Pomóżcie mi zrozumieć moje postępowanie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Pomóżcie mi zrozumieć moje postępowanie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1 Ostatnio edytowany przez dominika299 (2019-11-10 05:26:49)

Temat: Pomóżcie mi zrozumieć moje postępowanie

Cześć, Netkobiety. Mam 27 lat, w kwietniu ubiegłego roku weszłam w związek z chłopakiem, który jest o wiele młodszy ode mnie, ma 20 lat.  Poznaliśmy się u niego w okolicy, dzieli nas 600km. Staraliśmy widywać się często, tak często na ile pozwalały nam finanse.
Związek nie układał się jak w romansie, wiele przeszliśmy razem, mimo odległości. Często się kłóciliśmy. Wiele razy mnie okłamał. Starał się jednak z drugiej strony, widać było, że nie jestem mu obojętna, bynajmniej chodziło tylko o seks, bo dużo w ten związek, jak na "dzieciaka" inwestował.
Nasi rodzice nie pałali optymizmem co do tej więzi.

Chłopak wyprowadził się od ojca i zamieszkał sam. Nie dał rady i z powrotem na dniach przeprowadza się do niego. Ma problemy finansowe. Myśli samobójcze.
Widziałam, że nie może on przeżyć do tej pory śmierci swojej matki, która stracił 5 lat temu. Już po paru spotkaniach wiedziałam, że powinien on porozmawiać z jakimś specjalistą.

Ja sobie przysięgłam, że tym razem wyciągnę wnioski z innych związków, że zacznę rozumieć drugiego człowieka, że się dostosuję. Że pomogę i że będę i że koniec z dziecinadą, choć faktycznie, przy każdym problemie z nim miałam ochotę odejść, bo bałam się, że to ja za wiele chcę, za wiele oczekuję.
Trzy tygodnie temu byłam u niego ostatni raz. To był koszmar. Uderzył mnie w twarz podczas kłótni. Parę dni później był u lekarza.  Dostał tabletki na depresję, chyba je przyjmuje, bo jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni. Odnowił kontakt z koleżanką, mówi, że z niej nie zrezygnuje i że nic między nimi nie ma, jedynie moja zazdrość przysłania mi oczy, tak mi dziś powiedział i zakończył rozmowę.
Stał się obojętny, zdystansowany, roszczeniowy. Mówi, że w ogóle powinnam odejść i że nie jest odpowiedni dla mnie, bo nic nie może mi dać na ten moment. Później mówi, że jednak powinnam zostać, bo mnie potrzebuje, chociaż prawie ze sobą nie rozmawiamy, nie tak, jak kiedyś. Mówi, że powinnam się umieć nim dzielić z innymi, że ma swoje społeczne role do spełnienia. Wiem o tym, przecież doskonale wiem ale to nie ma nic do rzeczy, że nie rozmawiamy już ze sobą. Nie tak, jak kiedyś. Czarna dziura się z tego zrobiła. Stał się obcy. Powiedział, że to on cały czas się starał, pisał, włąził mi w dupę. Che, bym ja też odzywała się. I robię to, ale z mizernym skutkiem.

Nie wiem, na ile jest to wina depresji, na ile ma mnie gdzieś.
Przyznam się, że taka sytuacja miała u mnie miejsce dobrych parę lat temu, kiedy miałam 21 lat. Byłam zaręczona, wszystko układało się dobrze, aż pewnego dnia też został on zdiagnozowany z depresją. Ten sam schemat, zero odzewu, koleżanka, z którą pisze. Wtedy chyba też nie potrafiłam tego zrozumieć, prosiłam, błagałam, chciałam, żeby ze mną rozmawiał. Ponad miesiąc czekałam, płakałam, schudłam strasznie. Dobrze, że moja mama byłą przy mnie. Pewnego dnia, już ostatkiem sił zdecydowałam, że dam spokój. Minęło parę dni i odezwał się, na święta (znów to samo) i zapytał, czy zechciałabym porozmawiać, czy spędzimy czas razem. Związek ten zakończył się tak czy inaczej, półtora roku po tej przerwie. To ja odeszłam.

