Witam was. Znalazłam to forum wpisując w przeglądarce pytanie "jak zakończyć związek gdy wciąż się kocha?".
Jestem w związku prawie rok czasu. To było spontaniczne i działo się w swoim tempie, co mi nie przeszkadzało. Nic mi nie przeszkadzało. Do czasu. Mój partner nie rozumie bliskości z rodziną, u niego w domu nie ma czegoś takiego chociaż jest szacunek. Zaczęliśmy się kłócić o ten temat, o moją rodzinę. On nie rozumie i wyśmiewa to, że mimo bycia dorosłą, mam bliski kontakt z mamą, nie rozumie, że jest moją przyjaciółką. W domu mam trochę problemów finansowych, więc z wypłat dorzucam się do rachunków co moim zdaniem jest całkiem normalne - mamy ciężko, więc w trójkę z siostrą i z mamą robimy wszystko by było lepiej. A on mi to zarzuca. Twierdzi, że powinnam to "olać", "niech one sobie spłacają". Gdy pojawia się w temat mojej rodziny to zawsze się kłócimy, boli mnie to gdy mówi, że to nienormalne, że to chore, lub nazywając to patologią.
Próbowałam mu to tłumaczyć, ale nie mogę do niego dotrzeć
Mam wrażenie, że wyrasta między nami mur, który chyba tylko ja widzę... Kocham go, ale nie mogę znieść jak obraża moją rodzinę i do tego nie widzi nic złego w swoim zachowaniu.. Czasem podczas kłótni zachowuje się wręcz jak dziecko mówiąc "to mnie zostaw, nie podoba się to droga wolna".
Doradźcie mi proszę, ciągnąć to czy zakończyć? Jeśli tak, to jak? Jak to wygląda w waszych oczach? ![]()
On jest zasklepiony na swoim punkcie widzenia.
Nie będę tutaj odnosić się do tego, czy to dobrze, poprawnie czy wręcz przeciwnie, że masz takie a nie inne układy ze swoją rodziną, bo nie w tym rzecz.
Problemem jest to, że Twój partner nie rozumie Twoich wartości i oddania rodzinie. Być może jest zazdrosny, być może chce, żeby Twoje życie kręciło się tylko wokół niego, ... Nieważne. Ważne jest to, że on nie ma szacunku, dla tego, co dla Ciebie jest ważne, więc de facto nie szanuje Ciebie a w efekcie rani.
Możesz albo mu wyraźnie zakomunikować, że Cię jego zachowanie rani i nie będziesz tolerowała braku szacunku dla siebie i Twojej rodziny, albo kłócić się o to, kto z Was rację ma, albo skończyć z nim relację.
Z tym akurat się zgodzę, że on chce żeby moje życie kręciło się tylko według niego... Często rozmawiając o naszym związku podkreśla to, że zamieszkamy razem tam gdzie on chce, bo przecież nie będzie mieszkalnego w mieście, ba, nawet zwykłe rzeczy takie jak muzyka muszą być takie jak on chce, mimo, że nie lubię muzyki jakiej on słucha, on nie lubi mojej muzyki to i tak zawsze słuchamy tego, co on lubi.
Mówiłam mu już, że swoim podejściem sprawiają mi przykrość, to zamiast to zrozumieć, zauważyć czy spróbować zmienić, jest ten sam tekst "ja cię tylko ranię, nie szanuję, po co ci ktoś taki, lepiej ci będzie beze mnie" albo właśnie "nie podoba się to droga wolna"...
Nie zawsze jest źle, wiem, że on mnie kocha a ja jego, jednak chyba nie dam rady żyć z kimś, kto tak się zachowuje ![]()
On jest zasklepiony na swoim punkcie widzenia.
Oj hipokryzją zajechało.
W przypadku faceta byłby maminsynek i jazda na niego. ![]()
Nie wiem, jak jest w innych częściach świata, ale u nas jest zwyczaj, że jeśli dzieci są dorosłe, pracują i mieszkają z rodzicami, to biorą udział w utrzymywaniu finansowym domu. Jest to normalne.
6 2019-08-03 09:45:33 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-08-03 09:46:09)
MagdaLena1111 napisał/a:On jest zasklepiony na swoim punkcie widzenia.
Oj hipokryzją zajechało.
W przypadku faceta byłby maminsynek i jazda na niego.
balin, napisałam wyraźnie, że abstrahuję od oceny, czy zachowanie autorki jest poprawne, dobre itp., bo nie w tym rzecz.
Facet po prostą nie akceptuje zachowań swojej dziewczyny i w tym jest problem, więc nie wymyślaj.
W odwrotną stronę też bym nie oceniała, czy jego relacje są właściwe, ale skupiła się na tym, o co pyta autor.
balin, napisałam wyraźnie, że abstrahuję od oceny, czy zachowanie autorki jest poprawne, dobre itp., bo nie w tym rzecz.
