Małżeństwo na odległość... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Małżeństwo na odległość...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: Małżeństwo na odległość...

Witajcie!
Chciałabym podzielić się z Wami moja historią. W rzeczywistości wiem, że potrzebuję terapii, więc postanowiłam, że to właśnie to forum będzie moim katharsis.
Pochodzę z małej miejscowości, w której mieszkalam sama z mama (ojciec znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie - na szczęście nawet go nie pamietam) gdzie w zasadzie każdy każdego zna smile Mama urodziła mnie w wieku 41 lat. Mam rodzeństwo starsze od siebie o ponad 20 lat, które wyprowadziło się już na swoje. Od zawsze wiedziałam ze moja przyszłość związana będzie z tym miastem ze względu na mamę. Odziedziczyłam dom, w którym miejsca jest spokojnie na dwie rodziny. Męża poznałam na studiach. Zakochaliśmy się w sobie w zasadzie od pierwszego wejrzenia. Nigdy nie ukrywałam, ze w rodzinne strony muszę wrócić z powodu mamy. I w zasadzie to jedyny powód ponieważ szczerze nienawidzę tego miejsca. Z powodu dużej różnicy wieku, moje rodzeństwo nie uczestniczyło raczej w moim życiu. Od zawsze była tylko Mama, która zdecydowała ze musimy przeprowadzic się do jej rodziców żeby mogła się nimi zająć gdy ja miałam 6lat. Na moje nieszczęście, Babcia znalazła we mnie najgoszego swojego wroga. Wydaje mi się po prostu ze tak kochała na swoj chory sposób moja mame ze gdy patrzyła na mnie - widziała mojego ojca. Od najmłodszych lat byłam szkolona, wyzywana, nikt nigdy nie mógł do mnie przychodzić (do dzisiaj nie potrafie przyjmować gości sad a gdy robiłam coś co babci się nie podobało - pisałam kary, słyszałam ze jestem Judaszem i takie tam. Oczywiście mama o wszystkim wiedziała jednak nie zamierzała nic z tym robić. Pozwoliła bym wychowywała się w takich warunkach gdzie nie mogłam nic powiedzieć, bo od razu kopała mnie pod stołem. W nocy jako dziecko pamietam ze nawet nie mogłam iść siku do łazienki. Miałam pod łóżkiem słoiczek, do którego musiałam się załatwiać.. ehh.. książkę mogłabym o tym napisać. Dodam ze dziadek mame molestował nawet jako dorosła kobietę. Dowiedziałam się o tym dopiero po jego śmierci. W związku z tym same rozumiecie, ze była mi najbliższa. Wszystko jej mówiłam, bo nie miałam nikogo innego. Nasze relacje wyglądały tak samo do momentu studiów. Zawsze jej słuchałam, uczylam się najlepiej, wszystko było na tip Top -mama mogła być dumna. Poszłam na studia, na dwa kierunki i pękała z dumy. Miałam narzeczonego, z którym postanowiłam się jednak rozstać na ostatnim roku tuż przed ślubem ( dodam ze mieszkal na przeciwko a jak pisałam każdy każdego zna...)I wtedy rozpętało się piekło, bo postawiłam się pierwszy raz w życiu i zrobiłam coś pod wojsku mając 25 lat. Powiedziała ze zabierze mi dom. Pojechałam do niej i powiedziałam ze przecież ja go nigdy nie chciałam! Ze nast razem gdy przyjadę ma już być naszykowane pismo od notariusza a ja podpisze i wychodzę. Po studiach nie wróciłam od razu do domu, poznałam tam mojego obecnego Męża. Jednak nigdy nie ukrywałam ze to ja będę odpowiedzialna za opiekę nad 70letnia mama. Związek stał się poważny, zaczęliśmy myslec o wspólnej przyszłości, dzieciach, gdy zwolniono mnie z pracy postanowiłam wrócić do domu i znalazłam lepsza prace bliżej domu. Mama poznała mojego męża, zaakceptowała go, wiedziała ze prały jemy wspólna przyszłość. W międzyczasie zaszłam w ciążę. Nieplanowaną, która była dla mnie kompletnym szokiem pomimo mojego wieku. Urodziłam cudownego Synka smile Mąż chciał brać ślub gdy byłam jeszcze w ciąży jednak ja się nie zgodziłam. Od zawsze marzyłam o tym dniu i na pewno nie miał być on spowodowany dzieckiem. Nasze życie odbywało się w weekendy. Ja do 9mca ciąży pracowałam, on przyjeżdżał w piątki, wracał w niedziele. Jego mama zmarła na samym poczatku