poznał dziewczynę przez internet.
Śliczną.
Gadali jakiś czas i gdy zobaczyła jego zdjęcie, dała mu kosza. Potem jednak się odezwała  mówiąc że tęskni i da mu szansę.
Spotkali się, poszli do łózka. Raz dwa się do niego przeprowadziła.
On mówił że to dziewczyna z dobrego domu i ją kręci że on jest takim bad-boy'em (on nie był żadnym bad boy'em, był grubasem który wciąż jara i praktycznie nie wychodzi z fotela) i że chce palić z nim.
Naprawdę byłam zdziwiona, bo zupełnie do siebie nie pasowali. Już pomijam wygląd, ale on był dumny z tego że ją będzie ciągnął na dno...
Całkiem niedługo potem urodziło im się dziecko.
Nasz kontakt się urwał.

A ja do dziś nie umiem zrozumieć dziewczyny. Weszła w takie gówno za przeproszeniem.
Może dlatego że była sporo młodsza i miała problemy w domu, od których chciała uciec?
Strzelam że dziś wspólnie jarają.
On był taki szczęśliwy że będzie miał towarzyszkę do palenia...

20

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Trafiłem na forum przypadkiem czytając o typach osobowości, zauważyłem ten temat i postanowiłem się zarejestrować żeby się udzielić bo temat MJ jest mi znany. Co prawda nie od strony problemów w związku, ale myślę, że mogę wnieść coś do tematu. Po pierwsze nie możesz myśleć o paleniu w kategorii grzechu, bo to roślina jak każda inna i jeśli Bóg ją umieścił na naszej Ziemi(ja akurat nie jestem wierzący) to zrobił to po to, żebyśmy z niej korzystali. To że w wielu krajach jest nielegalna lub postrzegana za coś złego to wymysł człowieka. Oczywiście nie uważam, żeby palenie codziennie było czymś dobrym. Sam robiłem tak przez kilka lat, ale w pewnym momencie uświadomiłem sobie że to bez sensu. I tutaj uważam, że potrzeba po prostu logiki, żeby sobie to przemyśleć, co nieco wydedukować i uznać, że nie trzeba palić. Dla mnie głównym powodem były korzyści zdrowotne z rzucenia palenia, lub raczej niekorzyści jakie palenie(substancje smoliste i wysoka temperatura dymu) powoduje. I przestałem palić z dnia na dzień mimo tego, że przebywałem z osobami, które paliły przy mnie, pytały, czy nie chcę buszka. Żeby przestać palić trzeba po prostu chcieć - nie ma nic prostszego. Ale musi to być szczera chęć poparta jakimiś powodami. Samo mówienie że nie chcesz palić mając z tyłu głowy że nie dasz rady nic nie da. Spójrz na to jak na coś łatwego, realnego a nie jak na odległą, nierealną wizję. Ty musisz do tego dojść sama i Twój partner też musi do tego dojść sam i każdy musi znaleźć sobie swój powód. Jeśli palenie nie powoduje u Was żadnych negatywnych efektów, wywiązujecie się ze swoich obowiązków, nie zaniedbujecie siebie ani dziecka, normalnie funkcjonujecie to nie ma powodu do zmartwień. Po prostu przestań palić jeśli nie chcesz tego robić i pozwól swojemu partnerowi dorosnąć do tego(choć to może nie nastąpić). Ja do tego dorosłem mając 21lat i nie sprawia mi problemu zapalenie raz na jakiś czas dla towarzystwa by potem przez dłuższy czas nie palić. I stan wtedy jest dużo fajniejszy niż gdy palisz codziennie, co też może być motywacją do rzadszego palenia.

21 Ostatnio edytowany przez madoja (2020-05-29 08:27:49)

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
SuperMario napisał/a:

Po pierwsze nie możesz myśleć o paleniu w kategorii grzechu, bo to roślina jak każda inna i jeśli Bóg ją umieścił na naszej Ziemi(ja akurat nie jestem wierzący) to zrobił to po to, żebyśmy z niej korzystali.

