Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...

U mojego męża w pracy zdarzył się dziś śmiertelny wypadek. Znów. Młody mężczyzna, żonaty, dwójka dzieci. To się zdarza regularnie, taka niebezpieczna branża, ale zawsze mną to solidnie potrząsa. Nigdy o tym wcześniej nie myślałam, ale dziś pytam w jaki sposób bliskim przekazywana jest taka tragiczna informacja - kto o tym mówi, czy jest do tego właściwie przygotowany. Podobno do domu jedzie jakaś delegacja, zwykle przedstawiciel oddziału BHP, zawsze psycholog, czasem dyrektor lub bezpośredni przełożony pracownika. Usiłuję wejść w psychikę kobiety, która być może czeka na męża z obiadem, a dowiaduje się, że wspólnych obiadów już nie będzie i... nie chciałabym, aby w tej strasznej chwili było przy mnie tylko tych kilku obcych facetów. Od razu stwierdziłam, że to jest dyplomatyczne, ale moim zdaniem nieludzkie, że powinny być to góra dwie osoby, w tym najlepiej ktoś względnie znajomy (w końcu niemal każda z nas zna jakichś współpracowników swoich mężów, partnerów) i psycholog.

Do tej pory o śmierci bliskich mi osób dowiadywałam się od innych bliskich. Były takie, których zupełnie się nie spodziewałam, inne z kolei były wynikiem ciężkiej choroby, więc należało się z tym liczyć, nawet jeśli trudno się pogodzić. I o ile doskonale pamiętam swoją reakcję sprzed wielu lat, kiedy otworzyłam drzwi policjantom informującym o tym, że brat miał poważny wypadek, ale na szczęście żył i jego życiu nic nie zagrażało, o tyle dziś zupełnie nie umiem sobie wyobrazić, że ktoś obcy puka do moich drzwi i...

Oczywiście, że nie ma tu dobrej metody, bo sama informacja jest tego zaprzeczeniem, ale na pewno można znaleźć jakąś najmniej traumatyczną, najmniej bolesną, taką, którą bierze pod uwagę tak ogromnie trudne emocje, jakie w tej chwili niemal na pewno się pojawią.
Jak Wy to oceniacie? Czy w ogóle i jeśli tak, to w jaki sposób, ten pierwszy szok można złagodzić?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...

Chodzi o śmiertelny wypadek w jednej z kopalń ?

3

Odp: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...

Wnikając w szczegóły tak, ale nie chciałabym, żeby dyskusja zeszła w tym kierunku. 
W każdym razie zdarzenie było drastyczne, więc tym bardziej trudno mi postawić się na miejscu bliskich tego mężczyzny.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

4 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2019-06-06 19:42:52)

Odp: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...

Nie wiem czy da się go złagodzić? Nie wiemy czy dana osoba wolałaby zostać sama, czy potrzebuje czyjegoś ramienia do wypłakania?

Sama dowiedziałam się o nagłej śmierci członka rodziny, ale od brata więc chyba było mi łatwiej. On z kolei dowiedział się bezpośrednio od sąsiada i to w sposób niezbyt dyplomatyczny. Nie wiem czy gdyby sąsiad się nie wyrwał przed szereg, by zrobić "dobry uczynek" i uprzejmie donieść o śmierci sąsiada, to przyszli by do nas policjanci. A może wcale by nie przyszli, tylko zadzwonili?
Tak czy siak to jest zawsze szok. Tego się nie uniknie. Kazdy reaguje inaczej, bo ma inny charakter. Mi zrobiło się słabo, myślałam, że zemdleję. Byłam w takim szoku, że doznałam jakiegoś zaćmienia umysłu, zapomniałam takich prostych podstawowych spraw/czynności.

Reasumując: to prawda, że nie powinno się zostawiać samej takiej osoby. No chyba, że wyraźnie sobie tego zażyczy. Nie powinno to wyglądać tak, że obcy człowiek powie w drzwiach, odwróci się i pójdzie. Ktoś powinien zadbać, by jej się nic nie stało, by powiadomić innych bliskich, poczekać na ich przyjazd itp.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

5

Odp: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...

Olinko na tym forum jest wątek - Jak sobie radzić po śmierci męża i tam jest ogrom wiadomości o tym jak jest przekazywana
wiadomość o tym.

Z mojego doświadczenia powiem, że nie ma "dobrych" sposobów podawania takich "wieści".
Nie będę się silić nad sensowną odpowiedzią, bo sama przeżyłam taki dramat i rozumiem problem.

6 Ostatnio edytowany przez Excop (2019-06-06 20:41:46)

Odp: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...

