PMS a związek? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1

Temat: PMS a związek?

Jak to jest u was?
Jak kogoś boli głowa, to naturalne, że partner zaproponuję tabletkę, wyciszenie muzyki, zrobienie czegoś, by cierpiąca osoba mogła odpocząć, itp. PMS pojawia się w licznych żartach, kobieta robi demolkę, awanturuje się, wyjada całą lodówkę... bo ma napięcie przedmiesiączkowe.

A czy PMS jest traktowane jako choroba?
Mówicie swoim facetom "za tydzień zacznie się menstruacja, więc moje rozdrażnienie nie wynika z tego, że się czepiam, tylko z hormonów", itp.
Wasi faceci mają zrozumienie, że czujecie się źle, mimo iż nie jesteście formalnie "chore", że jesteście "napęczniałe", bo często organizm zatrzymuje dużo więcej wody w organizmie, głodne, drażliwe, bo hormony!
Czy mając świadomość tego, próbujecie kontrolować negatywne skutki PMS? Np. unikać pewnych sytuacji, które mogą wywołać jakiś konflikt, a PMS jeszcze mocniej nakręci emocje.
Jak sobie radzicie z PMS w relacji?

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-06-08 12:39:55)

Odp: PMS a związek?

U nas w domu podchodzi się do tego ze śmiechem.

- Co Ty jakaś taka zła dzisiaj...?
- Dostałam okres.
- Uuuu... czyli dostarczyć zestaw ratunkowy i zejść z oczu?

Zestaw ratunkowy to dwulitrowa Coca Cola, rafaello, pstrąg łososiowy i korniszony ;-P

Staram się kontrolować swój nastrój w „te dni”, ale czasem jest ciężko. Zwłaszcza, gdy boli. Wtedy o rozdrażnienie nie jest trudno. Ale na szczęście mój mąż to rozumie.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

3 Ostatnio edytowany przez SaraS (2019-06-08 12:45:29)

Odp: PMS a związek?

Ja PMS-u nie przeżywam jakoś bardzo. Okres - owszem, wtedy zwijam się z bólu, ale jestem wybitnie nieszkodliwa wtedy. Zestaw tabletek, łóżko/wanna, książka i zwinąć się w kłębek. Jak na chwilę przestaję boleć, to żrę czekoladę, mimo że normalnie nie przepadam. Ale żreć też umiem po cichu.
Z PMS-em natomiast różnie bywa, raczej nic mi się nie dzieje, czasem tylko, jak mi się spóźnia okres, jestem minimalnie rozdrażniona, ale też bez żadnych dramatów. Znaczy, nie robię awantur o pierdoły, nie czepiam się czegoś, czego bym się nie czepiła normalnie, najwyżej jak jest jakiś problem, to reaguję trochę... trochę bardziej. ;p Ale nigdy z niczego, więc partner musiał się tylko przyzwyczaić do odjęcia 10% emocji, bo treść pozostałaby ta sama. Generalnie problemu z tym nie mamy, bo rzadko się to zdarza.

4

Odp: PMS a związek?

PMS często jest nadużywany przez kobiety, które mogą się wyżyć bezkarnie. Coś, co nie ujdzie normalnie ujdzie jak jest PMS.
Ja czasami po sobie widzę, że jakieś moje uczucie jest wzmocnione przez hormony. Albo staram się sama uspokoić, albo mówię spokojnie co się dzieje.
Co do okresu to jak boli to mam termofor i czekoladę.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

5

Odp: PMS a związek?

Nie demonizuję PMS. Złośliwe o samej sobie mogłabym powiedzieć, że uwidacznia mój prawdziwy wredny charakter, który na codzień i bez PMS staram się ukrywać.

Oddam cnotę w dobre ręce.

6

Odp: PMS a związek?
Lady Loka napisał/a:

PMS często jest nadużywany przez kobiety, które mogą się wyżyć bezkarnie. Coś, co nie ujdzie normalnie ujdzie jak jest PMS.

