Poznałam go mając 40-tkę, on miał 45. Oboje mamy dzieci z poprzednich związków. On po rozwodzie, ja nigdy za mąż nie wyszłam. Jesteśmy razem rok. To była tzw. miłość od pierwszego wejrzenia, na początku oboje nie dowierzaliśmy, że nas to spotkało, jakbyśmy mieli po 18 lat i przeżywali pierwszą miłość w życiu. Nasz związek rozwijał się bardzo szybko. Po kilku spotkaniach na tzw. mieście zaczęliśmy się spotykać raz u mnie raz u niego. Na początku niejako po kryjomu, gdy dzieci były poza domem, bo nie wiedzieliśmy jak to się wszystko dalej potoczy. Potem jednak poznaliśmy ze sobą nasze dzieci, bylismy razem nawet na wakacjach, poznałam jego rodzinę, on poznał moją. Wspólne święta, itd. Mieszkamy jednak osobno, każdy ma swoje mieszkanie, swoje meble, graty, dobytek. Ani ja nie mogę zamieszkać u niego, ani on u mnie, gdyż mamy małe mieszkania i nie pomieścimy się razem z dziećmi, co oboje wiemy. On mi już po pół roku powiedział, że jestem kobietą jego życia, że chciał byśmy mieszkali razem, zalegalizowali kiedyś ten związek.Myślałam sobie, że super i że facet wie czego chce. Zresztą nie były to jednorazowe zapewnienia, bo powtadza mi to regularnie, ale jakoś tego pierścionka nie widać... Zaczęłam się nawet zastanawiać o co w tym chodzi, czy to nie są jedynie słowa na wiatr rzucane. Żyjemy krążąc między jednym mieszkaniem a drugim, co jest uciążliwe i dla mnie i dla niego. Nie raz mi mówi, że chciałby, żebyśmy już byli razem pod jednym dachem, ale za tym nie idą żadne czyny. Słyszę jedynie slogany w stylu "wszystko sobie poukładamy, nic się nie martw". Nie wiem na co on czeka, ile taki stan może jeszcze trwać. Ja wiem, że rok, to nie jest dużo, ale my mamy po 40-tce, więc na co czekać ? Dostaję od niego sprzeczne komunikaty. Podpytywałam go kiedyś jak jego poprzedni związek wygladał i usłyszałam coś w stylu, że z jego byłą żoną to wyglądało tak, że po prostu mieszkali razem przed ślubem, pojawiały się jakieś rozmowy o dziecku, więc oboje doszli do tego, że powinni ten ślub wziąć i to była ich wspólna decyzja, a dopiero po tym jak ta decyzja już zapadła to on dopiero formalnie pierścionek kupił i się oświadczal w momencie, gdy praktycznie już wesele było załatwione. Wtedy mi się rozjaśniło wiele i doszło do mnie, że ja to sobie mogę czekać i czekać.... Doszło do całkowitego nieporozumienia. On mi o tym ślubie mówił nie raz, ale ja tego nie zrozumiałam najwidoczniej. Wygladalo to tak, że mi mówił, że chciałbym, bym była już ostatnią kobietą w jego życiu, bysmy razem mieli dom, bym była jego żoną i pytał co ja o tym myślę. Dla mnie to było niezręczne, bo myślałam, że jak facet zadaje takie pytania, to powinien je z pierścionkiem zadawać, a nie w przerwie reklamowej ogladając TV. Oczywiście potwierdzałam, że chcę tego samego, jednak wydawało mi się, że po prostu mnie sprawdza w taki sposób, by nie wyskoczyć z oświadczynami jak filip z konopii. Tyle, że pierścionka ani widu, ani słychu. Gdybyśmy byli formalnie zaręczeni, to bym nie miała oporów z nim o ślubie rozmawiać, czy zakupie wspólnego mieszkania, bo jak już decyzja zapadła, to przecież zadanie pytania kiedy i jak by to miało wygladać było by calkiem na miejscu. Ale w tej sytuacji to ja nie wiem czy ja mam czekać na formalne oświadczyny, czy co robić? Męczy mnie to. Jak to widzicie?
Zastanawiam się jeszcze, czy w tym wieku można jeszcze liczyć na takie romantyczne gesty jak oswiadczyny z pierścionkiem i bukietem kwiatów, czy czas zejść na ziemię i do wszystkiego podchodzić logicznie. Może ludzie w tym wieku to powinni po prostu siąść na kanapie razem i sie zastanowić co robimy, jak robimy, czy kupujemy mieszkanie, czy bierzemy kredyt, czy ten ślub jest nam potrzebny, że może prościej wtedy bedzie kredyt zalatwić, jednym słowem podejść do tematu praktycznie i na logikę bez jakichś tam romantycznych uniesień.
Gdyby tak było, nie kryję, że czułabym się rozczarowana i byłoby mi przykro, że coś mnie jednak w życiu ominęło...
W deklsracjach o slubie po 40 tce latwo mowic z czynem gorzej bo wie sie o wszystkich problemach jakie nastspią. Zapytaj sie Twojego pana kiedy cos zacznie sie dziac, bo on moze dalej zyje deklaracjami.
4 2019-12-09 23:39:24 Ostatnio edytowany przez Stokrotka40 (2019-12-09 23:50:35)
W deklsracjach o slubie po 40 tce latwo mowic z czynem gorzej bo wie sie o wszystkich problemach jakie nastspią. Zapytaj sie Twojego pana kiedy cos zacznie sie dziac, bo on moze dalej zyje deklaracjami.
Dokładnie. Tworzenie związku po 40-tce jest bardzo skomplikowane, bo człowiek już nie ma tej młodzienczej naiwności, że wszystko zawsze bedzie pięknie, gdyż ma już za sobą związki i wie jak to wygląda. Ludzie ostrożniej podejmują decyzje, bo to nie jest już etap gdzie mieszkasz z mamą, wymyślasz sobie, że zamieszkasz z chłopakiem, a jak nie wyjdzie, to wracasz do rodziców i tyle.
Gdy ma się swój dom, dzieci na utrzymaniu, szkoły, przedszkola decyzja o tworzeniu związku z kimś kto też ma dzieci się wiąże z tym, że caly czas masz w głowie pytanie co jak nie wyjdzie? Przeprowadzisz się, zostawisz mieszkanie, zmienisz dziecku szkołę i sie zastanawiasz, czy masz prawo na takie rewolucje w życiu.
Do tego jest się ocenianym przez rodzinę i znajomych w swoim wieku, którzy żyją ze sobą w zwiazkach długoletnich mniej lub bardziej udanych. Wszyscy Cię mają za szaleńca, myślą, że Ci odbija, kryzys wieku sredniego się u Ciebie odezwał. Mało kto kibicuje, raczej wszyscy zalecają ostrożność. To nie jest łatwe.
Czytałam natomiast, że ten punkt widzenia sie zmienia po 70-tce
Ponoć wtedy już sie myśli "raz kozie śmierć". Sama znam parę w tym wieku co zamieszkała ze sobą po miesiącu, a jak ktoś się dziwił skąd ten pośpiech to odpowiadali, że na co mają czekać, skoro nikt nie wie ile im życia jeszcze zostało.
"Mój Pan" chyba podobnie jak ja też wie z czym sie to wiąże. Z jednej strony jeszcze oboje mamy ten romantyzm i chcemy wierzyć w to, że to jest ta miłośc, na którą sie całe życie czekało, że bedziemy żyć długo i szczęśliwie. A potem odzywa się rozsądek i sprawy się komplikuja niestety, dochodzi do nas ile z tym się wiąże problemów
W porywach romantyzmu padają deklaracje i przysięgi, ale potem schodzisz na ziemię i się zaczynasz zastanawiać nad wszystkim. Z drugiej strony, jak będziemy tak się tylko zadręczac myślami "a co jeśli", to do niczego nie dojdziemy.
Zastanawiam się jeszcze, czy w tym wieku można jeszcze liczyć na takie romantyczne gesty jak oswiadczyny z pierścionkiem i bukietem kwiatów, czy czas zejść na ziemię i do wszystkiego podchodzić logicznie. Może ludzie w tym wieku to powinni po prostu siąść na kanapie razem i sie zastanowić co robimy, jak robimy, czy kupujemy mieszkanie, czy bierzemy kredyt, czy ten ślub jest nam potrzebny, że może prościej wtedy bedzie kredyt zalatwić, jednym słowem podejść do tematu praktycznie i na logikę bez jakichś tam romantycznych uniesień.
Gdyby tak było, nie kryję, że czułabym się rozczarowana i byłoby mi przykro, że coś mnie jednak w życiu ominęło...
Mam znajomą, też około czterdziestki, która tak bardzo marzyła, by założyć klasyczną ślubną suknię, że z automatu odrzucała wszelkich kandydatów, o których było wiadomo, że są rozwodnikami i nie miało dla niej absolutnie żadnego znaczenia ani jaka była przyczyna rozwodu, ani bieżąca sytuacja osobista mężczyzny - brak jakichkolwiek zobowiązań też jej nie przekonywał. No i miała w końcu ten swój wymarzony ślub, do którego poszła w długiej sukni z welonem, ale po nim przyszło życie - z kimś totalnie nieodpowiedzialnym i nieprzewidywalnym, przede wszystkim jednak to, co ich łączy, trudno nazwać miłością.
Dążę do tego, że jeśli same oświadczyny, choć chyba bardziej ich forma, są dla Ciebie takim priorytetem, to możesz przegapić coś o wiele bardziej wartościowego.
Marzyć jest jednak rzeczą ludzką, dlatego może spróbuj z delikatnie, z ogromnym wyczuciem i dyplomatycznie, podrzucać mu sugestie, jak chciałabyś, aby wyglądał ten moment.