znajomosci i cały czas mówił mi ze zaczniemy żyć jak rodzina gdy jego siostra skończy szkole średnia. Czułam ze to tylko wymówka żeby nie zwalniać się z pracy którakocha. Tak- on kocha swoją pracę. Żeby była jasność - srednioplatna. Ale ok, tłumaczyłam sobie ze chodzi o siostrę. Siostra poszła na studia, ja urodziłam i wróciłam do pracy. Po roku wzięliśmy ślub. Nadal widywaliśmy się w weekendy. Co jakiś czas wybuchała awantura ze ja już nie daje rady! Ze chce remontu góry tak bym miała swoj azyl, swoją kuchnie, swojego męża na miejscu! Miałam bardzo dobra prace, w której Szef zaproponował posadę 3xlepiej płatna mojemu mężowi! On oczywiście nie skorzystał. Z jednej strony jego prośby daj mi jeszcze trochę czasu, błagam, przeprowadzę się, daj mi pół roku. Z drugiej moja toksyczna mama, która postanowiła ze mojego syna będzie wychowywać jak swojego. Nie respektowała żadnych z moich zasad. Żadnych. Prosiłam. Dawaj mu do picia wodę - dosładzala potajemnie miodem. Prosiłam nie dawaj mu słodyczy - kupowała kupi kryjomu różne słodkości i mówiła małemu ze ma nie mówić mamie. Gdy to konfrontowalam słyszałam ze skoro mi  pomaga to tez ma coś do gadania. Ręce i szczeka mi opadła. Wiedziałam ze jest zźle. Potrzebowałam jej pomocy, bo pracowałam 9h dziennie, męża nie było na miejscu (zaznaczam ze zarabiałam i zarabiam więcej od niego). Z jego pensji nie wyzylibysmy w 3 osoby mieszkając w jednym domu. Poza tym dlaczego to ja miałabym rezygnować z kierowniczego stanowiska tylko po to żeby on sobie mógł pracowac za prawie najniższa krajowa? Przecież ktoś musiał zachowywać się odpowiedzialnie. Dzięki mnie jeździliśmy na wakacje, wycieczki byle jak najdalej od mamy i tego domu. Jadąc nawet na weekend do niego jestem innym człowiekiem. Oddycham. Chociaż czuje ze po tylu latach już nią przesiaklam i boje się tego. Na dzień dzisiejszy mój Syn kończy 4 lata, Maz nadal pracuje i mieszka 120 km od nas. Wzięliśmy kredyt na remont i z powodu tego kisne z mama w 2 pokojach. Dodam tylko ze nie odzywamy się do siebie od 4dni. Poszło o to ze naszykowane mojemu synowi mleko na sniadanie które potajemnie doslodzila miodem gdy już chyba rozmów na ten temat było 128463. Po tym jakże blachympowodzie ja się zupełnie posypałam. Jestem załamana. Normalnie jakbym straciła kontrole na soba. I pierwszy raz w życiu się po prostu przestałam odzywać. Zawsze jak mama się na mnie gniewała nawet gdy ona mnie uderzyła czy obraziła to zawsze przepraszałam ja. Zawsze nawet mając 30 lat. Nawet przeprosiłam ja za to ze kiedyś powiedziałam ze jak nie będzie respektować moich zasad to opłacę opiekunkę. Za to tez musiałam przepraszać. Ale teraz koniec. Powoli dochodzi do mnie ze od dziecka byłam ofiara przemocy, częściowo fizycznej jednak tutaj chodzi bardziej o przemoc psychiczna. Ja się po prostu boje jak małe dziecko ze mama się obrazi, przestanie odzywać. Jednak w tej chwili nie potrafie nawet na nią patrzeć. Do męża tez się nie odzywam bo po prostu uważam go za współwinnego sytuacji w jakiej jestem. Zamiast mnie wspierać, on ciagle powtarza ze mama nam pomaga itd. Pomaga ale JEMU! Bo to on tu powinien być ze mną i wtedy poradziłabym sobie ze wszystkim. I dlatego tkwienie jakimś chorym układzie z poczuciem niesprawiedliwości w związku z tym jak to wyglada. W dodatku... okazało się ze jestem w 2 ciąży i w lutym pojawi się drugi dzidziuś. Mówiąc szczerze? Mi się w tej chwili nawet nie chce żyć, nie mam nawet siły cieszyć się tym dzieckiem... Czy jest tu ktoś ktomoglvy spojrzeć na to wszystko z boku i. Się wypowiedzieć? Myślałam o wyprowadzce. Wynajęciu czegos z daleka od nich, oddaniu kredyty w całości który jest nieruszony. Iż robiłabym tk gdybym miała jedno dziecko. Ale co teraz gdy pojawi się drugie? Jak pogodzę sama dwoje dzieci w małej miejscowości i powrót do pracy do której muszę wrócić aby mieć z czego żyć? Pomocy...