?
dlaczego tłumaczyć?
Jeśli pokłócisz się, to nie ma znaczenia czy awantura była z powodu PMS czy jakiegoś poważnego problemu, atmosfera będzie popsuta. Jeśli objesz się mimo iż nie jesteś głodna, to extra kg zostanie, potem albo będziesz miała wyrzuty sumienia, że tyjesz przez głupotę, albo rzeczywiście będziesz musiała spalić te nadmierne kcal, albo polubić siebie bardziej okrągłą.
Niby co ma tłumaczyć PMS?
Ja na ogół staram się hamować pewne sytuacje np. dzisiaj miałam ochotę coś zjeść, ale dzielnie tłumaczyłam sobie, że nie jestem głodna, to tylko PMS, natomiast w relacjach - jest mi wstyd, że w jakiś sposób uległam emocją, że PMS podkręcił jakieś stany, uczucia.

Cyngli - masz super męża smile

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

7

Odp: PMS a związek?

Ja nie rozumiem zjawiska PMS. Czytałam też jakąś literaturę i badania mocno sceptyczne są co do istnienia tego zjawiska i wpływu zmian hormonalnych na zmainy nastroju. Być może jest to zjawisko kulturowe, ale badania pokazują, że nie ma takiego zespołu objawów, który pozwałaby na wskazanie "co to" jest PMS, ani czas jego występowania nie jest na tyle spójny, żeby wskazać "kiedy" występuje. Kobiety tłumaczą sobie swoje różne zachowania PMSem, bo tak wygodnie. Oczywiście, ból w czasie trwania okresu jest realny. Ale wskazywanie PMSu jako powodu rozdrażnienia to droga na skróty, którą obiera wiele osób, bo wtedy nie trzeba szukać realnej przyczyny. To też przykre, bo hamuje rozwój osobisty - skoro tłumaczysz złość PMSem to zmniejszasz jej znaczenie, czyli zmniejszasz znaczenie tego, że ktoś naruszył twoje granice (przykładowo).

Polecam sobie zrobić eksperyment i poobserwować, kiedy pojawia się to osławione rozdrażnienie, notować wydarzenia z tych dni i sprawdzić, czy to jednak nie jest tak, że irytują nas różne rzeczy, które normalnie wyjaśniamy życiem, ale już w okolicach okresu wyjaśniamy hormonami.

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

8 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-06-08 23:34:53)

Odp: PMS a związek?
Monoceros napisał/a:

Ja nie rozumiem zjawiska PMS.

Może to po prostu zwykła ignorancja, albo niemożność zrozumienia, że jeśli Ty czegoś nie odczuwasz, to inni mogą :-O Sama sobie na to odpowiedz.

W każdym bądź razie, w DSM-5 przedmenstruacyjne zaburzenie dysforyczne (premenstrual dysphoric disorder) wpisane jest do kategorii zaburzeń depresyjnych. A jak wiemy DSM jest zazwyczaj prekursorem dla ICD, więc pewnie za jakiś czas i w międzynarodowej klasyfikacji się pojawi.
Zaburzenie to diagnozowane jest u kobiet, u których podczas większości cyklu w menstruacyjnych minionego roku występował określony zespół objawów. W szczególności zaś ostatnim tygodniu przed menstruacją musi się pojawić co najmniej jeden z wymienionych dalej czterech symptomów, który ulega poprawie w ciągu kilku dni od rozpoczęcia krwawienia, a po tygodniu od zakończenia B stuacji prawie zupełnie lub zupełnie zanika. Do symptomów tych zaliczamy: (1) wyraźną labilność emocjonalną w postaci np. wahania nastroju, (2) wyraźną drażliwość lub złość, bądź nasilenie konfliktów interpersonalnych, (3) wyraźnie obniżony nastrój, poczucie braku nadziei albo myśli autodestrukcyjne, (4) zauważalny lęk, napięcie i/lub poczucie zdenerwowania, bycia na granicy wytrzymałości.
Poza tym musi wystąpić także pięć siedmiu innych objawów .owy inne objawy to: (1) spadek zainteresowania zwykłymi czynnościami, (2) subiektywne poczucie trudności z koncentrację,(3) ospałość, meczliwość lub brak energii, (4) wyraźne zmiany apetytu: objadanie się lub większe zapotrzebowanie na określone produkty, (5) nadmierna senność lub bezsenność, (6) poczucie przytłoczenia lub bycia na granicy wytrzymałości, (7) symptomy fizyczne takie jak: tkliwość piersi, obrzęk i, uczucie wzdęcia, przybieranie na wadze i tym podobne. Jest to forma depresji, w której ważną rolę odgrywają hormony