6 2019-12-10 00:47:59 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-10 00:49:57)
Olinka - Jezusie Nazarejski! - tylę mogę powiedzieć po przeczytaniu Twojego postu.. Bo aż mnie zamurowało.. Przedkładanie jednego konkretnego dnia( ślub czy oświadczyny) nad całe życie z jakimkolwiek potencjalnym partnerem, na dobre i na złe...
Jeszcze jeden dziw na tej Ziemi ![]()
Olinka - Jezusie Nazarejski! - tylę mogę powiedzieć po przeczytaniu Twojego postu.. Bo aż mnie zamurowało.. Przedkładanie jednego konkretnego dnia( ślub czy oświadczyny) nad całe życie z jakimkolwiek potencjalnym partnerem, na dobre i na złe...
Nie chciałabym odciągać uwagi od problemu Autorki, ale przytoczona przeze mnie historia mnie samą swego czasu szokowała. Jako mężatka z kilkunastoletnim wówczas stażem tłumaczyłam jak umiałam, ale w końcu dałam sobie spokój, uznając, że to jest jej życie i jeśli popełni błąd po to tylko, by przez kilkanaście godzin poczuć się księżniczką, to tylko do siebie samej będzie mogła mieć pretensje.
Generalnie chodzi mi o to, że pewnym momentom nadajemy jakąś magiczną rangę, co jak najbardziej rozumiem, ale pod warunkiem, że zafiksowanie na ślubie, weselu czy jak w opisywanym przypadku oświadczynach, nie przysłania wartości, które są naprawdę ważne.
8 2019-12-10 01:14:00 Ostatnio edytowany przez Znerx (2019-12-10 01:14:29)
Żyjemy krążąc między jednym mieszkaniem a drugim, co jest uciążliwe i dla mnie i dla niego. Nie raz mi mówi, że chciałby, żebyśmy już byli razem pod jednym dachem, (...) Gdybyśmy byli formalnie zaręczeni, to bym nie miała oporów z nim o ślubie rozmawiać, czy zakupie wspólnego mieszkania, bo jak już decyzja zapadła, to przecież zadanie pytania kiedy i jak by to miało wygladać było by calkiem na miejscu.
W temacie nie chodzi raczej o ślub, a wspólne mieszkanie.
Tak na moje to sprzedaż mieszkań, żeby kupić coś "po ślubie" to taki strzał w stopę. Szczególnie jak się nie uda, a dwoje rozwodników (czy tam ludzi po nieudanych związkach niesformalizowanych. Cudowna definicja
) powinno wiedzieć, że: "związki to się raczej nie udają - nawet jak na początku jest OK - bo penie przecież było z EXami OK,m do czasu".
Może lepiej jak chcecie razem zamieszkać to zastanówcie się nad wynajmem. Ile dostalibyście za wynajem waszych mieszkań, i co można by za to wynająć.
Trochę bezpieczniejsza opcja. Chyba, że kiepsko traficie.
9 2019-12-10 02:23:09 Ostatnio edytowany przez Stokrotka40 (2019-12-10 02:39:11)
Stokrotka40 napisał/a:Żyjemy krążąc między jednym mieszkaniem a drugim, co jest uciążliwe i dla mnie i dla niego. Nie raz mi mówi, że chciałby, żebyśmy już byli razem pod jednym dachem, (...) Gdybyśmy byli formalnie zaręczeni, to bym nie miała oporów z nim o ślubie rozmawiać, czy zakupie wspólnego mieszkania, bo jak już decyzja zapadła, to przecież zadanie pytania kiedy i jak by to miało wygladać było by calkiem na miejscu.
W temacie nie chodzi raczej o ślub, a wspólne mieszkanie.
Tak na moje to sprzedaż mieszkań, żeby kupić coś "po ślubie" to taki strzał w stopę. Szczególnie jak się nie uda, a dwoje rozwodników (czy tam ludzi po nieudanych związkach niesformalizowanych. Cudowna definicja
) powinno wiedzieć, że: "związki to się raczej nie udają - nawet jak na początku jest OK - bo penie przecież było z EXami OK,m do czasu".
Może lepiej jak chcecie razem zamieszkać to zastanówcie się nad wynajmem. Ile dostalibyście za wynajem waszych mieszkań, i co można by za to wynająć.
Trochę bezpieczniejsza opcja. Chyba, że kiepsko traficie.
Dokładnie to jest to sedno tej całej sprawy. Byc może źle to wyjasniłam, moja wina. Problem mieszkaniowy to jest problem główny i od tego trzeba zacząć. My nie mamy co sprzedać, bo po rozwodzie on swoje mieszkanie wynajmuje od kogoś, a ja mam mieszkanie z miasta. W swojej głowie rozważałam wiele opcji. Ja większego mieszkania z miasta nie dostanę, bo jestem tylko sama z synem i 3 pokoi mi nie dadzą. On wie o tym. Nie wyobrażam sobie, bym to mieszkanie miała zostawić i wynająć razem z nim mieszkanie od kogoś. Bałabym się, że z miesiaca na miesiąc nagle ktoś może się nam kazać wyprowadzić, poza tym takiego mieszkania też raczej nie urządzi się pod siebie, bo się w cudze nie będzie inwestować. Moglibyśmy kupić, ale to już jest poważna sprawa, bo to się wiąże z kredytem i z tym, że oboje byśmy w to mieszkanie musieli włożyć pieniądze. Pytania na kogo te mieszkanie miało by być i kto miałby ten kredyt wziąć, to jest sedno problemu. I tu się pojawia temat ślubu, że po prostu pewne sprawy były wtedy prostsze. Może jestem starej daty, ale nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, bym to ja miała wyjść z tą inicjatywą. On o tym mówi, owszem, ale nic nie działa w tym kierunku. Stoimi więc w miejscu i jesteśmy pod ścianą. Ilekroć ode mnie wychodzi, to mi mówi że to nie powinno tak wyglądać, że powinniśmy razem mieszkać, a nie się tak tułać. Ale CO JA NIBY MAM Z TYM ZROBIĆ ?
Wybaczcie, może jestem urwana z choinki, może bujam w obłokach, ale ponad 40 lat przeżyłam, byłam w poważnych zwiazkach wcześniej, jednak nie zdecydowałam się nigdy za mąż wyjść, nawet bedąc w ciąży nie chciałam tego robić pochopnie, bo tak wypada. Teraz gdy byłabym w stanie zaryzykować, rzucić się na tą głęboką wodę, wziąć ten ślub, kupić razem mieszkanie i niech się dzieje co chce, to czuję się bezradna. Wydaje mi się, że to facet powinien ostatacznie podjąć tą decyzję i postawić tą kropkę nad i tym bardziej, że pytał mnie o to wcześniej i zna moje zdanie. Ja bym po prostu chciała konkretów, bo obawiam się, że gdy następny rok minie mi na słuchaniu, że on by chciał, żebyśmy my tam kiedyś coś tam, to mogę po prostu stracić cierpliwośc, gdy czyny za słowami nie pójdą. Rozumiecie mnie choć trochę? Oczekiwałabym od niego oficjalnych oświadczyn, po których już zapada ta decyzja ostateczna, że się pobieramy i jest tylko kwestia ustalenia daty, a nie że to jest wiecznie w fazie "kiedyś to zalegalizujemy, kiedyś razem zamieszkamy". Chciałabym po prostu widzieć, że on nie rzuca słów na wiatr i faktycznie chce tego o czym mówi i działa w tym kierunku, załatwiamy to mieszkanie, itd. Problem w tym, że moja duma nigdy mi nie pozwoli, bym mu tak jawnie powiedziała "kiedy się ze mną zamierzasz ożenić?"
10 2019-12-10 07:08:29 Ostatnio edytowany przez Lagrange (2019-12-10 07:09:10)
Jeśli oczekujesz jednoznacznej deklaracji z jego strony to mu to powiedz. Moja córka tak zrobiła. Facet kombinował, więc mu oznajmiła "jak do końca roku się nie oświadczysz, to spadaj". No i się oświadczył. Czy by od niego odeszła, nie wiem, ale faceci generalnie potrzebują prostych instrukcji.
Skoro on smęci o wspólnym życiu, to mu jasno powiedz, że ty oczekujesz deklaracji i to formalnej.
Na Twoim miejscu powiedzialabym, ze marze o czyms takim i tyle. Pozniej on moze to marzenie spelnic lub nie.
Dokładnie to jest to sedno tej całej sprawy. Byc może źle to wyjasniłam, moja wina. Problem mieszkaniowy to jest problem główny i od tego trzeba zacząć. My nie mamy co sprzedać, bo po rozwodzie on swoje mieszkanie wynajmuje od kogoś, a ja mam mieszkanie z miasta. W swojej głowie rozważałam wiele opcji. Ja większego mieszkania z miasta nie dostanę, bo jestem tylko sama z synem i 3 pokoi mi nie dadzą. On wie o tym. Nie wyobrażam sobie, bym to mieszkanie miała zostawić i wynająć razem z nim mieszkanie od kogoś. Bałabym się, że z miesiaca na miesiąc nagle ktoś może się nam kazać wyprowadzić, poza tym takiego mieszkania też raczej nie urządzi się pod siebie, bo się w cudze nie będzie inwestować. Moglibyśmy kupić, ale to już jest poważna sprawa, bo to się wiąże z kredytem i z tym, że oboje byśmy w to mieszkanie musieli włożyć pieniądze. Pytania na kogo te mieszkanie miało by być i kto miałby ten kredyt wziąć, to jest sedno problemu. I tu się pojawia temat ślubu, że po prostu pewne sprawy były wtedy prostsze. Może jestem starej daty, ale nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, bym to ja miała wyjść z tą inicjatywą. On o tym mówi, owszem, ale nic nie działa w tym kierunku. Stoimi więc w miejscu i jesteśmy pod ścianą. Ilekroć ode mnie wychodzi, to mi mówi że to nie powinno tak wyglądać, że powinniśmy razem mieszkać, a nie się tak tułać. Ale CO JA NIBY MAM Z TYM ZROBIĆ ?
