Cześć, może zacznę wszystko od początku, ale początek streszczę.
Jakiś czas temu wróciłem po 2,5 miesiąca z moja dziewczyną do Anglii, zaczęła ona studia w tym samym mieście, co ja, zamieszkaliśmy 15km od tego miasta w drugim, u mnie w mieszkaniu, studiujemy zaocznie, na razie przyjechała 3 raz dopiero, po Nowym Roku zacznie szukać tutaj pracy, mam wrażenie od samego początku, ze jest zmieszana cala sytuacją, sama chciała studiować w tym mieście, 450km od domu, my jesteśmy razem prawie 2 lata, jej brat jest w Anglii, on chyba nawet matury nie ma, czy tam tylko maturę ma, taki buraczek lekki, pracuje tam na budowie za 15tys na miesiac na pln, my pracowaliśmy za około 8 w innej pracy, tylko od 4 do 18-19 nie było nas w domu 6 dni, a on pracuje 8 godzin przez 5-7 dni. Moja dziewczyna jest zafascynowana tymi pieniędzmi, zachowuje się, jakby nie wiadomo kim on był, zauważyłem, ze pomimo, ze ma mniejsze mieszkanie ode mnie, jej tato zarabia ze 2, a mama nie pracuje i pomimo tego wywyższa sie jaka to ona nie jest, tyle, ze brat wyśle im 500zl czyli dniówkę, już z 8 mies temu mówiła i ciągnęła mnie do Anglii.
Odkąd razem "zamieszkaliśmy", jakoś dziwnie zaczęła się zachowywać, taka obca, zauważyłem, ze broni się od tego, aby dodać ze mną jakieś zdjęcie gdziekolwiek, jak normalna para, byliśmy w Anglii, to żadnego wspólnego zdj z Anglii jak para nie dodaliśmy, dla mnie to pamiątka, ludzie robią sobie takie pamiątki i potem wspominają, ona zawsze miała pretekst.
Wczoraj była niedziela niehandlowa, ja wracałem z uczelni do domu wcześniej, ona została do 20, na dworcu biedronka była czynna, ale nie poszedłem, bo nie dość ze podróżni, to jeszcze lokalni mieszkańcy zajmowali cały lokal, który był jak 2x taka przeciętna żabka, co prawda "nie spieszyło mi się", ale też mam inna sytuacje w domu, gdzie pomimo, ze bylem w Anglii, każdy grosz się liczy, kupiłem bilet, a nie podbiłem legitymacji, mama w domu sama pokój robi, ludzi pełno, ze bym z 40min stał w kolejce, nie poszedłem w konsekwencji, po prostu było duzo ludzi, ja miałem zaraz pociąg, tez nie chciałem stać okolo 2h na stacji i nie wiadomo na co czekać, więc nie poszedłem, normalna osoba nic by nie zrobiła, lekko się wkurzyła czy coś, wiem po sobie.
REAKCJA MOJEJ DZIEWCZYNY NA TO, ŻE NIE POSZEDŁEM DO BIEDRONKI:
Ona od wczoraj ma plan rzucenia studiów i wyjechania na rok do Anglii, pisała już z rodzicami, ze tak chce zrobić i mama mówi, aby się niczym nie martwiła i aby jechała, zaproponowała nawet ze przyjadą po jej rzeczy do mnie - dzisiaj mi mówiła, ale to za daleko.
Już do mnie wali tekstami, ze zostanę sam, ze wreszcie będę sam. Mówiła, że jestem fałszywy, nie można na mnie liczyć i, że ma mnie dość.
To wszystko dlatego, że nie poszedłem do biedronki.
Ona jest taka, ze dla niej wszystko jest niemożliwe i jak coś mi się dzieje, to wymyślam, wie, ze biorę OD CZASU DO CZASU tabletki, bo mam nerwicę lękową - taka lekko zaawansowaną, z jakimiś elementami depresji, źle się czuję, szybko się przygnębiam. Męczy mnie co chwile, ze jestem taki i owaki, bo ciężko jest mi znaleźć znajomych, ze mam z kimś na uczelni taki kontakt, a nie, ze się spotykam poza zajęciami, ze wymyślam, ze jestem nieśmiały, leń, itd. Nigdy się mnie nie zapytała, czy dobrze się czuje, czy coś mi przeszkadza, itd. Tak jakby tego nie było, a jej udowodniłem ze mam problem, chodząc po lekarzach.
Zawsze ma być po jej myśli, jak nie, to szantaże, ze nie zamieszkamy razem, ze mnie zostawi, ze to nie ma sensu, ze tak, srak i owak.
