Witajcie, jestem 20 latkiem, moja obecność tutaj to przykład krańcowej desperacji. Ubiegam się o względy jednej i tej samej kobiety 5 lat, całość jest jednak nieco bardziej skomplikowana niż jedynie niespełniona miłość szkolna. Od zawsze dzieliła nas odległość wielu kilometrów, ja studiowałem w Polsce, ona mieszkała w UK. Ostatecznie po powrocie do Polski nadal dzieli nas 400km. Jestem atrakcyjnym mężczyzną, łączę studia z zarobkami na siebie, nie mam problemu z przebywaniem w towarzystwie, w zasadzie to nie mam żadnych problemów z wyjątkiem jej-beztroskiej ślicznej blondynki. Jednak w naszej relacji wyjątkowa jest więź dusz-atrakcyjność schodzi na drugie miejsce. Rozumiemy się bez słów, mamy identyczny humor, rozmawiamy telefonicznie po kilka godzin dziennie.
Co do związków, jest z jakimś typem 3 lata? Odrzuciła jego zaręczyny, nie kocha go. Ja w międzyczasie byłem w dwuletnim związku, to nie to. Relacje z innymi dziewczynami nudzą mnie, wiem że chce się angażować tylko w relację z tą jedyną. Oboje odczuwamy ogromną radość z rozmów, często rozmawiamy na bardzo poważne tematy całymi godzinami.
Dnia dzisiejszego dowiedziałem się otwarcie, że nie widzi we mnie nikogo więcej poza przyjacielem. Nie widzi mnie w związku z nią.
Pytanie proste, zapewne były inne wątki ale jestem nazbyt wyczerpany żeby szukać : jak o niej zapomnieć, odciąć się od niej? Całość trwa jak wspomniałem 5 lat, z różnymi częstotliwościami, jednakże dominuje moje życie codziennie, naukę, angażowanie się w inne relacje. W skrócie, wszystko sprowadza się do niej, chociaż mam spory wachlarz możliwości wiem czego chcę, a jednak dostać nie mogę. Nie daje już rady.
Co do niej : wiecznie beztroska bardzo atrakcyjna kobieta, wytrawny, specyficzny zaczepny humor. Pochodzi z małej wsi, ma kilku starszych braci (podejrzewam, że stąd czuje przyciąganie do starszych mężczyzn). Nie boi się wyzwań i przygód, jednak ogranicza ją rodzina która bardzo by chciała żeby została z aktualnym partnerem.
Co do mnie : mam dosyć, chcę się zakochać w kimś innym, z wzajemnością i to tej innej osobie oddawać tyle, ile daje jej. Nigdy nie byłem tak przybity, przepraszam za merytoryczną wartość wypowiedzi, ale ciężko jest przelać emocje "na papier".
Proszę o porady, pytania, przykłady z życia lub opis doświadczenia waszych podobnych sytuacji.
Pozdrawiam