9

Odp: PMS a związek?
Monoceros napisał/a:

Kobiety tłumaczą sobie swoje różne zachowania PMSem, bo tak wygodnie. Oczywiście, ból w czasie trwania okresu jest realny. Ale wskazywanie PMSu jako powodu rozdrażnienia to droga na skróty, którą obiera wiele osób, bo wtedy nie trzeba szukać realnej przyczyny. To też przykre, bo hamuje rozwój osobisty - skoro tłumaczysz złość PMSem to zmniejszasz jej znaczenie, czyli zmniejszasz znaczenie tego, że ktoś naruszył twoje granice (przykładowo).

Polecam sobie zrobić eksperyment i poobserwować, kiedy pojawia się to osławione rozdrażnienie, notować wydarzenia z tych dni i sprawdzić, czy to jednak nie jest tak, że irytują nas różne rzeczy, które normalnie wyjaśniamy życiem, ale już w okolicach okresu wyjaśniamy hormonami.

U mnie tak nie jest. Tzn. nigdy nie jest tak, że biorę sobie rzecz z powietrza do zrobienia awantury, rzecz, na którą normalnie bym nie zwróciła uwagi. To raczej na takiej zasadzie: partner nie umył naczyń, ja wracam zmęczona i zamiast zrobić coś do jedzenia, patrzę na pełny zlew. W wersji normalnej w ogóle mnie to nie wzrusza, w końcu nie jestem perfekcyjną panią domu i też często o czymś zapomnę, więc albo umyję sama, a on - następnym razem, albo go zawołam i przypomnę.
W wersji okołookresowej nagle zaczynam się czuć jak Kopciuszek (nieważne, że partner robi tyle samo, jeśli nawet nie więcej, w domu), rozpacz i dramat po prostu, a mój mózg automatycznie wyszukuje wszystkie sytuacje, które (mocno naciągając zazwyczaj) można by podciągnąć pod "przecież ja taaaka nieszczęśliwa jestem od zawsze, a on nigdy nie robi...". Oczywiście, radośnie ignorując logikę i to, że ja sama idealna nie jestem. Wtedy, oczywiście, nie wchodzi w grę zawołanie partnera, bo jak być cierpiętnicą, to do dzieła, myjemy gary i nakręcamy się coraz bardziej... I świadomość istnienia PMS mi jednak pomaga, bo przebłyski rozsądku wskazują, że coś mi jednak trochę odbija (więc miło, że nie zwariowałam wink). Przede wszystkim pomaga jednak w panowaniu nad sobą - właśnie nie idę i nie robię awantur, bo zdaję sobie sprawę, że uczucie walącego się świata, tragedii itd. nie jest spowodowane nieumytymi talerzykami, tylko hormonami, więc najczęściej kończy się na użalaniu wewnętrznym. Ewentualnie na huknięciu jakąś szklanką (ale nie tak, żeby się zbiła, tylko, no, wiecie... tak żeby jednak trochę zamanifestować ten dramat xd), ale tak to raczej ze mnie nie wyłazi.
Trochę trudniej jest, kiedy faktycznie pojawia się jakiś powód do poważniejszej rozmowy i muszę dostosować ilość emocji do tego, co mówię, ale tu właściwie też świadomość istnienia PMS pomaga, bo staram się porównywać w głowie, jak się czułam w podobnej sytuacji, i określać w ten sposób, czy nie przesadzam. Ale że ja generalnie nie jestem z tych krzycząco-awanturujących się, tylko "przemyślę to powiem", to wiele się ze mnie raczej nie wylewa (chociaż mózg dalej tworzy naciągane obrazy krzywd spotykających mnie w życiu ;p). A jak z czymś przesadzę, to cóż, partner też jest świadomy, a mi się zresztą szybko robi głupio, więc przepraszam, wyjaśniań i zmieniam zeznania na bardziej adekwatne.