Wybaczcie, może jestem urwana z choinki, może bujam w obłokach, ale ponad 40 lat przeżyłam, byłam w poważnych zwiazkach wcześniej, jednak nie zdecydowałam się nigdy za mąż wyjść, nawet bedąc w ciąży nie chciałam tego robić pochopnie, bo tak wypada. Teraz gdy byłabym w stanie zaryzykować, rzucić się na tą głęboką wodę, wziąć ten ślub, kupić razem mieszkanie i niech się dzieje co chce, to czuję się bezradna. Wydaje mi się, że to facet powinien ostatacznie podjąć tą decyzję i postawić tą kropkę nad i tym bardziej, że pytał mnie o to wcześniej i zna moje zdanie. Ja bym po prostu chciała konkretów, bo obawiam się, że gdy następny rok minie mi na słuchaniu, że on by chciał, żebyśmy my tam kiedyś coś tam, to mogę po prostu stracić cierpliwośc, gdy czyny za słowami nie pójdą. Rozumiecie mnie choć trochę? Oczekiwałabym od niego oficjalnych oświadczyn, po których już zapada ta decyzja ostateczna, że się pobieramy i jest tylko kwestia ustalenia daty, a nie że to jest wiecznie w fazie "kiedyś to zalegalizujemy, kiedyś razem zamieszkamy". Chciałabym po prostu widzieć, że on nie rzuca słów na wiatr i faktycznie chce tego o czym mówi i działa w tym kierunku, załatwiamy to mieszkanie, itd. Problem w tym, że moja duma nigdy mi nie pozwoli, bym mu tak jawnie powiedziała "kiedy się ze mną zamierzasz ożenić?"
Strasznie demonizujesz tę 40-stkę.
I jakoś nie widzę spójności w tym co piszesz. Co jest Twoim głównym problemem? Brak romantycznych oświadczyn, brak mieszkania, czy konieczność czekania na jego krok?
Problemem związanym z zaręczynami jest fakt, że nigdy nie wyszłaś za mąż. Nie przeżyłaś (chyba) żadnych zaręczyn, nikt nie padł przed Tobą na kolana i bardzo Ci tego brakuje. To zrozumiałe, ale często takie rzeczy to tylko na filmach. Facet po rozwodzie, podchodzi zadaniowo do sprawy. Wspomina o ślubie a Ty....? cisza. Dlaczego nie powiesz: "Super! Zróbmy to!". Skoro Ty milczysz, on nie wie jakie jest Twoje zdanie. Może wysyłasz mu sprzeczne sygnały?
Co do mieszkania. No nie jesteś w super sytuacji finansowej, skoro dostałaś mieszkanie od miasta. Nie masz zdolności kredytowej? Ciężko będzie Wam kupić coś wspólnego. A też nie możesz liczyć, że facet wszystko zorganizuje.
Może poszukajcie, póki co, mieszkania na wynajem. Jest sporo mieszkań powyżej 70mkw, powinniście się pomieścić.
Moja rada. Przestań czekać, bo faktycznie coś Cię ominie. Zacznij komunikować swoje potrzeby, marzenia. Drugi człowiek nie domyśli się niczego, jeśli mu tego nie zakomunikujemy.
13 2019-12-10 10:57:12 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-10 10:58:04)
Jeszcze tak tylko krótko w temacie przypisywania pewnych wydarzeń w życiu szczególnej wagi: jeśli o mnie chodzi to mam do tego bardzo chłodne podejście. Może jako facet, możę jako osoba pragmatyczną i mało sentymentalna, nie wiem. Jeśli chodzi o same wesela czy śluby: swego czasu, jeszcze jak mi nie przeszła ochota na związki, myśląc o ewentualnym ślubie, ideałem było dla mnie....przyjecie rodzinne w restauracji na max 20-30 osób, bez tej całej pompy związanej z przygotowaniami, załatwianiem itp. Dlaczego? Nie dlatego, że załatwianie czy przygotowanie jest czasochłonne, trudne, stresujące i wymaga poświęcenia
Po prostu nie jarzyłem nigdy tej całej mistycznej otoczki wokół ślubów. Patrząc n ato chłodno to właśnie najważniejsze było to jakie będą następne dni, jak sie życie potoczy i jak je sobie ułożymy.. A tej jeden dzień? Kwiatki, sukienki ,słowa, tańce, żarcie i picie
I koniec zabawy..Życie zaczyna się dopiero potem. Do tego dochodza oświadczyny - i powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie, żebym miał klękać przed kimś na kolana prosząc błagalnym wzrokiem o to, żęby ktoś spędził ze mną resztę zycia - no nie przeszłoby to za nic w świecie. Na samo wyobrażenie o tym, już mi się robi słabo..Jeszcze pierścionek, kwiatki, kolacyjki.Brrr..
Co do Autorki, to postaw sprawę jasno. Mów czego oczekujesz i co chciałabyś zyskać. Jeśli problem jest z kasą, to mozę rzeczywiście lepiej coś wynając na początek..?
14 2019-12-10 11:30:37 Ostatnio edytowany przez Pokręcona Owieczka (2019-12-10 11:32:48)
Po prostu nie jarzyłem nigdy tej całej mistycznej otoczki wokół ślubów. Patrząc n ato chłodno to właśnie najważniejsze było to jakie będą następne dni, jak sie życie potoczy i jak je sobie ułożymy.. A tej jeden dzień? Kwiatki, sukienki ,słowa, tańce, żarcie i picie
I koniec zabawy..Życie zaczyna się dopiero potem. Do tego dochodza oświadczyny - i powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie, żebym miał klękać przed kimś na kolana prosząc błagalnym wzrokiem o to, żęby ktoś spędził ze mną resztę zycia - no nie przeszłoby to za nic w świecie. Na samo wyobrażenie o tym, już mi się robi słabo..Jeszcze pierścionek, kwiatki, kolacyjki.Brrr..
Mam bardzo podobne zdanie na ten temat. Kiedy obserwuję, ile czasu przyszłe panny młode poświęcają na te przygotowania, to mnie mdli. Robią się na laski z kolorowych pism, aż dziw bierze, że przyszły mąż ją pozna
Wszystko zaplanowane co do szczegółu i mam wrażenie, że sama przysięga, jest gdzieś obok. Najważniejsze to wyglądać. Dlatego większość marzy o ślubie jak z bajki. Dla mnie to słabe.
A co do samych oświadczyn. Kobiety marzą o niespodziewanych i zaskakujących zaręczynach, są też takie, które same to planują...
Ja, niestety posiadam kobiecą intuicję i potrafię przewidzieć wszystko. Swoje pierwsze, póki co, zaręczyny przewidziałam dzień wcześniej i pozbawiłam się niespodzianki
A jakie były? normalne. Leżałam na kanapie i oglądałam Władcę pierścieni, kiedy mój chłopak podszedł, klęknął, wyjął pierścionek. Dzięki Bodg były reklamy ![]()
Nie żyjemy w świecie bajek, ale nie możemy zabraniać innym spędzenia tych dni, tak jak oni chcą. Klękanie jest słabe, ale dużo dziewczyn widzi w tym jakiś symbol, tak samo pierścionek.
edit. Jeszcze jedno, wiele osób uznaje tylko męskie oświadczyny, ale przecież może i kobieta oświadczyć się facetowi ![]()
Problem w tym, że moja duma nigdy mi nie pozwoli, bym mu tak jawnie powiedziała "kiedy się ze mną zamierzasz ożenić?"
Dziewczyno jaka duma? Ile ty masz lat? Czy to jest twój prawdziwy partner z którym jako pierwszym omawia się takie sprawy (a nie na forum internetowym), czy tylko koleś, który ma spełnić twoje romantyczne wyobrażenia o zaręczynach i ślubie, mieszkanku. Prawdziwy związek partnerski polega na tym, że się rozmawia ze sobą, a nie wymyśla testy, galimatiasy, które partner zda, albo nie. Chcesz czegoś to gadajcie o tym, bo jeśli w takiej sprawie nie potraficie się oboje skomunikować (oboje , nie tylko on)to jak będziecie się komunikować później. Nie nie powiem bo on ma się domyślić. Jeśli czujesz, że to twój prawdziwy, dobry partner to tak go traktuj, pomóż mu zrozumieć twoje oczekiwania, powiedz wyraźnie czego oczekujesz, o czym marzysz, a nie jakieś podchody, domysły, sztuczki, pretensje.
16 2019-12-10 12:26:22 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-12-10 12:27:05)
To nie autorki wina, że Pan ma za sobą przykre małżeńskie doświadczenia.
Ona ma prawo oczekiwać ślubu.
Tylko z drugiej strony, jeśli Pan ma przywileje małżeństwa nie mając z tego tytułu obowiazkow dlaczego miałby to zmieniac? Hmm.
On się kieruje tym co dla niego ważne i wygodne.
Opisz trochę jak wygląda to wasze życie wspólne..
Ela, ale on jej mówił, że widzi ich w przyszłości, że chce ślubu, tylko ona zamilkła. On się nie wycofuje, nie zbywa jej.
Mi się wydaje, że on myśli zadaniowo, a ona jest romantyczką i czeka na niespodziankę.