To akurat wg mnie bardzo głupi argument.
To ludzie wymyślają jakie jest przeznaczenie takich rzeczy, Bóg nie powiedział "możecie palić zioło, bo do tego je stworzyłem". Nie jestem wierząca ale wyobrażam sobie że gdyby jednak stworzył te wszystkie rzeczy, to po prostu bez tego przeznaczenia.
Równie dobrze można powiedzieć np: Bóg stworzył innych ludzi więc można ich jeść. Bóg stworzył Murzynów więc niewolnictwo jest ok. Bóg stworzył difenbachię, więc można otruć rodzinę.
Przeznaczenie rzeczy wokół nas wymyślił człowiek (metodą prób, błędów, ale także wg kodeksu moralności). Nie Bóg. Tak naprawdę nie wiemy czy Bogu podoba się wykorzystanie jakichś rzeczy czy nie. Bo skąd możesz to wiedzieć?

Może Bóg wymyślił konopie żebyśmy ją obserwowali i podziwiali, bo ma ładne liście, jak wiele innych roślin bez większego (dla nas) przeznaczenia). A teraz patrzy wkurzony i zdezorientowany co ci ludzie odwalają - suszą i palą listki?

A nawet, tu już abstrahuję,mimo ścisłych zapisów, ludzie sami sobie wyznaczają co jest grzechem a co nie.
Przykłady: w Biblii jest jasno napisane żeby nie tworzyć podobieństw niczego co w niebie. Ludzie tworzą obrazy i się do nich modlą i jeszcze uważają że to się Bogu podoba.
I odwrotny przykład: w Biblii jest napisane żeby jeść zwierzęta kopytne, ale dla wegetarian to coś złego, barbarzyństwo i w ogóle dlaczego kochający Bóg każe jeść (lub dawniej składać w ofiarach) bezbronne zwierzęta.
I w/w niewolnictwo - w Biblii to norma, dla nas obecnie to coś bardzo złego.

Nie wszystko co nas otacza, wykorzystujemy w dobrym celu. Więc nie można wysnuwać wniosku że "skoro to istnieje, to można, bo Bóg tak chciał".
A - idąc dalej - wszystkie złe rzeczy stworzone na ziemi, które doprowadziły do wyginięcia setek, tysięcy ludzi - zostały zrobione właśnie z dostępnych nam środków "stworzonych przez Boga" - nawet gdy zrobione chemicznie. Broń, trucizny, bomby. Czy to znaczy że to nie grzech?

Wierzę w wewnętrzny kodeks moralny. Jeśli autorka czuje że robi coś złego, to znaczy że robi coś złego.

SuperMario napisał/a:

Żeby przestać palić trzeba po prostu chcieć - nie ma nic prostszego. Ale musi to być szczera chęć poparta jakimiś powodami. Samo mówienie że nie chcesz palić mając z tyłu głowy że nie dasz rady nic nie da. Spójrz na to jak na coś łatwego, realnego a nie jak na odległą, nierealną wizję.

Z tym się zgadzam, mimo że sama nie jarałam zioła, ale przez długie lata paliłam papierosy i to dużo. Rzuciłam parę lat temu z dnia na dzień. I myślę że mechanizm jest podobny.

SuperMario napisał/a:

nie sprawia mi problemu zapalenie raz na jakiś czas dla towarzystwa by potem przez dłuższy czas nie palić. I stan wtedy jest dużo fajniejszy niż gdy palisz codziennie, co też może być motywacją do rzadszego palenia.

Tu akurat nie wiem, ale byłabym ostrożna.
Myślę że przy każdym uzależnieniu jest tak, że jeśli potem się "czasami spróbuje" to może być równia pochyła.
Jak rzucać to na dobre.

22

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
madoja napisał/a:

To akurat wg mnie bardzo głupi argument.
To ludzie wymyślają jakie jest przeznaczenie takich rzeczy, Bóg nie powiedział "możecie palić zioło, bo do tego je stworzyłem". Nie jestem wierząca ale wyobrażam sobie że gdyby jednak stworzył te wszystkie rzeczy, to po prostu bez tego przeznaczenia.
Równie dobrze można powiedzieć np: Bóg stworzył innych ludzi więc można ich jeść. Bóg stworzył Murzynów więc niewolnictwo jest ok. Bóg stworzył difenbachię, więc można otruć rodzinę.
Przeznaczenie rzeczy wokół nas wymyślił człowiek (metodą prób, błędów, ale także wg kodeksu moralności). Nie Bóg. Tak naprawdę nie wiemy czy Bogu podoba się wykorzystanie jakichś rzeczy czy nie. Bo skąd możesz to wiedzieć?
Może Bóg wymyślił konopie żebyśmy ją obserwowali i podziwiali, bo ma ładne liście, jak wiele innych roślin bez większego (dla nas) przeznaczenia). A teraz patrzy wkurzony i zdezorientowany co ci ludzie odwalają - suszą i palą listki?