10

Odp: PMS a związek?

U mnie nie ma zasady. Czasami jestem bardziej rozdrażniona przed okresem i bez kija nie podchodź big_smile . Innym razem nie odczuwam żadnych dolegliwości. Zawsze za to przez jeden dzień po okresie boli mnie głowa i jak stwierdził lekarz to ma związek ze zmianami hormonalnymi opartymi o cykl menstruacyjny.

11

Odp: PMS a związek?

Czymś innym jest odczuwanie PSM,  czymś innym robienie z tego tytułu afery otoczeniu.
Ale może mam łatwiej, bo nie wkurzam się wtedy, tylko łzy płyną bez powodu..I to jest sygnał niezawodny by tampony mieć w pogotowiu..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

12

Odp: PMS a związek?
Ela210 napisał/a:

Czymś innym jest odczuwanie PSM,  czymś innym robienie z tego tytułu afery otoczeniu.
Ale może mam łatwiej, bo nie wkurzam się wtedy, tylko łzy płyną bez powodu..I to jest sygnał niezawodny by tampony mieć w pogotowiu..

Mamy trochę podobnie. Ja też nie odczuwam złości i rozdrażnienia, tylko raczej mam doła. Ale nie powiedziałabym, że bez powodu. Raczej w te dni mocniej reaguję na rzeczy, które i tak są dla mnie przygnębiające.Silniej wtedy docierają.

Co do tematu wątku, to moi partnerzy zawsze rozumieli to pogorszenie samopoczucia przed okresem, także fizycznego, bo wiadomo, że jeśli coś człowieka boli, to zachowuje się trochę inaczej i raczej nie jest wulkanem energii. Ja bardzo źle też znoszę to odczucie ciężkości i spuchnięcia, czuję się jak gąbka nasiąknięta wodą. Kiepskie czucie się z sobą to też niechęć do fizycznego kontaktu. Więc było to jasne i rozumiane.

Oczywiście, że nie można obciążać otoczenia skutkami zmian hormonalnych w swoim organizmie, ale też ja nigdy nie robiłam w tym czasie awantur tlumacząc to potem PMSem, u mnie jest raczej skłonność do 'chowania się' i większego zamknięcia w sobie.

/Każdy może na ciebie spojrzeć, lecz spotkanie kogoś, kto widzi ten sam świat co ty, jest zjawiskiem dość rzadkim./

13

Odp: PMS a związek?
niepodobna napisał/a:

Mamy trochę podobnie. Ja też nie odczuwam złości i rozdrażnienia, tylko raczej mam doła. Ale nie powiedziałabym, że bez powodu. Raczej w te dni mocniej reaguję na rzeczy, które i tak są dla mnie przygnębiające.Silniej wtedy docierają.

Co do tematu wątku, to moi partnerzy zawsze rozumieli to pogorszenie samopoczucia przed okresem, także fizycznego, bo wiadomo, że jeśli coś człowieka boli, to zachowuje się trochę inaczej i raczej nie jest wulkanem energii

To samo, raczej mam doła,  ale nie zawsze. Natomiast często chce mi się sprzatac  i tak sprzątam i sprzątam,  nawet rzeczy,  których normalnie nie zaszczytu nawet spojrzeniem,  albo wyrzucam szpargały  z szuflad. Jako bonus mam jednak bóle brzucha (do 3 dni przed),  wtedy muszę odpocząć.