Chyba powinna powiedzieć mu jakie ma oczekiwania, bo on się nie domyśli.
A nie możesz wykupić mieszkania od miasta ? Mając własnościowe mogłabyś wynająć a z partnerem szukać czegoś większego.
Owieczko ja nie patrzę na to co mówi tylko czyny.
20 2019-12-10 13:04:39 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-10 13:27:21)
bagienni_k napisał/a:Po prostu nie jarzyłem nigdy tej całej mistycznej otoczki wokół ślubów. Patrząc n ato chłodno to właśnie najważniejsze było to jakie będą następne dni, jak sie życie potoczy i jak je sobie ułożymy.. A tej jeden dzień? Kwiatki, sukienki ,słowa, tańce, żarcie i picie
I koniec zabawy..Życie zaczyna się dopiero potem. Do tego dochodza oświadczyny - i powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie, żebym miał klękać przed kimś na kolana prosząc błagalnym wzrokiem o to, żęby ktoś spędził ze mną resztę zycia - no nie przeszłoby to za nic w świecie. Na samo wyobrażenie o tym, już mi się robi słabo..Jeszcze pierścionek, kwiatki, kolacyjki.Brrr..
Mam bardzo podobne zdanie na ten temat. Kiedy obserwuję, ile czasu przyszłe panny młode poświęcają na te przygotowania, to mnie mdli. Robią się na laski z kolorowych pism, aż dziw bierze, że przyszły mąż ją pozna
Wszystko zaplanowane co do szczegółu i mam wrażenie, że sama przysięga, jest gdzieś obok. Najważniejsze to wyglądać. Dlatego większość marzy o ślubie jak z bajki. Dla mnie to słabe.
A co do samych oświadczyn. Kobiety marzą o niespodziewanych i zaskakujących zaręczynach, są też takie, które same to planują...
Ja, niestety posiadam kobiecą intuicję i potrafię przewidzieć wszystko. Swoje pierwsze, póki co, zaręczyny przewidziałam dzień wcześniej i pozbawiłam się niespodziankiA jakie były? normalne. Leżałam na kanapie i oglądałam Władcę pierścieni, kiedy mój chłopak podszedł, klęknął, wyjął pierścionek. Dzięki Bodg były reklamy
Nie żyjemy w świecie bajek, ale nie możemy zabraniać innym spędzenia tych dni, tak jak oni chcą. Klękanie jest słabe, ale dużo dziewczyn widzi w tym jakiś symbol, tak samo pierścionek.
edit. Jeszcze jedno, wiele osób uznaje tylko męskie oświadczyny, ale przecież może i kobieta oświadczyć się facetowi
Pytanie, co by było, gdyby nie było reklam? ![]()
Właśnie, może to i dobrze, że nie "spieszy mi się" - ironia
, do związku, ale właśnie takie typowo kobiece podejście byłoby dla mnei ogromnym problemem. Nie lubię zaskakiwać i być zaskakiwany. Wszelkie niespodzianki, podniosłe chwile, uniesienia nie wzbudzają w emnie żadnych emocji. Zatem niejako zmuszając się do takich wydarzeń, czułbym się mocno nieswojo i niezręcznie. Wyszłoby to zwyczajnie sztucznie z mojej strony. Ktoś mógłby powiedzieć, że to kwestia obycia, przyzwyczajenia, kontaktów itp. Ale niektóre zachowania, gesty czy czynności od razu wywołują u mnie niesmak. Gdyby mi się śniło, że się oświadczam na kolanach, wyciągająć pierścionek i trzymając bukiet kwiatów a do tego jeszcze ten błagalny wzrok i maślane oczy to bym się obudzil z krzykiem...
Nie słyszałem o przypadku, żeby to kobieta się oświadczyła tak poza tym.
Wydaje mi się, że oboje chcą tego samego, tylko oczekują, że odbędzi esię to zuypełnie inaczej, niż wyobraża sobie to druga strona.
Pokręcona Owieczka napisał/a:bagienni_k napisał/a:Po prostu nie jarzyłem nigdy tej całej mistycznej otoczki wokół ślubów. Patrząc n ato chłodno to właśnie najważniejsze było to jakie będą następne dni, jak sie życie potoczy i jak je sobie ułożymy.. A tej jeden dzień? Kwiatki, sukienki ,słowa, tańce, żarcie i picie
I koniec zabawy..Życie zaczyna się dopiero potem. Do tego dochodza oświadczyny - i powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie, żebym miał klękać przed kimś na kolana prosząc błagalnym wzrokiem o to, żęby ktoś spędził ze mną resztę zycia - no nie przeszłoby to za nic w świecie. Na samo wyobrażenie o tym, już mi się robi słabo..Jeszcze pierścionek, kwiatki, kolacyjki.Brrr..
Mam bardzo podobne zdanie na ten temat. Kiedy obserwuję, ile czasu przyszłe panny młode poświęcają na te przygotowania, to mnie mdli. Robią się na laski z kolorowych pism, aż dziw bierze, że przyszły mąż ją pozna
Wszystko zaplanowane co do szczegółu i mam wrażenie, że sama przysięga, jest gdzieś obok. Najważniejsze to wyglądać. Dlatego większość marzy o ślubie jak z bajki. Dla mnie to słabe.
A co do samych oświadczyn. Kobiety marzą o niespodziewanych i zaskakujących zaręczynach, są też takie, które same to planują...
Ja, niestety posiadam kobiecą intuicję i potrafię przewidzieć wszystko. Swoje pierwsze, póki co, zaręczyny przewidziałam dzień wcześniej i pozbawiłam się niespodziankiA jakie były? normalne. Leżałam na kanapie i oglądałam Władcę pierścieni, kiedy mój chłopak podszedł, klęknął, wyjął pierścionek. Dzięki Bodg były reklamy
Nie żyjemy w świecie bajek, ale nie możemy zabraniać innym spędzenia tych dni, tak jak oni chcą. Klękanie jest słabe, ale dużo dziewczyn widzi w tym jakiś symbol, tak samo pierścionek.
edit. Jeszcze jedno, wiele osób uznaje tylko męskie oświadczyny, ale przecież może i kobieta oświadczyć się facetowi
Pytanie, co by było, gdyby nie było reklam?
Właśnie, może to i dobrze, że nie "spieszy mi się" - ironia
, do związku, ale właśnie takie typowo kobiece podejście byłoby dla mnei ogromnym problemem. Nie lubię zaskakiwać i być zaskakiwany. Wszelkie niespodzianki, podniosłe chwile, uniesienia nie wzbudzają w emnie żadnych emocji. Zatem niejako zmuszając się do takich wydarzeń, czułbym się mocno nieswojo i niezręcznie. Wyszłoby to zwyczajnie sztucznie z mojej strony. Ktoś mógłby powiedzieć, że to kwestia obycia, przyzwyczajenia, kontaktów itp. Ale niektóre zachowania, gesty czy czynności od razu wywołują u mnie niesmak. Gdyby mi się śniło, że się oświadczam na kolanach, wyciągająć pierścionek i trzymając bukiet kwiató a do tego jeszcze ten błagalny wzrok i maślane oczy to bym się obudzil z krzykiem...
Nie słyszałem o przypadku, żeby to kobieta się oświadczyła tak poza tym.
Wydaje mi się, że oboje chcą tego samego, tylko oczekują, że odbędzi esię to zuypełnie inaczej, niż wyobraża sobie to druga strona.
Teoretycznie to ja sie oswiadczylam na kolanie. W poundlandzie (miedzy polkami ze slodyczami) z pierscionkiem, ktory pozniej o wszystko sie zaczepial.
Wtedy jednak juz wczesniej zdecydowalismy sie wziac slub.
Moj przyjaciel klaskal nawet. Zdjec nie mam niestety.
Wiec juz slyszales o takim przypadku
Kobieta tez moze sie oswiadczyc, ale autorka nie uznaje takiego czegos. Kazdy ma swoja wizje. Czasem ta wizja sie zmienia.
Ja mowilam, ze chce skromnej sukienki, pozniej weszlam na internety i zobaczylam sukienke cala z cekinow dluga do ziemi. Wtedy zdecydowalam, ze chce swiecic jak kula dyskotekowa i wygladac na przesadnie wystrojona.
bagienni_k napisał/a:Pokręcona Owieczka napisał/a:Mam bardzo podobne zdanie na ten temat. Kiedy obserwuję, ile czasu przyszłe panny młode poświęcają na te przygotowania, to mnie mdli. Robią się na laski z kolorowych pism, aż dziw bierze, że przyszły mąż ją pozna
Wszystko zaplanowane co do szczegółu i mam wrażenie, że sama przysięga, jest gdzieś obok. Najważniejsze to wyglądać. Dlatego większość marzy o ślubie jak z bajki. Dla mnie to słabe.
A co do samych oświadczyn. Kobiety marzą o niespodziewanych i zaskakujących zaręczynach, są też takie, które same to planują...
Ja, niestety posiadam kobiecą intuicję i potrafię przewidzieć wszystko. Swoje pierwsze, póki co, zaręczyny przewidziałam dzień wcześniej i pozbawiłam się niespodziankiA jakie były? normalne. Leżałam na kanapie i oglądałam Władcę pierścieni, kiedy mój chłopak podszedł, klęknął, wyjął pierścionek. Dzięki Bodg były reklamy
Nie żyjemy w świecie bajek, ale nie możemy zabraniać innym spędzenia tych dni, tak jak oni chcą. Klękanie jest słabe, ale dużo dziewczyn widzi w tym jakiś symbol, tak samo pierścionek.
edit. Jeszcze jedno, wiele osób uznaje tylko męskie oświadczyny, ale przecież może i kobieta oświadczyć się facetowi
Pytanie, co by było, gdyby nie było reklam?
