Ostatnio czytałam, że polscy psychologowie pracują nad zaadoptowaniem testu Becka do polskich realiów, bo większość badanych wychodzi depresja, a wielu nawet ciężka deprecha.
Ostatnio zastanowiła mnie jedna rzecz, jak ludzie-bliscy reagują na różne komunikaty o zdrowiu.
Czas jakiś temu przez kilka dni bolała mnie głowa - zostałam odesłana przez bliski do lekarza z podejrzeniem wszelkich najgorszych chorób, jakie mogą towarzyszyć silnemu kilkudniowemu bólowi. Tak na ogół dzieje się przy fizycznym bólu.
A jak to jest gdy mówicie, że "mam doła"?
Nawet nie chodzi mi o "medyczną" depresję, po prostu - gorszy nastrój, który może być oczywiście wstępem do depresji, czy in. chorób, ale może być też tylko chwilowym pogorszeniem nastroju. OK, nie ma końca świata, ale słyszycie takie ludzkie "trzymaj się, będzie dobrze", "jestem z tobą, kocham cię", czy coś ciepłego, co podniosłoby was na duchu? czy bliscy traktują was raczej jak jakieś marudy, użalające się nad sobą?
Czy komunikujecie bliskim, że jesteście w gorszej kondycji psychicznej?