Kocha, ale odchodzi - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kocha, ale odchodzi

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 72 ]

1 Ostatnio edytowany przez Hatipi (2020-04-03 23:38:42)

Temat: Kocha, ale odchodzi

Moja historia brzmi banalnie i od początku bałam się tego, ale wierzyłam, że jest inna (tak, wiem, brzmi jak klasyk). Byliśmy sąsiadami i mijaliśmy się przez lata. Aż pewnego wieczoru wszystko się zmieniło. Żona pracowała za granicą i przyjeżdżała na parę dni co 2, 3 tygodnie. Po 2 miesiącach naszego zbliżania się, B. mówił już o rozwodzie. Ponoć to był ślub z powinności - bo dziecko w drodze, on młody, bo rodzina, odpowiedzialność. Ja długo nie chciałam w nic wchodzić, bo w końcu żona. Ale zakochałam się. Wszystko idealnie pasowało. Po 4 miesiącach B. żył z żoną na wymiankę. Kiedy ona wracała, on się wyprowadzał. Kiedy jej nie było, mieszkał w domu. Nasze dzieci bawiły się razem. Spędzaliśmy coraz więcej czasu, we dwoje, we czworo. B. mówił o swoich planach na rozwód, wyprowadzkę i nasze wspólne mieszkanie. Było jak w bajce. Wszystko między nami było idealnie. Rozmawialiśmy o rozwodzie, o tym, jak to wszystko ułożyć, jak dzieciom powiedzieć, jak zamieszkać razem. W końcu znalazł mieszkanie, a między nami było coraz dalej. Tak jakby ta decyzja, to że w końcu się wyprowadza, była dopiero dla niego zrozumieniem całej sytuacji, tego że się rozstaje. Dużo rozmawialiśmy, o obawach, że ten trudny czas nas zniszczy, o tym, jak jego dziecko na to zareaguje, jak najlepiej wszystko ułożyć. Chorował też wtedy,pochował dwie osoby z rodziny, w pracy było źle. Zaczął mówić o tym, że nie wie, co się z nim dzieje. Że nie ma emocji, że wyłączył się. To trwało 4 miesiące. Stwierdziliśmy, że musimy się chyba rozstać, żeby dać czas na przetoczenie się spraw. Na zakończenie rozwodu itd. Zobaczyliśmy się ostatni raz. Wtedy nadal mówił, że kocha, że może się wszystko jeszcze ułoży. To było złe rozstanie. Wyszłam, pojechałam do domu, ale z pokrojonym sercem. Tydzień później pożegnaliśmy się telefonicznie. Miesiąc później napisał, że jest w stanie zawieszenia, że chciał zamieszkać razem, ale nie wie, co się z nim dzieje. I nie wiem, co myśleć. Boli bardzo. Nie umiem sobie wytłumaczyć, jak można komuś powiedzieć, że się go kocha i tydzień później odejść. Z jednej strony myślę, że jestem głupia, bo od początku sama zakładałam, że może tak być. Z drugiej, nie umiem się pogodzić z tym, że tyle emocji, taka bliskość może się tak po prostu skończyć. Nie rozumiem tego.
Czy to jest typowa rozwodowa żałoba? Chęć poukładania spraw? Chciałabym zrozumieć, czy to byłam tylko zabawką, plastrem na rozstanie, czy naprawdę coś się stało.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Kocha, ale odchodzi

Niezbyt rozumiem:on wynajął mieszkanie rozwiódł się?mieszka z żoną? Jego dziecko zaakceptowało nową mamę tak z marszu? Trochę dziwne to.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

3

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Moja historia brzmi banalnie i od początku bałam się tego, ale wierzyłam, że jest inna (tak, wiem, brzmi jak klasyk). Byliśmy sąsiadami i mijaliśmy się przez lata. Aż pewnego wieczoru wszystko się zmieniło. Żona pracowała za granicą i przyjeżdżała na parę dni co 2, 3 tygodnie. Po 2 miesiącach naszego zbliżania się, B. mówił już o rozwodzie. Ponoć to był ślub z powinności - bo dziecko w drodze, on młody, bo rodzina, odpowiedzialność. Ja długo nie chciałam w nic wchodzić, bo w końcu żona. Ale zakochałam się. Wszystko idealnie pasowało. Po 4 miesiącach B. żył z żoną na wymiankę. Kiedy ona wracała, on się wyprowadzał. Kiedy jej nie było, mieszkał w domu. Nasze dzieci bawiły się razem. Spędzaliśmy coraz więcej czasu, we dwoje, we czworo. B. mówił o swoich planach na rozwód, wyprowadzkę i nasze wspólne mieszkanie. Było jak w bajce. Wszystko między nami było idealnie. Rozmawialiśmy o rozwodzie, o tym, jak to wszystko ułożyć, jak dzieciom powiedzieć, jak zamieszkać razem. W końcu znalazł mieszkanie, a między nami było coraz dalej. Tak jakby ta decyzja, to że w końcu się wyprowadza, była dopiero dla niego zrozumieniem całej sytuacji, tego że się rozstaje. Dużo rozmawialiśmy, o obawach, że ten trudny czas nas zniszczy, o tym, jak jego dziecko na to zareaguje, jak najlepiej wszystko ułożyć. Chorował też wtedy,pochował dwie osoby z rodziny, w pracy było źle. Zaczął mówić o tym, że nie wie, co się z nim dzieje. Że nie ma emocji, że wyłączył się. To trwało 4 miesiące. Stwierdziliśmy, że musimy się chyba rozstać, żeby dać czas na przetoczenie się spraw. Na zakończenie rozwodu itd. Zobaczyliśmy się ostatni raz. Wtedy nadal mówił, że kocha, że może się wszystko jeszcze ułoży. To było złe rozstanie. Wyszłam, pojechałam do domu, ale z pokrojonym sercem. Tydzień później pożegnaliśmy się telefonicznie. Miesiąc później napisał, że jest w stanie zawieszenia, że chciał zamieszkać razem, ale nie wie, co się z nim dzieje. I nie wiem, co myśleć. Boli bardzo. Nie umiem sobie wytłumaczyć, jak można komuś powiedzieć, że się go kocha i tydzień później odejść. Z jednej strony myślę, że jestem głupia, bo od początku sama zakładałam, że może tak być. Z drugiej, nie umiem się pogodzić z tym, że tyle emocji, taka bliskość może się tak po prostu skończyć. Nie rozumiem tego.
Czy to jest typowa rozwodowa żałoba? Chęć poukładania spraw? Chciałabym zrozumieć, czy to byłam tylko zabawką, plastrem na rozstanie, czy naprawdę coś się stało.

To co cię spotkało nie jest wcale takie dziwne. Spotykałas się z żonatym facetem, który miał dziecko sama będąc matka samotnie wychowująca dziecko. Trwało to jakiś czas, aż na koniec facet się rozwiodl, o ile oczywiście się rozwiodl, bo nie wiem na jakiej podstawie masz taką pewność co do jego rozwodu.
Jednak załóżmy, że faktycznie ma ten rozwód. Mimo że jest już wolny, to pożegnał się z tobą.
Dlaczego?
Otóż, być może, dlatego że dopiero co wyszedł z jednego małżeństwa i daleko mu do tego, by wchodzić w następne. Większość żonatych po rozwodzie tak ma dość małżeńskich zobowiązań, że chcą sobie odpocząć. Małżeństwo źle im się kojarzy. Na dodatek mało który facet chce zamienić własne dziecko na cudze. To jak wchodzenie z deszczu pod rynnę. Mało kto paliłby się do takiej opcji.
Nie wiadomo też w jaki sposób oni się rozwiedli. Może była żona wniosła o rozwód z jego winy, bo dowiedziała się, że jest boczniarka? Może facet ma dowalone duże alimenty na była żonę, już nie mówiąc o dziecku? Życie mu się posypało, pewnie i w rodzinie oraz wśród znajomych nie znalazł nikogo, kto by go za to podziwiał, lecz wręcz przeciwnie, więc siadł na tyłku i główkuje teraz nad sobą i nad tym, co ma robić dalej.
Ty kojarzysz mu się z kolejnym zobowiązaniem i na dodatek przyjęciem na siebie roli ojca obcego dziecka, podczas gdy jego własne formalnie ojca już nie ma.