Właśnie, może to i dobrze, że nie "spieszy mi się" - ironia
, do związku, ale właśnie takie typowo kobiece podejście byłoby dla mnei ogromnym problemem. Nie lubię zaskakiwać i być zaskakiwany. Wszelkie niespodzianki, podniosłe chwile, uniesienia nie wzbudzają w emnie żadnych emocji. Zatem niejako zmuszając się do takich wydarzeń, czułbym się mocno nieswojo i niezręcznie. Wyszłoby to zwyczajnie sztucznie z mojej strony. Ktoś mógłby powiedzieć, że to kwestia obycia, przyzwyczajenia, kontaktów itp. Ale niektóre zachowania, gesty czy czynności od razu wywołują u mnie niesmak. Gdyby mi się śniło, że się oświadczam na kolanach, wyciągająć pierścionek i trzymając bukiet kwiató a do tego jeszcze ten błagalny wzrok i maślane oczy to bym się obudzil z krzykiem...
Nie słyszałem o przypadku, żeby to kobieta się oświadczyła tak poza tym.
Wydaje mi się, że oboje chcą tego samego, tylko oczekują, że odbędzi esię to zuypełnie inaczej, niż wyobraża sobie to druga strona.Teoretycznie to ja sie oswiadczylam na kolanie. W poundlandzie (miedzy polkami ze slodyczami) z pierscionkiem, ktory pozniej o wszystko sie zaczepial.
Wtedy jednak juz wczesniej zdecydowalismy sie wziac slub.
Moj przyjaciel klaskal nawet. Zdjec nie mam niestety.
Wiec juz slyszales o takim przypadku![]()
Kobieta tez moze sie oswiadczyc, ale autorka nie uznaje takiego czegos. Kazdy ma swoja wizje. Czasem ta wizja sie zmienia.
Ja mowilam, ze chce skromnej sukienki, pozniej weszlam na internety i zobaczylam sukienke cala z cekinow dluga do ziemi. Wtedy zdecydowalam, ze chce swiecic jak kula dyskotekowa i wygladac na przesadnie wystrojona.
Ano właśnie ![]()
Bagienni_k, doskonale Cię rozumiem, ja chyba jestem pozbawiona wyższych, romantycznych uniesień. Chyba minęło mi z wiekiem ![]()
Winter, brawo! Odnośnie sukienki, tego wszystkiego na około. Mimo, że nie lubię tego tematu, to z fascynacją oglądam wszystkie programy dot. kiecek ślubnych. Często z samej ciekawości, co jest odpowiednie do jakiej figury, jakie są możliwości i ile to kosztuje. Sama jednak nie zdecydowałabym się wydać kilka ładnych tysi na sukienkę na jedną noc.
Do swojego, jedynego póki co ślubu ( cywilnego), kupiłam gorset ze spódnicą w centrum handlowym za 350 zł
Ale czułam się jak milion dolców ![]()
Myślę, że idealnym rozwiązaniem jest, kiedy obie strony marzą o takich chwilach, kiedy sytuacja ich nie przerasta i żadna ze stron nie czuje się niewygodnie.
Ela, masz rację. Liczą się czyny, ale Autorka też by mogła coś zrobić w tym kierunku.
Trzymam za nią kciuki ![]()
Winter.Kween napisał/a:bagienni_k napisał/a:Pytanie, co by było, gdyby nie było reklam?
Właśnie, może to i dobrze, że nie "spieszy mi się" - ironia
, do związku, ale właśnie takie typowo kobiece podejście byłoby dla mnei ogromnym problemem. Nie lubię zaskakiwać i być zaskakiwany. Wszelkie niespodzianki, podniosłe chwile, uniesienia nie wzbudzają w emnie żadnych emocji. Zatem niejako zmuszając się do takich wydarzeń, czułbym się mocno nieswojo i niezręcznie. Wyszłoby to zwyczajnie sztucznie z mojej strony. Ktoś mógłby powiedzieć, że to kwestia obycia, przyzwyczajenia, kontaktów itp. Ale niektóre zachowania, gesty czy czynności od razu wywołują u mnie niesmak. Gdyby mi się śniło, że się oświadczam na kolanach, wyciągająć pierścionek i trzymając bukiet kwiató a do tego jeszcze ten błagalny wzrok i maślane oczy to bym się obudzil z krzykiem...
Nie słyszałem o przypadku, żeby to kobieta się oświadczyła tak poza tym.
Wydaje mi się, że oboje chcą tego samego, tylko oczekują, że odbędzi esię to zuypełnie inaczej, niż wyobraża sobie to druga strona.Teoretycznie to ja sie oswiadczylam na kolanie. W poundlandzie (miedzy polkami ze slodyczami) z pierscionkiem, ktory pozniej o wszystko sie zaczepial.
Wtedy jednak juz wczesniej zdecydowalismy sie wziac slub.
Moj przyjaciel klaskal nawet. Zdjec nie mam niestety.
Wiec juz slyszales o takim przypadku![]()
Kobieta tez moze sie oswiadczyc, ale autorka nie uznaje takiego czegos. Kazdy ma swoja wizje. Czasem ta wizja sie zmienia.
Ja mowilam, ze chce skromnej sukienki, pozniej weszlam na internety i zobaczylam sukienke cala z cekinow dluga do ziemi. Wtedy zdecydowalam, ze chce swiecic jak kula dyskotekowa i wygladac na przesadnie wystrojona.Ano właśnie
Bagienni_k, doskonale Cię rozumiem, ja chyba jestem pozbawiona wyższych, romantycznych uniesień. Chyba minęło mi z wiekiem
Winter, brawo! Odnośnie sukienki, tego wszystkiego na około. Mimo, że nie lubię tego tematu, to z fascynacją oglądam wszystkie programy dot. kiecek ślubnych. Często z samej ciekawości, co jest odpowiednie do jakiej figury, jakie są możliwości i ile to kosztuje. Sama jednak nie zdecydowałabym się wydać kilka ładnych tysi na sukienkę na jedną noc.
Do swojego, jedynego póki co ślubu ( cywilnego), kupiłam gorset ze spódnicą w centrum handlowym za 350 złAle czułam się jak milion dolców
Myślę, że idealnym rozwiązaniem jest, kiedy obie strony marzą o takich chwilach, kiedy sytuacja ich nie przerasta i żadna ze stron nie czuje się niewygodnie.
Ela, masz rację. Liczą się czyny, ale Autorka też by mogła coś zrobić w tym kierunku.
Trzymam za nią kciuki
Co ja mam teraz zrobic? Chce zobaczyc ten gorset ze spodnica. Jaki mial kolor?
Moja sukienke kupil mi przyjaciel. Kosztowala 100 funtow.
Taka za kilka tysiecy to nie wiem... Bo ja lubie duzo rzeczy, a to sie najesc sushi, a to jechac tu czy tam. Haha, szkoda troche na sukienke...
Ano właśnie
Pół biedy jeszcze, kiedy oboje partnerzy chcą tego samego. Gorzej jeśli to rodzice dyktują warunki wesela, kiedy młodzi nie mają zbyt wiele środków na sfinansowanie wesela ![]()
Także planowanie czyjegoś wesela na swoich warunkach, wbrew woli choćby jednego z małżonków - to dopiero póba wytrzymałości na sam poczatek małżeńśtwa
Natomiast wydawanie kupy kasy na coś, co ubieram RAZ w życiu...No wybaczcie...ale nic mi nie przychodzi na myśl...cenzuralnego.
25 2019-12-10 14:29:29 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-12-10 14:37:28)
A ja się cały czas zastanawiam jak intensywny jest ten związek. To w końcu rok.. i duzo i mało..
Wystarczająco by razem zamieszkać.. ale moze za mało na decyzję na całe życie? Nie wiem czy gdybym była na miejscu autorki nie zaproponowałbym wspólnego zamieszkania najpierw.
3 pokoje to pewnie po 1000 zł.od każdego.. On pewnie płaci. 1200..i tak..chyba tak bym zrobiła, bo jak to tylko weekendowe spotkania to chyba aż tak dobrze się nie znacie..
Tu chyba przydałby się głos jakiś rozwiedzionych Panów po 40 ..
Winter, kiecka gdzieś się rozkompletowała, a zdjęcia wyrzuciłam ![]()
Ela, masz rację. Ja też nie podjęłabym takiej decyzji bez uprzedniego zamieszkania razem. Dopiero po wspólnym dzieleniu obowiązków, codzienności, możemy stwierdzić, że znamy tę drugą osobę, choć i tak do końca nigdy nic nie wiadomo. Życie jest nieprzewidywalne.
27 2019-12-10 14:39:21 Ostatnio edytowany przez Ajko (2019-12-10 14:40:33)
A ja się cały czas zastanawiam jak intensywny jest ten związek. To w końcu rok.. i duzo i mało..
Wystarczająco by razem zamieszkać.. ale moze za mało na decyzję na całe życie? Nie wiem czy gdybym była na miejscu autorki nie zaproponowałbym wspólnego zamieszkania najpierw.
No też mi się tak wydaje, ale już nie chciałam o tym pisać. Ja tutaj widzę, że związek jest na tyle długo dla autorki by wziąć ślub, ale nie na tyle długo by gadać jak dorośli ludzie, by pomieszkać razem i poznać siebie. Wyczuwam desperację.
28 2019-12-10 16:50:38 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-12-10 16:51:38)
Takie parcie na malzenstwo moze go przepedzic, przestraszyc.
