Mam 28lat. Dobra prace. Jestem bardzo inteligentną i piękna kobietą. Dziś zerwałam z chłopakiem. Byliśmy razem 4 lata. Nigdy nie mialam okazji poznac jego rodziny ani znajomych (nie nie miał żony i dzieci, a jego rodzina o której znałam każdy szczegół byla normalna). Gdy tylko dochodziło do jakiegokolwiek spiecia zaraz ze mna zrywal. Ja zawsze plakalam blagalam o przebaczenie i po kilku tygodniach znów bylismy razem. 4 lata huśtawki emocjonalnej. I zeby bylo lepiej za kazdym razem biore te rozstania na serio i coraz bardziej je przezywam. Psycholog zalecił mi srodki psychotropowe. Żyć mi sie nie chce. Pare razy otarlam sie o samobójstwo. Nie wiem czy teraz sobie poradze. Nie chce tych świąt które nadchodzą. Boje sie ze jak on powie choc slowo to za nim polece. Jak zawsze.
To nie leć. Po co?
Widzisz tu jakąkolwiek przyszłość? Bo skoro on Ci taką huśtawkę robi to ani rodziny ani domu z nim nie zrobisz. Po co Ci to w życiu?
Jesteś ofiarą przemocy psychicznej. On tą huśtawką emocjonalną się nad Tobą znęca i Cię karze, jak tylko zrobisz coś, co mu nie pasuje. Normalna kobieta już dawno by uciekła, Ty już prawdopodobnie masz syndrom ofiary i się od niego uzależniłaś. Poczytaj o toksycznych związkach, psycholog też powinien pomóc, nie tylko psychiatra, bo oni tylko dają proszki.
Miałam to samo przez prawie 10 lat co klutnia się wyprowadzał a ja go przepraszałam i błagała żeby się nie wyprowadzał . Nie warto być z takim człowiekiem który nie szanuje drugiej osoby i od tak potrafi się rozstać . Jesteś dorosła już kobieta wyobrażasz sobie ciągłe go przepraszanie i latanie za nim ?
Nie zastanowiło cię nigdy czemu nie poznałaś jego rodziny i znajomych przez cztery lata to bardzo długi czas jest pełno uroczystości gdzie poznaje się rodzinę
Mnie wyrzucał z domu, bo zazwyczaj się u niego widywalismy. Raz mi kazał wy..dalac, zawsze ,zawsze przy kłótni miałam się wynosić,zawsze,zawsze ja go przepraszalam. Mawiał jak się klocilismy że mam g*wno zamiast mózgu
a ja dalej go przepraszalam.
I pewnie dalej bym to robila gdybym nie odeszła na jego życzenie.
Jak to brzmi,odejsc na jego zyczenie
6 2018-12-21 17:06:00 Ostatnio edytowany przez ulle (2018-12-21 17:07:09)
Oczywiście, że polecisz. Jesteś uzależniona od tych chorych emocji, których dostarcza ci ta znajomość.
Sama wiesz zresztą o tym doskonale.
Na to, żebyś faktycznie zawzięła się teraz i nie odpuściła jeszcze nie czas, bo za mało przeczołgał cię po podłodze, a poza tym co ty teraz bez niego poczniesz? Toż zanudzisz się na śmierć.
Tak więc facet ukarze cię mikczeniem, tym razem jeszcze dotkliwiej, bo to ty osmielilas się podskoczyć za wysoko, potrzyma cię w napięciu i zadzwoni.
Może skróci karę ze względu na święta? Zobaczymy.
Opisz jak przebiega ciąg dalszy pomiatania tobą.
7 2018-12-21 20:15:02 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2018-12-21 20:16:52)
Marna prowokacja, a Wy szanowni Forumowicze przeczytajcie to raz, drugi, trzeci i może załapiecie że to historyjka wyssana z palca, żebyście się podniecali a autor/ka miał/a ubaw. Takich prowokatorów tu pełno i jest ich coraz więcej.
Prowokacja? Jakoś mi się nie wydaje, ale w zasadzie wszystko jest możliwe.
Cześć, byłam z kimś związana 5 lat jakbym słyszała historię o sobie tylko dodam, że po pewnym czasie nie umiał się określić. I zachowywał się jak Ty. W pewnym momencie gdy on kolejny raz potraktował mnie jak przedmiot dowiedziałam że nam dość. Zdecydowałam że to koniec i to był koniec. Później poznalam kogoś kto zmienił moje spojrzenie na cały świat i to że można kogoś kochać ot tak.. bo jest i jest naprawdę bardzo dobrze między nami. Walcz o swoją przyszłość o siebie byś była szczęśliwa i nie obudziła się w wieku 32 lat A on stwierdzi że sam nie wie czy chce wziąć z Tobą ślub i dziecko.. tj moja przyjaciółka..