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Małżeństwo na odległość...

Forum nie zastąpi Twojej terapii, jesteś tego świadoma?

Ja bym mężem potrząsnęła proponując rozwód. Skoro nie ma planów na wspólne życie to jakie z Was małżeństwo?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3

Odp: Małżeństwo na odległość...

Były już takie awantury, płacz i groźby, że wspominałam również i o rozwodzie. On jest jednak taki, ze gdy tylko o tym wspominam to śmiertelnie się obraża i np. tydzień potrafi się nie odzywać. W chwili obecnej ma postawione ultimatum ze ma czas do lutego żeby zrezygnować z pracy i się przeprowadzic. Jednak tyle razy słyszałam to już wcześniej, ze zwyczajnie po ludzku nie wierze ze to zrobi

Reklama

4

Odp: Małżeństwo na odległość...

Poradzilam sobie wychowujac sama dwoje dzieci, czemu ty masz nie dac rady? Wyprowadz sie i zatrudnij nianie. A maz jak nie chce bawic sie w rodzine niech placi alimenty. Lepsze go nich wychowywanie dzieci przez .... ( ugryze sie w jezyk) babcie

5

Odp: Małżeństwo na odległość...
Cioopaga napisał/a:

Były już takie awantury, płacz i groźby, że wspominałam również i o rozwodzie. On jest jednak taki, ze gdy tylko o tym wspominam to śmiertelnie się obraża i np. tydzień potrafi się nie odzywać. W chwili obecnej ma postawione ultimatum ze ma czas do lutego żeby zrezygnować z pracy i się przeprowadzic. Jednak tyle razy słyszałam to już wcześniej, ze zwyczajnie po ludzku nie wierze ze to zrobi

Własny mąż robi Ci jazdy i się tydzień nie odzywa?
Moim zdaniem on już nie ma po co do Ciebie wracać i tyle.
Albo ma tam na miejscu kogoś innego. Może pora zawalczyć o siebie?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
Reklama

6

Odp: Małżeństwo na odległość...

Moj maz wybral latwiejsze zycie
Bo lepiej wyjechac zarobic na lajcie kilka tysiency po 8h sobie odpoczywac pograc pomarszczyc freda kiedy sie chce i bez wyopy ze dzieci zobacza. Ja mam w dupie takie malze stwo jestem juz z nim tylko ze wzgledu dla dzieci one maja 2 l i rok
On wroci na "gotowe" a dla mnie mogl by tam juz zostac

7

Odp: Małżeństwo na odległość...