Poza tym nigdy nie wyszlabym za faceta, z ktorym nie mieszkalam.
Moze mu tak wygodnie? Moze on nie chce slubu?
Jesli ty bardzo chcesz- musisz mu raz a konkretnie ( nie marudzic ciagle o slubie pod nosem) zakomunikowac. Jesli z jego strony nie bedzie oswiadczyn, to on z jakiegos powodu tego nie chce.
I zastanow sie- co zrobisz z tym faktem?
Ela210 napisał/a:A ja się cały czas zastanawiam jak intensywny jest ten związek. To w końcu rok.. i duzo i mało..
Wystarczająco by razem zamieszkać.. ale moze za mało na decyzję na całe życie? Nie wiem czy gdybym była na miejscu autorki nie zaproponowałbym wspólnego zamieszkania najpierw.No też mi się tak wydaje, ale już nie chciałam o tym pisać. Ja tutaj widzę, że związek jest na tyle długo dla autorki by wziąć ślub, ale nie na tyle długo by gadać jak dorośli ludzie, by pomieszkać razem i poznać siebie. Wyczuwam desperację.
To chyba takie podejście na zasadzie: byle ślub, bo potem to już pójdzei wszystko gładko. Nieważne, że się cieżko dogadać w tak podstawowych sprawach jak mieszkanie, nieważne, że się słabo zna nawzajem. Grunt, żeby tą suknię założyć i wszystko się zmieni w bajkę. Tak to chyba nie działa..
30 2019-12-10 17:45:51 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-12-10 17:46:11)
Gdybamy.. może to związek bardzo intensywny, a może z 20 spotkań..
Niech się autorka wypowie. A może to tylko parę spotkań na kawę i kino.
31 2019-12-10 20:18:04 Ostatnio edytowany przez sosenek (2019-12-10 20:18:23)
rok razem bez mieszkania i ślub? nie poszłabym w to... nawet po 40 ![]()
rok razem bez mieszkania i ślub? nie poszłabym w to... nawet po 40
Ja tym bardziej po czterdziestce, kiedy ludzie są już mniej elastyczni, mają więcej przyzwyczajeń, nawyków i coraz trudniej jest im nauczyć się wspólnego życia ze sobą.
Można jednak zaręczyć się i wtedy razem zamieszkać, ale w opisanej sytuacji są dwa mieszkania, dzieci, chyba trochę trudno mówić o czymś na próbę, jeśli żadne z mieszkań nie jest w stanie pomieścić tylu lokatorów, a tym bardziej nie chce się robić dzieciom rewolucji bez założenia, że to już na stałe. Moim zdaniem to jednak znacząco komplikuje sprawę.
33 2019-12-11 15:47:01 Ostatnio edytowany przez Stokrotka40 (2019-12-11 15:47:58)
Dzięki wszystkim za rady
Związek jest intensywny, jednak nie na tyle jak być powinien wg nas obojga.
Nie jest łatwo się widzieć dziennie, gdy się żyje na 2 mieszkania i on do tego pracuje na zmiany. Co drugi tydzień pracuje nocki, więc w dzień odsypia, a popołudniami musi też i swoje mieszkanie ogarnąć, pranie, zakupy, 2 razy w tygodniu ma swoją córkę siebie, która u niego ma wszystkie rzeczy. Dlatego są dni, gdy widujemy się dziennie i nawet jest u mnie przez kilka dni, wtedy prowadzimy tzw normalne życie, typu wspólne obiady, zakupy, itd, ale mamy też czasem i tygodniowe przerwy, bo gdy ja wracam z pracy po 16, a on idzie na 18tą to kiedy mamy się widzieć ? Tak jak piszę, to wszystko jest bardzo skomplikowane i dosyć męczące.
To nie jest tak, że jemu jest tak wygodnie, więc po co ma się żenić, bo na pewno nie jest. Gdybyśmy mieszkali razem, to było by wszystko prostsze. Co do finansów to zarabiamy podobnie. Razem mielibyśmy około 8-9 tys miesięcznie. Tymczasem w tym momencie utrzymujemy 2 mieszkania i niejako wszystko podwójnie trzeba robić. I on się goni i ja się gonię. Oboje to wiemy. Niestety stoimy pod ścianą i niewiadomo jak ruszyć z tematem, ani od czego zacząć, bo wspólne mieszkanie to jest priorytet, a nie wiadomo jak się za to zabrać i to jest problem, bo oboje wiemy że będąc po ślubie mielibyśmy więcej możliwości, ale poza tym, że o tym od niego słyszę, to nic za tym dalej nie idzie. Z drugiej strony wiem, że rok to nie dużo, jednak ile mamy trwać jeszcze w tej niewygodnej sytuacji ?
Tak więc możecie się domyślać, że żadne z nas nie myśli o jakimś wielkim weselu, gdzie rok się zastanawiasz nas kolorem kwiatów, balonów czy serwetek, bo mamy inne priorytety i inne wydatki nas czekają w związku z mieszkaniem. Jednakże nie wyobrażam też sobie po prostu wizyty z buta w USC zaklepać termin pomijając formalne zaręczyny i zakomunikować rodzinie, że za 3 m-ce ślub. Wiążąc się z rozwodnikiem i tak mnie coś w życiu ominie, w białej sukni do ołtarza nie pójdę, więc myślę, że chociażby te oświadczyny mogłyby chociaż być takie jak powinny. Czy ja na serio zbyt wiele oczekuję wg Was ? Wiecie jak mi jest czasem przykro, że jego była żona miała wszystko jak chciała i kościelny ślub z wszystkimi tradycjami i zaręczyny i sesje zdjęciowe ? On mówi, że żadna kobieta nie znaczyła dla niego tyle co ja i z żadną nie czuł się tak szczęśliwy. I co z tego, skoro wychodzi na to, że jedyne na co mogę liczyć to skromny ślub w urzędzie dla formalności i to jeszcze z pominięciem zaręczyn, bo po co sobie tym głowę zawracać... To jak ja się mam czuć w tej sytuacji jako kobieta ?
To nie jest tak, że jemu jest tak wygodnie, więc po co ma się żenić, bo na pewno nie jest. Gdybyśmy mieszkali razem, to było by wszystko prostsze. Co do finansów to zarabiamy podobnie. Razem mielibyśmy około 8-9 tys miesięcznie. Tymczasem w tym momencie utrzymujemy 2 mieszkania i niejako wszystko podwójnie trzeba robić. I on się goni i ja się gonię. Oboje to wiemy. Niestety stoimy pod ścianą i niewiadomo jak ruszyć z tematem, ani od czego zacząć, bo wspólne mieszkanie to jest priorytet, a nie wiadomo jak się za to zabrać i to jest problem
Może warto zacząć od poszukania mieszkania na wynajem?
Tak więc możecie się domyślać, że żadne z nas nie myśli o jakimś wielkim weselu, gdzie rok się zastanawiasz nas kolorem kwiatów, balonów czy serwetek, bo mamy inne priorytety i inne wydatki nas czekają w związku z mieszkaniem. Jednakże nie wyobrażam też sobie po prostu wizyty z buta w USC zaklepać termin pomijając formalne zaręczyny i zakomunikować rodzinie, że za 3 m-ce ślub. Wiążąc się z rozwodnikiem i tak mnie coś w życiu ominie, w białej sukni do ołtarza nie pójdę, więc myślę, że chociażby te oświadczyny mogłyby chociaż być takie jak powinny. Czy ja na serio zbyt wiele oczekuję wg Was ? Wiecie jak mi jest czasem przykro, że jego była żona miała wszystko jak chciała i kościelny ślub z wszystkimi tradycjami i zaręczyny i sesje zdjęciowe ? On mówi, że żadna kobieta nie znaczyła dla niego tyle co ja i z żadną nie czuł się tak szczęśliwy. I co z tego, skoro wychodzi na to, że jedyne na co mogę liczyć to skromny ślub w urzędzie dla formalności i to jeszcze z pominięciem zaręczyn, bo po co sobie tym głowę zawracać... To jak ja się mam czuć w tej sytuacji jako kobieta ?
Wiedziałaś, że wiążąc się z rozwodnikiem ten ślub kościelny przejdzie Ci koło nosa, więc nie bardzo rozumiem pretensji, że czeka Cię "skromny ślub cywilny".
Przecież wcale nie musi być taki! To nie lata osiemdziesiąte! Wiesz jak teraz mogą wyglądać takie śluby? Plener, natura, po prostu bajka ![]()
Jak się masz czuć? normalnie. Czasu nie cofniesz, nie zmienisz człowieka. Musisz pogodzić się z faktami. Nie wolno Ci być zazdrosną o przeszłość Twojego partnera. Ty też możesz mieć piękny ślub, sesje i te wszystkie rzeczy związane ze ślubem. Białą suknię też możesz mieć ![]()
Czy Ty w ogóle mu powiedziałaś jakie zaręczyny Ci się marzą?
Czy Ty w ogóle mu powiedziałaś jakie zaręczyny Ci się marzą?
Kiedyś, po kilku miesiącach naszego związku, gdy w ogóle nie było nawet planów mieszkaniowych mieliśmy przypadkową rozmowę na ten temat przy okazji zaręczyn naszych znajomych, które jak dla mnie były dziwaczne. A mianowicie po kilku latach wspólnego życia mając już dziecko oboje postanowili się zaręczyć. Wyglądało to tak, że razem sobie zaplanowali zaręczynowy weekend. Wynajęli hotel, na miejscu poszli razem kupić pierścionek. Tego damego dnia wieczorem on tam wynajął jakąś bryczkę i jadąc tą bryczką się jej oświadczył. Wszystko zaplanowane co do szczegółu. O tym, po co tam jadą wszystkim powiedzieli z miesięcznym wyprzedzeniem...