Znów pozwoliłam sobie to zrobić.
Ledwo napisalam tu pierwszego posta przyjechał z prezentem gwiazdkowym i domagajac sie swojego. Byl placz, rozmowa, zostal na noc i wrócił do sobie tam gdzie nie ma dla mnie miejsca. W święta wymieniliśmy kilka smsow i tyle. Zaprosilam go na wigilie do siebie ale nie przyjechal. Zjawił sie dopoero w sylwestra...
A teraz jest nowy rok. Sylwestra spędziłam z nim w moim mieszkaniu (zero imprez czy znajomych). Rano kłótnia o pierdoly, zabrał swoje rzeczy i pojechał do domu. Jak odjeżdżał podeszlam do auta i powiedzialam żeby wiecej nie przyjeżdżał. Odjechał bez slowa. Płacze teraz na kanapie i nie moge sie pozbierać. Mam wrazenie ze to sie nigdy nie skończy. Ciagle sprawdzam tel czy moze sie nie odezwal choćby jednym slowem.
Szczęśliwego Nowego roku, zaczyna sie pieknie!
11 2019-01-01 20:53:15 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-01-01 20:59:26)
Czy to ty plakalas i ublagalas go, żeby łaskawie został na noc?
Jeśli tak, to znaczy, że miałam rację, że będziesz zgłaszała się po coraz większe dawki toksyny, bo twój głód narkotykowy ciągle będzie rósł. Nawet jak przejedzie po tobie, jak mopem po podłodze, to ty i tak będziesz gapiła się na telefon i czekała aż na ciebie gwizdnie.
No dobrze, wytłumaczę ci jak tylko potrafię najprościej w czym utknęłas, chociaż nie wiem czy ta wiedza tak naprawdę nie jest dobrze ci znana, tyle tylko że nie wiesz od czego zacząć, by naprawdę wyjść z tego bagna.
Otóż, rzecz polega na tym, że przez te kilka lat uzaleznilas się od chorych emocji, jakich bez liku funduje ci ta znajomość. Zerwania, czekanie w napięciu, a więc w ogromnym stresie, to doly, które zaliczyłas. Potem następowały powroty i całe napięcie spadało z ciebie, wielka radość, euforia po ogromnym stresie i ulga, ogromną ulga, że jednak wrócił, boże co za szczęście. I tym razem jednak się udało.
To zapewne wielka miłość, tylko bardzo trudna.
Potem znowu zerwanie i wielki dół, aż do kolejnego powrotu.
Wielkie intensywnie przeżywane emocje, wpadanie że skrajności w skrajność spowodowały, że uzaleznilas się od tej znajomości.
Może nawet i ten człowiek też w jakiś sposób uzależnił się od znajomości z tobą, tylko że on nie ma wobec ciebie żadnych zamiarów (w sensie układania sobie życia z tobą), więc znosi to o wiele lepiej od ciebie.
Nawet gdy wraca, to tak naprawdę tylko na chwilę, bo gdy zaczyna być mu duszno, wtedy puszczają mu nerwy i pod byle pretekstem znika. Robi mu się duszno, bo może czuje, że powinien zrobić z wami coś więcej? Np oświadczyć się albo chociaż poznać cię ze swoją rodziną lub znajomymi? Jednak on tego akurat zrobić nie chce, bo ty nie jesteś dla niego ta jedyną. Ale wraca, bo też jest współuzależniony.
Nie myl tego jednak z miłością, bo z jego strony, to żadna miłość.
Następna rzeczy- tkwisz w tym absurdzie od lat, obserwujesz to i widzisz, że to wszystko, co się dzieje jest po prostu nienormalne. Potrafisz to racjonalnie ocenić. Kłóci się to z twoimi celami i marzeniami oraz wartościami, ale wbrew sobie leziesz jednak do niego i to za każdym razem, gdy on tego zechce.
W związku z tym od lat żyjesz w stałym konflikcie sama ze sobą i popadasz w coraz większą rozpacz oraz bezradność. Facet zaczyna postrzegać cię jako wariatkę i tylko utwierdza się w swoim przekonaniu, że należy od ciebie wiać, a ty nie masz nawet szansy na to, by siąść z nim i spokojnie wyjaśnić mu o co właściwie ci chodzi.
Masz więc stały i uporczywy niedosyt. Facet zniechęcony oddala się coraz bardziej i zastanawia się dlaczego ma takiego pecha, że trafił na wariatkę, a ty nosisz w sercu słuszne żale. Wydaje ci się, że tylko debil nie zrozumiałby o co ci chodzi, ale nic nie możesz zrobić
Jesteś na dobrej drodze do tego, by popaść w głęboką depresję, chociaż prawdę mówiąc ty już masz depresję, skoro była po drodze i próba samobójcza.