Pomóżcie mi proszę. Nikt nie wie o tej sytuacji, może poza jedną znajomą. Nie chciałam się innym zwierzać, czułam, że i tak jest zbyt wiele wątków w tej historii. Obiecałam sobie po rozmowie z nim, że już nigdy więcej nie odezwę się i zakończę to. Nie jem, źle śpię i żyję nadzieją. Nie wiem, ile jeszcze tak pociągnę. Najprościej byłoby, gdyby to on zerwał kontakt. Tego jednak nie chce zrobić, choć prosiłam, że jeśli nie chce dalej tego kontynuować, to powinien zacząć z czystą kartą i nie trzymać ludzi w niepewności co do tego, czego chce. Życzyłam sobie, by w takim przypadku zablokował wszelkie możliwe drogi kontaktu. Nic takiego się nie dzieje. Czuję się strasznie.

Wiem, że wyżej opisane sytuacje są nie do zaakceptowania, jednak daję temu szanse, dawałam. Co mam robić, dać spokój, nie pisać parę dni, tygodni? Po dzisiejszej rozmowie czuję, że mnie to zniszczy, jeśli nie przestanę.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Pomóżcie mi zrozumieć moje postępowanie
dominika299 napisał/a:

Cześć, Netkobiety. Mam 27 lat, w kwietniu ubiegłego roku weszłam w związek z chłopakiem, który jest o wiele młodszy ode mnie, ma 20 lat.  Poznaliśmy się u niego w okolicy, dzieli nas 600km. Staraliśmy widywać się często, tak często na ile pozwalały nam finanse.
Związek nie układał się jak w romansie, wiele przeszliśmy razem, mimo odległości. Często się kłóciliśmy. Wiele razy mnie okłamał. Starał się jednak z drugiej strony, widać było, że nie jestem mu obojętna, bynajmniej chodziło tylko o seks, bo dużo w ten związek, jak na "dzieciaka" inwestował.
Nasi rodzice nie pałali optymizmem co do tej więzi.

Chłopak wyprowadził się od ojca i zamieszkał sam. Nie dał rady i z powrotem na dniach przeprowadza się do niego. Ma problemy finansowe. Myśli samobójcze.
Widziałam, że nie może on przeżyć do tej pory śmierci swojej matki, która stracił 5 lat temu. Już po paru spotkaniach wiedziałam, że powinien on porozmawiać z jakimś specjalistą.

Ja sobie przysięgłam, że tym razem wyciągnę wnioski z innych związków, że zacznę rozumieć drugiego człowieka, że się dostosuję. Że pomogę i że będę i że koniec z dziecinadą, choć faktycznie, przy każdym problemie z nim miałam ochotę odejść, bo bałam się, że to ja za wiele chcę, za wiele oczekuję.
Trzy tygodnie temu byłam u niego ostatni raz. To był koszmar. Uderzył mnie w twarz podczas kłótni. Parę dni później był u lekarza.  Dostał tabletki na depresję, chyba je przyjmuje, bo jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni. Odnowił kontakt z koleżanką, mówi, że z niej nie zrezygnuje i że nic między nimi nie ma, jedynie moja zazdrość przysłania mi oczy, tak mi dziś powiedział i zakończył rozmowę.
Stał się obojętny, zdystansowany, roszczeniowy. Mówi, że w ogóle powinnam odejść i że nie jest odpowiedni dla mnie, bo nic nie może mi dać na ten moment. Później mówi, że jednak powinnam zostać, bo mnie potrzebuje, chociaż prawie ze sobą nie rozmawiamy, nie tak, jak kiedyś. Mówi, że powinnam się umieć nim dzielić z innymi, że ma swoje społeczne role do spełnienia. Wiem o tym, przecież doskonale wiem ale to nie ma nic do rzeczy, że nie rozmawiamy już ze sobą. Nie tak, jak kiedyś. Czarna dziura się z tego zrobiła. Stał się obcy. Powiedział, że to on cały czas się starał, pisał, włąził mi w dupę. Che, bym ja też odzywała się. I robię to, ale z mizernym skutkiem.