Może gdybyś była taka kochanka, która niczego od niego nie chce, to on jakiś czas po rozwodzie mógłby się z tobą spotykać dla seksu i miło spędzonego czasu, ale w waszym przypadku on chyba wiedział o tym, że ty liczysz na poważny związek. Nie miał ci tego do zaoferowania, więc się wycofał.
Klasyk gatunku.

4 Ostatnio edytowany przez balin (2020-04-04 10:25:49)

Odp: Kocha, ale odchodzi

Nie pytasz o analizę swojego postępowania, no to jej nie będzie. Chcesz o nim. Sprawa jak sama piszesz jest banalna, to kiepski kandydat na życiowego partnera. Ożenił się mimo, że nie chciał, bo dziecko. Rozwiódł się też, bo zapewne już żona miała dość tego jego braku zdecydowania. Z Tobą też się rozstał, bo nie wiedział co z tym do końca zrobić. Facet ma masę różnych problemów, które mnożą się jak grzyby po deszczu. I tak u niego będzie cały czas. Zawsze ktoś tam umrze, on będzie źle się czuł, wpadnie mu w oko kolejna sąsiadka, dziecko pójdzie do szkoły itd.
Miłość jest ślepa, trzeba pozwolić sobie na rzeczywistą ocenę sytuacji.

5

Odp: Kocha, ale odchodzi
Ela210 napisał/a:

Niezbyt rozumiem:on wynajął mieszkanie rozwiódł się?mieszka z żoną? Jego dziecko zaakceptowało nową mamę tak z marszu? Trochę dziwne to.

Mieszka z synem już gdzie indziej. Rozwód pewnie jeszcze trwa. Dziecko nie akceptowało nowej mamy. To duży chłopiec. Spotykaliśmy się we czworo, ale przy dzieci nie wiedziały, że jesteśmy razem. W końcu, byliśmy sąsiadami.

6

Odp: Kocha, ale odchodzi
balin napisał/a:

Nie pytasz o analizę swojego postępowania, no to jej nie będzie. Chcesz o nim. Sprawa jak sama piszesz jest banalna, to kiepski kandydat na życiowego partnera. Ożenił się mimo, że nie chciał, bo dziecko. Rozwiódł się też, bo zapewne już żona miała dość tego jego braku zdecydowania. Z Tobą też się rozstał, bo nie wiedział co z tym do końca zrobić. Facet ma masę różnych problemów, które mnożą się jak grzyby po deszczu. I tak u niego będzie cały czas. Zawsze ktoś tam umrze, on będzie źle się czuł, wpadnie mu w oko kolejna sąsiadka, dziecko pójdzie do szkoły itd.
Miłość jest ślepa, trzeba pozwolić sobie na rzeczywistą ocenę sytuacji.


Nie pytałam. Dużo o tym myślałam i wiem, jakie błędy popełniłam. Niestety. Chciałam jednak wiedzieć, czy moja analiza jego sytuacji jest słuszna, żeby już nie zadręczać się myślami. Dzięki.

7

Odp: Kocha, ale odchodzi

To co cię spotkało nie jest wcale takie dziwne. Spotykałas się z żonatym facetem, który miał dziecko sama będąc matka samotnie wychowująca dziecko. Trwało to jakiś czas, aż na koniec facet się rozwiodl, o ile oczywiście się rozwiodl, bo nie wiem na jakiej podstawie masz taką pewność co do jego rozwodu.
Jednak załóżmy, że faktycznie ma ten rozwód. Mimo że jest już wolny, to pożegnał się z tobą.
Dlaczego?
Otóż, być może, dlatego że dopiero co wyszedł z jednego małżeństwa i daleko mu do tego, by wchodzić w następne. Większość żonatych po rozwodzie tak ma dość małżeńskich zobowiązań, że chcą sobie odpocząć. Małżeństwo źle im się kojarzy. Na dodatek mało który facet chce zamienić własne dziecko na cudze. To jak wchodzenie z deszczu pod rynnę. Mało kto paliłby się do takiej opcji.
Nie wiadomo też w jaki sposób oni się rozwiedli. Może była żona wniosła o rozwód z jego winy, bo dowiedziała się, że jest boczniarka? Może facet ma dowalone duże alimenty na była żonę, już nie mówiąc o dziecku? Życie mu się posypało, pewnie i w rodzinie oraz wśród znajomych nie znalazł nikogo, kto by go za to podziwiał, lecz wręcz przeciwnie, więc siadł na tyłku i główkuje teraz nad sobą i nad tym, co ma robić dalej.
Ty kojarzysz mu się z kolejnym zobowiązaniem i na dodatek przyjęciem na siebie roli ojca obcego dziecka, podczas gdy jego własne formalnie ojca już nie ma.

Może gdybyś była taka kochanka, która niczego od niego nie chce, to on jakiś czas po rozwodzie mógłby się z tobą spotykać dla seksu i miło spędzonego czasu, ale w waszym przypadku on chyba wiedział o tym, że ty liczysz na poważny związek. Nie miał ci tego do zaoferowania, więc się wycofał.
Klasyk gatunku.

Rozwód zapewne jeszcze trwa. Wiem tylko, że nie są razem. W końcu, żona mieszka w pobliżu.

Rzeczywiście sam mówił o tym, że boi się, że nie ma mi nic do zaoferowania. Czyli byłam tylko takim pomostem,a  to wszystko co się stało, nie ma związku z jakimiś prawdziwymi uczuciami?

8

Odp: Kocha, ale odchodzi

Hatipi, nie pisz, proszę, postu pod postem.
To niezgodne z naszymi zasadami. Jeśli chcesz coś dopisać do swojej wypowiedzi, użyj opcji „edytuj”.

9

Odp: Kocha, ale odchodzi

Przepraszam. Odpowiadałam każdemu po kolei, dlatego tyle postów wyszło.

10

Odp: Kocha, ale odchodzi

" Spotykaliśmy się we czworo, ale przy dzieci nie wiedziały, że jesteśmy razem. W końcu, byliśmy sąsiadami."



Dla mnie trochę dziwne że syn mieszka z nim i ten rozwód troszeczkę jakiś za szybki, może on zmienił sąsiedztwo na zasadzie ' oddalił się z miejsca zbrodni ' piszesz że jego syn duży chłopak a z drugiej strony nieświadomy waszych zbliżeń, czy ja dobrze zrozumiałam  że jak ona wracała to on wyprowadzał się do Ciebie ? czy w jakieś inne miejsce ?

11

Odp: Kocha, ale odchodzi

Weszłaś w relacje z żonatym facetem.
Takie relacje często kończą się gorzkim rozczarowaniem i nie dochodzi tam do żadnego rozwodu. Więc tak naprawdę nie wiem czego oczekujesz. Do czasu gdy mężczyzna jest żonaty, jest żonaty i kropka. Żonaty nie znaczy "stanu wolnego".
Po co wchodzisz w taką relację? Na własne życzenie teraz będziesz rozmyślać. Być może do żadnego rozwodu jednak nie dojdzie. A na przyszłość zastanów się czy chcesz się zadawać z cudzym mężem.