Powiedziałam wtedy, że ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam, że to powinna wg mnie być niespodzianka. On zapytał, że co wtedy, gdyby nie trafił w mój gust i kupił mi pierścionek, który mi się nie będzie podobał? Odpowiedziałam mu, że tu nie o pierścionek chodzi tylko o tą niespodziankę, zaskoczenie i emocje z tym związane. Także on wie, jakie mam mniej więcej oczekiwania.
A wracając do tematu wspólnego wynajmu, to tak jak wcześniej pisałam, jest to dla nas rozwiązanie niepraktyczne, gdyż wynajem 3 pokojowego mieszkania w moim mieście to jest minimum 1500 + media i za taką kwotę to można mieć ratę zapłaconą. Za 20 lat to spłacić i mieć co zostawić dzieciom. A im starsi będziemy, tym nasza zdolność kredytową będzie spadała, bo mając 50 na karku kto da nam kredyt na 20 lat ? Z emerytury przecież nikt w Polsce nie da rady rat płacić. Jak teraz nie kupimy, tylko zaczniemy wynajmować, to za kilka lat już zakup w ogóle nie będzie możliwy. A nie wyobrażam sobie siebie dożywotnio na wynajmie u obcych ludzi i na ich łasce.
36 2019-12-11 17:22:32 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-11 17:24:10)
Kiedyś, po kilku miesiącach naszego związku, gdy w ogóle nie było nawet planów mieszkaniowych mieliśmy przypadkową rozmowę na ten temat przy okazji zaręczyn naszych znajomych, które jak dla mnie były dziwaczne. A mianowicie po kilku latach wspólnego życia mając już dziecko oboje postanowili się zaręczyć. Wyglądało to tak, że razem sobie zaplanowali zaręczynowy weekend. Wynajęli hotel, na miejscu poszli razem kupić pierścionek. Tego damego dnia wieczorem on tam wynajął jakąś bryczkę i jadąc tą bryczką się jej oświadczył. Wszystko zaplanowane co do szczegółu. O tym, po co tam jadą wszystkim powiedzieli z miesięcznym wyprzedzeniem (...)
Jak dla mnie bomba
Taka kobieta już miałaby u mnie duży plus na starcie za samo podejście do tego typu spraw
najważniejsze to, jak dalej sobie życie ułożyć a ten jeden dzień....Czy on musi aż tyle znaczyć? Nawet opcja z tą bryczką już wydaje się o niebo lepsza, gdyby jej nawet nie powiedział i wręczył pierścionek siedząc razem w tej bryczce, niż klękając na kolana z tym błagalnym wzrokiem....
Brawo za oryginalność pomysłu!
A jednocześnie za pragmatyczne podejście do epizodu z życia, poprzedzającego dopiero wspólną przyszłość.
Nawet opcja z tą bryczką już wydaje się o niebo lepsza, gdyby jej nawet nie powiedział i wręczył pierścionek siedząc razem w tej bryczce, niż klękając na kolana z tym błagalnym wzrokiem....
Brawo za oryginalność pomysłu!A jednocześnie za pragmatyczne podejście do epizodu z życia, poprzedzającego dopiero wspólną przyszłość.
Ale mnie nie chodzi o klęczenie czy jakieś błagania. Klęczał to on przede mną nie raz już w różnych sytuacjach
ale pomysl wynajmu to nie tylko kwestia kalkulacji ale też tego testu czy wy w ogóle pasujecie do siebie w życiu codziennym?
ja bym wolała "stracić" te kilka tysięcy i zapłacić za wynajem półroczny, a mieć pewność, że ktoś z kim biorę kredyt nie okaże się jakimś łajdakiem.
39 2019-12-11 18:31:51 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-11 18:33:00)
W takim razie w ogóle klękanie przed kimś, niezalęznie od powodu, budzi we mnie niesmak, bo to zwyczajnie tylko teatralna poza.
Bardziej chodziło mi w całej tej szopce zaręczynowej o ten efekt zaskoczenia i niespodzianki. Nie wiem, może jestem sztywny i zbyt pzewidywalny, ale nie przepadam, delikatnie mówiąc za niespodziankami
Nie lubię być zaskakiwany i zaskakiwać kogoś. Wystarczy mi, że zaskoczyć może życie
Zwykle jestem pewien, co będę robił 48 godzin do przodu( poza nagłymi przypadkami).
Nie da się kierować w życiu na zasadzie spontanu.
W takim razie w ogóle klękanie przed kimś, niezalęznie od powodu, budzi we mnie niesmak, bo to zwyczajnie tylko teatralna poza.
Ja bym się nie zgodził na to, żeby osoba, która mnie lubi, przede mną klęczała. To jest poniżające dla obu stron. Nawet nie chciałbym, żeby osoba, której nie lubi i która mi podpadła, przede mną klęczała. Żenujący jest zwyczaj z takimi zaręczynami, proszenie rodziców o rękę córki, równie żenujące.
Wiecie jak mi jest czasem przykro, że jego była żona miała wszystko jak chciała i kościelny ślub z wszystkimi tradycjami i zaręczyny i sesje zdjęciowe ? On mówi, że żadna kobieta nie znaczyła dla niego tyle co ja i z żadną nie czuł się tak szczęśliwy. I co z tego, skoro wychodzi na to, że jedyne na co mogę liczyć to skromny ślub w urzędzie dla formalności i to jeszcze z pominięciem zaręczyn, bo po co sobie tym głowę zawracać... To jak ja się mam czuć w tej sytuacji jako kobieta ?
Sama widzisz, że to nic NIE znaczyło. Dziś zostały jej tylko wspomnienia, a i to nie jest pewne, że chce do nich wracać.
Naprawdę rozumiem, że nie chcesz rezygnować z czegoś, czego nigdy nie miałaś szansy przeżyć i teraz chciałabyś to nadrobić, ale mimo wszystko wydaje mi się, że do oświadczyn przykładasz zbyt duże znaczenie. Widzę tu jeszcze jeden problem - masz tak sprecyzowane oczekiwania, że łatwo Cię będzie rozczarować.
Tak na marginesie, to mój ówczesny chłopak, a obecnie mąż, oświadczając się nie klęczał przede mną i nawet nie pojawił się z bukietem kwiatów, a mimo to pamiętam ten moment jako bardzo romantyczny i pełen pięknych emocji. Ja jednak nie nastawiałam się na nic, nawet oświadczyn nie oczekiwałam.
Stokrotka40 napisał/a:Wiecie jak mi jest czasem przykro, że jego była żona miała wszystko jak chciała i kościelny ślub z wszystkimi tradycjami i zaręczyny i sesje zdjęciowe ? On mówi, że żadna kobieta nie znaczyła dla niego tyle co ja i z żadną nie czuł się tak szczęśliwy. I co z tego, skoro wychodzi na to, że jedyne na co mogę liczyć to skromny ślub w urzędzie dla formalności i to jeszcze z pominięciem zaręczyn, bo po co sobie tym głowę zawracać... To jak ja się mam czuć w tej sytuacji jako kobieta ?
Sama widzisz, że to nic NIE znaczyło. Dziś zostały jej tylko wspomnienia, a i to nie jest pewne, że chce do nich wracać.
Naprawdę rozumiem, że nie chcesz rezygnować z czegoś, czego nigdy nie miałaś szansy przeżyć i teraz chciałabyś to nadrobić, ale mimo wszystko wydaje mi się, że do oświadczyn przykładasz zbyt duże znaczenie. Widzę tu jeszcze jeden problem - masz tak sprecyzowane oczekiwania, że łatwo Cię będzie rozczarować.Tak na marginesie, to mój ówczesny chłopak, a obecnie mąż, oświadczając się nie klęczał przede mną i nawet nie pojawił się z bukietem kwiatów, a mimo to pamiętam ten moment jako bardzo romantyczny i pełen pięknych emocji. Ja jednak nie nastawiałam się na nic, nawet oświadczyn nie oczekiwałam.
Czyli ona ma znizyc sie do sytuacji i byc wdzieczna, ze nie jest sama?
Czlowiek moze miec wszystko czego chce.
Pamietam, 8 lat temu jak szkoda mi bylo partnerki mojego kumpla. Ona miala wtedy 38 lat i bardzo chciala takiego pieknego slubu i wesela i romantycznego zycia.
On? Po rozwodzie. Mial juz wielki piekny slub w zamku, kiedy mial lat 22. Wiedzial, ze ona chce tego slubu, ale olewal to. Podobnie jak wiele innych potrzeb.
Ona ciagle schodzila ze swoich potrzeb. Bez sensu.
W koncu odeszla. I co sie wydarzylo? Przeprowadzila sie do miasta w ktorym marzyla mieszkac, poznala super faceta, ktory nosi ja na rekach. Ktory kocha jej corke.
Urodzila mu dziecko i miesiac temu miala wspaniale wesele z cala jej rodzina obecna. Ma 46 lat, wyglada lepiej niz te 8 lat temu.
Bylo trzeba myslec, ze musi porzucic oczekiwania i marzenia?
Zwiazek jest po to by sie codziennie usmiechac.
Czyli ona ma znizyc sie do sytuacji i byc wdzieczna, ze nie jest sama?
Czlowiek moze miec wszystko czego chce.
Pełna zgoda, ale z drugiej strony skąd ona ma pewność, że jednak on nie zaplanuje tej niespodzianki?