14 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2019-06-13 18:51:25)

Odp: PMS a związek?
MagdaLena1111 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Ja nie rozumiem zjawiska PMS.

Może to po prostu zwykła ignorancja, albo niemożność zrozumienia, że jeśli Ty czegoś nie odczuwasz, to inni mogą :-O Sama sobie na to odpowiedz.

W każdym bądź razie, w DSM-5 przedmenstruacyjne zaburzenie dysforyczne (premenstrual dysphoric disorder) wpisane jest do kategorii zaburzeń depresyjnych. A jak wiemy DSM jest zazwyczaj prekursorem dla ICD, więc pewnie za jakiś czas i w międzynarodowej klasyfikacji się pojawi.
Zaburzenie to diagnozowane jest u kobiet, u których podczas większości cyklu w menstruacyjnych minionego roku występował określony zespół objawów. W szczególności zaś ostatnim tygodniu przed menstruacją musi się pojawić co najmniej jeden z wymienionych dalej czterech symptomów, który ulega poprawie w ciągu kilku dni od rozpoczęcia krwawienia, a po tygodniu od zakończenia B stuacji prawie zupełnie lub zupełnie zanika. Do symptomów tych zaliczamy: (1) wyraźną labilność emocjonalną w postaci np. wahania nastroju, (2) wyraźną drażliwość lub złość, bądź nasilenie konfliktów interpersonalnych, (3) wyraźnie obniżony nastrój, poczucie braku nadziei albo myśli autodestrukcyjne, (4) zauważalny lęk, napięcie i/lub poczucie zdenerwowania, bycia na granicy wytrzymałości.
Poza tym musi wystąpić także pięć siedmiu innych objawów .owy inne objawy to: (1) spadek zainteresowania zwykłymi czynnościami, (2) subiektywne poczucie trudności z koncentrację,(3) ospałość, meczliwość lub brak energii, (4) wyraźne zmiany apetytu: objadanie się lub większe zapotrzebowanie na określone produkty, (5) nadmierna senność lub bezsenność, (6) poczucie przytłoczenia lub bycia na granicy wytrzymałości, (7) symptomy fizyczne takie jak: tkliwość piersi, obrzęk i, uczucie wzdęcia, przybieranie na wadze i tym podobne. Jest to forma depresji, w której ważną rolę odgrywają hormony

I dlatego to, co kobiety nazywają sobie PMSem rzadko kiedy nim jest. Bo wątpię, żeby co druga kobieta (bo chyba tyle o tym wspomina) rzeczywiście doświadczała tych wszystkich objawów.
To podobne zjawisko do tego, jak ludzie diagnozują sobie depresję. To, że jesteś smutny przez dłuższy czas nie oznacza, że masz depresję. Jeśli dolegliwości przeszkadzają ci w funkcjonowaniu, idź do lekarza.

Dlatego tego zjawiska nie rozumiem, podobnie jak nazywania depresją każdego smutku. Tylko o to mi chodziło.

Dziękuję serdecznie za podsumowanie z DSMu, to bardzo przydatne informacje. Każdego dnia uczę się czegoś nowego.

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

15

Odp: PMS a związek?
Monoceros napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Ja nie rozumiem zjawiska PMS.

Może to po prostu zwykła ignorancja, albo niemożność zrozumienia, że jeśli Ty czegoś nie odczuwasz, to inni mogą :-O Sama sobie na to odpowiedz.