12

Odp: Kocha, ale odchodzi
Ranna_Panna napisał/a:

"

Dla mnie trochę dziwne że syn mieszka z nim i ten rozwód troszeczkę jakiś za szybki, może on zmienił sąsiedztwo na zasadzie ' oddalił się z miejsca zbrodni ' piszesz że jego syn duży chłopak a z drugiej strony nieświadomy waszych zbliżeń, czy ja dobrze zrozumiałam  że jak ona wracała to on wyprowadzał się do Ciebie ? czy w jakieś inne miejsce ?

Nie, nie do mnie. Do znajomych, rodziny. Zmienił sąsiedztwo, bo znalazł w końcu odpowiednie mieszkanie i się wyprowadził z synem. Syn podejrzewał, co się dzieje. Nawet mówił o tym, ale oficjalnie nie było powiedziane, że jesteśmy razem. Poza tym to B. dążył do tego, żebyśmy też spędzali czas z dziećmi, że zaznać 'codzienności' i zobaczyć, jak to będzie, kiedy zamieszkamy razem.

13

Odp: Kocha, ale odchodzi

Czyli w punktach wygląda to tak :  miałaś żonatego sąsiada z którym około 5 miesięcy temu weszłaś w relację damsko/męską - ukrywaną z przyczyn wiadomych
- Ty wolna z dzieckiem, on żonaty z dzieckiem, żona ' wyjazdowa '
- nie mieszkaliście razem, kiedy żona wyjeżdżała on odwiedzał Ciebie
- kiedy żona przyjeżdżała on gdzieś się tracił z Twojego sąsiedztwa ( czy mieliście kontakt w tym czasie w realu ? )
czyli wasza znajomość kwitła tylko wtedy gdy żona wyjeżdżała
Nie wiesz czy faktycznie jest w trakcie rozwodu i jak tak naprawdę wygląda jego rodzinna sytuacja, może być tak jak napisała Ci Ulle a może być jeszcze inaczej, nie miej nadziei na coś poważnego i wartościowego z takiej sytuacji, nie musiałaś być zabawką  może dojrzałość Pana w którym ulokowałaś uczucie jest niedoskonała, na pewno źle wybrałaś

14 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-04-04 16:06:15)

Odp: Kocha, ale odchodzi

Autorko, im więcej podajesz nam tu informacji, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że tak naprawdę nic o tym człowieku nie wiesz. Jego żona przyjeżdżała do domu, a on na czas jej obecności znikał i to nie wiadomo gdzie, piszesz ze zamieszkiwał wtedy u znajomych albo u kogoś z rodziny, jednak ty dokładnie nie wiesz gdzie wtedy przebywał.
Przecież to nienormalne. Próbuję wyobrazić sobie taką sytuację w realu i naprawdę jest to dla mnie jakąś abstrakcja.
Kończy się pobyt jego żony w domu i wtedy on z powrotem wprowadza się do domu, ona znowu wyjezdza za granicę i w tym absurdzie jesteś ty ze swoim dzieckiem oraz jego nastoletni syn, który domyślał się, że o coś między wami biega, ale nie miał pewności.
A sąsiedzi? Nikt niczego nie zauważył? Jego żona nie dociekała prawdy? Z nikim nie rozmawiała, tylko tak sobie Przyjeżdżała i wyjeżdżała?
Chore.
Myślę, że zrobiono z ciebie idiotke i że dopiero teraz coś ci zaczyna świtać w głowie.
Facet zniknął, bo boi się, że zrobisz mu porządnie koło pióra, co mocno się odbije na jego finansach na wypadek rozwodu.
To śmieć, a ty głupia.

15

Odp: Kocha, ale odchodzi

Ulle, nie podoba mi się Twój ton. Może i jestem głupia, ale każdy ma prawo popełnić błąd. I nie jesteśmy tu po to, żeby ktoś nas oceniał chyba, tylko oceniał sytuację ew.
Wiedziałam, gdzie przebywa. Napisałam 'u znajomych, albo u rodziny', bo czasem był u znajomych a czasem u rodziny. W tym czasie też się widywaliśmy. A powiedz, co niby sąsiedzi mieli widzieć? Przecież nie obściskiwaliśmy się na korytarzach.

16

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Ulle, nie podoba mi się Twój ton. Może i jestem głupia, ale każdy ma prawo popełnić błąd. I nie jesteśmy tu po to, żeby ktoś nas oceniał chyba, tylko oceniał sytuację ew.
Wiedziałam, gdzie przebywa. Napisałam 'u znajomych, albo u rodziny', bo czasem był u znajomych a czasem u rodziny. W tym czasie też się widywaliśmy. A powiedz, co niby sąsiedzi mieli widzieć? Przecież nie obściskiwaliśmy się na korytarzach.

Ale przecież sąsiedzi na pewno widzieli, że ciągle wchodzisz i wychodzisz.. Zawsze znajdzie się chociaż jeden wścibski sąsiad i zawsze prawda wychodzi na jaw

?Wierzę w karmę. Dostajesz to, co dajesz, czy to złe, czy dobre. ?

17 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-04-04 17:19:21)

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Ulle, nie podoba mi się Twój ton. Może i jestem głupia, ale każdy ma prawo popełnić błąd. I nie jesteśmy tu po to, żeby ktoś nas oceniał chyba, tylko oceniał sytuację ew.
Wiedziałam, gdzie przebywa. Napisałam 'u znajomych, albo u rodziny', bo czasem był u znajomych a czasem u rodziny. W tym czasie też się widywaliśmy. A powiedz, co niby sąsiedzi mieli widzieć? Przecież nie obściskiwaliśmy się na korytarzach.


Sorry za mój ton. Nie miałam niczego złego na myśli, lecz raczej to, żebyś jeszcze szerzej otworzyła oczy i zaczęła zwracać uwagę na rzeczy, na które do tej pory uwagi nie zwracałaś.
Moim zdaniem zostałaś po prostu bardzo oszukana  i w tym kierunku powinnaś myśleć, a nie bujać w obłokach i płakać po utraconej wielkiej miłości, która z przyczyn obiektywnych nie mogła się spełnić.

Jeśli chodzi o sąsiadów, to nie łudź się. Większość z nich wie wszystko.

18 Ostatnio edytowany przez Hatipi (2020-04-04 17:25:05)

Odp: Kocha, ale odchodzi

Dzięki. Z mojej perspektywy to wyglądało inaczej po prostu. Ja od początku mówiłam, że nie interesuje mnie bycie kochanką. I B. w jakiś sposób dążył do tego, żeby swoje sprawy pozałatwiać. Najpierw przestali spędzać czas razem - te momenty, kiedy ona wracała, nie byli razem. Nie spędzili razem ani wakacji, ani świąt. Kiedy dziecko miało jakie wydarzenia, też pojawiali się na nich osobno. Nie da się przecież rozwodu przeprowadzić tak szybko i ja rozumiem, że trzeba było przecież mnóstwo spraw rozwiązać.
Poza tym dodam jeszcze, że przecież ja znam ją, a ona mnie. Było mnóstwo okazji, żeby sobie coś wyjaśnić, gdym ja chciała, lub gdyby ona chciała. Czuję się oszukana, ale nie w taki sposób, jaki sugerujesz. Nie rozpaczam już, raczej chcę zrozumieć.

19

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Dzięki. Z mojej perspektywy to wyglądało inaczej po prostu. Ja od początku mówiłam, że nie interesuje mnie bycie kochanką. I B. w jakiś sposób dążył do tego, żeby swoje sprawy pozałatwiać. Najpierw przestali spędzać czas razem - te momenty, kiedy ona wracała, nie byli razem. Nie spędzili razem ani wakacji, ani świąt. Kiedy dziecko miało jakie wydarzenia, też pojawiali się na nich osobno. Nie da się przecież rozwodu przeprowadzić tak szybko i ja rozumiem, że trzeba było przecież mnóstwo spraw rozwiązać.
Poza tym dodam jeszcze, że przecież ja znam ją, a ona mnie. Było mnóstwo okazji, żeby sobie coś wyjaśnić, gdym ja chciała, lub gdyby ona chciała. Czuję się oszukana, ale nie w taki sposób, jaki sugerujesz. Nie rozpaczam już, raczej chcę zrozumieć.