A właśnie, że w tym rzecz. Bo Autorka jak dla mnie kluczy i nie stawia sprawy jasno. Jak słusznie pisze Marata, jest osobą dorosłą i zarabiającą i nie robi nikomu łachy, że płaci za siebie, bo nikt takiej pannicy nie będzie utrzymywał. Ona pisze o jakimś spłacaniu, jakby o jakiś kredyt chodziło i tu nie ma jasności. Powstaje wrażenie nielojalności, albo przynajmniej niejasności w stosunku do osoby, którą deklaruje, że kocha.
balin, tak szczerze, to Ciebie nie rozumiem, ale nią szczęście nie muszę.
Autorka zadała proste pytanie, bo wskutek zachowania swojego faceta czuje się w swoim związku niekochana i niezrozumiana. Nie mam najmniejszej ochoty bagatelizować jej odczuć i zarzucać jej, że coś z nią nie tak, bo czuje jak czuje. To bez sensu.
9 2019-08-03 10:35:08 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-08-03 10:37:02)
Nie mieszkacie razem, to co mu do tego? No chyba że On musi za wszystkie wasze sprawy płacić, bo Ty nie masz kasy.
A jakbyście mieszkali to podlega osobnym ustaleniom, no chyba że to kwota niewpływająca na wasze życie.
Nie masz racji Balin- panna niemieszkająca z gościem a żaląca się dostałaby podobną odpowiedż.
W sprawach finansowych - on nie opłaca żadnych moich rzeczy i nie chcę żeby to robił, nie w tym rzecz. A po drugie, tak, w rodzinie mamy zadłużenia przez ojca alkoholika ale to osobny temat. Obecnie robimy wszystko by sobie wspólnie poradzić, każda wspiera się jak może. Mi chodzi o to, że on tego nie rozumie, jego zdaniem powinnam olać rodzinę. Ale moje pytanie brzmi jak "olać" najbliższych, zostawić ich na lodzie w takiej sytuacji? Zostałam wychowana inaczej. Może mieć coś przeciwko, taka sytuacja nie jest powodem do dumy. Jednak boli mnie jego obrażanie mojej rodziny i ten brak zrozumienia. Czuję, że tekstami w stylu "nie podoba się to droga wolna" odpycha mnie. Jakbym to ja miała zaakceptować to, że jak on nie chce zrozumieć czy chociaż uszanować lub przestać obrażać, albo mam sobie iść.
On wie jaką mam sytuację finansową w domu rodzinnym i zarzuca mi, że pomagam w domu. Zarzuca, że go nie kocham, że mogłam go nie poznawać, miałabym spokój itp...
Wiesz, my w mojej rodzinie także sobie pomagamy. Jest to normalne. wiem, że jeśli mam poważny problem, to zawsze mogę zwrócić się do najbliższych i nie odmówią. Podobnie jest w drugą stronę.
Mój mąż natomiast nie jest tak mocno związany ze swoją rodziną, ale też nie zostawił by swoich na lodzie.
Nie możesz poświęcać wszystkiego dla chłopaka. Nikt nie może Ci zabronić mieć swojego zdania. Jeśli uważasz, że to co robisz jest słuszne, to rób to, co powinnaś według Ciebie.
Jeśli tak bardzo go razi co robisz ze swoimi pieniędzmi, to nie opowiadaj mu o tym. Gdy jesteś z nim bądź z nim. Nie musisz zgadzać się na wszystko, co ci proponuje. Nie musisz mieszkać w miejscu, w którym będziesz się źle czuła, nie musisz robić rzeczy, których nie chcesz. Jasno stawiaj swoje granice i nie pozwól się obrażać. Z drugiej strony on także może mieć swoje zdanie i bać się, że będzie musiał sponsorować Twoją rodzinę kiedyś w przyszłości. Rozwiej jego obawy. Może on nie chce wchodzić do Twojej rodziny? Może chce założyć własną z dla od takich problemów?
Z tym akurat się zgodzę, że on chce żeby moje życie kręciło się tylko według niego... Często rozmawiając o naszym związku podkreśla to, że zamieszkamy razem tam gdzie on chce, bo przecież nie będzie mieszkalnego w mieście, ba, nawet zwykłe rzeczy takie jak muzyka muszą być takie jak on chce, mimo, że nie lubię muzyki jakiej on słucha, on nie lubi mojej muzyki to i tak zawsze słuchamy tego, co on lubi.
Mówiłam mu już, że swoim podejściem sprawiają mi przykrość, to zamiast to zrozumieć, zauważyć czy spróbować zmienić, jest ten sam tekst "ja cię tylko ranię, nie szanuję, po co ci ktoś taki, lepiej ci będzie beze mnie" albo właśnie "nie podoba się to droga wolna"... :( Nie zawsze jest źle, wiem, że on mnie kocha a ja jego, jednak chyba nie dam rady żyć z kimś, kto tak się zachowuje :(
W jakim jesteście wieku?
Pracujesz i nadal mieszkasz z rodziną, to normalne, że partycypujesz w kosztach z tytułu opłat użytkowania za wodę, prąd, czy też czynsz, jeśli mieszkacie w bloku. Oczywiście dochodzą jeszcze koszty wyżywienia. Tym bardziej, że sytuacja finansowa rodziny tego wymaga i ty sama poczuwasz się do tego.