Gdy jest dobrze, nie wiem.. są pieniądze na to, by połazić po knajpkach i coś zjeść, wypić, to jest okey, okey jest, jak robię wszystko po jej myśli, jak szkoda mi kasy i mowie "nie mam ochoty", bo się wstydzę powiedzieć, ze brakuje mi trochę kasy, czy tam wole zostawić na coś innego, niż kupić coś do jedzenia za 40zl naraz, to wielce, ze jestem taki a taki, i awantura.
Zawsze musi być wszystko po jej myśli, za to po mojej to nie może, bo wtedy wychodzi na to, że zawsze ma być tak, jak ja chce i jestem najgorszy.
Pomimo, ze to ona ma mnie gdzieś, jest taka... nieuczuciowa, nie potrafi gadać o problemach, tylko kasa, kasa, kasa, ubrania, bo cos tam, cos tam.
Nie poszedłem do biedronki i afera.
Zwracać się do mnie też normalnie nie potrafi, jak je i mlaszcze jak świnia na cały pokój i mowie jej, aby przestałą bo mnie to denerwuje i to jest paskudne, to potrafi do mnie powiedzieć "zamknij mordę, chu. cie to obchodzi" przy rodzicach, jak gada z nimi na kamerce, jak coś jest ode mnie niezależne, to od razu, ze ja niczego nie potrafię i jak zwykle, ale jak z jej strony wyniknie sytuacja, to tez obraca w moja stronę, ze to przeze mnie.
Serio, boje się w środku, jestem zmęczony i jakiś wystraszony, czuje dziwne napięcie w środku, ona teraz pojechała robić "projekt z koleżankami". Miałem dojechać i mieliśmy pochodzić po rynku, teraz ze ona sama pochodzi i wrłóci okolo 20.
Na dodatek męczy mnie gadaniem, ze będę sam, bo pojedzie do Anglii, ze pisała już z rodzicami ze jedzie, ze to dobry pomysł, itd.
A ona przecież ze mną tutaj jest u mnie w domu, słysząc takie rzeczy od osoby, która leży obok i zasypia, to jest coś dziwnego, strasznie meczącego i smutnego.
Kiedyś byliśmy szczęśliwi, myślę, ze jej zachowanie i to co nagle zaczęło jej przeszkadzać, jest spowodowane tym, ze tez by chciała zarobić fajne pieniądze jak brat i mieć super życie, dlatego podświadomie te studia tutaj jej nie lezą, ma licencjat, wiec by mogła pojechać, pewnie sobie myśli.
Pieniądze i pieniądze.
Przejść się z nią też jest nie łatwo, bo zaraz jest jej "ciężko", 2km spacerku i musi autobusem wracać, w góry też nie pójdzie, jak ma trochę cięższą torebkę, to tez nagle, ze jest jej ciężko, strasznie jest rozpieszczona przez rodziców, widać jak ją traktowali, a charakterek ma po mamusi, mamusia też drze się na tatę, on jest posłuszny, może ma po prostu już dosyć i chce spokoju na stare lata, on wszystko robi w domu. (Widać czasami ze ma dosyć), a ta mamusia tylko się patrzy, albo coś tam siedzi.
Ona jest taka sama jak mama, tez drze mordę, ze ja najgorszy, ze to ja powinienem, itd.
Nie wiem, co mam o tym myśleć, to normalne, ze ktoś po takiej sytuacji tak się zachowuje? To normalne, ze ktoś się zachowuje ogólnie tak, jak napisałem do ''swojej niby miłości"?
Chyba serio tym razem po raz pierwszy nic nie zrobię, nie będę nic mówił, bo takie sytuacje już z 2/3 razy, co do odejścia się zdarzały, bo wynikały z głupot (nawet moja mama mówiła i się dziwi, bo serio wygląda, jakby życia nie znała, a ja mam 21 lat, ona 23. Dużo rzeczy nie wie i nie rozumie).
Chyba serio tym razem zamilknę , ale nie wiem jak się zachować, bo jak będę milczał i przytakiwał, to zaraz, ze mnie to nie obchodzi i mam ja w dupie, a jak będę mówił, aby tego nie robiła, to zaraz "bo ja jestem dorosła, mogę robić co chce" i tak dalej.
Ludzie, bo ja siły nie mam . ![]()
Proszę, byś na przyszłość redagował swoje wypowiedzi w sposób poprawny, pamiętając o ortografii i interpunkcji. W innym wypadku nikt nie będzie czytał ścian tekstu bez przecinków, kropek i z bykami - a w konsekwencji nie udzieli pomocy.