Jesteś emocjonalnie uzależniona od toksycznej matki.
Potrzebujesz profesjonalnej pomocy.

Prawdopodobnie nigdy być za Tego faceta nie wyszła, gdyby nie to, co napisałam w zdaniu powyżej.

Idź na terapię, to pomoże. Stopniowo ogarniesz swoje życie i dojdziesz do tego, co jest dla Ciebie dobre.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

8 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-22 15:25:13)

Odp: Małżeństwo na odległość...

Ale to Ty droga autorko niszczysz życie swojej rodziny, które powinno być dla Ciebie najważniejsze. Wszystkie decyzje są Twoje. A Twoja rodzina to Ty, Twój mąż i wasze dziecko. Dla mnie osobiście szokujące jest to, że w wyniku Twoich decyzji mąż nie widuje się codziennie z dzieckiem, wasze dziecko ale i również Ty, jesteście codziennie narażeni na niezdrową atmosferę a Twój mąż unika przeprowadzki bo nie chce tam mieszkać, nie chce się dostosować do Twojej decyzji, bo nigdy się na to tak naprawdę nie zgodził ale nie chciał się z Tobą konfrontować widząc twoją apodyktyczność (którą prawdopodobnie wyniosłaś z dzieciństwa). W małżeństwie jednak wszystkie decyzje powinniście podejmować razem. Poza tym, w pewnym sensie, powielasz sytuację ze swojego dzieciństwa i fundujesz traumę swojemu dziecku oraz jego ojcu.

Wg. mnie powinnaś się natychmiast wyprowadzić i zamieszkać razem z mężem. Kwestie finansowe są tutaj poboczne bo z czasem wg. swoich kwalifikacji każdy w końcu znajdzie pracę. A dwoje pracujących osób może sobie spokojnie poradzić. jeśli tego nie zrobisz to zniszczysz swoją rodzinę, którą jeszcze chyba da się uratować. To jest rzecz najważniejsza. Inne są mniej ważne a mama sobie poradzi. Jeśli tego nie potrafisz zrobić po prostu nie szukaj więcej żadnych rad tylko musisz sobie zdać sprawę z tego, że w 100% będziesz odpowiadać za rozpad swojej rodziny. Twoje miejsce jest przy mężu, któremu przysięgałaś, a dziecko powinno wychowywać się pod okiem ojca, spędzać z nim czas. Zapomniałaś słów (niezależnie od tego czy jesteś wierząca czy nie) i opuści swoich rodziców... Podważasz podstawowe zasady życia i dziwisz się, że jest źle.

9

Odp: Małżeństwo na odległość...

Daro, a maż jest taki biedny i bezwolny? Ofiara losu co nie może się przeprowadzić bliżej? Nawet nie do nich ale wynająć coś blisko i ją przeprowadzić? Wina leży zawsze po obu stronach. Zawsze.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
Odp: Małżeństwo na odległość...
Lady Loka napisał/a:

Daro, a maż jest taki biedny i bezwolny? Ofiara losu co nie może się przeprowadzić bliżej? Nawet nie do nich ale wynająć coś blisko i ją przeprowadzić? Wina leży zawsze po obu stronach. Zawsze.

Wydaje mi się, że tu nie chodzi o przeprowadzenie się bliżej ale o zamieszkanie z matką.

Zaproponowałaś jednak fajny kompromis. Niech zamieszkają bliżej matki byle nie z matką a do pracy będą dojeżdzać, kwestię opieki nad synem też można różnie rozwiązać a mamę można odwiedzać np. raz w tygodniu, można też do mamy dzwonić. Obawiam się jednak, że zaraz padną tu argumenty ekonomiczne i nic się nie zmieni. Tu trzeba jedna wybrać co jest ważniejsze, rodzina czy jej niszczenie w sumie w imię czego? Swojej błędnej racji a może tej niezdrowej pępowiny z matką?