Rozumiem. Możliwe, że nie było w tym żadnej premedytacji, tylko że tak po prostu niefajnie wyszło.
W takim razie ja trzymałabym się tego, co on czasem ci mówił, że tak naprawdę nie ma ci nic do zaoferowania. Prawdopodobnie mówiąc to był szczery, czyli wiedział coś, czego ty nie mogłaś wiedzieć i o czym nigdy ci nie mówił.
Pewnie idzie między nimi o kasę. Nie wiadomo czyje jest "ich" mieszkanie, jak wyglądają u nich sprawy finansowe. Może przestasxyl się konsekwencji postanowienia sądu o jego winie? Na pewno chodzi mi o jakieś sprawy materialne, o których absolutnie nie chciał cię informować?
Ja trzymałabym się jego słów o tym, że on nie ma dla ciebie niczego.

20

Odp: Kocha, ale odchodzi

Mieszkanie jest jej.
Jak czytam, to co tu się pisze, to niby wszystko rozumiem, ale potrzebowałam jakiegoś potwierdzenia, utwierdzenia się w tym. Ja np. nigdy od niego nie słyszałam złych słów o niej. I myślę, że to dobrze o nim świadczy. Nie chciał się rozwodzić, bo jest zła, tylko dlatego, że jej nie kochał. Kiedyś już próbował się rozwieść, ale mu nie wyszło, ze względu na presję rodziny, dziecko małe itd. O tym też mówił. Ja pewnie pomogłam mu przejść przez ten trudny moment do wyprowadzki, a potem jego pewność i emocje się posypały. On długo mówił, że się boi, że ten rozwód, ta sytuacja nas zniszczy, że widzi, że jestem nieszczęśliwa. Wiele razy się rozchodziliśmy i schodziliśmy. Aż w końcu stało się na dobre.

21

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Mieszkanie jest jej.
Jak czytam, to co tu się pisze, to niby wszystko rozumiem, ale potrzebowałam jakiegoś potwierdzenia, utwierdzenia się w tym. Ja np. nigdy od niego nie słyszałam złych słów o niej. I myślę, że to dobrze o nim świadczy. Nie chciał się rozwodzić, bo jest zła, tylko dlatego, że jej nie kochał. Kiedyś już próbował się rozwieść, ale mu nie wyszło, ze względu na presję rodziny, dziecko małe itd. O tym też mówił. Ja pewnie pomogłam mu przejść przez ten trudny moment do wyprowadzki, a potem jego pewność i emocje się posypały. On długo mówił, że się boi, że ten rozwód, ta sytuacja nas zniszczy, że widzi, że jestem nieszczęśliwa. Wiele razy się rozchodziliśmy i schodziliśmy. Aż w końcu stało się na dobre.

No bardzo możliwe, że tak właśnie jest, jak to opisałaś.
Musisz go sobie odpuścić, bo on teraz na pewno jest zajęty rozwodem i problemami z tego wynikającymi, szczególnie że teraz nie idzie niczego załatwić. Postanowił więc zrzucić z bark chociaż jeden problem, czyli ciebie myśląc, że tak będzie lepiej dla każdego z was. Jemu być może faktycznie jest teraz lżej, a ty jeszcze się mevzysz, ale coraz lepiej go rozumiesz.
A swoją drogą, to ciekawe ile rozwodów w obecnej sytuacji zostało odłożonych na później? Sądy chyba też działają inaczej niż gdy jest normalnie.
Życzę Ci spokoju i siły, żebys mogła przejść przez to wszystko bez większych strat psychicznych.

22

Odp: Kocha, ale odchodzi

Dziękuję. Mnie zastanawiało, jak po tylu przejściach, po tylu dokonanych już rzeczach, kiedy właściwie już niewiele brakowało, można odpuścić i tak prostu odejść. Nie tęsknić, nie żałować, odciąć się? To on był raczej tym, który bardzo chciał, który się starał, który mówił o wspólnej przyszłości. A wygląda na to, że właśnie można wszystko powiedzieć a potem, gdy życie cię łapie za szyję, wycofać się z tego. Długo właśnie przez to nie mogłam przejść: jak można zapomnieć?

23

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Dziękuję. Mnie zastanawiało, jak po tylu przejściach, po tylu dokonanych już rzeczach, kiedy właściwie już niewiele brakowało, można odpuścić i tak prostu odejść. Nie tęsknić, nie żałować, odciąć się? To on był raczej tym, który bardzo chciał, który się starał, który mówił o wspólnej przyszłości. A wygląda na to, że właśnie można wszystko powiedzieć a potem, gdy życie cię łapie za szyję, wycofać się z tego. Długo właśnie przez to nie mogłam przejść: jak można zapomnieć?

Ależ tu w ogóle nie chodzi o jakieś zapominanie lub niezapominanie. On po prostu ma inne priorytety niż Ty i zwyczajnie chciał mieć spokój chociaż z tobą. Widział, że się męczysz, więc jakby ruszyło go sumienie, ponieważ on wiedział, że nie da rady psychicznie jeszcze z tobą.
Spotkaliście się w niedobrym dla was czasie. Zwyciężył rozsądek, pragmatyzm, no życie was znokautowało. On nie chciał zawiązywać ci życia i dlatego się usunął.
Radzę ci też nie używać takich stwierdzeń "jak można zrobić coś takiego...?", bo jeszcze wiele razy w życiu przekonasz się, że wiele rzeczy można zrobić, nawet takich, które innym nie mieszczą się głowie. Robią coś, bo chcą i mogą. Moja czteroletnia wnuczka zapytana ostatnio "dlaczego weszłaś w bucikach z dworu do swojego pokoju" odpowiedziala "weszłam, bo mogłam," autorko ty byś tego albo tamtą go nie zrobiła, ale inni bez problemu to zrobią.

24

Odp: Kocha, ale odchodzi

Tak, dobre stwierdzenie. To powiedzenie "Jak tak mógł?" jest pewnie rodzajem niedowierzania, że coś się stało, takim krzykiem rozpaczy, po zawiedzionych nadziejach. Oczywiście, że ludzie robią coś, bo mogą. Ja chciałam wierzyć ( i to pewnie też, jak większość), że to będzie jakiś inny przypadek, nasz musi być inny. Ilość wpakowanej w to energii i emocji staje się z perspektywy czasu nie do pojęcia. Nie widzę sensu w tym, po co było tyle walczyć, żeby w końcu odpuścić. Ale to szkoła dla mnie.

25

Odp: Kocha, ale odchodzi
ulle napisał/a:

Autorko, im więcej podajesz nam tu informacji, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że tak naprawdę nic o tym człowieku nie wiesz. Jego żona przyjeżdżała do domu, a on na czas jej obecności znikał i to nie wiadomo gdzie, piszesz ze zamieszkiwał wtedy u znajomych albo u kogoś z rodziny, jednak ty dokładnie nie wiesz gdzie wtedy przebywał.
Przecież to nienormalne. Próbuję wyobrazić sobie taką sytuację w realu i naprawdę jest to dla mnie jakąś abstrakcja.
Kończy się pobyt jego żony w domu i wtedy on z powrotem wprowadza się do domu, ona znowu wyjezdza za granicę i w tym absurdzie jesteś ty ze swoim dzieckiem oraz jego nastoletni syn, który domyślał się, że o coś między wami biega, ale nie miał pewności.
A sąsiedzi? Nikt niczego nie zauważył? Jego żona nie dociekała prawdy? Z nikim nie rozmawiała, tylko tak sobie Przyjeżdżała i wyjeżdżała?
Chore.
Myślę, że zrobiono z ciebie idiotke i że dopiero teraz coś ci zaczyna świtać w głowie.
Facet zniknął, bo boi się, że zrobisz mu porządnie koło pióra, co mocno się odbije na jego finansach na wypadek rozwodu.
To śmieć, a ty głupia.

