Witajcie,
Mam ogromny problem. Przedwczoraj rozstałam się z chłopakiem. Byliśmy razem pół roku, ale byliśmy bardzo zaangażowani.
Sytuacja między nami była dość trudna, bo wyznał mi, że jest we mnie zakochany jeszcze jak był w poprzednim związku, który go wykańczał psychicznie. Dawno jej już nie kochał. Powiedziałam mu wtedy, że najpierw musi skończyć definitywnie tamten związek, bo jestem w stanie również go pokochać, ale muszę mieć czas. Niestety ta dziewczyna bardzo źle zniosła to rozstanie i zaczęła rozsiewać plotki na nasz temat. Doszło do tego stopnia, ze jego matka, która bardzo mocno stała po stronie jego byłej, zaczęła razem z nią go kontrolować, gdzie wychodzi, z kim itd. Ubliżanie było na porządku dziennym, nawet w pracy nie było lekko, bo wszyscy się od niego odwrócili.
Wpadł w depresje, myślał o samobójstwie, czuł się nic niewarty. Bardzo się zaangażowałam w ten związek, zarywałam noce aby z nim rozmawiać, kiedy dłuższy czas nie odbierał telefonów wpadałam w panikę. Pomimo tych wszystkich problemów okazywał mi mnóstwo miłości, codziennie mi mówił, ze mnie kocha, mówił, ze jestem piękna i bardzo mu na mnie zależy, potrafił jechać do apteki 50km żeby mi kupić leki jak bolał mnie brzuch. Naprawdę się czułam kochana. Gdy już jego stan emocjonalny był bardzo zły to udałam się do psychologa po poradę. Sam upierał się, ze wszystko jest w porządku i nic mu nie jest. Po tej wizycie obiecał mi, ze zacznie pracować nad sobą i przestanie mówić o kaleczeniu się i samobójstwie. I tak było szukał pozytywów w życiu, a nasz związek rozkwitł. Nawet jak ja nie miałam humoru to mówił, ze to chwilowe i wszystko będzie dobrze.
Ale dwa tygodnie temu coś się zmieniło, z dnia na dzień zaczął mnie unikać, nie odpisywać. Pytałam się co się dzieje, odpowiadał tylko, ze nie wie. W sobotę mówił mi, ze mnie bardzo kocha a w środę nawet nie chciał się ze mną spotkać, nie miałam z nim kontaktu przez cały dzień i dopiero wieczorem napisał, ze wyjeżdża sam na cały weekend nad jezioro i porozmawiamy w poniedziałek. W poniedziałek powiedział, ze nam się nie uda, ale nie potrafił powiedzieć żadnego argumentu, powiedział, ze nie umie kochać i nie będziemy już dłużej razem. Miał taki pusty wzrok, jakby go nie było w środku. Zostawił mnie. Po tym wszystkim co przeszliśmy, jestem rozgoryczona. Strasznie za nim tęsknie i boje się ze coś sobie zrobi. Nie mamy kontaktu od kilku dni. Kochane czy można przestać kogoś kochać w kilka dni? Podobno świata poza mną nie widzial, a teraz mnie nie kocha? Nie umiem się z tym pogodzić, boje się ze to ja zawiodłam. Ktoś kto mi dał najwiecej miłości w życiu mówi ze nie potrafi kochać.
Przepraszam, ze tak długo ale nie potrafię funkcjonować na razie.