To bardzo dobrze o tobie świadczy.
Twój ukochany, moim zdaniem, bardziej kocha siebie, bo w czym ta jego miłość do ciebie się objawia? Nie mieszkacie razem, a on sprawuje kontrolę nad twoimi wydatkami. Usilnie chce rozluźnienia twoich więzi z rodziną. Narzuca ci nawet to, abyś przejęła jego gusty muzyczne, a pewnie tego jest więcej.
Ponadto te jego odzywki...świadczą o tym, że "jak jesteś, to jesteś, a jak cię nie będzie, to też niewielki źal".
Jestem starsza od niego, ja mam 26 lat, on 23. Chciałabym jakoś do niego dotrzeć, chciałabym żeby zrozumiał. A przynajmniej nie obrażał i uszanował.
Nie pytalam czy opłaca Twoje rzeczy tylko czy płaci za Wasze wyjścia wyjazdy itd.
Jestem starsza od niego, ja mam 26 lat, on 23. Chciałabym jakoś do niego dotrzeć, chciałabym żeby zrozumiał. A przynajmniej nie obrażał i uszanował.
Jest młodszy od ciebie o 3 lata, to wiele tłumaczy w jego zachowaniu. Mężczyźni dojrzewają emocjonalnie znacznie później od kobiet. Nie jest to duża różnica między wami i z upływem lat się zaciera, jednakże na ten czas
nie jesteście na tym samym poziomie w odbiorze istoty waszej relacji.
Ty jesteś również bardziej dojrzała, z uwagi na trudną sytuację rodzinną.
Zamierzasz go wychowywać?
Dobre wychowanie, szacunek dla kobiety powinien wynieść z domu.
Znasz jego rodzinę?
17 2019-08-03 18:12:16 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2019-08-03 18:18:35)
Marietenne
Twoje postępowanie (pomoc rodzinie) to dla niego pretekst/usprawiedliwienie, żeby Cię kontrolować i wziąć pod but.
Wmawia ci, że troska o rodzinę jest dla ciebie szkodliwa, i częściowo trafia tu na podatny grunt, bo przecież na pewno długi ojca kosztują cię wiele nerwów, czyż nie?
Na bazie tych "nerwów" chce cię przekonać, że skoro w jednej sprawie która ci dobrze nie służy, nie jesteś w stanie się odciąć (bo przeciez mogłabyś to zrobić i pozbyć sie tego ustawicznego stresu), to nie jesteś w stanie podejmować trafnych (korzystnych dla siebie, nieszkodzących ci) decyzji w innych aspektach życia, i że w ogóle twoje zdanie ma drugorzędne znaczenie.
To manipulacja. I to szyta grubymi nićmi- kto normalny zostawia w potrzebie bliską rodzinę, zwłaszcza że jej członkowie muszą płacić za cudze błędy?
Wobec tego tu wkracza on i "łaskawie" podejmuje decyzje za Was obojga.
Jeżeli dotyczy to nawet takich błahych spraw jak choćby słuchana wspólnie muzyka (kwestia gustu!), i nie spotyka się to z Twoim skutecznym oporem, to ja nie widzę żadnych perpektyw na udany związek.
Ja nie jestem przekonana do tego, że to tak czarno biało wygląda.
Może być tak jak piszecie, albo tak, że chłopak robi za sponsora ich wspólnego życia, a jej pieniądze idą na jej rodzinę.
Pewnie wystarczyłoby ustalić jakieś priorytety, plany.
Autorka odpowiada ogólnie i nie wiemy jak brzmią te zarzuty.
I jakie On ma argumenty.
W sprawach finansowych - on nie opłaca żadnych moich rzeczy i nie chcę żeby to robił, nie w tym rzecz. ...
Wspólnego życia nie prowadzą, przecież nie mieszkają razem, więc o żadnym sponsoringu tematu nie ma.
Jeśli zaprosi ją do kina, czy na kawę i zapłaci to raczej dobry gest z jego strony.
Może autorka odezwie się i szerzej naświetli ich wzajemne relacje.
20 2019-08-04 13:52:52 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2019-08-04 13:56:12)
W domu mam trochę problemów finansowych, więc z wypłat dorzucam się do rachunków co moim zdaniem jest całkiem normalne - mamy ciężko, więc w trójkę z siostrą i z mamą robimy wszystko by było lepiej. A on mi to zarzuca. Twierdzi, że powinnam to "olać", "niech one sobie spłacają".
To piękny gest dbać o bliskich i wydaje się być całkowicie naturalny. Zyskujesz w oczach, jako córka, osoba i kobieta. Nie zmieniaj się.
Doradźcie mi proszę, ciągnąć to czy zakończyć? Jeśli tak, to jak? Jak to wygląda w waszych oczach?
Nie jest to kwestia wytłumaczenia, ale pewnego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. Nie oznacza, że partner jest zły. Wynika to z różnych przyczyn. Nie ma potrzeby się o to sprzeczać. Przeżyjesz swoje życie wyłącznie sama, w miejscu i z osobą jaką wybrałaś. Dobrze przemyśl i podejmij decyzję.