Też tak to widzę, gościu naściemniał aż sam się w tym wszystkim pogubił, więc zwinął żagle i odpłynął zanim się narobi jeszcze większy syf.
Przypuszczalnie w tak zwanym międzyczasie poznał na jakimś tinderze albo innym śmietniku kolejną nawiną, której wciska teraz ciemnotę.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

26

Odp: Kocha, ale odchodzi

Szkoda andrestud, że odwołujesz się do posta, na który już odpowiedziałam, wyjaśniając niektóre szczegóły.

27

Odp: Kocha, ale odchodzi

Ja też uważam, że ten facet wcale nie mówił serio, niestety. Chciał odskoczni, być może nawet przez chwilkę w "Was" uwierzył - ale to tyle... Takie gadki, jakimi raczył Ciebie Autorko, są b. typowe w podobnych sytuacjach, nic na to nie poradzisz. Nadeszło otrzeźwienie lub po prostu zauważył, że zabrnął za daleko i pod pozorem wahania wycofał się, bo nie chciał kłopotów. Z tego i tak nic by nie było. Ot, zwykły romans.
I nie wierzę, że się rozwiódł. Kompletnie.

28

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Szkoda andrestud, że odwołujesz się do posta, na który już odpowiedziałam, wyjaśniając niektóre szczegóły.

To gdzie on konkretnie przebywał nie jest w ogóle istotne, dlatego się odwołuję, bo dużo bardziej mnie zastanawia jak to się odbywało.
Z tego jak to opisałaś, wyglądało to mniej więcej tak, że jest małżeństwo, mąż i żona, oraz jakiś duży syn, a Ty jesteś ich sąsiadką.
Do tego momentu jeszcze nadążam, ale dalej już zaczyna się robić dom wariatów. Żona pracuje za granicą, mąż siedzi w domu z synem.
Żona przyjeżdża z zagranicy do domu, mąż z synem idzie mieszkać do kogoś tam. Żona znów wyjeżdża, mąż z synem wraca do mieszkania.
Ona przyjeżdża, on z synem wynosi się do znajomych. Ona wyjeżdża, on z synem wraca do mieszkania. Ona przyjeżdża... Ona wyjeżdża...
Tak to sobie funkcjonuje w najlepsze i w tym czasie nawiązujecie romans. Ty oraz ten mąż, który w płomiennych wyznaniach przysięga Ci miłość,
a zaraz potem obiecuje że się rozwiedzie z tą swoją żoną, po czym nagle mu się w bani przestawia i znika gdzieś na dobre pokrętnie coś tłumacząc.

Słyszałaś kiedykolwiek podobną historię? Bo ja szczerze mówiąc nie, a to i owo słyszałem prawie pół wieku żyjąc na tym łez padole...

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

29

Odp: Kocha, ale odchodzi

Muszę przyznać, że rozbawiła mnie Twoja interpretacja smile No tak to nie wyglądało. Kiedy ona wracała, on się wyprowadzał, a ona zostawała z synem. Jednym słowem- kiedy ona była w domu, on mieszkał poza nim. To był pierwszy etap ich rozchodzenia się. A potem się wyprowadził do swojego nowego mieszkania, w którym też byłam, więc nie było to 'nie-wiadomo gdzie'. To chyba nie takie skomplikowane, ale chyba nie mam już ochoty do tego wracać.

30

Odp: Kocha, ale odchodzi
Cyngli napisał/a:

Hatipi, nie pisz, proszę, postu pod postem.
To niezgodne z naszymi zasadami. Jeśli chcesz coś dopisać do swojej wypowiedzi, użyj opcji „edytuj”.

Do kiedy można edytować? Bo ostatniego posta już nie mogę.

31

Odp: Kocha, ale odchodzi

Do północy w dniu, w którym został opublikowany post, który chcesz edytować.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

32

Odp: Kocha, ale odchodzi

Wiem jedno, jeśli ktoś kocha to nie odchodzi, tylko rozmawia i naprawia, nawet jeśli są wątpliwości i gorsze momenty, na tym polega związek.

Szkoda tylko energii, szczerości uczucia i intencji. Wiem, że będzie trudno zapomnieć i pogodzić się z tym, życzę dużo spokoju i siły.

Kto ma szacunek dla siebie, nie musi obawiać się innych, nosi kolczugę, której nikt nie przebije - Henry Wadsworth Longfellow

33

Odp: Kocha, ale odchodzi

Tak, ponoć ta jest. Może nie mogłam się pogodzić z tym, że to była banalna historyjka i chciałam widzieć w tym coś więcej. Z drugiej strony, zaangażowaliśmy w to wiele emocji, wiele trudów. On podjął się zmiany życiowej. Tym trudniej zrozumiem, że to koniec. Ale widać... wszystko jest możliwe.

34

Odp: Kocha, ale odchodzi

W jakimś tam momencie chciał to wszystko odkręcić, jakie miał pobudki tego nie dowiesz się, skoro wycofał się mimo wcześniejszych rozmów, że nie będzie łatwo.

Tak myślę, że po takich doświadczeniach ciężej nam będzie zaufać i pewnie musi minąć odpowiedni czas nim na nowo spojrzymy na kogoś przychylnym okiem. To smutne, że widzimy w drugiej osobie ważnego człowieka, przyjaciela i ten ktoś nagle znika. Pogodzenie z tym faktem jest trudne. Trzeba dać radę.

Kto ma szacunek dla siebie, nie musi obawiać się innych, nosi kolczugę, której nikt nie przebije - Henry Wadsworth Longfellow

35

Odp: Kocha, ale odchodzi

On wiedział, mówił, że boi się, że ta sytuacja nas przygniecie. I ciągle powtarzał, że to musi minąć, musi się przetoczyć. Chyba sam nie wiedział, że tak bardzo go to ruszy. I ja chyba też nie wiedziałam. Za szybko uwierzyłam. Za szybko oboje uwierzyliśmy, układając jak ma stać szafka w pokoju. POtem czytałam dużo o żałobie rozwodowej i wszystkich takich emocjach i niby wiedziałam, ale nie potrafiłam po prostu czekać i wyłączyć swoich emocji i oczekiwań. Tym pewnie też go zmęczyłam.

36 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-04-09 13:12:24)

Odp: Kocha, ale odchodzi
ulle napisał/a:
Hatipi napisał/a:

Mieszkanie jest jej.
Jak czytam, to co tu się pisze, to niby wszystko rozumiem, ale potrzebowałam jakiegoś potwierdzenia, utwierdzenia się w tym. Ja np. nigdy od niego nie słyszałam złych słów o niej. I myślę, że to dobrze o nim świadczy. Nie chciał się rozwodzić, bo jest zła, tylko dlatego, że jej nie kochał. Kiedyś już próbował się rozwieść, ale mu nie wyszło, ze względu na presję rodziny, dziecko małe itd. O tym też mówił. Ja pewnie pomogłam mu przejść przez ten trudny moment do wyprowadzki, a potem jego pewność i emocje się posypały. On długo mówił, że się boi, że ten rozwód, ta sytuacja nas zniszczy, że widzi, że jestem nieszczęśliwa. Wiele razy się rozchodziliśmy i schodziliśmy. Aż w końcu stało się na dobre.