Porównanie totalnie bez sensu. Bóg zabrania wszystkich rzeczy które wymieniłaś. Stworzył innych ludzi mówiąc im, żeby się miłowali, a nie zabijali - nie można ich jeść. Niewolnictwo też z przykazaniami Bożymi nie ma nic wspólnego(swoją drogą po tym tekście o murzynach zaczynam podejrzewać Cię o rasizm - mi nawet by przez myśl nie przeszło żeby taką głupotę napisać). Nie możesz też otruć rodziny difenbachią(bo masz miłować, a nie zabijać). Natomiast korzystać z konopii, jak z każdych innych ziół(np. mięty) możesz. Jeśli nie robisz poprzez to krzywdy innym, to w czym jest problem? Jaka to różnica, czy odurzysz się winem, czy zielem, jeśli przy tym żadna istota nie ucierpi, a jedyne potencjalne szkody wyrządzasz sobie?

madoja napisał/a:

Tu akurat nie wiem, ale byłabym ostrożna.
Myślę że przy każdym uzależnieniu jest tak, że jeśli potem się "czasami spróbuje" to może być równia pochyła.
Jak rzucać to na dobre

Są ludzie, którzy piją wódkę na imprezach, są tacy którzy piją wódkę codziennie. Są tacy, którzy piją kawę od czasu do czasu, inni piją po 6 kaw dziennie. Z każdą używką jest tak samo, wystarczy świadomość tego co się robi i silna wola by nie dać pochłonąć się uzależnieniu.


I jak już tak religijnie, choć przypominam, jestem niewierzący:

"Dlatego już nie osądzajmy się wzajemnie, lecz raczej postanówcie nie dawać Bratu powodu do zgorszenia ani przyczyny potknięcia. Wiem i jestem przekonany w Panu Jezusie, że nic nie jest skalane samo w sobie; jedynie wtedy, gdy Człowiek uważa coś za skalane, jest to dla niego skalane.(..) Gdyż królestwo Boże nie oznacza jedzenia i picia, lecz prawość i pokój, i radość z duchem świętym." (List do Rzymian 14: 13-14, 17)

23 Ostatnio edytowany przez madoja (2020-05-30 10:04:31)

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji
SuperMario napisał/a:

Porównanie totalnie bez sensu. Bóg zabrania wszystkich rzeczy które wymieniłaś. Stworzył innych ludzi mówiąc im, żeby się miłowali, a nie zabijali - nie można ich jeść. Niewolnictwo też z przykazaniami Bożymi nie ma nic wspólnego(swoją drogą po tym tekście o murzynach zaczynam podejrzewać Cię o rasizm - mi nawet by przez myśl nie przeszło żeby taką głupotę napisać). Nie możesz też otruć rodziny difenbachią(bo masz miłować, a nie zabijać). Natomiast korzystać z konopii, jak z każdych innych ziół(np. mięty) możesz. Jeśli nie robisz poprzez to krzywdy innym, to w czym jest problem? Jaka to różnica, czy odurzysz się winem, czy zielem, jeśli przy tym żadna istota nie ucierpi, a jedyne potencjalne szkody wyrządzasz sobie?

Mieszasz Stary Testament z Nowym i wszystkiego bierzesz po troszku mieszając wybiórczo.
Bierzesz dekalog ze Starego ale już o miłowaniu z Nowego. Niewolnictwo jak najbardziej jest w Starym Testamencie i to przestawione całkiem ok. Ilu to facetów zapładnia swoje niewolnice w Starym Testamencie.

I kolejna dziwna rzeczy którą napisałeś: że zło jest jedynie wtedy gdy jest wyrządzane komuś, a nie sobie. Otóż nie. Grzechem jest np. samobójstwo.

24

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Czy temat znajduje się w dziale „Religia”? Proszę o natychmiastowe zakończenie off-topu i powrót do tematu wątku.

25 Ostatnio edytowany przez random87 (2020-06-08 17:03:24)

Odp: Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Paliłem nałogowo tak  dzień w dzień przez jakieś 8-10 lat. Bez większych przerw , góra tydzien/dwa.