Taki przekaz bliskim ofiary, to również dla przekazującego wielką traumą jest.
Kilkanaście razy dzwoniłem do drzwi.
W mundurze. Na sam mój widok, jeszcze przed "komunikatem" dla oczekujących na ojca, brata, męża, żonę czy syna, ci ludzie już wiedzieli, ze już krewnego nie zobaczą.
Zwłaszcza, gdy zlecenie w zakresie tzw. pomocy prawnej zawiera prośbę o wydobycie dodatkowych informacji od rodziny.
To straszne przeżycie. I najgorsze, że nie daje się wymazać z pamięci.

facet po przejściach

7

Odp: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...
Misiulka napisał/a:

Olinko na tym forum jest wątek - Jak sobie radzić po śmierci męża i tam jest ogrom wiadomości o tym jak jest przekazywana wiadomość o tym.

Z mojego doświadczenia powiem, że nie ma "dobrych" sposobów podawania takich "wieści".
Nie będę się silić nad sensowną odpowiedzią, bo sama przeżyłam taki dramat i rozumiem problem.

Wiem, Misiulko, ale wątek jest ogromnie rozbudowany, to w zasadzie raczej zamknięta, choć rzecz jasna ogólnodostępna, grupa wsparcia i wydaje mi się, że trudno osobie postronnej przebić się przez całość, by selektywnie dotrzeć do treści, które wprost poruszają to zagadnienie. Temat powstał spontanicznie, w wyniku zdarzenia i mojej z mężem rozmowy. Po prostu poczułam, że może warto o tym porozmawiać w oderwaniu od całości traumy.
Bardzo Ci współczuję i tego przeżycia, i tego co było potem. Znam kilka osób w podobnej sytuacji, w tym moja najbliższa przyjaciółka, której pół roku temu zmarł mąż i aż dwie bardzo bliskie kuzynki, zresztą siostry - to są straszne chwile i bardzo trudno się z tym pogodzić.

Jeśli mogę - uważasz, że Tobie tę informację przekazano w odpowiedni dla Ciebie sposób? Osoba, która o tym powiedziała wczuła się w Twoje położenie?

Excop napisał/a:

Taki przekaz bliskim ofiary, to również dla przekazującego wielką traumą jest.
Kilkanaście razy dzwoniłem do drzwi.
W mundurze. Na sam mój widok, jeszcze przed "komunikatem", oczekujących na ojca, brata, męża, żonę czy syna, ci ludzie już wiedzieli, ze już krewnego nie zobaczą.
To straszne przeżycie. I najgorsze, że nie daje wymazać z pamięci.

I o tym dziś rozmawialiśmy, bo przecież zawsze trzeba kogoś oddelegować, żeby stanął po tej drugiej stronie i wziął na siebie ciężar rozmowy. Przykro mi, że doświadczyłeś tego aż tyle razy. Nie wiem czy jest na to dobry sposób - ktoś Was do tego przygotowywał?

Kiedy zdarzają się wypadki, mąż często musi współpracować z jednym z tych mężczyzn, którzy z ramienia zakładu pracy z zasady obecni są przy tych rozmowach, dziś zresztą też pojechał z 'delegacją'. Potwierdza co napisałeś - tego nie da się wymazać z pamięci.

Mój tata był ratownikiem górniczym - wiele razy opowiadał o różnych traumatycznych przeżyciach, ale szczególnie zapamiętałam, a byłam jeszcze małą dziewczynką, taką sytuację, gdy cały jego oddział zbierał pieniądze, żeby wspomóc rodzinę po śmierci jej żywiciela - młodą kobietę z kilkorgiem maleńkich dzieci. To były czasy komuny, trudno było cokolwiek dostać, to nie pieniądze, ale rzeczy stanowiły wartość. Leżały u nas w domu te wszystkie ubranka i zabawki, a jednak najbardziej w pamięci utkwił mi obraz takiej pięknej, pluszowej, kolorowej gąsienicy. W duchu, jak to dziecko, chciałam ją mieć, ale zaraz po tym przyszła myśl, że jednak wolę mieć swojego tatę. Powiem szczerze, że nawet w chwili, kiedy to piszę, aż mi ciarki przechodzą po plecach, tak żywe jest to wspomnienie.

Muszę jednak powiedzieć, że kiedy ponad trzy lata temu straciłam bardzo bliską mi osobę, to lekarze, którzy się nią opiekowali, stanęli na wysokości zadania. Czułam, że rozumieją moje emocje, są taktowni, bardzo pomocni. To się naprawdę pamięta i to ma znaczenie. Potem dopiero dowiedziałam się, że pani ordynator, z którą rozmawiałam najczęściej, jakiś czas wcześniej straciła w wypadku męża i dziecko. Sądzę, że to mogło mieć wpływ.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

8 Ostatnio edytowany przez dorias (2019-06-06 22:36:55)

Odp: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...

Olinka żaden sposób nie będzie dobry sad I nie da się tego w żaden sposób złagodzić  sad
Ciężko się w ogóle postawić po stronie osoby która jest informowana o śmierci jak i po stronie, która ma poinformować o tym.
Wyobraź sobie, że przychodzi ktoś z rodziny i informuje Cię o tym Bo to poproszono podejrzewam że byś się wściekła że nikt z pracy się nie pojawił i nie mieli chociaż tyle odwagi i szacunku.