No bardzo możliwe, że tak właśnie jest, jak to opisałaś.
Musisz go sobie odpuścić, bo on teraz na pewno jest zajęty rozwodem i problemami z tego wynikającymi, szczególnie że teraz nie idzie niczego załatwić. Postanowił więc zrzucić z bark chociaż jeden problem, czyli ciebie myśląc, że tak będzie lepiej dla każdego z was. Jemu być może faktycznie jest teraz lżej, a ty jeszcze się mevzysz, ale coraz lepiej go rozumiesz.
A swoją drogą, to ciekawe ile rozwodów w obecnej sytuacji zostało odłożonych na później? Sądy chyba też działają inaczej niż gdy jest normalnie.
Życzę Ci spokoju i siły, żebys mogła przejść przez to wszystko bez większych strat psychicznych.

Rozowdow niestety bardzo dużo jest położonych w czasie. Rozmawiałam z moją panią adwokat i powiedziała że wszystkie sprawy z marca są przekładane na wrzesień. Więc  słabo... oj słabo...  moja skoro jeszcze nie złożona to pewnie dopiero na koniec roku będzie...

Hatipi napisał/a:

Moja historia brzmi banalnie i od początku bałam się tego, ale wierzyłam, że jest inna (tak, wiem, brzmi jak klasyk). Byliśmy sąsiadami i mijaliśmy się przez lata. Aż pewnego wieczoru wszystko się zmieniło. Żona pracowała za granicą i przyjeżdżała na parę dni co 2, 3 tygodnie. Po 2 miesiącach naszego zbliżania się, B. mówił już o rozwodzie. Ponoć to był ślub z powinności - bo dziecko w drodze, on młody, bo rodzina, odpowiedzialność. Ja długo nie chciałam w nic wchodzić, bo w końcu żona. Ale zakochałam się. Wszystko idealnie pasowało. Po 4 miesiącach B. żył z żoną na wymiankę. Kiedy ona wracała, on się wyprowadzał. Kiedy jej nie było, mieszkał w domu. Nasze dzieci bawiły się razem. Spędzaliśmy coraz więcej czasu, we dwoje, we czworo. B. mówił o swoich planach na rozwód, wyprowadzkę i nasze wspólne mieszkanie. Było jak w bajce. Wszystko między nami było idealnie. Rozmawialiśmy o rozwodzie, o tym, jak to wszystko ułożyć, jak dzieciom powiedzieć, jak zamieszkać razem. W końcu znalazł mieszkanie, a między nami było coraz dalej. Tak jakby ta decyzja, to że w końcu się wyprowadza, była dopiero dla niego zrozumieniem całej sytuacji, tego że się rozstaje. Dużo rozmawialiśmy, o obawach, że ten trudny czas nas zniszczy, o tym, jak jego dziecko na to zareaguje, jak najlepiej wszystko ułożyć. Chorował też wtedy,pochował dwie osoby z rodziny, w pracy było źle. Zaczął mówić o tym, że nie wie, co się z nim dzieje. Że nie ma emocji, że wyłączył się. To trwało 4 miesiące. Stwierdziliśmy, że musimy się chyba rozstać, żeby dać czas na przetoczenie się spraw. Na zakończenie rozwodu itd. Zobaczyliśmy się ostatni raz. Wtedy nadal mówił, że kocha, że może się wszystko jeszcze ułoży. To było złe rozstanie. Wyszłam, pojechałam do domu, ale z pokrojonym sercem. Tydzień później pożegnaliśmy się telefonicznie. Miesiąc później napisał, że jest w stanie zawieszenia, że chciał zamieszkać razem, ale nie wie, co się z nim dzieje. I nie wiem, co myśleć. Boli bardzo. Nie umiem sobie wytłumaczyć, jak można komuś powiedzieć, że się go kocha i tydzień później odejść. Z jednej strony myślę, że jestem głupia, bo od początku sama zakładałam, że może tak być. Z drugiej, nie umiem się pogodzić z tym, że tyle emocji, taka bliskość może się tak po prostu skończyć. Nie rozumiem tego.
Czy to jest typowa rozwodowa żałoba? Chęć poukładania spraw? Chciałabym zrozumieć, czy to byłam tylko zabawką, plastrem na rozstanie, czy naprawdę coś się stało.

Jesteś pewna że złożył wniosek o rozwód?  Z własnego doświadczenia powiem Ci że dopóki nie dostaniesz potwierdzenia że złożył to nie wierz w to.... mój im również ma kochanke. Od 2 lat. Po świętach Bożego Narodzenia zostaw mnie z niespelna rocznym dzieckiem dla niej.  Odgrazal się już w styczniu ze już zbiera akty z urzędów i na początku lutego będzie skaldal pozew. Czekałam do początku marca. Jak wtedy zapytałam to usłyszałam że będzie skladal w połowie marca. Jak teraz zapytałam czy zdarzył złożyć przed tym jak pozamykali wszystko to powiedz i mi że nie wie. Że niby napisał.ze niby już w sądzie zapłacił Ale nie wie czy jest złożony. Jak powiedziałam o potwierdzeniu to do tej pory cisza...
Jak się wyprowadz to też mi mówił że jest taki szczęśliwy że zmień kobietę itd. Że ja kocha itd. Teraz coraz częściej nie pytany przeze mnie wspomina że z nikim się nie spotyka i jest sam. Czy to prawda nie wnikam. Ale jeżeli tak to szybko skończyła się miłość z kochanka. Niestety dla Ciebie w większości przypadków tak to bywa że kochanka gdy może stać się partnerka na życie już nie jest taka atrakcyjna i fajna. 
Więc głowa do góry i poszukaj wolnego faceta który pokocha Ciebie i będzie miał szacunek do Twojego dziecka. Ja z roczniakiem  zaczynam wierzyć że się ktoś taki znajdzie.

37 Ostatnio edytowany przez Hatipi (2020-04-09 17:33:21)

Odp: Kocha, ale odchodzi

Nie wiem, co zrobił. Nie kontaktujemy się od 3 miesięcy. Wiem tylko, że do domu nie wrócił, a co zrobi z rozwodem, to już nie moja sprawa. Staram się nie myśleć. Można uciec od kogoś, ale od siebie samego nie da rady. Teraz staram się pracować nad sobą, nad tym, dlaczego tak bardzo w to wierzyłam i chciałam. Bo to, co on zrobił to jedno, a moje zachowanie, drugie. Wywaliłam już z miesiąc temu wszystko, co z nim się wiąże. Zupełnie się nie uwolnię, bo przecież to sąsiedztwo rodziny, ale ten czas teraz sprzyja, bo jestem poza domem. Myślę więc o sobie i o tym, co dalej.

38

Odp: Kocha, ale odchodzi

No więc B. wrócił po 4 miesiącach. Zakochany, wiatr we włosach, plany na przyszłość. Rozwodu jeszcze nie ma (koronawirus), ale do żony nie wrócił. Twierdzi, że wszystko przemyślał, i żyć beze mnie nie może. I co z takim robić?

39

Odp: Kocha, ale odchodzi

Czekaj na rozwód bo będzie jak wcześniej. Jak to mówią: jak kocha to poczeka.

Szło ci dobrze a teraz mam wrażenie że chcesz to zniszczyć...pytanie czy na prawdę warto?

?Wierzę w karmę. Dostajesz to, co dajesz, czy to złe, czy dobre. ?

40

Odp: Kocha, ale odchodzi

Właśnie się zastanawiam. Spędziliśmy trochę czasu razem i dużo rozmawialiśmy. Powiedziałam, że teraz ja potrzebuję czasu, żeby się zastanowić, co dalej i że nie mam zamiaru już bawić się w ukrywanie, bycie na boku i te wszystkie rzeczy, które się wcześniej działy. A czy warto? Kocham go, ale potrafię teraz zachować większy dystans przez to, co się stało.

