Zakochałam się w pewnym chlopaku. Jesteśmy oboje studentami. Spotkalismy się na imprezie 2 miechy temu, wpadł mi w oko, dużo rozmawialismy i zaczęłam z nim flirtować... Byliśmy pijani - stalo się, całowaliśmy się i dotykaliśmy. Zaraz zanim to się stało powiedział mi, że ma dziewczynę kilkuletnią, ale nie jest z nią szczęśliwy, ale ją kocha. Mimo to, potem mnie pocałował... Dostałam od niego wtedy kupę komplementów ale też jasny sygnał, że nic między nami więcej nie zajdzie. Mimo wszystko, postanowiliśmy utrzymywać kontakt jako przyjaciele (bardzo go polubiłam i on dużo mi się zwierzał ze swoich problemów rodzinnych, więc chyba też).
Od tego czasu trochę pisaliśmy, głównie to ja inicjowałam kontakt, on już wcześniej dał mi znać, że nie lubi pisać. Jest popularny i ciężko mu było znaleźć czas na spotkanie. Zawsze jednak podkreślał, żebym absolutnie tego nie brała do siebie. Jednak zdarzało się i tak, że pisaliśmy po parę godzin mimo, że w połowie dowiadywałam się, że np właśnie siedzi z dziewczyną w pubie (kto pisze z dziewczyną, z którą zdradził swoją kobietę, podczas spotkania z nią? no właśnie).
Od tego czasu spotkaliśmy się na dłużej w barze dwa razy (w wspólnej grupie znajomych). Za pierwszym razem miałam wrazenie, że na początku był zdystansowany, ale szybko mu minęło. Siedział caly czas obok mnie, normalnie gadaliśmy, nieraz mnie przytulał, kładł głowę na moim ramieniu, dotykał moich włosów. Często na mnie patrzył i się uśmiechał, a patrzył inaczej niż reszta kolegów (kumpluje się głównie z facetami). Kiedy zaczelam rozmawiać z nowym znajomym na początku się nie interesował, ale potem zaczął nam ewidentnie przeszkadzać (najpierw zerkanie, potem przytulanie bez powodu, gadanie do mnie, dotykanie włosów, itd). Ten sam znajomy potem zapytał, czy nadal z nim jestem, bo pomyślał, że to mój chłopak. Na koniec tego spotkania baaardzo długo się przytulilysmy i pocałował mnie w policzek i w czoło. Przez całe spotkanie było napięcie seksualne. Za to dwa dni później napisał do mnie, że był zbyt pijany i ma luki w pamięci z tej nocy (w co średnio wierzę, ale on tak twierdzi).
Jakieś 3 tygodnie później znowu się spotkaliśmy w pubie, tym razem był dużo bardziej swobodny. Strasznie się cieszył, kiedy mnie zobaczył, przytulił mnie chyba z 3 razy na powitanie. Powiedział niby mimochodem, że "właśnie obchodzi rocznicę z dziewczyną, ale siedzi z kumplami", po czym się ogarnął i dodał, że "tylko żartuje, rocznicę obchodzi jutro". Później słyszałam, jak mówił swojemu przyjacielowi "mam jutro rocznice, ale nic nie przygotowałem, nie mam zamiaru się starać", więc chyba jednak nie mówi mi wszystkiego o swoim związku, co rozumiem. Przez całe spotkanie dużo gadaliśmy, bardzo często się przytulalismy, były buziaki w czoło lub w policzek. Niektóre rzeczy inicjowałam ja, niektóre on. Kilka razy na początku mnie przytulał i pytał, czemu jestem taka smutna, czy coś się stało (nie byłam, nie wiem skąd ten pomysł). Często mówił, że cieszy się, że przyszedł i że bardzo mnie lubi. Najdziwniejsze się stało na końcu, kiedy wychodziliśmy z pubu i żegnalismy sie. Poszlam się przytulić na pożegnanie i kiedy byliśmy przytuleni powiedziałam coś jak tęskniłam za nim, czy że go bardzo lubię (nie pamiętam dokładnie ale to nie miało być wyznanie). On na to powiedział mi na ucho, że wie, że nie to miałam na myśli. Zamarłam, bo wiedziałam, że on wie, że się w nim mocno zakochałam, ale nie sądziłam, że sam zacznie ten temat. Nie chciałam mu nic więcej powiedzieć, więc zaczął mnie naciskać "po prostu powiedz to, powiedz to". W końcu ugięłam się, i powiedziałam, że go kocham, ale po paru sekundach dodałam... "jako przyjaciela". Przestraszyłam się, i tak wyszło. On powiedział tylko "wiem, że nie to chciałaś naprawdę powiedziec", więc wyszłam z uścisku i powiedziałam mu prosto w twarz, że tak czy siak, cokolwiek myślę, nie zrujnuje mu życia (miałam na myśli związek). On się tylko uśmiechnął, że wie i po raz kolejny powiedział mi, że mnie strasznie lubi, czy że jestem dla niego wazna, coś w tym stylu i dał buziaka w czoło i w policzek. Na drugi dzień pisaliśmy przez chwilę i było zupełnie normalnie, był dla mnie nawet milszy niż zwykle heh.
Dwie inne osoby oprócz tamtego znajomego tez zauważyły, że mamy się ku sobie. Inny chłopak też powiedział z niemałą pewnością, że wg niego on jest we mnie zakochany... W sercu tez czuje, że on też coś do mnie czuje więcej, ale mózg mi podpowiada, że to nie ma sensu i się nie klei.
Wiem, że nie powinnam wchodzić w relacje z chlopakiem, który ma dziewczynę... ale jakoś dziwnie przyciąga mnie do siebie od poczatku. Nigdy wcześniej mi się coś takiego nie przydarzyło, ciekawa jestem jak odczytujecie jego zachowanie, pomijajac to, że nie powinien się oczywiście tak zachowywać będąc w związku. Ja mam jakąś swoją teorię, ale chciałabym usłyszeć opinie innych. Przepraszam za tak długi post i dziękuję każdemu, kto postanowi się wypowiedzieć!