Nie wiem, na ile jest to wina depresji, na ile ma mnie gdzieś.
Przyznam się, że taka sytuacja miała u mnie miejsce dobrych parę lat temu, kiedy miałam 21 lat. Byłam zaręczona, wszystko układało się dobrze, aż pewnego dnia też został on zdiagnozowany z depresją. Ten sam schemat, zero odzewu, koleżanka, z którą pisze. Wtedy chyba też nie potrafiłam tego zrozumieć, prosiłam, błagałam, chciałam, żeby ze mną rozmawiał. Ponad miesiąc czekałam, płakałam, schudłam strasznie. Dobrze, że moja mama byłą przy mnie. Pewnego dnia, już ostatkiem sił zdecydowałam, że dam spokój. Minęło parę dni i odezwał się, na święta (znów to samo) i zapytał, czy zechciałabym porozmawiać, czy spędzimy czas razem. Związek ten zakończył się tak czy inaczej, półtora roku po tej przerwie. To ja odeszłam.

Pomóżcie mi proszę. Nikt nie wie o tej sytuacji, może poza jedną znajomą. Nie chciałam się innym zwierzać, czułam, że i tak jest zbyt wiele wątków w tej historii. Obiecałam sobie po rozmowie z nim, że już nigdy więcej nie odezwę się i zakończę to. Nie jem, źle śpię i żyję nadzieją. Nie wiem, ile jeszcze tak pociągnę. Najprościej byłoby, gdyby to on zerwał kontakt. Tego jednak nie chce zrobić, choć prosiłam, że jeśli nie chce dalej tego kontynuować, to powinien zacząć z czystą kartą i nie trzymać ludzi w niepewności co do tego, czego chce. Życzyłam sobie, by w takim przypadku zablokował wszelkie możliwe drogi kontaktu. Nic takiego się nie dzieje. Czuję się strasznie.

Wiem, że wyżej opisane sytuacje są nie do zaakceptowania, jednak daję temu szanse, dawałam. Co mam robić, dać spokój, nie pisać parę dni, tygodni? Po dzisiejszej rozmowie czuję, że mnie to zniszczy, jeśli nie przestanę.

W takim razie po prostu przestań.
Możliwe, że za jakiś czas emocje opadną, jego stan sie ustabilizuje i zechcecie spróbować znowu. Ale na chwilę obecną to nie ma sensu. Przecież to widzisz.

3 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-11-10 08:58:30)

Odp: Pomóżcie mi zrozumieć moje postępowanie

Ciężko jest ci to skończyć, bo mocno się w te znajomość wciągnęłas, a ponieważ praktycznie od samego początku była dla ciebie trudna i nacechowana silnymi emocjami, toteż dość szybko uzakeznilas się od tego, że raz jesteś na wielkim haju, a za chwilę zaliczasz dołek. Raz jest super a raz źle i tak na zmianę, jednak normalnie i stabilnie nie może być. Trudno żeby było dobrze, skoro oboje macie ze sobą problemy. Zdrowy związek mogą stworzyć tylko zdrowe na umyśle osoby, inaczej nie uda się, bo niby jakim cudem.
Policz sobie ile dni na te kilka miesięcy spedxiliscie razem i co robiliście przez czas spędzony razem. Podejrzewam, że będzie to namiastka tego, co powinno być. Wasz związek opiera się więc na kontakcie telefonicznym, snuciu domysłów, częstych klotniach, odejsciach i powrotach. To nie jest normalne.
Zmień też określenie do tego, co jest między wami. Nazywasz to związkiem, a przecież to związkiem nie jest. Związek jest wtedy, gdy ludzie mieszkają że sobą lub pomieszkujs, mają dziecko ale nie jest to warunek konieczny, jednak łączy ich wspólny dach, mają jakieś wspólne rozliczenia, razem spędzają urlopy, święta i dzieła codzienność. To jest związek.
Nie nazywaj związkiem czegoś, co nim nie jest, bo tylko bez sensu nadajesz waszej znajomości wysokiej rangi.
Masz 27 lat, on 20. Czego więc oczekujesz od chłopaka, który dopiero co wszedł w dorosłe życie i jak widać średnio sobie radzi. Z różnych powodów popadł w depresję i oczywiście ma do tego prawo i jest to czymś normalnym. Prędzej czy później on z tego wyjdzie, jednak ani teraz, ani później i tak nie będzie miał niczego do zaoferowania tobie. Ty dla niego wszystko, on dla ciebie nic. Tracisz więc czas na tego chłopaka, więc po co ci coś takiego.
Jeśli człowiek tkwi w czymś dobrym, to na mile widać, że wzrasta, że to w czym tkwi dobrze mu służy. Dobra sprawa wydaje dobry owoc.
Jeśli człowiek tkwi w czym dla niego nieodpowiednim, to przecież otrzymuje złe sygnały odwrotne do tego, czego oczekuje. Nawet organizm krzyczy na alarm.
Ty nie jesz, schudłas, nie możesz spać, chodzisz z kwadratowa głową, płaczesz i żyjesz w ciągłym stresie i niepewności, więc widzisz, że ta znajomość tobie nie służy.
Dla dobra tego chłopaka i dla swojego dobra zacznij zmieniać stosunek do waszej znajomości i zacznij o tym chopkaku myśleć, jak o dobrym znajomym. Bądź po prostu realistka i wbij sobie do głowy, że z was nic nie będzie, bo poza jakimś tam wzajemnym zadurzeniem nic tak naprawdę was nie łączy.
Najlepiej byłoby gdybyś urwała wszelki kontakt z tym chłopakiem, ale skoro na ten moment jest to dla ciebie za trudne, to zacznij myśleć o nim jak o zwykłym znajomym. Skończ z myśleniem, że to twój mężczyzna, a ty jesteś jego kobieta. Nie myśl tak, bo jest tylko twoja fantazja, która pakuje cię w maliny, w jakąś nieistniejacs równoległa rzeczywistość.
Ani ty nie jesteś dla niego, ani on dla ciebie.