Rzuciłem praktycznie z dnia na dzień, za sprawą miłości do mojej poznanej wtedy żony i szczerej chęci zmiany swojego życia 5 lat temu. Ze względu na motywację przyszło mi to dosyć łatwo.  Wcześniej podczas tego maratonu miałem również sytuację w których różne rzeczy naodwalałem, różne rzeczy mi się nawarstwiały , czasem nawet dochodziło do mnie że mam gruby problem , zawodziłem bliskich ludzi- ale nigdy nie zerwałem z jaraniem, głównie za sprawą środowiska i utrwalonego przez tyle lat modelu spędzania wolnego czasu. Jarania często po prostu z nudów. Albo jako dodatek do praktycznie każdej czynnosci , wyjazdu itp. Innych znajomych niepalących praktycznie nie miałem.

Jedyne problemy jakie napotkałem podczas oczyszczania się organizmu to problemy ze snem przez kilka tygodni , moze lekkie rozdrażnienie ale z racji "miłosnego haju " przeszedłem przez to całkiem spoko.

Od tamtej pory kilka razy paliłem okazyjnie , nawet ze swoją partnerką na początku , ale wydaje mi się że organizm sam już z tym walczył i absolutnie mi to już nie podchodziło i nie ciągnie mnie do palenia w ogóle. Tak jak wcześniej tolerancja na ganje rosła i paliliśmy z kumplami naprawdę spore ilości tak później po małym joincie po prostu źle się czulem.

Moja partnerka nigdy nie stawiała żadnego ultimatum, ani nic nie wymuszała na mnie , jakoś tak samo przyszło ogarnięcie. Wiedziałem że mnie to ogłupia i że przez jaranie straciłem naprawdę sporo swojego życia, szczerze chciałem to zmienić. No i z racji stanu zakochania z dnia na dzień realnie patrząc palenie stało się zbędne. Nie potrzebowałem takiego bodźca, bo miałem inny całkowicie lepszy. Przestało mi się nudzić.

W perspektywie czasu zmienilo się w moim zachowaniu bardzo dużo.
Wreszcie zacząłem mieć jakieś długofalowe plany, marzenia - a nie tylko życie z dnia na dzień i myślenie z kim, i gdzie po robocie się najarać. Stałem się bardziej rzeczowy i sumienny  , czasem aż do przesady. Jak się za coś zabiorę to chocbym "rzucał ku##ami" na lewo i prawo i miał piasek w oczach to muszę to zrobić. Wcześniej jak się domyślacie z motywacją czy ambicja byłem raczej na bakier. Teraz sporo rzeczy narzucam sobie sam, jestem też dużo bardziej wymagający od innych, szczegółowy - co czasem denerwuje np moja partnerkę. Która smieje się że wcześniej miałem wywalone a teraz jestem jak dyktator, no ale nie ma nic za darmo;)  Wcześniej ganja dawała też dużo optymizmu, co chyba w przypadku tego uzależnienia jest też kluczowe. Przy tym całym marazmie i stagnacji potrafi dać złudzenie że wszystko jest w porządku i nic złego się nie dzieje. O problemach się nie myslalo, byle zajarać i świat stawał się lepszy. Nie rozwiazywalo to oczywiście żadnych problemów, wręcz je pogłębiało.
Natomiast teraz jestem mega pesymistą i czasem problemy widzę tam, gdzie ich nie ma.


Wiem, że tak jak piszecie na jednych działa wręcz pozytywnie, innych ciągnie na dół , tutaj nie co generalizować jak z alkoholem że każdego ciągnie na dno. Osobiście znam takich którzy wpakowali się przez jaranie w bardzo poważne kłopoty , zżuleli , nic nie robią , tkwią w marazmie , ale znam też takich którzy palą X lat a nawet nikt by nie powiedział że sa pod wpływem, albo że sobie nie radzą w życiu. Tutaj nie ma reguły wszystko zależy od psychiki, charakteru , organizmu konkretnej osoby. Jedynym pewnikiem jest to - że jak ktoś ma problemy w życiu,  to gandka napewno je pogłębi. A żeby je rozwiązać trzeba przestać palić.

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Marihuana- szukam osób doświadczonych do wspólnej dyskusji

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018