11

Odp: Małżeństwo na odległość...
DoswiadczonyDaro napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Daro, a maż jest taki biedny i bezwolny? Ofiara losu co nie może się przeprowadzić bliżej? Nawet nie do nich ale wynająć coś blisko i ją przeprowadzić? Wina leży zawsze po obu stronach. Zawsze.

Wydaje mi się, że tu nie chodzi o przeprowadzenie się bliżej ale o zamieszkanie z matką.

Zaproponowałaś jednak fajny kompromis. Niech zamieszkają bliżej matki byle nie z matką a do pracy będą dojeżdzać, kwestię opieki nad synem też można różnie rozwiązać a mamę można odwiedzać np. raz w tygodniu, można też do mamy dzwonić. Obawiam się jednak, że zaraz padną tu argumenty ekonomiczne i nic się nie zmieni. Tu trzeba jedna wybrać co jest ważniejsze, rodzina czy jej niszczenie w sumie w imię czego? Swojej błędnej racji a może tej niezdrowej pępowiny z matką?

Jasne, że kompromis. Bo jakby mężowi się chciało zaangażować w życie swojej rodziny to mógłby to zrobić na wiele sposobów a i dla Autorki byłby to kop do zmian. A on woli strzelać focha i się do żony tydzień nie kdzywać. Normalnie wzór męża.

Ona ma problem z matką. Nikt temu nie zaprzecza. Ale on pokazuje dno totalne bo nawet nie próbuje walczyć o swoją rodzinę. Oni tak naprawdę rodziną są tylko na papierku.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

12 Ostatnio edytowany przez Ferreus somnus (2018-10-22 19:12:42)

Odp: Małżeństwo na odległość...
Cioopaga napisał/a:

Witajcie!
Chciałabym podzielić się z Wami moja historią. W rzeczywistości wiem, że potrzebuję terapii, więc postanowiłam, że to właśnie to forum będzie moim katharsis.
Pochodzę z małej miejscowości, w której mieszkalam sama z mama (ojciec znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie - na szczęście nawet go nie pamietam) gdzie w zasadzie każdy każdego zna smile Mama urodziła mnie w wieku 41 lat. Mam rodzeństwo starsze od siebie o ponad 20 lat, które wyprowadziło się już na swoje. Od zawsze wiedziałam ze moja przyszłość związana będzie z tym miastem ze względu na mamę. Odziedziczyłam dom, w którym miejsca jest spokojnie na dwie rodziny. Męża poznałam na studiach. Zakochaliśmy się w sobie w zasadzie od pierwszego wejrzenia. Nigdy nie ukrywałam, ze w rodzinne strony muszę wrócić z powodu mamy. I w zasadzie to jedyny powód ponieważ szczerze nienawidzę tego miejsca. Z powodu dużej różnicy wieku, moje rodzeństwo nie uczestniczyło raczej w moim życiu. Od zawsze była tylko Mama, która zdecydowała ze musimy przeprowadzic się do jej rodziców żeby mogła się nimi zająć gdy ja miałam 6lat. Na moje nieszczęście, Babcia znalazła we mnie najgoszego swojego wroga. Wydaje mi się po prostu ze tak kochała na swoj chory sposób moja mame ze gdy patrzyła na mnie - widziała mojego ojca. Od najmłodszych lat byłam szkolona, wyzywana, nikt nigdy nie mógł do mnie przychodzić (do dzisiaj nie potrafie przyjmować gości sad a gdy robiłam coś co babci się nie podobało - pisałam kary, słyszałam ze jestem Judaszem i takie tam. Oczywiście mama o wszystkim wiedziała jednak nie zamierzała nic z tym robić. Pozwoliła bym wychowywała się w takich warunkach gdzie nie mogłam nic powiedzieć, bo od razu kopała mnie pod stołem. W nocy jako dziecko pamietam ze nawet nie mogłam iść siku do łazienki. Miałam pod łóżkiem słoiczek, do którego musiałam się załatwiać.. ehh.. książkę mogłabym o tym napisać. Dodam ze dziadek mame molestował nawet jako dorosła kobietę. Dowiedziałam się o tym dopiero po jego śmierci. W związku z tym same rozumiecie, ze była mi najbliższa. Wszystko jej mówiłam, bo nie miałam nikogo innego. Nasze relacje wyglądały tak samo do momentu studiów. Zawsze jej słuchałam, uczylam się najlepiej, wszystko było na tip Top -mama mogła być dumna. Poszłam na studia, na dwa kierunki i pękała z dumy. Miałam narzeczonego, z którym postanowiłam się jednak rozstać na ostatnim roku tuż przed ślubem ( dodam ze mieszkal na przeciwko a jak pisałam każdy każdego zna...)I wtedy rozpętało się piekło, bo postawiłam się pierwszy raz w życiu i zrobiłam coś pod wojsku mając 25 lat. Powiedziała ze zabierze mi dom. Pojechałam do niej i powiedziałam ze przecież ja go nigdy nie chciałam! Ze nast razem gdy przyjadę ma już być naszykowane pismo od notariusza a ja podpisze i wychodzę. Po studiach nie wróciłam od razu do domu, poznałam tam mojego obecnego Męża. Jednak nigdy nie ukrywałam ze to ja będę odpowiedzialna za opiekę nad 70letnia mama. Związek stał się poważny, zaczęliśmy myslec o wspólnej przyszłości, dzieciach, gdy zwolniono mnie z pracy postanowiłam wrócić do domu i znalazłam lepsza prace bliżej domu. Mama poznała mojego męża, zaakceptowała go, wiedziała ze prały jemy wspólna przyszłość. W międzyczasie zaszłam w ciążę. Nieplanowaną, która była dla mnie kompletnym szokiem pomimo mojego wieku. Urodziłam cudownego Synka smile Mąż chciał brać ślub gdy byłam jeszcze w ciąży jednak ja się nie zgodziłam. Od zawsze marzyłam o tym dniu i na pewno nie miał być on spowodowany dzieckiem. Nasze życie odbywało się w weekendy. Ja do 9mca ciąży pracowałam, on przyjeżdżał w piątki, wracał w niedziele. Jego mama zmarła na samym poczatku znajomosci i cały czas mówił mi ze zaczniemy żyć jak rodzina gdy jego siostra skończy szkole średnia. Czułam ze to tylko wymówka żeby nie zwalniać się z pracy którakocha. Tak- on kocha swoją pracę. Żeby była jasność - srednioplatna. Ale ok, tłumaczyłam sobie ze chodzi o siostrę. Siostra poszła na studia, ja urodziłam i wróciłam do pracy. Po