41

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

No więc B. wrócił po 4 miesiącach. Zakochany, wiatr we włosach, plany na przyszłość. Rozwodu jeszcze nie ma (koronawirus), ale do żony nie wrócił. Twierdzi, że wszystko przemyślał, i żyć beze mnie nie może. I co z takim robić?

Jak to co? Jedyną możliwą rzecz.
Poczekać na KONSEKWENCJE. W postaci czynów.
Gadanie, dużo gadania i jeszcze więcej gadania już miałaś. Pozwól mu więc teraz na adekwatne do tego gadania zachowanie i postępowanie.
Na razie - oprócz upływu czasu - nie zmieniło się zupełnie nic.
Pogadać to sobie każdy może. Ja też mogę teraz powiedzieć, że żyć bez Ciebie nie mogę. Że Cię kocham, że się ożenimy, pobierzemy i będziemy miały domek z białym płotkiem i labradora.
Czy jak to przeczytasz, to pobiegniesz w podskokach do miasta kupować suknię ślubną?
Nie?!
A dlaczego nie? Przecież powiedziałam, że żyć bez Ciebie nie mogę!
Nie wierzysz mi?
I słusznie. Bo nie masz ku temu żadnych powodów.
Tak samo nie masz powodów, żeby wierzyć w tamto gadanie. I moje, i jego - nie jest poparte absolutnie żadną konsekwencją w postaci czynów.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

42 Ostatnio edytowany przez new_life (2020-05-13 06:23:01)

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

No więc B. wrócił po 4 miesiącach. Zakochany, wiatr we włosach, plany na przyszłość. Rozwodu jeszcze nie ma (koronawirus), ale do żony nie wrócił. Twierdzi, że wszystko przemyślał, i żyć beze mnie nie może. I co z takim robić?

Hatipi, dziewczyny dobrze Ci radzą, poczekaj, odseparuj się do czasu rzeczywistego rozwodu, nie jego deklaracji. Do tego czasu naprawdę może się wydarzyć wszystko.
Wiesz, że ja jestem po tej drugiej stronie, czekam na termin sprawy. I w czasie największej burzy po rozstaniu z jm spotkanie nowego mężczyzny u mnie spowodowało poczucie, że to może się udać, że w końcu może być normalnie. Ale teraz z perspektywy czasu, gdy nie dałam się nawet rozwinąć nowej relacji wiem, że dobrze zrobiłam, że to było tylko tyle, poprawa samopoczucia, ale na pewno nie miłość. I ja nie zamierzam macic mu w głowie, ani też robić dodatkowego zamieszania sobie. Tylko takie podejście wymaga dojrzałości.

On nie jest w tym sam, nie wiesz, co zrobi jego żona, jak skończy się ich historia... Przy obecnym trybie pracy sądów na sprawę może przyjdzie poczekać jeszcze kilka miesięcy. W tym czasie opadają emocje, nabiera się dystansu. Ja np wiem, że do jm nie wrócę, choć on bardzo o to "prosi", mam to przepracowane. Nie wiesz co Twój B by zrobił, widziałam już tak dużo nieprawdopodobnych historii, powroty do siebie po rozwodach. Gdyby on był pewny uczucia do Ciebie, nie pozwoliłby, żebyś przez niego cierpiała i miała taką huśtawke.

43 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-05-13 07:44:11)

Odp: Kocha, ale odchodzi

Ja bym nie wchodziła do tej rzeki..
Może to dziwnie zabrzmi,  ale On Ciebie już raz zdradził, znikając z Twojego życia i każąc Ci cierpieć.  Bo zdrada to nie tylko seks, ale przede wszystkim zawiedzenie zaufania. Zresztą nie wiesz czy nie chodziło jeszcze o inną  kobietę. Na mnie  ten Pan robi wrażenie nieszczerego.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

44 Ostatnio edytowany przez promission (2020-05-13 10:07:12)

Odp: Kocha, ale odchodzi

Hatipi, zgadzam się z dziewczynami. Rozmowa to tylko wstęp, a za nią muszą iść czyny. Mówić można wszystko, aby osiągnąć zamierzony cel, a złożoność sytuacji może doprowadzić po jakimś czasie do wahań i wycofania.

Kto ma szacunek dla siebie, nie musi obawiać się innych, nosi kolczugę, której nikt nie przebije - Henry Wadsworth Longfellow

45 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-05-13 09:58:03)

Odp: Kocha, ale odchodzi

Na początku  myślałam że wrócił  do żony,  ale teraz doczytałam że mieszkał  sam, i nie odzywał  się 3 miesiące? Obstawiam inną babkę z którą  mu się nie poukładało
Zakochany facet nie milczy 3 miesiące i wpada z rozwianym wpisem i planami niby zakochany.
Wg mnie gruba ściema i niezły cwaniak.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

46

Odp: Kocha, ale odchodzi
Ela210 napisał/a:

Na początku  myślałam że wrócił  do żony,  ale teraz doczytałam że mieszkał  sam, i nie odzywał  się 3 miesiące? Obstawiam inną babkę z którą  mu się nie poukładało
Zakochany facet nie milczy 3 miesiące i wpada z rozwianym wpisem i planami niby zakochany.
Wg mnie gruba ściema i niezły cwaniak.

Nie mieszkał sam, tylko z dzieckiem. W tzw międzyczasie wysłał kilka smsów. Przed tą przerwą mówił o tym, że potrzebuje czasu, bo nie wie, co się z nim dzieje, jest emocjonalnie rozdarty. Teraz przyszedł z decyzją, że już wie, że chce być ze mną i jest gotowy stawić czoło przeciwnością. Niestety rozwodu jeszcze nie ma. Z żoną mają podpisaną umowę o wychowaniu dziecka, jakąś taką z prawnikiem - nie wiem, co to-, a nie zdążyli złożyć pozwu. Wiem, że słowa, to słowa. On teraz dużo mówił o tym, jak to zrobić, żeby razem zamieszkać, jak dzieci do tego przyzwyczaić itd. Wcześniej był rozedrgany w tym wszystkim. Teraz wygląda na to, że różne rzeczy sobie przemyślał. Wątpię, że miał inną. Z jego trybem życia, samotną (prawie) opieką nad dzieckiem, to by było bardzo trudne.

47

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Niestety rozwodu jeszcze nie ma. Z żoną mają podpisaną umowę o wychowaniu dziecka, jakąś taką z prawnikiem - nie wiem, co to-, a nie zdążyli złożyć pozwu.

Hatipi, co oznacza, że nie zdążyli złożyć pozwu? Mnie taka informacja mocno by zaniepokoiła. Pozew można wysłać pocztą, sądy zresztą wracają już do zawieszonych spraw i wyznaczania terminów. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale w mojej miejscowości czas oczekiwania jest bardzo długi. Mój pozew jest w sądzie od pół roku, a ja nawet nie mam terminu sprawy.

48 Ostatnio edytowany przez Hatipi (2020-05-13 16:09:33)

Odp: Kocha, ale odchodzi

Pozew składa żona, która została za granicą  powodu korona. Po powrocie ma złożyć.
Dodam jeszcze, że B. mówi, że zrozumie każdą moją decyzję, ale on swoją podjął i będzie dążył do tego, żebyśmy byli razem. Pytanie, jak przetrwać ten długi czas do rozwodu?

49

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Pozew składa żona, która została za granicą  powodu korona. Po powrocie ma złożyć.
Dodam jeszcze, że B. mówi, że zrozumie każdą moją decyzję, ale on swoją podjął i będzie dążył do tego, żebyśmy byli razem. Pytanie, jak przetrwać ten długi czas do rozwodu?

Ok, rozumiem. Wiesz, Ty sama musisz podjąć decyzję, chociaż mam wrażenie, że już podjęłaś i jest inna niż Ci sugerujemy smile Ja bałabym się zaryzykować, wiedząc co sama czuję będąc po burzliwym rozstaniu i oczekując na rozwód...