Nie znajdziesz na to dobrego środka:(

Chciała byś obciążać współpracownika czy koleżankę takim obowiązkiem aby poinformował męża o śmierci w wyniku wypadku? Osobiście tym nie chciał tego.

Udane małżeństwa nie są efektem znalezienia idealnej osoby, lecz kochania niedoskonałego człowieka, którego wybrało się na współmałżonka.
J.Evert

9

Odp: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...

Jeden jedyny raz spotkała mnie w życiu ta potworna nieprzyjemność przekazywania wiadomości o śmierci bliskiej osoby innej bliskiej osobie, i powiem tak, że z dwojga złego  wolałabym o śmierci się dowiadywać niż taką informację przekazywać. Dla mnie wtedy było to ponad moje siły, bo jednocześnie bałam się o reakcję tej drugiej osoby.

10

Odp: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...
Olinka napisał/a:

Jeśli mogę - uważasz, że Tobie tę informację przekazano w odpowiedni dla Ciebie sposób? Osoba, która o tym powiedziała wczuła się w Twoje położenie?

Zadzwoniono do mnie w nocy przed 23:00 ze szpitala - przedstawił się, że jest dyżurnym lekarzem i oznajmił  mi że 10 minut temu mąż zmarł, rano
mam przyjść po akt zgonu...

Dalej pamiętam tylko głośny płacz syna 12-latka bo usłyszał jak pytałam o której godzinie zmarł ...
Dalej to już nic nie pamiętam...
Dlatego to takie trudne... nawet po tylu latach.
Nie mogę stwiedzić, czy to było fachowe  powiadomienie. Nie myślałam o tym.
Nie ma dobrych sposobów jak to uczynić... teraz mogę to powiedzieć.

11

Odp: Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...
Misiulka napisał/a:

Zadzwoniono do mnie w nocy przed 23:00 ze szpitala - przedstawił się, że jest dyżurnym lekarzem i oznajmił  mi że 10 minut temu mąż zmarł, rano
mam przyjść po akt zgonu...

Żeby o więcej nie pytać, sięgnęłam do Twoich postów. Nie będę się silić na jakieś wielkie słowa, napiszę tylko, że bardzo współczuję tego, przez co przeszłaś i wciąż przechodzisz. Chciałabym też zapewnić, że zadałam to pytanie wyłącznie dlatego, że sama wspomniałaś, że doskonale rozumiesz problem. Przepraszam, jeśli posunęłam się za daleko.

SonyXperia napisał/a:

Jeden jedyny raz spotkała mnie w życiu ta potworna nieprzyjemność przekazywania wiadomości o śmierci bliskiej osoby innej bliskiej osobie, i powiem tak, że z dwojga złego  wolałabym o śmierci się dowiadywać niż taką informację przekazywać. Dla mnie wtedy było to ponad moje siły, bo jednocześnie bałam się o reakcję tej drugiej osoby.

Ja na szczęście nigdy nie musiałam stać po tej drugiej stronie. I pomimo że nie mam problemu, by rozmawiać z osobą śmiertelnie chorą, także o tym, co ją spotkało i co może nastąpić, z innymi ludźmi o żałobie, którą właśnie przeżywają i o samej śmierci bliskiego, która ich dotknęła, to zupełnie nie wiem jakich miałabym słów użyć, jak się zachować, by przekazać komuś tę okrutną informację. 

dorias napisał/a:

Wyobraź sobie, że przychodzi ktoś z rodziny i informuje Cię o tym Bo to poproszono podejrzewam że byś się wściekła że nikt z pracy się nie pojawił i nie mieli chociaż tyle odwagi i szacunku.

Nie znajdziesz na to dobrego środka:(

Chciała byś obciążać współpracownika czy koleżankę takim obowiązkiem aby poinformował męża o śmierci w wyniku wypadku? Osobiście tym nie chciał tego.

Może masz rację, chyba nie pomyślałam o tym w ten sposób. Przy czym w moim przypadku raczej nie tyle chodzi o wściekłość, bo o tę się nie podejrzewam, co bardziej żal z powodu braku tej wspomnianej przez Ciebie odwagi i szacunku.
Zakładając temat wyobraziłam sobie jedynie ten moment, kiedy ktoś dzwoni do drzwi, otwieram, a tam stoi trzech zupełnie obcych mi mężczyzn i z poważną miną mówią, co powiedzieć muszą. Nie wiem jak miałabym się wtedy zachować i właśnie to wydało mi się nieludzkie - to narażanie mnie na patrzenie na moje emocje, które w takiej chwili człowieka zupełnie łamią. Z drugiej strony jak siebie znam, to całkiem możliwe, że przyjęłabym to ze spokojem, złamałoby mnie dopiero potem, kiedy dotarłoby do świadomości to, co usłyszałam. Za każdym razem, kiedy otrzymywałam taką informację, powtarzał się ten schemat.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Przykro mi, pani mąż miał wypadek, nie żyje...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018