roku wzięliśmy ślub. Nadal widywaliśmy się w weekendy. Co jakiś czas wybuchała awantura ze ja już nie daje rady! Ze chce remontu góry tak bym miała swoj azyl, swoją kuchnie, swojego męża na miejscu! Miałam bardzo dobra prace, w której Szef zaproponował posadę 3xlepiej płatna mojemu mężowi! On oczywiście nie skorzystał. Z jednej strony jego prośby daj mi jeszcze trochę czasu, błagam, przeprowadzę się, daj mi pół roku. Z drugiej moja toksyczna mama, która postanowiła ze mojego syna będzie wychowywać jak swojego. Nie respektowała żadnych z moich zasad. Żadnych. Prosiłam. Dawaj mu do picia wodę - dosładzala potajemnie miodem. Prosiłam nie dawaj mu słodyczy - kupowała kupi kryjomu różne słodkości i mówiła małemu ze ma nie mówić mamie. Gdy to konfrontowalam słyszałam ze skoro mi  pomaga to tez ma coś do gadania. Ręce i szczeka mi opadła. Wiedziałam ze jest zźle. Potrzebowałam jej pomocy, bo pracowałam 9h dziennie, męża nie było na miejscu (zaznaczam ze zarabiałam i zarabiam więcej od niego). Z jego pensji nie wyzylibysmy w 3 osoby mieszkając w jednym domu. Poza tym dlaczego to ja miałabym rezygnować z kierowniczego stanowiska tylko po to żeby on sobie mógł pracowac za prawie najniższa krajowa? Przecież ktoś musiał zachowywać się odpowiedzialnie. Dzięki mnie jeździliśmy na wakacje, wycieczki byle jak najdalej od mamy i tego domu. Jadąc nawet na weekend do niego jestem innym człowiekiem. Oddycham. Chociaż czuje ze po tylu latach już nią przesiaklam i boje się tego. Na dzień dzisiejszy mój Syn kończy 4 lata, Maz nadal pracuje i mieszka 120 km od nas. Wzięliśmy kredyt na remont i z powodu tego kisne z mama w 2 pokojach. Dodam tylko ze nie odzywamy się do siebie od 4dni. Poszło o to ze naszykowane mojemu synowi mleko na sniadanie które potajemnie doslodzila miodem gdy już chyba rozmów na ten temat było 128463. Po tym jakże blachympowodzie ja się zupełnie posypałam. Jestem załamana. Normalnie jakbym straciła kontrole na soba. I pierwszy raz w życiu się po prostu przestałam odzywać. Zawsze jak mama się na mnie gniewała nawet gdy ona mnie uderzyła czy obraziła to zawsze przepraszałam ja. Zawsze nawet mając 30 lat. Nawet przeprosiłam ja za to ze kiedyś powiedziałam ze jak nie będzie respektować moich zasad to opłacę opiekunkę. Za to tez musiałam przepraszać. Ale teraz koniec. Powoli dochodzi do mnie ze od dziecka byłam ofiara przemocy, częściowo fizycznej jednak tutaj chodzi bardziej o przemoc psychiczna. Ja się po prostu boje jak małe dziecko ze mama się obrazi, przestanie odzywać. Jednak w tej chwili nie potrafie nawet na nią patrzeć. Do męża tez się nie odzywam bo po prostu uważam go za współwinnego sytuacji w jakiej jestem. Zamiast mnie wspierać, on ciagle powtarza ze mama nam pomaga itd. Pomaga ale JEMU! Bo to on tu powinien być ze mną i wtedy poradziłabym sobie ze wszystkim. I dlatego tkwienie jakimś chorym układzie z poczuciem niesprawiedliwości w związku z tym jak to wyglada. W dodatku... okazało się ze jestem w 2 ciąży i w lutym pojawi się drugi dzidziuś. Mówiąc szczerze? Mi się w tej chwili nawet nie chce żyć, nie mam nawet siły cieszyć się tym dzieckiem... Czy jest tu ktoś ktomoglvy spojrzeć na to wszystko z boku i. Się wypowiedzieć? Myślałam o wyprowadzce. Wynajęciu czegos z daleka od nich, oddaniu kredyty w całości który jest nieruszony. Iż robiłabym tk gdybym miała jedno dziecko. Ale co teraz gdy pojawi się drugie? Jak pogodzę sama dwoje dzieci w małej miejscowości i powrót do pracy do której muszę wrócić aby mieć z czego żyć? Pomocy...

Jesteś toksyczną apodyktycznąv kobietą, żyjącą z jeszcze bardziej toksyczną matką, stawiasz ultimatum mężowi by się do was wprowadził i skorodował ze szczętem. I dziwisz się czemu mi niespieszno. I kto powiedział, że akurat Ty musisz się opiekować matką? Sama chcesz siedzieć w toksycznej atmosferze, nasycić nią męża i wychować w niej dziecko. Patologia.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Małżeństwo na odległość...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018