Ciężko coś radzić, bo jest mnóstwo zmiennych, on nie jest wolnym człowiekiem. Jeżeli akceptujesz taki stan rzeczy i chcesz spróbować, to po prostu bacznie obserwuj co się dzieje, ale przede wszystkim jak Ty się czujesz w tej relacji.

50

Odp: Kocha, ale odchodzi
new_life napisał/a:

Ok, rozumiem. Wiesz, Ty sama musisz podjąć decyzję, chociaż mam wrażenie, że już podjęłaś i jest inna niż Ci sugerujemy smile Ja bałabym się zaryzykować, wiedząc co sama czuję będąc po burzliwym rozstaniu i oczekując na rozwód...

Ciężko coś radzić, bo jest mnóstwo zmiennych, on nie jest wolnym człowiekiem. Jeżeli akceptujesz taki stan rzeczy i chcesz spróbować, to po prostu bacznie obserwuj co się dzieje, ale przede wszystkim jak Ty się czujesz w tej relacji.

Nie, new_life, nie podjęłam. Zresztą wyjeżdżam teraz na trochę i powiedziałam, że nie chcę się kontaktować i przemyśleć to wszystko. Oczywiście on nalega na spotkanie przed moim wyjazdem, bo nie będzie mnie pewnie z miesiąc. Nie chcę wpadać w ten sam układ i mu to powiedziałam. Ale oczywiście serce się wyrywa.

51

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:
new_life napisał/a:

Ok, rozumiem. Wiesz, Ty sama musisz podjąć decyzję, chociaż mam wrażenie, że już podjęłaś i jest inna niż Ci sugerujemy smile Ja bałabym się zaryzykować, wiedząc co sama czuję będąc po burzliwym rozstaniu i oczekując na rozwód...

Ciężko coś radzić, bo jest mnóstwo zmiennych, on nie jest wolnym człowiekiem. Jeżeli akceptujesz taki stan rzeczy i chcesz spróbować, to po prostu bacznie obserwuj co się dzieje, ale przede wszystkim jak Ty się czujesz w tej relacji.

Nie, new_life, nie podjęłam. Zresztą wyjeżdżam teraz na trochę i powiedziałam, że nie chcę się kontaktować i przemyśleć to wszystko. Oczywiście on nalega na spotkanie przed moim wyjazdem, bo nie będzie mnie pewnie z miesiąc. Nie chcę wpadać w ten sam układ i mu to powiedziałam. Ale oczywiście serce się wyrywa.

To dobrze, bo to wymaga dużej rozwagi moim zdaniem. Wiem, że serce się wyrywa, rozumiem to smile Ale widziałam już tyle niewiarygodnych sytuacji i wiem też, jak sama jestem niezdecydowana w tej fazie przedrozwodowej, że po prostu bym się bała zaryzykować. Zobaczysz na spokojnie co się wydarzy podczas Twojej nieobecności i po Twoim powrocie.

52

Odp: Kocha, ale odchodzi

Problem w tym, że niewiele się wydarzy, bo przecież nie dojdzie w tym czasie do rozwodu. Omówiliśmy to, że to kwestia roku. On obstaje przy utrzymywaniu kontaktu, ja przy ostrożności ;-)

53

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Pozew składa żona, która została za granicą  powodu korona. Po powrocie ma złożyć.
Dodam jeszcze, że B. mówi, że zrozumie każdą moją decyzję, ale on swoją podjął i będzie dążył do tego, żebyśmy byli razem. Pytanie, jak przetrwać ten długi czas do rozwodu?

Autorko, jesteś niczym ten samograj. Może uspokuj się trochę, bo za chwilę zaczniesz rozglądać się za suknia ślubną.
Dwie sprawy, (oczywiście nie tylko te dwie, ale powiedzmy, że na te dwie chce zwrócić twoja uwagę).
Pierwsza rzecz- facet przez trzy miesiące miał pełny dostęp do ciebie, bo żona daleko, on mieszkał sam i ty dostępna. Dlaczego odezwał się dopiero teraz?
Tak zachowuje się kochający i tęskniący za kobieta facet? Wytrzymał tak długo w celibacie?
Myślę, że obracał w tym czasie inną, ale z jakiegoś powodu tamto się urwało lub zostało zawieszone na jakiś czas i przypomniał sobie o wiernie czekającej penelopie.
Druga rzecz- facet rozwiedzie się, bo dość już ma małżeństwa, swoją drogą to ciekawe, że żona ma złożyć pozew, gdy wróci do kraju) i nagle taki zmęczony małżeństwem człowiek o niczym innym nie marzy, jak tylko o tym, by znowu się z kimś ożenić. Przeważnie jest przecież tak, że po rozwodzie zdecydowana większość facetow chce sobie odpocząć od uroków życia małżeńskiego, że na samą myśl o kolejnym ślubie robi im się niedobrze. Tymczasem my mamy tu przypadek faceta, który z zamiłowania zawsze musi być czyimś mężem.
Radzę ci, żebyś troszkę wystopowala, a najlepiej byś zrobiła, gdybyś nie ciągnęła więcej tego dziadostwa.
Za jakiś czas będziesz płakała, płakała gorzkimi łzami.

54

Odp: Kocha, ale odchodzi
Hatipi napisał/a:

Problem w tym, że niewiele się wydarzy, bo przecież nie dojdzie w tym czasie do rozwodu. Omówiliśmy to, że to kwestia roku. On obstaje przy utrzymywaniu kontaktu, ja przy ostrożności ;-)

Bardziej mi chodziło o to, czy np będzie się odzywał, czy znowu będzie potrzebował "przestrzeni i czasu dla siebie" jak być może dojdzie do jakiejś trudniejszej z sytuacji z żoną. Miałam na myśli, że jeżeli zdecydujesz się jednak utrzymać kontakt w jakiejś formie, to bądź czujna i uważnie obserwuj jego zachowanie.

Z mojej historii - najpierw chciałam się nie kontaktować do rozwodu, później zmieniłam zdanie, a później znowu uznałam, że jednak nie smile I trzymam się tego ostatniego postanowienia.

55 Ostatnio edytowany przez Olinka (2020-05-13 16:53:36)

Odp: Kocha, ale odchodzi

Ulle, ja nie napisałam o żadnym ślubie, domówiłaś sobie.  Z żoną nie mieszka już ładnych parę miesięcy, co to ma więc do rzeczy? Co do czasu bez kontaktu, napisałam już powyżej. Dodam, że ja też byłam niedostępna, bo wyjechałam. I on o tym wiedziała, bo sprawdzał, czy jestem w domu.
Oczywiście, że się miotam, bo nie wiem do końca co robić. Po to tu jestem, przecież gdybym wiedziała, to by mnie tu nie było.

------------

new_life napisał/a:

Bardziej mi chodziło o to, czy np będzie się odzywał, czy znowu będzie potrzebował "przestrzeni i czasu dla siebie" jak być może dojdzie do jakiejś trudniejszej z sytuacji z żoną. Miałam na myśli, że jeżeli zdecydujesz się jednak utrzymać kontakt w jakiejś formie, to bądź czujna i uważnie obserwuj jego zachowanie.

Z mojej historii - najpierw chciałam się nie kontaktować do rozwodu, później zmieniłam zdanie, a później znowu uznałam, że jednak nie smile I trzymam się tego ostatniego postanowienia.

Dzięki new_life, tego się właśnie boję i tak też mu powiedziałam, że już kiedyś zmienił zdanie, może więc zrobić to ponownie a ja teraz już nie mam do niego zaufania.

Posty [ 1 do 55 z 72 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kocha, ale odchodzi

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018