W każdym bądź razie, w DSM-5 przedmenstruacyjne zaburzenie dysforyczne (premenstrual dysphoric disorder) wpisane jest do kategorii zaburzeń depresyjnych. A jak wiemy DSM jest zazwyczaj prekursorem dla ICD, więc pewnie za jakiś czas i w międzynarodowej klasyfikacji się pojawi.
Zaburzenie to diagnozowane jest u kobiet, u których podczas większości cyklu w menstruacyjnych minionego roku występował określony zespół objawów. W szczególności zaś ostatnim tygodniu przed menstruacją musi się pojawić co najmniej jeden z wymienionych dalej czterech symptomów, który ulega poprawie w ciągu kilku dni od rozpoczęcia krwawienia, a po tygodniu od zakończenia B stuacji prawie zupełnie lub zupełnie zanika. Do symptomów tych zaliczamy: (1) wyraźną labilność emocjonalną w postaci np. wahania nastroju, (2) wyraźną drażliwość lub złość, bądź nasilenie konfliktów interpersonalnych, (3) wyraźnie obniżony nastrój, poczucie braku nadziei albo myśli autodestrukcyjne, (4) zauważalny lęk, napięcie i/lub poczucie zdenerwowania, bycia na granicy wytrzymałości.
Poza tym musi wystąpić także pięć siedmiu innych objawów .owy inne objawy to: (1) spadek zainteresowania zwykłymi czynnościami, (2) subiektywne poczucie trudności z koncentrację,(3) ospałość, meczliwość lub brak energii, (4) wyraźne zmiany apetytu: objadanie się lub większe zapotrzebowanie na określone produkty, (5) nadmierna senność lub bezsenność, (6) poczucie przytłoczenia lub bycia na granicy wytrzymałości, (7) symptomy fizyczne takie jak: tkliwość piersi, obrzęk i, uczucie wzdęcia, przybieranie na wadze i tym podobne. Jest to forma depresji, w której ważną rolę odgrywają hormony

I dlatego to, co kobiety nazywają sobie PMSem rzadko kiedy nim jest. Bo wątpię, żeby co druga kobieta (bo chyba tyle o tym wspomina) rzeczywiście doświadczała tych wszystkich objawów.
To podobne zjawisko do tego, jak ludzie diagnozują sobie depresję. To, że jesteś smutny przez dłuższy czas nie oznacza, że masz depresję. Jeśli dolegliwości przeszkadzają ci w funkcjonowaniu, idź do lekarza.

Dlatego tego zjawiska nie rozumiem, podobnie jak nazywania depresją każdego smutku. Tylko o to mi chodziło.

Dziękuję serdecznie za podsumowanie z DSMu, to bardzo przydatne informacje. Każdego dnia uczę się czegoś nowego.

Trudno mi się wypowiadać za wszystkie kobiety, może i część naciąga rzeczywistość, żeby coś zyskać. Ale to trudno rozstrzygać, kto rzeczywiście cierpi z powodu PMS a kto wykorzystuje fakt, że coś takiego występuje, aby mieć fory. Podobnie jest z baby blues.

Akurat jestem po lekturze kilku książek dotyczących depresji, bo moja koleżanka na nią cierpi i chciałam się dowiedzieć, przynajmniej jak NIE powinnam postępować, żeby nie pogłębiać objawów i też mam taki obraz, że tak naprawdę wiele można pod zaburzenia depresyjne dopasować i może stąd teraz taka epidemia tej choroby.

Niemniej, ja na pewno jestem bardziej rozdrażniona przed okresem, ale po bywam czasem bardziej, więc to się chyba nie liczy :-D, ale mam jeden objaw, który jest bezbłędny, bo włącza mi się tzw. sprzątacz i wtedy pucuję nawet takie drobiazgi i ukryte przed wzrokiem szczegóły, których nie tyka się normalnie zbyt często, więc jak np. wystawiam z szafek w kuchni naczynia, żeby wymyć szafki, to już wiem, co to oznacza :-D

16

Odp: PMS a związek?

Podrzucalem mini- tiramisu,dawałem czekoladę,koc i wino.W różnych konfiguracjach.W skrajnych sytuacjach podsuwałem szczotką ,było bezpieczniej...
To tak opisując żartem.
Rano zostawiałem śniadanie,no-spe i coś na drogę.

"Niebo nie zna wściekłości takiej, jak miłość w nienawiść zmieniona, ni piekło nie zna furii takiej jak kobieta wzgardzona. "

17 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-06-13 21:18:15)

Odp: PMS a związek?