4

Odp: Pomóżcie mi zrozumieć moje postępowanie

Co musi się stać, byś przyjęła do wiadomości fakty?
Co musi się stać, byś odzyskała godność?
Co musi się stać, byś przestała marzyć o niemożliwym?




Przytomności życzę.

5 Ostatnio edytowany przez balin (2019-11-10 10:12:31)

Odp: Pomóżcie mi zrozumieć moje postępowanie
dominika299 napisał/a:

Mam 27 lat, w kwietniu ubiegłego roku weszłam w związek z chłopakiem, który jest o wiele młodszy ode mnie, ma 20 lat.  Poznaliśmy się u niego w okolicy, dzieli nas 600km.

Tu już można przestać czytać, bo wiadomo jak to się skończy.
Dziewczyno Ty szukasz kogoś do założenia rodziny. A związałaś się gówniarzem, mającym problemy wynikające z jego wieku. Kompletnie niegotowego do założenia rodziny. Do tego związek na odległość. To nie miało prawa się udać.

6

Odp: Pomóżcie mi zrozumieć moje postępowanie
dominika299 napisał/a:

To był koszmar. Uderzył mnie w twarz podczas kłótni.


To tylko potwierdzenie, że jest totalnym zerem.
I nie obchodzą mnie jego problemy, depresja czy coś innego.
Uderzył Cię? Na Twoim miejscu wziąłbym co jest pod ręką i oddał mu dwa razy mocniej.

Jak facet uderzy kobietę to nie ma żadnego wytłumaczenia. I nie, to nie prawda, że przez emocje, ktoś sprowokował, depresja czy coś tam.
Uderzył Cię raz, uderzy kolejny.
A Ty naiwnie będziesz sobie tłumaczyła, że ma prawo bo miał/ma ciężki okres w życiu?

Godności trochę, bo on pociągnie Cię na samo dno ze sobą...

7

Odp: Pomóżcie mi zrozumieć moje postępowanie
Ein napisał/a:
dominika299 napisał/a:

To był koszmar. Uderzył mnie w twarz podczas kłótni.


To tylko potwierdzenie, że jest totalnym zerem.
I nie obchodzą mnie jego problemy, depresja czy coś innego.
Uderzył Cię? Na Twoim miejscu wziąłbym co jest pod ręką i oddał mu dwa razy mocniej.

Jak facet uderzy kobietę to nie ma żadnego wytłumaczenia. I nie, to nie prawda, że przez emocje, ktoś sprowokował, depresja czy coś tam.
Uderzył Cię raz, uderzy kolejny.
A Ty naiwnie będziesz sobie tłumaczyła, że ma prawo bo miał/ma ciężki okres w życiu?

Godności trochę, bo on pociągnie Cię na samo dno ze sobą...

Uderzył ja? Faktycznie, teraz dopiero doczytałem. Wcześniej jakoś to przeoczyłam.
No tak, to totalne zero a nie facet. Podpisuje się pod każdym twoim słowem.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Pomóżcie mi zrozumieć moje postępowanie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024