Jak wyjść z tego bagna?
Raz na zawsze odetnij się od tego człowieka. Zablokuj kontakt z nim i żeby ręką miała ci uschnąć, to lepsze to niż miałabyś odzywać się do niego w jakiejkolwiek sprawie. Zablokuj go.
Następnie idź do psychologa i zacznij terapię dla osób współuzależnionych, dla nałogowców po prostu.
Ten facet jest dla ciebie wyjątkowo toksyczny i nie widzi w tobie materiału na przeszła żonę.
Być może będzie on równie toksyczny także i dla innych kobiet, a może dla innych będzie znacznie bardziej do zniesienia?
Tego nie powie ci nikt.
Jednak tak czy siak wbij sobie do głowy, że jest on w twoim życiu wielkim nieporozumieniem i źródłem stresu oraz zgryzot.
Odetnij się od niego raz na zawsze.
Ulle wszystko co napisałaś jest trafne w 100%
ulle to rozgarnięta babeczka, ale cóż Ty pewnie nie posłuchasz i zmarnujesz czas swój i innych?
ulle to rozgarnięta babeczka, ale cóż Ty pewnie nie posłuchasz i zmarnujesz czas swój i innych?
Może się tak zdarzyć. Moi znajomi i rodzina juz nie chcą słuchać mojego płaczu i tego że tym razem to tym razem NAPRAWDE koniec. I nawet im sie nie dziwię maja racje i tylko ja za każdym razem wierze żeto koniec i mam dramat.
Myślę, że TEN moment jeszcze do ciebie nie przyszedł i że faktycznie może i zmarnowałam czas na pisanie do ciebie, jednak i tak nie żałuję, bo może ktoś inny skorzysta, a może nawet ty skorzystasz, tylko że za jakieś rok lub dwa lata.
Uważam, że masz teraz idealna sytuacje na to, by właśnie ten moment uznać za finał tej znajomości. Musisz być naprawdę w ciężkim dole, skoro napisałaś tutaj, wyzalilas się, bo dzieje ci się krzywda ( fakt, też uważam, że dzieje ci się krzywda), wystawił cię w Wigilię i potraktował w ostatnich dniach poniżej krytyki, więc czegóż chcieć więcej, by naprawdę mieć dość? Teraz albo nigdy, albo inaczej teraz, albo za kilka lat? Kilku lat moja droga smutna koleżanki nie będzie, bo ten facet w końcu naprawdę cię zostawi. Myślisz, że on będzie tak bawił się z tobą w nieskończoność? Nie będzie. Ty cały czas żyjesz nim, jego życiem, ale on w przeciwieństwie do ciebie żyje swoim życiem i swoich dni nie zaczyna od rozmyślania o tobie. Pewnego dnia pozna jakąś inną i nagle stwierdzi, że to jest to, czego chce i nagle będzie wiedział, jak traktować kobietę, żeby jej do siebie nie zrazić. I do domu ja zaprosi, i rodzinie oraz znajomym przedstawi. Przecież nie jest to jełop, który z choinki się urwał, żeby nie wiedzieć, jak zabrać się za kobietę, na której mu zależy.
Tak więc ty wycisniesz jeszcze te marne soki, które jeszcze są, zajmie ci to jakiś czas, a potem dostaniesz od niego kopa aż futrnie. Taka będzie kolej rzeczy. Ty nie przekonasz go do swojej wizji ani on nie przekona się do twojej.
Najbardziej boisz się że każde jego zrywania były ostatnimi, rodziną mówi do ciebie nie martw się on się odezwie, ale ty nie wierzysz i szalejesz z rizpaczy.
Jeszcze raz ci radzę wykorzystaj ten czas na zamknięcie tego działu życia i nazwij to historia. Życzę ci tego w Nowym Roku.
Najbardziej sie boje że to ze mna jest cos nie tak i że jego zachowanie jest skutkiem mojego szalenstwa.
Oczywiście weszłam w ten zwiazek po raz kolejny i po raz kolejny skończyło się dramatem. Ja już nie potrafię się z tego uwolnić. Widzę że ten związek jest chory i brnę w to ciagle od nowa. Brak mi kompletnie checi życia. Nie wierzę że moge kogos poznac i byc szczęśliwa. Cale zycie wszystko musze robic sama i juz mam tego dosc. Życie przecieka przez palce.