Zazdroszczę tym, co podczas stresu sprzątają. Bo przynajmniej jest z tego pożytek.
Ja mam jedynie chęć szorowania obsesyjnego płyty elektrycznej takim nożykiem skrobiącym.
a jak mój wzrok padnie na ubrania to robię czystki.  potem szukam, bo zapomniałam że wyrzuciłam.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

18

Odp: PMS a związek?

Cześć Edmund Dantes
oj odważna z ciebie bestia, do kobiety z czekoladkami, tiramisu... chwilowo gasi pożar, a potem.... kto mnie tak utuczył! lol
ale wersja ze śniadaniem mi się podoba smile tak powinno być w każdym domu
(ja mam śniadanka, faceci bierzcie przykład!)

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

19

Odp: PMS a związek?

Wytłumaczenia "To przez PMS" stosuje się niestety nagminnie. Ja od kilku miesięcy staram się zdusić w sobie tego demona, bo niestety czasami nagminnie wyżywałam się na innych. Mój partner sporo sobie z tego żartuje i raczej omija mnie wtedy szerokim łukiem. I karmi, wszystkim co mi sie tam zazyczy. Ale staram się go nie traktować jak worek treningowy, bo mam PMS... to jest po prostu nie fair. A PMS to nie choroba.

20

Odp: PMS a związek?

Przyjmijmy że mam patologiczny brak instynktu samozachowawczego,a że i tak będę winny , i tak  - czemu przynajmniej na chwilę nie poprawić komuś nastroju?;-)

Przy śniadaniu warto od razu rozpoznać jaki nastrój ma Pmsowa bestia ,wiadomo kiedy zmyć się od razu do pracy...
Tak to wtedy wyglądało.Piszę ze wspomnień .

Nikt chyba nie lubi być wtedy wspomianym workiem treningowym. Nie dość że oberwie,to druga strona potem ma poczucie winy, potem przerzuca je na ciebie ,żaden interes ;-)

"Niebo nie zna wściekłości takiej, jak miłość w nienawiść zmieniona, ni piekło nie zna furii takiej jak kobieta wzgardzona. "

21

Odp: PMS a związek?

Czy Wy przypadkiem nie przesadzacie z tym PMS? tongue wink

Oddam cnotę w dobre ręce.

22

Odp: PMS a związek?
SonyXperia napisał/a:

Czy Wy przypadkiem nie przesadzacie z tym PMS? tongue wink

Tez mi sie cos tak wydaje. Ja mam dosc silny PMS z uwagi na spore problemy hormonalne a mimo to jakos nie kojarze, zeby to byl szczegolny czas w moim zwiazku, tzn. czas latania mojego meza na wysokosci lamperii ze slodyczami, sniadaniami i na paluszkach. On chyba nawet nie jest swiadomy ze to "ten czas" bo jakos nie daje mu tego odczuc. Brzuch boli, cycki bola, czuje sie napuchnieta i jakas taka bardziej podatna na smuty ale nie wyżywam sie na otoczeniu ani nie oczekuje specjalnego traktowania. Poleze, poczytam, pospie i jakos zyje smile

23 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2019-06-16 13:25:50)

Odp: PMS a związek?

Właśnie. Tutaj chyba mylone są sytuacje. PMS, czyli stan napięcia przedmiesiączkowego, to stan zwiększonej drażliwości, poddenerwowania i napięcia charakterystycznego dla czasu przed miesiączką, który to stan może też być charakterystyczny dla innych sytuacji - wystarczy stres w pracy, czy inne problemy powodujący tego typu dyskomfort psychiczny. Ogólnie nastawienie, które można łączyć z różnymi okolicznościami. Natomiast złe samopoczucie, ogólne osłabienie itp. to raczej stan występujący w pierwszych dniach miesiączki, i wtedy faktycznie kiedy brzuch boli i nic się nie chce, chętnie poleżałoby się pod kocykiem, zjadło coś słodkiego i zwyczajnie w świecie odpoczywało.

Oddam cnotę w dobre ręce.

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018