To wszystko przed nią. Skoro powiedziała mu, że marzą jej się zaręczyny z zaskoczenia, to może facet weźmie to sobie do serca. Nie można zakładać, że jest egoistą i że tego nie zrobi. Nie wiadomo co zrobi, ale jak zauważyła Olinka, chyba łatwo jest rozczarować Autorkę. Jest tak sfiksowana na punkcie zaręczyn, mieszkania, ma wszystko zaplanowane, tylko denerwuje się, jak coś jej nie wyjdzie.
W kwestii mieszkania. Stokrotka, tu chodzi o Twoje szczęście! 1500 zł za wynajem to nie jest dużo, nie wiem czy rata byłaby mniejsza, ale nigdy, przenigdy nie wzięłabym kredytu z facetem, którego nie znam na co dzień. Nie pakuj się w kupno mieszkania, tylko je wynajmijcie. Koszty dzielicie na pół, więc sprawy są jasne.
Winter.Kween napisał/a:Czyli ona ma znizyc sie do sytuacji i byc wdzieczna, ze nie jest sama?
Czlowiek moze miec wszystko czego chce.Pełna zgoda, ale z drugiej strony skąd ona ma pewność, że jednak on nie zaplanuje tej niespodzianki?
To wszystko przed nią. Skoro powiedziała mu, że marzą jej się zaręczyny z zaskoczenia, to może facet weźmie to sobie do serca. Nie można zakładać, że jest egoistą i że tego nie zrobi. Nie wiadomo co zrobi, ale jak zauważyła Olinka, chyba łatwo jest rozczarować Autorkę. Jest tak sfiksowana na punkcie zaręczyn, mieszkania, ma wszystko zaplanowane, tylko denerwuje się, jak coś jej nie wyjdzie.
W kwestii mieszkania. Stokrotka, tu chodzi o Twoje szczęście! 1500 zł za wynajem to nie jest dużo, nie wiem czy rata byłaby mniejsza, ale nigdy, przenigdy nie wzięłabym kredytu z facetem, którego nie znam na co dzień. Nie pakuj się w kupno mieszkania, tylko je wynajmijcie. Koszty dzielicie na pół, więc sprawy są jasne.
Tak, to tez prawda. Zawsze facet moze ja zaskoczyc w pewnym momencie.
Facet, mimo, że zna Autorkę dość krótko, zapewne zdążył się przekonać, jak bardzo zależy jej na "wyjątkowośći" tego dnia, jak bardzo jst perfekcyjna i chce, żeby wszystko się udalo w najdrobniejszych szczegółach..Gość być może poczuł się trochę osaczony i przytłoczony. Może się stresować, że nie podoła tym zadaniom. Może tez mieć podejście bardziej pragmatyczne: chciałby się związać z Autorką, ale nie przykłada tak wielkiej wagi do tego jednego dnia, jakim są zaręczyny. Konieczność tego całego elementu zaskoczenia i niespodzianki może mu się wydawać irytujący i zwyczajnie zbędny, dlatego facet się waha. Ten przykład przytoczony przez Autorkę wydaje się mieć ręce i nogi
WSPÓLNE zaplanowanie wieczoru, przejażdżka, i wspólne chwile gdzieś w ustronnym motelu - idealnie ![]()
Tak, tak Bagienniku, dorożka ok. Najlepiej na krakowski Rynek,bo tam jest dobre miejsce do padania na kolana: miejsce Hołdu Pruskiego. : D
Jak się ludzie kochają, klęczenie nie jest żadnym poniżeniem dla kogokolwiek, skąd wam to przyszło do głowy??
Stokrotko, wykaż może jakaś cierpliwość, do świąt chociażby. Żeby się nie okazało, że pierścionek pod choinką a ty z pretensjami przeddzień.moze po prostu zbiera kasę na ten moment?
Skoro już tak się zadeklarował? Że jesteś najważniejszą kobietą jego życia?
I suknia ślubna to symbol nowego początku więc masz do niej prawo.I do przyjęcia i sesji ślubnej.
Ten przykład przytoczony przez Autorkę wydaje się mieć ręce i nogi
WSPÓLNE zaplanowanie wieczoru, przejażdżka, i wspólne chwile gdzieś w ustronnym motelu - idealnie
Problem w tym, że Autorka tego nie akceptuje. Ma być niespodzianka i już. Najlepiej z pompą. Można jej tego zabronić? nie. Facet, który zna jej opinię na ten tematy, musi stanąć na wysokości zadania i tyle.
Ja nie wiem, czy on się waha. Nie ma o tym słowa. Jest tylko, że on mówi o ślubie mimochodem, a ona oczekuje pierścionka. Nie wiem czy on ją zbywa, wg mnie nie, bo planuje przyszłość, tylko Stokrotka chce to robić wg własnego planu. Wg mnie szwankuje komunikacja, ona albo się boi albo nie chce mu powiedzieć o swoich oczekiwaniach, mając nadzieję, że ten się domyśli. Niestety, znając życie, facet się nie domyśli, a Autorka będzie przeżywać frustrację.
48 2019-12-12 11:46:01 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-12 11:46:36)
Ela Uwierz,żę nie zamierzam przed nikim klękać, z jakiegokolwiek powodu. A takie gesty, to dla mnie tylko teatrzyk, niemający nic wspólnego z chęciami, mający zadowolić i zaskoczyć drugą stronę. Nie zamierzam się zniżać do takiego poziomu.. I tak klękanie przed kimś uważam za poniżanie się i nic więcej.
Może właśnie być tak, że się waha. Wahać się dlatego, że nie do końća ogarnia dlaczego kobiecie AŻ tak zależy na tym JEDNYM, "wyjątkowym" dniu, że przysłania jej to wszystkie inne wązniejsze kwestie. Może się zastanawia czy warto angażowąć się w związek z kobietą, dla której istotne sa takie pojedyncze, wzniosłe chwile a nie realna codziennośc życia. Zgadzam się natomiast całkowicie z tym, że się doagadac nie mogą.
Mówienie wprost o swoich oczekiwaniach staje się coraz rzadszym zjawiskiem, na rzecz roszczeniowej postawy, kiedy to jedna strona cały czas wymaga odgadywania intencji drugiej strony, bo przecież skoro "on mnie tak kocha" to jest w stanie się wysilić i wie czego ja potrzebuję"
Dlaczego niektóre Panie sobie tak zycie komplikują? W imię jakiś wyższych potrzeb, odczuwanych z samego faktu, żę "mój ukochany się wszystkiego domyśla". Po to mamy dar mowy, żeby z niego korzystać.
Czyli ona ma znizyc sie do sytuacji i byc wdzieczna, ze nie jest sama?
Ja patrzę na to inaczej - związek tworzy dwoje ludzi, zwykle od siebie różnych i nie zawsze można dostać wszystko, czego się oczekuje, choćby dlatego, że druga strona na pewne tematy może mieć zupełnie inne spojrzenie, co nie znaczy, że jej nie zależy i/lub nie kocha. Wtedy trzeba ocenić co uznajemy za priorytet, a z czego możemy zrezygnować. Jeśli dla kogoś priorytetem są olśniewające zaręczyny, które przysłaniają inne wartości, a do nich zbyt długo nie dochodzi, to albo trzeba zejść na ziemię i odpuścić, albo wprost zakomunikować swoje oczekiwania, a potem czekać co się wydarzy, albo rozstać się i poszukać innego księcia z bajki, który widzi to tak samo.
W tym miejscu raz jeszcze powrócę do porównywania się Autorki z byłą żoną partnera:
Wiecie jak mi jest czasem przykro, że jego była żona miała wszystko jak chciała i kościelny ślub z wszystkimi tradycjami i zaręczyny i sesje zdjęciowe ? On mówi, że żadna kobieta nie znaczyła dla niego tyle co ja i z żadną nie czuł się tak szczęśliwy. I co z tego, skoro wychodzi na to, że jedyne na co mogę liczyć to skromny ślub w urzędzie dla formalności i to jeszcze z pominięciem zaręczyn, bo po co sobie tym głowę zawracać... To jak ja się mam czuć w tej sytuacji jako kobieta ?
W moim odczuciu dla Stokrotki miarą jej wartości w oczach partnera są te wszystkie zaplanowane i wykonane z rozmachem wydarzenia. Ona oczekuje, że on jej w ten sposób coś udowodni, choć na tym etapie życia cała ta otoczka dla niego może zupełnie nic nie znaczyć.
Moim zdaniem w Waszej sytuacji to moglibyście wynająć Wasze mieszkania komuś, a samemu też wynajmować, zobaczyć jak się razem mieszka i potem np kupić coś własnego albo już teraz sprzedać mieszkania i kupić coś własnego. Jak się chce to nie ma problemu. Myślę, że musicie o tym porozmawiać i coś uzgodnić, tak samo z tymi zaręczynami. Ty możesz chcieć romantycznej wersji, dla niego może być niepotrzebna. Ja akurat też lubię romantyczne gesty i przyznam szczerze, że jednak zaręczyny bez klęknięcia na kolano, bez jakiegoś miłego wieczoru nie byłby dla mnie chyba aż tak piękne. Oczywiście nie tylko to się liczy, ale widziałabym, że mężczyzna się postarał, że naprawdę chce, żeby to był dla mnie wyjątkowy dzień. Co do ślubu to akurat też nie potrzebuję czegoś wielkiego i wolałabym mniejsze, chyba też dlatego, że nie lubię być w centrum uwagi i wydawać na to tyle pieniędzy też byłoby mi szkoda, a raczej nikt by mi ślubu za bardzo nie sponsorował, nie są u mnie aż tacy bogaci w rodzinie a i uważają, że raczej jak kogoś stać na dorosłe życie to i na ślub i wesele powinno być stać, a ja uważam tak samo. Jestem dorosła to zrobię wesele na jakie mnie stać.