Oczywiście weszłam w ten zwiazek po raz kolejny i po raz kolejny skończyło się dramatem. Ja już nie potrafię się z tego uwolnić. Widzę że ten związek jest chory i brnę w to ciagle od nowa. Brak mi kompletnie checi życia. Nie wierzę że moge kogos poznac i byc szczęśliwa. Cale zycie wszystko musze robic sama i juz mam tego dosc. Życie przecieka przez palce.
nałogowe uzależnienie od emocji....niby narzekasz, ale podswiadomie, a moze i swiadomie tego chcesz, tego dreszczyku....niczym narkoman...A teraz po rozstaniu masz zjazd z haju.....
Zachowujesz sie jak żona alkoholika.......co najciekawszem, takie małżeństwa rozpadają sie zwykle kiedy facet przestaje pić.....ciekawe co???
Czas na gruba kreskę.....odcięcie na 100%...no chyba ze cieszy cie perspektywa mieszkania w pokoju bez klamek przez dluzszy czas...
28Smutna psychotropy to chyba dla Ciebie za mało i niezbyt fortunne wyjście na dłuższą metę .
Odetnij się odstaw i po blokuj gościa gdzie się da a potem poszukaj psychoterapii dla osób z uzależnieniem emocjonalnym od partnera
Bonzo słusznie i prawdziwie Ci napisał.
traktuje cię bez szacunku..... jak przedmiot do seksu... zostaw go.... znajdź kogoś kto bedzie cie szanował....
21 2019-08-14 12:04:09 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-08-14 12:10:07)
Oczywiście weszłam w ten zwiazek po raz kolejny i po raz kolejny skończyło się dramatem. Ja już nie potrafię się z tego uwolnić. Widzę że ten związek jest chory i brnę w to ciagle od nowa. Brak mi kompletnie checi życia. Nie wierzę że moge kogos poznac i byc szczęśliwa. Cale zycie wszystko musze robic sama i juz mam tego dosc. Życie przecieka przez palce.
Wiedziałam, że tak będzie. Ten facet zawsze będzie do ciebie wracał, bo żadna inna kobieta NIE ZNIOSLABY TYLE, ILE ZNOSISZ TY. Zapamiętaj to, co napisałam i wbij sobie to do głowy.
To nie jest żadną miłość i żadna magia was nie łączy, lecz chora relacja między chorymi osobami.
Trudno nawet szukać tu winnego, bo oboje macie ze sobą problem. Popyt kształtuje podaż - gdybyś ty nie potrzebowała tego rodzaju ralacji, on nie miałby czego szukać na twoim podwórku. To logiczne.
Z jakiegoś powodu, rzecz do wyjaśnienia na terapii, dałaś się ubezwlasnowolnic facetowi, który kompletnie nie ma ci nic do zaoferowania. Wpada do twojego życia traktując cię jak pogotowie seksualne i sposób na napompowanie swojego ego, a ty masz tak silnie zakodowane w sobie to, że nie kopie się leżącego, że nawet wbrew własnemu dobru robisz za to pogotowie i pompkę dla jego ego.
Myślę, że jest z tobą tak, że gdy zostajesz sama, bo akurat jesteście ze sobą zerwani, to z jednej strony cierpisz, lecz z drugiej strony potrafisz doskonale ocenić ten wasz, pożal się Boże, związek. Gdy sama artykuujesz swoje myśli oraz uczucia nie masz z tym problemu.
Twój problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy ten facet znowu odzywa się do ciebie albo ty do niego. Wtedy dzieje się z tobą coś dziwnego, bo wszystkie twoje wnioski i postanowienia w jednej chwili ulatniaja ci się z głowy. Glupiejesz przy nim po prostu. Masz uczucie pustki w głowie i zapominasz języka w gębie. Oczywiście niczym bezwolna kukla znowu leziesz w jego objęcia.
Uważam, że zapominasz o Bożym świecie nie dlatego, że tak wielce kochasz tego faceta, lecz dlatego że kompletnie nie wierzysz w słuszność twojej oceny sytuacji. Masz się po prostu za głupia kobietę.
On natomiast Wzrasta przy tobie i uczysz go, że tak naprawdę nie musi przestrzegać żadnych granic, bo taki jest zajebisty.
Powiem ci, że jeśli jakimś cudem kiedyś uwolnicie się od siebie i on zechce być z inną kobieta, to będzie mu bardzo trudno, gdyż po tobie nie znajdzie już aż tak łatwej kobiety. Tak wiec on robi ci świństwo, ale ty jemu też.
Jeśli uważasz, że go kochasz, to dla jego dobra puść go w świat, niech on idzie i spróbuje znaleźć sobie inną. Im dłużej będziesz trzymała go przy sobie, tym bardziej on będzie zatracal umiejętność bycia i budowania normalnego związku.
Puść go więc wolno, a zrobisz mu przysługę i uratujesz siebie.
Możesz spojrzeć na to w taki sposób?
I w trybie pilnym zacznij na poważne chodzić do psychologa.